Związek

„Przestańcie nas, k…., non stop oceniać. Pomyślcie, co wy możecie zrobić dla nas. To na ogół tak działa: miłość rodzi miłość, akceptację akceptację, uwaga uwagę”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 września 2021
fot. Stockcrafter/iStock
 

– Poniedziałek, godzina wczesna, przedpołudnie. Siedzę w kawiarni z komputerem – plusy pracy zdalnej. Przy stoliku obok siedzą dziewczyny. W moim wieku, na oko. Zamawiają śniadania, kawy, ciastka i gadają. Gadają, gadają. Na początku nie słucham, ale rozkręcają się wyraźnie i już nie da się nie słyszeć… Problem? Faceci. Wnioskuję, że to już długie związki, jeden w trakcie rozwodu. No i okazuje się, że goście są jacyś beznadziejni, uwierzycie? Wszystko źle! W łóżku nuda, ubiera się wieśniacko, w robocie go nie szanują, nie myśli o oświadczynach, a zresztą, z jego gustem to lepiej tego pierścionka nie oglądać, na wakacje to by tylko na Mazury jeździł – pisze w liście do redakcji Szymon. – Ale wiecie co..?

Jak byś się czuła, wiedząc, że gadam z kumplami o tym, jak sobie radzisz w łóżku?!

Chciałabyś być bohaterką takiej rozmowy? To spoko, że znajomi będą później przy każdej okazji patrzeć na ciebie już przez jej pryzmat? Że sięnna bank komuś po pijaku wymsknie jakiś jej szczegół? Serio? Zresztą, czy to nie jest naruszanie intymności? Zresztą,  to serio okropne uczucie.

Moja eks opowiadała koleżankom ze szczegółami jaki beznadziejny seks ze mną miała.

Byłem zaskoczony, bo kiedy byliśmy razem, nie narzekała. Mówiła, że jwst super.

O co zatem chodzi? O to, że zerwałem, czy że jest nieszczera. Co zresztą skleśla ją jako partnerkę.

Czy wy myślicie, że my plotkujemy, jakimi beznadziejnymi kochankami bywacie? Nie, nie robimy tego. Może wreszcie o tym pogadajmy, bo męcząca jest moda na wytykanie nam błędów. Po co?

Normalny facet zaczyna się bać chodzenia do łóżka, bo seks bywa jak groźna lekcja edukacji seksualnej: „Nie, nie tak, ja pokażę”, „Nie ugniataj” „Jezu, co ty robisz?”.

Jeśli myślicie, że fajnie jest uprawiać seks z surową nauczycielką, to się mylicie. Wszystko można powiedzieć, każdy zaangażowany facet zrobi wiele, by jego kobieta była zadowolona, ale sorry – komendy, pouczenia nie są łatwe. Teraz odwróćmy role. Bzykam się z kobietą i mówię jej: za szybko, weź głębiej, Jezu, to boli, co wyrabiasz? Jakbyście się czuły? Mówię o surowym, oceniającym tonie, a nie o sytuacji, gdy ludzie się uczą siebie wzajemnie.

Wybieramy kobiety, które nas akceptują. Co jest w tym złego? Wy też takich mężczyzn szukacie

Mówicie (głośno w kawiarni, więc publicznie!), że świadome kobiety pławią się w swojej kobiecości. Gdzie one są, te świadome kobiety? Bo znam sporo kobiet, które właśnie przemykają w łóżku mimochodem, a już dawno skończyły trzydziestkę. Spotykałem się przez jakiś czas z matką dwójki dzieci, była starsza ode mnie, wspaniała, piękna.

Ale w kółko słyszałem: nie patrz na moje piersi, muszę je zrobić, to przez karmienie. Nie patrz na moją cipkę, po porodach nie wygląda… W życiu nie zwróciłbym uwagi na to, że coś z jej piersiami jest nie tak. Kogo to u diabła obchodzi???

A ile miałem dziewczyn surowych i oceniających! „Chyba brzuch ci urósł!”, „Dlaczego się nie ogoliłeś?”, „Dlaczego TAM się nie ogoliłeś?”. Już sobie wyobrażam, że mówię to ja. „Dlaczego ogoliłaś się TAM niedokładnie?”, „Oj, pupa Ci urosła!”.

Leciałbym razem z moimi gratami, a na mieście wszyscy wiedzieliby, że jestem skurw****em. Bo przecież ona ma problemy, jest zestresowana. A dlaczego nie myślicie, że nam zaokrągla się brzuch też z powodu stresu.

I drogie panie. Jeśli myślicie: nie pokażę się nikomu nago, zapadnę się pod ziemię– to naprawdę wy macie problem z samoakceptacją, a nie my z akceptacją was.

I uwierzcie, umieramy ze wstydu, gdy nie mamy erekcji, gdy coś się dzieje, że nie dzieje się nic. Czujemy się winni, po prostu rzadko o tym mówimy.

Jesteśmy w ogóle cholernie sfrustrowani, gdy nie potrafimy was zaspokoić, bo serio każdy mężczyzna chce być świetnym kochankiem.


Związek

Droga przyjaciółko, to były nasz ostatnie wspólne wakacje! Odchodzę nie bez żalu. Dopiekłaś mi do żywego. Nie chcę tego czuć już nigdy więcej!

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 września 2021
fot. princigalli/iStock
 

Przeżyłyśmy razem tak wiele. Kiedy to wspominam, serce mi się kraje. Dlaczego tak długo nie potrafiłam cię zostawić? Dlaczego tak długo znosiłam twoje przykre zachowania? Dlatego, że mam wspomnienia, kiedy wielokrotnie w przeszłości uratowałaś mi życie. Nie, nie przesadzam… życie. Masz tyle przymiotów, że chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak cudowną osobą potrafisz być. Znamy się przecież od liceum. Ile to już będzie? Pewnie z 20 lat, albo nawet odrobinę dłużej.

Pisząc to wszystko, mam łzy w oczach. Serio! Wspomnienia są tak barwne. Pamiętam, jak w liceum poszłyśmy razem w góry. Byłyśmy 17-letnimi, małymi, niedojrzałymi wariatkami. Ty miałaś na nogach jakieś włoskie rozpadające się buty, a ja kurtkę podszytą wiatrem. Obok nas zeszła lawina. Wtedy pierwszy raz otarłam się pewnie o śmierć. Przeżyłyśmy tę wycieczkę razem i nigdy już tak głupie nie byłyśmy. Potem ty zakochałaś się w jakimś chłopaku, a on cię rzucił, jakbyś była zwykłym śmieciem. Przyszłam do ciebie do maleńkiego mieszkanka, które wynajmowałaś na peryferiach warszawskiego Bemowa. Było tak ciemno, było tak cicho i ty byłaś wtedy strzępem człowieka. Starałam się jakoś pomóc, ale pamiętam to jak przez mgłę. Wtedy nie wiedziałyśmy obie, że masz depresję. Po prostu wydawało nam się, że tak cierpi się po nieszczęśliwej miłości.

Próbuję pozbierać myśli, by przypomnieć sobie, ile razy uratowałaś mi życie. Za każdym razem, gdy rozstawałam się z jakimś chłopakiem, jako jedyna do mnie przyjeżdżałaś. Zawsze miałaś czas. Cudownie mnie wtedy wspierałaś. Pamiętam, że nigdy nie musiałam przejmować się, czy mam posprzątane, czy ty dobrze się u mnie czujesz, czy nie wyglądam na zbyt potarganą i czy sprostałam jako gospodyni. Stałyśmy w drzwiach balkonu i paliłyśmy papierosy i gadałyśmy o życiu. Tak normalnie, zwyczajnie na luzie. Wtedy jeszcze nie bałam się mówić przy tobie tego, co myślę.

Zawsze też rozumiałaś to, że krucho u mnie z kasą. Pożyczałaś mi pieniądze i nigdy nie pytałaś, kiedy je zwrócę. Zwracałam, jak miałam. Potrafiłaś słuchać, a ja nie musiałam się martwić tym, że zasmucam cię jeszcze bardziej, że zarażam nostalgią albo obciążam problemami. To była przyjaźń. Najprawdziwsza. Nigdy nie zdradziłaś moich sekretów, zawsze wiedziałam, że jeśli powierzę ci najintymniejszą tajemnicę, to wrzucam ją jakby do studni. Nikt się nie dowie i wiem, że tak będzie i że to nigdy się nie zmieni. Dziękuję ci za ten komfort.

Najlepiej pamiętam jednak ostatnie pięć lat. Kiedy rozwiodłam się z mężem, zrobiłaś dla mnie najlepszą rzecz z możliwych. Dołączyłaś mnie na Facebooku do grupy starych znajomych jeszcze z czasów studiów. Dzięki temu zyskałam cudowną grupę kobiet, z którymi zaniedbałam kontakt i z którymi teraz już zawsze mogę: iść na piwo, pogadać, pośmiać się, obejrzeć film w kinie. Tak, znowu uratowałaś mi życie, bo wtedy czułam się tak samotna, jak nigdy przedtem.

A potem powiedziałam coś, co dosłownie zniszczyło naszą przyjaźń. Pamiętam ten wieczór jak dziś. Umówiłyśmy się na spacer. Byłaś na mnie zła, mówiłaś, że potrącam cię łokciem. Kipiałaś złością. Poszłyśmy razem na piwo i ja chyba wypiłam o jedno za dużo. Postanowiłam ci powiedzieć coś (przyrzekam, naprawdę w dobrej wierze!) o twoich relacjach z mężczyznami. Dlaczego ci się nie układają? Nie wiem, co mnie naszło, ale powiedziałam, że: „Za dużo pijesz alkoholu i  szukasz księcia z bajki, a nie dajesz szansy tym mniej atrakcyjnym i bardziej zwyczajnym”. Przepraszam cię za to! Pewnie mogłam być bardziej delikatna. Pewnie powiedziałam coś jeszcze, czego nie pamiętam. Musiało cię to zaboleć, bo wściekłaś się i zerwałaś ze mną kontakt na rok. Nie odpisywałaś na SMS-y, nie odbierałaś telefonów i nie dawałaś szansy, by to jakoś załagodzić.

Po roku milczenia pomału udawało nam się odbudować naszą relację. Znów wyjechałyśmy razem na wakacje. Jedne z najgorszych w moim życiu! Ze zdumieniem patrzyłam na ciebie i po prostu cię nie poznawałam. Mówiłaś mi, że nie chcesz słuchać opowieści o moich smutkach, że chcesz się tylko śmiać i bawić, bo po to jest urlop. Starałam się unikać więc takich tematów, które sprawiałaby ci przykrość. Gryzłam się w język, bo bałam się, że znów będę nieostrożna i zwyczajnie cię zranię. Wyraźnie też czułam, jak bardzo cię irytuję, działam na nerwy i że nie jestem taką koleżanką, z jaką chciałabyś spędzać czas błogiego relaksu. Na każdym kroku mówiłaś mi, że coś robię nie tak. Upominałaś, że za dużo jem, sztorcowałaś, że nie umiem się bawić, niby uprzejmie prosiłaś, bym podczas urlopu nie rozmawiała z innymi osobami na tematy, które uznałaś za irytujące. Wakacje dla nas obu zamienił się w upiorny czas. Ja sztywna pilnowałam, by cię nie urazić, usuwałam się z pola widzenia, bo nie chciałam awantur. A ciebie jakby to dodatkowo napędzało do dalszych przykrości. Marzyłam tylko o powrocie do domu, by odpocząć, by znów być sobą i wrócić do ludzi, którzy mnie akceptują. Doskonale wiem, co się podczas tych wakacji ze mną działo. Poruszyłaś we mnie te wszystkie struny, o których nie pamiętam już pewnie od co najmniej trzydziestu lat. Znów czułam się tą małą dziewczynką, z której mama nigdy nie była zadowolona. Znów czułam się tym dzieckiem, któremu ojciec wyrywał kartki z zeszytu, by pisała równiuteńko. Nie potrafiłam ci się przeciwstawić.

To w sumie dziwne, bo od wielu lat te emocje już do mnie nie wracały. Jestem dorosłą kobietą, która potrafi mówić „nie” i walczyć o swoje. Gdybyś nie była taka dla mnie ważna, powiedziałabym: „Bujaj się!” i spakowałabym manatki i wróciłabym do domu. A ja zupełnie jak w dzieciństwie… zamarłam i czekałam aż wakacje dobiegną końca. Nigdy więcej nie chcę się już tak czuć!

Pewnie wszyscy, którzy teraz to czytają, mają jedną myśl: „Dlaczego nie spróbowałyśmy porozmawiać? Pogodzić się? Wszystko sobie wyjaśnić?” Przecież nie wyrządziłyśmy sobie jakiegoś wielkiego świństwa. Jednak ty i ja wiemy najlepiej, że próbowałyśmy i nic z tych rozmów nie wynikało. Nie przyniosły one nam ulgi. Trudno się z tym pogodzić, ale może po prostu… musimy. To koniec! Żegnaj moja przyjaciółko! Uratowałaś mi życie nie raz. Dziękuję ci za to i przepraszam za przykrości. Muszę jednak nauczyć się odchodzić. Przyjaźni też nie da się zatrzymać na siłę.


Związek

„Nie żałuję, że odebrałam Ci męża. Ty po prostu na niego nie zasługiwałaś”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 września 2021
fot. Goodboy Picture Company/iStock

Piszę ten list, aby Ci powiedzieć, że nie żałuję, że odebrałam Ci męża. Ty po prostu na niego nie zasługiwałaś. Michał przy mnie poczuł się jak facet, który traktowany jest z godnością, szacunkiem, nie jest tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, bez żadnych potrzeb. Myślisz, że to moja wina, bo weszłam w Twoje życie z butami i zniszczyłam Ci rodzinę… Sama to zrobiłaś. Kiedy ostatnio z nim rozmawiałaś, zapytałaś tak po ludzku „ co słychać”, „ jak idą interesy”, „czy u Ciebie wszystko w porządku?”. Nie pamiętasz?

Z seksem też słabo, uważasz ze jak będzie zbliżenie raz na miesiąc czasami rzadziej to jest ok, myślisz ze jesteś usprawiedliwiona bo zajmujesz się domem, dziećmi.?! Spójrz na siebie… chodzisz w tych wyciągniętych dresach, ciągle tych samych, włosy spięte jak zawsze w koński ogon, bez makijażu…pytasz po co mam się malować w domu?

Po to żeby być ciągle pożądaną przez męża, żeby pożerał Cię wzrokiem, abyś uruchamiała jego wyobraźnię. Teraz już wiesz czemu chce być ze mną. Tak wiem, że wiesz o mnie i o naszym romansie.

Jesteś taka słaba, nieporadna i dla statusu społecznego zniesiesz nawet to, że niedawno sypiał ze mną. Pozwoliłaś mu wrócić, by ratować wasze małżeństwo i rodzinę… tzn. ja pozwoliłam mu odejść. To ja nie jestem jeszcze gotowa na związek z nim, ale wrócę po niego i wezmę, co moje.

Tak, on jest mój, bo wiem, że o mnie myśli, dalej się widujemy, przeżywamy świetną przygodę. Tak. to ja pozwalam mu zostać! Ja nie jestem tą drugą… jego serce, umysł i ciało jest moje, bo ciągle o mnie myśli, nawet uprawiając seks z Tobą. Myślisz, że to nieludzkie?

Sama sobie na to zasłużyłaś, nie doceniłaś tego, co masz więc przyszłam i odebrałam coś co było kiedyś dla Ciebie bezużyteczne. Myślisz, że jak teraz będzie częściej seks, to to naprawisz? Już za późno, ja już dawno Ci go zabrałam… przyjdę niebawem po niego!!!

Kochanka … ta pierwsza


Zobacz także

Kobiety. Ciche bohaterki. Wojowniczki dnia codziennego

„Droga Jeszcze Żono Mojego Faceta, po prostu bądź szczęśliwa”

„Mężczyźni nie lubią silnych kobiet? To bzdura. Nie lubimy kobiet, które nie okazują słabości". Mężczyzna o miłości

30 powodów, dla których zdradziłem moją żonę