Zdrowie

Przybywa dowodów na to, że szczepienia przeciwko COVID-19 w ciąży to korzyść i dla matki, i jej dziecka

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2021
fot. RossHelen/iStock
 
Przeciwciała, jakie wytwarza matka po szczepieniu, przenikają barierę łożyskową, a ponadto znajdują się też w pokarmie kobiecym. Wygląda zatem na to, że dziecko zyskuje zatem ochronę przed zachorowaniem na COVID-19. Prof. Mirosław Wielgoś z WUM podkreśla, że tego rodzaju zabezpieczenia maluch długo w inny sposób nie będzie mógł uzyskać – małych dzieci nie szczepi się przeciwko COVID-19.

Dowodów na to, że wytworzone przez zaszczepioną kobietę przeciwciała przechodzą barierę łożyskową, dostarczyli ostatnio polscy lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. Prowadzą badania nad wpływem szczepień przeciwko COVID-19 na kobiety ciężarne i ich dzieci. Wstępne rezultaty ich pracy zostały właśnie opublikowane w czasopiśmie Vaccines. Jako jedni z pierwszych na świecie i pierwsi w Polsce udowodnili bowiem przezłożyskową transmisję przeciwciał przeciwko antygenowi S wirusa SARS-CoV-2. Tym samym należy wnioskować, że urodzone niemowlę zyskuje ochronę przed zakażeniem.

„Kobiety ciężarne są w grupie podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu infekcji COVID-19. Zaszczepienie ich zmniejsza ryzyko zachorowania u mam, ale także zwiększa szansę na uniknięcie wielu powikłań ciąży w przebiegu tej infekcji dla płodów. Badanie prowadzone w naszym ośrodku ocenia właśnie skuteczność i bezpieczeństwo szczepienia przeciwko COVID-19 w czasie ciąży” – wyjaśnił w specjalnym komunikacie prof. Tomasz Waśniewski, ordynator Oddziału Klinicznego Ginekologiczno-Położniczego.

Dodał, że w badaniu uczestniczą kobiety dobrowolnie zaszczepione w okresie ciąży. Kwalifikacja do badania odbywa się po szczepieniu. Do tej pory do badania zakwalifikowano ponad 180 kobiet ciężarnych z całej Polski – wszystkie pracują w systemie opieki zdrowotnej, w większości są to lekarki. W krwi pępowinowej wszystkich urodzonych przez zaszczepione matki noworodków stwierdzono przeciwciała przeciwko COVID-19.

„Potwierdzamy tym samym możliwość uodpornienia dzieci pacjentek zaszczepionych w ciąży. Udowodniliśmy, że tydzień ciąży, w którym jest podawana szczepionka, jest głównym czynnikiem wpływającym na transfer przezłożyskowy przeciwciał poszczepiennych” – podkreślił Zdanowski.

Obecnie badacze analizują zebrane dane. Chodzi o to, że polscy naukowcy mogą się przyczynić do ustalenia optymalnego momentu podania szczepionki kobietom ciężarnym. W polskim badaniu zauważono bowiem, że istnieje pewna zależność w poziomie przeciwciał w krwi pępowinowej u noworodka a terminem podania szczepionki matce: im szczepionka podana była wcześniej przed porodem, tym poziom przeciwciał u noworodka był wyższy (jednak trzeba pamiętać, że wszystkie ciężarne, które brały udział w badaniu, szczepione były w trzecim trymestrze ciąży). Jednocześnie naukowcy zastrzegli w pracy, że odnotowano przeciwciała także w krwi pępowinowej noworodka, którego matka otrzymała drugą dawkę szczepionki zaledwie tydzień przed porodem.

Lekarze zaznaczają przy tym, że ich praca ma ograniczenia – przede wszystkim mała grupa badawcza (choć na tle innych dotychczasowych badań jest ona jedną z większych – przyp. Serwis Zdrowie).

Wcześniej, już marcu, badanie sugerujące przeniesienie odporności na COVID-19 na płód i dziecko z zaszczepionej kobiety w ciąży przeprowadzono w Izraelu. Wstępne wyniki przeprowadzonych w USA badań kohortowych także wykazały, że przeciwciała powstające w organizmie zaszczepionych kobiet preparatami mRNA przenikają przez łożysko do ciała płodu, a matka karmiąca piersią przekazuje je dziecku także po porodzie wraz z mlekiem.

Kiedy zaszczepić się w trakcie ciąży?

– Wiemy już, że  choroba jest znacznie bardziej niebezpieczna zarówno dla ciężarnej, jak i przebiegu ciąży niż szczepienie. Ciężarne reagują na szczepienie tak samo jak kobiety nie będące w ciąży. Jeśli wystąpi podwyższona ciepłota ciała, to jest to krótkotrwałe i nie wymaga jakiegoś specjalnego działania – zwykle wystarczy przyjąć wtedy paracetamol – mówi ginekolog i położnik prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w latach 2016-2020.

Dlatego zachęca wszystkie swoje pacjentki i wszystkie kobiety w ciąży, by udały się do punktu szczepień, a ewentualne wątpliwości wyjaśniły ze swoim lekarzem prowadzącym.

– Pamiętajmy o tym, że przyjęcie szczepienia w ciąży daje dziecku odporność na COVID-19, którego w inny sposób nie uzyska, przynajmniej na razie, ponieważ nie szczepi się obecnie małych dzieci. I pewnie jeszcze długo takiej rejestracji nie będzie – podkreśla.

Lekarz zastrzega, że oczywiście, na obecnym etapie, nie ma twardych wytycznych co do tego, w którym konkretnie momencie ciąży najlepiej jest przyjąć szczepionkę przeciwko COVID-19. Ale nie oznacza to, że nie ma wielu przesłanek pozwalających na „miękkie” wskazówki.

W sukurs przychodzą tu bowiem doświadczenia z innymi szczepionkami, wiedza o rozwoju ciąży, a także doświadczenia na zwierzętach.

– Obecne zalecenia eksperckie są wynikiem daleko posuniętej ostrożności, która nakazuje, by jednak szczepionkę podawać po 1. trymestrze, choć są też zwolennicy szczepienia w trakcie tego trymestru, jednak po zakończeniu 8. tygodnia ciąży; wtedy proces organogenezy jest już zakończony – mówi prof. Wielgoś.

Dodaje jednak, żeby nie panikować, jeśli kobieta zaszczepiła się wcześniej.

– Są też dane świadczące o tym, że zaszczepienie w 1. trymestrze nie przyniosło żadnych negatywnych skutków, a wprost przeciwnie – wyjaśnia.

Apeluje, by nie poddawać się lękowi o powikłania zakrzepowe po szczepieniu.

– Nie ulega wątpliwości, że ryzyko zakrzepu w przebiegu COVID-19 jest zdecydowanie – podkreślam – zdecydowanie wyższe niż po szczepieniu. Powikłania zakrzepowe poszczepienne są moim zdaniem demonizowane, a jednocześnie zapomina się o tym, że choroba powoduje u znacznego odsetka pacjentów zmiany zakrzepowe, na dodatek u niektórych bardzo zaawansowane – podkreśla.

Jaka szczepionka lepsza w ciąży

Specjalista uważa, że przede wszystkim ta, która jest szybciej dostępna.

– Wprawdzie więcej szczepień w populacji kobiet ciężarnych wykonano szczepionkami mRNA, w związku z czym istnieje już pokaźna baza wiedzy na temat skutków tych konkretnych szczepionek u przyszłych matek. Nie zapominajmy jednak, że drugą sporą grupą kobiet w ciąży, które przyjęły szczepionkę przeciw COVID-19, są te, przede wszystkim z USA, które zostały zaszczepione szczepionkami wektorowymi. W związku z tym, kiedy pacjentka pyta mnie, którą szczepionką się zaszczepić, odpowiadam, że generalnie tą, która będzie dostępna – wyjaśnia.

Jego zdaniem, lepiej nie czekać tygodniami na szczepionkę mRNA, jeśli dostępna jest wektorowa, bo w tym czasie może dojść do zakażenia.

– Wówczas kobieta ciężarna ma o wiele gorszą sytuację, bo będzie się borykać z chorobą, a być może także i jej następstwami – mówi.

Dodaje, że wiele kobiet dziękuje mu na mediach społecznościowych za rzeczowe przedstawienia argumentów, które zachęciły je do szczepienia.

– Piszą, że czują się bezpieczniejsze teraz, a jednocześnie nie było się czego obawiać w związku ze szczepieniem – dodaje.

Prof. Wielgoś przypomina przy okazji, by kobiety w ciąży nie zapominały o dwóch szczepieniach, które w trakcie ciąży są zalecane: przeciwko grypie i przeciwko krztuścowi.

– Jeśli szczepimy ciężarną przeciwko krztuścowi w trzecim trymestrze, mamy na uwadze to, że jej dziecko zyska tzw. bierną odporność, czyli będzie wyposażone w przeciwciała przeciwko tej chorobie, które wyprodukuje matka, i które przejdą barierę łożyskową – wyjaśnia.

Szczepionka przeciw krztuścowi jest obowiązkowa dla dzieci, ale można ją podać w drugim miesiącu życia (potem maluch dostaje dawki przypominające). Jednocześnie pałeczki krztuśca są częstymi patogenami w środowisku i o ile zdrowym dorosłym nie czynią wielkiej krzywdy (najczęściej chorują w taki sposób, że nie doznają powikłań), to dla niemowląt i małych dzieci krztusiec bywa chorobą wręcz śmiertelną.

Przechorowanie grypy w ciąży zwiększa zaś ryzyka powikłanego przebiegu ciąży – przedwczesnego porodu, niskiej masy urodzeniowej, a także zakończenia ciąży niepowodzeniem.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Czas na polskie superowoce: nie tylko na słodko! Lista korzyści jest długa

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2021
fot. Sjo/iStock
 
Konsumenci na całym świecie coraz częściej świadomie poszukują tzw. superżywności (superfood), czyli naturalnych produktów o wyjątkowych walorach odżywczych i zdrowotnych. I tak np. Azjaci sięgają po imbir, kurkumę i goji, a Latynosi po nasiona chia, komosę ryżową i acai. Polacy jednak również mają w swoim zasięgu lokalną superżywność – choć często nie zdają sobie z tego sprawy. Dobrym tego przykładem są owoce jagodowe, w przypadku których na lipiec i sierpień przypada szczyt sezonu. Korzystajmy z niego pełnymi garściami!

W praktyce już od kwietnia, wraz z pojawieniem się pierwszych truskawek, aż do końca października, gdy zbierane są jeszcze jesienne odmiany malin i aronia, trwa w Polsce sezon na świeże, rodzime owoce jagodowe. Warto wiedzieć, że do tej grupy, poza wspomnianymi wyżej gatunkami owoców, należą także m.in.: borówki, jagody kamczackie, agrest, czarne i czerwone porzeczki, jeżyny, a także minikiwi.

W związku z wyjątkowo dużą zawartością wielu cennych składników odżywczych oraz substancji bioaktywnych o udowodnionym, korzystnym wpływie na zdrowie, dietetycy i lekarze zgodnie zaliczają owoce jagodowe do kategorii superfood i zalecają wszystkim ich regularną konsumpcję – najlepiej filiżankę dziennie!

Dlaczego warto jeść superowoce: długa lista korzyści

Na temat konkretnych walorów odżywczych i zdrowotnych różnych owoców jagodowych powstało już w Polsce i na świecie bardzo wiele opracowań naukowych. Dodatkowo, walory te docenia i promuje wiele renomowanych instytucji działających w obszarze zdrowia publicznego – na czele z najsłynniejszą uczelnią świata, czyli Harvard University.

„Truskawki i borówki są bogate w prozdrowotne związki roślinne zwane antocyjanami, które nadają owocom jagodowym żywe, czerwone, niebieskie i fioletowe odcienie. Wiele badań wskazało, że stosowanie diet z żywnością bogatą w antocyjany wiąże się z lepszym zdrowiem serca. Naukowcy wykazali np., że kobiety, które jadły więcej niż trzy porcje borówek lub truskawek tygodniowo, miały o 34 proc. mniejsze ryzyko zawału serca w porównaniu z tymi, które jadły ich bardzo mało. Wiele wskazuje, że antocyjany uelastyczniają naczynia krwionośne i pomagają obniżyć ciśnienie krwi” – czytamy w zachęcającym do spożywania owoców jagodowych artykule na stronie renomowanej Harvard Medical School.

Z kolei eksperci Amerykańskiego Instytutu Badań nad Rakiem (American Institute for Cancer Research – AICR) potwierdzają, że regularne jedzenie owoców jagodowych pomaga zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka, a także wiele innych chorób przewlekłych – dzięki dużej zawartości witamin, składników mineralnych, różnych antyoksydantów oraz błonnika.

„Ważne jest, abyśmy jedli różnorodne owoce jagodowe, aby móc czerpać korzyści z różnych witamin i składników mineralnych, które te owoce mają do zaoferowania” – podkreślają eksperci AICR.

Lista potencjalnych korzyści dla zdrowia, jakie niesie ze sobą regularna konsumpcja owoców jagodowych, jest naprawdę imponująca i bardzo długa.

Poniżej przedstawiamy 10 najważniejszych – w telegraficznym skrócie:

  •     Ochrona przed wolnymi rodnikami: Owoce jagodowe zawierają wiele związków o działaniu przeciwutleniającym (tzw. antyoksydantów), które pomagają naszemu organizmowi neutralizować zagrażające jego komórkom i narządom wolne rodniki (czyli zwalczać tzw. stres oksydacyjny).
  •     Działanie przeciwcukrzycowe: Regularne spożywanie owoców jagodowych poprawia gospodarkę węglowodanową organizmu, korzystnie wpływając na glikemię, a także przeciwdziała tzw. insulinooporności, która jest zaburzeniem metabolicznym prowadzącym do rozwoju cukrzycy typu 2.
  •     Wysoka zawartość błonnika: Owoce jagodowe są bogatym źródłem błonnika pokarmowego, zarówno tego nierozpuszczalnego, jak i rozpuszczalnego. Składnik ten na wiele różnych sposobów korzystnie wpływa na zdrowie człowieka, m.in.: pobudza perystaltykę jelit i ułatwia wypróżnianie, korzystnie wpływa na stan mikroflory jelitowej (tzw. mikrobioty), zmniejsza ryzyko rozwoju raka jelita grubego, a nawet pomaga obniżać stężenie glukozy we krwi.
  •     Wysoka wartość odżywcza: W praktyce oznacza to, że owoce jagodowe charakteryzuje z jednej strony niska wartość energetyczna (kaloryczność), a z drugiej strony wysoka „gęstość” odżywcza, czyli duża zawartość witamin, mikroelementów i substancji aktywnych biologicznie o korzystnym działaniu dla zdrowia.
  •     Działanie przeciwzapalne: Duża część naszej populacji ze względu m.in. na „niezdrowy styl życia” cierpi na chroniczny, przewlekły stan zapalny, który jest istotnym czynnikiem ryzyka rozwoju wielu chorób cywilizacyjnych, w tym m.in. chorób układu krążenia, cukrzycy czy nowotworów. Tymczasem owoce jagodowe, głównie za sprawą dużej zawartości przeciwutleniaczy, wykazują silne właściwości przeciwzapalne.
  •     Działanie antycholesterolowe: Owoce jagodowe zaleca się m.in. w diecie osób zagrożonych chorobami serca i naczyń krwionośnych – ze względu na udowodnioną zdolność obniżania poziomu cholesterolu we krwi (tzw. złego cholesterolu LDL). Ponadto, jedzenie tych owoców pomaga chronić cholesterol znajdujący się w naszym organizmie przed utlenianiem, co jest kolejnym istotnym czynnikiem chroniącym, który zmniejsza tzw. ryzyko sercowo-naczyniowe.
  •     Poprawa wyglądu skóry: Niewłaściwa dieta, nadmierna ekspozycja na promieniowanie UV, a także starzenie się organizmu pogarszają m.in. wygląd i kondycję skóry. Tymczasem regularnie spożywane owoce jagodowe, dzięki dużej zawartości antyoksydantów, w tym m.in. antocyjanów, karotenoidów i witaminy C, pomagają opóźnić proces starzenia się skóry i poprawiają jej wygląd (z jednej strony wspierając walkę organizmu z wolnymi rodnikami, a z drugiej pobudzając np. syntezę kolagenu).
  •     Działanie przeciwnowotworowe: Liczne witaminy, mikroelementy i substancje bioaktywne, które są obecne w dużych ilościach w owocach jagodowych, wspierają organizm w walce z kancerogenami (czynnikami rakotwórczymi). Konkretnie, wykazano np., że takie składniki owoców jagodowych, jak kwas elagowy czy resweratrol, pomagają zmniejszać ryzyko rozwoju niektórych nowotworów. Ale uwaga! Choć owoce te mogą pełnić istotną rolę w profilaktyce nowotworów, to jednak nie zastąpią one leczenia onkologicznego u osób, które już zachorowały.
  •     Działanie przeciwmiażdżycowe: Poza wspomnianym już wcześniej działaniem antycholesterolowym, owoce jagodowe zmniejszają ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych również dzięki innemu mechanizmowi. W licznych badaniach wykazano, że  zawarte w nich składniki aktywne poprawiają funkcjonowanie śródbłonka naczyń krwionośnych. To bardzo ważne, gdyż tzw. dysfunkcja śródbłonka jest zaliczana przez kardiologów do głównych czynników ryzyka rozwoju chorób sercowo-naczyniowych.
  •     Poprawa funkcji poznawczych: Naukowcy stwierdzili też korzystny wpływ regularnego spożywania owoców jagodowych na działanie mózgu, jak i całego układu nerwowego. Okazało się np., że składniki zawarte w tych owocach stymulują neurogenezę (proces powstawania nowych komórek nerwowych – neuronów), a także poprawiają komunikację pomiędzy różnymi obszarami mózgu. W praktyce jedzenie owoców jagodowych może więc korzystnie wpłynąć na nasze zdolności poznawcze, pamięć, a nawet i nastrój.

Czas na polskie superowoce: nie tylko na słodko!

Do jedzenia sezonowych, lokalnych owoców, w tym także owoców jagodowych, gorąco namawiają m.in. eksperci z The European Food Information Council (EUFIC). Aby zachęcić Europejczyków do ich jedzenia stworzyli nawet specjalną, interaktywną mapę online, na której mieszkaniec każdego kraju Europy może sprawdzić, jakie świeże, sezonowe owoce są akurat dostępne w jego kraju w danym momencie. Można ją znaleźć tutaj.

W praktyce, w naszym kraju, najlepszym momentem na delektowanie się świeżymi i dojrzałymi owocami jagodowymi są dwa najcieplejsze miesiące – czyli lipiec i sierpień, kiedy to dostępnych jest większość gatunków zaliczanych do tej kategorii. Konkretnie, w lipcu dostępne są: truskawki, maliny, jagody kamczackie, agrest, borówki i porzeczki (czarne oraz czerwone). W sierpniu zaś, na owocowej scenie nie ma już jagód kamczackich i agrestu, lecz pojawiają się na niej jeżyny i aronia. Dlatego naprawdę warto trzymać rękę na pulsie, aby nie przegapić okazji do skorzystania z tych „efemerycznych” dobrodziejstw natury, które w świeżym stanie są po prostu najbardziej wartościowe i smaczne.

Z powodu tej obfitości superowoców, jak też i jednoczesnej, dużej dostępności świeżych warzyw, lato wydaje się być świetnym momentem do zmiany nawyków żywieniowych

Warto w tym miejscu przypomnieć, że zgodnie z aktualnymi zaleceniami Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej NIZP-PZH (NCEŻ), owoce i warzywa powinny stanowić połowę tego co jemy każdego dnia.

„Badania wykazują, że duże spożycie warzyw i owoców znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwory złośliwe i choroby sercowo-naczyniowe (nadciśnienie tętnicze, udary mózgu, zawały serca), a także wiele innych przewlekłych chorób m.in. cukrzycę i otyłość. Minimum to 400g warzyw i owoców dziennie, ale im więcej tym lepiej, z zachowaniem proporcji więcej warzyw niż owoców” – czytamy w najnowszej wersji zaleceń dotyczących zasad zdrowego żywienia, opracowanej w 2020 r. przez ekspertów NCEŻ.

Oczywiście, poza walorami zdrowotnymi, owoce jagodowe mają także wiele innych zalet. Nie tylko cieszą one nasze oko swoimi pięknymi barwami, lecz także mogą dostarczyć nam dużo przyjemności – ze względu na niepowtarzalny smak i aromat.

„Jagody same w sobie są pyszną przekąską, ale świetnie sprawdzają się również w sałatkach owocowych, koktajlach, jogurtach, płatkach zbożowych, a nawet zielonych sałatkach. Spróbuj pokrojonych truskawek z młodym szpinakiem, kruszonym kozim serem i prażonymi migdałami z malinowym winegretem” – w taki oto sposób zachęcają do jedzenia owoców jagodowych eksperci z Harvard Medical School.

Na szczęście również w Polsce coraz więcej się dzieje w tym temacie. Na przykład w warszawskim centrum handlowo-rozrywkowym Koneser hucznie obchodzono 1 lipca Dzień Polskiej Borówki, a przez całe lato (w wybrane weekendy) organizowany jest tam specjalny targ owocowy (pod hasłem „Owocowe lato w Koneserze”), na którym szeroko promowane są owoce jagodowe – z udziałem plantatorów, przetwórców i szefów kuchni. Więcej informacji o tym projekcie można znaleźć tutaj.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zdrowie

Czy my w ogóle umiemy rozmawiać o seksie?

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2021
fot. Valerii Apetroaiei/iStock

Z Anią i Jackiem Jaworskimi spotykam się w centrum Warszawy, by przy okazji debiutu literackiego Jacka – książki „Kara za grzechy” – porozmawiać na temat seksu, który jest w powieści wyraźnie obecny. Chcemy wyjaśnić, jak ten temat omawiać z dziećmi i czy Polacy są na te rozmowy gotowi. Jaworscy wraz z trzema synami mieszkają w okolicach Gdańska, gdzie od lat prowadzą kilka biznesów i piszą blogi – mistersoperfect.pl (Jacek) i mumme.pl (Ania).

Miło mi Was widzieć i cieszę się na okazję do dyskusji, choć wciąż jeszcze nie jestem przekonana, czy będę potrafiła rozmawiać z Wami otwarcie właśnie o seksie…

Ania: Nam też miło Cię widzieć. Dlaczego nie będziesz potrafiła? Przecież to temat jak każdy inny…

Jacek: Myślę, że po prostu musimy spróbować!

Dobrze. Chyba dawno tak wprost o tym nie rozmawiałam… a może nigdy?

Ania: Nie dziwi mnie to. Nasze pokolenie nie jest po prostu tego nauczone, nie przywykliśmy. Ze mną rodzice nigdy nie rozmawiali wprost na te tematy. Ja też dopiero się tego uczę. Muszę, bo dzieci nieustannie o coś pytają i trzeba im odpowiedzieć! Jestem pedagogiem wczesnoszkolnym, więc może mi trochę łatwiej, bo mam dostęp do różnych opracowań, źródeł specjalistycznej wiedzy, które edukują, w jaki sposób rozmawiać z dzieciakami na te tematy. Dla wielu osób to wciąż temat tabu, zamiatany pod dywan i taki, na który po prostu wcale się nie rozmawia.

Jacek: Ale nie tylko o dzieci tutaj chodzi. Partnerzy też niewiele na ten temat rozmawiają. Brakuje też badań na temat tego, jak często i na jakim poziomie Polacy potrafią mówić o seksie lub jakiego języka używają.

Czyli Waszym zdaniem kłopot z rozmowami o seksie to problem społeczny, pokoleniowy?

Ania: Z całą pewnością. Ludzie z pokolenia naszych rodziców – 60+ i starsi – przeważnie odczuwają skrępowanie podczas rozmów o seksie. Dla większości z nich był to temat tabu od zawsze. Wykształciła się więc swoista blokada, którą od razu można zauważyć podczas rozmowy np. o relacjach, problemach w związku itd. Tematów seksu raczej się nie dotyka, a jeśli już – w bardzo zakamuflowany sposób. Sądzę, że ta blokada dotyczy absolutnej większości tego pokolenia. Z kolei w przypadku kobiet mniej więcej w moim wieku, mających około 40 lat, ta sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Są więc takie panie, które będą mówić o seksualności w sposób otwarty, i są też takie, które będą równie zawstydzone lub wręcz oburzone tematem co ich starsze koleżanki – takie osoby potrafią określać temat seksu mianem „tych spraw” i mają spory kłopot, gdy z ust dziecka usłyszą „niewygodne” dla nich pytanie. A dzieci – jak to dzieci – nie przestaną ich zadawać, będą ciekawskie i zupełnie szczere. Pozostanie dla nich niezrozumiałe, dlaczego rodzic jest zawstydzony np. pytaniem o to, czym jest orgazm. Z kolei młodzież…

Jacek: …również nie umie rozmawiać o seksie…

Ania: …choć chce i potrzebuje, więc szuka dostępu do treści – i uważam, że jest to zupełnie naturalne! Ciało młodych ludzi się zmienia, jak więc mają nie zdawać pytań? Jak nie szukać odpowiedzi na nurtujące kwestie, o które nie mogą zapytać swoich rodziców, o których nie rozmawia się z nimi w szkole… Pozostaje więc internet i tam, niestety, powszechny dostęp do pornografii.

Jacek: I teraz wyobraźmy sobie taką młodą osobę, z którą nikt nie rozmawia o seksie, a w jej w głowie rodzą się pytania i wątpliwości. I nadchodzi ten dzień, gdy ta dziewczyna lub chłopak po raz pierwszy natkną się na pornograficzne treści w sieci. Mogą się przestraszyć i zamknąć komputer albo obejrzeć film do końca. Mogą poczuć ekscytację, obrzydzenie lub zażenowanie, ale nie będą umieli nazwać tych uczuć. Przyłapani na gorącym uczynku – mogą mieć poczucie winy, że zrobili coś bardzo złego. A wątpliwości jest jeszcze więcej, tymczasem odpowiedzi na pytania brak…

Ania: Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie nadal nie umieją rozmawiać o seksie. Nikt nie prowadzi ich przez meandry internetu, nie sugeruje im wartościowych treści, nie wprowadza krok po kroku w temat. Nieliczni szczęściarze mogą liczyć na rodziców, może na jakiegoś mądrego nauczyciela, który ma odwagę, by iść pod prąd coraz bardziej konserwatywnemu systemowi edukacji, a inni – muszą radzić sobie sami. To zaklęty krąg, który trzeba przerwać.

Jacek: I trzeba działać – najpierw w swoich rodzinach, potem wśród znajomych. Trzeba wyjść z szafy. My z naszymi synami rozmawiamy otwarcie, a temat seksualaności traktujemy jak każdy inny, choć oczywiście dostosowujemy sposób rozmowy do wieku dziecka. Nie dzielimy się z chłopakami jakimiś intymnymi informacjami na temat naszego pożycia, nie dajemy im do czytania mojej książki Kara za grzechy, gdyż jest skierowana do pełnoletniego odbiorcy, ale wyjaśniamy, dlaczego tak postępujemy, rozmawiamy o zjawiskach, wykorzystujemy różne okazje, by tłumaczyć, o co tyle hałasu z tym seksem.

A Twoja książka może pomóc innym rodzicom w tym, by mieć podobne podejście do tematu?

Jacek: Myślę, że tak, choć literatura erotyczna to twardy orzech do zgryzienia. Autorzy stąpają po cienkim lodzie, lawirując pomiędzy dwoma błędami, które łatwo popełnić – odważne sceny mogą zostać ukazane niczym fantazja nastolatka albo razić przemocą i epatować wulgaryzmami. Myślę, że w mojej „Karze za grzechy” uniknąłem tych zasadzek. Przedstawiłem po prostu seks takim, jaki jest – stosunek płciowy nie zawsze idealny, czasem niezdarny, taki, w którym nie wszystko wychodzi perfekcyjnie – szczególnie początkującym kochankom. W powieści opisuję więc scenę inicjacji seksualnej głównego bohatera, gdzie zależało mi na oddaniu tego, jak bardzo przejmujący i wymagający jest to moment w życiu młodego człowieka.

Ania: I choć to wyraźnie męski punkt widzenia, to w mojej opinii Jackowi udało się uzyskać efekt, który niczym nie razi. Jego przedstawienie erotyzmu mi się podoba, bo przede wszystkim jest szczere, a więc na pewno odpowiednie i potrzebne nam wszystkim.

Twoja książka, Jacku, prowokuje też do zadania sobie pytania, czy również w naszych związkach z naszymi partnerami potrafimy normalnie rozmawiać o seksie. A może kochamy się tylko pod kołdrą?

Ania: Seks to jest jeden z fundamentów związku! Poza sytuacjami, gdy ludzie nie mogą go uprawiać z powodów zdrowotnych czy z innych losowych przyczyn, współżycie jest po prostu jedną ze składowych relacji między ludźmi. Tymczasem partnerzy wstydzą się o tym rozmawiać nawet ze sobą. Efektem tego mogą być narastająca frustracja i niespełnienie. Są badania, których wyniki pokazują, że 30% kobiet nigdy nie osiągnęło orgazmu, a 60% nie jest w stanie szczytować podczas „klasycznego” stosunku. Panie często ten fakt ukrywają, udają uniesienie, bo nie chcą, by ich faceci poczuli się „niemęsko”.

Jacek: Wydaje się, że w kwestii seksu dla nas – mężczyzn – wiele spraw jest łatwiejszych, chociaż my też mamy pewne potrzeby, o których nie mówimy. Dla nas również istotne jest poczucie bliskości z drugą osobą. Szczególnie, że główną rolę odgrywają tu przecież przede wszystkim emocje. Bo seks to emocje – i to nie tylko u kobiet, ale i u mężczyzn! Tymczasem często o tym zapominamy, pomijając uczucia mężczyzn w tym kontekście. Dla mnie jest to zupełnie niezrozumiałe. Owszem, uważam siebie za silnego mężczyznę, ale to nie oznacza, że odczuwam mniej. Dla mnie przecież liczy się przede wszystkim bliskość z drugą osobą, a bez uczucia nie ma dobrego seksu. Faceci tymczasem często nie umieją mówić o swoich emocjach.

To, o czym mówisz, to pokłosie stereotypów, jakie latami narosły wokół seksualności.

Jacek: Tak i w książce jest też o tym sporo… Musimy się wszyscy sporo nauczyć i krok po kroku mierzyć z tematem. Nie ma na co czekać, trzeba działać!

Ania: Jacku – wiesz dobrze, że popełniając Karę za grzechy – włożyłeś kij w mrowisko…

Jacek: Wiem i nie mogę się doczekać, co będzie dalej…

No to zobaczymy… Dziękuję Wam bardzo za to spotkanie.

 


Zobacz także

4 sposoby, jak wykryć nietolerancję laktozy

4 sposoby, jak wykryć nietolerancję laktozy

Zapalenie płuc - przyczyny, objawy, leczenie

Zapalenie płuc – przyczyny, objawy, leczenie. Co trzeba wiedzieć o tej chorobie?

zapalenie oskrzeli - objawy, leczenie

Zapalenie oskrzeli. Jak rozpoznać i leczyć infekcję dolnych dróg oddechowych?