Macierzyństwo

List do matki, która odeszła: spaliłaś za sobą wszystkie mosty. Mam nadzieję, że twoje lepsze życie jest tego warte.

Listy do redakcji
Listy do redakcji
15 października 2020
Fot. iStock/Viktor_Gladkov
 

Droga Mamo,

Mam nadzieję, że pewnego poranka obudzisz się i zrozumiesz, co straciłaś. Mam nadzieję, że to wszystko przyjdzie do ciebie jak najszybciej, a poczucie winy i żalu cię przytłoczy. To, co miało być zwykłym rozstaniem stało się arcytrudnym i brudnym procesem.

Skoro postanowiłaś odejść, mogłaś się po prostu wyprowadzić. Ale nie, ty niestety potrzebowałaś uwagi, musiałaś wyglądać jak ofiara w tej sytuacji. Tak, aby nikt nie poznał cię od tej twojej prawdziwej strony, niekoniecznie przyjemnej.

Czy kochająca matka mogłaby pewnego dnia wywrócić życie swoich dzieci do góry nogami i nigdy do nich nie wrócić? Przez ostatni rok zastanawiałam się, czy kiedykolwiek myślałaś o nas, czy w ogóle przejmowałaś się tym, jak nam idzie, jak sobie radzimy, czy czegoś potrzebujemy.

Odpowiedź przyszła, kiedy zdecydowałaś, że chcesz dla siebie mieszkanie, w którym się wychowaliśmy. Chciałaś, abyśmy zostali eksmitowani tak szybko, jak to możliwe.

Kto wyrzuca własne dzieci z domu? Z domu, w którym dorastały? Kto mówi swoim dzieciom, że nie mogą już spać we własnych łóżkach, ponieważ nie są już u siebie? Na pewno nie jest to normalny, rozsądny rodzic.

To, co zrobiłaś, wpłynęło na nas wszystkich. Ja musiałam nauczyć się zakładać maskę i być silną, dla mojego rodzeństwa. Tata nauczył się radzić sobie jako samotny ojciec, a mój młodszy brat wciąż wzdryga się, gdy słyszy twoje imię, ponieważ nie chce pamiętać tego całego bólu, który spowodowałaś w naszym życiu. Nie winię go za to.

Powinnam była to przewidzieć, bo kiedy dorastaliśmy, że nie chciałaś już być mamą, wolałaś wychodzić z nowymi znajomymi. Twoja nieobecność i obojętność bolały. Z czasem, jako rodzina zaakceptowaliśmy fakt, że nie chcesz być częścią naszego życia. Byłoby jednak o wiele łatwiej, gdybyś wyjechała dawno temu i nie czekała, aż będziemy nastolatkami, aby całkowicie zniszczyć nasze życie. Jeśli twoje odejście nas czegoś mnie nauczyło, to chyba tylko tego, że cię nie potrzebuję.

Nauczyłam się żyć bez ciebie, a kiedy ludzie pytają o moją rodzinę, nie wspominam nawet, że mam matkę. Jesteś jedynie kobietą, która mnie urodziła. Matka nigdy nie zrobiłaby tego, co ty.

Jednak jest kilka rzeczy, za które chcę Ci podziękować.

Wiele się nauczyłam, dzięki twojemu odejściu. Dowiedziałam się, że nie chcę być taka jak ty. Pewnie nigdy nie będę miała dzieci. Nauczyłam się też, jak dbać o bliskich i jak doceniać małe rzeczy w życiu. Jestem świadoma braków, które powodowało twoje odejście. Wiem, że boję się związków i boję się kochać. Panicznie boję się odrzucenia, zranienia.  Widzisz w jakim stopniu twoja decyzja na zawsze zmieniła moje życie?

Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa i że dostaniesz od życia wszystko, czego chcesz. Albo raczej wszystko to, na co zasłużyłaś. Choć nie łudzę się, że nigdy sobie nie wybaczysz, wiem, że ja nigdy ci nie wybaczę. Mam również nadzieję, że dzień, w którym odeszłaś, zostawiłaś nas, będzie cię prześladował do dnia, w którym umrzesz.

Spaliłaś za sobą wszystkie mosty, więc mam nadzieję, że twoje  „lepsze” życie jest tego warte.

Córka, którą opuściłaś


Macierzyństwo

SAMOBADANIE piersi w 7 krokach – dotyk, który może uratować życie 15 października Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi

Redakcja
Redakcja
15 października 2020
Fot. Materiały prasowe
 

W Polsce ponad 18.000 kobiet co roku słyszy diagnozę: „Ma Pani nowotwór złośliwy piersi”. Ponad 5 000 kobiet, co roku umiera. Głównym powodem jest zbyt późne wykrycie nowotworu. Wiadomo, że wczesne wykrycie choroby zwiększa prawdopodobieństwo wyleczenia niekiedy nawet w 100 procentach. Najlepszym sposobem na dokładne poznanie własnych piersi i wczesną interwencję jest comiesięczne samobadanie piersi. Mimo wielu lat działań edukacyjnych wciąż tylko kilka % kobiet wykonuje je poprawnie i regularnie (co miesiąc).

Do samobadania zachęcają, jak co roku, ambasadorzy kampanii DOTYKAM=WYGRYWAM, a wśród nich: Beata Sadowska, Daria Widawska, Elżbieta Romanowska, Marzena Rogalska, Kinga Zawodnik, Aleksandra Kisio, Karolina Szostak, Lidia Kalita, Anna Iberszer, Anna Męczyńska, Paulina Koziejowska oraz dwóch panów: Qczaj i Michał Piróg. W gronie ambasadorek kampanii znalazły się także influencerki: Ola Nowak, Siostry ADiHD, Laura Ogrodowczyk, Karolina Cwalina, Anna Jaworska (MumMe.pl) oraz Miss Polonia Karolina Bielawska. Jak wykonać samobadanie piersi w 7 krokach opowiada inicjatorka kampanii Izabela Sakutova, braffiterka z 20 letnim stażem, autorka charytatywnej książki cegiełki „Pokochaj swoje piersi. Biustopozytywny poradnik dla nastolatek i ich mam”. 

#mojewdotykusą 

Jak wynika z przeprowadzonej przez fundację Wsparcie na Starcie ankiety, na grupie blisko 3000 dziewcząt i kobiet, mają one trudności ze znalezieniem słów, które mogłyby opisać ich piersi. Nie wiedzą jakie są ich piersi w dotyku, nie znają  ich, bo ich nie dotykają.

Fot. Materiały prasowe

Jak gąbeczki, galaretki, sprężynki czy puchowate?  Jakie są Twoje piersi? 

Na potrzeby tegorocznej akcji powstał film promujący hashtag #mojewdotykusą. Możemy w nim zobaczyć ambasadorów tegorocznej kampanii. Okazuje się, że każdy z nich znalazł inne, oryginalne i inspirujące określenie biustu, wynikające z posiadania pełnej świadomości własnych piersi i ich regularnego samobadania. Do nagrania filmu organizatorzy zaprosili także przedstawicielki młodego pokolenia. Wystąpiły w nim m.in.: Katarzyna Bajor – Maćkowiak (hellokejti), Michalina Ryznarek (ryznarek), Karolina Wiśniewska (wisniewska_karoolina), Ula Sitarz (ula.si), Marta Waluk (marta.waluk.stylist), Sylwia Zabost (dandymilady) i Magda Marcinkowska (curvy.batman), które także namawiają swoje rówieśniczki do wzięcia odpowiedzialności za zdrowie swoich piersi.

Celem towarzyszącego kampanii DOTYKAM=WYGRYWAM 2020 hashtaga #mojewdotykusą jest zachęcenie kobiet do samobadania, czyli dotykania i poznania własnych piersi.

Link do filmu:

https://drive.google.com/drive/folders/1Jy6VE2R8iF1OUZ815P_5xuVsTFNM2z42

Dlaczego SAMOBADANIE jest ważne?

Regularne wykonywanie samobadania daje nam możliwość poznania unikalnego „ukształtowania terenu” naszych piersi. To bezcenna wiedza, której nikt poza nami samymi nie jest w stanie nam dać. Dlaczego samobadanie jest takie ważne? Ponieważ pozwala wcześnie wykryć nieprawidłowości, które mogą pojawić się w naszych piersiach i wcześnie na nie zareagować.

Fot. Materiały prasowe

Jak zacząć? 

Zdrowe piersi powinny być samobadane raz w miesiącu. Samobadanie najlepiej wykonywać po miesiączce. Lekarze zalecają moment pomiędzy 6. a 9. dniem cyklu, ale aby nie pomylić się w obliczeniach i nie ominąć terminu, najlepiej ustalić sobie, że wykonujemy samobadanie zaraz po okresie. Piersi są wtedy najmniej grudkowate i wrażliwe, więc o wiele łatwiej uniknąć pomyłki.

Samobadanie zajmuje zaledwie 3–5 minut, ale zapewnia komfort psychiczny, że nasze piersi są zdrowe. Jeśli wyczujemy coś innego niż zwykle, coś czego tam wcześniej nie było, umówmy się zapobiegawczo na wizytę do lekarza.

Samobadanie możemy wykonać przed lustrem, pod prysznicem lub w łóżku.

Przed lustrem: 

Krok 1 

Unieśmy obie ręce do góry i sprawdźmy, czy nie widzimy zmian w kształcie piersi, kolorze czy teksturze skóry. Zaobserwujmy, czy skóra się nie marszczy oraz czy nie widać jakiegoś wgłębienia, którego wcześniej nie było. Czy brodawki wyglądają tak jak zawsze, czy skierowane są w tym samym kierunku?

Krok 2 

Oprzyjmy ręce na biodrach, naciśnijmy nimi na tułów, napinając klatkę piersiową, przeprowadźmy takie same obserwacje.

Krok 3 

Ściśnijmy kolejno brodawki i przyjrzyjmy się, czy nie wycieka z nich wydzielina. W wyniku ściśnięcia może zdarzyć się, że wypłynie z nich wydzielina, bo w przewodach mlekowych zawsze znajduje się niewielka ilość płynu. Płyn nigdy nie powinien się jednak sączyć sam, bez dotykania brodawki. Jeśli zauważymy, że plami nam biustonosz lub piżamę, skonsultujmy się z lekarzem.

Następnie kontynuuj samobadanie piersi pod prysznicem, na namydlonej skórze, abyś łatwiej mogła wyczuć ewentualne zmiany:

Krok 4 

Lewą rękę kładziemy z tyłu głowy, a prawą na lewej piersi, aby jak najbardziej rozpłaszczyć pierś. Zaczynając od obojczyka i kierując się wokół piersi po najszerszym jej obwodzie, zmierzając do brodawki, naciskajmy opuszkami trzech środkowych palców (wskazującego, środkowego i serdecznego) i zataczajmy nimi w każdym miejscu piersi drobne kręgi. Te ruchy wykonujmy najpierw przy lekkim ucisku, a następnie, w tym samym punkcie piersi, powtórzmy je ze zwiększonym uciskiem.

Krok 5  

Płynnie przesuwamy trzy palce do następnego punktu, starając się nie ominąć żadnego miejsca. 

Krok 6 

Zbadajmy również prawą ręką lewą pachę, by sprawdzić, czy węzły chłonne nie są powiększone.

Krok 7 

Tak samo skontrolujmy drugą pierś i pachę. Sprawdźmy, czy nie wyczuwamy zgrubień, których wcześniej tam nie było.

Fot. Materiały prasowe

Możemy również przeprowadzić samobadanie piersi po kąpieli, leżąc w łóżku: 

  1. Połóżmy się na łóżku płasko, bez poduszki. Pod lewy bark wsuwamy zwinięty w rulon ręcznik, a lewą rękę wkładamy pod głowę. Na palce nakładamy balsam. Trzema środkowymi palcami prawej ręki zbadajmy lewą pierś. Wykonujemy te same ruchy, które opisane są przy samobadaniu pod prysznicem. Powtarzamy to samo z drugą piersią.
  2. Leżąc, zbadajmy lewą ręką prawą pachę, potem prawą ręką lewą pachę.

W samobadaniu najważniejsze jest, by było ono wykonywane regularnie, co miesiąc, tego samego dnia. Tylko znając swoje piersi, będziemy w stanie wychwycić ewentualne, niepokojące sygnały i szybko na nie zareagować, nie czekając na kolejne badanie USG czy mammografię, pomiędzy którymi zwykle mija sporo czasu.

Fot. Materiały prasowe

Więcej informacji związanych ze zdrowiem piersi i profilaktyka raka znajdziemy w książce cegiełce autorstwa Izabeli Sakutovej „Pokochaj swoje piersi. Biustoopozytywny poradnik dla dziewcząt i ich mam”, z której cały dochód jest przeznaczony na fundację „Wsparcie na Starcie” i stworzenie bezpłatnej, biustopozytywnej aplikacji dla nastolatek.

Link do sprzedaży książki: 

bit.ly/PokochajSwojePiersiz

Co roku w październiku w ramach kampanii DOTYKAM=WYGRYWAM organizowana jest  także akcja reCYClingu, czyli zbiórki nieużywanych już, źle dobranych biustonoszy, będących w dobrym stanie użytkowym, która odbywa się w ponad 160 sklepach bieliźnianych w całej Polsce. Każdy, kto odda biustonosz w zamian otrzyma kupon za 20 zł na nowy biustonosz marki Panache. Zebrane staniki przekazywane są firmie recyklingowej 3R Recycling Solutions, a uzyskane środki wspierają charytatywne działania, związane z walką z rakiem piersi. W poprzednich edycjach kampanii udało się zebrać prawie 100 tys. biustonoszy (6 TON!!). Środki uzyskane z ich reCYClingu, podobnie jak w latach poprzednich, zostaną przekazane na wsparcie działalności statutowej Stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny oraz Fundacji Wsparcie na Starcie. Lista punktów, w których można oddać niepasujący stanik do reCYClingu jest dostępna na stronie www.dotykamwygrywam.pl

Fot. Materiały prasowe


Macierzyństwo

Anna Maruszeczko: Nie żyjemy swoim życiem. Fałszywe przekonania, schematy i stereotypy przykleiły się do naszej natury, blokują nas

Redakcja
Redakcja
15 października 2020
Fot. Materiały prasowe

Dziennikarka, realizuje się i rozwija w tematyce społecznej oraz psychologicznej. Entuzjastka wielokulturowości i przyrody. „Kolekcjonerka” kobiecych historii. Od lat rozmawia z nimi na łamach prasy, w radiu, w sieci i w telewizji. Twórczyni i wieloletnia redaktor naczelna magazynu dla kobiet „Uroda życia”, współautorka i autorka programów publicystycznych oraz lifestylowych m.in. w telewizyjnym kanale kobiecym TVN „Style”.

Potrafi uważnie i aktywnie słuchać innych kobiet – Anna Maruszeczko.  Autorka nowo wydanej książki „7 Dróg. Rozmowy o poszukiwaniu życiowej misji”, zawierającej historie siedmiu różnych kobiet, które opowiadają o tym, co przeżyły, jaką drogę pokonały, zanim odnalazły swoje powołanie, inaczej – sens życia czy właśnie – „życiową misję”.

Klaudia Kierzkowska: Kilka tygodni temu miała miejsce premiera książki „7 Dróg. Rozmowy o poszukiwaniu życiowej misji.” Jak zrodził się pomysł na napisanie książki?

Anna Maruszeczko: Tak się ułożyło, że moją domeną w dziennikarstwie stały się rozmowy z ludźmi, głównie z kobietami. Zwykle z takimi, które, które przeszły w życiu większe czy mniejsze turbulencje. Kto ich nie przeszedł?! Mnie interesują przepracowane problemy. Nie ekscytuję się rozgrzebywaniem ran, tylko odtwarzaniem drogi na powierzchnię. I na ogół odkrywam, że za życiowym zakrętem moich bohaterek jest prosta droga, czasem piękniejsza niż przed kryzysem, zgodnie z zasadą, że kryzys to zawsze szansa na rozwój.

Swego czasu zrobiłam wywiad z Kamilą Rowińską, doświadczoną trenerką i coach’em, o tym, jak dochodziła do niezależności finansowej i mentalnej. Pamiętam, co mi powiedziała: „Tak. Czuję się kobietą sukcesu. Ale nie pochodzę z rodziny, która zapewniła mi superstart. Część życia spędziłam w domu dziecka. Wiedziałam, że albo sama się o siebie zatroszczę, albo zostanę pociągnięta dalej w dół. Zrozumiałam, że moim zadaniem jest przede wszystkim nie zmarnować życia”.

Kamila osiągnęła swój cel i zajęła się wzmacnianiem innych kobiet na drodze do niezależności. Jest autorką bestsellerowej „Kobiety Niezależnej” i założycielką fundacji o tej samej nazwie. W przedmowie do „7 Dróg” przytacza słowa Konfucjusza: „Człowiek ma dwa życia. To drugie zaczyna się wtedy, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno”. Po kilku latach Kamila zaproponowała mi przeprowadzenie pogłębionych rozmów z kobietami z jej społeczności RBC (Rowińska Business Coaching) i zebranie ich w książkę.

Wyczytałam, że miało to związek z konkursem „Po sukces z Rowińską” i ideą #kobietopodajdalej.

Czytelniczki książek Kamili Rowińskiej oraz uczestniczki jej szkoleń nadesłały ponad 400 krótkich filmów na temat swojego rozwoju osobistego. Dostałam prawo wglądu w bardzo wiele z nich i mogłam, kierując się swoim dziennikarskim węchem, wybrać te, w których zobaczyłam potencjał na większą rozmowę.

Fot. Materiały prasowe

Chyba nie było łatwo?

Wybór to trudna sztuka, tym bardziej, że każdy z nas ma do opowiedzenia ciekawą historię. Obawiałam się tego, że mogę przeoczyć jakąś perłę, ale też, że ktoś może się poczuć dotknięty, gdy nie zaproponuję mu udziału w książce. Jednak dziennikarze muszą kierować się interesem czytelniczym, przedstawiane historie powinny być komplementarne, każda musi wnosić do książki coś innego.

Kim są pani bohaterki?

Nie znajdzie tu pani historii ani zaangażowanej społecznie Krystyny Jandy, ani niezwykle sprawczej Sheryl Sandberg, niezależnej Michelle Obamy, czy szeroko analizującej wspólczesność Olgi Tokarczuk. One wszystkie są nadzwyczajne, ale moją specjalnością są rozmowy z innym typem bohaterek i osobowości. Kto inny będzie inspirował do zmian i pobudzał wyobraźnię czytelniczek i czytelników.

Nie znamy ich z mediów, najwyżej społecznościowych, zwykłe – niezwykłe: aktywistka społeczna, podróżniczka, kosmetolożka, tancerka, menadżerka walcząca o zdrowie swojego partnera, ultramaratonka, architekta przestrzeni.

A dlaczego akurat siedem kobiet, nie sześć czy osiem? Czy ta liczba ma jakieś znaczenie?

Na początku nie wiedziałam, ile będzie tych historii. Zdawałam sobie sprawę, że nie może być ich dużo, ponieważ każda będzie potrzebowała przestrzeni, by wybrzmieć. Najpierw „namierzyłam” trzy bohaterki i wiedziałam, że po zredagowaniu tych wywiadów, będę wiedziała, ile i jakich opowieści jeszcze potrzebuję, żeby czytelnicy mieli poczucie, że dostali skończone dzieło. Gdy już zdecydowałam, że bohaterek będzie siedem, postanowiłam sprawdzić symbolikę tej liczby. Okazało się, że w wielu mitologiach i religiach świata siódemka jest symbolem dopełnienia, całości. Od czasów pradawnych uważano, że jest cyfrą świętą, pełną ukrytej mocy. Lepiej nie trzeba. (śmiech) W efekcie powstała książka o odkrywaniu kobiecej mocy.

Przeprowadziła pani bardzo osobiste i pełnie emocji rozmowy. Czy jakiś moment zapadł pani szczególnie w pamięć?

Wiele jest takich myśli i wątków. Każda z historii jest inna i każda na swój sposób poruszająca. I pouczająca. Osobiście czerpałam z nich pełną garścią. Zawsze lubiłam historie, w których bohaterowie przełamują swoje słabości i tym samym przełamują groźne życiowe fale, które mogłyby ich zatopić.

Uwielbiam słuchać o tym, jak kobiety decydują się na wyjście ze swojej strefy komfortu, jak przestają unosić się na fali przypadku i zaczynają świadomie kształtować swoje życie, bliżej siebie, bliżej swoich prawdziwych potrzeb i możliwości. I odnajdują w sobie potencjał, o którym wcześniej nie śniły.

Co zatem zrobić, aby odnaleźć siebie?

Wygląda na to, że trochę trzeba się napracować. Jedna z moich bohaterek opisuje to tak: „W życiu trzeba się przeczołgać, zrozumieć siebie, poznać siebie i siebie pokochać”. Tymczasem wiele z nas żyje w jakimś niespełnieniu, w poczuciu albo przeczuciu, że to, co się dzieje w naszym życiu, nie jest tym, co powinno się dziać. Jednak nic z tym nie robimy, nie znajdujemy na to przestrzeni, czasu i energii. Jesteśmy zachowawcze, wolimy tkwić w tym, co może nie najbardziej satysfakcjonujące, ale za to znane. I czasem tak mija nam życie.

Smutne…

Smutne. Nie żyjemy swoim życiem. Fałszywe przekonania, schematy i stereotypy na temat naszych życiowych, społecznych ról, poczucia szczęścia czy spełnienia, które przykleiły się do naszej natury, blokują nas, zamykają.

Często dziedziczymy je po swoich matkach, przejmujemy z mediów, tymczasem one wcale nie muszą być dla nas dobre. Dużo odwagi i determinacji potrzeba, by zedrzeć z siebie to wszystko.

Odnoszę wrażenie, że to, o czym Pani teraz mówi, widzimy na okładce książki.

Dokładnie tak. Okładka, zaprojektowana przez Małgo Kotlonek (właścicielka GOSHICO), jest kluczowa dla określenia treści “7 Dróg”. Widzimy na niej, jak jedna z kobiet zdziera maskę z twarzy głównej bohaterki. I wygląda na to, że to właśnie inne kobiety mogą nam pomóc dotrzeć do swojej istoty, przekierować życie na inne, bliższe sobie tory.

Fot. Materiały prasowe

„Kobiety potrzebują lustra. Nie tylko po to, by poprawić makijaż, lecz także w sensie metaforycznym – by przejrzeć się w czyjejś historii, zobaczyć podobieństwa, zaczerpnąć inspiracji i energii. Więc przystawiłam Wam i sobie to lustro“. – pozwoliłam sobie zacytować pani słowa. Czy to oznacza, że każda z kobiet znajdzie w książce odbicie własnych wyzwań i emocji?

Bardzo bym chciała. Po to pisałam tę książkę. Zawarte w niej  historie są tak samo indywidualne, jak uniwersalne. Myślę, że czasem potrzebujemy czyjeś opowieści, żeby zrozumieć siebie.

Dobrze rozumiem, że książka ta może pomóc kobietom?

Bez bałwochwalstwa, ale tak. (śmiech) Ktoś może żyć w przekonaniu, że jego życie jest wyjątkowo mocno naszpikowane trudnościami. Jednak kiedy zobaczy, jak dynamiczne, pełne zwrotów akcji, mogą być losy kobiet, uwierzy, że i u niego jeszcze nie wszystko stracone, że może nadać swojemu życiu wiele przyjaznych barw. Te opowieści są nie do przecenienia.

Jak zachęciłaby pani kobiety do przeczytania książki. Warto, aby pozycja ta znalazła się w kobiecej biblioteczce?

Mogłabym tutaj mówić w nieskończoność. Dobrze jest poznawać siebie nawzajem. Kobiety są twórcze i silne. (Oczywiście mamy też prawo być słabe. Czasem) Jednocześnie doskwiera nam brak wiary w swoje możliwości i dokonania. Lubimy sobie umniejszyć. A osiągnięcia kwitujemy  – „E tam,  normalne”. To jedna z moich obserwacji, którą poczyniłam w pracy nad książką. Dlatego potrzebujemy innych kobiet, tak jak na tej wymownej okładce, żeby uzmysłowić sobie swoją wyjątkowość.

A mężczyźni? Ich też potrzebujemy?

Oczywiście! Nie odgradzajmy się murem od mężczyzn. To niczemu dobremu nie służy. Nie bądźmy tak strasznie samodzielne i samowystarczalne. Nie na tym polega niezależność. Biorąc wszystko na siebie, wypalimy się i sfrustrujemy.

W mojej książce, mówiąc górnolotnie, przewija się wątek solidarności kobiet. W czasach rywalizacji i separacji ewidentnie potrzebujemy współpracy, akceptacji, bycia razem, wymiany doświadczeń, energii, dawania sobie mocy. Wierzę, że dzielenie się mocą, zwiększa moc. Bohaterki „7 Dróg” też o tym mówią.

Można powiedzieć, że poczuły siostrzaną energię?

Jak najbardziej! Kayah napisała na ten temat coś absolutnie fantastycznego, za co zresztą jestem jej bardzo wdzięczna:

„Po lekturze czuję się bardzo zbudowana. Jednocześnie pełna podziwu rozumiem, że leżą w nas pokłady niezwykłej potęgi woli. A życie jest skarbem, którego nie wolno nam zmarnować. Trochę to jak podręcznik, trochę jak otucha, ale z pewnością obraz kobiecego świata, który wcale nie jest światem słabej płci. Chcę do tego świata należeć, a moim kapitałem jest siostrzane uczucie, jakim darzę kobiety. “Wspierając się tak, zmieniamy ten świat, ramię w ramię”. Polecam książkę tym, którzy wątpią, ale i tym, którzy otrzepują się właśnie na życiowym zakręcie. Wszak wszystkie jesteśmy Supermenkami.”

Oczywiście kobiety są różne. Nie zamierzam ich idealizować. Nie wszystkie są naszym wsparciem, zdarzają się takie, które mają destrukcyjny wpływ na nasze życie. Ja uczę się omijać je szerokim łukiem. (śmiech) Trzymam się tych, które mnie budują. I wiem, że przyłączając się do jakiejś grupy, kręgu, wspólnoty czy społeczności, trzeba słuchać intuicji i mieć swój rozum.

Fot. Materiały prasowe

 


Zobacz także

Garść złotych zasad dla samotnych rodziców szukających miłości oraz dla tych, którzy chcą się z nimi związać

Mam dość poczucia winy tylko dlatego, że nie zostałam matką. Nie chcę mieć dzieci, czy to czyni ze mnie niepełnowartościową kobietę?

Jak przygotować się do pierwszego wiosennego spaceru z noworodkiem