Macierzyństwo

Kochana Córeczko, mam nadzieję, że kiedy ten trudny czas Twojego dojrzewania będzie za nami, nasze światy na nowo zaczną się przenikać

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
19 września 2020
Fot. iStock/elenaleonova
 

Czasami Cię nie poznaję. Jakoś trudno mi się patrzy na tę dwoją drobną buzię, wykrzywioną w grymasie złości. Albo na tę obojętność do granic i brak emocji. Trudno słucha mi się Twojego podniesionego głosu, kiedy wyrzucasz z siebie wszystko, co Cię denerwuje, drażni, smuci i wszystko to, co sprawia, że się boisz. Trudno mi powstrzymać łzy, gdy ranisz, choć wiem, że to tylko etap przejściowy, to całe dojrzewanie.

Kochana Córeczko, wiem, że Ci ciężko. Wiem, że sama nie radzisz sobie z natłokiem odczuć, z tempem zmian, które nadeszły za szybko. Stałaś się nastolatką, gdy wciąż jeszcze pragnęłaś być dzieckiem.

Zaglądam do Twojego pokoju i widzę jak leżysz na łóżku, ze słuchawkami w uszach. Staram się nie truć, że mogłabyś wstać, że trzeba wziąć się za lekcje, że warto odnieść te wszystkie talerze i kubki do kuchni. Czasem płaczesz, czasem śmiejesz się jak szalona. Czasem zamykasz się w sobie, czasem pokazujesz mi swój świat. Cieszę się, kiedy mnie do niego wpuszczasz, choć nie zawsze go rozumiem. Słucham Cię uważnie, trzymam się tej więzi, która wciąż jeszcze nas łączy. Działam intuicyjnie, często nieporadnie.

To taki dziwny czas, ten moment, w którym przestajesz być dzieckiem. Jesteś bardzo krytyczna, wypominasz mi błędy, których się nie ustrzegłam jako matka i jako partnerka Twojego taty. Wiem, że stale przekraczasz granice, że wciąż „pozwalasz sobie na więcej”. Jednak ciągle jeszcze mam wrażenie, że to kontroluję, że choć balansujesz na cienkiej linii, twoje zachowanie mieści się jeszcze w granicach zachowań nastolatków, o których czytam w tych wszystkich mądrych artykułach.

Czasem mówisz dużo, szybko, niewiele myśląc o tym, czy twoje słowa kogoś zranią. Staram się nie odbierać tego osobiście, choć czasem mi nie wychodzi. Płaczę. Z bezradności, ze zmęczenia. Z braku wsparcia. Dzwonię do przyjaciółek, pytam o rady. Mówią, że najtrudniej jest teraz. Że siódma i ósma klasa podstawówki to czas, w którym rogi matek i córek się rozchodzą na dłuższy moment. Ale że porozumienie kiedyś wróci. I będzie silniejsze niż kiedykolwiek.

Wiem, że wciąż czujesz się tu bezpieczna. Że masz tu przystań, dom, który choć nie jest idealny, chce Cię dokładnie taką, jaka jesteś. I mamę, która Cię kocha, wspiera i akceptuje. Zawsze tak będzie.

Przepraszam Cię za to, co robię zle. I za to, że czasem tracę cierpliwość. Ta sytuacja, tak jak dla Ciebie, jest dla mnie nowa. Uczę się zatem na nowo Ciebie i tego, jak z Tobą rozmawiać.

Mam nadzieję, że kiedy ten trudny etap będzie za nami, odnajdziemy w sobie partnerki do rozmowy, wspólnych wyjść, zakupów, wyjazdów… Że nasze światy, choć już na zawsze oddzielne, gdzieś tam na nowo zaczną się przenikać. Kocham Cię. Mama


Macierzyństwo

Obie wiemy, że twoje życie nie przypomina tej cukierkowej idylli. Chcę ci powiedzieć: złe chwile przemijają

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
29 września 2020
Fot. iStock/cassinga
 

Droga Sąsiadko

Nie znamy się dobrze, choć widujemy się dość często. Nigdy nie miałyśmy okazji wymienić więcej słów niż zwykłe „dzień dobry”. Rano, pijąc kawę wyglądam przez okno i patrzę jak ubrana w elegancki płaszczyk i miękkie buciki prowadzisz za rękę swoją córeczkę. Coś jej opowiadasz, śmiejecie się i przytulacie. To taki ładny obrazek, takie obie jesteście piękne, wręcz nadludzko. Ale obydwie wiemy, że to tylko przykrywka, a twoje życie w niczym nie przypomina tej cukierkowej idylli. Bo kiedy przyjrzeć ci się bliżej, kiedy poświęcić dłuższą chwilę, można zobaczyć podkrążone oczy, zmęczenie, smutek i lęk.

Twoją historię znam od pani Heleny, która opiekuje się naszym budynkiem. Ona dobrze znała twoją babcię i pamięta Cię z czasów, kiedy jako mała dziewczynka spędzałaś tu wakacje. Miałaś ze swoją babcią szczególną więź, jako dorosła osoba opiekowałaś się nią, kiedy stała się niedołężna. Potem przez jakiś czas mieszkanie wynajmowałaś znajomym.

Pół roku temu odszedł twój mąż. Nie, nie zostawił cię dla innej, po prostu rozchorował się, a potem umarł. Zostałaś sama, w wielkim domu, na który nie było Cię już stać, bo leczenie twojego męża pochłonęło wszystkie wasze oszczędności. Pewnie nawet więcej, bo masz długi. Nic więcej nie wiem, ale resztę tej historii czytam z twojej twarzy i gestów, ze smutku w twoich oczach. Wiesz, co widzę?

Widzę smutną kobietę, którą spotkała utrata miłości. Widzę jak ból związany z jego chorobą i cierpieniem odcisnął na tobie swoje piętno. Widzę troskę i niepewność, kiedy myślisz, że nikt na ciebie nie patrzy, nie zauważa Cię.

Widzę olbrzymie zmęczenie, gdy wracasz popołudniami z pracy. Znam to uczucie, kiedy w głowie pojawiają się pytania: Co będzie dalej? Czy dam radę? Poprosić kogoś o pomoc, czy poczekać jeszcze chwilę?

Nieraz widziałam, jak w osiedlowym sklepiku dyskretnie liczyłaś drobniaki w portmonetce, tuż przed końcem miesiąca. Wiem, że bywa ci ciężko, że odmawiasz sobie wielu rzeczy.

Ale widzę też silną, wspaniałą kobietę, która za wszelką cenę stara się zapewnić dobre dzieciństwo swojej córce. Widzę, jak zmienia się twój wyraz twarzy, kiedy wędrujecie rano do przedszkola. Widzę, jak budujesz w niej poczucie wartości i wolę walki. Jak pokazujesz jej kolorowe, jesienne liście i opowiadasz zabawne historyjki. Widzę miłość matki, która pokona strach i lęk  i jest zdeterminowana, by dobrze wychować swoje dziecko. Co z tego, że w pojedynkę?

Wiem, że masz momenty zwątpienia, niewypowiedzianego smutku, tęsknoty za ukochanym człowiekiem. I momenty, w których wyczerpanie fizyczne i psychiczne dosłownie zwala z nóg.

Wierzę, że Ci się uda. Masz wszystko, czego trzeba, by utkać sobie dobrą,nową stabilną codzienność. By zapewnić to, co najważniejsze Twojej córce. Tylko nie bój się poprosić o pomoc, gdy ze zmęczenia padasz z nóg. Nie unoś się dumą, gdy ktoś oferuje ci darmową przysługę, z czystej empatii, z życzliwości.

Dziś rano zostawiłam ci w drzwiach kartkę. Napisałam na niej kilka słów, zaproszenie na wspólną kawę. Proszę przyjmij je. Byłam kiedyś tam, gdzie ty teraz. Widzę w Tobie dawną siebie. Chcę Ci powiedzieć: złe chwile przemijają.


Macierzyństwo

Gdyby tak zdjąć ten ciężar z twoich barków…. Ale czy człowiek wolny od emocji rozumie życie?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
8 września 2020
Fot. iStock / milicad

Miłość. Ta do mężczyzny może być skomplikowana, może unosić nad ziemią, a potem rzucić cię na ziemię, nie mówiąc „przepraszam”. Ale może też trwać, mobilizować do lepszego, cieszyć, pozwalać odnaleźć zgubiony sens. Ta do dziecka jest pełna poświęceń, smutku i radości, troski i szczęścia. Czy można przestać kochać dziecko?  Miłość do rodziców jest równie bezwarunkowa, choć bywa trudna, pełna żalu i niewyjaśnionych spięć. Miłość bywa ciężarem. Każda.

Gdyby tak nie czuć, nie kochać, nie cierpieć. Nie mieć nadziei i jej nie tracić. Czy tak można? Pewnie są ludzie, którzy potrafią zamknąć się na emocje, oddzielić je od siebie, odsunąć to, co niewygodne, nieznośne, co boli. Żyć tylko dla siebie. Ale czy takie życie ma sens? Oczywiście, nie jest mniej wartościowe niż inne życia. Czy jednak przynosi nam spełnienie i samoświadomość, w ostatecznym rozliczeniu?

Czy nie jest tak, że bez miłości pewnych rzeczy po prostu nigdy nie zrozumiemy? I nie ułożymy swojej listy priorytetów od nowa,  nie przewartościujemy naszych relacji z innymi, naszych celów, marzeń i dążeń? Czy to nie miłość pozwala nam pojąć, co tak naprawdę jest ważne? Czy to nie troska o drugiego „stawia nas do pionu”, każe przemyśleć pewne sprawy, szukać porozumienia, a nie konfliktów? Zwolnić, zadbać o zdrowie, swoje i bliskich?

Co wie o życiu ten, kto nigdy nie opiekował się w chorobie ukochaną osobą? Kto nie drżał ze strachu, że za chwilę jej słaby oddech spłyci się jeszcze bardziej, by w końcu zniknąć?

Co wie o życiu ten, kto nie pożegnał schorowanej matki, kto nie stanął przed dylematem „oddać” rodzica do instytucji, gdzie zajmą się nim osoby profesjonalnie wykonujące swoją pracę, czy samemu, mimo braku sił i wyczerpania emocjonalnego być z nim dzień w dzień, aż do końca?

Co wie o życiu ten, kto nie spędził ani jednej bezsennej nocy przy łóżku chorego dziecka, kołysząc je do snu i starając się uśmierzyć jego ból? Co wie o lęku ten, kto nie czekał późnym wieczorem na nastoletnią córkę, czy syna, który po raz pierwszy wraca do domu o takiej porze?

Co wie o życiu ten, kto nie biegł przez nie ani razu trzymając za rękę ukochaną osobę? Kto nie zaznał nigdy wyjątkowego uczucia szczęścia i wyjątkowości chwili, kiedy jesteśmy pewni, że znaleźliśmy obok siebie kogoś z kim łączy nas prawdziwa miłość i porozumienie dusz? I że już tak będzie zawsze?

Miłość, każda miłość, to lekcja życia, jakiej nie odbierzemy w żaden inny sposób, które nie poznamy z książek. Nie zamykajmy się na nią, nie bójmy się jej. Jeśli kochasz, żyjesz naprawdę. Jeśli ci zależy, rozumiesz i widzisz więcej. Stajesz się otwarty na potrzeby innych, wrażliwy na ich cierpienie. Chcesz szczęścia nie tylko dla siebie. Gdyby tak zdjąć ten ciężar z twoich barków, pewnie przez moment, nawet dłuższy poczujesz się lepiej. Ale za chwilę zobaczysz, że to życie jest niepełne bez wszystkich trosk miłości.

Kochaj. Rodzica, dziecko, dziewczynę, faceta, psa, kota. Nie zastanawiaj się, nie kalkuluj. Zyskasz więcej, niż możesz stracić.