Psychologia

10 trudnych i łamiących serce prawd, o których ludzie z depresją nie mówią

Redakcja
Redakcja
23 lutego 2022
Fot. iStock/stock_colors
Następny

Nie mogę zapomnieć historii kobiety, która nie wygrała walki z depresją, popełniła samobójstwo. Tak często bagatelizujemy jej objawy, odsuwamy się od ludzi, którzy sobie z tą chorobą nie radzą, dają się jej zjadać od środka. Depresja ma wiele twarzy, jest jednak kilka prawd na jej temat, które są udziałem każdego chorującego. Te prawdy bywają trudne do opowiedzenia, ponieważ ujawniają smutną prawdę o tym, co dzieje się w naszych umysłach oraz jak walczymy, by iść do przodu. Ci, którzy chorują na depresję, czują się często samotni, nierozumiani, przytłoczeni życiem i emocjami.

10 trudnych i łamiących serce prawd, o których ludzie z depresją nie mówią

„Nikt nie ma mocy naprawienia mnie”

Depresja nie jest jedną z tych dolegliwości, z którą walczysz do momentu odkrycia magicznej pigułki, która cię wyleczy. Podczas gdy leki i terapia mogą pomóc i przynieść ulgę, nie ma jednak cudownego środka, który sprawi, że jutro obudzisz się zdrowym. To, co dzisiaj tobie pomaga, nie musi wcale działać kilka dni później. Walka z depresją to ciągły eksperyment, by znaleźć spokój.

„Moja depresja sprawia, że bywam samolubny”

Osoby z depresją z natury rzadko bywają egoistami, jednak choroba sprawia, że nimi się stają, skupiają się tylko na sobie. W dniu, kiedy muszą wstać z łóżka i stawić czoło światu, są w swojej głowie tak bardzo, że mało ich obchodzi, co dzieje się wokół. Jest to dla nich ogromny wysiłek i nie chcą tracić energii na interesowanie się czymś innym poza sobą. Nie robią tego, by kogoś skrzywdzić, by odsunąć, po prostu tak mają, warto o tym wiedzieć.

„Są takie momenty, że „nie bycie tutaj” naprawdę brzmi jak dobra opcja”

Czasami, gdy depresja zaciemnia rzeczywistość, gdy odcina chęć do życia, zrobienia czegokolwiek jedyną opcją do rozważenia staje się „nie bycie tutaj”. Nie zawsze chodzi o śmierć, często jest to potrzeba zamrożenia swoich emocji – przestać czuć, odczuwać ból, byleby tylko uciec od depresji, ale od niej nie da się uciec… Żeby chociaż dała przerwę na złapanie oddechu, nabranie sił… Nic takiego jednak się nie dzieje.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Psychologia

Coraz więcej kobiet ma „złamane serce” – donoszą naukowcy. Dotyka to szczególnie tych po „50”

Media Room
Media Room
23 lutego 2022
fot. m-gucci/iStock
 
Kardiomiopatia to rzadkie zaburzenie serca, które powstaje w wyniku emocjonalnego lub fizycznego stresu, przy czym szczególnie dotyka kobiet po 50. roku życia. Objawami przypomina zawał.

Coraz więcej kobiet ma „złamane serce” – donoszą naukowcy z Cedars-Sinai Medical Center. Szczególnie – 10 razy więcej niż młode kobiety i mężczyźni – cierpią panie w wieku od 50. roku życia. Nie, nie chodzi o zawód miłosny, ale o tzw. zespół Takotsubo (TTS), zwany także zespołem złamanego serca lub kardiomiopatią stresową.

Dane na temat 135 tys. osób z tym zaburzeniem zdiagnozowanym w latach 2006-2017, oprócz potwierdzenia, że kobiety chorują częściej, pokazało, że u osób żeńskiej płci w wieku 50-74 lata, liczba przypadków rośnie 10 razy szybciej, niż w innych grupach. Ta rzadka na szczęście przypadłość może objawiać się nagłym bólem w klatce piersiowej, skróceniem oddechu i przypominać atak serca. Może nastąpić zwężenie tętnic w sercu, jednak w przeciwieństwie do sytuacji przy zawale, nie dochodzi do zablokowania naczyń. Często lewa komora ulega powiększeniu.

Brak terapii, ale dobre rokowania

Czasami podaje się leki zmniejszające obciążenie serca i obniżające ryzyko ponownego zdarzenia tego typu. Rzadko, ale jednak jest to możliwe, dochodzi do zgonu czy powikłań – arytmii, obrzęku płuc, niedociśnienia, niewydolności serca czy zakrzepów. Przyczyną, jak się uważa, jest stres i prawdopodobnie związany z nim wyrzut adrenaliny do krwi. Chorobę może więc poprzedzić trudne przeżycie psychiczne lub fizyczne – śmierć bliskiej osoby, wypadek, mocna awantura, ostra choroba, zabieg chirurgiczny. Rzadziej może mieć ona związek z niektórymi lekami czy nielegalnymi substancjami np. metamfetaminą czy kokainą. Brakuje niestety celowanego leczenia, na szczęście jednak chory zwykle dochodzi do siebie w czasie kilku tygodni.

Covid łamał serce

Kiedy weźmie się pod uwagę przyczyny zaburzenia, nie dziwi odkrycie naukowców z Cleveland Clinic, którzy zauważyli znaczący wzrost zachorowań na serce w czasie obecnej pandemii. „Epidemia Covid-19 wywołała stres na wielu różnych poziomach, na całym świecie. Ludzie martwią się nie tylko o zdrowie swoje czy swoich rodzin, ale muszą radzić sobie z problemami ekonomicznymi, emocjonalnymi i społecznymi, a także często samotnością i izolacją – zwraca uwagę dr Ankur Kalra, autor publikacji, która ukazała się w piśmie „JAMA Network Open”. Osoby ze zdiagnozowanym syndromem Takotsubo były przy tym wolne od Covid-19. – Stres może powodować fizyczne skutki w naszym ciele, w tym w sercu, na co wskazuje rosnąca liczba przypadków kardiomiopatii stresowej” – podkreśla specjalista.

Zdaniem naukowców ważne jest, aby się odpowiednio o siebie zatroszczyć. Również o serce! To samo z pewnością dotyczy innych stresowych sytuacji, nie tylko epidemii. „Podczas gdy pandemia ewoluuje, opieka nad sobą samym w tym trudnym czasie jest krytyczna dla zdrowia serca i ogólnego stanu. Jeśli ktoś czuje się przeciążony stresem, ważne aby skonsultował się z lekarzem. Ćwiczenia, medytacja, relacje z rodziną i przyjaciółmi z uwzględnieniem odpowiedniego dystansu i środków ostrożności mogą pomóc w zmniejszeniu napięcia” – podkreśla dr Grant Reed, jeden z głównych autorów badania.

ZOBACZ: Częste bóle w klatce piersiowej, duszności i kołatanie serca w sytuacjach stresowych? To może być nerwica serca. Co trzeba o niej wiedzieć?

Groźne katastrofy

Z kolei badacze z University of Arkansas po przyjrzeniu się ponad 20 tys. pacjentów z zespołem Takotsubo wykryli ponad dwukrotny wzrost zachorowań w stanie Vermont, który nawiedził niszczący huragan Irene. Wzrost liczby przypadków zanotowali też w Missouri nawiedzonym przez Tornado. „Nasze wyniki wskazują, że dwa kataklizmy, jeden w Vermont, drugi w Missouri mogły potencjalnie wywołać wzrost zachorowań na kardiomiopatię Takotsubo w tych regionach” – zwraca uwagę główny autor badania dr Sadip Pant. „Lekarze i inny personel oddziałów ratunkowych powinni mieć taką możliwość na uwadze, jako że znajdują się na pierwszej linii pomocy pacjentom w przypadku naturalnych katastrof” – podkreśla dr Pant.

Wiele zależy od mózgu

Zaburzenie jest jeszcze dosyć słabo poznane, ale badania odkrywają kolejne informacje. Naukowcy z Massachusetts General Hospital i Harvard Medical School odkryli na przykład, że na zachorowanie bardziej narażone są osoby o szczególnie silnie reagującym na stres ciele migdałowatym. To ośrodek w mózgu zaangażowany m.in. w przetwarzanie emocji. Nieco nietypowej aktywności mózgu osób predysponowanych do rozwoju zaburzenia towarzyszyły też zmiany w szpiku.

„Wyniki te przynoszą kolejne dowody na szkodliwe działanie związanych ze stresem biologicznych procesów na układ krwionośny. Odkrycia takie jak to wskazują na potrzebę prowadzenia dalszych badań nad wpływem ograniczania stresu czy stosowaniem leków oddziałujących na pewne części mózgu i serce – mówi kierujący badaniem dr Ahmed Tawakol. – W międzyczasie, napotykając pacjentów w chronicznym stresie, lekarze powinni rozważyć możliwość, że ograniczenie stresu może przynieść korzyści układowi krwionośnemu” – podkreśla ekspert.

Zbyt silna radość

Okazuje się, że nie tylko trudne sytuacje są groźne. Kiedy badacze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu przeanalizowali dane na temat prawie 2 tys. pacjentów z zaburzeniem, u prawie 500 z nich zidentyfikowali wyraźny, łatwy do określenia czynnik emocjonalny. 96 proc. z tych osób doświadczyło ciężkiego przeżycia, jednak u 4 proc. chorobę poprzedziło radosne wydarzenie, na przykład wesele, narodziny wnuka, czy nawet urodziny albo wygrana ulubionej drużyny rugby. „Pokazaliśmy, że wyzwalacze TTS mogą być dużo bardziej zróżnicowane, niż wcześniej sądzono. Osoba z TTS nie jest już typowym pacjentem z >>syndromem złamanego serca<<, a chorobę mogą poprzedzać także pozytywne emocje” – twierdzi autorka badania Jelena Ghadri, która założyła pierwszy na świecie Międzynarodowy Rejestr Takotsubo (http://www.takotsubo-registry.com).

„Lekarze powinni mieć mieć tego świadomość i brać pod uwagę, że pacjenci przywożeni na oddział ratunkowy z objawami ataku serca takimi jak ból w klatce piersiowej i trudnościami w oddychaniu, ale po radosnym wydarzeniu i pozytywnych emocjach, mogą cierpieć z powodu TTS, podobnie jak pacjenci z podobnymi objawami, ale po negatywnym zdarzeniu emocjonalnym. Nasze wyniki rozszerzają kliniczne spektrum TTS. Sugerują także, że radosne oraz smutne wydarzenia mogą oddziaływać na podobne ścieżki emocjonalne prowadzące ostatecznie do TTS” – dodaje specjalistka.

POLECAMY: Kołatanie serca – kiedy należy zgłosić się do lekarza?

Nadzieja na lek

Choć specyficznych leków na razie nie ma, naukowcy ciągle ich poszukują. Grupa z Monash University doniosła w ubiegłym roku o leku, który może pomagać w terapii tego zaburzenia serca. Na razie w badaniach na myszach zespół wykazał silne działanie kwasu suberanilohydroksamowego. To oddziałujący na aktywność różnych genów związek, który stosuje się obecnie w terapii niektórych nowotworów.

„Po raz pierwszy pokazaliśmy, że lek wykazuje ochronne i terapeutyczne działanie ważne dla zdrowia serca. Nie tylko spowalnia uszkodzenie serca, ale także cofa zniszczenia spowodowane stresem – informuje kierujący pracami prof. Sam El-Osta. – To przedkliniczne badanie wskazuje na nowy standard zapobiegania i leczenia z pomocą kardioprotekcyjnego leku oddziałującego na geny w sercu” – dodaje ekspert. To dobra wiadomość. Tymczasem warto pamiętać, że ból w klatce piersiowej, szybkie nieregularne bicie serca, skrócony oddech, także po stresującym wydarzeniu, to sygnał do natychmiastowego skontaktowania się z lekarzem.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Psychologia

„Czterdziestoparoletni kawaler. Hobby: kumple i obiadki u mamusi. Jedno wiem: miłość umiera w milczeniu”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 lutego 2022
fot. filadendron/istock

Zastanawiam się, jak można tak sobie w jeden dzień zamknąć te dwa lata i odejść. Jak mógł mi to zrobić, tak oszukać. Nienawiść, złość przeplata się z uczuciem. Już nic nie jest takie proste. Próbuję rozmawiać, żyć z nim jak wcześniej, ale nie potrafię. Kolejny raz oszukał, kolejny raz nadwyrężył moje zaufanie. Jest cisza, obojętność, coraz mniej wyczekuję jego telefonu, wiadomości, czasem jeszcze popłaczę. Nie powiedzieliśmy sobie „do widzenia, żegnaj”, ale jedno wiem, „miłość umiera w milczeniu”. Dwa lata związku się kończą, pomimo moich starań.

On: Czterdziestoparoletni kawaler, pracujący. Wolne wieczory spędza na graniu online z kumplami. Co drugi dzień… jest u mamusi, na pogaduchach, bo przecież trzeba zdać relacje co u synusia słychać. Czasem dostanie słoik zupy, ciasto. Przed każdą popołudniową zmianą jedzie do mamusi po kanapki do pracy. No przecież.. nie będzie mamusi odmawiać tej przyjemności, przecież ona tak lubi dbać o syneczka. Synek nie narzeka. Lubi swoje wygodne życie, swoje mieszkanie. Nikt mu nie zagląda przez ramię i nie kontroluje co robi, ile czasu gra, z kim pisze.

Przeszłam z nim niejedne wyboje. Będąc na początku z nim, nie wiedziałam, że żyję w emocjonalnym trójkącie. Jego zażyła znajomość z koleżanką psuła moje relacje z nim. Raz nawet się z nim rozeszłam, bo nie rozumiał, dlaczego nie podoba mi jego przyjaźń z nią. Wszędzie była ona, na „dzień dobry” i na „dobranoc, słodkich snów”. Nie widział nic złego w tym, że jeździ do niej do domu na kawę (do samotnej kobiety), czy jedzie z nią na pokaz kulturystów, bo przecież mnie to nie interesuje… Jeśli nie widział problemu, to dlaczego mi o niej nie mówił?

Oj tak, przeszliśmy wiele, ale mówi się, że niektóre sytuacje wzmacniają związek i potem jest tylko lepiej. Było chwilę lepiej, koleżanki nie ma. Na początku znajomości… jest fajnie, rozwijamy się. Gdzieś tam wpasowuje w jego wygodne życie. Widujemy się, rozmawiamy, spędzamy razem czas, jeździmy na wakacje. A wieczorem każde idzie do siebie spać. Przecież nie mieszkamy razem. Ot tak.. taki słodki obrazek, gdy nas widzą, jak my się kochamy.

Zawsze służy pomocą, nigdy nie odmawia jak go potrzebuje, czy to meble skręcić, czy gniazdko naprawić. Panuje taka iluzja „ale mu zależy, stara się, dba”. Sielanka trwa. Mijają 2 lata, przecież to czas, by rozmawiać o przyszłości. Nic nie stoi nam na przeszkodzie, jest miłość, mamy dobre prace, on ma mieszkanie. No właśnie… tylko on nie mógł zrozumieć, dlaczego chcę idealny obrazek psuć, przecież jest tak fajnie. Zobowiązania? A co to takiego? Dziecko? Żeby się starać o dziecko trzeba najpierw ze sobą zamieszkać.

Oczywiście synuś mamusi musiał najpierw zapytać się jej o zdanie, co sądzi na temat dziecka oraz o wspólnej przyszłości. Gdy kategorycznie zabroniłam mu się pytać, stwierdził, że muszę pogodzić się z tym, że ma taki kontakt z rodziną. Koniec końców… nie zapytał się, tak twierdzi. Chociaż mu nie wierzę.

Zaczęliśmy urządzać pod NAS jego mieszkanie, ale zanim to nastąpiło, oczywiście musieliśmy stoczyć BÓJ. No ale udało się, przeniosłam część rzeczy do niego i gdy zaczęło się robić poważniej, nastały ciche dni. Nawet rozmawiałam o rozstaniu. Nie wiedziałam i nie rozumiałam, co się dzieje. W końcu przyznał się do swojego nałogu. Popala trawkę. Bał się o tym powiedzieć. A ja… poczułam się oszukana, ponieważ nie związałabym się z facetem, który pali trawkę. Musiałam to przetrawić i nadal to trawię.

Zastanawiam się, jak można te 2 lata tak sobie w jeden dzień zamknąć i odejść. Jak mógł mi to zrobić, tak oszukać. Nienawiść, złość przeplata się z uczuciem. Już nic nie jest takie proste. Próbuje rozmawiać , żyć z nim jak wcześniej, ale nie potrafię. Kolejny raz oszukał, kolejny raz nadwyrężył moje zaufanie. Jest cisza, obojętność, coraz mniej wyczekuje jego telefonu, wiadomości, czasem jeszcze popłaczę. Nie powiedzieliśmy sobie „do widzenia, żegnaj”, ale jedno wiem, „miłość umiera w milczeniu”.


Zobacz także

Uczę się miłości, tej najtrudniejszej – miłości do samej siebie. Cholernie trudne zadanie!

Jedyny dzień, którym powinnaś się przejmować jest… dzisiaj

Słaba płeć… Kobieto, jak to dobrze, że chociaż na ciebie zawsze można liczyć