Psychologia

„Odeszłam ze związku, w którym nie ma seksu”, „Pierwszy raz olałam, że mam brzuch!” – wasze pierwsze razy

Joanna Bartmańska
Joanna Bartmańska
30 grudnia 2021
 

Czy jest coś, co w tym roku zrobiliście po raz pierwszy? Coś, co dotyczy Waszej seksualności, związków, ciała, wyglądu? Coś małego albo dużego. Coś, co pamiętacie, do czego się uśmiechacie albo płaczecie. Coś, co Was porusza. Coś, co Was zatrzymuje. Coś, do czego się szykowaliście albo coś, co wyszło zupełnie spontanicznie. Coś, co zaznaczacie jako „ważne i przełomowe”. Nie ma jednego „pierwszego razu”. Można je mnożyć i doświadczać w każdym wieku. Można rozbudowywać o kolejne wątki swoją seksnarrację. Można zapraszać do niej nowe doświadczenia przeżycia, zdarzenia, ludzi. Zawsze może być dobry moment na „pierwszy raz”, tak jak go czujecie i rozumiecie.


W tym tekście dzielę się anonimowymi (bądź podpisanymi imieniem czy pseudonimem) wypowiedziami osób, które zgodziły się powiedzieć o swoich pierwszych razach w tym roku i pokazać się z nimi światu. Są intymne i szczere. Są tu wypowiedzi osób w przedziale wiekowym 20 plus – 50 plus. Być może coś z  tego zarezonuje z Tobą?

Mój pierwszy raz bez dzieci, obowiązków, rutyny, zabiegania. Pierwszy raz od chyba czterech lat. Byliśmy tylko we dwoje na weekend, dzieci zostawiliśmy z dwiema opiekunkami. Miałam momenty „a co z dziećmi”, „jak sobie radzą”, „ale tęsknię…”, ale myślenie o nich na szczęście nie zdominowało naszego wyjazdu i to było złoto. Odpuściliśmy sobie. Ja sobie odpuściłam… (Iza, 34 l.)

Pierwszy raz od czasów studiów (po jakichś 16 latach) poszłam z mężem do sex shopu. Pierwszy raz z obcą kobietą rozmawiałam o zabawkach erotycznych. Była dużo starsza ode mnie i wydawała się bardziej speszona ode mnie, co z kolei mi dodało pewności siebie. Wybrałam dwie i byłam dumna, że się odważyłam. Marika)

Po raz pierwszy olałam, że mam brzuch! I od niedawna (aż trudno uwierzyć, bo jesteśmy razem 17 lat) pozwalam zasypiać mu, gdy trzyma mnie za brzuch. (Marika)

Po raz pierwszy odważyłam się przełamać naszą łóżkową rutynę i kiedy mój facet powiedział: „no to teraz zrób mi loda”, a ja tego kompletnie nie czułam, odmówiłam. Powiedziałam, że teraz nie mam ochoty. Że może później. Wiem, że brzmi to może niedorzecznie, ale ja naprawdę często robiłam tego loda zmuszając się, a teraz zrobiłam coś kompletnie odwrotnego. To była taka ulga, aż do wzruszenia, a jednocześnie i obawa co dalej. Mój facet był zdziwiony, trochę sfochowany, ale pogadaliśmy o tym. Pierwszy raz chyba naprawdę szczerze. Oo, czyli moje dwa pierwsze razy :-))) (K.)

 

Ja i mój kochanek zrobiliśmy sobie sesję masturbacji. Ja pieściłam siebie, on pieścił siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy, doprowadzając do coraz większej rozkoszy. I miałam się za seksualnie wyzwoloną babkę, a tymczasem ta masturbacja na widoku otworzyła we mnie jakieś pokłady zawstydzenia. Miałam mieszankę sprzecznych uczuć i doznań. Z jednej strony ciekawość i ekscytację, a z drugiej nieśmiałość, zaskakującą dla mnie samej. Masturbacja zawsze była dla mnie samej. Najbardziej intymna rzecz. Moje pozy, moje reakcje, moje grymasy, moje odgłosy. I nagle poczułam się naga… (J.)

Poszłam do łóżka ubrana tylko w szpilki. Żadnej bielizny, tylko te wysokie lakierowane czarne szpilki. To była moja fantazja od dawna. Mój mąż był zachwycony. Kochaliśmy się jak kiedyś, kiedyś. Tfu, pieprzyliśmy się!! (Aśka)

Mój chłopak bardzo chciał ogolić mi cipkę. Bardzo go to kręciło i przemycał mi tę swoją fantazję od czasu do czasu, zwłaszcza jak byliśmy po dwóch-trzech lampkach wina. I kiedyś podczas jakiegoś takiego leniwego wieczoru zgodziłam się. Może nie był to szczyt moich marzeń, ale zrobiłam to w zgodzie ze sobą, zrobiłam mu taki prezent dając mu siebie, swoją cipkę do ogolenia. Jego podniecenie było niesamowite. Był taki delikatny, uważny, precyzyjny. Z piękną erekcją podczas tego golenia :-)) I właśnie to mnie z kolei nakręciło na seks z nim. Zaczęliśmy się kochać jeszcze w tej łazience, skończyliśmy w kuchni… :-)) (Sylwia)

Kupiliśmy erotyczny kalendarz adwentowy i koniec roku postanowiliśmy spędzić na realizacji zamieszczonych w nim zadań. Pomyśleliśmy, że to może być ekscytujące, gdy „ktoś” zdecyduje za nas, co możemy dla siebie zrobić wieczorem, po całym dniu. Nawet, jeśli nie pójdzie za tym nic więcej poza wykonaniem zadania, poświęcimy tę chwilę tylko dla siebie, spróbujemy czegoś, na co sami byśmy nie wpadli, może przełamiemy coś, co do tej pory wydawało się dziwne, obce, nie dla nas… (Marika)

Zaprosiłam moją dziewczynę do mojego rodzinnego domu w pierwszy dzień świąt, w rocznicę śmierci George’a Michaela, którego obie uwielbiamy. Bałam się reakcji rodziny, ale też czułam, że już nie chcę inaczej, że już nie dam rady inaczej, że nie chcę ukrywać Ani, czaić się. Zostałyśmy przyjęte, zaskakująco dobrze… Tata potem podszedł do mnie i powiedział mi: „ja wiedziałem”. I przytulił. (Beti)

Po raz pierwszy poczułam, że nie muszę uwodzić mężczyzn, żeby sobie i innym coś udowodnić. I wiem, że to był cały proces, który mnie do tego doprowadził, a nie jeden przebłysk. Raczej konsekwencja różnych doświadczeń i wyzwań – niejednokrotnie trudnych. Ale ten moment, że NIE MUSZĘ był kompletnie obezwładniający. To tak jakbym mogła bez przeszkód wziąć głęboki oddech. (Doris)

Poszłam do klubu ze striptizem. Sama. Bez faceta, bez koleżanek. Czułam się trochę jak w filmie, jakbym robiła coś zakazanego. Najpierw trochę onieśmielona, ale po dwóch drinkach zrobiło mi się lepiej, odważniej. Na pewno to powtórzę. („Czterdziestka”)

Poszłam na spotkanie sam na sam z naszym wspólnym znajomym. Wiedzieliśmy we trójkę (on, ja i mój mąż) jak to się może skończyć, choć tym razem się nie skończyło. To było mega ekscytujące, bo cały czas coś wisiało w powietrzu… (Marika)

Pierwszy raz, w wieku 43 lat, opowiedziałam, że byłam molestowana seksualnie. Najpierw powiedziałam o tym na terapii. Później dopiero moim dwóm przyjaciółkom. Czuję jakby powoli robiło się we mnie miejsce na coś nowego, delikatnego, jakbym się powolutku odmrażała. (Anka)

Odeszłam od męża. Ale tak naprawdę. Przygotowywałam się do tego 21 lat. Z falstartami po drodze. (Stefka)

Pierwszy raz bardzo wyraźnie poczułam, że już nie chcę być katem dla swojego ciała, swojej kobiecości i seksualności. Jestem już tym taka zmęczona, coś we mnie pękło. Tyle lat walki i wywierania presji na sobie. Tyle lat docinania siebie do oczekiwań i wyobrażeń innych. Już dość. Wystarczy. (DCD)

Kochaliśmy się w hotelu, pierwszy raz nie zasłaniając i nie zamykając okien. Byłam podjarana, że ktoś mógłby zobaczyć i usłyszeć, jak się kochamy. Podnieciło mnie to totalnie. Cudowny afrodyzjak 🙂 (Vera)

Latem miałam okres, że jeżdżąc autobusem przyglądałam się ludziom i wyobrażałam sobie, jakie mają fantazje. Układałam też różne scenariusze, że wychodzę z kimś z autobusu (z kimś, kto mnie rozczytał). Kilka razy miałam wrażenie, że to oni mi się ciekawsko przyglądają – pewnie miałam dziwną minę i zwyczajnie się na nich gapiłam :D:D:D (Marika)

Poszłam na terapię, bo już miałam tak bardzo dość, że wszystkie moje związki kończą się tak samo. Katarzyna33)

Pierwszy raz po rozstaniu z mężczyzną poczułam, że muszę sobie zrobić przerwę od związków. Zawsze byłam w związkach na „zakładkę”. Jakbym się bała zostać sama. Bo bałam się. Cholernie zawsze się bałam tego, co zobaczę, jak będę sama. Że ta samotność mnie pożre i wypluje, a ja się już nie pozbieram. Jestem właśnie w trakcie tej przerwy. Mam bardzo różne momenty i stany. Od lęku, złości, pustki, tęsknoty aż po wdzięczność, spokój, radość. I nie wiem, co będzie dalej. Nie chcę zabrzmieć patetycznie, ale to trochę jakbym pierwszy raz poznawała siebie. (Marla)

Jestem aseksualna. Właściwie zawsze taka byłam, ale teraz dopiero mogę o tym mówić. (Ewa)

Podczas jednego seksu coś we mnie kliknęło. Kiedy mój chłopak pieścił mnie oralnie i było mi nieziemsko poczułam, że chcę sobie brać tę przyjemność i rozkosz. Nurzać się w niej bez takiej automatycznej myśli, którą zawsze miałam w głowie: „to teraz muszę mu się odwdzięczyć, on już to robi przecież za długo”. O nie, wtedy było inaczej. I wiem, że tak mogę i świat się nie zawali, jeśli się zaraz nie odwdzięczę 😉 (Dominika, 38 l.)

To był dla mnie na maksa trudny i smutny rok. Pierwszy raz pomyślałam, że być może nie dane mi będzie być w fajnym związku. (Yennefer)

Pierwszy raz byłam naprawdę głośna w seksie nie przejmując się tym, jak odbierze mnie ktoś za ścianą. Czy to symbol wyzwolenia? :-))) (Agnieszka, 27 l.)

Pierwszy raz poczułam się naprawdę dobrze w swoim ciele. Dobrze, czyli bezpiecznie, pięknie, zdrowo, seksownie, przyjemnie, miękko. Mam 34 lata. (Weronika)

Myślałam, że nie można odejść ze związku, w którym nie ma seksu. Że nie wypada, bo przecież jest tyle innych plusów. Ale odeszłam. I to była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. (Zuza, 44 l.)

Zaproponowałem mojej kobiecie trójkąt z inną dziewczyną. Zgodziła się, ale chyba ją i nas to przerosło. Zazdrość prawie nas zjadła i wykończyła. (Marek)

Zbliżyłam się do innych kobiet. Ja, która miała w sobie tyle wrogości i nieufności do nich. Zobaczyłam, że mogą być kobiety, które nie rywalizują, nie życzą źle, nie oceniają. Po prostu przyjmują i akceptują, a ja mogę zaufać. (D.)

Kupiłam sobie duuże lustro do sypialni. A co! (Jolene)

Zainicjowałam seks z moim mężem. Dla mnie to było dotychczas jak wejście na Mount Everest. Blokowało mnie mnóstwo przekonań i zahamowań, a jednym z nich było to, że inicjują tylko łatwe i puszczalskie. No więc czuję, że już jestem po drugiej stronie. A mąż był wniebowzięty. (Kaśka)

Czy któryś z tych pierwszych razów brzmi Wam znajomo? Czy chcielibyście coś dodać? Dobrych (kolejnych) pierwszych razów w Nowym Roku!


JOANNA BARTMAŃSKA – COACHKA SEKSUALNOŚCI

Certyfikowana coachka seksualności, trenerka komunikacji opartej na empatii. Wspieram ludzi w ich rozwoju seksualności. Słucham, rozmawiam, edukuję, doradzam, stwarzam bezpieczną, empatyczną przestrzeń bez oceniania. Pomagam ludziom rozkwitać seksualnie. Wierzę, że nasza energia seksualna to coś, co sprawia, że jesteśmy żywi, soczyści, świadomi, pewni siebie i w autentycznym kontakcie ze sobą. Dlatego tak warto o nią zadbać. Lubię żyć zmysłowo, w przyjemności, blisko natury i w ukochaniu siebie. Prowadzę sesje indywidualne i dla par.

https://www.facebook.com/joannabartmanskacoachingseksualnosci/

Joanna Bartmańska


Psychologia

Nietrzymanie moczu – cierpi na nie 1 na 5 kobiet po 40. Co musisz o nim wiedzieć?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 grudnia 2021
Nietrzymanie moczu
Fot. iStock
 

Nietrzymanie moczu to problem, który dotyka wiele kobiet i mężczyzn będących w różnym wieku. Przyczyny jego pojawienia się bywają różne, ale w każdym przypadku problem należy skonsultować z lekarzem, by wdrożyć odpowiednią metodę leczenia.

Czym jest nietrzymanie moczu?

Nietrzymanie moczu najczęściej dotyczy osób w starszym wieku. Znacznie częściej skarżą się nie nie kobiety (1 na 5 kobiet po 40 rż.), niż  mężczyźni. Nietrzymanie moczu jest problemem, który może pojawić  się w ciąży i po porodzie. A im więcej ciąż i porodów, tym większe ryzyko pojawienia się nietrzymania moczu.

Przyczyny nietrzymania moczu

Zaliczamy do nich m.in.: otyłość, problem z przewlekłymi zaparciami, przebyte operacje ginekologiczne (np. usunięcie macicy), menopauza, a u mężczyzn głównie choroby gruczołu krokowego.

Podstawowe typy przewlekłego nietrzymania moczu 

Wysiłkowe nietrzymanie moczu

Wysiłkowe nietrzymanie moczu wynika z osłabienia mięśni dna miednicy, które przestają zaciskać cewkę moczową i mocz wycieka bezwiednie z pęcherza. Dzieje się tak, gdy gwałtownie wzrasta w nim ciśnienie, np. podczas wysiłku fizycznego, śmiechu, kaszlu i kichania.

Nietrzymanie moczu

Fot. iStock

Nietrzymanie moczu z nagłym parciem 

Wynika z nieprawidłowej aktywności mięśni pęcherza, gdy pęcherz kurczy się nagle, zanim zostanie wypełniony i zanim otrzyma sygnał z mózgu. Pojawia się potrzeba natychmiastowego oddania moczu, po czym po chwili mocz wypływa. Dzieje się tak podczas zmiany pozycji ciała, podczas stosunku płciowego, na dźwięk lejącej się wody.

Zazwyczaj nie można ustalić przyczyny i stawia się rozpoznanie tzw. zespołu nadpobudliwego (nadreaktywnego) pęcherza. Do możliwych do kreślenia przyczyn tego stanu należy zapalenie pęcherza, choroby neurologiczne (np. choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane), a u mężczyzn choroby gruczołu krokowego.

Nietrzymanie moczu z przepełnienia

Bezwiedny wyciek moczu powoduje przeszkoda w odpływie moczu z wypełnionego pęcherza. Najczęściej nietrzymanie moczu z przepełnienia dotyczy mężczyzn z powiększonym gruczołem krokowym. Przyczynami przemijającego nietrzymania moczu może być: zapalenie pęcherza, stosowanie niektórych leków, spożywanie działających moczopędnie napojów alkoholowych i z kofeiną, a niekiedy również wypijanie soku z cytrusów, które mogą podrażniać pęcherz moczowy.

Nietrzymanie moczu

Fot. iStock

Nietrzymanie moczu w ciąży i po porodzie

Nietrzymanie moczu w ciąży i po porodzie jest częstym zjawiskiem. Problem ten związany jest z naturalnym zmniejszaniem się objętości pęcherza, gdy zwiększona macica coraz silniej na niego pęcherz. Ryzyko podnoszą także luźniejsze mięśnie dna miednicy, które mają ułatwić poród, ale nie mogą już tak mocno zaciskać cewki moczowej. Także dziecko, które naciska na pęcherz może spowodować nagłą konieczność oddania moczu.

Objawy nietrzymania moczu po ciąży i porodzie ustępują zazwyczaj po kilku tygodniach, czasem trzech miesiącach. Rozciągnięte mięśnie dna miednicy, które potrzebują czasu, by wrócić do formy sprzed ciąży. Ćwiczenia mięśni dna miednicy (mięśni Kegla) przyspieszają powrót do sprawności. Jeśli mimo ich regularnego stosowania nadal występuje popuszczanie moczu, świeżo upieczona mama powinna udać się ginekologa bądź urologa, by uzyskać pomoc.

Nietrzymanie moczu — ustalenie diagnozy 

Problem z nietrzymaniem moczu zawsze wymaga konsultacji z lekarzem rodzinnym, ginekologiem lub urologiem. Specjalista powinien przeprowadzić  badanie fizykalne, ginekologiczne u kobiety oraz badanie prostaty palcem u mężczyzny. Zleca się również wykonanie badania ogólnego moczu, badania krwi oraz badanie USG pęcherza i układu moczowego. Wartościowym badaniem ułatwiającym diagnostykę jest badanie urodynamiczne.

Nietrzymanie moczu — leczenie i ćwiczenia

Leczenie problemu uzależnione jest od typu nietrzymania moczu, przyczyn oraz nasilenia dolegliwości.

  • w wysiłkowym nietrzymaniu moczu zaleca się przede wszystkim leczenie chirurgiczne;
  • nietrzymanie moczu z naglącym parciem leczy się poprzez zmniejszenie spożycia alkoholu i kofeiny, redukcję nadwagi i otyłości,  ograniczenie  ilości płynów w pewnych sytuacjach, ćwiczenia  mięśni dna miednicy i trening pęcherza. Leki stosowane są, dopiero gdy trening pęcherza okazał się nieskuteczny. Ostatecznością są inne sposoby leczenia nietrzymania moczu, takie jak: stymulacja nerwów krzyżowych, wstrzykiwanie botuliny do mięśni pęcherza, leczenie chirurgiczne;
  • w nietrzymaniu moczu z przepełnienia dąży się do usunięcia przeszkody przez operację gruczołu krokowego, lub stosuje się wprowadzenie cewnika do pęcherza.
Nietrzymanie moczu

Fot. iStock

Nietrzymanie moczu a ćwiczenia  

Nietrzymanie moczu może być regulowane przez ćwiczenia. Ważne jest, by wykonywać je regularnie, minimum 3 razy dziennie przez co najmniej 3 miesiące.

Nauka napinania właściwych partii mięśni nie jest trudna.

Najpierw usiądź z lekko rozsuniętymi kolanami  i wyobraź sobie, że w trakcie oddawania moczu próbujesz zatrzymać strumień moczu. Mięśnie, które napinasz wymagają ćwiczenia.

  • Ćwicz w pozycji stojącej, siedzącej lub leżącej z lekko rozsuniętymi kolanami. Licz do pięciu, powoli i jak najmocniej napinaj mięśnie dna miednicy, a następnie je rozluźniaj je. Powtarzaj 4-5 razy.
  • Następnie powtórz to samo szybko, licząc do 2. Wykonaj 4-5 razy.

Najlepszy efekt dają ćwiczenia powtarzane 6–10 razy dziennie oraz w różnych pozycjach, tj. stojącej, siedzącej lub leżącej. Można je wykonywać przy okazji robienia innych rzeczy. Ważne, by nie odpuszczać wykonywania ćwiczeń po uzyskaniu poprawy, aby nie dopuścić do nawrotu dolegliwości.


źródło:  www.mp.pl

Psychologia

Mój mąż ma Aspergera. Nie pójdzie do marketu ani na imprezę, zawiezie córkę do przedszkola w piżamie. Kocham go!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
30 grudnia 2021
Fot. iStock / shironosov

Coraz więcej dorosłych ludzi diagnozuje u siebie zespół Aspergera. Żyli wiele lat z objawami, których nie rozumieli. Mogliby mieć łatwiej w szkole, w pracy, w miłości — gdyby wcześniej ktoś im powiedział, dlaczego zachowują się inaczej niż większość ludzi. Dlaczego nie płaczą? Dlaczego nie potrafią wytrzymać dłużej niż pięć minut w supermarkecie? Dlaczego tak trudno im nawiązać miłosne relacje? Dlaczego wolą siedzieć w domu niż bawić się na imprezie? Może nie rozpadłyby się ich małżeństwa? Może pracodawcy patrzyliby na tych ludzi z dumą i podziwem, a nie z obawą lub niezrozumieniem? – zastanawia się moja rozmówczyni, Marta – od dwudziestu lat żona Artura, który ma autyzm. Prosi o zachowanie anonimowość.

Kiedy pierwszy raz pomyślałaś, że twój mąż może mieć autyzm?

– Pamiętam ten moment, jak dziś. Po prostu cała szczęśliwa powiedziałam mu, że zrobiłam test ciążowy. Krzyczałam przez telefon: „Artur, zrobiłam i wyszły mi dwie kreski na teście”. A on wtedy spytał: „Na ile możliwych?”. Zatkało mnie. Każdy średnio inteligentny człowiek wie, że jak na teście są dwie kreski, to oznacza ciążę. A jak jedna kreska, to test dobrze wykonany. (śmiech).

Wcześniej miałaś przeczucie, że coś z twoim Arturem jest… inaczej?

– Oczywiście, że tak. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, to on na politechnikę jeździł z plastikową torebką – reklamówką, do której wrzucał długopis, jakiś zeszyt, pieniądze i książkę. Znasz dziś jakiegoś gościa dwudziestoletniego, który nie posiada torby na ramię albo plecaka?! Powiem ci, że to mnie w nim wręcz fascynowało.

A co jest w tym takiego super?

– Już ci tłumaczę. Wcześniej byłam w związkach z różnymi facetami. Jeden z nich był wyjątkowo piękny. Nosił markowe ciuchy, stroił się, spędzał godziny w łazience, by dobrze wyglądać. Masakra! Inny bał się odezwać u mechanika samochodowego, w sklepie, ba nawet w kinie, jak trzeba było kupić bilety, to mnie wysyłał na pierwszy ogień. Za to mógł godzinami nawijać o uczuciach, głównie swoich. Słowem byli to mężczyźni bardzo niepewni siebie.

Kiedy zaczęłam spotykać się z Arturem, który niczym się nie przejmował i niewiele zajmował się samym sobą, poczułam, że mam przy sobie prawdziwego mężczyznę. On na przykład kompletnie nie zaprząta sobie głowy myśleniem o tym, co ludzie na jego temat powiedzą, jak go ocenią. Czy skrytykują, że czegoś nie wie? Czy będą się śmiać, jak wygląda? Zero! Jego to nie obchodzi i mnie się zdaje, że w tym tkwi jego siła.

Oczywiście, to czasem bywa też irytujące, bo jak mieliśmy iść na tzw. proszoną kolację, to nagle okazało się Artur ma dwa zjedzone przez mole krawaty i żadnej porządnej koszuli. W taki sytuacjach potwornie się wkurzałam.

Dlaczego używasz czasu przeszłego?

– Z prostej przyczyny, po prostu przestałam się już z takich powodów denerwować, bo to nie ma sensu. Dawno już zabrałam mojego Artura na zakupy i kupowałam mu to, czego dorosły facet potrzebuje, a on nie wybrzydzał, więc uznałam to za kolejną fajną cechę jego charakteru. Tak robię w zasadzie do dzisiaj, bo on nie lubi zakupów i niespecjalnie w ogóle przywiązuje wagę do tego, jak wygląda.

Czy twój mąż cierpi, że jest człowiekiem ze spektrum autyzmu?

– Nie wiem. Ale wydaje mi się, że nie. Artur pracuje na kierowniczym stanowisku, awansuje, więc – mówiąc szczerze – on nie wykazuje jakiś bardzo poważnych zaburzeń. Oczywiście mam też poczucie, że życie ułożyło mu się dobrze, bo jest inteligentny i pracuje jako informatyk, a tam przydaje mu się sposób, w jaki działa jego mózg.

Jak o tym wszystkim opowiadasz, to odnoszę wrażenie, że mózg twojego męża cię fascynuje.

– Oczywiście! Wyobraź sobie, że idziemy na spacer do lasu. Ja mówię: „Widziałeś tego faceta z psem w kubraczku?”. A on: „Nie, nie widziałem”. Idziemy dalej. Mija nas kobieta z dwoma psami, które zaczepiają naszą sukę. Odganiam je i wchodzę w spór z ich właścicielką. Mówię mężowi: „Kretynka, co nie?”. A on, że nie zauważył. Bo Artur żyje w swoim własnym świecie. Kiedy idę przez miasto, notuję w swojej głowie tysiące drobnych szczegółów. Tak mimochodem. Natomiast on, żeby coś zapamiętać, musi to coś mieć pokazane palcem. Czy to jest dla mnie jakiś wielki kłopot? Nie powiedziałabym. Wiesz, miałam jednego partnera, który mnie zdradzał, a drugi był ciamajdą. To są prawdziwe kłopoty.

Na Artura zaś zawsze mogę liczyć i wiem, że mnie kocha. Poza tym on ma farta w życiu!

Na czym polega ten fart?

– Po prostu miał farta, że trafił na mnie. Myślę, że bardzo wiele kobiet nie dogadałoby się z moim mężem. Do takich, które mają romantyczną wizję związku, człowiek ze spektrum autyzmu kompletnie nie pasuje. Tu nie ma szans, na miłe słowa, kolacje przy świecach, czy kwiaty kupowane pod wpływem emocji. Obserwując moje koleżanki i to, jak ciosają kołki na głowach swoich mężów, myślę, że z Arturem wchodziłyby w nieustające konflikty. Dam ci przykład. Wychodzę do pracy i mówię mu: „Zawieź do przedszkola naszą córkę”. Wiem, że on to zrobi bez mrugnięcia okiem. Nigdy nie będzie narzekał. Ale jak przyjeżdżam po pracy odebrać dziecko, to od razu widzę, że panie opiekunki patrzą na mnie „krzywym okiem”. Podkreślam – „bardzo krzywym okiem”. Wtedy widzę moje dziecko: potargane i w piżamie tył na przód. Wybucham śmiechem.

Choć wiele matek pewnie w takiej sytuacji spaliłoby się ze wstydu. Kto przyprowadza dziecko w piżamie na cały dzień do przedszkola i jeszcze na lewą stronę?

Dużo macie takich zabawnych historii?

– Całą masę. Nasi znajomi opowiedzieliby ci setki anegdot związanych z moim mężem. Kiedyś córka spytała tatę, jaką ma grupę krwi, a on twardo, że ma grupę krwi C. Chyba się nawet z nią o to pokłócił, ponieważ był bardzo przekonany do swojego zdania. Wiesz, nie chcę, by ktoś pomyślał, że mój mąż to półgłówek. Tak nie jest, on skończył studia, dobrze zarabia.

Gdybyś jednak mnie spytała, czy kiedykolwiek się za niego wstydziłam w sytuacji publicznej, to przyznam, że czasem.

Z drugiej strony dziś już się nie wstydzę, bo nauczyłam się od niego – olewać to, co myślą inni ludzie. Naprawdę w dzisiejszym świecie wszystkim nie dogodzisz.

Fot. iStock / laflor

Czy zaburzenia twojego męża czasem bywają dla was korzystne?

– O tak, bardzo! Dam ci przykład. Ja się wściekam, że on w dresie łazi już trzeci dzień po domu, a zaraz goście przychodzą. Dosłownie dostaję piany, wścieklizny jakiejś. A on kompletnie się w to nie wkręca. Zero! Zupełnie go to nie dotyka. Jakby się nie przejmował najgorszymi moimi przekleństwami i obelgami, którymi miotam. On w naszym domu tonuje takie sytuacje.

Czy kiedykolwiek twój mąż został zdiagnozowany?

– Niedawno zrobiliśmy to, by się upewnić. Ale nie sądzę, że to zmieniło nasze życie. Powiem ci tylko jeszcze, że mój przyjaciel, który jest lekarzem psychiatrą i jego synek Wojtek też ma lekkie zaburzenia ze spektrum autyzmu, powiedział mi kiedyś: „Wiesz, dla mnie pocieszeniem jest twój mąż. Myślę, że najwyżej Wojtek będzie sobie żył jak Artur”.

Z tego, co opowiadasz, życie z takim facetem nie jest jakimś wielkim wyzwaniem, a wręcz przeciwnie – bywa zabawne. Czy to zawsze jest tylko łatwe i zabawne?

– Oczywiście, że nie! Związek z moim mężem wymaga wielu kompromisów. Nie, nie nazwałabym nawet tego kompromisami. Lubię takie powiedzenie, że gdyby kompromis w związku istniał naprawdę, to najlepszą miejscowością na urlop w sytuacji, gdy jedno chce nad morze, a drugie w góry – byłby Radom. (śmiech). Ja po prostu z niektórych rzeczy muszę rezygnować. Wiem, że mój mąż nie pójdzie ze mną do supermarketu, bo tłum go przeraża, więc sama robię wszystkie zakupy do domu. Po latach ustaliliśmy, że on już nie chodzi ze mną na imprezy branżowe ani do znajomych, dlatego znalazłam sobie koleżanki, z którymi wychodzę. Artur nie znosi podróżować. Jeździmy razem w zasadzie tylko na działkę.  Ale mam córkę i przyjaciółki, które spakują się ze mną i polecą chętnie na Kretę. To wszystko oczywiście wymagało wielu lat wzajemnego docierania się, kłótni, sporów, łez… Nie zawsze byłam taka otwarta i bezproblemowa. Wiem też, że część moich koleżanek, zwłaszcza nie znając diagnozy lekarskiej, nie chciałoby mieć takiego faceta.

Dlaczego zgodziłaś się na ten wywiad?

– Myślę, że coraz więcej dorosłych ludzi diagnozuje u siebie Aspergera. Zastanawiam się, co by było, gdyby wiedzieli o tym wcześniej. Może nie rozpadłyby się ich małżeństwa? Może pracodawcy patrzyliby na tych ludzi z dumą i podziwem, a nie z obawą lub niezrozumieniem? Chciałabym też powiedzieć osobom z taką diagnozą, że mogą mieć szczęśliwe życie. Nasze takie jest.

 


Zobacz także

Jak być silną i wysoko wrażliwą? Wykonaj tych siedem kroków, a nie pożałujesz

Efekt kameleona. Wszyscy kogoś naśladujemy

Gdybyś miała spakować swoje życie do jednej walizki… co bym tam znalazła?