Psychologia

4 rzeczy, które dostajemy od ważnych dla nas ludzi. Dlaczego warto dbać o tę znajomość

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lipca 2016
4 rzeczy, które dostajemy od ważnych dla nas ludzi
Fot. iStock / nensuria
 

Tyle mówimy o toksycznych relacjach, o ludziach, którzy od nas odchodzą, o znajomościach, których nie warto podtrzymywać.

Ale przecież miewamy wokół siebie dobrych ludzi. Mamy przyjaźnie, które warte są więcej niż wszystkie inne razem wzięte. Co takiego dostajemy od innych ludzi, że chcemy, by byli blisko, że po jakimś czasie doceniamy tę znajomość bardziej, że nie wiadomo kiedy, przeradza się ona w przyjaźń?

Myślę, że jest kilka rzeczy, na których budujemy relacje, na których prawdziwie nam zależy.

Czego oczekujemy?

Akceptacji

To jeden z najważniejszych punktów. Kiedy druga osoba nie chce nas zmieniać, nie chce, żebyśmy były takie lub siakie, nie mówi nam, co powinniśmy zrobić, dokąd pójść i jak zmienić nasze życie. A przecież często, ktoś podcina nam skrzydła mówiąc: „Powinnaś być bardziej wyrozumiała/stanowcza/uśmiechnięta”. A my jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Nie wydaje się nam, że jesteśmy zbyt mało radośni, czy niewystarczająco stanowczy. Mamy swoje wewnętrzne granice, zbudowane swoje ja, z którym jest nam dobrze. Źle nam natomiast, gdy ktoś próbuje nam wmówić, że jest inaczej. Dobrze czujemy się, gdy druga osoba akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. To przy niej czujemy się bezpiecznie.

Wsparcia

Ale nie tego wsparcia, które drugiej osobie będzie nakazywało powiedzieć nam, co mamy zrobić, pokierować naszymi wyborami, czy decyzjami. To też nie jest wsparcie, które zmusi kogoś do decydowania, po czyjej stronie stanąć i oczekiwania, że zawsze to będzie nasza strona, bez względu na to, co zrobiliśmy, czy co powiedzieliśmy. W relacji, w której czujemy się dobrze, wiemy, że na tego drugiego człowieka zawsze możemy liczyć, że on zawsze będzie. Daje nam sygnały: „Pamiętaj, jestem tu, cokolwiek by się działo”. I to wystarczy, żeby się wygadać, wyżalić, ułożyć swoje myśli i emocje na głos i nie oczekiwać, że ktoś nam powie, co powinniśmy zrobić i jak się zachować.

Zrozumienia

O które chyba najtrudniej. Bo przecież każdy z nas popełnia błędy. Każdy dokonuje złych decyzji, czy ulega wpływom kogoś innego. Jeśli mamy obok siebie kogoś, kto to rozumie, kto powie: „No dałaś ciała, ale wiem, każdemu może się zdarzyć”, to dbaj o tę relację, co nie znaczy, że każdy błąd będzie ci wybaczony i zrozumiany. To tak nie działa. Tego nie możesz oczekiwać od nikogo, bo każdy ma swoje własne granice zrozumienia. I może przyjść moment, kiedy poczuje się wykorzystany, kiedy używasz go tylko do zrozumienia swoich słabych punktów.

Pewności

To pewność, która polega na tym, że nie musimy dzwonić codziennie i wpadać dwa razy w tygodniu na kawę, by tę relację utrzymać. To taka pewność, o którą nie musimy zabiegać, o którą nie musimy walczyć, udowadniać nieustannie, że jest dla nas ważna. Bo możecie się nie widzieć jakiś czas, nie rozmawiać, ale mimo tego wiesz, że możesz zadzwonić o każdej porze dnia i nikt nie będzie ci robił wyrzutów, że się nie odzywałaś. Takie jest życie, że czasami bywamy mocno zajęcie własnymi sprawami, co nie oznacza, że zapominamy o kimś dla nas ważnym. A ten ważny to wie, i czuje tak samo. I kiedy nagle wysyłasz SMS-a, cieszy się, że się odezwałaś, bo tak samo działa to w drugą stronę.

To nie  jest dużo. Tu nie ma mowy o oddaniu, wdzięczności, o bliskości nieustannej, o poświęceniu i oczekiwaniach. Mam takie nieodparte wrażenie, że im jesteśmy starsi, tym łatwiej zaczynamy dostrzegać takie znajomości, które nie wiedzieć czemu nigdy nie nazwaliśmy przyjaźniami, a przecież właśnie nimi są. Wpadamy w jakiś szał poznawania nowych ludzi, budowania relacji i nagle dostrzegamy, że obok nas byli ludzie, i odeszli. Tak się po prostu dzieje. Jednak przychodzi moment, gdy zauważamy, że w naszym życiu są osoby „na stałe”, są relacje, które trwają. W których nikt nikogo nie porzuca, nie odchodzi. Niektóre mają wiele lat, inne mniej. Ale to te, które sprawiają, że nie czujemy się samotni. O właśnie. Dzięki takim relacjom nie boimy się samotności, bo nawet, gdy zostajemy na jakiś czas sami – z własnego wyboru lub wskutek różnych zawirowań, to jednak wiemy, że gdzieś tam jest ktoś, do kogo możemy wpaść na kawę, zadzwonić, wygadać się i przytulić. To ważne. Rozejrzyjcie się, czy macie wokół siebie takich ludzi. Czasami ich nie zauważamy, a warto je docenić.


Psychologia

Zmiany najlepiej zacząć od aktywności. Akcja „To lato jest Twoje. Pierwszy krok do zmian”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 lipca 2016
Fot. iStock / lzf
 

I jak? Postanowiłyście latem wziąć zmiany w swoje ręce? Przyłączyć się do naszej akcji. Czy może nadal myślcie: „A dobra, od poniedziałku”, „Jutro to już na pewno”. A ten poniedziałek i to jutro jakoś nie nadchodzi, odkładane jest w nieskończoność.

A gdyby tak zacząć właśnie w tym momencie? Od najprostszej rzeczy. Tu i teraz. Założyć na tyłek wygodne rzeczy, na nogi wygodne buty i wyjść z domu? Nie czekać na karnet do siłowni, na trenerkę fitness, która wróci z urlopu lub na płytę Ewy Chodakowskiej, która utknęła gdzieś na poczcie.

Ruch jest najlepszym motywatorem do zmian. On nie odbiera nam energii, ale nam ją daje. Sprawia, że czujemy przypływ mocy. „Mogę wszystko” – myślimy i tak naprawdę jest.

Więc skoro możesz wszystko, to podejmiesz nasz dzisiejsze wyzwanie, które jest bardzo proste. Zacznij od aktywności, od szybkiego spaceru. Że głupio będziesz wyglądać maszerując przez park? Uwierz – to ty tak o sobie myślisz, twoja głowa podsuwa ci wymówki, dla których woli, żebyś została w domu, bo tu czuje się komfortowo. Chcesz zmiany – idź na spacer. Pół godziny szybkiego marszu, w parku, nad jeziorem, brzegiem morza, jeśli jesteś na wakacjach.

To tylko pół godziny w ciągu całego dnia. Zacznij tę zmianę, a nam napisz, jak ci idzie.

Będziesz chciała się poddać? Nie rób tego, masz nas!

Wśród najaktywniejszych z was wybierzemy i nagrodzimy najfajniejsze komentarze! Po trzech tygodniach – rozdamy pierwsze nagrody, a po zakończeniu naszej akcji wyłonimy pozostałe laureatki! Bądźcie z nami!

Co trzeba zrobić?

Przez kolejne sześć tygodni bedziemy specjalnie dla was pisać jak odmienić swoje życie – jak żyć zdrowiej, piękniej; jak schudnąć, jeść zdrowiej, ćwiczyć; jak uwolnić swoją głowę; nauczyć się czegoś nowego. Jak odmienić swoje życie – na lepsze! Czekamy na wasze komentarze pod tekstami, w których podzielicie się z nami tym, co udało wam się zrobić, waszymi planami i sukcesami. To lato jest nasze, razem sięgniemy po gwiazdkę z nieba!

Nagrody:

Od marki Diu Vitam

Fot. Materiałyy prasowe

Fot. Materiałyy prasowe

3 x  tygodniowy pakiet wody Diu Vitam (3 kartony)

Od marki Eveline:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

5 zestaw składający się z:
– kremu z lini Express Face Care
– kremu z lini AquaHybrid
– kremu z lini LiftHybrid krem 40+

Od marki NOVA Kosmetyki:

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

3 x zestaw kosmetyków zawierający:
– pianka do mycia twarzy GoCranberry
– maseczka do twarzy GoCranberry
– krem ochronny z SPF 10

Od marki Bioline

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

5 x  wybrany produkt do pielęgnacji ciała (body oil coconut, body oil monoi lub balsam sweet almond ) + mydełko aleppo

Od marki by Insomnia

Fot. Materiałyy prasowe

Fot. Materiałyy prasowe

3 x  T-shirt Nell z nadrukiem

Od marki FootMedica

Fot. Materiałyy prasowe

Fot. Materiałyy prasowe

Fot. Materiałyy prasowe

Fot. Materiałyy prasowe

3 x konsultacja podologiczna (wraz z drobnym zabiegiem w przypadku potrzeby)
2 x  badanie stóp (obejmujące badanie manualne i badanie komputerowe stóp)

Partnerzy akcji:

logotypy akja lato

Czas trwania akcji: od 04.07.2016 do 15.08.2016 roku. Wyniki zostaną opublikowane: cz. 1) po 3 tygodniach trwania akcji, cz. 2) do 10 dni od jej zakończenia.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

Zobacz wszystkie wpisy biorące udział w akcji


Psychologia

Z pamiętnika spokojnej singielki. Facet z klasą? Nie, dziękuję

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
7 lipca 2016
Fot. iStock/Halfpoint

Niekiedy myślę, że strasznie narozrabiałam w poprzednim życiu i dlatego przewrotny los tak ze mnie chichocze. Z drugiej strony…, jakby odpowiedzieć śmiechem na większość wątpliwych darów, które każdemu od czasu do czasu przynosi opatrzność, to ten chichot przestaje być złośliwy – to jedynie figlarnie zmrużone oko.

Z samego rana zadzwonił telefon.

– Będziesz dzisiaj w domu? Chciałabym do Ciebie z kimś przyjść – powiedziała z początku trochę zagadkowo pani Wisienka, by zaraz dodać – wpadnę z moim znajomym.

– Oczywiście, nie musisz dzwonić i się pytać – odpowiedziałam zupełnie naturalnie analizując przy tym stan lodówki pod kątem ewentualnej kolacji.

– A z kim dokładnie do mnie wpadniesz? – pytam tak na wszelki wypadek, bo w głowie mam jedną myśl – szykują się swaty.

– Zobaczysz, to bardzo porządny facet, na stałe mieszka w Stanach, przyleciał na urlop. Wysportowany, bogaty, miał trzy żony, ale o wszystkie zadbał. Prawdziwa klasa. Powiedziałam mu, że będzie pod wrażeniem tego, co mu pokażę – odpowiada pani Wisienka nie kryjąc śmiechu. O zgrozo! Uświadamiam sobie, że nie chodzi jej o dom i ogród.

– A ile on ma lat?

– No tak..jest po pięćdziesiątce, właściwie to sześćdziesiąt, sześćdziesiąt trzy.

Nie mam już więcej pytań, a w głowie jedną myśl  – coraz lepiej…ten, kolejny  którym chcą mnie wyswatać, jest w wieku mojego ojca. Pani Wisienka jest jednak wyjątkowa i wiele dla mnie znaczy. Dodatkowo wiem, że zawsze dobrze mi życzy, więc trudno – podejmuję wyzwanie.

 Na pierwszy rzut oka zrobił na mnie nawet dobre wrażenie

Ubrany sportowo, w czapce z daszkiem, obdarzony uroczym uśmiechem i miłą barwą głosu, ale…no właśnie, ale! Czy nie ma już wysokich facetów i czy wszyscy są łysi? To ostatnio moje fatum. Sama nie jestem zbyt wysoka, tym bardziej dziwnie czuję się, kiedy „on” ma nos na poziomie mojego. Trudno…i tak nic z tego nie będzie. Różnica wieku dla mnie w tym wypadku jest nie do przejścia.

– Spodziewałem się dojrzałej kobiety, a tu …kolorowy motylek, dziewczynka – mówi do mnie Peter i w tym momencie myślę, że tym razem nie wytrzymam, nie przeżyję. W gruncie rzeczy jest jednak miły, kulturalny…jest gościem i przede wszystkim znajomym Wisienki – postanawiam, więc zachować klasę i uprzejmość. On jednak odczytuje to, jako sygnał na przyzwolenie i nie traci czasu.

– Podobasz mi się, chciałbym ciebie lepiej poznać – zwraca się do mnie uwodzicielskim tonem, a ja otwieram coraz szerzej oczy i myślę sobie, że to nie może być prawda. Jednocześnie trochę bawi mnie ta jego bezczelność. Natychmiast przywołuję się do porządku. Nie! To zły kierunek myślenia!

– Mam jeszcze żonę, ale zdradziła mnie…

Chciałem się z nią rozwieść, ale w Stanach to kosztuje..zresztą ona się rozmyśliła, zbytnio lubi swoje pierścionki. Mieszkamy razem i od czasu do czasu seksujemy się – opowiada historię swojego życia i związku, a ja coraz bardziej zastanawiam się co się dzieje z ludźmi. Jak można żyć w takich układach?!

– Zabiorę Ciebie na wycieczkę, gdzie pojedziemy? Może do Lwowa na kilka dni? – pyta Peter wyraźnie pewny, że już razem spędzamy romantyczny weekend. – Nie, dziękuję- wyduszam z siebie i wykrętnie dodaję, że jestem przed wakacjami i nie mam pieniędzy na takie eskapady. Przewrotny kobiecy umysł podsuwa jednak myśl, że gdyby nie dziesięć lat za dużo i dziesięć centymetrów za mało,  to… W tym momencie pada odpowiedź, która sprowadza mnie na ziemię… I już jestem pewna, że tego nie zniosę, to jednak zdecydowanie za dużo, nawet jak dla mnie. Peter składa mi propozycję, zapewne w jego mniemaniu nie do odrzucenia.

– Ależ dziewczynko – jak proponuję wyjazd, to ja wszystko funduję. Dodatkowo pomyśl ile zarabiasz ty, a ile ja- to dla mnie żaden problem – mówi Peter wyraźnie przekonany, że tym razem mi zaimponował… Zaprawdę prawdziwy facet klasa.

Robi się późno, więc wymownie ziewam i ziewam zmuszając w ten sposób Petera do opuszczenia mojego domu. W łóżku przez chwilę rozmyślam, czy bardziej śmiać się z niego, czy z siebie. Rano zadzwonię do dziewczyn i wszystko im opowiem. Póki, co…ciągle wraca myśl – gdyby był młodszy o dziesięć lat.. Kolejny raz karcę siebie, tym bardziej, że już wyeliminowałam kryterium wzrostu. Idę w złym kierunku, w kierunku, który nosi nazwę DESPERACJA.

Nim zdążyłam otworzyć dobrze oczu, kiedy zadzwonił  telefon

– Witaj, za pięć minut jestem u ciebie, pomogę zrobić ci zakupy – odzywa się nikt inny tylko Peter. Zaskoczona i nadal z poczucia tej beznadziejnej uprzejmości wyduszam z siebie słabe: „okej”. Jednocześnie przeszywa mnie dreszcz, bo uświadamiam sobie, że Peter narusza mój rytuał jakim są sobotnie zakupy na pobliskim bazarku. To raczej dreszcz złości na samą siebie, że nie potrafię powiedzieć „nie”. Ostatecznie zakupy robię w ekspresowym tempie i staram się nie dostrzegać zadziwienia sprzedawców. Nie chcę, żeby pomyśleli, że to mój partner, albo co gorsza, powiedzieli, że miło im poznać mojego ojca…

Cóż jestem sama i chyba lubię tymczasowo ten stan.  A Peter… ubrany niemalże jak kowboj uśmiecha się szeroko do wszystkich i zagaduje. Zbywam go przed południem koniecznością wizyty u mojej kosmetyczki, na szczęście nie chce iść mi towarzyszyć.

Po południu dzwonię do  dziewczyn i opowiadam o wspaniałym kandydacie, który mimo, że jest starszy o ponad 20 lat ma jeszcze tak wiele do zaoferowania. Pękamy ze śmiechu. A ja jestem już pewna, że mam do czynienia z zawodowcem i ten jego wątpliwy urok okraszony sporą pewnością siebie, musiał kiedyś działać…może działa i teraz . Ale nie na mnie.


Malgorzata mueldner gosia awatarMałgorzata Mueldner

Mama Mikołaja, 4 kotów i psa. Ponad wszystko ceni sobie spokój domowego zacisza i ogródka, ale miewa zaskakujące przygody. Przed laty zaczynała  jako obiecujący pracownik dużej korporacji, a dziennikarzem została dzięki splotowi różnych okoliczności i ludzkiej życzliwości.


Zobacz także

„To, że poprawiam nierówno rozwieszone pranie, ona uważa za akt skrytej agresji. No ludzie! Nie wiem, czy dłużej wytrzymam”

Pocieszać też trzeba umieć. Co robić, by nie pogorszyć czyjegoś smutku?

Smutek nie jest jednowymiarowy. Poznaj 5 warstw smutku

Choleryk prowadzi auto

Wybuchowy i energiczny, w życiu nie kieruje się sentymentami. Czego można spodziewać się po choleryku?