Związek

6 wskazówek dla mężów, którzy chcą mieć udane małżeństwo

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 sierpnia 2018
Fot. iStock/MilosStankovic
 

Pewne rzeczy warto powiedzieć wprost, żeby uniknąć nieporozumień. Małżeństwo to ciężki kawałek chleba, wysiłek i energia, które należy włożyć w relację, by potoczyła się jak najlepiej. Chcesz być szczęśliwy w związku, to się o to postaraj – to najprostsza recepta na sukces twojej relacji.

6 wskazówek dla mężów, którzy chcą mieć udane małżeństwo

1. Nie bój się planować

Przyszłości, rzecz jasna.Tak, dobrze jest móc spojrzeć wstecz i wspominać przeszłość – jak to było pięknie na początku. Dobrze jest też zawsze żyć w danym momencie, dobrze przeżywać chwilę obecną. Ale jeśli chcesz, aby twoje małżeństwo przetrwało skup się na wspólnej przyszłości, waszych marzeniach i celach.

2. Zawsze wyrażaj swoją wdzięczność i szacunek

Kiedy czujesz się tak bardzo komfortowo z daną osobą i w związku, możesz przyjąć obie rzeczy za pewnik. Zbyt duża pewność i może spowodować, że przestajesz się starać.

3. Postaraj się, aby życie twojej partnerki było jak najprostsze

Pamiętaj, że małżeństwo jest przyrzeczeniem partnerstwa – i  musisz się upewnić, że spełniasz to przyrzeczenie we wszystkich aspektach życia.  Zawsze musisz być w stanie sprawić, by twoja żona poczuła, że ​​może na tobie polegać nawet wtedy, gdy sprawy idą źle, a nie tylko wtedy, gdy jest wspaniale.

4. Rozmawiaj, mów

Nie popełnij błędu, myśląc, że tylko dlatego, że jesteś już żonaty, wiesz już wszystko, co trzeba wiedzieć o sobie nawzajem w związku. Ciągle się zmieniamy. Na związek również się zmienia, rozwija i ewoluuje.

5. Zwróć uwagę na szczegóły

Drobne mile gesty są ważne, nic na to nie poradzisz. Nie wystarczy, że „jesteś”. Im więcej wysiłku włożysz w utrzymanie związku, tym lepiej dla ciebie i twojej żony. Czasem naprawdę wystarczy niewiele, by przywrócić uśmiechi porozumienie.

6. Nigdy nie strać miłości

Pod koniec dnia musisz po prostu kochać bezwarunkowo i szczerze. Miłość wyrażona wprost to lekarstwo na trudną rzeczywistość, na smutek i na niepewność. Dla ciebie też.


Na postawie: relrules.com


Związek

Jest kilka rzeczy, o których w trakcie rozwodu nie należy zapominać, by przejść przez ten proces z podniesioną głową

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 sierpnia 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Pamiętam, jak przyjaciółka się rozwodziła. Kiedy złożyła pozew, kiedy wyznaczono datę rozprawy, odetchnęła z ulgą, otworzyła wieczorem wino mówiąc: „No to już koniec”. Tymczasem okazało się, że to był początek wszystkich emocji, które jej jeszcze towarzyszyły i bardzo trudnego dla niej czasu.

Często wydaje nam się, że rozwód to ostatni krok w drodze do nowego życia, że tak naprawdę wszystko, co najgorsze mamy już za sobą. Bo przecież najtrudniejsze było samo podjęcie decyzji o rozstaniu. To jednak nieprawda i warto się z tą myślą oswoić, żeby móc sobie w tym trudnym czasie pomóc. Przyjaciółka dopiero w trakcie rozwodu wylądowała na terapii, to tam dowiedziała się, że jest kilka rzeczy, o których w trakcie rozwodu należy pamiętać.

Rozwód jest jak śmierć

Podczas procesu rozwodowego i jeszcze raz po jego sfinalizowaniu niemal każdy przechodzi przez wszystkie etapy żalu, straty: zaprzeczenie („To się nie dzieje”), gniew („Tak bardzo mnie skrzywdził”), negocjacje („Gdybym coś zrobiła inaczej” „), depresji („Nie tego chciałam”) i akceptacji („Jestem gotowa iść naprzód”). One niekoniecznie przebiegają w podanej kolejności, czasami mieszają się wszystkie ze sobą, ale są i trzeba sobie z nimi poradzić.

Emocje są intensywne

Oprócz poczucia straty i głębokiego smutku, do wachlarza tego, co czujemy, dochodzą typowe reakcje emocjonalne, tj.: nieufność, wstyd, poczucie winy i niższości, zazdrość i wątpliwości. Nie próbuj ich racjonalizować. To naturalne, że tak się czujesz, przepuść te emocje przez siebie i daj im pójść dalej nie poświęcając im zbyt wiele swojej energii.

Myśli są zwykle obsesyjne

Nikt nie decyduje się na ślub z myślą, że będzie chcieć rozwodu. Pytasz więc siebie: „Jak do tego doszło?”, analizujesz bez końca ostatnie 15 a może 20 lat życia? Próbujesz sobie przypomnieć szczegóły, chwile, które zaważyły na tym, co się stało, które pomogłyby ci zrozumieć. Tyle tylko, że nie można skupiać się na przeszłości, której zmienić i tak nie możemy. Stało się, mleko się rozlało, koniec. Teraz najważniejsze, to wyciągnąć wnioski i zrobić krok do przodu, a nie obsesyjnie tkwić w przeszłości.

Mechanizmy obronne, takie jak projekcja, są powszechne

W trakcie rozwodu winę najchętniej upatrujemy we współmałżonku. To proste – nie bierzemy wówczas na siebie odpowiedzialności za to, co się stało. Pomyśl tylko, czy to ,za co go obwiniasz, nie było twoim udziałem? Projektujemy na partnera całe zło, tak naprawdę nie chcąc widzieć zupełnie naszej winy w tym, co się stało.

Rozwód jest emocją, nie biznesem

Niestety, w procesie rozwodu bardzo silne emocje stanowią problem w racjonalnej ocenie sytuacji i podjęciu dobrych decyzji. Rozwód jest niezwykle emocjonalnym doświadczeniem, podczas którego powinniśmy jednak zachować jak najzimniejszą krew. Należy porzucić żal, urazy, złość i podejść do tego ostatniego etapu rozstania jak do podpisania ważnego dla nas kontraktu, który ważyć będzie na naszym życiu.

Rozwód pokazuje najgorsze cechy osobowości

Nawet najbardziej ciepły, przyjazny człowiek, jakiego znacie, w trakcie rozwodu potrafi stać się mściwy, paranoiczny, zawistny. To dzieje się jakby poza jego świadomością, nie potrafi nad tym zapanować. Dlatego warto sobie każdego dnia przypominać, jakim jestem człowiekiem, jakie są moje priorytety i za nimi podążać, a nie za chęcią zemsty.

Rozwód to tryb przetrwania

Mówi się o czterech etapach życia: lot, walka, zamrożenie, omdlenie. Rozwód uruchamia tryb walki, czyli przetrwania. To często ogranicza nasze myślenie, każde się nam skupić na tym co tu i teraz, kompletnie nie przyjmujemy informacji z zewnątrz, zapominamy, co kto do nas mówi, nie pamiętam o zadaniach, obowiązkach, ponieważ koncentrujemy się na tym, żeby przetrwać, żeby przeżyć, żeby wyjść z tej walki zwycięsko, nawet nie w kontekście wyniku rozwodu, ale z perspektywy własnego ja – żeby się nie rozsypać na tysiące kawałków.

Ogranicza liczbę przyjaciół

Rozwód nie jest niczym miłym I chociaż czasami mamy ochotę opowiedzieć całemu światu, jaka tragedia odgrywa się właśnie w naszym życiu, to tak naprawdę lepiej skupić na kilku zaufanych przyjaciołach, którym będziemy mogli się zwierzyć. Rozwód na nowo definiuje nasze znajomości i przyjaźnie – to naturalne. Rozejrzyj się, poszukaj wokół siebie życzliwych ci osób i bądź z nimi, nie izoluj się całkowicie.

Z taką wiedzą, łatwiej nam zrozumieć, co się z nami dzieje, skąd biorą się w nas pewne emocje, przemyślenia, w jaką stronę pokierować swoje myśli, by rozwód przeżyć z jak najmniej intensywnym poczucie niesprawiedliwości i nieszczęścia. By wyjść z niego pokaleczonym, ale nadal całym i móc budować swoje życie na nowo.


Związek

Kto się boi szczęśliwych, rozwiedzionych kobiet? Szczęśliwe, zadowolone z życia mężatki

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 sierpnia 2018
Kto się boi szczęśliwych, rozwiedzionych kobiet? Szczęśliwe, zadowolone z życia mężatki
Fot. iStock/fladendron

Mają po trzydzieści, czterdzieści a może pięćdziesiąt lat. Całkiem niedawno, albo już jakiś czas temu rozwiodły się, zmieniły swoje życie. Są szczęśliwe, wolne, mają swoją niezależność, oddychają pełną piersią. Wreszcie, po związkowych, małżeńskich falstartach, cieszą się życiem, znowu mogą być sobą. Realizują swoje pasje, rozwijają się, mają więcej czasu by o siebie zadbać. Wyglądają jak milion dolarów. Komu to może przeszkadzać? Koleżankom.

Ewa ma 35 lat. Sama wychowuje sześcioletniego synka. Rozwiodła się dwa lata temu, po wyczerpującej batalii sądowej, takiej z wyciąganiem brudów kilka pokoleń wstecz.

– To był toksyczny związek – mówi.– Mój mąż jest człowiekiem dobrze sytuowanym, ale nie panuje nad złością i agresją. W pełni odczułam to dopiero wtedy, kiedy okazało się że zaszłam w ciążę. Była zagrożona od początku. Musiałam zrezygnować z pracy, byłam kompletnie uzależniona od męża. A on, jako świeżo upieczony pracownik olbrzymiej firmy, na wysokim, odpowiedzialnym stanowisku, wszelkie frustracje wyładowywał na mnie, w domu. To było jak uzależnienie. Nie chciał podjąć terapii, nie chciał rozmawiać, nie chciał nic zmieniać. Po drugich urodzinach Adasia, odeszłam, uciekłam właściwie, ze strachu o dziecko i o siebie. Rozwód był piekłem, mąż straszył mnie, że porwie dziecko, że mnie zniszczy. Dziś wreszcie jest między nami spokój, bo ja jestem silna i nie daję się zastraszyć, choć zdarzają się napięcia.

Przyjaciółka wspierała ją od samego początku. Ona i kilka jej dobrych znajomych. Kiedy Ewa się wyprowadziła od męża, razem szukały dla niej miejsca, w którym mogłaby zarzucić kotwicę. Udało się i Ewa zamieszkała razem z małym Adasiem w dwupokojowym mieszkaniu. Tu wreszcie poczuła, że jest wolna, że świat stoi przed nią otworem. A po rozwodzie, „nowe życie”  zaczęła od… remontu, żeby jeszcze mocniej odczuć, że znów wszystko zależy od niej, że ster jest w jej rękach.

Szybko okazało się, że mimo szczerych chęci, nie jest w stanie sobie sama ze wszystkim poradzić. W Warszawie ma świetną pracę jako ceniona i naprawdę dobra księgowa, ale jest sama, znikąd pomocy, jej rodzina pochodzi z południa Polski. Poszukując męskiej, fachowej pomocy, zadzwoniła do przyjaciółki, której mąż niedawno przeprowadzał remont domu.

– Poprosiłam o przekazanie moich pytań Maćkowi, razem z prośbą, czy mógłby przyjść obejrzeć ściany w łazience – mówi Ewa. – Piętnaście minut później przyjaciółka oddzwoniła. Maciek niestety nie może pomóc, powiedział, że nie zna się i że teraz jest bardzo zajęty.

Trudno, pomyślała Ewa. No to poszuka w Internecie, zapyta w sklepie budowlanym. Jakoś sobie poradzi. – Znamy się kilkanaście lat, do głowy by mi nie przyszło, że ta prośba może być odebrana jako coś nieprzyzwoitego – mówi.

Kilka dni później spotkała męża koleżanki w sklepie. Okazało się, że prośby o pomoc żona mu nawet nie przekazała. Wyszło niezręcznie, pośmiali się trochę, ale pozostało takie „dziwne” wrażenie. Ewa wolała już nie pytać Maćka o zdanie w kwestii łazienki.

Później podobna sytuacja powtórzyła się, kiedy zaczęła biegać. Odprowadzała syna do przedszkola i biegała  przed wyjściem do pracy. Kilka razy spotkała męża bardzo dobrej koleżanki. Raz pobiegli wspólnie fragment trasy. Nawet nie rozmawiali specjalne, zwykłe „cześć”. Ewa nie zna go dobrze. Nie ukrywali tego przed nikim, nie umawiali się, zwykły przypadek. Mimochodem, przy jakiejś okazji, Ewa powiedziała tej koleżance, że wie, że jej mąż też biega. Więcej ich drogi się nie skrzyżowały. Zmienił trasę i godzinę biegania, o czym doniosła jeszcze inna koleżanka. Podobno była babska narada,  że co ta Ewka, teraz wolna, biega, dobrze wygląda, to nie wiadomo co jej do głowy przyjdzie…

Zdziwiona Ewa usiadła w domu przed lustrem i pierwszy raz od dawna, zobaczyła w nim „atrakcyjną” siebie.  Ale żeby zaraz odbijać mężów koleżankom?

– Dopóki byłam nieszczęśliwa i zaniedbana, byłam niegroźna – śmieje się Ewa – teraz nie zapraszają mnie nawet na spotkania towarzyskie. Oficjalnie? „Bo wiesz, wszyscy będą z kimś, a ty sama jesteś. Żebyś nie czuła się nieswojo”…

Żeby jeszcze była typem „flirciary”. Ale zrobiła rachunek sumienia – jej stosunek do znajomych mężczyzn, mężów i partnerów koleżanek nie zmienił się po rozwodzie. Jest chyba jeszcze bardziej zdystansowana.

Karolina jest 7 lat po ślubie. Ma 43 lata, wysportowane, zadbane ciało i uwielbia się śmiać. Z uśmiechem jej pięknie i bardzo do twarzy. Rozwód był dla niej prawdziwym przełomem. Mąż, znany prokurator, znęcał się nad nią psychicznie.  – Żyłam w tym związku z przekonaniem, ze jestem nikim, że nie mam nic, bo tak naprawdę wszystko należy do niego – opowiada. Nie mieli dzieci, na szczęście. On musiał być zawsze na pierwszym miejscu, dziecka by nie zniósł. Po rozwodzie Karolina długo chodziła na terapię, długo uczyła się od nowa, że jest kimś wartościowym i mądrym.

Pozbierała się, razem z siostrą założyła własną firmę tłumaczeniową, jest szczęśliwa, dobrze zarabia. Jednak z licznego grona koleżanek, zostały jej jedynie dwie.

­– Miałam zawsze dużo znajomych. Wszystkie zgodnie twierdziły: „powinnaś go rzucić, zacząć nowe życie, znaleźć faceta”. Z tych, z którymi nadal jestem blisko, jedna jest samotna z wyboru, druga szczęśliwie zamężna. Szczęśliwie – podkreśla Karolina – czyli nie obawia się rozwódek. Karoliny nie zaprasza się na spotkania towarzyskie, odkąd zafundowała sobie „metamorfozę” – nową fryzurę i kolor, które odmłodziły ją o dobre 10 lat. No i odkąd okazało się, że ma całkiem niezłe nogi. Na Sylwestra chodzi do kina, na seanse filmowe, albo wyjeżdża w góry. Karolina chciałaby się zakochać, ale nie goni za miłością. Uważa, że jak coś ma przyjść, to przyjdzie i nie należy tego przyspieszać. Na ostatnim spotkaniu towarzyskim z dawnymi koleżankami – imieninach jednej z nich – miała na sobie piękną, niebieską sukienkę odsłaniającą ramiona.  Bała się przywitać z partnerami koleżanek, bo czuła niespokojne spojrzenia ich żon. A panowie, owszem spoglądali, zagadywali. Na wszelki wypadek odpowiadała monosylabami.

– Śmiałyśmy się potem z tymi moimi dwiema koleżankami, „które zostały”. Że dorośli ludzie, a się tak pilnują. Że tyle lat związku, a pojawia się „wolna” kobieta i nagle panika. Ale tak na dłuższą metę, nie czuję się z tym dobrze.

Karolina i Ewa uważają, że ich otoczeniu nie na rękę z tą ich wolnością, niezależnością, na nowo odkrytą kobiecością.  – Zobacz – mówi Ewa – tyle się mówi, żeby kobiety o siebie walczyły, żeby uciekały od złych relacji. Ale kiedy to się dzieje, kończy się babska solidarność…


Zobacz także

6 rzeczy, które musicie zrobić w ten weekend. Będzie gorąco…

11 porad jak się nie dać internetowym oszustom matrymonialnym

11 porad jak się nie dać internetowym oszustom matrymonialnym

Zostań suką dla swojego męża. Polecam ten eksperyment, w naszym małżeństwie zmienił wszystko