Lifestyle Psychologia

Jak zachowuje się dorosły, który dorastał w toksycznym środowisku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 czerwca 2018
Fot. iStock/spukkato
 

Kiedy dziecko rodzi się w stabilnym, spokojnym środowisku, a nie toksycznym jest znacznie mniej narażone na długotrwały stres i niepokój. Ten „wyższy próg bezpieczeństwa”, który dostajemy w dzieciństwie jest konieczny, abyśmy nabrali poczucia własnej wartości i pewności siebie. Silny fundament charakteru pozwala dziecku stać się samowystarczalnym, niezależnym i samorealizującym się. Krótko mówiąc, jakość życia rodzinnego sprawia, że ​​dziecko jest szczęśliwe. Gdy jednak dorastamy w toksycznym otoczeniu,  istnieje większe prawdopodobieństwo, że jako dorośli będziemy mieli problemy z kontrolą impulsów, a także życiem społecznym. 

5 możliwych zachowań osoby dorosłej, która dorastała w toksycznym środowisku

Strach przed manipulacją

Toksyczne środowiska rodzinne często wymagają pewnego stopnia manipulacji między członkami rodziny. Manipulacja jest formą przemocy emocjonalnej. Ciągłe narażanie się na przemoc emocjonalną może wywołać lęk; w tym przypadku strach przejawia się w formie unikania konfrontacji.

Brak własnej tożsamości

Abraham Maslow, twórca Hierarchii Potrzeb, wymienia „szacunek” jako jeden z pięciu krytycznych elementów, zaraz obok fizjologii, poczucia bezpieczeństwa i miłości, poczucia przynależności oraz samorealizacji.

Poczucie bezpieczeństwa, wraz z miłością i przynależnością, ma głęboki wpływ na poczucie naszej wartości. Co więcej, według Maslowa, jeśli nie jesteśmy szanowani jako dzieci, prawdopodobnie nie zrealizujemy w pełni swojego potencjału ani talentów.

Trudności z zaufaniem

Kiedy ktoś jest wychowywany w atmosferze, w której nie ma zaufania, może to z pewnością wpłynąć na jego zdolność do ufania innym. Brak zaufania to z kolei istotna przeszkoda w nawiązywaniu i utrzymywaniu zdrowych relacji.

Problemy z interakcjami społecznymi

Dorośli wychowani w rodzinach dysfunkcyjnych bardzo często mają trudności w tworzeniu i utrzymywaniu bliższych związków, utrzymywaniu pozytywnej samooceny, boją się utraty kontroli i zaprzeczają swoim prawdziwym uczuciom.

Lękliwe zachowania

Rodziny dysfunkcyjne nie zapewniają poczucia bezpieczeństwa, którego potrzebują dzieci. Długotrwałe poczucie niepewności często prowadzi do rozwoju zaburzeń związanych z lękiem. Ich objawami są: trudności z koncentracją, bóle głowy, drażliwość, napięcie mięśniowe, pocenie się, ciągłe zamartwianie się i napięcie oraz uczucie niepokoju.

Jeśli uważasz, że cierpisz w wyniku doświadczeń z dzieciństwa, powinieneś sporządzić listę zachowań i emocji, które chciałbyś zmienić. Następnie zacznij pracować nad poprawą reakcji na niechciane myśli i uczucia.


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Lifestyle Psychologia

Panie Pośle, klaps to też przemoc

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
5 czerwca 2018
Fot. iStock / FatCamera
 

Drogi Panie Pośle Czabański,

Ponieważ wygłasza Pan swoje poglądy wychowawcze mówiące o tym, że „klaps pomaga w rozpieszczaniu dzieci” , zastanawiam się, czy te słowa wynikają z Pana niewiedzy, czy może też to po prostu niefortunna wypowiedź zabieganego posła (mam nadzieję, że to ostatnie).

Nie jestem jednak tego pewna, więc na wszelki wypadek, gdyby jednak wierzył Pan w to, co mówi, kilka faktów dla Pana i innych osób podzielających Pana opinie:

1.

Po pierwsze, nie bójmy się mówić, że klaps to bicie. Wszelkie dyskusje na ten temat nie mają sensu. Klaps to przemoc fizyczna, bicie to przemoc fizyczna. Dawanie klapsów dzieciom to stosowanie formy przemocy. Różnicowanie na lekkie, mocne klapsy czy lanie to zwykła racjonalizacja. Uderzenie dziecka to zawsze naruszenie jego cielesności i upokorzenie.

2.

Klapsy nie są metodą przynoszącą pozytywną i trwałą zmianę. Większość badań na całym świecie potwierdza, jak szkodliwie klapsy wpływają na psychikę, ale przede wszystkim jak bardzo nie powodują budowania zrozumienia i moralności u dziecka. Podświadomie wpajają maluchowi, że złe postępowanie nie jest dopuszczalne tylko i wyłącznie ze względu na spodziewanego klapsa. W wyniku takich metod dzieci nie eliminują niepożądanych zachowań, lecz uczą się je powstrzymywać tylko w obecności dorosłego, który wzbudza strach. Zachowania są nadal powielane, ale w stosunku do słabszych.

3.

Bite dzieci częściej wyrastają na bijących dorosłych. Łańcuszek agresji wędruje z pokolenia na pokolenia, a upokorzenie staje się udziałem kolejnych rodzących się dzieci w tych rodzinach, które odreagowują potem w stosunku do swoich potomków.

4.

Dzieci wobec których stosuje się klapsy jako metodę wychowawczą częściej doświadczają problemów psychicznych i społecznych. Wykazują zachowania aspołeczne, stają się agresywne wobec rówieśników, lękowe lub depresyjne. Repertuar konsekwencji psychicznych jest naprawdę szeroki. Zachęcam Pana do zajrzenia do Rzecznika Praw Dziecka, który zrobił wiele edukacyjnych akcji na ten temat.

5.

Rodzice biją najczęściej nie dlatego, że racjonalnie uznają klapsy jako skuteczne (to już ustaliliśmy, że skuteczne nie są), ale dlatego, że sami nie radzą sobie z własnymi emocjami. Klaps to najczęściej działanie w afekcie, gdy rodzic jest zdenerwowany, bardzo zdenerwowany lub działa w jeszcze większym uniesieniu. Uderzenie dziecka paradoksalnie przynosi mu ulgę. Na chwilę, bo zaraz potem czuje się podle, a jeśli tak nie jest to znaczy, że sam powinien sięgnąć po pomoc psychologiczną. Planowane i odraczane klapsy to już przemoc pełną gębą. Lanie na zimno pamiętają prawie wszystkie dzieci jako wydarzenie traumatyczne w swoim życiu.

6.

Dzieci bite to dzieci, które doświadczają upokorzenia od najkochańszego człowieka w na świecie, dlatego czasami nazywa się to „siniakami na mózgu, które zostają do końca życia”. To destrukcyjna lekcja kochania, który uczy tego, że miłość nie może bezpieczna, dobra, przewidywalna, pełna ufności i najlepszych uczuć. To miłość czujna, warunkowa, pełna napięcia, złości, upokorzeń. W taki sposób te dzieci uczą się kochać innych.

7.

Dzieci bite mają więc najczęściej niską samoocenę, myślą o sobie, że nie zasługują na miłość, są niewystarczające dobre, słabe, nierzadko stają się ofiarami w grupie i swoich intymnych związkach. Czasami jako mechanizm obrony przyjmują rolę oprawcy, aby poradzić sobie z poczuciem słabości i niższości, ale ich jakość życia jest tak samo niska.

8.

Rodzice często racjonalizują swoje metody mówiąc „Byłem bity i wyszedłem na ludzi”. To szkodliwy slogan, często uogólnienie, które nawiązuje do tych kilku przypadków, gdy udało się bezboleśnie przejść przez życie. Pokusiłabym się o zajrzenie do tych głów i domów, domyślam się, że to „wyjście na ludzi” mogłoby okazać się jednak dwuznaczne.

9.

To tylko czubek góry lodowej. Reszta dzieje się w gabinetach psychoterapeutycznych i w dramatach ludzkich. Nie da się opisać w jednym artykule wszystkich konsekwencji bicia, zawsze czynnikiem różnicującym będzie człowiek, jego osobiste zasoby, ludzi, których spotkał po drodze i zawsze obecny czynnik losowy.

Ja, Panie Pośle, dziwię się, że nie czuje Pan odpowiedzialności społecznej, która wynika z pełnionej przez Pana roli i głosi Pan takie herezje. Rodzice, którym zdarzyło się uderzyć i czują, że było to złe, prawdopodobnie zlekceważą Pana słowa. Ale czy weźmie Pan odpowiedzialność za ulgę i rodzaj przyzwolenia, który niosą Pana słowa wobec regularnie lejących swoje dzieci rodziców? A kiedy zdarzy się dramat, bo ręka będzie za ciężka, a dziecko na jej dźwignięcie za małe- co Pan wtedy powie?

Małgorzata Ohme, psycholog dziecięcy i rodzinny.

Redaktor Naczelna Onet Kobieta


Lifestyle Psychologia

Czy z nami – kobietami, naprawdę tak trudno wytrzymać? Fajna żona ma kilka własnych zasad

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 czerwca 2018
Fot. iStock / KristinaJovanovic

Wieczór, SMS: „Jesteś w domu?”. No jestem, „wpadaj” – odpisuję. Przyjaciółka, jak o 20-tej pyta czy mam dla niej czas, to znaczy, że coś się dzieje.

– Mam dość – zaczyna od progu. – Mam dość, wyprowadzę się, przysięgam, zostawię go, niech sobie sam gacie pierze – mówi. – Ej, ale on robi pranie u was w domu – przypominam jej. – Przestań, wiesz o co mi chodzi, te gacie to metafora naszego życia. Nie pytając otwieram wino czekając aż ochłonie.

Obraził się, jak ona wspomniała, że prania nie powiesił, chociaż był w domu szybciej. I mleka nie schował rano, znowu jest do wyrzucenia. – Jeny, czy naprawdę wszystko muszę mu pokazywać palcem! – ciągnęła. – Czy on nie może się domyślić, zobaczyć czegoś więcej poza czubkiem własnego nosa!

Są fajnym małżeństwem, serio, choć jak widać czasem wybuchowym. Ona się wkurza, on jej mówi, że z nią się żyć nie da, a po kilku godzinach, a najczęściej po nocy, znowu jest okej, do kolejnego razu. Kiedy to ona na przykład strzeli focha, że jej do kina nie zabrał, choć wiedział, że akurat ten film chciała zobaczyć. Do kina w efekcie idzie ze mną, więc zawsze trochę się nasłucham.

– Ej, a nie myślisz czasami, że to jednak trochę przez nas? – spytałam idąc po drugą butelkę wina. – Co przez nas? – zdumiona. – No że czasami przez nas oni są tacy nie do wytrzymania?

Usłyszałam, że ja to chyba na łeb upadłam, że przecież piorę, gotuję, sprzątam, pracuję, jak mogę coś robić nie tak, a jak już na coś siły nie mam, to on powinien to zrozumieć. I się postarać. – Ale nie stara się? – nie daję za wygraną. – Oj stara, ale mógłby zawsze więcej, no nie. No tak. W sumie mógłby.

Jakoś się uwzięłam tej myśli. – Słuchaj, czy my – kobiety, naprawdę jesteśmy takie straszne? – spytałam moje męża myśląc: „O rety stąpasz po kruchym lodzie…”.

– Że co?

– No wiesz, że ciężko z nami wytrzymać.

– A ty co znowu?

– Co ja znowu, co ja znowu. Normalnie pytam, bo mnie to ciekawi. Może też masz mnie dosyć, tylko tego nie mówisz.

– Jak gadasz takie bzdury, to mam cię dosyć.

Dobra, głęboki oddech, trzy, dwa jeden.

– Oj wiesz, o co mi chodzi.

Jasne, że wiedział, tylko uwielbia (a ja nienawidzę), jak się ze mną droczy.

– Chcesz kawę na ławę.

– No tak.

No to dostałam… Usłyszałam, na co narzekają faceci, co my byśmy mogły zrobić, a nie tylko zwalać winę na nich i mówić, że jak coś się wali, to tylko przez nich. I gdyby zebrać to wszystko razem, to powstaje nam kilka zasad dla fajnej żony, może warto wziąć je sobie do serca i trochę zerknąć na siebie.

Nie krytykuj

To jeden z naszych grzechów głównych. Krytykujemy jego metody wychowawcze, to jak się ubrał, jak zaproponował spędzenie wieczoru.

„Też wymyśliłeś z tymi dziećmi, ciekawe, kto teraz będzie musiał tego pilnować”.

„Serio – w tym wychodzisz? Nie masz jakieś innej koszuli?”.

„Daj mi spokój z filmem, padam na twarz, a jeszcze muszę nogi ogolić”.

Faceci mówią, że wiele zdań w podobnym tonie potrafmy z siebie wyrzucić każdego dnia. Nic nam się nie podoba i dziką satysfakcją o tym mówimy.

Nie podcinaj skrzydeł

„No tak, jasne, dzięki ci za to śniadanie, jak i tak muszę cały ten syf posprzątać” – nie dziw się, że on później śniadania już ci nie zrobi. Albo nie powiesi prania, jeśli czepiasz się, że spodnie nie wiszą ze spodniami, a koszulki z koszulkami. Za „Ale to inaczej będzie schło?” – można zostać zamordowanym przez kobietę wzrokiem.

Nie każ się domyślać

Podobno faceci uważają, że mamy to we krwi, bo nijak tego wyplewić się nie da. „Już tej zmywarki to opróżnić nie mogłeś” – mielisz w zębach rzucając talerzami i wściekając się, że on się nie domyślił. „Ja nawet nie wiedziałem, że ona jest pełna” – czasami próbują się bronić. „Nie mogłeś się domyślić i zajrzeć?”. Tja, i koniec rozmowy, foch na trzy dni, żeby popamiętał, że nie ma co się nawet odzywać.

Mów wprost

„Wypakuj zmywarkę” – taki SMS by wystarczył podobno. Faceci tłumaczą, że oni nie mają tylko szufladek w głowie otwartych. Musi być jasno i na temat. Nie potrafią jednocześnie gotować obiadu, rozmawiać przez telefon i jeszcze wysłać maila (ależ mi trudność, prawda?). Ale cóż, możemy się na to wkurzać, obśmiewać, ale tego nie zmienimy. Podobno lepiej powiedzieć: „Nie mam dzisiaj ochoty na seks” niż udawać, że jest nam dobrze. Mów wprost, mów wprost, mów wprost. Dobrze by było, gdybyśmy wyryły to sobie w głowie.

Pochwal

Dreszczy dostaję na to „pochwal”, ale kurczę może faktycznie coś w tym jest. Obrywają ci faceci od nas, cały czas są nie tacy jak być powinni, cały czas gdzieś zawodzą, coś zawalają. A jak zrobią coś ekstra, to liczą nagle na pochwały. Kurde. Ale podobno, jeśli powiemy: „Dzięki, że pamiętałeś”, „Super, że to zrobiłeś” – to im chce cię więcej takich rzeczy robić, muszą tylko wiedzieć, że zmierzają w dobrym kierunku. Eh, może by tak spróbować?

Przejmij stery

„Bo wy to tylko czekacie, aż my coś zrobimy”. No kurde, czekamy. „A nie możecie same wyjść z inicjatywą, czegoś zaproponować?”. Chcesz iść do kina – kup dla siebie i dla niego bilety i napisz SMS-a, że wychodzicie. Podobno następnym razem, on wyjdzie z inicjatywą. Chcesz, żeby cię więcej przytulał – sama zacznij się przytulać do niego. I tak dalej. Oni też czekają na nasze propozycje, na pokazanie im, że chcemy coś wspólnie zrobić, że nam na nich zależy, a nie tylko na dzieciach, praniu, sprzątaniu i gotowaniu.

Wspieraj

Faceci potrzebują wsparcia – to usłyszałam. Oni wcale nie są tacy pewni siebie, jakby się nam wydawało, są też bardziej wrażliwi, niż pokazują na zewnątrz i też się boją. Oni tego nie mówią, a my nie mamy zielonego pojęcia, może dlatego czasami dajemy sobie używanie podważając ich kompetencje, umiejętności, ironizując na temat ich możliwości. Kurczę… fakt, bywamy okrutne, a nie wspierające.

Hmm, nie jest łatwo przyjąć krytykę, ale jeśli chcemy mieć fajny związek, to trzeba też popracować nad sobą, siebie, a nie innych chcieć zmienić. Od znajomego psychologa usłyszałam kiedyś: „Wiesz, jaki jest największy komplement dla faceta? Powiedzieć mu: Jestem z ciebie dumna”. Więc mówmy im, że jesteśmy dumne z tego, kim są i ile dla nas znaczą. W końcu – to przecież nic nie kosztuje, a można wiele zyskać. 😉


Zobacz także

Akcja „Bądź dobra dla… siebie. Kto dołącza? Tydzień pierwszy, dzień #4

Świąteczny poradnik minimalistki. Nie dajmy się zwariować

Poranne nawyki, które nie pozwalają nam schudnąć