Związek

Cztery przykłady potwierdzające tezę o kobietach z Wenus i mężczyznach z Marsa

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
22 sierpnia 2016
Fot. iStock / kyrien
 

O pochodzeniu kobiet i mężczyzn rozwodziły się już najtęższe głowy na świecie. Nie my pierwsi nie ostatni zastanawiamy się, jak wszystko jest gdzieś na górze zorganizowane, że pomimo tego samego pochodzenia, wyglądu i względnie podobnych wartości tak znacząco się od siebie różnimy. Nasze odmienności oprócz tego, że składają nas jak wydrukowany w 3D obraz, dolewają odrobinę zimnej wody do szklanki pełnej wrzątku i są po prostu potrzebne do uzyskania perfekcyjnej masy podkładu pod nadchodzące malowanie, to stają się również szeroką sceną do wystąpień komediowych lub soczystego słowotoku standuperów. Bo ile w nas złości i nieporozumień to jedno, a ile przy tym scen rodem z „Misia” to drugie. Oto ranking  4 przykładów z codziennego życia, z przymrużeniem oka, potwierdzających regułę, że kobiety to z Wenus, kiedy mężczyźni raczej w kierunku Marsa.

1. Kłótnie

No kłócić się to trzeba umieć.

Absolutnym mistrzem w tej kwestii są kobiety, które najprawdopodobniej potrzebują wrażeń za dnia, żeby spokojniej spać w nocy. Z obserwacji własnej wnioskuję, że kłótnia z mężczyzną to pewnego rodzaju trening rozwojowy, uaktywniający narząd mowy, zwiększający zasób słów i dopieszczający techniki myślenia – łamigłówki, roszady zwojów, sudoku, yenga, wyszukiwanie synonimów. W Scrabble nie masz sobie równych? Niech da Ci to do myślenia. Skoro na  „Ty mnie nie szanujesz Adam, jestem dla Ciebie nic nieznaczącą książką w bibliotece życia, a moje potrzeby giną w morzu roszczeń. Jak dziurawa łódka z pijanym sternikiem lecę  po spienionych falach tej miłości, ale czuje niezaprzeczalnie i bezapelacyjnie, że betonowe buty mamy na nogach naszych relacji…” tak mistrzowsko się wyłącza i po takiej głębokiej analizie po prostu prosi o Magi do zupy, wiesz już, że jak zwykle przesadziłaś z przekazem i czas zejść z panteonu słowotwórstwa, zacząć grać w te same karty. „Adaś – nie wku*wiaj mnie”, i po temacie.

Funkcje aktywizacji mózgu i wstrzemięźliwości fizycznej uruchamia kobieta najszybciej, kiedy w całej swojej historii sprzedawanej pieczołowicie z wprowadzeniem, rozwinięciem i zakończeniem, mężczyzna zatrzymuje się na dość nieistotnym szczególe. Np. kiedy po  „Chowaj te buty do szafy, przecież wyjąłeś już wszystkie, nie mam jak przejść z zakupami, nogi idzie połamać u samych pachwin, Adam na Boga!” następuje ekscytujące „A kupiłaś mi pasztet?” nawiązujące nie do istoty przekazu, a do składowej, zakupów, która najpewniej pochodzi z Marsa, kiedy twoje żale definitywnie z Wenus.

2. Wychowanie i opieka nad dziećmi

Jednego nie można panom odebrać. Mają tę magiczną cechę powodującą, że dzieci za nimi szaleją, a na hasło „tata wraca już z pracy” trzęsą się jak osika na wietrze. Ojcowie to maszyny do zabawiania, bezkresy możliwości w wymyślaniu czym zając maluchy. I wszystko istotnie super, nie ma drugiego takiego jak tata plus kosz propozycji rozrywkowych, który ze sobą niesie, ale w połączeniu z przewidująca i raczej ostrożną natura kobiety – matki, może dojść do znanych w historii wymian poglądów i lekkiego skrzenia. „Kochanie, odsuń nasze raczkujące dziecko i jego niepodrasowaną jeszcze życiem twarz od kota, który dziwnie się wygiął w grzbiecie i rzęzi jak stara wiertarka, bo może nie mieć za chwilę oka. Dziecko nie kot, sam rozumiesz” odbija się rykoszetem od pełnego pewności „Nie martw się, nic mu nie zrobi”. Ale przepraszam, bo co? Dał ci to na piśmie? Kot w sensie?

Sama wiem jak jest. Z autopsji, w czasach, kiedy chodziki i jeździki nie były jeszcze narzędziem szatana dla uszczerbku na rozwoju bioder i stawów i dopuszczano ich użycie bez pospolitego ruszenia środowisk fizjoterapeutycznych, mój własny ojciec istotnie rozwiązał kwestię ochrony przed podjeżdżaniem do PRL-owskich, ciężkich jak sto słoni meblościanek i gorących palników kuchenki gazowej, przewiązując stelaż długim sznurem i przyciągając mnie do siebie jak worek ziemniaków. Proste, logiczne rozwiązanie, gdyby nie A: przypalone czoło papierosem, bo nie zauważył kiedy wjechałam mu między nogi, u których podstaw żarzący się kiep i B: rura od ciepłej wody w przedpokoju, o którą podczas jednego z takich przyciągań zahaczyłam kółkiem i wyrżnęłam jak długa.

Przeżyłam? Przeżyłam. Kobiety dla odmiany przewidują, planują, uprawiają logistyczne Rio de Janeiro 2016, nie dopuszczając do siebie wizji zburzonego ładu wszechświata. I tak potrzebę uzupełnienia diety dzieci o warzywa nie rozwiązują kwestią frytek, co zdarza się mężczyznom, a na plażę w Jelitkowie w przeciwieństwie do ojców, którzy przerzucają na karku ręcznik i do przodu, zabierają wór jak w cygańskim taborze, z którego wystają ręczniki w liczbie mnogiej, namioty od słońca, łopatki, wiaderka piłki, słodkie bułki, parasole, napoje, koce, pieluchy, zabawki, coś na przebranie, rower damski typu składak, lewy wahacz do Nissana… rozumiecie. Kobiety muszą mieć plan. Mężczyźni korzystają z jego braku.

3. Orientacja w terenie

Stałe dopytywanie się o miejsce składowania rzeczy codziennego użytku, świadczyć by mogło o krótkim czasie przebywania na jakimś terenie. Co innego, kiedy obszar znany jest wam jak własna kieszeń, a i tak trudno odszukać na nim podstawowe przedmioty. Skrupulatna natura kobiet i ciąg w kierunku perfekcji, sprawia, że nie może się powstrzymać, i na kolejne „Kotek, gdzie są moje skarpety?” (męża), odpowiada najpierw cicho, pod nosem, „w dupie”, żeby finalnie oznajmić „Nie wiem, może spróbuj w lodówce?”. Nawet Dalajlama ma kres swoich możliwości i cierpliwości, prawda?

Panom natomiast trzeba przyznać rację, że ich wenusowe partnerki nie ułatwiają trudnych i tak technik przeżycia, zmieniając trzeci raz w tym miesiącu ustawienie mebli, a idąc za tym rujnują zakorzenioną w głowach męskich mapę lokalizacji przedmiotowej cukier – spodnie – dokumenty. Wracający z nocnych zmian, umęczeni znojami życia mężowie, padają ofiarą pułapek zastawianych przez kreatywne partnerki, i przysiąc bym mogła – delikatnie popłakują w lekkim świetle nocnej kuchennej lampki w poszukiwaniu chleba, kiedy brzuszek buczy już głębokie jęki niezadowolenia, a tam, gdzie standardowo chleb był, mieszkają teraz patelnie. Feng shui musi się zgadzać. Feng shui z wenus oczywiście.

4. Prostota przekazu

Kobiety mają potrzebę budowania zdań nadrzędnie, podrzędnie, podwójnie, potrójnie złożonych, zaprzeczenia zaprzeczeń i potwierdzenia zaprzeczonych potwierdzeń w przeszłości. Wiem, bo sama uskuteczniam ten scenariusz silniejszy od wszystkich postanowień głowy. Dlatego z własną mamą przez telefon rozmawiam godzinami, opisując każdy zapach, kolor wydarzeń, których byłam świadkiem, a kończę dyskusję dopiero w akompaniamencie płaczących ze zmęczenia dwóch krasnali, dających do zrozumienia, że czas do mycia i spania.

Rozmowa z mężczyzną oprócz tego, że niezaprzeczalnie jest bardziej treściwa niż okołomamine historie dnia ocierające się o Elizę Orzeszkową i jej opisy przyrody w „Nad Niemnem”, to mogłaby z powodzeniem zostać nadana sygnałem S.O.S na otwartym morzu, przy pomocy latarki i kocyka, w półtorej sekundy. Dla przykładu na otwierające dyskusję „Jak dzisiaj w pracy?”, dające bezkres możliwości i zadyszkę na samą myśl o rozmiarze gadania, dostaję głębokie w przekazie „Dobrze.”. Tyle w temacie.  Ma kobiecie starczyć. Ma się kobieta nie gniewać.

A punktów tych miliony. Wymieniać można by w nieskończoność. Jak świat światem różnice między nami nie zatrą się prawdopodobnie nigdy. Nasze umysły są zbudowane z dwóch różnych podstaw a na dachy kładą dwa, zupełnie inne wykończenia. Mimo tak widocznych przeciwieństw staramy się budować moce mosty i przeskakiwać nasze rzeki sprawniej, niż gdyby dane było przeprawiać się wpław. Kobiety z Wenus i mężczyźni z Marsa w swojej naturze mimo wszystko świetnie się uzupełniają. Tylko od nas zależy, czy w takich różnicach chcemy trwać, czy szukamy dla siebie innego okazu. Nie zapominajmy jednak, że nowy wcale nie znaczy lepszy. Kochajcie się ptaszeczki!


Związek

10 seks-problemów, o których ciągle słyszą terapeuci

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 sierpnia 2016
10 seks-problemów, o których ciągle słyszą terapeuci
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

W idealnym świecie uprawiamy idealną miłość, problemy nie istnieją, a nasz seks wygląda jak na filmie: pięknie i zmysłowo. Jak jednak sami się pewnie o tym przekonaliście, nie zawsze jest tak cudownie i kolorowo. Wiedzą o tym najlepiej terapeuci par i oni także na szczęście potrafią podpowiedzieć nam rozwiązanie dla 10-ciu najczęstszych problemów, jakie pojawiają się w naszym łóżku.

Gonitwa myśli

Bardzo często przeszkadza szczególnie paniom. – Mocniej, kochanie, mocniej! – A w głowie: Zaraz, zaraz czy ja skończyłam ten strój do przedszkola na środę? Czy zamknęłam drzwi? Czy na pewno złożyłam tamto zamówienie?…

Jak tu się skoncentrować na erotycznych przyjemnościach, gdy człowiek zmęczony, zestresowany, gdy człowiekowi – rodzicom po prostu – trudno się czasem rozluźnić odprężyć, zapomnieć. Jest na to metoda, która może wam wydawać działaniem wbrew  intuicji, spontaniczności, namiętności. Chodzi o planowanie seksu, dosłownie wpisywanie go we wspólny grafik.  Twój mózg działa tak, że kiedy wiesz, że coś ma się wydarzyć, możesz się do tego lepiej psychicznie przygotować– twierdzą terapeuci. I doradzają jeszcze wprowadzenie kliku nowinek, które poprzez swoja atrakcyjność pomogą ci być bardziej „obecnym” podczas seksu.

Stereotyp macho

Facet w łóżku powinien być władczy, męski, dominujący… Faceci nie mają uczuć, są obsesyjnie zajęci myśleniem o seksie, ich erotyczne fantazje są wulgarne i przypominają filmy XXX. Takie postrzeganie naszych partnerów nie przyczynia się do stworzenia w łóżku otwartej, akceptującej i ciepłej atmosfery. Ale prawda jest taka, że wielu panów ciągle jeszcze nie wie jak okazywać w sypialni czułość, jak być delikatnym. Pomocna jest tutaj partnerka, która pokaże jak to zrobić, no i zawsze –  pozytywne wzmocnienie takich zachowań odpowiednią reakcją.

Bierne oczekiwanie

Masz ochotę na seks, ale nie chcesz być kolejny raz stroną inicjującą zbliżenie. Wysyłasz sygnały, których on nie zauważa, więc wycofujesz się i cierpisz w samotności.  Zamiast czekać, wzdychać w nieskończoność i strzelać fochem, naucz się rozmawiać o swoich potrzebach, ale też akceptuj fakt, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, czasem potrzebującymi porządnie się wyspać ;).

Gra wstępna (a raczej jej brak)

Jeśli ten problem właśnie ciebie dotyczy , rozumiesz dobrze jak bardzo może być frustrujący. To trochę tak, jakby twój partner zupełnie zapominał, że twoje ciało to o wiele więcej niż „tam, na dole”, jakby nie wiedział, ile przyjemności mógłby ci dać gdyby się nimi umiejętnie zainteresował, gdyby potrafił odpowiednio cię rozgrzać.  No i pewnie zapomniał. Bo stres, zmęczeniem, pośpiech…   Komunikacja i pozbycie się fałszywego wstydu jest jedyną drogą do jakichkolwiek zmian z sferze udanego życia seksualnego. Mów co lubisz, seks ma być radością i czymś, co łączy, a nie zabawą w „ a może dziś się domyśli”.

Zbyt mało czułości na co dzień

Jest to jedna z głównych przyczyn nieporozumień w sypialni. Trudno oczekiwać upojnych wrażeń po ciężkim dniu, pełnym konfliktów i szorstkiego obchodzenia się ze sobą, albo kompletnego braju zainteresowania naszymi, innymi potrzebami. Jeśli nie masz czasu żeby wysłuchać swojego partnera w sprawach naprawdę ważnych, wasz seks nigdy nie będzie dobry i szczery. Każdego dnia mówcie sobie wzajemnie co was w sobie nawzajem fascynuje. Jeśli to rozwiązanie wydaje się wam nienaturalne, przypomnijcie sobie gesty czułości, jakimi obdarzaliście się na samym początku waszej relacji. Znów trzymajcie się za ręce, obejmujcie, dotykajcie.

Brak emocjonalnego porozumienia

To problem, który bardzo utrudnia, a nierzadko uniemożliwia spełnienie w seksie między partnerami. Gdy jedno z was nie czuje emocjonalnej bliskości, mówi się o tzw.  „pustym seksie”. Żeby rozwiązać ten problem, trzeba pracować nad intymnością we dwoje również poza sypialnią: spędzać ze sobą więcej czasu, znajdować nowe wspólne zainteresowania, odkrywać wspólnie to, co sprawia wam przyjemność i przyczynia się do zacieśniania więzi między wami.

Olbrzymia presja „na dziecko”

Czasem gdy para stara się o dziecko, jedno z was może stracić poczucie satysfakcji z seksu i zacząć kochać się „mechanicznie”, jak na zamówienie. To wszystko nie tak. Trzeba zachować jakąś równowagę między tym planowaniem zbliżeń pod termin owulacji, a radosną spontanicznością wynikającą z namiętności, która łączy kochanków. I znowu – komunikacja jest kluczem do  zachowania właściwych granic. Są tacy przyszli tatusiowie  którzy chcą znać każdy szczegół dotyczący cyklu swojej parterki, inni z kolei wolą wiedzieć mniej. Niezależnie jak to jest u was, zadbajcie o to, by proces tworzenia potomka był bardziej dobrą zabawą niż ciężką pracą 🙂 .

Niezgodność upodobań

Jeśli na przykład ty kochasz miłość francuską, a twój parter ma z nią ewidentnie problem, możesz poczuć się odrzucona. O ile takich różnic jest więcej, zła i rozczarowana tracisz zainteresowanie intymnością we dwoje. Nie daj się zwieść pozorom, wasz problem leży prawdopodobnie w zupełnie innej sferze. Kochający się i rozumiejący swoje potrzeby partnerzy szukają kompromisowych i zbliżających ich do siebie rozwiązań.

Rodzina, ach rodzina

Brak snu, stres, przedszkole, choroby dzieci, domowe obowiązki… Macie wrażenie, że zyskując rodzinę, poświęciliście namiętność, która was łączyła.  Spokojnie, nic straconego, to się da odbudować. Pod warunkiem, że postawicie siebie i wasz związek na pierwszym miejscu, powiecie sobie, że jeśli macie tworzyć szczęśliwą rodzinę, musicie być szczęśliwą, spełnioną w seksie parą. Czasem pomoże odpowiednia terapia.

Rutyna

Miesiąc miodowy był dawno temu, w łóżku znacie się jak łyse konie, byliście już wszędzie i wszystko widzieliście… Brawo dla was. Czujecie się znudzeni? Teraz pora przestać eksperymentować i skupić się na pielęgnowaniu bliskości i tego, co udało się wam zbudować. Wbrew pozorom – rutyna nie zawsze jest zabójcza dla związku. Czasem pozwala uspokoić emocje, odzyskać kontakt z rzeczywistością, przypomnieć sobie, że seks jest tylko narzędziem za pomocą którego okazujecie sobie miłość. To on jest dla was, nie – wy dla niego.


Źródło: www.self.com


Związek

Jesteś „sportowym leniem” a chciałabyś to zmienić? Wypróbuj 5 sposobów na zmianę przyzwyczajeń

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
22 sierpnia 2016
Fot. iStock / Lifemoment

Sport, ćwiczenia, szczupła sylwetka, fit sposób na życie. Ten słuszny pociąg do zdrowego i aktywnego sposobu życia udziela się nawet tym, którzy do tej pory nie mieli zbyt wielu chęci do rozruszania swojego ciała. W końcu sport i zrównoważona dieta, to przepustka do dłuższego życia. 

Pewnie nie raz miałaś plany pod hasłem „od dziś zaczynam”. Być może nawet kupiłaś sobie odpowiedni strój, który z dumą włożyłaś do szafy, ale nigdy na siebie. Bo okres i boli, bo do kitu pogoda i chce się spać, bo wracasz zmęczona po pracy i zbierasz siły nie na kilkukilometrowy bieg, albo sesję na siłowni, ale do tego, by resztkami sił wwlec się pod prysznic i do łóżka. Ile z tego to marne wymówki?

Jak zacząć, gdy lenistwo mimo dobrych chęci nie odpuszcza?

Jest kilka skutecznych sposobów, które bez większych wyrzeczeń nie tylko skłonią cię do zejścia z kanapy, ale do wdrożenia się i pokochania regularnej aktywności fizycznej. To naprawdę nie jest trudne, szczególnie gdy wiesz, po co oto właściwie robisz. Wykorzystaj sprawdzone rady, by zmiana nawyków na lepsze poszła ci sprawnie i całkiem przyjemnie.

1. Nie bądź sama

Łatwiej zrobić pierwszy krok wraz z towarzyszem niedoli. Przyjaciółka skutecznie cię zmotywuje, gdy dopadnie cię kryzys, i dopilnuje byś nie opuszczała treningów oraz wyszukiwała sobie co rusz nowy argument, by zostać w domu. Poza tym przyjemniej jest mieć z kim wymieniać bolączki i sukcesy, poczuć zdrową rywalizację oraz więź i poczucie przynależności do sportowej wspólnoty.

2. Mów głośno o swoich planach

Tak, pochwal się wszem wobec, że planujesz wziąć się za jakiś sport, lub nawet poczyniłaś pewne kroki ku temu. I nie chodzi tu o to, byś lepiej wyglądała w oczach znajomych, ale byś poprzez tę informację poczuła się zobowiązana do wytrwania w swoim postanowieniu. W końcu nie po to się ogłaszasz jako przyszła sportsmenka, by po tygodniu wyrzucać buty do biegania w kąt?

3. Ściągnij sobie aplikację

Bynajmniej dla mody! Aplikacje dla sportowców są bardzo przydatne nie tylko dla rejestrowania treningów i różnych parametrów. Dołączając swój profil do danej platformy stajesz się częścią rozmiłowanej w różnych aktywnościach społeczności. Możesz dodawać znajomych, porównywać treningi, tworzyć wirtualne drużyny. Dzięki wirtualnemu dziennikowi szybko zauważysz postępy. Łatwiej wytrwać nawet podczas kryzysu w postanowieniu, gdy mnóstwo osób cię do tego motywuje.

4. Nagradzaj się za postępy

Może niekoniecznie czymś słodkim, ale nowa bluza do ćwiczeń, czy mata, na której wygodnie będzie ci się ćwiczyć nie tylko ucieszą twoje oko, ale zmotywują do aktywności. Z czasem postępy i pozytywne zmiany w sylwetce samoistnie napędzą cię do działania.

5. Pokochaj rutynę

Rutynę, nie nudę! Nuda zniechęci cię do wysiłku, za to rutyna, czyli wyrobienie w sobie nawyku do aktywności o danej porze sprawi, że naturalne stanie się np. wyjście na przebieżkę z samego rana lub wieczorem. Wybierz porę dnia, w której nie brakuje ci energii, i nie dopadnie zniechęcenie. Jeśli kochasz spać dłużej, to może ci się nie spodobać konieczność wyczołgania się pod kołdry o bladym świcie, natomiast wieczorem będziesz miała więcej ochoty na rozruch po zakończonych obowiązkach. A ruch ma być przyjemnością, a nie przykrą koniecznością.

Powodzenia w wytrwaniu!


Zobacz także

Język ciała ujawni prawdę o twoim związku

Czy seks w sieci to już zdrada? Zanim odpowiesz, przeczytaj

5 dowodów na to, że w związku lepiej być zołzą. Taką pozytywną zołzą