Lifestyle Macierzyństwo

Podstawowym zadaniem kobiety jest rodzić. Czy po ludzku, to dla niektórych, jak widać, nie ma najmniejszego znaczenia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 marca 2017
Fot. iStock / RealCreation
 

Pamiętam swój pierwszy poród. Ponad 11 lat temu. To był czas, kiedy szkoły rodzenia nie były niczym popularnym, ale w mieście w którym rodziłam taka szkoła już działała, zwłaszcza, gdy zebrała się odpowiednia grupa. W piwnicy szpitala cudowne położne uczyły nas oddychania, opieki nad noworodkiem, rozwiewały wątpliwości. Mam koleżanki, które wtedy nie miały tyle szczęścia.

Rodziłam w obskurnym szpitalu. Ciasna sala, dwa łóżka – przyjęto mnie po odejściu wód. Włóczyłam się po korytarzu kilka godzin, bo skurcze były byle jakie i dalekie od regularności. Wspólna łazienka na korytarzu, sala porodowa z trzema stanowiskami, gdzie każdy otwierając już drzwi mógł mi zajrzeć między nogi. Oksytocyna. Masaż szyjki. I dwie i pół godziny leżenia na łóżku w mega skurczach. Jak bardzo bolały czuł mój mąż, bo poród zakończył z siniakami na rękach od mojego ich zaciskania. Pamiętam jedną myśl: „Dasz radę, przeżyjesz”. Leżałam z zamkniętymi oczami skupiając się na bólu, by go jakoś siłą własnej woli osłabić. Co jakiś czas ktoś przeszedł. Na szczęście o tej godzinie zresztą 12 godzin po Sylwestrze rodziłam sama. Na sali był worek sako – nie miałam okazji na nim usiąść, choć był dla ciężarnych, piłek, innych rzeczy też nie było, nie pamiętam. Kiedy przyszły bóle parte urodziłam bardzo (bardzo) szybko. Bez problemów. Położyli mi mojego syna na piersi, mogłam go karmić, podczas gdy lekarz zszywał mi krocze. To było moją największą traumą – to nacięcie, tylko tego się bałam, choć koleżanki mojej mamy opowiadały: „Nic nie czuć, nawet nie wiesz, kiedy to robią”. Brrrr. Na samą myśl do dzisiaj mam ciarki na plecach. Wiem, kiedy mnie nacięły. Czułam, jak mnie zszywano.

Na sali leżałam z koleżanką, która rodziła po mnie. Słyszałam, jak krzyczała. Słyszałam przez te kilka dni inne krzyczące kobiety i krzyczący na nie personel szpitala. Ktoś mówił: „same sobie winne, jak nie słuchają,co się do nich mówi”. W duchu myślałam, że dobrze, że ja nie krzyczałam.

Poród nie był dla mnie traumą. Ale kiedy po raz drugi zaszłam w ciążę to właśnie porodu się bałam. Tłumaczyłam sobie, że to pewnie dlatego, że już wiem, co mnie czeka. Minęły zaledwie dwa lata od mojego pierwszego porodu, a już wtedy szkoła rodzenia znajdowała się w przestronnej, jasnej sali nowej części szpitala. Mogłam wybrać sobie salę, w której chcę rodzić – salę jednoosobową. Była wanna. Do sali przylegała łazienka, w której mogłam wziąć prysznic. Było wesoło. Siedziałam na piłce, robiłam głupie miny – do dziś śmiejemy się z tych zdjęć. Delikatne położne, które przychodziły pytać, jak się czuję, które podpowiadały, jak kucnąć, mówiły, żeby znaleźć dla siebie najlepszą pozycję. Puściliśmy swoją muzykę i było jakoś tak… rodzinnie bardzo i spokojnie. Urodziłam bez nacięcia – dzięki położonym, które tłumaczyły lekarzowi, że spokojnie powinno się udać. Mój młodszy syn leżał ze mną bardzo długo. Nikt, jak starszego, nie zabrał mi go do mycia. Ważenie i badanie odbywało się w tej sali, w której rodziłam. Wszystko widziałam, we wszystkim uczestniczyłam. I płakałam po tym porodzie myśląc, że mogłabym urodzić jeszcze jedno dziecko.

Tak, miałam szczęście trafiając do szpitala, który szanował kobiety, na położne, którym ufał lekarz i które były przy mnie, dawały poczucie bezpieczeństwa.

Wiem jednak, że wiele kobiet nie miało tyle szczęścia. I dzisiaj, kiedy czytam raport o sytuacji rodzących kobiet w Polsce przygotowany przez Fundację Rodzić Po Ludzku myślę, jakiego farta miałam.

W przedstawionym raporcie martwi duży odsetek cesarskich cięć, to aż 43% wszystkich porodów. Jesteśmy w tym przypadku w niechlubnej europejskiej  czołówce. Mówi się, że kobiety są wygodne, wolą cesarkę, bo mniej bólu, mniej zmęczenia, lekarz wykonują cięcia „na życzenie”. Ale dlaczego nikt nie zastanowi się, dlaczego tak się dzieje. Słusznie podkreślono w raporcie, że gdyby porody odbywały się zgodnie ze standardami, z poszanowaniem kobiety i jej potrzeb, to z pewnością rodziłybyśmy chętniej naturalnie. My się cały czas boimy porodów. Boimy się, że odmówi się nam znieczulenia, że masaż szyjki, którym starszą nas nasze matki nam też się przytrafi. I skąd mamy pewność, że lekarz nie przetrzyma nas przy porodzie naturalnym na samym końcu decydując jednak o cesarce – przecież wiele takich historii słyszałyśmy.

Boimy się o własne zdrowie, o zdrowie naszych dzieci. Nie mamy pewności, że nie zostaniemy potraktowane przedmiotowo, jak kolejny numerek od odhaczenia, kiedy nikt przy nas nie stanie, nie porozmawia, nie spyta, czego oczekujemy, nie uspokoi naszych lęków i strachów. Fundacja Rodzić Po Ludzku od wielu lat zabiega o jak najlepsze warunki dla rodzących kobiet. I to nie jest żadne widzimisię, to nie są wyssane z palca pomysły, które mają utrudnić pracę personelowi szpitala, czy jak twierdzi Minister Zdrowia – pracę samych lekarzy. W Polsce nadal 50% porodów odbywa się z nacięciem krocza, kobiety nadal mają podawaną kroplówkę, choć niemal wszystkie szpitale deklarują, że pozwalają rodzącym napić się.

Światowa Organizacja Zdrowia postuluje, że porodów ze stymulowaną akcją skurczową powinno być nie więcej niż 10%. Tymczasem według statystyk otrzymanych od szpitali ma to miejsce w 25% porodów. Więcej

W ponad połowie szpitali kobiety nadal rodzą na salach wieloosobowych. Są jeszcze placówki, w których nie ma możliwości skorzystania z przedmiotów – takich jak piłka, mata, które pomagają kobietom przy porodzie, umożliwiają przyjęcie najlepszej dla niej pozycji.

Najczęściej stosowanymi w polskich szpitalach pozycjami w czasie II okresu porodu są pozycje na łóżku porodowym – na boku (62%) i na plecach (59%). Są to pozycje, które utrudniają fizjologiczny przebieg porodu. Więcej

W zdecydowanej większości rodząca nie może decydować, kto będzie przy porodzie. Opieka medyczna przydzielana jest odgórnie…

Jedynie 32% szpitali przestrzega prawa do nieprzerwanego, dwugodzinnego kontaktu „skóra do skóry”. W pozostałych placówkach jest on zakłócany przez ważenie, mierzenie i ubieranie noworodka. W większości szpitali czynności te wykonywane są w trakcie dwóch pierwszych godzin po porodzie. Więcej

I jasne, że jest lepiej. Rodzą nasze przyjaciółki, siostry i widać, jak zmienia się, podwyższa standard opieki okołoporodowej. To cieszy, bo mamy większe zaufanie do personelu, do samych siebie, do własnej intuicji. Ale to co lepsze nie przyszło samo, to ciężka praca środowisk na czele z Fundacją Rodzić Po Ludzku, które edukują kobiet, które podkreślają jak ważna jest edukacja położnych i samych lekarzy.

Niestety ostatnie doniesienia o tym, że standardy opieki okołoporodowej przyjęte kilka lat temu przez rząd i powoli, ale jednak wdrażane w życie, mają zostać wycofane. Bo ważniejsi są lekarze, niż kobiety, ważniejszy jest spokój i ewentualne usprawiedliwienie lekarskich pomyłek, niż kobieta – której, co ostatnio wybrzmiewa bardzo często – podstawowym zadaniem jest rodzić. Czy po ludzku, to dla niektórych, jak widać, nie ma najmniejszego znaczenia.


Lifestyle Macierzyństwo

8 zasadniczych różnic między dobrym, a toksycznym związkiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 marca 2017
Fot. iStock/AtnoYdur
 

Toksyczny związek to relacja, która zamiast przynosić satysfakcję i poczucie spełnienia w miłości, wypełnia życie cierpieniem, przekonaniem, że ciągle musimy o coś walczyć, oraz poczuciem bezradności. Może trwać latami, zanim się zorientujemy, że niszczy nas, zabiera energię, wiarę we własną wartość i czas. Zobaczcie, jak odróżnić toksyczny związek od dobrej, pozytywnej miłości.

tytuł

 

12

34

56

78


Na podstawie: lifehack.org

 


Lifestyle Macierzyństwo

5 rzeczy, które muszą się znaleźć w twojej szafie i nie raz uratują ci życie

Redakcja
Redakcja
30 marca 2017
Fot. iStock

Zaglądasz do swojej szafy i jak zwykle nie znajdujesz w niej nic, co mogłabyś dzisiaj założyć. Grzebiesz w stercie ciuchów, ale nic ci nie pasuje. To ci się znudziło, a tę bluzkę już za często nosiłaś. Denerwujesz si, bo czas leci i musisz szybko coś na siebie założyć, bo inaczej się znowu spóźnisz. Spokojnie. Podpowiemy ci, co powinnaś mieć w swojej szafie tej wiosny, aby nigdy więcej nie mieć problemu z ubraniem się i wyglądaniem modnie.

Luźny t-shirt

W twojej szafie nie może zabraknąć luźnej koszulki. Najlepszym rozwiązaniem jest zawsze ta w białym, czarnym lub szarym kolorze. Tej wiosny rządzi t-shirt z hasłami. Ważne, żeby były one zgodne z twoimi poglądami. Wystrzegaj się zakładania rzeczy, które są oznaczone myślami niezgodnymi z tym, co myślisz. Dzięki temu unikniesz mało przyjemnych sytuacji i ośmieszenia się.

Sweter z szerokimi rękawami

Uratuje cię w niejednej kryzysowej sytuacji. Projektanci pobawili się w tym sezonie i proponują swetry z naprawdę szerokimi i rozkloszowanymi rękawami. Kobiety na całym świecie już je pokochały. Możesz wybrać także koszulę z rękawami XXL.

Post udostępniony przez DKNY (@dkny)

 

Sukienka w kwiaty

Koniecznie w twojej szafie musi się znaleźć sukienka w jeden z najmodniejszych wzorów tego sezonu. W sklepach znajduje się masa fasonów, z których wybierz ten dopasowany do twojej figury.

 

Złote łańcuszki

Dodatki dodają charakteru każdej stylizacji, nawet tej najnudniejszej. Wybieraj łańcuszki w złotym odcieniu i zakładaj najlepiej kilka naraz. Mogą zawierać ozdoby w kształcie serca lub gwiazdek. Baw się długością i kombinuj zgodnie z tym, co ci podpowiada wyobraźnia.

 

Trencz XXL

To absolutny hit tego sezonu, który królował na wybiegach u najlepszych projektantów. Kolor – najlepiej beżowy, jednak wiosną możesz absolutnie zaszaleć z barwami. Nie bój się mocnych odcieni. Możesz wybrać taki w kolorze roku 2017, czyli greenery (soczysta zieleń) lub w dziewczęcym odcieniu różu. Daj się zauważyć tej wiosny!

 

Dżinsy

Chyba nigdy nie wyjdą z mody. Powinnaś mieć minimum dwie pary, które uratują cię przed katastrofą. Pasują praktycznie do każdej bluzki, swetra, koszuli. Pamiętaj tylko o dobraniu odpowiedniego kroju, który podkreśli twoją sylwetkę i pupę.


Zobacz także

Kochaj i pozwalaj, kochaj i nie ograniczaj, kochaj i pozwól odchodzić

10 najbardziej uzależniających przekąsek. Zobacz, dlaczego tak nas kuszą

Intrygujące, czy irytujące? Co czujecie, gdy patrzycie na te animacje?