Święta Wielkanoc

Śmigus-dyngus – skąd się wzięła i na czym polega tradycja? Czego nie wolno robić w lany poniedziałek?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 marca 2021
Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) - tradycja, kary
 

Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) to zwyczaj, za którym przepadają szczególnie młodsi. Polewanie wodą napotkanych osób bywa nie lada zabawą. Ten dzień należy potraktować z przymrużeniem oka i można z rozsądkiem nieco zaszaleć. Warto przy tym wiedzieć, skąd wywodzi się tradycja, jakie znaczenie ma śmigus-dyngus i gdzie leżą granice dobrej zabawy.

Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) — skąd wzięła się tradycja?

Śmigus-dyngus, znany również jako lany poniedziałek, pochodzi jeszcze ze słowiańskich tradycji. Praktykowany w Poniedziałek Wielkanocny, pozwala na dużą swobodę tego dnia, przy bezkarnym oblewaniu innych wodą. Początkowo symbolizował on powitanie wiosny, obmycie z chorób oraz był traktowany jako symboliczny obrzęd oczyszczający. Z nastaniem katolicyzmu na ziemiach polskich starano się najpierw wykorzenić pogańskie naleciałości wśród ludu, ale ponieważ starania nie przyniosły efektu, nowa wiara „przejęła” stary obrzęd, czyniąc go symbolem zmywania grzechu. Tym sposobem, jako jeden z licznych słowiańskich tradycji, śmigus-dyngus, obchodzony na różne sposoby, wrósł na stałe w polską tradycję.

Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) - tradycja, kary

Fot. iStock/Śmigus-dyngus (lany poniedziałek)

Śmigus-dyngus — na czym polega?

Osławiony śmigus-dyngus w świadomości ogółu opiera się na oblewaniu innych ludzi wodą. A że, jak mawia porzekadło „co kraj, to obyczaj”, obchody lanego poniedziałku różniły się nieco od siebie, w zależności od regionu kraju. Zwyczaj obchodzi się także w Europie, poza Niemcami i Austrią.

Skąd wzięła się nazwa?

Warto wyjaśnienia zacząć od samej nazwy śmigus-dyngus. O ile lany poniedziałek jest jasny w przekazie, druga nazwa zwyczaju, śmigus-dyngus, ma bardziej tajemnicze znaczenie. W dawnych czasach określały one inne, niezwiązane ze sobą zwyczaje. Słowo śmigus najpewniej pochodzi od staropolskiego wyrażenia śmigać, które oznaczało chłostę i pozwalało na symboliczne okładanie się nawzajem witkami wierzby. Z kolei dyngus zaczerpnięto z tradycji kolędowania, czyli odwiedzania domostw we wsi. Podczas radosnych odwiedzin kolędnicy otrzymywali jedzenie i picie. Szczególnie pożądane były pięknie zdobione jajka, będące symbolem nowego życia. Istnieje także inna teoria, doszukująca się pochodzenia zwyczaju z ziem niemieckich. Wg niej, słowo „dingnus” lub „dingnis” oznaczały „okup”, a  „schmacken” — „bić”.

Śmigus-dyngus — zwyczaje regionalne

Co ciekawe, w niektórych częściach Polski oblewanie się wodą rozpowszechniło się dopiero w XX wieku, czyli wyjątkowo późno. Na różnych obszarach śmigus-dyngus przebiegał nieco inaczej. Najbarwniejsze obchody miały miejsce na wsiach, tam woda lała się strumieniami. Elegantki z wyższych sfer zadowalały się symbolicznym skropieniem perfumami.

W okolicy Cieszyna głównie młodzi chłopcy oblewali dziewczęta wodą, a także z wyczuciem uderzali je witkami po rękach i nogach, „życząc” w ten sposób zdrowia. Bywało także, że panny lądowały w rzecze czy jeziorze. Wówczas traktowano to jako wyróżnienie dziewczyny, a panna, która pozostała tego dnia sucha, nie była zadowolona z tego faktu.

Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) - tradycja, kary

Fot. iStock/Śmigus-dyngus (lany poniedziałek)

Na Kaszubach w śmigus-dyngus kąpano się w jeziorze czy rzece, co miało zapewnić zdrowie. Po dziś dzień młode kobiety chłostane są w tych okolicach symbolicznie rózgami.

Śmigus-dyngus ciekawie obchodzony jest w Wieliczce. Tam mężczyźni przebierają się za Siudą Babę, która niegdyś pilnowała ognia w pogańskiej świątyni. Ponieważ była ona czarna od sadzy, przebierańcy z czarną twarzą, ubrani w łachmany, z batem w ręku, chodzą po domach i smarują sadzą twarze i dłonie mieszkańców.

Podobnie jest w południowej Małopolsce, gdzie w noc przed lanym poniedziałkiem po ulicach biegają przebierańcy, tzw. dziady śmigustne. Wyglądają i zachowują się niecodziennie. Poowijani w słomę, z maską na twarzy robią hałas blaszanymi rogami, zbierając datki do koszy niesionych na plecach i polewając napotkanych wodą. Ta specyficzna tradycja ma swoje źródło w historii, która się wydarzyła w okolicy wsi Dobrej. Właśnie tam pojawili się zbiegli z tatarskiej niewoli jeńcy, którym ucięto języki. Obcy okrywali się sianem zebranym na polu, chroniąc się przed zimnem. Tak wyglądających jeńców napotkali mieszkańcy Dobrej, którzy udzielili im pomocy.

Dzięki tym ciekawym obyczajom poddani im mieszkańcy mieli być zdrowsi, a kobiety bardziej płodne i piękniejsze.

Babski śmigus-dyngus (babski śmiergust)

Żeby nie było, że to mężczyźni chłostali i traktowali zimną wodą panie, to dzień po poniedziałkowych obchodach miał miejsce babski śmigus-dyngus. We wtorek to kobiety mogły „zemścić” się na panach, już bez nadawania temu szczególnego wymiaru. Ot, możliwość odegrania się za poniedziałkowe żarty.

Śmigus-dyngus (lany poniedziałek) - tradycja, kary

Fot. iStock/Śmigus-dyngus (lany poniedziałek)

Lany poniedziałek — czego nie wolno robić i jakie kary za to grożą?

Mimo iż tradycja ma się dobrze, obchody lanego poniedziałku nie są już tak swobodne jak kiedyś. Za zachowanie wykraczające poza normy można otrzymać mandat. Czym innym jest oblewanie się wodą w gronie najbliższych, co faktycznie uznawane jest za żart i dobrą zabawę. Natomiast wylanie wiadra wody na obcą osobę może skończyć się nałożeniem mandatu w wysokości od 20 zł do nawet 500 zł. Równie niemile widziane jest oblewanie rowerzysty, co może skutkować wypadkiem, a także wlewanie wody do mieszkania, klatki schodowej, samochodu, czy autobusów. Te zachowania także mogą zostać ukarane mandatem. Innym przykrym skutkiem jest uszkodzenie czyjegoś mienia wodą. Za takie wybryki w przypadku dzieci finansowo odpowiadają ich rodzice lub opiekunowie.


źródło: podroze.se.pl, www.naszeszlaki.pl, www.radiozet.pl 

 


Święta Wielkanoc

Odbijanie cudzych mężów zawsze kończy się źle. Czyli opowieść o tym, jak karma do mnie wróciła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 marca 2021
Fot. iStock/martin-dm
 

Doskonale pamiętam dzień, w którym powiedział jej, że odchodzi. Pozew był już złożony, a miejsce na jego ubrania w mojej szafie zrobione. Siedziałam na kanapie w salonie i czekałam aż przyjdzie. Nigdy nie byłam tak podekscytowana. Od teraz wszystko miało się zmienić. Koniec życia w ukryciu, koniec tajemnic i niepewnych planów na przyszłość. Nie zastanawiałam się, jak ona przyjmie tę wiadomość. Nie miałam skrupułów, bo już się nauczyłam, że życie jest jedno i trzeba walczyć o swoje szczęście. 

Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogłabym odbić innej kobiecie męża. Latami szukałam swojej drugiej połówki i liczyłam, że w końcu trafię na księcia z bajki. Jeden, drugi, piąty związek bez perspektyw… Zbliżałam się do 30-tki i powoli docierało do mnie, że zaraz przekroczę magiczny próg. Potem będzie mi jeszcze trudniej znaleźć sensownego faceta, z którym ułożę sobie życie. Większość moich koleżanek była już po ślubie. Miały lub zaraz miały mieć dzieci. Każda szczęśliwa, zakochana, spełniona. Bywałam w ich domach, widziałam ich partnerów i relacje między nimi. Szybko zrozumiałam, że fajni faceci są po prostu zajęci. Szybko wpadają w szpony kobiet. I wtedy pomyślałam sobie, że może warto poszukać miłości wśród takich mężczyzn? Przecież, jeśli kocha, to i tak nie odejdzie od żony. Ba! Nawet nie rzuci na mnie okiem.

Marka poznałam jakiś miesiąc później. Był przedstawicielem firmy, która współpracowała z moją. Zawsze miło zagadał, był szarmancki, przystojny i taki… ułożony. Podobał mi się, ale początkowo (ze względu na tę obrączkę) traktowałam go z dystansem. Pomyślałam sobie: „Dlaczego mielibyśmy nie poznać się bliżej?”. Najpierw były kawki, gdy przyjeżdżał do firmy. Z czasem siedział coraz dłużej. Rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Zaczęłam inaczej się ubierać do pracy, podkreślałam swoje kształty. Co tu dużo mówić – zaczęłam go uwodzić. Na początku liczyłam na seks. Pierwszy raz  odbył się dość szybko. Odwiózł mnie po pracy do domu, choć było mu nie po drodze. Wszedł na górę. Zaczęliśmy się całować za drzwiami.

Był zmieszany, mało mówił i szybko wyszedł. Ale był to naprawdę dobry, gorący seks, więc byłam pewna, że wróci. Nie pojawił się u mnie w pracy, ale przyjechał dwa dni później, wieczorem. Chciał porozmawiać. Mówił, że to był błąd, że ma żonę, dwoje dzieci, że przeprasza… Rozmowa zakończyła się w łóżku.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochaliśmy się w sobie po kilku miesiącach. Wtedy, gdy znaliśmy już swoje przyzwyczajenia, marzenia, plany, obawy. Zawsze mi się wydawało, że żonaci faceci dużo mówią kochankom o swojej rodzinie. U nas tego nie było. Ja nie pytałam, co mówił żonie, gdy znikał z domu na noc lub kilka dni. On sam z siebie też nie zaczynał tematu. Oboje wiedzieliśmy natomiast, że pewnych rzeczy nie wypada nam robić – na przykład wychodzić razem w miejsca publiczne. Nie dzwoniłam do niego, gdy był w domu, nie pisałam gorących SMS-ów. Nie byłam typową, szurniętą kochanką. Ale coraz gorzej znosiłam nasze rozstania.

Powoli docierało do mnie, że to nie jest sposób na życie. Że chciałabym stworzyć z nim rodzinę, urodzić dziecko. Zaczęłam o tym głośno mówić niecały rok od naszego pierwszego seksu. Zachowywał się standardowo. Mówił, że bardzo by chciał żyć ze mną, ale boi się, że żona odbierze mu dzieci lub że nie poradzi sobie bez niego finansowo. Że kredyty itd… Wtedy postanowiłam zaryzykować. Odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i nic mu o tym nie powiedziałam.

Zaszłam w ciążę bardzo szybko. Byłam młodą, zdrową kobietą, więc łatwo poszło. Do tej pory myśli, że po prostu mieliśmy pecha i znaleźliśmy się w tym niewielkim odsetku par, które spłodziły dziecko mimo zabezpieczenia. Osiągnęłam swój cel, bo moja ciąża skłoniła go do odejścia od żony. Cieszył się na myśl o dziecku ze mną, widziałam to. Odżył. Chciał zacząć wszystko od nowa, więc zaczęliśmy.

Ich rozwód był pełen napięć. Nie wtrącałam się, nie było mi to do niczego potrzebne. Miałam tę kobietę w nosie. Czasem przejmowałam się jego dziećmi, bo nie chciały mieć z ojcem kontaktu. Batalia sądowa trwała bardzo długo i ostatecznie wszystko skończyło się, gdy Maja miała już rok. Nigdy, w żadnej sytuacji nie winił mnie za rozpad małżeństwa. Nigdy nie powiedział, że żałuje. Byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy ślub, ale dopiero wtedy, gdy córka będzie starsza, bo zamarzyło mi się, żeby niosła obrączki.

Czy byłam krytykowana? Oczywiście. Nawet moi rodzice nie mogli pogodzić się z tym, że związałam się z żonatym facetem. Koleżanki z pracy straszyły, że karma wróci. Nawet nie chcę myśleć, jak mówiła o mnie była żona Marka. Ale tłumaczyłam sobie, że nie ja pierwsza i nie ostatnia. Że tak się po prostu zdarza.

Nie sądziłam wtedy, że moje słowa będą prorocze.

Nie byłam ostatnią kobietą w życiu Marka. O jego romansie dowiedziałam tuż po trzecich urodzinach naszej córki. Miał nową pracę, był handlowcem i dużo jeździł po Polsce. Nie dziwiło mnie więc, że często nie było go w domu. Ona nie miała takiej klasy jak ja. Nie chciała żyć w cieniu. Któregoś dnia po prostu napisała do mnie na Facebooku, kim jest i co nocami robi z moim mężem w łóżku.

Od tamtej pory minęło już pięć lat. Pewnie dlatego piszę o tym z takim spokojem. Dziś, gdy emocje już dawno opadły, potrafię zrozumieć, co tak naprawdę się stało i dlaczego nasze losy tak się potoczyły.

Oczywiście, że byłam wściekła, zazdrosna i załamana. Przecież on zdecydował się porzucić dla mnie rodzinę, to chyba wystarczający znak, że kochał mnie szczerze?

Nie. To był znak, że ten człowiek nie ma żadnych zasad. Nie wie, czym są wartości moralne. Wtedy wydawało mi się, że to miłość.

Dziś wiem, że nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu. I wiem też, że jeśli facet raz dał się „odbić”, to drugi raz też wchodzi w grę. Być może wtedy byłam lepsza od jego żony, ale szybko znalazła się inna, która była lepsza ode mnie.

Karma wraca. Do mnie wróciła pięć lat temu. Teraz nadeszła pora, żeby karma wróciła do niego. Zasłużył na to po tym, co mi zrobił.


Święta Wielkanoc

Święconka wielkanocna – co powinno znaleźć się w koszyku?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 marca 2021
Święconka wielkanocna - symbolika, co włożyć do koszyka
Fot. iStock

Święconka wielkanocna to jeden z bardzo ważnych symboli świąt Wielkiej Nocy. Nie może w niej zabraknąć pokarmów, które dla osób wierzących przedstawiają istotną symbolikę. Istnieje zasada, która określa, jakie pokarmy obowiązkowo powinny znaleźć w koszyku. Dodatkowo,  zależności od regionu, dodawano także inne, często charakterystyczne dla niego produkty.

Wielkanoc jest najważniejszym świętem chrześcijańskim, symbolizującym czas zbawienia, odrodzenia i nadziei. To szczególnie radosne święto, ponieważ zmartwychwstanie Chrystusa jest postrzegane jako symbol zwycięstwa nad grzechem i śmiercią. Wiąże się w tym wiele ciekawych tradycji, wśród których króluje koszyczek wielkanocny, tzw. święconka wielkanocna, związana ze święceniem pokarmów w Wielką Sobotę.

Święconka wielkanocna - symbolika, co włożyć do koszyka

Fot. iStock/Święconka wielkanocna

Święconka — skąd wziął się ten zwyczaj?

Tradycja święcenia pokarmów sięga czasów wczesnego średniowiecza, ale na ziemie polskie dotarła dopiero w XIV wieku. Wieki temu święcenie pokarmów wyglądało zupełnie inaczej, niż obecnie. Początkowo zwyczaj praktykowany był wśród szlachty, która zapraszała do swoich dworków kapłana, który święcił wszystko to, co miało znaleźć się na świątecznym stole. Mniejsze ilości pokarmów wynoszone były na obrusie przed dom, i tam je święcono. A warto wspomnieć, że szczególnie u bogatej szlachty obłożenie świątecznego stołu mogło przyprawiać o zawroty głowy. Można było znaleźć tam różne mięsiwa — szynki, kiełbasy, a nawet całe pieczone prosiaki i upolowaną dziczyznę. Pojawiały się ryby, sery, jaja, a także chleb, ciasta, miód, wino i różne smakołyki. Z czasem praktyka uległa zmianie — zredukowaną ilość produktów do poświęcenia włożono do koszyków i wyprowadzono do kościoła w Wielką Sobotę.

Święconka  — znaczenie pokarmów

To, co można naleźć w koszyku wielkanocnym nie może być dziełem przypadku. Zgodnie z tradycją święconka musi obejmować baranka i podstawowe pokarmy: jajka, chleb, ciasto, wędlinę, ser, chrzan oraz sól. Każdy z nich ma swoją symbolikę ugruntowaną w tradycji, o której należy pamiętać.

Święconka wielkanocna - symbolika, co włożyć do koszyka

Fot. iStock/Święconka wielkanocna

Co włożyć do koszyka wielkanocnego?

Jajka – to najważniejszy element koszyka wielkanocnego, nie można sobie wyobrazić bez nich święconki. Jajka oznaczają płodność, są symbolem odradzającego się życia, a także zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią;

Chleb – również symbolizuje Chrystusa, co nawiązuje do  Eucharystii, oraz jest wspomnieniem cudownego rozmnożenia chleba na pustyni, gdy Jezus nakarmił nim zgromadzonych. To ważny składnik święconki, ponieważ stanowi także podstawowy pokarm, którego nikomu nie powinno zabraknąć. Święcić należy chleb (mały chlebek lub kawałek większego), który następnie trafi na śniadanie wielkanocne.

Babka wielkanocna – trafiła do koszyka ze święconką najpóźniej. Jeśli nie ma babki, można włożyć kawałek innego ciasta, najlepiej domowego. Symbolizuje to ludzkie umiejętności;

Wędlina – święconka powinna zawierać także wędlinę (kiełbasę lub kawałek szynki), jako znak dobrobytu oraz symbol baranka, którego Chrystus i jego uczniowie spożywali podczas Ostatniej Wieczerzy. To również oznaka zakończenia postu;

Baranek — z dołączoną do niego czerwoną chorągiewką, nie powinien być plastikową ozdobą. Najlepiej, by był tworzony z ciasta lub masy cukrowej, czekolady lub marcepanu, postrzegany jest jako symbol Chrystusa Zmartwychwstałego, pokory i łagodności;

Chrzan – symbolizuje siłę fizyczną i witalność;

Sól – święconka powinna zawierać również sól. Jest ona symbolem ochrony przed złem, oraz znakiem oczyszczenia.

Święconka wielkanocna - symbolika, co włożyć do koszyka

Fot. iStock/Święconka wielkanocna

Święconka — co jeszcze można włożyć do koszyka?

Zazwyczaj podstawowe pokarmy wkładano do wielkanocnego koszyka były te same w Polsce. W zależności od regionu wkłada się do koszyka także ser, uznawany za symbol  przyjaźni między człowiekiem a siłami przyrody, świadectwem gospodarności człowieka i zasobności. Na Śląsku do święconki dodawano kołocz, czyli regionalne tradycyjne ciasto.

Święconka pozwala także na dołączenie do podstawowych pokarmów także inne produkty. Widuje się niekiedy masło, słodycze, miód czy pieprz. Święcone bywają także owoce, woda, oliwa i ocet. Ponadto w koszyku wielkanocnym nie powinno zabraknąć gałązek bukszpanu, które symbolika oznacza radość i nadzieję na zmartwychwstanie. Mogą pojawiać się także bazie lub gałązki mirtu. Święconka może być również ozdobiona wydmuszkami, kolorowymi wstążkami czy serwetką. Zdecydowanie nie wolno wkładać do święconki alkoholu oraz przedmiotów użytkowych.


źródło:  smaczny.pl,kuchnia.wp.pl 

 

 


Zobacz także

TOP nowości prezentowe od Remington. Prezentownik Oh!me 2018

„I poczułam, że jeśli teraz czegoś nie zrobię, to nie wstanę od stołu do niedzieli”

Piękna, piękniejsza, najpiękniejsza! Wyczaruj uśmiech i podaruj coś bardzo kobiecego! Oh!Prezenty