Związek

„A gdzie byłeś Ty, kiedy ja nie wiedziałam w co włożyć ręce? Kiedy padałam na pysk?

Poli Ann
Poli Ann
14 czerwca 2021
Photo by Huyen Pham on Unsplash
 

Kochaliśmy się jak wariaci. W kieszeni matura, studiowaliśmy zaocznie i pracowaliśmy, by nie musieć być na utrzymaniu rodziców. Chcieliśmy być razem ponad wszelką wątpliwość. I byliśmy. Rety, tacy dorośli i samodzielni! To było takie proste.

Imponowało mi wszystko, co robiłeś. Ja byłam Twoją jedyną. To mi wysyłałeś bukiety do pracy pocztą kwiatową i za połowę pensji kupiłeś oryginalne dżinsy, których wcześniej nigdy nie miałam. Ja wstawałam o piątej, by zrobić Ci kanapki na pierwszą zmianę, a swoją pierwszą premię przeznaczyłam na rower, o jakim marzyłeś. To było takie proste.

Potem był ślub i huczne wesele na dwieście osób. Miłość przysięgana aż po grób. I kredyt jak wszyscy nasi znajomi i upragnione ciąże. Dwie, które dały nam trójkę wspaniałych dziewczynek. I nadal wszystko było proste, choć padaliśmy na twarz ze zmęczenia, rezygnowaliśmy z przyjemności i szaleństw na rzecz obowiązków. Zdawało mi się, że nic nas nie pokona. Ani choroba Twojej mamy, utrata mojej pierwszej posady, Twój konflikt z szefem ani podrywający mnie w pracy kolega.  Przecież wystarczyło się tylko kochać, a my się kochaliśmy. To było takie proste.

Aż w końcu nadeszły dni, kiedy nasza miłość się skończyła. Niemal z dnia na dzień, gdy pojawiła się ona – pandemia. Wpakowała się bezczelnie w nasze życie, rozwaliła się w salonie i zaczęła swoje rządy. Nie było już prosto.

Ty straciłeś pracę, więc ja mojej trzymałam się kurczowo, by móc utrzymać rodzinę. Choć już nie wstawałam o piątej, by wyjść na spacer z psem, to nadal rano trzeba było przygotować całą ferajnę na zdalną szkołę, doglądać ich zajęć, potem godzinami pomagać w lekcjach, w międzyczasie samej pracować, ugotować obiad, zrobić pranie, odbierać telefony, godzić co chwila wybuchające konflikty, a po nocach pisać wcześniej niedokończone, na rzecz pracy z plastyki czy muzyki, maile. A gdzie byłeś w tym wszystkim Ty, kiedy ja nie wiedziałam w co włożyć ręce? Kiedy padałam na pysk?

Na kanapie, obrażony na cały świat, znudzony, marudny, taki biedny, bo bez pracy. Gdzie podział się ten pomysłowy chłopak, który skradł moje serce? Który wyciągał mnie z tarapatów i miał milion pomysłów na minutę? Mężczyzna, któremu zaufałam i z którym chciałam iść przez życie? Z którym miałam wspólnie ciągnąć ten wózek? Nie pomogła ani groźba ani prośba, ani lekarz ani moje pomysły na spędzanie wolnego czasu. Pracy też nie zamierzałeś szukać. Po co, skoro wszystko ogarniałam ja? A seks?

Byłam dla Ciebie niewidzialna, choć po 2 ciążach zachowałam świetną figurę i dbałam o siebie. Byłam wołem roboczym, kucharką, sprzątaczką, opiekunką. Twoje odburknięcia, leżenie na sofie do popołudnia, brak jakiegokolwiek wsparcia w domu i pomocy przy córkach, i bierność pokazały mi nowego Ciebie. Pandemia bezlitośnie uświadomiła mi, że już nie jest prosto, że jest cholernie trudno i że Ty nic sobie z tego nie robisz. Leżysz na tej pieprzonej kanapie, wybredzasz w ofertach pracy, choć wiesz, że ledwo starcza do pierwszego, że fizycznie i psychicznie jestem szalenie zmęczona, bo kładę się późną nocą, a wstaję skoro świt. Nie chcesz rozmawiać, nie chcesz pomocy ani pomagać, nawet z dziewczynami się już nie bawisz. Zaczynasz być współlokatorem, z którym niemal nie rozmawiam, choć pandemia zamknęła nas na cztery spusty. Staliśmy się więźniami w swoim własnym
domu. Życie już nie było proste.

To starsza córka zapytała, czemu się z Tobą nie rozwiodę. Uświadomiłam sobie wtedy, że ja tego chcę. To było takie oczywiste i proste. I teraz, gdy powoli wszystko wraca do życia, pragnę tego jeszcze bardziej. Umiem żyć bez Ciebie, a obecnej Twojej wersji po prostu nie kocham. Złożyłam wniosek, a Ty mi się śmiałeś w nos krzycząc potem, że chcesz mi zabrać dzieci, strasząc alimentami na Ciebie i tym, że się nie wyprowadzisz. Dziś każdego dnia wyzywasz mnie przy  dziewczynkach od idiotek, debilek i psychicznie chorych. Straszysz, grozisz,  wyśmiewasz. Pokazujesz dotąd Twoje mi nieznane oblicze. I nie chcę Cię już w życiu jako mojego mężczyzny.

Zarzekasz, że nie dasz mi rozwodu, że zamienisz moje życie w piekło. W sumie to już Ci się udało. Gorzej już być nie może i wiem, że przez jakiś czas jeszcze tak będzie. Po rozwodzie jednak, który bez problemu dostanę, będzie już tylko lepiej, pandemia kiedyś się skończy, nasze ścieżki się rozejdą i moje życie stanie się prostsze.


Związek

Po nogach ciekła jej strużka krwi. Wnętrze paliło. „Jak mogłeś” – wyszeptała. „Przecież tego chciałaś, sama się prosiłaś”

Poli Ann
Poli Ann
12 lipca 2021
fot. Gigi_my_girl/iStock
 

Wakacje to jest czas, na który czekają wszyscy. Szczególnie maturzyści, którzy po roku harówki mają więcej wolnego. Tak było też z Weroniką. Ostro zakuwała, starła się o dobre świadectwo i jak najlepsze wyniki na maturze, by dostać się na jakiś kierunek związany z medycyną. Wiadomo ten główny był najlepszy, niemniej jednak nawet pielęgniarstwo by ją zadowoliło. Leczyć, pomagać, ulżyc z bólu, widzieć nowe życie to było coś, czego chciała doświadczać.

Póki co wszystko szło po jej myśli. Oceny na cenzurce prezentowały się naprawdę nieźle. Z matury wychodziła zadowolona. Ciężko pracowała na sukces, o którym tak marzyła, stąd też tak cieszyła się na wakacje i ona, i jej paczka. Znali się całe liceum, uczyli razem i imprezowali. Na czas wakacji mieli jeden plan – korzystać z życia jak najwięcej. Weronika była bardzo lubiana, dusza towarzystwa, przebojowa, radosna, inicjatorka wielu szalonych akcji. Chłopakom się podobała. Wszystkim, bez wyjątku, ale nie każdy się przyznawał. Kilka miesięcy temu rozstała się z Miłoszem i postanowiła z nikim się nie wiązać. Chodziła na jakieś randki, całowała na imprezach, ale nigdy nie szła na całość i nie czekała z utęsknieniem aż jej amant zadzwoni. Po rozczarowaniu Miłoszem diametralnie zmieniła stosunek do płci przeciwnej. Niewinna zabawa, flirt owszem. Związek nie. Tak jest wygodnie.

Weronika jest teraz szczęśliwa, cieszy się wolnymi chwilami i imprezami do rana. Jest królową parkietu, tańczy do upadłego, wzbudza powszechny zachwyt. Jest taka śliczna i pewna siebie. Wysoka, smukła, proporcjonalna. Ma bardzo zgrabną sylwetkę, którą potrafi podkreślić. Nie ma imprezy, na której ktoś by jej nie podrywał. Ona jednak na dużo sobie nie pozwala. Na parkiecie szaleje, czasem da się pocałować, do domu jednak wraca zawsze z paczką bez moralniaka.

Tego dnia była z przyjaciółmi nad jeziorem. Dziewczyny się opalały, chłopaki skakali do wody. Pili piwo i wino. Byli w świetnych humorach. Weronika pękała ze śmiechu, bo Bartek czymś ją rozbawił, a potem wrzucił do wody. Nie obraziła jak się jak większość dziewczyn zapewne by zrobiło. Ganiała go potem po plaży chcąc rewanżu. Wskakiwała mu na plecy, chlapała wodą, przewracali się razem, on ją zarzucał na ramię jak worek kartofli, a ona się tylko śmiała. Krystian obserwował ją bacznie. Był w ich paczce, ale zawsze małomówny i skryty trzymał się z boku. Przyjaźnił się z Bartkiem. Im obu Weronika bardzo się podobała, Krystian jednak w przeciwieństwie do kumpla, o tym nie mówił. Marzył natomiast o spotkaniu z dziewczyną, szalonym tańcu, pocałunkach po jej dekolcie, dotyku jej pośladków. Bardzo go kręciła, nigdy jednak nie miał odwagi, by chociaż zaprosić ją do kina.  Obserwował ją uważnie, delektował jej śmiechem i widokiem ciała w bikini. Chętnie poczułby smak jej skóry, jej zapach i gładkość, bo przecież Weronika miała taką piękną skórę. W swoich snach całował ją centymetr po centymetrze.

Gdy całą paczką znów wylądowali w klubie nie przestawał jej obserwować. Wera miała na sobie kuse szorty i bluzkę na ramiączka. Nie miała stanika. Kilka razy, gdy się nachyliła widział jej drobną, nagą pierś. Czuł jak wzbiera się w nim podniecenie. Ta dziewczyna działa na niego niesamowicie.

– No Krystian! – usłyszał nagle jej głos. – Co tak siedzisz, dawaj na parkiet. Leci taki świetny kawałek! – i pociągnęła go radośnie za rękę. Nie opierał się jej. Nie spodziewał, że ona go zauważy. Rzadko rozmawiali, co najwyżej śmiała się z jego ciętych ripost. Teraz w końcu miał okazję być bliżej niej. Był nieco stremowany, a Weronika wręcz przeciwnie. Wypiła już kilka szotów, zresztą i bez alkoholu była taka pełna energii. Uwielbiał na nią patrzeć. Ona tańczyła, on pochłaniał ją wzrokiem. Po kilku piosenkach wrócili do stolika, wypili po szocie. Weronika usiadła obok niego, a że kanapa była ciasna, a ich było na niej z dziesięć osób, to niemal ocierała się o niego. Krystian siedział sztywno, nie wiedząc jak reagować. Weronika zaś coś żywo opowiadała, klepała go po udzie, śmiała się głośno.

Gdy wstała, by wypić kolejnego szota, stanęła idealnie tyłem do niego. Na wysokości jego wzroku była jej pupa, a spod króciutkich szortów wystawały jej pośladki. Były tak blisko, niemal mógł je poczuć. Ledwo się opanował, by ich nie dotknąć. Zamknął oczy i marzył, że ona stoi tak tylko dla niego. Impreza trwała w najlepsze, nawet on tańczył i pił. Często na parkiecie w tany porywała go Weronika. Był niemal wniebowzięty. Około trzeciej paczka zaczęła się wykruszać. Dziewczyny chciały już wracać, a Wera uznała, że bawi się aż do zamknięcia. Wypiła sporo, Krystian cały czas był obok. Oczywiste było to, że ją odprowadzi. Chłopaki zawsze tak robili, dbali o swoje koleżanki. Byli niemal jak bracia. Weronika niczego więc się nie obawiała. Wyszli z klubu po czwartej, prowadził ją pod rękę, nie zataczała się, ale trzeźwa to ona nie była. Oparła mu głowę na ramieniu.

– Jak dobrze, że jesteś – wyszeptała. Krystian zatrzymał się i spojrzał na nią. Była tak śliczna, choć makijaż się jej rozmazał i miała mętny wzrok. Szotów trochę w siebie wlała. Nie wytrzymał, pocałował ją. Najpierw delikatnie. Potem namiętnie. Nie opierała się, chyba się jej podobało. Szli akurat parkiem. Lekko już widniało, dokoła nie było żywej duszy. Przyciągnął ją do siebie lekko. Nie stawiała oporu. Oparł ją o duże drzewo i zaczął całować mocniej. Początkowo całowała go tak samo łapczywie, ale gdy złapał ją za pośladki, a usta skierował w dekolt, zareagowała.

– Krystian, nie… – powiedziała cicho. Ale on zamknął jej usta soczystym pocałunkiem i przycisnął do drzewa. Poczuła jego nabrzmiałą męskość. Jeszcze się nie wyrywała. Była pewna, że on zaraz przestanie. Nie przestawał. Dotykał ją wszędzie, lizał. Pijana nie miała siły, by go odeprzeć. Nie potrafiła też krzyczeć, chyba ją zamroziło. Zawsze do tej pory chłopcy reagowali na jej „nie”. Krystian zdawał się tego nie słyszeć. Rozpiął swój rozporek, był gotowy. Tak długo marzył o tej chwili. Nie pytając się jej o zdanie, rozpiął jej szorty, zerknął na bieliznę. Koronkowe majtki, chyba stringi, tylko go podkręciły. Nawet ich jej nie ścignął, materiału było tak niewiele, że tylko je przesunął odkrywając jej intymność. Zupełnie jakby specjalnie założyła taką bieliznę. Wdarł się w nią brutalnie, chyba coś krzyczała, ale był tak podniecony, że nie zwracał na to uwagi. Chciał ją wziąć tu i teraz. To co dla niego trwało ułamek sekundy, dla Weroniki trwało całą wieczność. Momentalnie oprzytomniała, obezwładniona jego siłą nie była stanie się bronić. Do końca chyba myślała, że Krystian jej posłucha i się opamięta. On jednak, pogrążony w spełnieniu swoich marzeń, bo przecież była taka okazja, kompletnie się wyłączył. Był jak robot, bezduszny wzrok wlepiony gdzieś w dal i ten skowyt gdy skończył.

Weronika płakała cicho, poprawiła koszulkę i naprędce zapinała szorty. Po nogach ciekła jej strużka krwi. Wnętrze paliło.

– Jak mogłeś? – wyszeptała.

– Przecież tego chciałaś, sama się prosiłaś – zripostował ze śmiechem. – Brak stanika, te spodenki i niemal brak majtek. Cała noc się o mnie ocierałaś. Zrobiłem to, czego chciałaś – spojrzał na nią chłodno. W jego oczach dostrzegła resztki żądzy i dziką satysfakcję. Zapiął spodnie, uśmiechnął się dumnie i po prostu poszedł. Zostawił ją. Ten spokojny Krystian. Nieśmiały, który nigdy nie miał dziewczyny i lubił gry komputerowe. Którego podejrzewali o bycie gejem, który kiedyś był ministrantem i na obozie tak płakał za mamą.

Weronika wróciła do domu sama. Od razu poszła do łazienki, by zmyć z siebie jego zapach. Tata był w delegacji, a mama nie wróciła jeszcze z nocnego dyżuru w szpitalu. Dziewczyna więc długo brała kąpiel i płakała. Wszystkie ubrania, jakie miała na sobie, wyrzuciła. Wyłączyła telefon. W pokoju tępo przez kilka godzin patrzyła się w sufit, a w głowie kołatały się jego słowa „sama się prosiłaś”. Zdecydowała, że weźmie ten wolontariat, o którym wspominała mama. Przynajmniej nie będzie musiała o tym wszystkim myśleć. Od paczki się odizolowała. Na pytania Kasi, z którą była najbliżej, odpowiadała niechętnie i ostro, aż przyjaciółka przestała dopytywać o to, co się stało. Może coś podejrzewała. Ale w gruncie rzeczy, byli na imprezie, Wera świetnie się bawiła, piła, tańczyła, była kuso ubrana, szalała na parkiecie. Faktycznie była kusząca, sama się prosiła. Kto by jej uwierzył, że jej własny kolega ją po prostu zgwałcił w parku? Była pijana, pewnie tego chciała, a teraz się wypiera. Weronika już słyszała komentarze znajomych.

Bała się iść na komisariat. Te przesłuchania i dopytywanie, czy może jednak miała ochotę na szybki numerek. Szybko policzyła, czy mogłaby zajść w ciążę, na szczęście szansa była niska. Dnie spędzała w swoim pokoju, płacząc lub po prostu gapiąc się w ściany. Gdy zaczęła wolontariat, zatraciła się w pracy w szpitalu, kontakty ze znajomymi ograniczyła do minimum. Dostała się na psychologię w innym mieście i uznała, że wyjedzie, by o tym wszystkim zapomnieć. Jednak nie zapomniała. Tak naprawdę jeszcze kilka ładnych lat będzie nosić w sobie poczucie winy i dopiero jako dojrzała kobieta, na kozetce u znajomej psycholożki, zacznie o tym rozmawiać. Przepracuje problem, zrozumie, czemu nie była w stanie z mężem stworzyć zdrowej relacji, pojmie swój strach, przestanie obwiniać i zacznie współpracować z pobliskim komisariatem, gdzie będzie pro bono rozmawiać z dziewczynami po gwałtach lub próbie gwałtu. Gdy sama odzyska już wewnętrzny spokój będzie chciała pomóc każdej skrzywdzonej tak by słowa „sama się prosiłaś” nigdy nie miały racji bytu i nie niszczyły im życia.

 

 

 

 

 


Związek

„W rywalizacji z żoną przegrywam. Nawet, jeśli Robert twierdzi, że jestem boginią seksu. Dziewczyny, serio nie polecam…”

Poli Ann
Poli Ann
7 czerwca 2021
Photo by dusan jovic on Unsplash

– Jestem kochanką – napisała mi wiadomość na Messengerze z konta nazwanego jakimś nickiem i niewidocznego dla nieznajomych. – Twój blog jest życiowy, więc też chcę Ci opisać moją historię.

„Oboje mamy małżonków. I jak w wielu historiach nie planowaliśmy romansu. Pracujemy razem. Na początku się nawet nie lubiliśmy, dopiero wigilia firmowa wszystko zmieniła. Rozmowa na luzie, kilka drinków, zapomnieliśmy o problemach dnia codziennego. Tak dobrze się nam gadało i tańczyło. Wracaliśmy tą samą taksówką i choć się nie dotykaliśmy, to w powietrzu czuć było napięcie. Napisałam do Roberta jeszcze stojąc na klatce. Cała drżałam. Nie wiem, co mi się stało. Odpisał natychmiast. Pisaliśmy do rana nie chcąc kończyć tej konwersacji.

W pracy zachowywaliśmy pozory, ale te spojrzenia, smsy, wymykanie się na papierosa… Byliśmy jak na haju. Pocałunki w windzie, seks w konferencyjnej, gdy wszyscy już poszli, niby przypadkowe spotkania na siłowni czy basenie.

Mieliśmy dzieci w podobnym wieku, te same problemy, a w domu niczego nieświadome połówki. Długo nazywaliśmy siebie przyjaciółmi, jednak po kolejnych upojnych chwilach tym razem w jego aucie, zdałam sobie sprawę, że ja mam klasyczny romans. Najzwyczajniej w świecie zdradzam męża, a on żonę. Rozpłakałam się wtedy jak dziecko. Zerknęłam w lusterko, z którego spojrzała na mnie z rozmazanym na oczach tuszem jeszcze przepełniona żądzą KOCHANKA.

Byłam kochanką, od pierwszego momentu, pocałunku, sprośnego smsa czy seksownego selfie, jakie Robertowi wysyłałam. Chciałam, ale nie potrafiłam tego zakończyć. Zaangażowałam się, on też. To nie był seks dla sportu, to były rozmowy, zwierzenia, doradzanie sobie i wzajemna pomoc. Oraz zazdrość. On wyjeżdżał z rodziną, a ja śledziłam na fejsie, gdzie są, co robią i czy na zdjęciu obejmuje żonę.

Gdy ja spędzałam czas z najbliższymi, on pisał po kryjomu, że cholernie tęskni i zazdrości mojemu mężowi. Wszystko działo się w sekrecie, w emocjach, bo przecież trzeba uważać, by nie wpaść w głupi sposób. Moje życie kręciło się wokół romansu. Gdy szłam do pracy i miałam Roberta dla siebie, byłam spokojna i radosna. Poza pracą traciłam kontrolę nad tym, co on robi. Byłam nerwowa, złośliwa, wręcz neurotyczna. Nie mogliśmy świętować razem urodzin, świąt, sukcesów. Byłam bliższa niż żona, ale to z nią jeździł na wakacje, na wesela czy weekendy. Z nią zapewne sypiał, jej kupował kwiaty i prezenty. Ja nie istniałam.

Panuje przekonanie, że kochanka rządzi facetem, oplata go niczym bluszcz i przysłania mu świat.

Gdy spędzaliśmy nasze ukradzione chwile być może tak przez moment było, ale potem cały czas to kochanka czeka aż on napisze, zadzwoni. To ja – kochanka walczę sama ze sobą i z wyrzutami sumienia. Z miłosnego haju wpadam w czarną nicość. To nie wokół mnie kręci się jego życie. Ja jestem tylko dodatkiem. W rywalizacji z żoną przegrywam nawet jeśli Robert twierdzi, że jestem boginią seksu. To ja czekam, myślę, tęsknię i czuję na plecach oddech jego żony, bo to z nią spędza weekendy, wybiera płytki do łazienki i komodę do salonu. To z nią jeździ do rodziny, bierze kredyt i ustala urlop.

Ja jestem tylko przygodą, urozmaiceniem, słabością, narkotykiem. Jestem w jego życiu ważna, ale nie na tyle by zostawił żonę i wybrał mnie. Umówmy się, mnie przecież nigdy nie wybierze. Po co Robert ma rezygnować ze stabilizacji? Dlaczego ja mam porzucać dotychczasowe życie, zabierać dzieciom rodzinę? Nasze małżeństwa nie są takie złe…

A romans? Romans jest pociągający, ale przecież w ogóle się nie opłaca. A kochanka? To na niej zawsze skupia się otoczenie obarczając ją winą. Jakby nie spojrzeć zawsze będzie tą złą…Po co Ci to piszę? Bo bycie kochanką to uwłaczająca sprawa, poniżej godności, to nałóg, z którego nie potrafię zrezygnować. Pewnie czekam aż mnie zniszczy, może wtedy któryś związek zakończę. Z żadnym z tych dwóch mężczyzn nie jestem w pełni szczęśliwa. Przy mężu zjadają mnie wyrzuty sumienia, przy Robercie zazdrość. Spalam się. Bywam na haju i w czarnej d…

Dziewczyny, serio nie polecam…