Zdrowie

Magnes, który diagnozuje. Czyli co ci powie rezonans?

Redakcja
Redakcja
27 stycznia 2016
Fot. iStock / skynesher
 

Jak nieinwazyjnie zajrzeć do wnętrza organizmu, dokładnie przyjrzeć się poszczególnym narządom i szybko wykryć wszelkie niepokojące zmiany, na przykład nowotwór we wczesnym stadium, które da się leczyć? Właśnie temu służy rezonans magnetyczny. To jedna z najdokładniejszych metod diagnostycznych, która w dodatku dziś wcale już nie wiąże się z koniecznością spędzenia kilkudziesięciu minut w bezruchu w wąskim tunelu hałasującego urządzenia. Jak obecnie wygląda takie badanie i czego można się dzięki niemu dowiedzieć?

Magnes, który diagnozuje

Rezonans magnetyczny wykorzystuje się między innymi w diagnostyce chorób ośrodkowego układu nerwowego takich jak stwardnienie rozsiane, demencje, tym choroba Alzheimera, nowotwory mózgu czy guzy rdzenia kręgowego. Pozwala on także na wykrycie patologicznych zmian i urazów w obrębie tkanek miękkich, schorzeń kostno-stawowych, patologii serca czy płuc oraz chorób dużych naczyń.

Warto jednak podkreślić, iż zazwyczaj nie jest to badanie, na jakie pacjent jest kierowany w pierwszej kolejności. Zwykle MRI zleca się dopiero wtedy, gdy inne metody, na przykład tomografia komputerowa, dały niejednoznaczne wyniki – mówi lek. Cezary Szary, specjalista radiologii i diagnostyki obrazowej ze Szpitala Medicover w Warszawie.

Diagnostyka to ponadto nie jedyny obszar, w ramach którego korzysta się z rezonansu magnetycznego. Jest on bowiem także ważnym narzędziem pozwalającym na śledzenie postępów leczenia.

W celu przeprowadzenia rezonansu magnetycznego pacjent kładzie się na specjalnym łóżku, które następnie wsuwa się do tunelu sporych rozmiarów aparatu.

Wytwarza on bardzo silne, ale nieszkodliwe dla zdrowia pole magnetyczne, pod wpływem którego atomy wodoru znajdujące się w ciele układają się w określony sposób – inny w zdrowych, a inny w chorych tkankach. Aparatura rejestruje to ułożenie i generuje na ekranie komputera dokładny obraz danego narządu wewnętrznego, a nawet struktur anatomicznych całego ciała. Wynik jest tak szczegółowy, że pozwala wykryć już niewielkie zmiany – tłumaczy lek. Cezary Szary ze Szpitala Medicover.

Cała procedura nie jest odczuwalna ani tym bardziej bolesna. Jest ponadto zupełnie bezpieczna dla zdrowia, bo podczas badania nie jest wytwarzane szkodliwe promieniowanie. 

Już nie w głośnym tunelu

Wielu osobom rezonans magnetyczny kojarzy się nieprzyjemnie – wszystko dlatego, że w pamięci mają przebieg badania z wykorzystaniem starszej aparatury. Ta oznaczała konieczność leżenia nieruchomo w bardzo wąskim tunelu i wstrzymania oddechu, by nie zniekształcić obrazu, a wszystko odbywało się w stosunkowo dużym hałasie emitowanym przez maszynę. Dziś już nie musi to tak wyglądać.

W najnowocześniejszych aparatach do MRI wdraża się rozwiązania techniczne i technologiczne, które zwiększają jakość obrazowania i wykrywalność patologii, ale też udogodnienia, które jednocześnie gwarantują pacjentowi dużo większy komfort – mówi lek. Cezary Szary.

Tunel, w który wsuwany jest pacjent, w nowoczesnych urządzeniach MRI ma znacznie większą średnicę. Dodatkowo posiadają one funkcję pozwalającą na wykonywanie tak zwanych cichych skanów. Dzięki temu hałas, który wcześniej można było porównać do wirującej pralki, zostaje dość znacznie zredukowany – słyszy się odgłosy na poziomie nie wyższym niż 3 decybele, czyli cichsze niż szelest liści przy łagodnym wietrze czy normalny oddech. Skoro już przy oddechu jesteśmy – dziś wcale nie trzeba go wstrzymywać, bo dzięki specjalnej aplikacji klinicznej na przykład zaawansowane badanie jamy brzusznej można wykonać, gdy pacjent swobodnie oddycha.

 Istnieją też wbudowane w aparaturę aplikacje, które pozwalają na wykonanie wysokojakościowych badań z eliminacją tak zwanych artefaktów ruchowych – nie trzeba więc cały czas leżeć nieruchomo. Nie ma też konieczności wsuwania do urządzenia najpierw głowy pacjenta – dla komfortu możemy ułożyć go w pozycji feet first, co oznacza, że do aparatu wjeżdżają najpierw jego nogi – dodaje.

Dzięki nowym technologiom badania MR trwają coraz krócej – w wielu przypadkach 10-20 minut.

Rezonans magnetyczny to niezastąpiony sposób na wykrywanie chorób w ich bardzo wczesnym stadium. Choć badanie to jest zupełnie bezbolesne, to jednak wielu osobom kojarzy się z dyskomfortem. Jeśli więc czeka nas wykonanie MRI, wybierzmy placówkę medyczną dysponującą nowoczesnym sprzętem, który daje dokładny obraz, a jednocześnie redukuje ewentualne nieprzyjemne odczucia do minimum.


Zdrowie

Do odważnych świat należy! 8 sygnałów świadczących o tym, że pora na zmiany

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 stycznia 2016
Fot. iStock / Martinan
 

Czujesz, że stoisz w miejscu. Albo jest ci źle, nic cię nie cieszy. Wiele razy miałaś poczucie, że ciągle wracasz do punktu wyjścia. I ciągle mówisz sobie, że to już koniec, że pora na zmiany, jednak… na słowach się kończy. Zamiast zastanawiać się jak długo jeszcze będzie trwała ta „huśtawka”, najwyższy czas podjąć decyzję. Czy to już, teraz, nadszedł czas na zmiany?

Przeanalizuj swoją codzienność i zobacz, czy dostrzegasz sygnały świadczące o tym, że to już.

1. Budzisz się i jesteś zmęczona

Bo trudno o sen, który przynosi odpoczynek, kiedy zmartwienie i uczucie, że nic nie jest tak jak trzeba nie pozwala ci zasnąć do pozna. A kiedy już się uda, to zamiast relaksujących marzeń sennych, dręczą cię koszmary. Szczęście męczy w inny sposób :).

2. Ciągle myślisz o przyszłości, zastanawiasz się „co by było gdyby” albo wspominasz przeszłość

Czyli nie skupiasz się na teraźniejszości, uciekasz od niej. Wolisz marzyć o tym, co i tak nigdy nie nastąpi, bo nie podejmujesz żadnych działań. Z drugiej strony „wybielasz” przeszłość, wspominając głównie to było w niej dobre, a problemy bagatelizujesz.

3. O swojej pracy (albo obowiązkach domowych) myślisz z coraz większą niechęcią

To naprawdę trudne. Wiesz, że codziennie musisz wstać i „tam” pójść, spotkać się z „tymi” ludźmi, wykonywać obowiązki, które nie przynoszą ci satysfakcji. Spróbuj przeanalizować swój zwykły dzień w pracy. Co stanowi największy problem? A może to czyjaś obecność (szefa, współpracownika) tak na ciebie działa?

4. Wiele razy słyszysz „Spokojnie, wyluzuj, odpuść”

Jeśli słyszysz to samo z różnych ust, coś jest na rzeczy. Pora zajrzeć w głąb siebie i zastanowić się czego powinna dotyczyć zmiana: podejścia do życia, do ludzi, braku optymizmu, braku odporności na stres…?

5. Jesteś zazdrosna o sukcesy innych ludzi

Bo ta zazdrość oznacza, że nie jesteś zadowolona z własnego życia. Trudno cieszyć się z innymi z ich dokonań, kiedy twoje życie, delikatnie mówiąc cię rozczarowuje.

6. Mało co cię cieszy

I czujesz, że czegoś ci trzeba, ale nie jesteś w stanie określić co by to mogło być. Twoja kreatywność spada, masz potrzebę zmian, ale nie potrafisz nakreślić ich kierunku.

7. Plotkujesz

Czyli prawdopodobnie twoje życie nie jest dla ciebie na tyle interesujące, by poświęcić mu tyle czasu, co życiowym rozterkom innych. Ciągłe wyszukiwanie błędów u innych i omawianie ich w węższym lub szerszym gronie to tylko zasłona dymna. Próbujesz ukryć coś, co chętnie byś zmieniła u siebie, ale wstydzisz się do tego przyznać, nawet przed sobą samą.

8. Nie przestajesz myśleć o tym, że przecież to nie może być wszystko, co cię w życiu spotka

I to uczucie niedosytu właśnie najczęściej prowadzi do realnych zmian. Głód „czegoś więcej” niż masz powoduje, że decydujesz się na pierwszy, drugi i następny krok. To taka mieszanka: trochę leku przed tym, że przeżyjesz życie i „nic się nie wydarzy”, trochę ciekawości dokąd ta zmiana może cię doprowadzić, trochę chęci zaryzykowania wreszcie, postawienia wszystkiego na jedną kartę.

Zmiany, te ostateczne, wymagają odwagi. Życzę jej wam więc, na zmianę z rozsądkiem i tą odrobiną szaleństwa. Jeśli czujecie, że to ten moment, nie trzymajcie się kurczowo i zachowawczo tego, co już dobrze poznaliście, ale co nie przynosi wam satysfakcji. W końcu mamy je tylko jedno, to nasze życie…


Zdrowie

„To ojciec uczy córkę kochać. To on tworzy z niej kobietę”. Słowo kobiety do każdego ojca

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 stycznia 2016
Fot. Flickr/mark sebastian / CC BY-SA

Drogi Tato, i inni mężczyźni, którzy jesteście ojcami,

Żałuję, że jako dziecko nie umiałam mówić i nie miałam w sobie mądrości, która mam dziś. Więc dla ciebie Tato, mężczyzno dorosłej córki, jest to lektura spóźniona (nic z tym już raczej nie zrobisz, choć pewnie możesz przeprosić). Ale dla innych? Zawsze jest szansa.

To ojciec uczy córkę kochać. To on tworzy z niej kobietę.

Słabo jest coś spieprzyć, prawda? Ogromna odpowiedzialność. To jakby się miało coś czystego, delikatnego i potem to pobrudzić. Jest świeżość, a potem syf. Łatwo o to. Dlatego nie wiem dlaczego niektórzy mężczyźni tak zaniedbują ojcostwo.

Trzeba mieć tego świadomość. Ja mam ogromne poczucie odpowiedzialności za syna. Wiem, że jestem dla niego wzorem miłości, bliskości. Nie niszczę tego, wiesz? A nie jestem łatwa, mam swoje demony, też mnie zżerają, jak twoje ciebie. Jednak odraczam złe słowa, chowam po kątach fochy, usypiam demony. Na tyle, na ile mogę. I oddycham. Wiedziałeś kiedyś, że oddychanie jest ważne? Tak, wiem, gdy miałam dziesięć lat nie było mindfulness, w ogóle bycie męskim oznaczało porywczość.

Może gdybyś oddychał zanim coś powiesz, umiałbyś być bliżej i cierpliwiej? Obok każdego/ każdej. Dzięki temu ja też umiałabym być bliżej. No ale cóż, pozamiatane.

Patrząc na ciebie mam co mężczyzn przemyślenia okropne, na szczęście dzięki mojemu mężowi wiem, że mężczyźni wcale nie są tacy jak ty. Że to tylko przypadkowa perspektywa. Dość smutna, bardzo na mnie wpływająca, ale jednak, którą da się przeskoczyć.

Fajnie, gdy kobieta to rozumie. Po latach walki ze sobą dochodzi do prostego wniosku. Rany, nie muszę tak żyć, wybierać takich facetów, a nawet jeśli mnie do nich ciągnie umiem sobie z tym poradzić. Takie proste słowa: to tylko mechanizm.

Znam wiele historii o ojcach. O ojcach bezwolnych, nieobecnych, przemocowych. O ojcach nadopiekuńczych, znikających, cichych, usługujących.  I w końcu o ojcach uważnych. Takich, których córkami powinnyśmy być wszystkie, my kobiety. Co to jest ojciec uważny? Cóż za pytanie. Jest. Wspiera, pomaga, pozwala dorastać, nie niszczy, a jednocześnie nie stawia ponad matkę czy inną kobietę. Skomplikowane.

Tak, wiem, nic o tym nie wiesz. Szkoda. Bo tylko prostota uczyniłaby ze mnie mądrą i szczęśliwą kobietę.

Zacznijmy od początku.

„Weź się w garść”, „Boże, co ty wyprawiasz?!”

(tonem pełnym zniechęcenia) mówiłeś, gdy upadałam na nartach i nie potrafiłam długo nauczyć się jeździć na rowerze.

To dlatego dziś boję się cokolwiek zaczynać. A najgorszy ból to świadomość, że ktoś mógłby mnie wyśmiać. I spojrzeć z tym samym rozdrażnieniem co ty kiedyś. A przecież wystarczyło powiedzieć: „dasz radę”.

Więc mężczyzno, który jeszcze nie jesteś ojcem dorosłej córki – próbuj być inny.

„Co za głąb. Czy do niej naprawdę nic nie dociera?!” 

(ze złością). I dziś nie lubię się uczyć, i choć wszyscy myślą, że jestem bardzo pewna siebie, gdzieś w środku czuję, że do niczego się nie nadaję. Ten lęk wiele razy podciął mi skrzydła. Nie zrobiłam nowego projektu, nie poszłam na kolejne studia, wiele rzeczy odraczam. Mam poczucie, że każdy w końcu dowie się, że jestem tępa.

A przecież wystarczyłoby powiedzieć: „spróbujmy jeszcze raz. To tylko wiedza, którą każdy może przyswoić”. To dałoby pewność i siłę, że mogę. Bo najbliższy mi mężczyzna wie, że mogę. A on, niestety, nie wierzył.

„Masz tak zrobić, bo tak”

(ostro) komunikowałeś, gdy pytałam: „dlaczego?”. Nie umiem dziś być od kogoś zależna. Gdy słyszę rozkazujący ton robię się agresywna. A w jakimś sensie wciąż jestem zależna.

A przecież wystarczyło wytłumaczyć dlaczego.

Może dzisiejsi ojcowie to zrozumieją.

„Dlaczego ona mogła, a ty nie?” (z rozczarowaniem)

To było zaraz po tych zawodach pływackich, gdy przegrałam z Ewą, chociaż bardzo mi zależało, żeby wygrać. Nie, to kłamstwo. Nie zależało mi. Robiłam to dla ciebie. Nie lubiłam uprawiać wyczynowo sportów. Ale ty nie obserwowałeś mnie bacznie tylko chciałeś, żebym spełniała twoje wyobrażenia o fajnej córce.

Dziś często rywalizuje z innymi kobietami, mam na ich punkcie kompleksy. Chociaż naprawdę dobrze pływam, jeżdżę na nartach, snowboardzie i robię wiele innych rzeczy.

A przecież wystarczyło spytać: Czujesz, że sport nie jest dla ciebie? Wtedy wiedziałabym, że jestem ważna. Że moje uczucia są ważne i nie muszę starać się spełniać oczekiwań innych. I lubiłabym sport tak po prostu.

„Zobacz jak ty wyglądasz?”, „Nie powinnaś tyle jeść”

(z dobrze ukrywanym, ale jednak obrzydzeniem). Tak, rozumiem, że lubiłeś szczupłe kobiety, że uważałeś, że to zdrowe. Jednak, gdy dziewczynka dorasta nie powinna widzieć w oczach taty braku akceptacji. Ciało to ciało. Może być grube, chude, można nad nim pracować. Byłoby łatwiej, gdyby dziewczynka wiedziała, że niezależnie od tego, jak wygląda jest dla taty tak samo piękna.

M. powiedział mi kiedyś, że przytulił swoją 18– letnią córkę i przez ułamek sekundy przytulał kobietę. Czuł jej piersi, jej biodra. Że się przestraszył. Bo nagle pomyślał, że ona jest kobietą. I że jest piękna. Tak, wiem, to tabu. Ale nic za tym nie szło. Przytulił ją. Jak ojciec córkę. I powiedział: jesteś śliczna, córeczko.

Tyle.

Ty się mnie trochę przestraszyłeś. Dziś to rozumiem doskonale. Wiem, że byłam piękna. Miałam taka śliczną buzię, tak idealne ciało. Przestałeś mnie przytulać. Mówiłeś: schudnij, zrób coś ze sobą.

Więc robiłam, pamiętasz?

Nie miałam dobrego wzorca, bo mama zawsze się siebie wstydziła. Do tej pory powtarza: mogłam być lepsza. Jaka lepsza? Miałeś idealną kobietę.

Tak ciało staje się dla kobiety tabu, bo najważniejszy jej mężczyzna (ojciec) nie akceptuje tych przemian. Ona się więc prasuje i zmienia, pracuje nad sobą, walczy o akceptację.

A przecież wystarczyło powiedzieć kiedyś:  jesteś fajna.

Tak jak tata mojej koleżanki, gdy zachwycała się jakąś aktorką powiedział: e tam, to ty jesteś piękna. I wspaniała.

No nic, Ty już za wiele zmienić nie możesz, inni mogą.

To wspaniałe usłyszeć od taty: jesteś super taka jaka jesteś. Taka kobieta umie stawiać warunki w miłości, umie kochać. Więc nie mów, że to próżne i mało ważne.

Ostatnio usłyszałam, że z rodziców trzeba brać to co dobre. Pamiętać rzeczy najlepsze. Więc, oczywiście, są rzeczy za które ci dziękuję. I bardzo polecam każdej kobiecie, by te rzeczy odnalazła. Nawet jeśli to jest porzucenie i podniesienie się po tym. To też tworzy nas. Bo skoro przeżyłyśmy utratę najważniejszego mężczyzny przeżyjemy utratę każdego.

Wiem, że opowiadam swoją historię dość egocentrycznie. Ale wszystkie mamy tę samą potrzebę. Chcemy bezpiecznego, stabilnego, kochającego ojca.

Tylko tyle. Chcemy ojca, który powie, że jesteśmy fajne, dobre i że możemy. Że damy radę. Ojca, który przytuli, zaakceptuje dorastanie, będzie.

Powie: idź, rozwijaj się, ale masz mnie. Gdyby każdy ojciec taki był,  nie cierpiałybyśmy. Nie szukałybyśmy. Nie wątpiłybyśmy. Jestem pewna. Kobieta kochana przez ojca jest po prostu silną kobietą. ZAWSZE.

Kochaj nie tak jak potrafisz, ale mądrze. To najlepsze co możesz w swoim życiu zrobić. 🙂


Zobacz także

Oczy ci się same zamykają? Zbyt krótko śpisz w nocy? Uważaj na skutki niewyspania

Dobry i zły cholesterol – jakie są normy? [Poradnik]

Co ci się dzisiaj śniło? To może świadczyć o twoim zdrowiu