Macierzyństwo Zdrowie

Nie wiesz jak bardzo można się bać. Ja czekałam na najgorsze, na narodziny mojego, chorego synka

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 marca 2016
Filipek urodził się 6 listopada 2015 r. z wrodzoną, złożoną wadą serca. Już kilka miesięcy przed jego urodzeniem rodzice wiedzieli, że ich dziecko czeka wiele.
Fot. iStock / woraput
 

Co czuje kobieta oczekując narodzin dziecka? To pewnie zależy od sytuacji, w której się znajduje. Niekiedy niepewność i strach mieszają się z radością i podekscytowaniem. Czasem jednak w te bardzo podstawowe uczucia zakrada się jeszcze jedno i bezczelnie jak złodziej okrada z całego szczęścia. To strach o życie i zdrowie dziecka, które rozwija się pod jej sercem.Moja ciąża nie była planowana, ale nie przeszkadzało mi to się z niej cieszyć. Szybko pokochałam moje dziecko, tę część mnie i najbliższej mi osoby. Byłam dumna słysząc bicie tego malutkiego serduszka. Gdy zaczęłam odczuwać jego pierwsze ruchy nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła wziąć małego na ręce i go przytulić. Nie miałam większych obaw. Dlaczego coś miałoby być nie tak? Ja i mój partner jesteśmy całkowicie zdrowi. Wyniki badań genetycznych były prawidłowe, nic nie wskazywało na to, że dzieje się coś niepokojącego.

Czas płynął, przyzwyczajaliśmy się do myśli, że niedługo zostaniemy rodzicami, robiliśmy plany: urodzę naturalnie, w szpitalu w moim mieście, po urodzeniu chcę mieć mojego synka przy sobie i wrócić razem z nim do domu. Będę przy nim od samego początku jego życia. Tak to sobie wszystko ułożyłam. Aż w końcu nadszedł ten dzień, kiedy wszystko nabrało innego, nieznanego dotąd znaczenia. Nie zapomnę go nigdy. Dotąd z radością czekaliśmy na każde badanie USG. To są dla rodzica najbardziej wzruszające momenty. Możesz na chwilę zajrzeć w świat, w którym rozwija się twoje dziecko, zobaczyć je, wodzić oczami za tymi jeszcze trochę dziwnymi kształtami.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

„Nasz” lekarz oglądał szczegółowo każdą część ciała Filipka, z uśmiechem na twarzy opisywał nam co w tym momencie pokazuje monitor. Słuchałam tego głosu i uspokajałam się. Ale chwilę później, zupełnie niespodziewanie załamał mi się świat. Głos lekarza, do tej pory spokojny i rzeczowy zmienił się. Odruchowo spojrzałam na jego twarz: także spoważniała. Pomyślałam „pewnie skupia się na badaniu”, ale to nie było to. Serduszko naszego synka nie jest takie jak powinno być. Tyle właśnie oznaczało to, co powiedział. Wytłumaczył że mój synek ma przełożone naczynia, że to bardzo rzadko spotykana wada, potencjalnie śmiertelna, którą da się skorygować operacyjnie. I że dopóki Filip jest w moim brzuchu, jest bezpieczny.

Mówił dalej, konkretnie, rzeczowo, ale ja przestałam słuchać. Zatrzymałam się na słowach „wada potencjalnie śmiertelna” i mój świat odwrócił się do góry nogami. Wszystkie emocje i uczucia, które znałam do tej pory teraz się spotęgowały. W głowie miałam tylko to, że nie mogę stracić Filipka. Mój partner i moja siostra próbowali mnie uspokoić. Słuchałam ich słów i wiedziałam, że mają rację, że nie możemy się poddawać, że życie syna jest teraz najważniejsze.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

„Nie płacz, nie denerwuj się, to może mu zaszkodzić” – powtarzał mój chłopak i to był chyba jedyny argument, który jakoś do mnie przemówił. Wszystko się zmieniło, straciło sens. Każdego dnia czułam strach, panikowałam wręcz, kiedy ruchy dziecka stawały się słabiej wyczuwalne. Zaczęłam szukać powodu, obwiniałam się, że może niewystarczająco o siebie dbałam. Początkowo nie umiałam się pogodzić z tym co nas spotkało. Każda myśl, że mój syn może nie przeżyć sprawiała ogromny ból.

W tamtym czasie ogromne znaczenie miało dla mnie wsparcie mojego partnera. To mi ciągle, że nasze dziecko jest silne, że da radę, że będzie dobrze. Nie okazywał strachu, po prostu był przy mnie. Dzięki niemu bardzo powoli zaczynałam oswajać się z tym, co przed nami. Koncentrowałam się na przyszłości jak na zadaniu do wykonania: Filip przyjdzie na świat przez cesarskie cięcie, w szpitalu gdzie się bardzo dobrze nami zajmą, gdzie jest wspaniała opieka, kilka dni później zaplanowano operację. Będą tam walczyć o życie naszego synka, musi się udać. Okres do narodzin Filipa to już tylko to napięcie, strach o życie synka i ciągłe pobyty w szpitalu, ciągle badania, kontrole… Byłam wykończona.

Poród przeszedł jak nierzeczywisty sen: oczywiście dostałam dziecko, zdążyłam pocałować je w policzek. Ktoś mi wytłumaczył, że trzeba podać mu szybko leki i będzie przeniesiony do innego szpitala, kilometr stąd. A ja po cesarskim cięciu nie dałam rady przy nim być. Otrzymywałam tylko informacje: że mój syn dostał potrzebne leki, że stan jest stabilny i że samodzielnie oddycha co było dla mnie najważniejsze. Byłam z niego ogromnie dumna że jest taki dzielny i silny, do tej pory jestem. Czekaliśmy dwa miesiące żeby zabrać go do domu. Najgorsze dwa miesiące naszego życia.


 

Filip urodził się z wadą serca

 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Filipek urodził się 6 listopada 2015 r. w Łodzi z wrodzoną, złożoną wadą serca. Już kilka miesięcy przed jego urodzeniem rodzice wiedzieli, że ich dziecko czeka wiele.

Serce Filipka ma przełożone naczynia, z czym nie da się żyć. Niespełna miesiąc po urodzeniu przeszedł bardzo skomplikowaną, trwającą kilka godzin operację. Kardiochirurdzy podjęli się całkowitej korekcji wady, lecz nie wszystko poszło tak jak powinno… Nie udało się. Aktualnie jest wykonana tymczasowa plastyka, z którą dziecko może żyć. Przewidziana jest następna operacja na otwartym sercu Filipka, za dwa lata.

Aby Filip prawidłowo się rozwijał potrzebuje kosztownej rehabilitacji.  O szczegółach i o tym jak pomóc, możecie przeczytać tutaj.

Rodzice Filipka bardzo dziękują wszystkim lekarzom i pielęgniarkom, którzy wspaniale opiekują się ich synkiem.


Macierzyństwo Zdrowie

Boimy się menopauzy, bo ubywa nam kobiecości. Być może jest w tym jakiś błąd natury – kobiecość, to przecież o wiele więcej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 marca 2016
Boimy się menopauzy, bo ubywa nam kobiecości. Być może jest w tym jakiś błąd natury - kobiecość, to przecież o wiele więcej
Fot. istock / CaseyHillPhoto
 

Nadchodzi zawsze zbyt wcześnie i, zdarza się, obfituje w wyjątkowo nieprzyjemne dolegliwości. Menopauzie może towarzyszyć poczucie, że nie jesteś już nikomu potrzebna, że czas mija nieubłaganie, a tobie ubywa kobiecości. Mylnie postrzegasz ten okres jako straszną ostateczność, nie zauważasz, że to tylko przejściowy etap, jak każdy inny w twoim życiu. Jak opanować cały ten emocjonalny roller coaster? 

Menopauza (czyli ostatnia miesiączka) i poprzedzające ją klimakterium (zwane też przekwitaniem) nadchodzi, gdy przysadka mózgowa zwalnia tempo, jajniki nie uwalniają jajeczek, a więc kobieta nie może już zajść w ciążę. Pojawia się szereg uciążliwych objawów, a cały ten okres może trwać nawet 10 lat, warto więc zadbać o swój komfort w tym czasie w szczególny sposób.

Kiedy czujesz, że coś tracisz…

Co robić, gdy towarzyszy mu nieznośny ból duszy? Psycholog i terapeutka Aneta Orczyk przyznaje, że etap przekwitania jest dla kobiety etapem wyjątkowo delikatnym, również dlatego, że często zbiega się z różnymi życiowymi wydarzeniami, które wpływają znacząco na jej samopoczucie. To może być wyprowadzka dzieci z domu rodzinnego, śmierć rodziców, rozstanie z partnerem (jeszcze bardziej bolesne, jeśli odszedł do nowej, młodszej partnerki), a także pierwsze zauważalne, fizyczne objawy starzenia (siwe włosy, głębsze zmarszczki). Budujące jest to, że zamiast zamykać się w czterech ścianach panie, świadome tego co się z nimi dzieje na płaszczyźnie emocjonalnej, zaczynają szukać i korzystać z fachowej pomocy.

– Do mojego gabinetu zgłasza się coraz więcej pań w wieku od 40 do 50 lat, które mają objawy depresji i stany lękowe związane z uczuciem „przemijania” – mówi Orczyk. – Nam, kobietom jest wyjątkowo trudno: o ile u panów pierwszy siwy włos traktowany jest jako coś co dodaje uroku i męskości, w przypadku pań ciągle jeszcze dominuje (choć z tendencja spadkową) kult młodości i przekonanie, że o atrakcyjności fizycznej decyduje nieskazitelne, młode ciało. A w okresie okołomenopauzalnym nie tylko zaczynamy tracić młody wygląd. Natura odbiera nam jeden z podstawowych elementów naszej kobiecości: płodność. Nierzadko rodzi się sprzeczność i wewnętrzny bunt: czuję się młoda, chcę jeszcze żyć, kochać, uprawiać seks, a moje ciało wysyła sygnały, że przestaję być kobietą (tak właśnie, stereotypowo odbieramy moment, w którym tracimy możliwość zajścia w ciążę).

Nie trać wiary w swoją kobiecość

Być może jest w tym jakiś błąd natury: obecnie granice, w których uważamy kogoś za „młodego” są mocno przesunięte. 50-latki  są pełne sil witalnych  i energii, czują, że mogą przesuwać góry i zdobywać to, o czym marzą. Dzieci z reguły są już odchowane i samodzielne, dom pustoszeje, zaczynamy mieć czas na realizację naszych planów i pasji, ale spotykamy się z ograniczeniami. A niekiedy i wyjątkowo niekorzystnym zbiegiem okoliczności.

–  Kiedyś przyszła do mnie pani, o której można powiedzieć że posypało jej się wszystko – opowiada terapeutka.  – W okres klimakterium weszła wyjątkowo dotkliwie, ze wszystkimi możliwymi objawami (uderzenia gorąca, zasłabnięcia, nadmierna potliwość), dwa miesiące później dowiedziała się, że mąż zdradza ją od dłuższego czasu, a jej jedyna córka postanowiła ułożyć sobie życie na drugim kontynencie. Żeby tego było mało, podczas rutynowego badania wykryto w jej piersi guzek, który na szczęście okazał się nieszkodliwą zmianą. Proszę sobie wyobrazić jak wielki emocjonalny bagaż musiała unieść. I ta pani zjawiła się u mnie przekonana, że klimakterium to gwoźdź do trumny, ze  to już właśnie zaraz nastąpi koniec, teraz to już tylko śmierć lub szara wegetacja. A nie skończyła jeszcze 50 lat. Ponad rok pracowałyśmy nad odbudowaniem jej poczucia kobiecości.

Jak sobie radzić z poczuciem, że wraz z nadejściem okresu około menopauzalnego przestajemy być potrzebne naszym bliskim, pożądane przez partnerów, atrakcyjne dla siebie samych? Najwięcej zależy oczywiście od pozytywnego nastawienia i pogodzenia z przemijalnością różnych etapów w naszym życiu. One mijają, ale wraz z odejściem nie odbierają nam ani grama naszej kobiecości. Mimo częstych problemów ze spadkiem libido, menopauza nie oznacza przecież zakończenia aktywności seksualnej czy spadku naszej atrakcyjności fizycznej. Wszystko jest w naszej głowie. Badania jasno pokazują, że kobiety, które są zadowolone ze swojego życia doświadczają mniej dolegliwości w okresie menopauzy.

– Bardzo ważna jest praca nad akceptacją – mówi Aneta Orczyk. – Siebie jako kobiety ze wszystkimi tego konsekwencjami. Swojego dojrzewania się, starzenia. Wiele pań wstydzi się swojej menopauzy, bo w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze pokutuje takie podejście, że osoba, która się starzeje, to osoba niepotrzebna i nieatrakcyjna. Potraktujmy ten etap jako początek czegoś nowego: oto wkraczam w nieznany świat, przede mną  jeszcze mnóstwo fascynujących zdarzeń. Nie zamykajmy się na innych, nie rezygnujmy ze spotkań ze znajomymi, a jeśli czujemy taka potrzebę szukajmy wsparcia specjalisty. Przede wszystkim jednak pracujmy nad pozytywnym nastawieniem i podkreślajmy swoją kobiecość: ona nigdy nie przeminie.

I nie sposób się z tym nie zgodzić. Kobiecość to przecież o wiele więcej: miliony drobiazgów,  twoje słowa, sposób w jaki patrzysz na świat, gestykulujesz… Gdy ten trudny okres się skończy, nadal będziesz kobietą, tyle, że na innym etapie swojego życia.


Macierzyństwo Zdrowie

Dzień #11. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
17 marca 2016
Fot. Pexels/unsplash.com / CCO

Czartek to taki dzień tygodnia, kiedy niewiele już nam się chce i z tęsknotą wyglądamy w stronę piątku. A może, by czas minął nam szybciej warto zaplanować wieczorną wizytę na basenie. Kiedy ludzi już mniej, a my możemy popływać, posiedzieć w jacuzzi i skorzystać z wodnych masaży? Coś dla ciała – trochę ruchu i dla duszy – pełen relaks.

Woda masuje niemal każdy mięsień naszego ciała, a pływanie przynosi ulgę naszemu zmęczonemu ciału. Zachęcam bardzo mocno.

Kto jeszcze nie przyłączył się do naszej zabawy?


 

I jak? Chcecie naprawdę o siebie zadbać? Przyłączcie się do naszej wiosennej akcji: „Zadbaj o siebie naprawdę”.

My będziemy wam prezentować różne formy aktywności, a wy wysyłajcie nam zdjęcia, piszcie, jak o siebie dbacie, jak dbacie o swoje ciało, jak sobie radzicie.

ZADANIE KONKURSOWE:

Jest banalne. Wystarczy wrzucić pomysłowe zdjęcie Waszej aktywności na Facebooka z oznaczeniem #SlimemGO. Czy to rolek na nogach, czy pięknego widoku podczas spaceru. A może zdążycie zrobić fotkę w trakcie pogoni za autobusem, czy przy wchodzeniu po schodach? Liczy się pomysł. Te najciekawsze zostaną nagrodzone zestawami fantastycznych kosmetyków, które też pomogą Wam odwdzięczyć się ciału i zadbać o siebie w sposób wyjątkowy. W opisie zdjęcia, napiszcie nam w paru słowach, jak naprawdę o siebie zadbałyście tego dnia.

SZCZEGÓŁY NASZEJ AKCJI ZNAJDZIECIE TUTAJ

#SlimemGO

Fot. Materiały prasowe

Chcesz o siebie zadbać naprawdę? #SlimemGO.


Zobacz także

Bycie samotnym rodzicem nie jest łatwe. Coś o tym wiem…

9 pozornie sycących produktów, po których szybko dopadnie cię głód

Pierwszy trymestr życia dziecka – czemu jest taki ważny?