Lifestyle Macierzyństwo Związek

Kobieto, działaj! Krótki poradnik pomocy prawnej dla ofiar przemocy domowej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 stycznia 2016
Fot. iStock / RapidEye
 

Padłaś ofiarą przemocy ze strony partnera, czy innej bliskiej osoby? Zdecydowałaś się odejść, chcesz mieć wpływ na swoją sytuację ale nie wiesz od czego zacząć? A może masz inny problem natury prawnej, dotyczący stosunków między tobą a ojcem twoich dzieci? Przeczytaj nasz krótki poradnik, być może pomoże ci podjąć odpowiednie kroki, bądź nakierować cię na właściwą drogę postępowania.

Agnieszka Zalewska-Fowler, prawnik z doświadczeniem w prowadzeniu spraw rodzinnych, a także notariusz w warszawskiej kancelarii specjalnie dla was dzieli się kilkoma, podstawowymi sugestiami dotyczącymi postępowania w tak trudnych i smutnych okolicznościach.

W przypadkach przemocy fizycznej, znęcania się fizycznego, jak również psychicznego, należy rozważyć:

– założenie tzw. niebieskiej karty (opis procedury tutaj) w najbliższym komisariacie policji, tak aby mieć szanse na interwencję policji w okolicznościach przemocy w domu, oraz aby zbierać dokumentację potwierdzająca stosowaną przez męża przemoc, co przyda się w postępowaniach sądowych,

wyprowadzkę z domu, a w przypadku kiedy jest to niemożliwe, należy wystąpić do sądu z wnioskiem o zakaz zbliżania się do kobiety i ewentualnie dzieci przez męża i i ojca,

– złożyć pozew o rozwód z winy męża i tu jednym z dowodów tej winy będzie dokumentacja z policji,

– pozew o rozwód powinien wnosić o przyznanie opieki nad dziećmi oraz o kontakty (ojca) z dziećmi w obecności kuratora,

– jeżeli przemoc stosowana jest wobec dzieci, w pozwie trzeba złożyć wniosek o ograniczenie władzy rodzicielskiej „przemocowego” ojca (wzór tutaj),

– jeżeli ojciec nie płaci alimentów w sposób uporczywy* można zgłosić przestępstwo do prokuratury z art. 209 KK jako narażenie rodziny na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych,

– jeżeli są pobicia również można zgłosić przestępstwo do prokuratury, należy przy tym pamiętać, że popieranie oskarżenia karnego to duże wyzwanie i nie każdą kobietę emocjonalnie na to stać, nie jest bowiem dobrze gdy kobieta biegnie na policję z oskarżeniem a potem wycofuje oskarżenie (może być to poczytane przeciw niej, np. że jest niestabilna emocjonalnie),

– w tzw. trybie zabezpieczenia można wystąpić do Sądu Rodzinnego o zakaz kontaktów ojca z dziećmi lub o ich kontakty przy kuratorze, a to działanie może mieć miejsce tak w postępowaniu o rozwód jak i niezależnie od tego postępowania,

zbierać wszystkie dowody w formie dokumentów, nagrań, obdukcji itp. do sprawy o rozwód, a także zapewnić sobie dowody kilku sensownych świadków, których zeznania pomogą w procesie

– przy każdym pobiciu koniecznością jest obdukcja,

nie dać się sprowokować, unikać prowokacji wszelkiego typu, unikać zaszeregowania jako osoby niezrównoważonej psychicznie, aby nie narazić się na zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym (patrz ustawa o stosowaniu leczenia psychiatrycznego w takich przypadkach).

Pamiętajcie, nigdy nie jest za późno by zacząć działać. Z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji można znalezć wyjście. Może w tej chwili wydaje wam się, że nie podołacie temu, co wam się przydarzyło, że nie macie już sił, że to nierówna walka. Uwierzcie w to, że wszystko jest jeszcze w waszych rękach, trzeba tylko dać sobie pomóc. Postarajcie się na spokojnie, realistycznie przeanalizować waszą sytuację. I pomyślcie: co możecie zrobić już teraz, same? Kogo poprosić o wsparcie? Dokąd się udać po poradę?

Te ogólne wytyczne wymagają oczywiście indywidualnego omówienie w każdej, konkretnej sytuacji. Zapraszamy was do kontaktu ([email protected]). Piszcie do nas, pytajcie: znajdziemy odpowiedzi i pomożemy wam zacząć działać. Pamiętajcie – nie jesteście same! Dla siebie, dla dzieci, trzeba podjąć walkę o lepszą codzienność, wolną od przemocy, chaosu i niepewności jutra. Trzymamy za was kciuki i gorąco was dopingujemy. Razem damy radę!

*§ 1. Kto uporczywie uchyla się od wykonania ciążącego na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądowego obowiązku opieki przez niełożenie na utrzymanie osoby najbliższej lub innej osoby i przez to naraża ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego, organu pomocy społecznej lub organu podejmującego działania wobec dłużnika alimentacyjnego.
§ 3. Jeżeli pokrzywdzonemu przyznano odpowiednie świadczenia rodzinne albo świadczenia pieniężne wypłacane w przypadku bezskuteczności egzekucji alimentów, ściganie odbywa się z urzędu. (Źródło: arslege.pl)


Źródło: przemocdomowa.com.pl; niebieskalinia.pl


Lifestyle Macierzyństwo Związek

Życzliwości ucz od małego albo… „pocałuj się w d…” i nie dziw na starość. Obejrzyj ten film

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 stycznia 2016
Fot. Screen z YouTube / stopczyk23 – https://youtu.be/moYnDUSkjmY
 

Ilu życzliwych spotkaliście dziś na swojej drodze? O, nie, nie to absolutnie nie jest ironia. Po prostu życzliwość to cecha bardzo pożądana, ułatwiająca nasze kontakty, poprawiająca nastrój i przysłowiowo „ratująca życie” tym, którym się ją okazuje.

Najnowsze badania dowodzą, że można jej uczyć prawie już od kołyski. Eksperyment z udziałem grupy sześćdziesięciu 18-miesięcznych dzieci i zestawem obrazków (jeden z lalkami ustawionymi przodem, jeden z lalkami odwróconymi do siebie plecami, jeden z jedną lalką i jeden ze stojącymi obok postaciami lalek ułożonymi z klocków) pokazał to bardzo dobitnie. Gdy dziecko obejrzało obrazek z jednej z grup, badacz opuszczał pomieszczenie, a jego miejsce zajmowała inna osoba, która niosła ze sobą patyczki i… „przypadkowo” upuszczała je na podłogę. Okazało się, że te dzieci, które oglądały obrazek przedstawiający lalki zwrócone do siebie twarzami o wiele częściej pomagały pozbierać patyczki…

Kochani rodzice! Sami widzicie, że powinniście jak najwcześniej pokazywać swoim pociechom dobry przykład postępowania. Rozmawiajcie z dziećmi o prawidłowym, życzliwym stosunku do innych. W przeciwnym wypadku, wyrosną na kogoś w tym rodzaju…


Źródło: growingleaders.com


Lifestyle Macierzyństwo Związek

„Słyszę czasem: Natalia, daj mi kopa w tyłek, żebym się zmobilizowała. Na niektórych trzeba huknąć, żeby coś ze sobą zrobili”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 stycznia 2016
Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

„Rusz swoje cztery litery z kanapy” – tak swoje podopieczne motywuje Natalia Gacka. Choć nie głaszcze po głowie, to ma szerzę fanów. Jest przykładem, że ciężką pracą można osiągnąć bardzo dużo. Wielokrotna mistrzyni Polski w fitnessie gimnastycznym, mistrzyni świata w fitnessie sylwetkowym, dziś chętnie dzieli się swoim doświadczeniem i zdobytą wiedzą.

POCZĄTKI SPORTOWE

Jej kariera sportowa potoczyła się błyskawicznie, ale co się dziwić – była niepokornym dzieckiem, wszędzie było jej pełno. Nadmiar energii pożytkowała w sporcie. Dziś motywuje innych do pracy nad sylwetką. Jest dietetykiem klinicznym, który uważa, że dietę zawsze powinno się łączyć z fizyczną aktywnością.

Ewa Raczyńska: Sport od zawsze był ważny w twoim życiu?

Natalia Gacka: Byłam dzieckiem nie do ogarnięcia przez moich rodziców. Wiecznie chodziłam w dziurawych spodniach, poszarpanych bluzach, całą posiniaczona. Więc rodzice próbowali mnie okiełznać wysyłając na różnego rodzaju zajęcia. I tak miałam możliwość sprawdzenia się w różnych dyscyplinach – tańcu, gimnastyce, pływaniu, lekkiej atletyce. Całe życie coś uprawiałam. Poza tym chodziłam do szkoły plastycznej. Kocham rysować, malować, ale nie mam dziś na to czasu, na starość na pewno do tego wrócę.

A skąd fitness?

Właściwie przez przypadek. Nauczycielka wychowania fizycznego zauważyła, że jestem lekkim czubem – zamiast stać w szeregu na zbiórce, to biegałam z chłopakami za piłką. Zaproponowała mi udział w międzyszkolnych zawodach fitness. Tyle, że ja wolałam popołudniami ganiać za piłką, niż ćwiczyć jakieś układy. Dzień przed zawodami zwróciłam uwagę na dziewczyny, które ćwiczyły na sali jakieś układy, robiły przewroty, szpagaty. Przypomniałam sobie o zawodach, o których mówiła mi nauczycielka. I stwierdziłam, że wystartuję. Oczywiście wszyscy pukali się w głowę, że mogłam o tym pomyśleć trzy miesiące wcześniej, kiedy mnie na udział namawiano, a nie dzień przed. Ale ja się uparłam, to był fitness połączony z gimnastyką, porozciągałam się, rozgrzałam, ułożyłam układ w trzy godziny i na drugi dzień zajęłam drugie miejsce w tych zawodach.

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

To się nazywa talent.

Pomyślałam wtedy: „Kurczę, jak tak dobrze mi poszło, to co dopiero będzie, gdy poćwiczę tydzień”. I tak związałam się z fitnessem gimnastycznym na kilka lat. Zdobyłam kilka mistrzostw Polski (sześć złotych medali – przypis red.)na juniorskim etapie.

Skąd zatem pomysł na fitness sylwetkowy?

Czułam niedosyt. To był czas, kiedy zaczęły pojawiać się czasopisma o kulturystyce, fitnessie. Były w nich zamieszczane relacje z zawodów. Pomyślałam, ze chciałabym kiedyś z tymi dziewczynami stanąć na jednej scenie. Poszłam do profesjonalnego klubu i spytałam, czy się w ogóle nadaję.

Usłyszałam wtedy, że mam dać sobie spokój z fitnessem gimnastycznym, bo moje proporcje ciała idealnie nadają się do uprawiania fitnessu sylwetkowego. Po dwóch tygodniach spędzonych na siłowni pojechałam na mistrzostwa Europy. Wszystko na wariackich papierach. Nie byłam w ogóle emocjonalnie przygotowana na reprezentowanie kraju na tak prestiżowych zawodach. Zajęłam szóste miejsce. Pół roku później na mistrzostwach świata stanęłam na najniższym stopniu podium. Trzecie miejsce bardzo cieszyło. To było niesamowite.

Jednak moja kariera nie toczyła się cały czas gładko. Po odniesieniu pierwszych sukcesów, postanowiłam, że dalej będę sięgać wyżej. Nigdy nie interesowały mnie mistrzostwa Europy, a na kolejnych mistrzostwach świata zajęłam czwarte miejsce. Nie chciałam złota, chciałam pokazać się jak najlepiej. Jednak kolejne czwarte miejsce na kolejnych mistrzostwach świata, bardzo mnie zdołowało.

To tak, jakby nie było postępów.

Tak, jakbym się wręcz cofała. Ale już na następnych zdobyłam srebro, a w 2012 roku – złoto. I wtedy postanowiłam zakończyć swoją karierę.

W najlepszym momencie?

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Osiągnęłam to, co chciałam, ale też wiedziałam, jak wymagający jest to sport i jak bywa niebezpieczny dla młodych ludzi… Choć czasami marzę, żeby wrócić jeszcze raz.

JAK SIĘ MOTYWOWAĆ?

Natalia dzisiaj motywuje inne kobiety. Zachęca do aktywności. Jej funpage na Facebooku ma ponad 80 tysięcy fanów. Nie jest typem motywatora, który głaska po głowie. Wręcz przeciwnie – potrafi ostro powiedzieć, co sądzi o braku chęci do zmiany, do niechęci aktywności. Swoją energię skierowała na pomaganie i motywowanie innych. Doradza nie tylko, jak ćwiczyć, by świetnie wyglądać, ale też jak się odżywiać i jak prowadzić zdrowy tryb życia.

Skąd pomysł na pomaganie innym?

Namawiano mnie, bym założyła swój funpage i swoją wiedzą dzieliła się z innymi kobietami.

Namawiano?

Tak, ja jestem jednak sceptycznie nastawiona do takich rzeczy. Tak naprawdę moja podopieczna założyła mi profil na Facebooku, ale po miesiącu powiedziała: „Natalia to już jest odpowiednia pora, żebyś to przejęła, bo ty masz wiedzę, by odpowiadać na pytania, a ja nie mogę wstawiać tylko twoich zdjęć”. Wciągnęło mnie, taka interakcja z ludźmi daje mi wiele satysfakcji. Jestem zaskoczona, że takie profile, jak mój, potrafią tak bardzo motywować innych ludzi. To jest niesamowite.

O co pytają cię najczęściej?

Pytają o wszystko. Od najprostszych rzeczy: czy jedzenie śniadania jest istotne, ile naprawdę wody powinno się pić dziennie. Po pytania kobiet, które chcą schudnąć, jak to mają zrobić, jak układać jadłospis ćwicząc, na co zwrócić uwagę. Pytania dotyczą też samego treningu. Co robić w domu, gdy nie chodzę na siłownię, jak dobrać ćwiczenia do sylwetki, jak często, jak długo, z jaką intensywnością ćwiczyć. Jak dobierać posiłki, jak je komponować, czy suplementacja jest istotna. Te pytania się powtarzają, ale ja z chęcią odpowiadam. Piszę to, co wiem, na podstawie zdobytej wiedzy i własnego doświadczenia.

Pracujesz online indywidualnie z kobietami?

Tak, choć ograniczam liczbę takich zajęć. Dla mnie ważne jest, by o każdym ze swoich podopiecznych pamiętać. Gdybym miała ich za dużo nie mogłabym każdemu pomóc efektywnie. To takie rozdrabnianie się na drobne. Jeśli dzisiaj ktoś się do mnie zgłasza, informuję, że realny termin to marzec, a nawet kwiecień.

Jestem za tym, żeby każdy kto chce coś zrobić ze sobą, z ciałem, kondycją, sylwetką powinien znaleźć w swojej okolicy trenera, z którym będzie ćwiczyć, który zadba o jego dietę, o trening. Bo to jest najlepsze i najbardziej motywuje.

Oczywiście, że są osoby, które ćwiczą w domu, mają dietę ułożoną online. Ale ja sama należę do osób, które muszą mieć kogoś, kto będzie mnie pilnował, motywował na treningu. Wtedy wiem, że dam z siebie jeszcze więcej.

Kobiety często szukają u ciebie motywacji?

Tak, to jest niesamowite. Dostaję codziennie mnóstwo wiadomości typu: „Natalia daj mi kopa w tyłek, żebym się zmobilizowała”. Jest tego tak dużo, że ja już nawet nie piszę, tylko wysyłam wiadomości głosowe. I cieszy mnie bardzo, gdy po miesiącu te dziewczyny przysyłają mi swoje zdjęcia i piszą: „Dzięki, postawiłaś mnie do pionu i tak dzisiaj wyglądam”.

Nie jesteś osobą, która głaszcze po głowie?

No tak, raczej nie słodzę. Mówię: „Ogarnij się dziewczyno, rusz swoje cztery litery z kanapy. I do roboty, a nie leniuchujesz, trzeba ciężko pracować”.

Każdy ma inny sposób przekazu. I pewnie też każdy potrzebuje innego rodzaju motywacji. Jedni muszą być głaskani po głowie i chwaleni, a na innych trzeba huknąć, żeby coś ze sobą zrobili. Ja należę do tej drugiej grupy. Śmieje się, że jestem Polką z rosyjskiej szkoły. Przeszłam ostry rygor trenując pływanie czy gimnastykę.  Nie było zmiłuj się, raczej: „Jeśli jesteś słaba, to wychodź z sali, na twoje miejsce jest ktoś inny”. I ja mam taki sposób prosty, ale dobitny zwracania uwagi na pewne rzeczy.

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

Fot. Daniel Koper/Natalia Gacka

JAK ĆWICZYĆ?

Natalia Gacka doskonale wie, jak ćwiczyć i dbać o siebie, by osiągnąć wymarzone rezultaty. Podpowiada, w jaki sposób planować trening, w jaki sposób się odżywiać i jakie stawiać sobie cele, by nie zrezygnować na początku drogi.

Można odchudzać się bez ćwiczeń, albo schudnąć tylko ćwicząc, nie dbając o dietę?

Nie ma czegoś takiego, jak dieta bez ćwiczeń i ćwiczenia bez diety. Samą dietą nic nie załatwimy, bo nie wyćwiczymy ciała, nie ujędrnimy go, nie zachowamy fajnych proporcji, nie wymodelujemy sylwetki. Poza tym ćwiczenia podkręcają nasz metabolizm, co jest bardzo ważne przy stosowaniu diety. A z drugiej strony, jeśli będziemy tylko ćwiczyć i jeść po wysiłku słodycze i tłuste rzeczy, to owszem będziemy sprawniejsze ruchowo, ale nie zmienimy swoich parametrów – wyników krwi czy tkanki tłuszczowej.

Jakie błędy najczęściej popełniamy?

Najczęściej ludzie odchudzają się stosując rygorystyczne diety, a nawet głodówki. Bywa, że zażynają się po trzy cztery godziny na treningach, a wystarczy tylko godzina. Przemęczamy mięśnie, które nie mają czasu się zregenerować, co też niekorzystnie wpływa na sylwetkę – spalamy mięśnie, a nie tkankę tłuszczową. Ostatecznie rezygnujemy, bo jesteśmy przemęczeni. I kolejny błąd: zaczynanie od suplementacji, dopiero w dalszej konieczności przystępujemy do treningu, a na koniec myślimy o jedzeniu.

Więc, jak często powinniśmy ćwiczyć.

Uważam, że ćwiczenie trzy razy w tygodniu po godzinie to optymalna ilość dla osoby początkującej. Ćwiczmy co drugi dzień, przykładowo w poniedziałek, środę i piątek, a w weekend odpoczywajmy. W czasie odpoczynku warto przyjrzeć się swojemu ciału – jak reaguje na ćwiczenia. Bardzo ważne, by na początku wysiłek był umiarkowany, nie szalejmy.

Umiarkowany, czyli jaki?

Ciężko to określić, każdy powinien sam wyczuć swój organizm. Jeśli przez ostatnie cztery lata ktoś się w ogóle nie ruszał, a aktywność ograniczała się do wyrzucenia śmieci, to powinien zacząć od godzinnych spacerów, w terenie, w tempie szybkiego marszu.

Ten spacer można zastąpić wykonywaniem cardio na bieżni, wtedy ciało fajnie się rozrusza. A kiedy czujemy się już mocniejsi, możemy wejść w trening obwodowy – kiedy ćwiczymy wszystkie partie ciała. Kolejny krokiem jest przejście do ćwiczeń siłowych, tak zwany trening dzielony, kiedy w danym dniu skupiamy się na poszczególnych partiach ciała. Im większy, silniejszy bodziec dostarczymy do ciała, tym ono lepiej zareaguje.

Ja sama wykonuję treningi godzinne. Lepiej zrobić trening intensywny, niż przez dwie lub trzy godziny chodzić na jakieś maratony fitnessowe, czy zumby. Bo lepiej iść i zmęczyć się porządnie niż tracić czas bez większych efektów.

Arch. prywatne/Natalia Gacka

Arch. prywatne/Natalia Gacka

Jak długo trzeba ćwiczyć, by mieć sylwetkę choć zbliżoną do twojej?

Są osoby, które myślą, że z moją pomocą uda im się to w pół roku. Wtedy im mówię: „Jak możesz wymagać, że za pół roku będziesz wyglądać jak ja, skoro u mnie to efekt wielu lat ćwiczeń. Jeśli ci się uda w pół roku, to uwierz będę ci zazdrościła najbardziej na świecie”. A poważnie dodaję, że najpierw trzeba wyznaczyć sobie małe cele. I to nie wagowe. Zwracaj uwagę, jak zmieniają ci się centymetry w obwodach, rób sobie zdjęcia i porównuj, jak wyglądasz. To bardzo motywuje. Często waga jest naszą zgubą, bo gdy trenujemy, to musimy pamiętać, że mięśnie ważą więcej od tłuszczu.

Kiedy ja jak zaczynam trenować siłowo, to wagowo idę w górę, ale wizualnie – obwodowo zmieniam się bardzo. I to jest najważniejsze, a nie schudnąć 10 kilogramów i nadal kiepsko wyglądać. Oczywiście w przypadku osób z dużą otyłością te kilogramy są bardzo ważne, ale dochodzimy do momentu, kiedy waga staje, a ciało jednak dalej się zmienia, gdy nie rezygnujemy z ćwiczeń.

A sylwetkę jak moja? Przy właściwym treningu jest to możliwe po roku, dwóch latach.


Zdjęcia Natali Gackiej wykonane przez Daniela Kopera można oglądać w specjalnie przygotowanym kalendarzu. Więcej na  www.nataliagacka.pl


Zobacz także

Zachowujesz się w ten sposób? Rozwód masz jak w banku

Czego uczy nas czarny protest. Są obok ludzie, którzy kochają i mówią „jesteśmy w tym razem”

Ratujmy ofiary przemocy domowej, nie pozwólmy, by to one musiały w strachu opuszczać swoje domy. Podpiszcie petycję Centrum Praw Kobiet