Psychologia

„Wszystko albo nic” i inne myśli, które utrudniają nam życie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 września 2016
Fot. iStock / evgenyatamanenko
 

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, że sami skutecznie utrudniamy sobie życie za pomocą kilku myśli, które na stałe zagościły w naszych głowach? Czytałam ostatnio fajny artykuł na ten temat na Psychologytoday i zaczęłam się zastanawiać, ile takich myśli krąży bezpośrednio w moim otoczeniu i mojej głowie. I okazało się, że są one tak naturalne, że na co dzień praktycznie ich nie zauważam. A przecież tak często rzucamy odważne hasła pt.: „wszystko albo nic” lub robimy z igły widły. Jak się okazuje, bardzo skutecznie robimy sobie krzywdę, bo pewne nawyki myślowe lepiej niż nie jeden szef tyran podrzynają nam skrzydła, tak to o wiele więcej niż zwykłe „podcinanie”.

Myśl pierwsza, czyli Pani Pępek Świata

Na pewno macie w swoim gronie choć jedną taką osobę lub, gdy uczciwie zlustrujecie swoją głowę, możecie startować do tego tytułu. I nie ma to nic wspólnego z narcystycznym podejściem do życia. Pani Pępek Świata nie myśli bowiem, że świat kręci się wokół jej cudowności czy niezwykłych talentów. Ona jest magnesem. Jeśli ktoś ma zły humor, jeśli w pracy wali się świat, a szef przemierza biuro w poszukiwaniu głowy do ścięcia – Pępek Świata „wie”, że to musi być jej wina. Na pewno zrobiła/nie zrobiła coś/czegoś, co jest przyczyną tych wszystkich niesprzyjających okoliczności. Podobnie funkcjonuje  w związku. Zły nastrój Pana Pępkowego, z pewnością oznaczą, że to ona jest przyczyną jego humoru.

Myśl druga, czyli Pani Wróżka

Oj tak, mam kilka wróżek w swoim życiu. Jedna nazywana pieszczotliwie Panią Na Pewno, zawsze wie, że na pewno coś się zdarzy (oczywiście to działa tylko w przypadku negatywnych myśli). I tak oto na pewno:

  • to sie nie uda
  • zrobi z siebie wariatkę
  • będzie głupio wyglądać
  • zbłaźni się
  • pomyli
  • przewróci
  • zapomni
  • nie da rady… itepe , itede.

A pewność ta jest tak doskonała i absolutna, że właściwie warto się zastanowić, po co w ogóle wychodzi z domu. I wiecie co jest w tym najdziwniejszego? Że większość z nas ma w sobie taki nawyk, czasem ukryty za żartem z serii praw Murphiego – „przecież wiesz, że jeśli coś takiego ma się przydarzyć, NA PEWNO przydarzy się mi”.

Myśl trzecia, czyli Pani Bond

Czyli nie będziemy się rozdrabniać. „Wszystko albo nic”  i sławetna kwestia z Nigdy w życiu: „Jak kochać to księcia, jak kraść to miliony”… A życie nie jest czarno-białe. Oj nie. I dobrze wiemy, jak wiele dobrych i ważnych chwil przydarza się właśnie wtedy, gdy całkiem spokojnie brodzimy sobie w naszej codziennej szarości.

Moja dobra znajoma, Pani Bond, zawsze rezygnuje z świetnych życiowych okazji tłumacząc sobie, że w sumie, nie warto sobie zawracać głowy czymś tego kalibru, bo właściwie przecież zawsze może się trafić lepsza okazja, większa kasa, lepszy moment. Lepiej teraz zebrać siły na to, co będzie potem. Potem jeszcze do niej nie przyszło, ale wygląda go cierpliwie od jakiś ośmiu lat.

Myśl czwarta, czyli Pani Olaboga

Czy to złamany paznokieć czy krach na giełdzie – nieważne, to i tak jest koniec świata. Pomyłka na poczcie, mandat, nieplanowany wydatek. To wszystko, co zdarza się (nam wszystkim) codziennie prowadzi nad przepaść życiową, taką z której już tylko  można spaść. No, przynajmniej w ocenie Pani Olaboga. Bo ona lubi robić z igły widły, a może nie lubi, ale nie potrafi inaczej. Ucieknie tramwaj? Koniec świata – teraz cały dzień jest już do D. Zepsuta winda? Jak żyć, no jak??? Nie mówiąc już o tym, że zdarzą się poważniejsze sprawy i tzreba będzie solidnie przemeblować swoje życie. Nieważne jakie, grunt, że to będzie istna grecka tragedia.

Myśl piąta, czyli Pani Wszystko

To to Pani, która ma nawyk generalizowania. Złamane serce oznacza, że zawsze takie będzie, że każdy związek kończy się dramatem, łzami i smutkiem – no i oczywiście, że WSZYSCY faceci to… nie muszę kończyć. Niepowodzenie w pracy i bura od szefowej oznacza, że Pani Wszystko nic nie potrafi. Nie to, że zawaliła jedną sprawę lub coś jej po ludzku się nie udało, nie – to byłoby zbyt proste. Dla niej to oczywiste, że od tego momentu WSZYSTKO, co robi w pracy, jest niewartościowe. Bo każde, nawet drobne wydarzenie staje się od razu szablonem, w który musi się wpasować reszta świata i całe twoje życie.

Jak zwalczać w sobie te złośliwe myślowe nawyki? Nie jest to proste, bo żeby to w ogóle było możliwe trzeba je przed sobą zdemaskować, a potem będzie już tylko z górki. Za każdym razem, gdy złapiecie się na takim myśleniu, pokłóćcie się odrobinę ze sobą. I na każdą uporczywą myśl poszukajcie co najmniej kilku kontrargumentów.


Na podstawie: psychologytoday


Psychologia

Gorąca kawa? Jeśli tak, to koniecznie w szklankach termicznych z podwójnego szkła

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
9 września 2016
Fot. iStock / gpointstudio
 

Kochamy zapach i smak świeżo zaparzonej kawy. Czy serwujemy ją z automatu, czy samodzielnie zaparzamy w ulubiony sposób, nie powinno mieć znaczenia, bo kawa musi być zawsze taka sama — pyszna, gorąca i pełna aromatu.

Problemem staje się wypicie gorącej kawy w pośpiechu, gdy zwykle brakuje nam czasu, a w dodatku ze zwykłej szklanki ciepło, a wraz z nim smak, ucieka bardzo szybko. To częsty kłopot, bo nie zawsze mamy możliwość przenieść naczynie z napojem w inne miejsce. Dokuczliwe są także sytuacje, gdy szklanki czy kubki, z których korzystamy, mają niewygodne uchwyty i niebezpiecznie jest lawirować po pokoju, np. w obecności małych dzieci.

Odpowiednia szklanka to podstawa wygody

Wbrew pozorom to, w czym pijemy gorące napoje, jest niezwykle istotne. Nie da się ukryć, że wiele osób mając do wyboru szklankę lub kubek, wybiera to drugie. Bo po pierwsze — odrobinę wolniej ucieka ciepło przez grubsze ścianki, po drugie — kubki są wygodniejsze podczas przenoszenia kawy. Ale nie wypada podawać gościom świeżo zaparzonej kawy w kubku, gdy klasyczne filiżanki już dawno straciły na popularności. Nawet jeśli gościmy dobrych znajomych, wygląd, funkcjonalność i wygoda poszczególnych elementów zastawy na stole, zdecydowanie umila czas i dodaje elegancji podczas spotkań.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szkło szkłu nierówne

Szkło powoli przestaje kojarzyć się z łatwo tłukącym się materiałem, z którego tworzono delikatne szklanki. Obecnie popularność zdobywają szklane naczynia, wykonane nie z klasycznego i delikatnego szkła sodowo-wapniowego, ale z dotychczas mniej popularnego, jednak dającego większe możliwości: szkła boro-krzemowego.

Szkło boro-krzemowe przewyższa właściwościami tradycyjne szkło. Co ważniejsze, jego skład jest uszlachetniony, ponieważ szkło boro-krzemowe cechuje niższy współczynnik rozszerzalności cieplnej, a w związku z tym, jest bardziej odporne na nagłą zmianę temperatury, a dodatkowo od niego lżejsze. Wlewając na przemian gorącą i zimną wodę szklanka nie pęknie, co zazwyczaj dzieje się, gdy wlejemy napój gorący i zimny do zwykłej szklanki. Szkło boro-krzemowe posiada wyjątkową odporność na zmianę temperatur oraz bardzo dobre właściwości termiczne. Gorąca kawa wlana do szklanki z takiego szkła traci temperaturę średnio o 2 stopnie Celsjusza na minutę. Dzięki temu lepiej utrzymuje się temperatura napoju, co jest szczególnie istotne w przypadku, gdy nie mamy możliwości w krótkim czasie usiąść i spokojnie degustować się aromatem ulubionej kawy czy herbaty. Takim szklankom nie zagrażają także wyjątkowo niskie temperatury z powodu odporności szkła, w których rozpiętość temperatur wynosi od -20 stopni Celsjusza do +230. Niezależnie od tego, czy będziesz pić gorący napój, czy mocno schłodzony, szklanki termiczne będą tak samo pewne i bezpieczne.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Szklanki termiczne 

W temacie naczyń ze szkła boro-krzemowego, szklanki termiczne Maxxo są przykładem produktu estetycznego i jednocześnie niezawodnego. Jest to propozycja dla osób ceniących sobie połączenie obu tych cech — gorąca kawa znakomicie prezentuje się w szklankach termicznych o podwójnych ściankach, lekkich i nowocześnie zaprojektowanych. W przeciwieństwie do tradycyjnej szklanki czy kubka niezwykły wygląd szklanek pozwala nasycić oczy widokiem płynu osadzonego w środku, co daje złudzenie zawieszenia go w szklance. Szczególnie serwowanie w niej popularnej kawy cafe latte, przyciąga spojrzenia. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

Co więcej, szklanki termiczne ze sklepu sethome.pl to przykład produktu ręcznie wytwarzanego z dmuchanego szkła boro-krzemowego. Kształt szklanek pozwala na wygodny uchwyt dla każdej dłoni, a ich wyprofilowanie sprawia, że bez kłopotu można je chwycić w dowolny sposób, nawet gdy niesiemy bardzo gorącą kawę. Nie musimy się obawiać, że poparzymy przy tym dłonie. Czy to nie idealne połączenie? 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

W przypadku szklanek termicznych, właściwości szkła pozwalają na długie użytkowanie bez uszczerbku na ich wyglądzie — są one bardziej odporne na obicia i zarysowanie niż tradycyjne szkło, przy czym nie tracą po dłuższym czasie na transparentności.

Firma setHOME zapewnia, że będą się prezentować doskonale przez długi czas. Można je również myć w zmywarce, co jest niewątpliwym atutem, gdy brakuje czasu na zmywanie ręczne. Szklanki termiczne idealnie sprawdzą się jako praktyczny prezent nie tylko dla miłośników kawy. Są dostępne w różnych kształtach i wielu pojemnościach. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jeśli chcesz zapomnieć o szklankach w koszyczku, topornych kubkach i posiadać niebanalne wyposażenie wnętrza w twoim mieszkaniu, to szklanki termiczne są dla ciebie idealną propozycją. Sprawdź pełną ofertę szklanek termicznych w sklepie internetowym: www.sethome.pl


Wpis powstał przy współpracy z Sethome.pl 

 


Psychologia

Mamo, proszę, nie wychowuj MOJEGO dziecka

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
8 września 2016
Fot. iStock / Martinan

Wracam do domu po długim dniu pracy. Od progu wita mama, piękny zapach rosołu i mój syn, który nie widział mnie od dziewiątej rano. Bogu dziękować, że mama jest, że zrezygnowała z pracy dla moich dzieci, bo gdyby nie ona pewnie zostałabym z ręką w nocniku,  a tak? Pamiętam jeszcze, jak się nazywam. Samodzielnie odbieram córkę z przedszkola.

Doceniam mamę. Za wiedzę, doświadczenie, którego nie chcę podważać i za fakt, że zdecydowała się być dla mojej dwójki. Ale z każdym nowym komentarzem nt. dzieci i codziennego, małego pstryczka w nos, każdy taki powrót pomału odbieram jak dozór kuratorski i listę niedociągnięć, których powinnam się wstydzić. Paznokci nie obcięłam synowi, brudne stopy w środku lata w sandałach u córki, za gruby sweter, za cienka czapka, czy ja kiedyś mam zamiar uprać ten dywanik pod łóżkiem starszaka, w lodówce chyba coś umarło, a przypomnieć należy, że w domu mieszkają dzieci, bakterie zjadają nas każdego dnia na śniadanie, zabawki w nieładzie, niekompletne, w ogóle po co ich tyle. Maluchy mają za dużo, ciuchy poplamione, jak mi nie wstyd. NO JAK MI NIE WSTYD?! Czy ja je jeszcze w ogóle przytulam?

Wdech i wydech.

Drogie Mamy, Babcie nasze, pamiętajcie

Że jesteśmy rodzicami pierwszej kategorii. PIERWSZEJ. Że pamiętamy dlaczego decydowaliśmy się na potomstwo i jakie obowiązki ze sobą niesie. Że tak, przytulamy, jak po dziesięciu godzinach poza domem znajdujemy jeszcze czas na kilka rund w badmintona i naprawdę słyszymy, jak płaczą, kiedy dzwonicie, ale mamy tylko jeden zestaw rąk, którymi właśnie parzymy im herbatę. Nie widzicie tego, bo nie wszystko da się dostrzec. Matki! Nie rzucajcie w nas hasłem „czy Ty się jeszcze kiedyś nim zainteresujesz” jak płonącymi pochodniami, kiedy na jednej nodze, na czerwonym świetle w naszym aucie za rozsądną cenę odpisujemy na trzysta ważnych maili, dających tym dzieciakom byt i sensowne życie. Nie chcemy już słuchać, że powinnyśmy do ortopedy, dentysty, okulisty, okultysty i sklepu, bo jak zwykle nie ma soli.

Nie chcemy już przypomnień, że minął termin następnego szczepienia, a my nadal nic z tym nie zrobiliśmy. Mamy. To są nasze dzieci. Oddajcie nam samodzielność, o którą tak bardzo walczyłyście w okresie naszego dojrzewania i przemilczcie brak zapasu papieru toaletowego i zmywaka do naczyń.

Dajcie nam poznać sytuację, odnaleźć się w niej na własną rękę i nie starajcie się na siłę ustrzec przed błędami, bo one są nam po prostu potrzebne. Dochodzenie do perfekcji w różnych dziedzinach wymaga lat, doświadczeń, połamanych nóg i przepłakanych nocy, a i tak pewności zero, że kiedykolwiek wpadnie w nasze ręce. Dajcie nam być na „tak”, kiedy rozsądek podpowiadam wam, że „nie”. Dajcie się poparzyć i z tą zabandażowaną ręką przesyczeć dwa miesiące, że trzeba było jednak nie dotykać. Kiedy mamy się nauczyć i jak, skoro większość naszych kroków jest albo za bardzo w lewo, albo za mocno w prawo. Przestańcie przeprowadzać nas przez ulicę do szkoły i nie wieszajcie już kluczy na szyi w tej małej, parcianej torebeczce. Potrzeba nam się uczyć, jak być dobrym, jak spełnić się w roli na pełnych obrotach, ale nauka to proces, który w ten sposób zakłócacie.

Powstrzymajcie się od wytycznych, od planu, od komentarzy, że nie wiem jak dziecko ubrać kiedy zimno i że przegrzewam, jak świeci słońce. Chcemy czuć się wartościowymi, pełnoprawnymi i pełnosprawnymi rodzicami, za którymi nie trzeba chodzić z batutą i dyrygować jakie nuty dalej. Przede wszystkim, do jasnej cholery, dajcie poczuć tę nieopisaną dumę z bycia dla kogoś wyrocznią, z posiadania tytułu Pierwszej Instancji, dajcie radość czerpania  z pierwszych razów, które się przewrotnie udały. Nie podważajcie naszego autorytetu, to tak niewiele, naprawdę.

I bądźcie, bo jesteście potrzebne

Pieczcie te swoje ciasta z jabłkiem i maglujcie zestawy pościeli na stare lata, skoro tak chcecie. Zabierajcie dzieci na całe tygodnie pokazując im inne odcienie codziennych spraw, tak! Rozpieszczajcie! Ale działajcie w zgodzie z naszymi przekonaniami i stawiajcie sobie za azymut raz wypowiedziane przez nas zdanie. Jesteście dla nas ważne, bo gdyby te wszystkie, pospiesznie sprzedawane wnukom całusy przedłużały ich życie, pewnie byłyby już nieśmiertelne.

A my, jako wasze dzieci natomiast, nadal potrzebujemy pochwał. Jak wtedy, kiedy przynosiliśmy nabazgrolone A4 z przedszkola codziennie, przez cztery lata, a Wy wiernie podskakiwałyście z zachwytu, jakby te bazgroły pojawiały się na naszych pracach pierwszy raz. Teczka z wycinankami rosła tygodniowo o dwa tomy, wszystko było takie samo, ale czuliśmy się wyjątkowi, bo takie też były wasze reakcje. I zamiast słuchać ciągle jak powinniśmy, albo jak spieprzyliśmy chcemy też usłyszeć jak zwyciężyliśmy.

„Jesteś dobrą matką” to coś, czego brakuje nawet najbardziej żelbetonowemu sercu. Dacie radę?


Zobacz także

Refleksji o macierzyństwie ciąg dalszy

Toksyczny na polowaniu zwęszy cię bez mrugnięcia okiem. 6 zachowań toksycznych ludzi

7 rzeczy, które muszą usłyszeć dzieci rozwiedzionych rodziców