Seks Związek

„Jestem jak dziwka, której płaci się czułością”. Gdy on nie bierze nawet seksu [18+]

Seksualnie
Seksualnie
18 lutego 2016
Fot. Unsplash / Nevena Vilimanovic / CC0 Public Domain
 

Przychodzisz czasem jak ci się chce. Seksu, może odrobinę bliskości, nie mnie. Jestem jak dziwka, która czeka i której płaci się czułością. Znaczy pogłaszczesz mnie po głowie lub pocałujesz w szyję. Raz. Na więcej nie masz ochoty albo może to byłoby zobowiązujące? Nie wiem. Już się nad tym nie zastanawiam. Wypłakałam tyle przez ciebie, a teraz już nie płaczę, to nie ma sensu. Biorę co dajesz a raczej biorę co bierzesz. Myślę „ile tracisz kochany, ale jeszcze nie czas na mnie. Jeszcze chwila.

Znasz moje mroczne tajemnice, choć nigdy tam nie byłeś. Śmiejesz się, że mogłabym napisać coś zamiast Greya. Mogłabym, rozczarowała mnie lekkość jego erotycznych scenariuszy, ale tak naprawdę nic o tym nie wiesz. Kilka szokujących zdań, raz uderzyłeś mnie w twarz – wtedy jeszcze chciałeś się mnie uczyć. Teraz tylko proszę o to, bym mogła zrobić ci dobrze. Robię to bez większej fantazji, bo nie jesteś ze mną, prawie zawsze dochodzisz, a ja przez chwilę czuję się dla ciebie ważna. No może przesadzamnie ważna, ale potrzebna, a to przecież ogromna różnica. Tyle, że teraz mi to wystarczy, ten jeden moment bycia potrzebą, gdy kochasz, jest czymś więcej niż sto orgazmów.

Chyba jestem gorszą kochanką, gdy kocham

 Może to kwestia, że bez wzajemności. Robię sobie paskudną cenzurę zamiast wejść z właściwą sobie otwartością, która nie zna prawie żadnych barier, która zaprowadziła mnie w te mroczne światy bólu i przyjemności. Tam rodzaj oddania jest bezgraniczny, kiedy przestajesz patrzeć na to jak na ludzkie sadomasochistyczne coś, dostrzegasz zaufanie tak wielkie, że pozbawione oporu, instynktu samozachowawczego, lęku. Paradoks polega na tym, że bojąc się nie boisz się wcale, bo strach przed bólem nie jest niczym wielkim w porównaniu ze strachem wobec człowieka. Zaufałabym ci najbardziej i ty zaufałbyś mi. Wiem to. Ale wolisz zostać tu, gdzie jesteś, bo wiesz, że tamten rodzaj relacji jest związaniem bardzo silnym, cielesno-duchowym, tajemnicą dwojga uwikłanych.

Klęczę więc i robię ci dobrze, a ty palisz papierosa

Pytasz, czy mnie to uraża, a mnie to podnieca. Ten rodzaj poniżenia, że ktoś bierze tak bezczelnie paląc fajkę. Masz więc tę dominację w sobie, ale potem zaśmiewasz to jakimś spektaklem klauna i deprecjonujesz. Niepotrzebnie. Weź sobie to doświadczenie jako prezent ode mnie. Wiem, że będziesz to dobrze wspominał.

Każdy kto tam był, lubi tam wracać. Wbrew twoim domysłom, nie przebywam tam ciągle. Lubię miłość spokojną, romantyczną, gdy tulisz mnie do sobie (tuliłeś), gdy łapiesz moje usta i uspokajasz je podtrzymując ręką moją niecierpliwą twarz. Dla mnie to jest jakaś droga, która ma wiele możliwości. Jest ten zakręt opętania, szaleństwa, braku kontroli. Gdy wracam stamtąd zmęczona i kilka dni czuję swoje ciało bólem, który się w nim kryje. Wracam skonana powłócząc nogami, bo ktoś tak długo i mocno we mnie był, pali mnie twarz, usta mam piękne czerwone i skórę czystą wytartą wielokrotnie od jego zarostu.

Kocham to zmęczenie, które zostaje i przypomina, że żyję, że jestem kobietą od stóp do głowy, wszędzie nią jestem, a nie jak zwykle zapominam i kulę się w niepewności swej. Lubię tę bezczelność, która mi towarzyszy, gdy patrzę w pożądliwe oczy mężczyzny, który mnie mija. On jak pies czuję ten stan we mnie i chciałby mieć tego choć fragment, móc wejść tam na chwilę, a ja patrzę mu w oczy z wyższością, bo należę wtedy do kogoś innego. Należę do siebie w tym sensie, że niczego nie potrzebuję.

Marzyłabym, by tak do ciebie należeć, kochany…

Więc biorę tylko tego papierosa i poranne budzenie cię, gdy pochylam głowę nad twoimi udami, gdy biorę go do ust, tak symbolicznie tylko to mi oddajesz, a ja jestem wtedy tylko jedną setną tamtej kobiety wracającej, gdy wycieram lubieżnie usta po twojej spermie, gdy mam włosy sklejone i pościel pachnącą tym grzechem. Wcieram wieczorem policzek w nią i robię sobie dobrze. Nigdy przecież nie dostałam tego od ciebie, twoich ust, palców, które doprowadzają mnie do orgazmu, więc zostaję z twoją poduszką i zapachem i wyobrażam sobie, że to robisz i to niezwykłe, że jesteś w tej fantazji tak kochający i oddany, że zawsze potem płaczę. Ty nawet nie wiesz, że ja zawsze płaczę po orgazmie, jakie to smutne, prawda, że nie wiesz?

Nie żałuj mnie, bo ja nie żałowałam innych. Taka to kolej rzeczy, być czasem na kolanach lub palić papierosa. Tak naprawdę to tylko seks. I aż miłość.


Seks Związek

„Zabawa, seks, dystans”. O tym dlaczego lepiej mieć przelotnych kochanków

Seksualnie
Seksualnie
2 kwietnia 2016
Fot. iStock / coehm
 

Spotkałam ostatnio kolegę (właściwie przyjaciela) z nową dziewczyną. To już trzecia w ciągu roku. Kolega nie jest, słowo, nastolatkiem tylko facetem przed trzydziestką. Trudno mówić nawet, że jest wyrachowany, czy traktuje kobiety przedmiotowo. On się po prostu ZAWSZE zakochuje na śmierć i życie. No, na trzy, cztery miesiące.

Wszystko jak w zegarku „To ta jedyna” oznajmia (pierwszy miesiąc). Nie można się z nim wtedy spotkać, nie odbiera telefonów. Ona jest wyjątkowa, najlepsza, po prostu gra między nimi, jak nigdy między nikim. „Nie przypuszczałem, że można spotkać taaaaką miłość” ( westchnięcie).

„Tamta poprzednia też była jedyna” zauważam czasem trzeźwo. Właściwie to zauważałam. Niepotrzebnie, bo tylko się obrażał i mówił, że go nie rozumiem. Z wariatem nie rozmawiasz o jego szaleństwie, prawda?

W drugim miesiącu znajomości przyjaciel przechodzi fazę stabilnego związku (rodzice, wyjazdy, prawie wspólne mieszkanie).  W trzecim miesiącu (czasem czwartym, no maks piątym) on ją rzuca. Wtedy muszę ja z kolei rzucać wszystkie swoje zobowiązania, bo on chce.

a.) nieustannie pić ze mną kawę

b.) chodzić ze mną do kina

c.) zwierzać mi się

Generalnie jest rozczarowany i wylewa z siebie żółć. Ona mówiła za dużo (za mało), za późno wstawała (za wcześnie), nie gotowała (gotowała za tłusto), nie sprzątała (sprzątała za bardzo), była pracoholiczką (leniem). Każda zaleta panny X po jakimś czasie stawała się jej wadą. Nawet w seksie wynajduje jakieś minusy.

Kiedyś (gdy jeszcze rzucali mnie mężczyźni) nie potrafiłam zrozumieć takiego nagłego odwrotu. Ale jak to? (chlip chlip) przecież on przedwczoraj mówił jeszcze, że mnie kocha, wczoraj ze mną spał i mówił to i tamto. No tak to. Niektórym tak po prostu mija. Gdy poznałam ten mechanizm ze strony mężczyzny zrozumiałam wszystko i przestałam chlipać. My, kobiety też bywamy „ucinające” i w ogóle nie obchodzi nas, że przedwczoraj mówiłyśmy „kocham”, a dziś „nie kocham”. Coś nam się wydawało, przecież. Co on (były) tak histeryzuje?

Nie chcę być cyniczna, ale mam poczucie, że większość kobiet była kiedyś zraniona przez faceta (i pewnie wzajemnie). Potem idzie to mniej więcej tak.

Droga pierwsza: po niestabilnym pani wybiera sobie pana stabilnego i żyją szczęśliwie do końca swoich dni  bardzo optymistyczna wersja).

Droga druga (podobna do pierwszej): po niestabilnym pani wybiera sobie stabilnego, rodzi mu dzieci, ale potem się nim nudzi.

Droga trzecia: wybiera znów niestabilnego, rodzi mu dzieci, a on ją potem zdradza albo zostawia. Czyli powtórka z rozrywki, kochamy to przecież robić, sprowadzać na siebie kłopoty w ramach pasji i cudownego flow.

Droga czwarta: ona idzie po rozum do głowy (wspaniale, gdy to robi grubo przed trzydziestką) rozwija się, uczy i przestaje uważać, że tylko para spodni świadczy o jej wartości. Niby banał, a jakie trudne moi państwo. Pal licho, że trudne na niedzielnych obiadkach u cioci i mamy (to jeszcze da się przeżyć, w końcu nie każdy je obiad z rodzinną codziennie). Najgorsze są koleżanki (no i co????? Posucha?) i przyjaciółki (och jakże bym chciała, żebyś kogoś znalazła).

Droga czwarta może też kończyć się postawą (bardzo zdrową) „zjem ciastko, a jednocześnie będę je mieć”. Zanim zaczniecie mi współczuć, mówić, że miałam nieszczęśliwe dzieciństwo, posłuchajcie. Tak, ktoś mnie zranił (ale bez przesady), dzieciństwo miałam fajne. Właśnie dlatego mam dystans. Nie jestem dziewczyną z „Wichrowych Wzgórz”. Jestem świadomą siebie kobietą. Nie mam stałego partnera, uprawiam seks. Uprawiam go też świadomie (zabezpieczam się, nie sypiam z facetami, którzy kogoś mają). Czasem dłużej, czasem krócej. Nie robię ciśnienia, nie złoszczę się, gdy ktoś mówi: „dziś nie”, albo „w ogóle nie”. Mam milion innych rzeczy do roboty. Szkoda mi czasu. I znam dużo zalet przelotnego seksu.

Nieustanne pobudzenie (nie, nie seksualne)

To naprawdę nie jest tak, że spotykam jakiegoś jego i w sekundę idę z nim do łóżka. Początkowa gra się toczy. Czasem trwa dzień, czasem tydzień, czasem miesiąc. Czuję przypływ adrenaliny, bardziej chce mi się żyć, kupuje nowe ubrania, czytam lepsze książki. Pracuję nad sobą i flirtuję. I mam moc. Żadnego znudzenia.

Nieustanne pobudzenie (seksualne)

Byłam kiedyś w związku 6 lat. Mówcie co chcecie, ale seks po jakimś czasie staje się rutyną, może i miłą, ale rutyną. Gdzie dreszcze? Obłęd? Szaleństwo? Lubię te emocje. Dlaczego mam z nich zrezygnować? Nie chcę po prostu. Nikomu nie robię krzywdy.

Poznawanie siebie

Każdy facet jest lekcją o mnie samej. I o innych. Kiedyś myślałam, że wszyscy tak samo uprawiają seks, lubią to samo, żyć chcą tak samo. A to bzdura. Miałam faceta, który dochodził tylko, gdy robiło mu się ustami i innego, który nie mógł dojść bardzo długo, gdy robiło mu się ustami. Jeden lubi pozycję na jeźdźca, inny najbardziej od tyłu. Nie ma jednego sposobu na faceta, olać wszystkie seksualne poradniki.

I ja też wiele dowiedziałam się o sobie. Nie, to nieprawda, że seks jest przereklamowany. Gdy to mówiłam, miałam kiepskiego kochanka. To nieprawda, że nie jest w związku ważny ( gdy to mówiłam kochałam bardziej jego głowę niż jego finezję w łóżku), to nieprawda, że nie lubię, gdy ktoś mi robi ustami ( po prostu źle to robił). I tak dalej.

Dystans

Nie lubię tych teorii, które mają wrzucić nas, kobiety, od jednego worka. Że my po jednym seksie ( dobra, dwóch, trzech) zaczynamy kochać, przywiązujemy się. Bywa różnie po prostu. Można mieć z kimś super chemię, a jednak nie widzieć go w roli ojca swoich dzieci czy nawet współlokatora. Można się z kimś świetnie bawić ( tak, TAK też) i to tyle.

Wolność

 Jesteś w stabilnym związku, zawsze mi mówisz, że powinnam się z kimś związać, bo łatwiej, bo bezpieczniej, bo rodzina, gromadka dzieci, śmiech przy śniadaniu, kłótnie przy grach planszowych, oceny, działanie, zamieszanie, wakacje. Uff. I uwielbiam to życie stabilne z różnych opowieści ludzi w szczęśliwych i dobrych związkach, ale najbardziej to uwielbiam na nie patrzeć, bo gdy mam mieć do czynienia z tym dłużej to zwyczajnie się męczę.

Sama rozumiesz, lubię spać do której chcę (chociaż w weekend), pracować, gdy potrzebuję (a nie od do, bo potem dzieci), lubię być swoja własna.

Tak, może to się zmieni.

Ale jestem dowodem na to, że to bzdury, że my pędzimy do ołtarza bez względu na wszystko. Mój przyjaciel w jakimś sensie oszukuje sam siebie i te kobiety, które spotyka. Tak, wierzy w to, ale powinien przestać wierzyć, bo przecież za każdym razem jest tak samo. Mógłby się zamknąć na kilka miesięcy i wtedy nie szafować słowem „kocham”, „chcę żyć z tobą”.

Gdybyśmy wszyscy byli ze sobą szczerzy, mniej byłoby złamanych serc i rozczarowań.

Lepiej powiedzieć: „Jest jak jest, a ty rób z tym co chcesz”.


Seks Związek

„Tak, wiem, dla ciebie będzie inny. Każda tak myśli”. Pięć faz życia z egoistą. Słowo do wszystkich kobiet

Seksualnie
Seksualnie
15 lutego 2016
Fot. iStock / hjalmeida

Moja kochana,

Właściwie nie powinnam nic pisać, bo to zupełnie bez sensu. Brak klasy i takie tam. Zresztą i tak uważasz, że jestem idiotką, wiadomo. Powiesz, że złość jest we mnie straszna, bo on mnie zostawił i pewnie tak też jest, choć wybacz bez przesady. Mam grubo (gruboooo) po trzydziestce. On karmi cię kłamstwami na mój temat. Jak kiedyś kłamstwami karmił mnie. Wiem, że wierzysz, nie mam pretensji.

Trochę szkoda, że nie pomyślałaś, że facet z którym się wiążesz ma dwoje małych dzieci. Czekaj jak to było: nie uprawiamy seksu od lat. No tak, dzieci to pewnie jakieś niepokalane poczęcie. Wiem, wiem, cuda się zdarzają.

Żadna kobieta nie uwierzy, że istnieje typ faceta od którego należy trzymać się z daleka. Dopóki dopóty go nie spotka, oczywiście. Ja też nie wiedziałam. Ale po 8 latach życia z największym egoistą mogę z całą pewnością powiedzieć – mogłabym napisać przewodnik. Nie przejmuj się, nie jestem aż tak egocentryczna, żeby opierać się tylko na swojej historii. Ale jest nas trochę. Kobiet egoistów i narcyzów.  Byłych i aktualnych.

Jak można nas rozpoznać? No najczęściej w pierwszej fazie zakochania fruwamy, potem jest już znacznie gorzej. Jeśli zobaczysz gdzieś na imprezie dziewczynę, która próbuje uspokajać  partnera, a on mówi: „daj spokój, zostaw mnie”– to coś czuję, że właśnie ją znalazłaś. Podobnie, gdy on wychodzi, bo ma focha i nie przejmuje się nią, zostawia ją na środku ulicy, bo coś. Nie dzwoni do niej, bo tamto. I w ogóle nie ma dialogu tylko całe życie, to jest nieustający monolog. Oczywiście jego, bo ważne jest co on czuje, co on myśli, co on uważa. A ona się tłumaczy, tłumaczy i pląsa obok niego wierząc, że to w ogóle przyniesie jakiś skutek (ech, naiwna ona).

A teraz do dzieła. Związek z egoistą charakteryzuje się tym, że zawsze dzieli się na 5 charakterystycznych faz. Jeśli jesteś święta (tak to nazwijmy dla naszego dobrego samopoczucia)  masz szansę dotrwać z nim do późnych lat starości.

Ale jednak szczerze współczuję. Bo spokojnym życiem to tego nazwać nie można. To raczej nieustający rollercoaster, a ciebie trzyma przy nim jedno – pamięć tego co dobre. Tych uroczych chwil z początku (albo uroczych chwil, kiedy mu się akurat podoba).

Faza pierwsza: wrażenie

Oszałamiające. Ten błysk, to spojrzenie, ten gest. Jeśli jakieś związki zaczynają się trzęsieniem ziemi to właśnie z nim. Jakby wystrzeliło cię na inną planetę. Planetę szok i rozwibrowanie. On najczęściej jest przystojny albo sprawia, że wszyscy tak go odbierają, jest też czarujący. Od razu zwracasz na niego uwagę.

W korespondencji waszej którą znalazłam napisałaś: kiedy cię zobaczyłam, zrozumiałam, że… No pewnie. Też to miałam. Rozumiem.  Zgadzam się, mój eks jest czarujący:)

Faza druga: uwodzenie

Jeśli nie zwróciłaś, a on zwrócił na ciebie – to możesz być pewna, że nic nie będzie dla niego przeszkodą. Nawet piątka dzieci i mąż. Wiem, że gdzieś jesteś dumna. On cię kocha tak bardzo, że porzucił dla ciebie rodzinę, kobietę, która urodziła mu dzieci. To sprawia, że czujesz się wyjątkowa. Lepsza.

Kochanie, on to przede wszystkim kocha tak bardzo siebie, że nie potrafi zapanować nad impulsami. Dąży do celu taranując wszystko wokół. A co się stanie jak przestaniesz być jego celem?

Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale też byłam jego celem. 🙂

Też kupował bilety za ostatnie pieniądze, żeby dotrzeć gdzieś do mnie. Też nie liczyło się nic i nikt, żadne jego zobowiązania i obietnice dane komuś innemu. Wtedy myślałam: ależ on umie zawalczyć. Teraz myślę: ależ on umie zawalczyć o siebie.

Dziś powiedziałabym: to powinien być sygnał ostrzegawczy, gdy on chce poświęcić WSZYSTKO, żeby z tobą być, spędzić noc, wyjechać. Nieważne jest jego życie, twoje życie. Praca, zobowiązania, cokolwiek. On CHCE. Teraz chce ciebie, więc jesteś zachwycona. Jeszcze nie łapiesz, że on kiedyś będzie chciał czegoś innego i tak samo ochoczo pójdzie w to. No w każdym razie jesteś w raju, dryfujesz w ekstazie i miłości. Wspaniale. Potrzebujesz dużo siły na potem.

Faza trzecia: on cię ma

Wiesz, myślałam, że on po prostu chce bliskości. No cóż, wielu ludzi chce bliskości.

Narcyz i egoista nie chce. Bo kiedy tylko wyjdziecie z fazy jeden, dwa – lądujecie twardo w trzeciej. Przepraszam, ty lądujesz, bo on ma się wciąż dobrze.

Cechy charakterystyczne tej fazy

– pojawiają się pierwsze fochy (w ogóle najczęściej nie wiesz o co chodzi)

– on lubi karać cię milczeniem (w ogóle nie wiesz o co chodzi)

– rzadko wyciąga rękę do zgody (jeśli już to po jakimś czasie)

– gdy mówisz: porozmawiajmy on mówi: ale o czym?– to zawsze on decyduje, gdy chce pojednania.

– W ogóle on decyduje. Gdzie chcecie wyjść, co zjeść, co robić wieczorem, do kogo pojechać. To robi się jakoś tak niezauważalnie

W ogóle masz poczucie jakby ktoś spuścił z niego powietrze. Tak, tak. Myślisz sobie: ale jak to? To ten co tak się o mnie starał. Tak, to ten, kochana.

Dziś powiedziałabym: kiedy rozpoznajesz choć jeden z wymienionych symptomów– uciekaj. Szczególnie jeśli mówisz mu o tym, a on się nie zmienia.

Tak, wiem, uważasz jeszcze, że on fochy ma tylko w stosunku do mnie, naszych dzieci, swojej mamy, współpracowników i…. To cały świat jest zły, z wami będzie inaczej.

Faza czwarta: on czuje się – trochę – zmęczony (wami, hmm, tobą)

Nagle czujesz się jak petentka w relacji. Ale o co chodzi, co się stało, porozmawiajmy. On patrzy na ciebie jak na (nie)szkodliwe zwierzątko, upierdliwą babę, nudną babę, męczącą osobę. Jezu, nie męcz, ale o co ci chodzi, nie dzwonię, bo nie mam ochoty, nie pomyślałem. Jezu, no tak nie będziemy rozmawiać. Nie lubię jak ktoś ogranicza moją wolność. Hmm, dlaczego nie widzisz już w nim zachwytu. Wydaje ci się, że jesteś taka dobra, rozumiejąca, tyle dajesz. Przecież normalny facet byłby zachwycony. Właśnie, NORMALNY. Ty jesteś z narcyzem/egoistą.

Więc pozwól, że dam ci radę, choć wiem, że jej ode mnie nie chcesz. Ale ja wolałabym, żeby nigdy już nie było nowej pani. Tak, dla dobra moich dzieci. Więc proszę, posłuchaj. Nie możesz być dla niego dobra. Nie możesz pokazać słabości, bo zje cię żywcem. Jeśli masz ogromną potrzebę bycia z nim– wracaj wciąż do fazy uwiedzenia.Uciekaj i znów wracaj.

Nie, nie sprawdził się podczas ciąży i porodu zanadto. Ale mógł być młody. Nie, nie wstawał do dzieci. Nie, nie poświęcał zbyt wiele. Oczywiście, z wami będzie inaczej. Chciałam tylko, żebyś wiedziała. Żeby potem nie było, że nie ostrzegałam.

Faza piąta: rozstanie

Nie chciej się z nim rozstawać, bo jeśli ktoś zapomina przeszłość to właśnie narcyz i egoista. To jest typ faceta, który znika z twojego życia z dnia na dzień albo z dnia na dzień masz poczucie, że jego miłość ci się śniła. Nie ma żalu, współczucia, niczego. No, zresztą powinnaś to wiedzieć, bo rozstawał się ze mną. Wiesz co mówił. Dziś rozumiem przyjaciółkę, która nie związała się z kimś, kto bez słowa porzucił byłą: „Ty chyba żartujesz, to samo zrobi kiedyś mi”. Przyjaciółka ma głowę na karku, twardy tyłek, żelazny charakter. I nie cierpi – bo umie wybierać. Że ty się nie zaniepokoiłaś.

A tak, to ja jestem ta zła, ta podła i nieczuła. Przecież nie opowie ci o wszystkich naszych fazach związku. Sami je musicie przeżyć.

Czy ja widzę jakąś dobrą stronę naszego związku – prychasz oburzona.  Kochana, oczywiście, że widzę. Kobieta przeczołgana przez narcyza i egoistę spokój odnajduje u boku normalnego, dobrego i kochającego faceta. To się da odróżnić. Często nie ma aż takich fajerwerków na początku, za to rozkręca się z czasem.  I jest prawdziwie i dobrze. Bez fochów i stresów.

Więc cieszę się, że go sobie wzięłaś. Zostaje mi życzyć ci powodzenia.

Była (Była Zła, oczywiście)