Psychologia Związek

Starych drzew się nie przesadza, je się podziwia… Filary długiego, udanego związku

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
16 kwietnia 2016
Starych drzew się nie przesadza
Fot. iStock / ciseren
 

Są symbolem siły, czasu i piękna. Majestatycznie wzbijają się w niebo – zupełnie jak silna miłość między dwojgiem ludzi. Gdy odpowiednio ją pielęgnować stale rośnie, staje silna, chroni i jest mocną podporą. Wielu o takiej marzy, do takiej dąży. Ale dzięki czemu związek staje się silny, odporny na wiatr i czas?

Starych drzew się nie przesadza, bo jest im dobrze jak jest…

… gdyby tak nie było, nie urosły by takie silne.

Nie potrzebują szczególnych zabiegów, sztucznych zmian otoczenia by się odświeżyć. Mimo, że tyle lat rosną razem w jednym miejscu – wciąż są świeże. Taka miłość nie zna nudy, rutyny. Taka miłość karmi się innymi wartościami, a właściwie jest wartością samą w sobie. Można być w sobie zakochanym przez całe życie – jeśli tylko chce się to zakochanie pielęgnować i podsycać.

Stare drzewa gubią liście i łamią gałęzie…

…ale w ogóle im to nie szkodzi, nadal są silne, bo maja mocną podstawę.

Udanego związek nie jest wolny od kłótni, kryzysów. To nadal związek dwojga – często rożnych, ludzi. Tak samo przechodzi swoje małe trzęsienia ziemi, ale przez cały ten czas spory są tylko sporami. Nie ma takich, których nie da się rozwiązać, jeśli obie strony tego chcą. Naukowcy z tzw.Laboratorium miłości opracowali metodę, która pozwalała dokonać obserwacji pary w niespełna 3 minuty. Okazało się, że w dużej mierze jakość i stałość związku, zależy od tego, jak i czy partnerzy potrafią rozwiązywać konflikty.

Bo każdy z tych konfliktów to tylko problem, który trzeba rozwiązać –  a nie istota ich życia.

Przecież jesteśmy tak odmienni, cały sekret tkwi w tym, by nasze podobieństwa zauważać, a różnice akceptować.

Stare drzewa od zawsze zapuszczają korzenie…

Stałe i udane związki to praca. To wspólnie spędzone chwile i marzenia, układane razem chwila po chwili, dzień po dniu. Taki związek to prawdziwy skarbiec wypracowanego kapitału. To czułość, bezinteresowna miłość i wspomnienia. To wszystko nie pojawia się z wybiciem kolejnej rocznicy. To misternie układane cegiełki – a gdy któraś się wykruszy lub już nie pasuje, zawsze znajduje się inna, nowa i solidna na to brakujące miejsce.

Stare drzewa nie łamią się na wietrze…

Bo są silne. Uginają się, tańczą, czasem tracą parę gałęzi a nawet się zachwieją. Ale to wszystko jest nieważne, gdy mają twardo stojącą na ziemi podstawę. Przecież w każdym związku chodzi o to, by iść przez życie razem, pomimo…

Stare drzewa dają schronienie…

Dają sobie cień i podparcie. Można na nich zbudować dom lub zawiesić huśtawkę, która poprawi humor. Stare drzewa się nie nudzą.

Stare drzewa są zawsze na miejscu… 

Nie muszą zastanawiać się czy pasują do otoczenia, czy ktoś ich za chwilę nie zetnie, bo przestaną być potrzebne. One po  prostu trwają, po swojemu, szczęśliwe, zajęte swoim życiem. Choć tak wiele zmienia się i dzieje wszędzie wokół.

Stare drzewa noszą blizny…

Ale one tylko dodają im uroku. Mają w sobie zapisaną przeszłość, której nikt inny nie zna i nie pamięta. Nie zasłaniają ich i nie usuwają. Te blizny zdobyte podczas licznych burz formują je. Nie przeszkadzają, są ich pamięcią. Bo stare drzewa nie uciekają od przeszłości, nie muszą. Nie roztrząsają jej nieustannie, wiedzą, że jest ich częścią, ale codziennie słońce wschodzi i przynosi coś zupełnie nowego.

Stare drzewa nie muszą być idealne, żeby być pięknymi…

Gdy były jeszcze młode, ogrodnik czasem starał się je przycinać od swojego szablonu, by idealnie wpisywały się w krajobraz, tworzyły zgrabny obrazek. Ale  z czasem gałęzie zaczęły pisać w ogrodzie swoją własną historię, a drzewa stały się zbyt potężne, by kazać im spełniać kaprysy tych, którzy szukali odpoczynku w ich cieniu. Więc ogrodnik pozwolił im rosnąć i już tylko dbał o nie, podziwiając ich majestat. Doglądał ich codziennie, choć wydawać by się mogło, ze wcale tego nie potrzebują.

Związek nie zawsze da się uformować, tak jak ktoś sobie to wyobrażał, bo czasem nasze wyobrażenia muszą spotkać się w zupełnie nowym miejscu.

Stare drzewa kiedyś były tylko żołędziem…

Nie zawsze były silne i majestatyczne. Po prostu pozwoliły sobie rosnąć i nie walczyły z czasem – ten od zawsze był ich przyjacielem. Powoli, nieustępliwie, czasem na przekór światu. Bo przecież zawsze tylko o to im chodziło…

Życzę wam pięknej miłości, związków które dadzą wam wzajemne oparcie i siłę. Bo przecież tak naprawdę właśnie o to w nich chodzi, żeby się po prostu „nie skończyły”.


Psychologia Związek

Nauka latania na miotle. Po co nam dziś czarownice?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 kwietnia 2016
Fot. Mateusz Mirowski
 

W dzieciństwie straszono nas nimi, kiedy byłyśmy niesforne. „Przyjdzie Baba- Jaga i cię porwie” – mówili nam ci niegrzeszący rozumem dorośli. Do dziś dla nas wiedźma to postać negatywna, brzydka i złośliwa, choć jednocześnie ciekawa, bo owiana fascynującą tajemnicą… O tym, dlaczego powinnyśmy „oswoić czarownicę” i  kto dziś na nią poluje rozmawiamy z Dorotą Bielską, reżyserką, teatrolożką i redaktorką naczelną portalu www.czarownice.com.

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Anna Frydrychewicz: „Czarownica”, to słowo nie kojarzy się chyba pozytywnie? Co się pod nim kryje?

Dorota Bielska: A czy ja mogę odwrócić pytanie? A gdybyśmy zapytały „Z czym kojarzy się słowo Czarownik?” Jakie byłyby potencjalne odpowiedzi? Czarownik to ktoś silny, pełen mocy, męski, autorytatywny, oryginalny. Ma dostęp do sił natury, a nawet nad nimi władzę. Para się magią. Długo moglibyśmy opowiadać i prawdopodobnie nie pojawiłoby nam się pytanie, czy jest dobry, czy zły… Bo to oczywiste, że może być i taki i taki. W całej naszej kulturze, myślę o literaturze, filmie, sztukach pięknych, teatrze itp. pojawiają się czarownicy. Czasem autorzy wykorzystują takie postacie jako protagonistów lub ich pomocników, czasem jako antagonistów. I jak każdy archetyp czarownik bywa „używany” różnie.

„Czarownik” brzmi lepiej, przyjaźniej. Czarownica to wiedźma i już.

Tak. W kulturze nie ma pozytywnych Czarownic. Kobieta bowiem programowo ma nie mieć dostępu do swego magicznego archetypu. A jeśli jednak się na niego zdecyduje, staje się postrachem dla innych „prawych” białogłów.
To oczywiście teraz się zmienia i pojawiają się powoli „pozytywne” Czarownice, szczególnie w Hollywood, ale siła przekazu wielu pokoleń nie zostanie tak łatwo zniwelowana przez produkcje filmowe… Czarownica jest zła. Bójcie się jej śliczne królewny i kopciuszki!

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Współczesna czarownica też jest zła? Może ma jakąś misję, no bo po co wskrzeszać czarownice?

Współcześnie jest wszystkiego dużo i różnorodnie, mamy zatem również wysyp Czarownic :). Istnieje teza, wprowadzona przez brytyjską naukowczynię Margaret Murray, jakoby czarownictwo było starożytną religią praktykowaną powszechnie w Europie i skutecznie wyplenioną z tych terenów za pomocą Inkwizycji. W następstwie ogłoszenia teorii (i kilku innych ważnych książek) pojawiły się najpierw w Anglii potem na całym świecie neopogańskie ruchy kultywujące Kult Wielkiej Bogini Matki i Rogatego Boga. Odłamów religii czarownic jest sporo. Wiele osób podąża też samotną drogą. Generalizując można powiedzieć, że bycie zdeklarowaną czarownicą to praktykowanie religii ziemi. Bliskość żywiołów, współgranie z fazami księżyca i zmiennością pór roku, wysoki poziom świadomości ekologicznej i harmonizowanie pierwiastków żeńskich i męskich. Ponadto świadomość własnej seksualności i wynikającej z niej siły. I co najważniejsze: czarownictwo to praca z energią. Dalej musiałabym się rozgadać o praktyce, ale chyba nie mamy tu na to miejsca. Poza tym, kto szuka, znajduje :).

A po co czarownice wskrzeszać? Jesteśmy u progu niewyobrażalnej katastrofy ekologicznej. Jeśli ludzkość ma przetrwać, musimy wskrzesić prawdziwą duchowość. Nie mamy innego wyjścia.

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Czyli to taki powrót do źródeł, do natury. Tylko czasy inne. Czy może dzisiaj też polujemy na czarownice?

Patrząc na to co się dzisiaj dzieje w naszym kraju… Nie chcę teraz wchodzić w dyskusje o etyce aborcyjnej, ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że znów mamy do czynienia z sytuacją, gdzie mężczyźni w imię swych oderwanych od natury idei próbują niewolić kobiety. A za nimi idą kobiety, które wierzą ślepo w chrześcijańskie koncepty intelektualne. I mamy kolejne polowania… Pamiętajmy, że Inkwizycja to mentalność społeczna a nie działanie wyizolowanych jednostek. Palono czarownice, bo większość się ich bała. A kościół umiał im ten strach załagodzić. Chciałabym powiedzieć, że jestem przeciwna aborcji (przedstawiam tu jedynie swoje stanowisko, nie mówię w imieniu innych czarownic 🙂 ), ale jednocześnie uważam, że żadne prawo nie ma prawa się w tę kwestię wtrącać. Gdybyśmy uwierzyli naturze, nie musielibyśmy się w ogóle nad nią zastanawiać…

A co z tym polowaniem?

Czy dzisiaj ciągle polujemy na czarownice? Tak oczywiście. Jak w każdym innym okresie historycznym. Czarownica to kozioł (lub koza ;)) ofiarny dotkniętych jakimś nieszczęściem grup ludzi. Kiedy jest źle, potrzeba winnego. Winny jest zwykle inny, bo go nie rozumiemy. Te mechanizmy są bardzo proste. Wielokrotnie opisywane przez socjologię, psychologię i inne nauki. Ale ja nie sądzę, że są to mechanizmy „naturalne”, myślę, że są one wytworami opresyjnej kultury. Wierzę w to, że ludzie gdyby od dziecka, od pierwszych chwil życia nie byli uwikłani w rywalizację, w systemy, w oceny, w etykietki, nie musieliby szukać sobie podobnych.

Kościół chrześcijański natomiast dokonał tego, i to dokonał naprawdę spektakularnie na wielu płaszczyznach, że ludzie zapomnieli, że żyją w fizycznych ciałach. Współczesnemu człowiekowi (nie myślę o XXI wieku, tylko o współczesnej cywilizacji) łatwiej jest uwierzyć w hierarchię i intelektualne idee, które go dookreślają (jestem człowiekiem danej rasy, narodowości, wykonuję dany zawód, mam przynależność do danych grup ludzkich) niż umieć pobyć w swoich ciałach. Studiować swój oddech. Współżyć z roślinami. Zobacz, to brzmi jak jakieś straszne dziwactwa. A ja mówię o sednie życia. Nie oddychasz – nie żyjesz. Więc jak żyjesz, jeśli nie znasz swojego oddechu? Trochę chyba jednak odbiegłam od tematu 🙂

Fot. Marek Zimakiewicz MM photo

Fot. Marek Zimakiewicz MM photo



To kto się boi współczesnej czarownicy, komu może ona zagrozić?

Hmmm… Kto się boi Virginii Woolf 😉 Kto się boi feminizmu? Kto się boi kobiety? Kto się boi boga płci żeńskiej? Kto się boi bliskości z naturą? Przecież wiadomo kto. Co tu dużo mówić…
Mogę tylko powiedzieć, że coraz więcej osób już się nie boi! Poznaję mnóstwo cudownych mężczyzn i kobiet, którzy głośno mówią o potrzebie oddania boskości kobiecie, o szacunku do życia i płodności. Tyle, że to, co mówię, nijak się ma do równości. Równość to kolejny pomysł intelektu. Gdzieś w sieci krąży świetny mem. Siedzą różne gatunki zwierząt obok siebie, wąż, krowa, kura, małpa, ryba i inne. A naprzeciwko nich siedzi człowiek za biurkiem i mówi: „Żeby było sprawiedliwie, każdy musi teraz wspiąć się na to drzewo”. To jest właśnie równość… Więc wcale nie o równouprawnienie idzie. Kobiety miesiączkują a mężczyźni nie. Jak ustalić sprawiedliwie takie same godziny pracy na przykład, dla dwóch tak różnych potrzeb fizyczno-duchowych? Jak można twierdzić, że aborcja nie dotyczy kobiety??? I wracamy do pytania. Kto się najbardziej boi czarownicy? Hierarchiczny system społeczny. Jemu ona z pewnością zagraża.

O Twoim spektaklu „Skazane na ogień” piszesz „spektakl teatralny o wiedzy, mądrości i historii kobiet, artystyczna rehabilitacja CZAROWNICY”… – dlaczego powinnyśmy go zobaczyć?

Ten spektakl powstawał trzy lata. Najpierw w moim sercu, potem w mojej głowie, w końcu podczas prób z moimi przyjaciółkami-aktorkami. Pierwszą próbę miałyśmy nad rzeką. Zapaliliśmy ognisko, tańczyłyśmy w kręgu. Opowiadałyśmy sobie o swoich duchowych poszukiwaniach. Nie miałam gotowego scenariusza. Większość rzeczy rodziła się w pracy warsztatowej. Często bardzo dla zespołu bolesnej. Musiałyśmy się skonfrontować z tematem porodu, bólu, seksualności. Musiałyśmy poszukać kontaktu z wewnętrznym inkwizytorem. To nie było łatwe. Ale z niczym się nie spieszyłyśmy. Dlatego myślę, że ten spektakl dotyka prawdy. Nie mówimy niczego wprost. Mówimy tylko, z czego się to wszystko bierze. I w przeszłości i dziś.

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Jakie są reakcje?

Na spektaklu ludzie płaczą. Na każdym. Potem zwykle mamy owacje na stojąco. Ludzie przychodzą do nas, dziękują. Ja nie odbieram tego jako sukcesu artystycznego (nota bene środowisko teatralne właściwie ten spektakl odrzuca, bo nie jest on zbudowany w klasyczny sposób, używam w nim wiele zabiegów, które z teatralnego punku widzenia wydają się błędami). Ale czuję, że udało mi się dać się poprowadzić intuicji, bez próby zadowalania kogokolwiek, udało mi się odpowiedzieć na wezwanie Bogini 🙂 I to jest dla mnie naprawdę wielki sukces.
Przyjdźcie na spektakl, jeśli wibrują Wam moje słowa. Doświadczcie sami.

Gdybyśmy miału podsumować nasza rozmowę, jakie znaczenie ma właściwie dla współczesnych kobiet „odczarowanie czarownic”?

Wracamy tu do punku wyjścia. Kobiety, jeśli mają stać się silne w swej kobiecości, mądre i samodecydujące potrzebują dostępu do własnej mocy. Potrzebują silnego atrakcyjnego archetypu czarownicy. Odczarowana czarownica pozwoli nam poczuć się dobrze we własnych skórach. Kiedy ona przychodzi nie musimy być piękne, mieć tipsów i sztucznych biustów. Kiedy ona przychodzi miesiączkujemy i pozwalamy sobie na podróż w głąb swojej duszy. Wzywamy ją, kiedy chcemy żądać i rządzić. Wtedy, kiedy nie czekamy na księcia z bajki, który nas uratuje przed nami samymi. Wtedy, kiedy chcemy się dowiedzieć jak to jest być kobietą. Wtedy kiedy słuchamy swojego oddechu, by dowiedzieć się jak to jest żyć:).

Zapraszam na stronę www.czarownice.com i do polubienia fanpage’a www.facebook.com/spodniceczarownice/ oraz na kolejne spektakle „Skazanych na ogień”. Informacje pojawiają się na naszych stronach.

Fot. Archiwum prywatne Doroty

Fot. Archiwum prywatne Doroty

Dorota Bielska –  reżyserka teatralna, teatrolożka, autorka tekstów. O sobie pisze: „Jestem kobietą w procesie, interesuję się technikami rozwoju osobistego, od wielu lat prowadząc i sama uczestnicząc w warsztatach rozwojowych i artystycznych, przeszłam kilkuletni cykl warsztatowej pracy własnej metodą psychodramy, reżyseruję spektakle dla dzieci i dla dorosłych w teatrach instytucjonalnych i instytucjach kultury, wykładam w PWST we Wrocławiu,  w swojej pracy twórczej poświęcam wiele uwagi postaci kobiety, tworząc spektakle dotykające tematu kobiecej duchowości, prowadzę kręgi kobiet i podążam za wszelkimi przejawami postaci Czarownicy w kulturze europejskiej, jestem w trakcie prac nad książką „Kobieta przeklęta”. Łączę działania artystyczne ze ścieżką osobistego rozwoju, a sztukę rozumiem wielowymiarowo. Dużo piszę, dużo czytam, dużo pytam, trochę szyję. Mam dwoje dzieci. Oddycham.”

Fot. Patrik Eriksson

Fot. Patrik Eriksson

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski

Fot. Mateusz Mirowski


Psychologia Związek

Szczęście to podróż, a nie cel… Nie czekaj całe życie, aż cię ktoś obudzi

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
16 kwietnia 2016
Szczęście to podróż
Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

„Obudź mnie w Krainie Szczęścia” – napisał na kartce, gdy wsiadł do pociągu. Nasunął kapelusz na oczy, oparł głowę i zasnął… 

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

 

 

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

 

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

 

 

 

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Za każdą łzą, może czekać uśmiech do odkrycia

Szczęście to podróż

Fot. Screen z Facebook / Bright Side/

Nie przejedź przez swoje życie czekając, aż cię ktoś obudzi… Tak wiele pięknych rzeczy możesz przegapić.

Zobaczcie ten wzruszający film i od teraz korzystajcie ze swojej podróży z całych sił, z każdej sekundy!


Autorem tej niesamowitej opowieści jest Josef Lee


Zobacz także

Po pięciu latach związkowa sielanka się kończy! Naukowcy nie mają wątpliwości

Toksyczni rodzice – 7 typów negatywnego rodzicielstwa

On nagle się od ciebie oddalił, a ty czujesz, że coś jest nie tak. Co możesz zrobić?