Zdrowie

Miewasz migreny? Nie powinnaś sięgać po czerwone wino

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 grudnia 2018
Fot. iStock/pogorelova
 

Jeśli cierpisz na bóle migrenowe, wiesz, jak straszny jest to ból i z pewnością starasz się znaleźć jego przyczyny. Okazuje się, że alkohol jest często wyzwalaczem migreny. 

W badaniu obejmującym 2197 pacjentów walczących z migreną okazało się, że prawie 36 procent uczestników uznało alkohol za jedną z przyczyn migreny. Większość pacjentów zgłosiła, że bóle migrenowe  ​pojawiały się po winie, zwłaszcza czerwonym.  Naukowcy odkryli również, że początek migreny po spożyciu alkoholu był szybki i zazwyczaj zajmował mniej niż trzy godziny. Natomiast prawie 90 procent pacjentów dostało migrenę w czasie poniżej 10 godzin, bez względu na to, jaki rodzaj alkoholu spożywali.

Według American Migraine Foundation, pacjenci z migreną mają tendencję do picia mniejszej ilości alkoholu niż osoby, które na nią nie cierpią. Wielu pacjentów z migreną unika czerwonego wina, ponieważ jest ono postrzegane jako główny alkoholowy czynnik wywołujący migrenę, co faktycznie potwierdzają badania. Co więcej, stwierdza się, że połączenie alkoholu ze stresem, wywołuje migrenę właściwie od razu. Oczywiście potrzebne są dalsze badania, aby w pełni zrozumieć, jak to, co pijemy wpływa na odczuwane bóle. Jedno podpowiadają naukowcy: jeśli cierpisz na migreny zapisuj, co jadłaś, piłaś, minimalizuj stres i obserwuj reakcje swojego organizmu, to może pomóc zminimalizować częstotliwość bólów głowy.


Zdrowie

Katarzyna Bujakiewicz: „Moja rodzina ma własna tradycję i jej się trzymamy. Najważniejsze, że wspólnie spędzamy ten czas”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 grudnia 2018
Mat. prasowe
 

O Świętach, własnych tradycjach i o tym, co w życiu najważniejsze, rozmawiamy z Katarzyną Bujakiewicz – aktorką, która jak mało kto, wie, co znaczy prawdziwe pomaganie.

Jak pamiętasz Święta, te z Twojego dzieciństwa?

U mnie Święta zawsze były bardzo rodzinne. Mieszkaliśmy z babcią, więc to do nas przyjeżdżały ciocie i wujkowie ze swoimi dziećmi. Zawsze było bardzo głośno i wesoło, ale też dużo zamieszania przy tak licznej grupie. Uwielbiałam to. Była choinka i Gwiazdor, bo w Poznaniu to on przynosi prezenty. Każdy miał swoje zadania, dzieci musiały przystroić choinkę i pomagać swoim mamom. Lubiłam te Święta. Pamiętam tylko, że mój ojciec popsuł mi kompletnie całą zabawę, jak miałam dziesięć lat, mówiąc, że Gwiazdor nie istnieje.

Naprawdę?

Tak. Doszli do wniosku, że jestem już za duża na to, żeby w niego wierzyć, więc mój tata rozebrał się i pokazał, że to on, a nie żaden Gwiazdor rozdaje prezenty. Wiadomo, że gdzieś podskórnie czułam, że to mój tata, ale miałam takie przekonanie w sobie, że Święta stracą całą magię, jak Gwiazdor przestanie do nas przychodzić. Zwłaszcza, że mój tata byś bardzo śmiesznym Gwiazdorem, każdego z czegoś odpytywał. Dzieci z tabliczki mnożenia, moją babunię z jakiegoś pacierza. Kiedy postanowił mi powiedzieć, że Gwiazdor nie istnieje, było mi bardzo smutno.

A do Twojej córki przychodzi Gwiazdor?

Niestety nie, bo nikt nie chce się za niego przebierać, a mojego taty już nie ma. Jednak ja nadal uważam tę tradycję za fantastyczną i dlatego co roku Gwiazdor pojawia się po cichu i w tajemniczy sposób zostawia prezenty pod choinką.

Z czasem Święta zaczęły się zmieniać?

Tak. Zmarła moja ukochana babunia, rodzice wyprowadzili się pod Poznań, ale mieli tam agroturystykę i to do nich wszyscy przyjeżdżaliśmy. Było równie urokliwie, bo dom stał w lesie. Zawsze była piękna choinka, do tych najmłodszych dzieci wtedy też przychodził Gwiazdor. Najważniejsze dla nas było jednak, że spotykaliśmy się całą rodzinną bandą w wielkiej sali z kominkiem i wspólnie spędzaliśmy ten czas.

A dzisiaj?

Odkąd poznałam mojego męża, mamy swoją tradycję rodzinną – wyjeżdżamy na Święta, bo ciężko o ten urok, który kiedyś był, zwłaszcza, jeśli chodzi o śnieg. Bardzo ubolewam nad tym, że trudno o białe Święta, więc my jeździmy w poszukiwaniu śniegu.

Poza tym czasy też się zmieniły. Ciągle jestem w biegu, kiedyś tego nie było, nie pracowało się aż tyle, więc też był czas na spokojne przygotowania. Teraz przeważnie wracam z Warszawy umęczona i naprawdę ostatnią rzeczą, o jakiej chcę myśleć, to lepienie pierogów, gotowanie barszczu i organizowanie Wigilii. Więc albo wyjeżdżamy do mojego ukochanego hotelu w Kołobrzegu, albo jedziemy w Alpy sami lub z przyjaciółmi i tam przygotowujemy coś świątecznego.

Odeszłaś od tradycji wyniesionej z domu…

I tak i nie. Bo już nie spędzamy Świąt w domu rodzinnym, w gronie najbliższych, ale wynika to też z tego, że przyzwyczajona od zawsze byłam do aktywnego spędzania świątecznego czasu. Święta w lesie, u moich rodziców, to nie było wielogodzinne siedzenie przy stole. Po Wigilii zawsze szliśmy na długi spacer. Jak pogoda pozwalała to na drugi dzień wyciągaliśmy sanki, można było pójść pobiegać. Podobnie jest w górach. Rano wszyscy organizują się na narty, na snowboard, a dopiero późnym popołudniem zaczyna się biesiadowanie, które i tak zazwyczaj kończy się walką na śnieżki na świeżym powietrzu. Nie lubię takiego objadania się, bierności przy stole i tylko zmieniania talerzy na nowe, żeby jeszcze więcej w siebie upchnąć.

Poza tym mam poczucie, że kiedyś inaczej ludzie żyli, mieliśmy inne możliwości. Teraz wyjazd nie jest problemem i z tego po prostu korzystamy. W tej naszej rodzinnej tradycji umacnia mnie też to, co często słyszę od moich znajomych: „a muszę iść do jednych dziadków, do drugich dziadków, odwiedzić ciocię”. W efekcie oni są umęczeni tymi Świętami, goszczeniem się. Ja natomiast z całym szacunkiem całuję moich najbliższych, daję im prezenty i wyjeżdżam. I tak nam jest super. Ważne, że jesteśmy po prostu razem.

Znana jesteś z tego, że angażujesz się w wiele akcji charytatywnych. Przed Świętami to pewnie urwanie głowy?

Oj tak, ale nie narzekam, bo kocham pomagać, tylko dlaczego wszyscy uaktywniają się w grudniu? (śmiech). Prawda jest taka, że najwięcej tych działań ma miejsce właśnie przed Świętami. Ale cóż, trzeba obdarować wszystkich, choć niestety z pewnych rzeczy muszę rezygnować, bo z jednej strony jest gala Szlachetnej Paczki, z drugiej jeszcze coś innego, a ja nie mogę być wszędzie. Muszę wybierać, co czasem wiąże się z dużym niezrozumieniem, ale nie wyobrażam sobie inaczej. Dlatego zamiast jechać do Warszawy, gdzie jest mnóstwo znanych osób, które wspierają różne fundacje, jadę pod Wrześnię do dziewczyny, która walczy z białaczką. Myślę, że tym sprawiłam jej ogromną radość, bo nie dość, że dostała prezenty, to jeszcze mogłyśmy usiąść i porozmawiać. W pomaganiu cenię sobie bardzo taki bezpośredni kontakt.

Poza tym przed Świętami, jak co roku, idziemy z prezentami na onkologię dziecięcą w Poznaniu z prezentami wraz z Drużyną Szpiku. Dajemy nie tylko zabawki, ale też rzeczy pierwszej potrzeby, włącznie z żywnością.

Nie przytłacza cię czasami ten ogrom pomocy, która jest potrzebna?

Muszę sobie z tym jakoś poradzić i to jest moja sprawa. Uważam, że unikanie tego tematu i udawanie, że nic się nie dzieje, niczego nie wnosi. Ktoś może powiedzieć: nie pomagam, bo jest to dla mnie za trudne, a co jeśli kiedyś usłyszy takie słowa, gdy sam będzie potrzebował pomocy? Bywa ciężko, ale wtedy sobie popłaczę, pójdę na fitness, pobiegać i ruszam dalej.

Skąd wziął się u Ciebie impuls do pomagania?

Prawda jest taka, że pomagając dużo dajesz, ale też wiele dostajesz. To są wyjątkowe rozmowy, spotkania… Dla mnie to ogromny przeskok, kiedy przykładowo we wtorek jestem na premierze w Warszawie, są celebryci, piękne suknie od największych polskich projektantów i rozmowy o niczym. A na drugi dzień jadę na wręczenie nagrody, pochwalę się – zostałam wolontariuszem roku, gdzie poznaję masę normalnych ludzi, którzy naprawdę pomagają i znają każdy przypadek, z jakim się stykają. Tak tam się spłakałam, bo ktoś pomaga seniorom, ktoś dzieciom, w szpitalu, szkoła angażuje się w akcje charytatywne… To jest tak wzruszające i pozwala mi nabrać dystansu do twego mojego świata. Poza tym cholernie mocno uczy pokory.

A jeśli mnie pytasz skąd chęć pomagania? Nie wiem, albo się ma empatię, albo się jej nie ma. Po prostu. W moim przypadku zaczęto się do mnie zwracać o pomoc. Pomyślałam: skoro masz znaną twarz, to chociaż ją wykorzystaj w dobrym celu. Osobiście zakochałam się w idei Drużyny Szpiku i promowaniu przez nich dawstwa, spodobało mi się, w jaki sposób mówią o tym, jak mądrze edukują. Ostatecznie sama do nich zadzwoniłam i powiedziałam, że chcę do nich dołączyć. A już za Drużyną poszły kolejne fundacje i koleni potrzebujący. Nie umiem odmówić, bo każdy przypadek jest ważny. Oczywiście chciałaby mieć więcej czasu i móc każdemu pomóc, ale nie jestem w stanie. Jednak właśnie dzięki pomaganiu mam wielu fajnych nowych przyjaciół, ciekawych ludzi dookoła i uczę się od nich wartościowych rzeczy. Nie gonię już za za tym wszystkim za czym można by było gonić, tylko staram się żyć tak, żeby się cieszyć z każdego dnia, a nie tylko walczyć nie wiadomo o co.

Czego byś sobie życzyła na Święta?

Hm, lista życzeń jest bardzo długa i konkretna, ale to wszystko sobie sama zorganizuję. Na Święta życzę sobie spokoju, ciszy, czasu na odpoczynek, a wszystkim zdrowia, ono jest najważniejsze, bo całą resztę można sobie samemu załatwić.


Zdrowie

Zestarzeć się razem – cudowne doświadczenie miłości dojrzałej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 grudnia 2018
Fot. iStock/Ridofranz

Dojrzała miłość jest miłością, której możesz doświadczać na co dzień, choć nie mówisz o niej zbyt często. Czujesz, że cię otacza, że zadomowiłeś się w niej jak w ciepłych kapciach, na ulubionej kanapie w wygodnym salonie. Ona po prostu jest, jako stały element twojego życia, trwa i sprawia, że odczuwasz coś, o co w dzisiejszych czasach coraz trudniej: bezpieczeństwo.

Miłość dojrzała to relacja, w której jednostka ma szanse rozwijać się jako osoba. Relacja jest przestrzenią do nauki i doświadczeń. Okazją do rozwijania więzi emocjonalnych i akceptowania słabości.

Życie dojrzałą miłością otwiera drzwi do samopoznania i empatii dla drugiego człowieka. W rzeczywistości rozwija nasze umiejętności społeczne i predysponuje nas do rozwoju emocjonalnego i społecznego.

Wszyscy znamy pary, które pozostają razem przez całe życie. To nie tylko pokolenie naszych rodziców i dziadków, takie związki zdarzają się również  i teraz. A jeśli porozmawiamy z nimi i zapytamy ich, co jest sekretem ich związku, z pewnością będą mówić  o wspólnej pracy nad relacją, o wzajemnej uwadze i czułości. W rzeczywistości fakt budowania życia we dwoje to ciężka. Praca, w której obie osoby muszą podjąć świadomą decyzję, aby zaangażować się w związek i dążyć do jego utrzymania.

Życie pary to długa podróż, ze wzlotami i upadkami i, oczywiście, przeszkodami, ale także z momentami wielkiej satysfakcjami. Ścieżka, którą można podróżować tylko od momentu, gdy oboje się na to zgodzimy gdy oboje podejmiemy tę samą decyzję.

Nie możemy zapominać, że z czasem zmienia się nie tylko nasze ciało i wygląd, ale zmienia się także miłość i uczucia, a to oznacza akceptację innych takimi, jakimi są. Ci, którzy żyją razem od lat, wiedzą, że sposób, w jaki okazujesz swoją miłość na początku związku, nie ma nic wspólnego z tym, jak kochamy kilkanaście lat później.

Dojrzała para doświadcza szeregu nowych okoliczności, które wiążą się ze znacznymi zmianami w życiu. Dzieci dorastają i żyją osobno. Lub, jeśli nadal mieszkają w domu, nie wymagają naszej stałej uwagi. Z drugiej strony, w pracy zaczynamy myśleć o przejściu na emeryturę. A organizacja domu jest łatwiejsza. To wtedy pojawia się drugie spotkanie z partnerem, ponieważ czas wolny staje się o wiele bardziej dostępny. To wtedy odkrywamy siebie na nowo, mamy siebie na wyciągnięcie ręki.

Dojrzała miłość jest prawdziwym zobowiązaniem do bycia autentycznym, wyrozumiałym i chętnym do wspólnej pracy dla wspólnego dobra pary. Zawsze szukaj równowagi między dawaniem a otrzymywaniem. Dojrzały związek ma na celu dopełnianie się, nie jest współuzależnieniem. Wzmacniają go małe rzeczy, drobne szczegóły. Monotonia i nuda są wielkimi wrogami miłości. Dzielenie się wspólnymi zainteresowaniami i działaniami, jeśli pamiętam, by zostawić każdemu z nas możliwość osobistego rozwoju, jest jednym z niezbędnych aspektów szczęśliwej relacji.

Dojrzała miłość nie jest dziełem przypadku. Jeśli o niej marzysz, zastanów się co możesz zrobić dla twojego związku, by spełnić to marzenie.


Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

„Jedzenie było ważne. Najważniejsze. I to nim koiło się ból i wynagradzało”. Portrety: Ksenia – kompulsywne objadanie

Czy wybaczanie innym nam popłaca?

Czy wiesz, że kleszcze atakują już cały rok?!