Seks Związek

Hej, dam Ci dobry seks, a ty co mi dasz? Dam ci nadzieję, Mała

Seksualnie
Seksualnie
14 kwietnia 2016
Fot. iStock / RapidEye
 

Hej Chłopaku,

Nie siedź teraz taki smutny, znużony i przekonany, że już nigdy nic.

Najwięcej w twoim życiu zadzieje się, gdy powiesz kumplowi (na przykład), że już zupełnie nic cię nie czeka. Że tylko nuda i ziew. Albo pustka.

Albo sama to sobie powiesz. Uznasz, że po prostu nagłe zauroczenia zdarzają się innym. Albo miłość. Albo wszystko co dobre. Że ty już będziesz tak ciągle jak w dniu świstaka. Nieważne na jakim etapie życia jesteś. Dzień świstaka jest w głowie. Albo w rzeczywistości, którą same sobie tworzymy.

Miałam kiedyś taką koleżankę (pozdrawiam). Ładna brunetka, mężatka. Mówiła, że jej małżeństwo to pomyłka. Za mąż wyszła w wieku 24 lat, szybko urodziło im się dziecko.

– Zawsze z nim będę – obwieszczała poważnie wchodząc do biura. Patrzyłam na nią. 26-latka, która o małżeństwie mówi jakby to był koniec świata? O czymś co powinno być rajem? Nie, to się nie może udać.

I nie udało się. Jak nie udaje się wiele rzeczy. Gdy ich się kurczowo trzymamy. Gdy mówimy sobie, że tak musi być, że nie może inaczej.

Albo gdy czasem jesteś na takim etapie życia, gdy jest tylko: „muszę”, „tak musi być” i „smutno”. Przyznasz, że ludzie często są na takim etapie.

Napisałeś do mnie, wciąż ostatnio piszemy. Nic między nami nie ma, a już dzieje się wszystko. Może tak właśnie jest, gdy ludzie czują się samotni.

Ej, nie jesteśmy samotni – mówisz groźnie. Mamy swoje prace, swoje zadania, pobudki o szóstej, zobowiązania, mamy swoje: „muszę” i „tak trzeba”. Jak trzeba, prawda?

Niezwykle bawią mnie ludzie, którzy mówią, że jesteśmy śmieszni, bo o tym mówimy.

Bawią mnie ci, którzy zaśmieją się z tego, że o tym piszemy. Tak jakby doprawdy każdemu nie chodziło o to samo. Żeby mieć coś więcej niż „muszę”. Żeby czasem odlecieć.

Zapytałeś mnie ostatnio: „ czego byś chciała w seksie?”. Pytanie typowe na początku znajomości.  Przecież wiem, że nie jestem pierwszą kobietą, którą pytasz. Wiem, że wszyscy mówimy tym samym językiem. No cóż, Miły mój. Cóż ja mam ci powiedzieć.

– Nie kłam. Nie mów słów, których mówić nie trzeba. Nawet na początku. Nie czaruj, bo po co?

– Nie porównuj mnie. Nie chcę słyszeć, że M. piekła ciasta, a J. była niezależna– jestem sobą.

– Nie jestem laską z Tindera. Zapisz, zapamiętaj. Nie będę podkręcała zdjęć. Obrabiała. Jestem.

– Lubię jak do mnie po prostu mówisz. Kobiety lubią słowa, wiedziałeś?

– Lubię jak czasem nie mówisz bardziej.  Bo chciałabym mieć naszą intymność. A w milczeniu dzieje się mnóstwo.

– Gdy bardziej myślisz o mnie. Dziś przyjaciółka psycholog powiedziała, że 90 proc kobiet nie jest spełnionych w łóżku. Naprawdę? Nie myśl, żeby mieć orgazm, pomyśl co zrobić, żebym ja go miała. Najpierw.

– Nie znikaj. Nie znikaj po świetnym seksie. Ani wcale.

– Chciej tego seksu dużo i zawsze.

Niby mało, a jak dużo, drodzy, drodzy mężczyźni.

Drogi Ty 🙂


Seks Związek

Niewiele mężatek ma świetny seks. Mało ludzi go ma. Dlaczego to jest takie cholerne tabu?

Seksualnie
Seksualnie
17 kwietnia 2016
Fot. iStock / praetorianphoto
 

W naszym świecie otwartość w sprawach seksu jest atutem. Co ja mówię, otwartość seksualna jest obowiązkiem. Zalewają mnie gazety mówiące o tym jak mu zrobić dobrze (jej już rzadziej), jak uprawiać seks analny, oralny, taki, owaki. Jak, jak, jak. Ta masowość seksu sprawia, że technicznie wszyscy wiem jak, a praktycznie…. no cóż, praktycznie działa to tylko w początkowej fazie miłości, działa też, gdy miłość jest zakazana. Na przykład w romansach.

Ostatnio rozmawiałam z pewnym mężczyzną. Opowiadał o swojej kochance. Mówił: w łóżku raj, w łóżku obłęd, gry, ekstaza. Co to są te ogólne słowa? Gotowość do eksperymentowania, przekraczania kolejnych granic, dochodzenia w seksie do momentu, gdy naprawdę odlatujesz i jesteś tylko sam z tą osobą. Z waszymi instynktami. No albo w ogóle cię nie ma. Czy taki seks jest pisany tylko niektórym?

Kiedyś myślałam, że tak. Że to tylko moja wyjątkowość (czyt. wspaniałej kochanki) i wyjątkowość moich partnerów sprawia, że lewitujemy. Oni mówią, że jestem „naj”, że nigdy aż tak. I ja im mówię to samo. Nie dlatego, że jestem cholerną kłamczuchą tylko dlatego, że tak myślę. Czuję to. Dopiero po rozstaniu znajduję wady. Tamten mało robił mi dobrze (no cóż z tego, że wcześniej tego nie widziałam? Kochał się za to tak wolno, że wow), inny za bardzo kochał ostry seks (wtedy myślałam, że odtwarzamy najlepszy BDSM).

Tak, zakochanie łaskawe jest dla seksu. Fascynacja też.

Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy zrozumiałam, że wszyscy „dobrzy” kochankowie grają mniej więcej w podobną grę. Bo rozmawiałam z bliskimi kobietami, bo rozmawiałam z mężczyznami. Prawie każdy z nas miał kiedyś obłędny seks. Mówił, że nigdy aż tak i tak mocno. Przekraczał granice i tak dalej.

On podobnie mówi do niej: „chcę cię mieć”, ona do niego: „ jestem twoja” czy różne wariacje tych samych zdań; chcę cię pieprzyć, chcę się pieprzyć. Bardziej eleganckie, mniej eleganckie. Ale to wszystko jest do siebie bardzo podobne.

Na trzeźwo (bez podniecenia, bez intymności) brzmi tanio i pretensjonalne. W samym akcie seksualnym jest to coś najlepszego na świecie. To wszystko sprawia, że jesteśmy spełnieni.

Coś natomiast beznadziejnego dzieje się w większości stałych związków. To może być małżeństwo, ale nie musi. Najlepsze jest to, że niewiele osób się z tym naprawdę konfrontuje. Używamy takich mniej więcej słów: „seks nie jest najważniejszy” (no może, ale jest ważny), „liczą się inne wartości” (a dlaczego nie mogą liczyć się wszystkie), „To już nie te lata” (na miłość boską, czy my jesteśmy w grobie już?), „Wolę wsparcie niż namiętność” (a czemu nie wolisz wsparcia i namiętności?).

Najczęściej dzieje się tak. Namiętność w związku umiera powoli. Na początku tego nie zauważamy. Po prostu rzadziej się kochamy, po prostu zasypiamy bez tej potrzeby, po prostu śpimy pod oddzielną kołdrą, po prostu dawno się nie dotykaliśmy. Byłam ostatnio zszokowana, gdy dowiedziałam się, że dzieje się tak między parą 26- latków. Było fajnie razem przez pół roku teraz właściwie się nie bzykają. Oniemiałam. Oboje piękni, ludzie sukcesu, seksualność od nich bije. Dlaczego jej nie realizują? Dlaczego nic z tym nie robią tylko kopią pod dywan, choć oboje mówią, że seks jest dla nich ważny. Ważny? Dlatego przestali się dotykać? Oni chcą zakładać rodzinę?

To normalne, natura… wzdychamy. Gówno prawda, obudźcie się. Takie życie w zaprzeczeniu swojej seksualności ma zawsze konsekwencje.

Część z nas „rozszczepia się”

Jedną część realizuje w domu (część pt. fajny związek), drugą (tę seksualną) poza domem. Robią to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Dziś od dziewczyny, która jest kosmetyczką usłyszałam: „nawet nie wiesz, ile kobiet zdradza”. Przychodzą do niej klientki, które wprost mówią: kocham męża, ale seksu szukam gdzie indziej.

Absurdalne jest to, że mój kolega, który mówił o ekstazie z kochanką jednocześnie latami nie kochał się z żoną. Ona miała go za zimnego pracoholika, mężczyznę nieobecnego, z problemami z potencją. „Bo on taki biedny” mówiła. „Tyle kłopotów”. Jasne. Bardzo biedny. I bardzo zmęczony. Za to u tamtej brykał jak szalony.

Część z nas po prostu się zamraża

 Przenosi swoje popędy na pracę, sport. Ci są w związku szczęśliwi, ale tak naprawdę są jak tykająca bomba zegarowa. Często bardzo agresywni w pracy dla innych ludzi. A potem wystarczy przypadek, nagły wybuch, a dalej jest już tajfun i tornado. To ci niby spokojni, poukładani. Za to jak ich trafi w sekundę pakują walizki, zbierają do pudła stare fotografie i znikają. Zostawiając pobladłą żonę/ męża w totalnym szoku. Ale jak to? Przecież byliśmy taaaacy szczęśliwi. Tak, bardzo szczęśliwi. Tylko nikt nie pamięta, kiedy miał prawdziwy orgazm, nikt nie pamięta, kiedy miał miejsce akt seksualny dłuższy niż pięć minut.

Część z nas po prostu dostosowuje się do tej formy życia

 Nie zdradzi partnera, nie odejdzie, będzie zawsze w jakimś poczuciu „braku”. Albo totalnie tę część swojej osobowości stłamsi. To są ci, którzy mówią, że seks jest ważny, że to nuda, że tylko dla nastolatków, że śmieszny, że nic takiego, że te pozycje i w ogóle to wszystko. A fuj. Miałam taką koleżankę. Szkoda tylko, że gdy wspominała swój dawny romans dostawała wypieków na twarzy i miała przyspieszony oddech. Kogo oszukiwała? Bo przecież nie mnie. Siebie.

Jest też część ludzi dla których seks naprawdę nie jest taki ważny

Jeśli jesteś taką osobą – w porządku. Ale czy żyjesz z osobą, która czuje to samo? Czy nie zabierasz jej czegoś ważnego? Być może najważniejszego, bo dobry seks to coś więcej niż sport. To uczenie się siebie, to pewność siebie, świadomość siebie, zdrowie, kontakt ze sobą, prawdziwa bliskość i milion albo więcej innych rzeczy.

A na koniec kilka obrazków z życia wziętych

A. nie uprawia seksu od dwóch lat. Jej mąż nie chce. A nie, przepraszam, czasem uprawiają. Seks trwa trzy minuty. I to ona daje, on bierze. Potem zakłada spodnie i mówi: „zajarałbym fajka”.

Hmm…

B. uprawia kiepski seks raz w tygodniu. Patrzy wtedy w sufit. Trochę jęczy, trochę mruczy. Uff. Koniec.

Hmm…

C. ma męża pracoholika. Człowiek sukcesu, świetny facet. Seks? Nie, on nie jest ważny. Ona tylko często płacze. Częściej pije wino.

Hmm….

D. zdradził kiedyś mąż. Zdradził ja nawet więcej niż raz. Ona mówi, że wszystko w porządku. Wybaczyła. Tak, kochają się. Ona zamyka mocno oczy i stara się wyłączyć mózg. Bo jednak wciąż pamięta jego wiadomości z tamtymi. Ale przecież nic się nie stało.

Hmm…

E. ukochany właściwie nie dotyka. Ona czasem wyrzuci to z siebie, ale najczęściej rzuca: „no co ja poradzę?”

Hmm…

F. uprawia seks nudny. Mówi: okej. Ale gdzieś w środku czuje, że chciałaby znów. Poczuć swoje ciało, mieć naprawdę orgazm. Nikomu nie mówi, śmieje się z romansów. Jest złośliwa i ironiczna. I nawet nie chce zobaczyć, że ten brak jej namiętności bardzo jej w życiu przeszkadza.

G. bardzo kocha żonę, oj bardzo. Po nocach ogląda pornograficzne strony internetowe, a do koleżanki po pijaku pisze: przeleciałbym cię.

F. nic nie pisze. Ma zasady. Boi się nawet nawet myśleć: chciałbym inaczej. Odpowiedzialność, odpowiedzialność, odpowiedzialność. Ale czy odpowiedzialność to zapominanie o sobie?

Hmm…

I nie, ten tekst nie ma być poradniczy, nie ma w nim konkluzji, bo sfera seksualna jest tak delikatna, że każde radzenie jest ciut żenujące.

Ale proszę, nie śmiejcie się z  :

– seksuologów

– coachów seksualnych

– ludzi, którzy pracują z ciałem, masażystów, rehabilitantów, i wszystkich tych, którzy chcą nam pomóc ten seks odkryć.

Szczęśliwi ci, których seks jest namiętny, gorący, ostry i wspaniały. Niech oni mówią co daje. Bo szkoda słuchać tego czego seks nie daje….

Bo to są kłamstwa, którymi koimy swój lęk.

Lepiej być ze sobą szczerym niż obudzić się w momencie, gdy ktoś pakuje walizki, my pakujemy walizki albo nagle rozumiemy, że bliżej nam do Śpiącej Królewny niż do świadomej siebie i swojej seksualności kobiety XXI wieku (czy inna wersja dla uśpionych mężczyzn).

Nad tym można pracować. Ale trzeba być ze sobą szczerym.


Seks Związek

Hej przyjaciółko, zakochałam się w twoim mężu. Sama rozumiesz, jeszcze nie zdarzyło się nic, a już zdarzyło się wszystko

Seksualnie
Seksualnie
12 kwietnia 2016
Fot. Unsplash / María Victoria Heredia Reyes / CC0 Public Domain

Ludzie czasem nie chcą uczucia, prawda? Nie chcą namiętności. Wierzymy, że możemy to kontrolować, że mamy wpływ. Mamy, prawda?

Lubimy mówić tak mniej więcej:

– człowiek nie jest zwierzęciem

– uczucia da się opanować

– to kwestia pracy  (nad sobą)

– muszę pracować.

Kontrola. Fetysz naszych czasów. Kontrolujesz ciało, pracę kontrolujesz,  działania kontrolujesz. Wszystko kontrolujemy. W wiadomości do mnie napisałeś: „przestałem kontrolować,  analizować,  to dla mnie bardzo trudne. Patrzę co  przyniesie życie”.

Życie przyniosło mnie. Zaskoczony, co?  Pisałeś, że jesteś trochę smutny, ja też tak pisałam, ale bez zbytniej teatralności, bo po co mówić o czymś co jest oczywiste.

Dlaczego dwie osoby zaczynają ze sobą pisać? Pod warunkiem, że nie są wariatami z tindera, głodnymi uczuć i uwagami pustymi jednostkami. Piszą, bo są samotni. Po prostu. Rozumiem, że skoro o 17.00 napisałeś: znalazłem twój tekst, ciekawy, pokazał mi gdzie jestem–  to miałeś na myśli coś więcej niż tylko ten tekst.

Pisaliśmy kilka godzin. Pisząc zrobiłam zakupy, ugotowałam obiad, wytłumaczyłam dziecku równanie. Pierwszy raz od dawna się śmiałam. Napisałam:

– Śmieje się. Po raz pierwszy od dawna.

Odpisałeś:

– Ja też.

Nie oszukiwaliśmy się. Choć tak by było najlepiej. Że ty mi piszesz: „jestem samotny” i wtulasz się w żonę. Gdy ja ci piszę: „jestem samotna” i wtulam się w męża. W kogoś tam. Kłamiemy. Ale czasem ludzie nie kłamią. Dziwne, co? 🙂

Ty żony już dawno nie masz, choć to moja dawna przyjaciółka. Ja też nie mam męża.

Powiedziałeś, że się wyprowadziłeś. Że przerabiasz rozstanie. Są takie momenty w życiu, gdy jeszcze próbujesz coś nazwać, a już nie możesz. Na przykład naszą namiętność, która się zdarzyła i rozbiła nas. Martwimy się oboje, bo to nie pasuje do niczego.

Hej Żono była, moja przyjaciółko. Zakochałam się w Twoim mężu,

Sama rozumiesz, jeszcze nie zdarzyło się nic, a już zdarzyło się wszystko. Lubie jak on pachnie, jak się wzrusza, i jak mówi. Lubie to nic między nami. Które jest zapowiedzią wszystkiego co może nas czekać. Lubię, że on czuje to tak samo jak ja. Co z tego, że jesteśmy dorośli i że ty z nim od zawsze, a nie ja. Czy to sprawia, że nie mogę go kochać? Mogę.  Mogę chyba?

Rany, przecież go zostawiłaś, przecież nie chcesz, przecież jest ktoś inny.

On napisał:

– wciąż o tobie myślę

– nie mogę myśleć o niczym innym

– o nikim innym myśleć nie mogę

– to szalone, co?

– herbaty nie mogę ugotować spokojnie. O co chodzi, to nieracjonalne, głupie.

– nie, to właściwe. Miałaś tak kiedyś?

– A, nie miałaś, ja też.

– Słuchaj, przecież jesteśmy dorośli.

– Jesteśmy bardzo dorośli.