Lifestyle Związek

Ilustracje, które pokazują czym jest dla ciebie miłość, kiedy jesteś już dorosły

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 listopada 2016
Fot. Screen z Instagrama /Marian Drew
 

Inaczej kochasz kiedy masz lat kilkanaście, a inaczej kiedy przekraczasz 30-tkę…  Te rysunki uzmysłowią wam jak bardzo zmienia się nasze podejście do miłości pod wpływem pierwszych i kolejnych doświadczeń. Czy z wiekiem stajemy się naprawdę aż takimi realistkami? 😉

1. W miarę jak dojrzewasz i dorastasz, inaczej rozumiesz pojęcie „facet idealny”

 

12-13 lat – chłopak, z fryzurą taką jaką ma wokalista twojego ukochanego boybandu 14-18 lat – chłopak, który uprawia sport (ale żadną z tych „agresywnych” dyscyplin) 19-23 lata – chłopak, który gra w jakimś zespole 24-25 lat – obcokrajowiec 26-28 lat – facet, który ma pracę  19 lat i więcej – facet, który odpisuje na twoje wiadomości

 

2. „Randkowanie” bywa skomplikowane (ale i zabawne)

 

Kiedy mówi „Nie szukam teraz poważnego związku”, ale wszystko co robi, świadczy o tym, że jest inaczej: zabiera cię do restauracji  na kolację przy migocących światełkach; śledzi oba twoje konta na Instargamie; wspomniał o tobie swojej mamie i kupuje ci środki przeciwbólowe.

3. O miłości najwięcej uczymy się poprzez doświadczenia, to one pomagają nam uniknąć miłosnych rozczarowań  przyszłości

 

Wszystko w życiu ma jakieś, większe znaczenie. Jest jeszcze tyle rzeczy których się o nim dowiem On na pewno przewyższa moje oczekiwania. Jakie to wyczeprujące. Tyle niepokoju. To jest niemożliwe, że on spełni moje oczekiwania.

 

4. Nikt nie lubi czekać na odpowiedz, bo wysłaniu „ryzykownej” wiadomości

 

Wspaniale się wczoraj bawiłam. Chciałabym się jeszcze z Tobą spotkać.

5.  Miłość może oznaczać mnóstwo różnych rzeczy

 

Kocham Cię: Wydajesz się miłą, emocjonalnie stabilną osobą, z poukładaną sytuacją materialną. Dziękuję za prezent urodzinowy. Ten płaszcz świetnie na tobie leży. Mamy tę samą ulubioną książkę. Twoja rodzina wygląda na fajną. Smakuje mi jedzenie, które przygotowujesz Pasujesz do etapu życia, na którym obecnie jestem. To, że jesteś nadaje mojemu życiu sens i poczucie, że do kogoś należę.

 

6.  Wiele osób jest samych z wyboru

 

Singielka w filmach:

Elegancka

Zawsze ma „zrobione” paznokcie

Ciągle umawia się na randki

Co wieczór smutna

Singielka w „realu”:

Zbyt zajęta, by chodzić na randki.

7. Bycie singlem ma swoje wady i zalety

 

Zalety:

 

Możliwość nawiązania międzynarodowego romansu, wyjazd do Hiszpanii dla kaprysu, dobre jedzonko całe dla ciebie.

 

Minusy:

 

Ktoś mógłby mi pomóc wymienić tę żarówkę… Ktoś mógłby być ze mną na tej imprezie… Ktoś mógłby zatańczyć ze mną do tej piosenki…

 

8. Często pociągają nas niewłaściwi ludzie

 

Powód dla którego ON jest nieosiągalny

Dlaczego to jest atrakcyjne

mieszka w innym mieście

destrukcja = romantyzm

 właśnie zakończył dłigi związek

 wie jak kochać

 nie lubi monogamii

to Ty będziesz tą, która go zmieni

 emocjonalnie niestabilny

 pełen niespodzianek

 zakochany w kimś innym

 zawsze dobrze ubrany


9.  W związku nasze potrzeby bywają niezauważane lub lekceważone

 

 Powiedz mi dlaczego tak się czujesz, w związku z tą sytuacją. Jestem po prostu ciekawy twojego toku rozumowania. Tak naprawdę: Daj mi możliwość, a udowodnię ci, że się mylisz.

 

10. Miłość sprawia, że bywamy bardzo rozdarci między sercem a rozumem

 

Ten, który pasuje do mojego życia vs Ten, do którego czuję miętę.


Źródło: Instagram


Lifestyle Związek

Czy rolnik znajdzie żonę? Są zbiegi okoliczności, może przeznaczenie, może boski plan? Zależy od tego w co, kto wierzy…

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 listopada 2016
Fot. Wojciech Kurczewski
 

Coraz trudniej o miłość, coraz trudniej o bliskość. Chwytamy się różnych, nie do końca tradycyjnych możliwości, by poznać kogoś, z kim łatwiej byłoby iść ramię w ramię przez życie. Ale jeszcze chętniej „podglądamy” tych, którzy mają w sobie odwagę, by miłości szukać… w obecności telewizyjnych kamer. Zapraszamy Was na rozmowę z Martą Manowską, prowadzącą programu „Rolnik szuka żony”.

Anna Frydrychewicz: Co się z nami stało, że sami nie potrafimy już znaleźć miłości, partnera?

Marta Manowska: Mamy teraz takie czasy, nie tylko na wsi, w mieście też. W miastach żyjemy szybkim życiem, mamy jakieś ambicje, marzenia, zobowiązania. Jeśli jest rodzina, to jest ich jeszcze więcej. Praca, 24 godziny na dobę. Ci samotni, którzy chcą coś osiągnąć, tak naprawdę też nie mają czasu, albo takiego momentu, żeby się zatrzymać na dłużej, zmienić środowisko. No, a przecież, najczęściej poznajemy „tego kogoś” wtedy, kiedy trafiamy w inne środowisko…  Na wsi jest trochę odwrotna sytuacja. Tam też wszyscy są zajęci, a po całym dniu pracy, wieczorami, im się już po prostu nie chce wychodzić z domu. Jeżeli już wyjdą, to spotykają stale tych samych ludzi. W mieście, mamy nawet statystycznie większą szansę poznać kogoś nowego, innego. Tam jest trudniej, bo jest ograniczona liczba tych osób. No i coraz więcej kobiet wyjeżdża ze wsi do miasta. 

Z miasta na wieś też.

Tak, wyjeżdżają, bo chcą spokojniejszego życia. I to jest właśnie to miejsce, ten punkt, w którym dwie strony mogą się spotkać.

Są portale randkowe…

Są portale i są programy, takie jak „Rolnik”. W każdym wypadku trzeba „tylko” wykonać jakiś krok – spróbuję, pokażę siebie, swoje życie, to jak mieszkam, jaką mam rodzinę i może ktoś do mnie napisze?

Rolnicy, którzy zgłaszają się do programu, mają konkretną wizję swojej kandydatki? 

Wiesz, każdy z nas ma jakiś swój typ. Mówi się, że podobają nam się ludzie, podobni do nas, nawet wizualnie. Ja wiem, że lubię ludzi, którzy potrafią się zatrzymać, potrafią się cieszyć chwilą, potrafią być dowcipni, w inteligentny sposób. Czuję, kto mi się podoba. I wydaje mi się, że każdy z nas ma to w sobie „sprofilowane”. Z drugiej strony gdy w grę wchodzą uczucia, fascynacja często o tym zapominamy.

Ja zawsze na początku pytam uczestników: jaka ona powinna być, ta twoja wymarzona kobieta, jak ma wyglądać, czy będziesz się kierował przy wyborze bardziej tym co w liście, czy stroną wizualną?.

I mówią Ci, że najważniejsza jest osobowość?

I oni z reguły odpowiadają, że tym co w liście, a potem otwierają kopertę i patrzą na zdjęcie. Bo to zawsze dobrze widzieć człowieka, który do nas pisze. Dlatego to takie ważne, żeby ten list był taką namiastką pierwszego spotkania. To nie jest łatwe, a jednak się udawało.

Widziałaś jak iskrzyło, w tych parach, które się tworzyły?

Widziałam i to nie raz. To jest niesamowite uczucie, ze można w tym uczestniczyć. Zawsze staram się być jak najbardziej taktowna i delikatna. Na etapie spotkań, zaraz po listach, ograniczamy plan do minimum, żeby stworzyć parom intymność. Jest tylko reżyser i operator, jest tajemnica.

Bardzo wiele sytuacji, widzę potem dopiero w programie.

A obecność kamer nie jest krępująca przy tych pierwszych spotkaniach?

O dziwo nie. To jest fenomen, to mnie właściwie zawsze najbardziej zaskakuje, ta otwartość uczestników. Wyobraź sobie, że jestem tu za dwie minuty z kamerą i rozmawiamy o twoich uczuciach. Trudne, prawda?

Bardzo. Nie widać tego w programie.

Zobacz, generalnie nikomu nie jest łatwo mówić o uczuciach. Mężczyznom może przychodzi to jeszcze trudniej. A tak to wszystko tutaj  zadziałało, że siłą „Rolnika” jest autentyczność.

To co jest trudniejsze dla uczestników niż rozmowa o uczuciach? 

Największy problem mają z tym, jak powiedzieć komuś „nie” . Jak wyeliminować kogoś, kto przejechał tyle kilometrów z wiarą, ufnością? Na szczęście jest w nich jakiś taki rodzaj mądrości, który pozwala tę decyzje przyjąć choć czasem nie jest łatwo – i dla naszych bohaterów powiedzieć „nie” i dla naszych uczestników – to „nie” przyjąć.

Negatywne emocje?…

Zdarzała się czasem większa rozpacz, bo ktoś poczuł się naprawdę źle, poczuł się odrzucony, nie został wybrany. Zabolało, bo chciał iść dalej. Pojawiły się łzy. Jak to w życiu. Gdybyśmy chcieli stworzyć program, który kończy się pięcioma ślubami, zrobilibyśmy castingi, profilowanie. A my po prostu pokazujemy ludzi, do których piszą inni ludzie, a tak naprawdę, czy powstanie z tego czy przyjaźń, czy koleżeństwo to już jest wielki sukces.

Bo to coś zmienia w ich życiu?

Tak, bo powstaje jakiś cień relacji. Jak powiedział jeden z uczestników,  Szymon, jak pojawi się przyjaźń, to już jest wartość.

I stereotyp faceta ze wsi też trochę pada. Okazuje się, że ci panowie są naprawdę wrażliwi.

Tak, i delikatni. To prawda, że nam się cały czas jeszcze wieś kojarzy z takim silnym facetem z broną, który wsiada na ciągnik i pracuje cały dzień. A to się bardzo zmieniło. I teraz wieś może być bardzo kusząca jako miejsce do życia. A oni mogą być kuszącymi partnerami. Bo jak sama zauważyłaś, to są ludzie, którzy maja wiele do zaoferowania: wiedzę, wrażliwość, wspaniałe rodziny. W moim odczuciu, wcale nie osaczające, tyko bardziej wspierające. Łączy ich oczywiście wspólny biznes, bo gospodarstwa są dziedziczone. Rodzice zapewniają dzieciom „start”, oni to przejmują, rozwijają. I wszystko się toczy,  priorytety są fajnie poustalane. Jeśli jest rodzina, jest ciągłość, życie ma kontynuację.

Fot. Łukasz Saturczak

Fot. Łukasz Saturczak

Do „Rolnika” zgłosiły się również panie. Masz do tego osobisty stosunek? 

Ja się z tego cieszę, bo to wypłynęło z ich potrzeby. Wiesz, to nie był nasz pomysł, zrodzony podczas spotkania redakcyjnego. One same podjęły taką decyzję i zaczęły do nas pisać w roli bohaterek, a nie kandydatek zgłaszających się do konkretnego rolnika. Wiec uznaliśmy: dlaczego nie?

Ale obie uczestniczki to dość silne osobowości, za to panowie którzy starają się o ich względy wypadają przy nich dość blado. Dlaczego?

Może pewien profil nie odważył się do nich napisać? Ewidentnie to są bardzo silne kobiety, które żyjąc już od jakiegoś czasu samotnie, jeszcze utwierdziły  w sobie tę cechę, czyli stały się jeszcze silniejsze, jeszcze bardziej samowystarczalne. Monika, z tej edycji, była zaskoczona, że jej kandydaci nie wytrzymują jej tempa. Ania – podobnie. Ale choć obie są samowystarczalne, głośno i otwarcie mówią o tym, ze bardzo potrzebują kogoś u swojego boku. Nie chodzi o wyręczanie ich w ich obowiązkach. Widzę, ze Monika czuje się niekomfortowo, kiedy ktoś ją wyręcza. Ale zobacz, można podać ukochanej śniadanie  do łóżka, ale potem wstać i iść razem w codzienność. Byle być dla siebie oparciem. Oparcie i bezpieczeństwo – tego potrzebują osoby, które naprawdę chcą budować rodzinę.

Widać w programie tę więź z rodziną, przywiązanie do miejsca, w którym żyją wasi bohaterowie. Na ile decyzja o wzięciu udziału w programie jest ich osobistą decyzja, a na ile presją środowiska?

Presja to może za duże słowo. Może raczej są tam takie rozmowy, jak wszędzie: „O, ty dalej sama…”, „Może już przyszedł czas…”

Łukasz, z tej edycji, ma 31 lat, rzeczywiście jego rodzice mówią, że to najwyższy czas na założenie rodziny, że on tyle jeździł, tyle podróżował, że zapomniał o rodzinie. Monikę do programu zgłosiła siostra. Ale przecież ostateczna decyzja należy do nich samych.

Angażujesz się emocjonalnie w te historie?

Bardzo. Zdarza mi się, że wracam z planu i jeszcze myślę, o tym co tam jest „pod spodem” jakiejś relacji. Wiadomo, że wszystkiego się nie dowiemy. Nie da się tego myślenia tak odłożyć, nie da się w tym nie być. Jestem w takiej naszej bańce, nie wychodzę z niej, dopóki trwają zdjęcia.

I zakręciła ci się łezka wzruszenia albo smutku?

Zdarzyło mi się wzruszyć przy jednym liście. Był bardzo emocjonalnie napisany, a Grzegorz, który był adresatem jeszcze przeczytał go w taki sposób… Po prostu się wzruszyłam. Tak, jak podczas rozmowy ze Zbyszkiem, który opowiadał, jak mu się wszystko odblokowało, kiedy stanął naprzeciwko tej osoby, którą wybrał, jak się poczuł szczęśliwy. Nie da się nie czuć, mając tych ludzi, te historie na wyciągnięcie ręki.

Ale były takie zarzuty, że uczestnicy się znają, że to niemożliwa taka miłość jednak…

Były, ale ja o to nie pytałam. Myślę, że gdyby tak było nie dałoby się tego ukryć, bo uczestnicy żyją w zbyt małych społecznościach, tam wszyscy wszystko wiedzą.

A Ania i Grzegorz?

Tak. Pamiętam sam początek edycji, to co powiedział Grzegorz, że jego wybranka mogłaby pracować z dziećmi. Ja na to – przedszkolanka.  A on –  „na przykład”. I to potem pada w pierwszym czy drugim liście. Ania okazała się przedszkolanką, dzwony zabiły w tym kościele, w którym oni potem brali ślub.  Wszystko zrobiło się takie metafizyczne.

Nierealne to trochę.

Ale tak nam się zdarza w życiu ze mamy jakieś przeczucia, albo niespodziewane spotkania. Ja miewam taką intuicję. Siła tego programu tkwi w tym, ze poznają się w nim osoby, które mogłyby się nie spotkać. Roberta i Agnieszkę dzieliło kilkaset kilometrów. Może zdarza się tak, ze ktoś jest ze Śląska, ktoś z Wielkopolski, a spotykają się a Mazurach i żyją ze sobą cale życie. Ale to są zbiegi okoliczności, może przeznaczenie, może boski plan? Zależy od tego w co, kto wierzy…


Lifestyle Związek

Powiedzieć mu czy wyjdę na wariatkę? Zbytnie analizowanie w związku potrafi narozrabiać

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 listopada 2016
Fot. iStock / andresr

Bycie w związku to niekończąca się seria przemyśleń. Od tych całkiem poważnych, dotyczących zamieszkania razem, założenia rodziny czy ślubu, po te zupełnie nieistotne jak odwołanie randki. Zbytnie analizowanie, to dobry przyjaciel overthinking’u. Im więcej analizujemy, tym więcej problemów tworzymy w swojej głowie. Możesz lubić rozwiązywanie problemów, ale na pewno nie lubisz mieć kłopotów w swoim związku. A właśnie do tego prowadzi zbytnie analizowanie.

Spotykacie się już kilka tygodni

Powiedzenie: ‚Lubię cię’

Powiedzieć czy nie? Według wielu serialowych teorii, ten kto pierwszy przyzna się do swoich uczuć, przegrywa niepisaną grę. Jest jednak druga, bardziej  realistyczna strona tego medalu. Okazywanie swojej sympatii daje nam pewność, że gra jest warta świeczki. W przeciwnym razie, po co mamy się starać?

Zmiana planów

Wypadło ci coś w pracy. Nagły problem, którego nijak nie da się rozwiązać. W końcu decydujesz, że trzeba będzie odwołać dawno umawiane spotkanie. Masz dwie opcje. Albo z uśmiechem przełożysz randkę, albo będziesz miała masę wątpliwości, które nie pozwolą ci spać po nocach. Jedno jest pewne, on zrozumie, w końcu sam ma obowiązki, z których musi się wywiązywać. Czasem także po godzinach.

Mówić o tym, czego się chce czy może lepiej nie?

‚Powiem mu, że chcę iść do fastfooda, bo mam zły dzień, a to najlepszy sposób! Albo może jednak nie… No co on sobie o mnie pomyśli…’ Pomyśli, że jesteś szczera i nie udajesz kolejnej super modelki, która je tylko liście sałaty i pije zieloną herbatę lub wodę z cytryną. A to przecież dopiero początek mówienia tego, czego się chce…

Houston, mamy problem. A właściwie, to okres…

Oboje w szkole średniej uczyliście się o narządach rozrodczych. Gwarantuję, że była to jedyna lekcja biologii, na której wszyscy uważali. Dlatego nie ma co się bać i wprost powiedzieć, że masz okres. Wtedy przynajmniej nie będziesz musiała wymyślać dziesiątek wymówek, dlaczego tak bardzo nie chcesz iść na basen. ‚Mam okres’ – szybka, prosta, zrozumiała informacja. A przecież do facetów trzeba prosto!

Znaki zodiaku

Czy na pewno powinnaś zapytać go o znak zodiaku? Czy może lepiej zapytać o urodziny, a resztę sprawdzić po powrocie do domu? Zdziwisz się, ale faceci czasem są bardziej zakręceni na punkcie horoskopu niż my! A on zamiast myśleć, że będziesz robiła ogromne wykresy i funkcje złożone, żeby dowiedzieć się czy na pewno do siebie pasujecie, po prostu pomyśli, że rano czytając swój horoskop będziesz mieć go w pamięci!

A kiedy zaczyna się robić poważnie…

SMS-owa gra

Wysyłanie SMS-ów „myślę o tobie”, „szkoda, że nie ma cię obok” – czy to aby na pewno dopuszczalne?! Całkowicie! Przecież każdemu jest miło, gdy się o nim pomyśli!

Czy mogę być lepsza od niego?

Niezależnie od tego, czy chodzi o karty, pracę, sport lub nawet piłkarzyki – jeśli wiesz, że jesteś lepsza, nie powstrzymuj się ani trochę! Może przez chwilę jego męska duma będzie urażona, ale potem będzie dumny, że ma taką kobietę u swego boku.

Mówi, że potrzeba mu trochę czasu w samotności

A kto tego nie potrzebuje?! To przecież zupełnie normalne! Jasne, że usłyszenie takiej informacji pierwszy raz może zaboleć. Z czasem się do tego przyzwyczaisz. Ba, sama będziesz mu mówiła, że potrzebujesz czasu tylko i wyłącznie dla siebie.

Czasami wspomni swoją ex

Podkreślamy słowo „CZASEM”. Jeśli masz zamiar być nieco zazdrosna, okej. Jednak nie miej pretensji, kiedy pytasz o urodziny cztery lata temu, a on wprost rzuci, że zrobili sobie z Kasią wypad na Mazury, a kilka lat wcześniej z Asią był na swoje urodziny w Egipcie. Ty także miałaś życie przed nim.

Pozostawienie szczoteczki do zębów, suszarki lub piżamy w jego mieszkaniu

Warto zacząć od: „Czy mogę zostawić u ciebie swoją szczoteczkę/suszarkę/t-shirt, żebym mogła ogarnąć się przed pracą?” Jeżeli powie, że nie – wtedy  możesz zacząć analizować. Jednak jeżeli naprawdę mu na tobie zależy, będzie się uśmiechał za każdym razem, kiedy otworzy szafkę i zobaczy w niej twoją pomiętą koszulkę.

Jeśli spotykacie się już dłużej niż trzy miesiące…

Planowanie terminu wspólnej ucieczki od świata

Wspólne plany, marzenia… Przecież to normalne, że chcecie być razem! Całkiem normalne. Jednak jeśli pojawi się hasło ‚wspólne wakacje’, nie planuj ich na bardzo odległą przyszłość. Znając nasze babskie narwanie, na pewno byłabyś w stanie rzucić wszystko i wykupić wyjazd na Malediwy w opcji first minute.  Jednak wspólne wakacje to poważna rzecz. Niejednokrotnie ludzie wracają z nich osobno, bo okazuje się, że mają zupełnie inne podejście do wielu spraw…

Powiem mu, że chcę, by to było wieczne!

Jeśli tak czujesz – powiedz! Ale nie układaj w głowie scenariusza, który ma wyjść idealnie. Bo na pewno idealnie nie wyjdzie. Jeśli chcesz małżeństwa, dzieci, a do tego świetlanej kariery, rozmawiajcie o tym jak najczęściej. Związek przede wszystkim musi być oparty na przyjaźni i zaufaniu, a na pewno wiąże się z tym właśnie rozmowa o przyszłości.

Być bohaterem w swoim domu?

Przepalona żarówka, zatkany zlew, a może zepsuta spłuczka? Stereotypowo powinnaś czekać na przedstawiciela tej silniejszej płci, który bohatersko uratuje cię z opresji. Nie oszukujmy się, więcej czasu zajmie ci analizowanie, czy wypada ci zrobić to samej niż faktyczne pozbycie się problemu. Jeśli masz pod ręką narzędzia i wiesz, jak się nimi posługiwać – bez wahania zostań bohaterem w swoim domu!

Status związku: w związku

Zmiana statusu na Facebooku to jak wykrzyczenie całemu światu: patrzcie, jestem najszczęśliwszą babą na świecie! A pamiętacie, jak mówiliście, że już zawsze będę sama?! Czasem to naprawdę urocze. Jednak najważniejsze jest to, co między wami. Fejs to nie wszystko.

Wprowadzenie go do rodziny

To naprawdę miłe i ważne przeżycie dla faceta. W końcu zobaczy, skąd jesteś, jak się wychowywałaś, jacy są twoi rodzice. To ujawnia „warstwę” ciebie, o której wcześniej niekoniecznie chciałaś opowiadać. Życie jest za krótkie, żeby zastanawiać się, czy na pewno warto przedstawić go swoim rodzicom!


Zobacz także

Nie zmusisz nikogo do miłości

Rozwiązanie konkursu „Jak zamierzasz zadbać o swoje zdrowie w nowym roku”

10 zachowań, którymi okazujesz brak szacunku dla samej siebie