Kariera Lifestyle Macierzyństwo

„Zaraz zwariujęęę, mam za dużo obowiązków”. Z pamiętnika Kobiety Ogarnę Wszystko

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
4 grudnia 2015
5 zaskakujących rzeczy, które mogą obniżyć twoją inteligencję
Fot. iStock / ArtMarie
 

Jest piątek, 3.00 w nocy, budzik dzwoni co pięć minut. „Ratunku” jęczy ona. Próbuje znaleźć kawałek przestrzeni, żeby chociaż odwrócić się na drugi bok. Niemożliwe. Pół centymetra w lewo: pies (Boże, dlaczego pięciomiesięczna suka śpi w łóżku? Przecież psy ogarniętych ludzi śpią na legowisku, do sypialni nie mają nawet wstępu), pół milimetra w prawo mąż. „Posuń się” mruczy ona. „Masz caaaałe łóżko”. O nie, nie całe. Po drugiej stronie leży dziecko. Jakie dziecko – to prawie nastolatek, nocna gorączka, zapalenie oskrzeli i lęki.  Kto by wyrzucił człowieka z łóżka o tej porze. Przecież łóżko jest duże. A, jest jeszcze kotka. A przepraszam, dwie. One też lubią pospać wygodnie. Poirytowane nowymi domownikiem (psem) nie odpuszczają. One też mają prawo do bliskości, prawda?  Ratuuuuunku. Ona w końcu zwleka się, by pracować. Spóźniona (jak zwykle), zdenerwowana (jak  często).

Kilkadziesiąt maili, sporo wiadomości na Facebooku. „Możesz w końcu oddzwonić? Odpisać?” Przyjaciółki, koleżanki, współpracownicy.

„Zwariuję” myśli ZWARIUJĘ. „Jestem człowiekiem porażką” biczuje się. Wczoraj na chwilę włączyła telewizję śniadaniową. Pani X, modelka opowiadała o swoim życiu: rano o świcie joga, potem spokojnie śniadanie. Zdrowe soki, zakupy w sklepie eko, potem relaksujący dzień. Spokojne pisanie książki (oesu, od kiedy jakiekolwiek pisanie jest spokojne). Nie lepiej z Ewą Chodakowską, królową polskich ciał. Zawsze miła, szczęśliwa, zorganizowana, ogarnięta. „To na pewno dlaczego, że nie ma dzieci” myśli ona i serio wstydzi się tego myślenia, bo tak się zachowują tylko żałośni hejterzy. „No ale ma dzieci w wieku szkolnym, ma dwa koty, psa?” Nie ma? No nie ma. To o czym my mówimy.

Niestety, niektóre matki też wydają się być królowymi zen. O trzeciej w nocy, to one najwyżej jeszcze nie śpią, bo robią babeczki na kiermasz dla dziecka, a nie szamoczą się jak wariatki, by w nerwach odgruzowywać życie.

Z Facebooka (no dobra poza polityką) bije szczęście i harmonia. Wszyscy czytają książki, dbają o duchowy rozwój, wyjeżdżają, pracują w fajnych miejscach. Są ZORGANIZOWANI, poukładani, szczęśliwi i tak, k… mądrzy, że się w głowie nie mieści.

Ona przeżyje dzień w biegu. Koło książki nawet nie postoi. Po świeże bułki do sklepu, na długi spacer z psem, oddzwoni w ileś miejsc, żeby nikt nie poczuł się urażony ( i tak czuje się większość), odpowie na maile ( na ileś i tak nie powie), zrobi śniadanie, obiad, kolacje. Pouczy się angielskiego, odrobi matematykę ( w końcu sama jest w szkole, prawda?!), pojedzie do lekarza jednego, drugiego, do trzeciego po wynik badań dziecka z przedwczoraj, zadzwoni do mamy, ojca, ciotki, siostry.

Wieczorem i tak położy się spać z poczuciem winy jak stąd do innej galaktyki, bo

– jakiś lekcji jednak nie dopilnowała

– za mało rozmawiała z dzieckiem

– on jednak za dużo gra w Minecrafta

– pracowała za dużo, a i tak niedostatecznie dokładnie

– za mało przytulała koty

– nie poszła pobiegać ( spacer– bieg z psem się nie liczy)

– praca mogłaby wykonywać lepiej, a nie gorzej

– na kolację można by jednak zrobić coś bardziej wyrafinowanego, a nie makaron z warzywami

– tę czekoladkę to już jednak można było sobie darować ( haloo, widzisz lustro, dziewczyno? Ileż razy można ci powtarzać, że szczupły tyłek nie lubi się z czekoladkami)

– ten kieliszek wina jednak był niepotrzebny ( bo po nim był grany ser pleśniowy)

– bo nie jest tak idealna jak panie z telewizji, z gazet i licho wie z czego jeszcze

– nie jest tak idealna jak wszystkie, pracujące i ogarniające życie koleżanki

I będzie miała tylko jedną myśl: „Po ch..ja ja tak żyję?!” Tak nieuważnie, tak szybko, tak stresująco, z takim ciężarem, żeby być ciągle lepsza, żeby spełniać oczekiwania, żeby nikogo nie rozczarować, w tym siebie przede wszystkim. Bo zawsze jest ktoś lepszy, mądrzejszy, ładniejszy, chudszy i serio można wyzionąć ducha od nieustannego stawania sobie wyżej poprzeczki.

Nie, nie dam rady. Tak powie jutro powie. Wszystkim. A przede wszystkim sobie. Że basta.  I przypomni sobie cytat z ukochanej Buki, którą koleżanka wrzuciła rano na Facebooka: „mam tyle do zrobienia, że sama nie wiem co olać jako pierwsze”

PS. O 23.00 SMS: ja chyba jutro oleję wszystko. Wiesz, nie wstanę na ten kiermasz, w nosie z angielskim i tenisem. Niech dzieciaki same idą.

„Oczywiście” odpisuję „Olej”

To już lepiej, prawda? Wypuściłyśmy trochę żółci. Rano obudzimy się grzecznie i wrócimy do swoich zadań. Postoimy na kiermaszu. Ciasto upieczemy, pouśmiechamy się. Ale od jutra… od jutra to naszą matką asertywność. Od jutra olejemy wszystko.

To byle do jutra.

🙂 Nie mogę się doczekać. Ona na pewno też.


Kariera Lifestyle Macierzyństwo

„Nie nadajesz się! Nie powinnaś mieć więcej dzieci”. Jak musisz żyć, by nazywano cię dobrą matką

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
13 grudnia 2015
iStock/Nomadsoul1
 

Znajoma rozwodzi się z mężem. Mają dwie córki. Jedna lat jedenaście, druga dziewięć. Rozwód w przyjaźni (na tyle, na ile to w ogóle możliwe), mąż wyprowadził się kilka domów dalej. Razem z nim jedna z córek (ta młodsza).

– Ale jak się na to zgodziłaś?! – na jednym ze spotkań zaatakowały ją koleżanki. – Przecież ona ma dopiero dziewięć lat. – Ale ja ją codziennie widzę! Dlaczego mam jej zabronić?! Tak wybrała. Cisza. W końcu odezwały się odważniejsze: „Bo jesteś matką?”. „Bo to matka powinna zajmować się dziećmi?”. „Bo jak to córka z ojcem?”. „Nie będziesz żałować?”. „Bo dziewczynki powinny wychowywać się razem”.

Znajoma odpierała ataki coraz bardziej zdenerwowana: „Ależ wychowują się razem, codziennie widują, chodzą do tej samej szkoły. Po prostu gdzie indziej śpią”.

Inna koleżanka opieką nad synem dzieli się pół na pół. Syn też już ma 9 lat, więc opieka naprzemienna nie budzi takich kontrowersji wśród ludzi jak na początku. Ale gdy ona i jej były partner o tym decydowali – syn miał dwa lata. „Co za egoistka” – mówiono o matce. „Skąd taka decyzja? Dziwne…”. Tymczasem dla koleżanki to był kompromis, zgoda na to, że nie jest lepszym rodzicem, który ma większe prawa tylko rodzicem, który ma takie same prawa jak drugi rodzic. Równouprawnienie, tak? Ale cóż, w Polsce do opiekowania się dziećmi jest tylko matka. Ojciec to tylko dodatek. Dzięki niemu tworzy się rodzinę kompletną. Ojciec ma swoje obowiązki, ale nie istnieje bez kobiety.

Widać to doskonale u lekarza (pediatrzy, pielęgniarki głównie instruują matki), na plaży (głównie bawią się mamy) i na imprezach rodzinno– świątecznych. Dziećmi zajmują się  matki, a jeśli się nie zajmują, bo na przykład siedzą sobie na kanapie z drinkiem (herbatą, kawą, kieliszkiem wina) i rozmawiają z teściową i innym gośćmi, to zaraz zaczynają się komentarze. Łagodne: „Boże, jakiego masz wspaniałego męża, on się tak zajmuje dziećmi” (bo te dzieci nie są przecież jego, tylko wyłącznie tego lenia na kanapie co woli drinka (herbatę, kawę, kieliszek wina) od układania puzzli. „Ty to jesteś farciara, że możesz sobie posiedzieć” (no tak, bo dziesięć minut siedzenia w życiu matki to luksus).

Ta presja społeczna (wychowanie też) sprawia, że każda matka jest bardzo wdzięczna (WDZIĘCZNA) ojcu dziecka, gdy jest dobry, ba nawet poprawny. Że zostanie z dzieckiem na weekend („Dziękuję, kochany, wreszcie mogłam się wyspać”), że da jej wolną niedzielę, czy sobotę, że pozwoli wyjść z koleżankami. Na tym się ostatnio złapała moja przyjaciółka, która wyjechała i zostawiła dzieci z eks. „Milion razy mu dziękowałam, bo to nie był jego weekend. A kurczę, czy on mi dziękuje, gdy to ja idę mu na rękę?! Nie, to oczywiste. Jestem przecież matką”.

A ja się pytam WTF? Gdzie jest napisane, że dobra matka to matka na 100 proc. I zawsze.

Dlaczego oni (mężczyźni) mogą:

– dużo pracować (wtedy zarabiają na rodzinę), a my już nie (bo słyszymy: pracoholiczka, a dzieci same).

– mieć romanse ( ech, kryzys wieku średniego i ta żona nie taka) i nas porzucać, układać sobie życie i wiele osób życzy im szczęścia, ale gdy zrobi to kobieta bez wyraźnego powodu (przemoc na przykład), to wszyscy patrzą na nią, jakby była kompletną wariatką?

– spać do południa w weekend (gdy ona śpi– to znak, że jest leniwa)

– nie wiedzieć, gdzie leży pielucha, zabawka, ręcznik (biedna matka, która tego nie wie)

– przeżywać depresję, gdy ona musi ogarniać rzeczywistość (matka z depresją to matka wyrodna. Ciekawe skąd ona ma czas na depresję?! No skąd).

Najgorsze jest to, że to często nie mężczyźni wtłaczają się w taką rolę. My to robimy. Oceniając swoje córki, synowe, siostry, przyjaciółki, koleżanki, znajome. Mając jedną wizję macierzyństwa, która to wizja wygląda tak: grzeczna, idealna matka wstanie rano, ogarnie dzieci, porozwozi, uda się do pracy bądź do sprzątania, wróci, odbierze dzieci, ogarnie, ugotuje, upiecze, odrobi lekcje. Oczywiście, czasem się wkurzy, czasem ucieknie, ale wszystko w granicach normy. Nie zaszyje się w łóżku, nie zrobi niczego szalonego. Bo jest odpowiedzialna. A facet? No cóż, facet, taki słabszy gatunek.

I to się dzieje w XXI wieku, gdzie krzyczymy o równouprawnieniu.

Jakiś czas temu moja znajoma powiedziała, że ja NIGDY nie powinnam mieć drugiego dziecka, bo nie jestem matką typową. Powiedziała to głośno, na imprezie u znajomych, wśród tłumu ludzi, również obcych, którzy nie znają historii mojego życia. Zatkało mnie.

Co to znaczy być matką nietypową?

– to znaczy przeżywać w swoim macierzyństwie prawdziwe kryzysy i nie bać się o tym mówić?

– to znaczy dzielić się z mężem opieką pół na pół? (obowiązkami, gdy jest się razem, a czasem nawet uznać, że partner jest w czymś lepszy?)

– to znaczy nie gadać tylko o dziecku przy bezdzietnych znajomych?

– to znaczy wciąż mieć swoje życie?

– to znaczy nie codziennie gotować obiady z trzech dań?

– to znaczy pozwolić córce zamieszkać z ojcem?

Kto tworzy te zasady? Matki, które boją się tego, jakimi same są matkami? Kobiety, które lubią, które czerpią siłę z tego, że są w czymś może lepsze od innych? Pytam, bo nie wiem.

Ja muszę się borykać tylko z tym, że ktoś mi powie, że siedzę na kanapie, a mój mąż tyra (co jest gówno nie prawdą, bo są dni, że ja też tyram).

Kobiety, które mają opiekę naprzemienną– ze zdziwieniem i ostracyzmem. Ale co mają powiedzieć te, które mężów porzucają?

Sorry, to, że przestałaś być matką nie znaczy, że przestałaś być kobietą.

To, że jesteś matką, nie znaczy, że ktoś inny nie jest ojcem i nie ma takich samych obowiązków.

To, że jesteś matką nie jest równoznaczne (niestety) z tym, że jesteś lepszym rodzicem. Nie znaczy, że dziecko jest twoją własnością.

I naprawdę nie znaczy też, że nie masz prawa odpoczywać, nawalać i być po prostu zwyczajnym człowiekiem.

A dla młodszych kobiet mała rada: zanim wybierzesz mężczyznę na ojca swojego dziecka, zastanów się dobrze, czy on ci pozwoli na bycie sobą. I czy będzie (współ)odpowiedzialny za rodzinę. Będzie cię wpychał w stereotypową rolę, czy będzie się razem z tobą śmiać z tego, co prawdziwa matka powinna. Jeśli czujesz, że to tylko ty będziesz wstawać po nocach, gotować i brać na siebie wszystko – uciekaj gdzie pieprz rośnie.


Kariera Lifestyle Macierzyństwo

Zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Znajoma stawia tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość

Matka, żona i kłopoty
Matka, żona i kłopoty
30 listopada 2015
Fot. iStock / kzenon

„Ej, postawisz mi dziś karty? W końcu Andrzejki, zobacz, dziecko chore, jestem uwiązana, zalana tekstami. Pociesz, niech usłyszę, że coś mnie jeszcze czeka”  proszę znajomą. Znajoma nie jest żadną panią ze szklaną kulą, żadną wariatką i psychopatką. Jest historykiem, filozofem. Kiedyś, przy okazji pracy zawodowej zainteresowała się tarotem, przez lata zgłębiała jego historie, ale też znaczenie. Jej, bardzo intelektualni znajomi, bardzo się z tego śmiali. Do czasu, gdy znajoma poproszona o postawienie kart, zaczęła rzucać w nich szczegółami z życia, o których nie mogła wiedzieć. Do czasu, gdy jednej z nas nie powiedziała: „Widzę ciężką chorobę twojego syna, musicie koniecznie iść do lekarza”.  Potem był, rzeczywiście, lekarz i bardzo skomplikowana operacja. Jak można to przewidzieć?

Nie wiem. Rozumiem argumenty tych, którzy mówią, że życie to samospełniające się proroctwo. Masz to, na co czekasz i się spodziewasz. Według takiego rozumowania, jeśli ktoś przepowiedział mi męża z północnego-wschodu (a tak było, pozdrawiam znanego wróżbitę Ryszarda Zawadzkiego u którego byłam kiedyś na wywiadzie)  to ja byłam bardziej otwarta na mężczyzn, którzy przyjeżdżali z tamtego regionu. Pamiętam jak z przyjaciółką i jej chłopakiem chichraliśmy się z tego północnego-wschodu i innych cech mego męża in spe. Jeszcze z tego, że będę miała z nim syna. I jeszcze z tego, jak wyglądać będzie mój związek. No cóż, mam nawet nagarnie. Wróżba (w którą nie wierzyłam nic a  nic) spełniła się co do joty. Mąż pochodzi z Warmii, mamy syna, itd….

No dobra, mam taką siłę, że stworzyłam sobie rzeczywistość sama. Wspaniale. Jest moc.

„Masz moc” powiedziała do mnie kiedyś pewna jasnowidz, która przyszła do nas na zajęcia z dziennikarstwa. „Widzisz śmierć bliskich, więcej czujesz. I będziesz w swoim życiu pisać”.

Pamiętam, że zadzwoniłam potem do mamy, lekko przestraszona. A mama powiedziała: „Tak, od dziecka widzisz więcej”. Moja bardzo racjonalna mama.

Ale tak, wyśniłam śmierć jednej babci. I drugiej.  Ze szczegółami. „Miałam sen…” powiedziałam tacie w wieku 11 lat. Przybiegłam do rodziców do łóżka nad ranem. „Babcia umarła” zakomunikowałam.  „Śpij, kotku, coś ci się złego śniło”  powiedział tata. O siódmej rano telefon – babcia nad ranem, rzeczywiście, umarła.

Takich sytuacji było wiele. Od bardzo strasznych ( śmierć, rozstania) po zabawne, na przykład wtedy, gdy, w ciąży wymyślałam z mężem imię dla córki. Potem zasnęłam, obudziłam się i zobaczyłam stojącego obok łóżka, obruszonego, małego chłopca, który groził mi palcem: „Mamo, weź przestań, nie jestem żadną dziewczynką, mam na imię X”– powiedział. Tak, śmialiśmy się z tego z moim mężem bardzo bardzo, ale on poprosił: „Weź wariatko, nie opowiadaj nikomu, że masz wizję”. Doooobra, no prawie nie opowiadam.

W dzisiejszym, bardzo racjonalnym świecie, nie wypada mówić, że:

– wiedziałaś, kiedy będziesz w ciąży (po miesiącach starań)

– wiedziałaś, z którym mężczyzną będziesz związana. Klik. Spojrzenie. I niezależnie od wszystkiego czujesz, że on kiedyś stanie się ważny.

– wyśniłaś śmierć każdej osoby z rodziny

– wchodzisz do jakiegoś domu i wiesz, że ktoś tam umarł. Czujesz energię miejsc.

– często śni ci się to, co się wydarza. Rewolucja w pracy, choroby, zdarzenia dotyczące bliskich ci ludzi, których nie da się przewidzieć.

Ale milcz o tym, bo to cholerne tabu. A liczy się się tylko co namacalne i sprawdzone.

No cóż, te bardzo racjonalne osoby prosiły potem tatę mojej koleżanki, żeby sprawdził co ich czeka (tata był sinologiem– jego przepowiednie, według chińskiej astrologii,  sprawdzały się w 100 proc.).

Te same – bardzo sceptyczne osoby – prosiły, żeby znajoma „sprawdziła” co się wydarzy w ich życiu. Śmiech śmiechem, ale niektórzy lubią mieć choć odrobinę kontroli w swoim życiu, prawda?

Długo nie mogłam spać w domu mojej mamy w Trójmieście.  Milion razy mówiłam: nie będę tu spała, ktoś tu jest, śni mi się, że tu tańczą ludzie.  Wkurzał się mój mąż, którego budziłam z płaczem i mama, której nie dawałam spać: „Tylko Ci się WYDAJE, tu nic nie ma” tłumaczyli. A potem przepraszali, gdy okazało się, że ten wielki pokój to była kiedyś sala balowa w niemieckiej posiadłości. A właściciel został rozstrzelany. Dokładnie w tym pomieszczeniu, w którym spałam z mężem.

Zanim to wyśmiejecie, zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Czasem są rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. I te rzeczy przychodzą w snach, albo w postaci przeczuć. Nie wierzysz, masz w d… – zazdroszczę, też bym chciała. Ale to przychodzi samo. Nieproszone.

Hahahahhaaha – słyszę. Ale wierzysz we wróżbitę Macieja i 0-700 wierzysz? Nie, nie wierzę. Znane osoby podobno wydają tysiące, żeby usłyszeć: „będzie dobrze”,„on wróci”. Nieznane też. Biznesmeni, by dowiedzieć się: „nie splajtujesz, ten pomysł się uda”. Jest mnóstwo osób, które stawiają karty i w ogóle się na tym nie znają. Albo udają, że się znają mącąc w głowach innych ludzi. Mnóstwo osób zarabia na naiwności innych.

Ale jeśli ktoś mnie spyta czy rozumiem tylko racjonalny świat – odpowiem, że nie, bo doświadczyłam innego.

Choć nie umiem go wytłumaczyć.

Intuicja to jest moc. I potęga.

Znajoma stawa tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość.

Nie wiem co to jest – wiem, że to istnieje.

Fajnego wieczoru, pełnego dobrych ( i zabawnych ) wróżb.

Czarownica w przebraniu matki, żony, kłopotów i codzienności. Nie wariatka, obiecuję:).