Macierzyństwo

do gimnazjum

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
12 października 2015
 

pozytywna-perspektywa.pl

fot. Anna Jakubowska

Melon jest bezwzględnym miłośnikiem biustu. Mojego, póki co, ale nie wiadomo w którą stronę oraz z jaką siłą miłość ta będzie się rozwijać. Skoro więc uwielbia, skoro i ja nie mam jeszcze nic przeciwko temu, karmię go piersią. Zaczynam dziś piętnasty miesiąc.

Moja rodzina przywykła. Przyjaciele i bliscy znajomi też. Ciągle jednak napotykam ludzi, choć nie karmię Melona ostentacyjnie, ten chłop je już w zasadzie wszystko ze szczególnym uwzględnieniem ogórków kiszonych, marchwi gotowanej i owsianki z pestkami dyni, którzy nie hamują słów krytyki.

Taki na przykład mój ginekolog ze zdziwienia uniósł brew tak wysoko, że zapewne dosięgłaby płatu potylicznego, gdyby nie niewątła koafiura. Nie pałał entuzjazmem, ale, powiedzmy, moje przedłużające się odcinanie pępowiny uznał póki co za nieszkodliwe dziwactwo.

A pani w poczekalni pediatrycznej niemalże spadła z niewiarygodnie wygodnego krzesełka, żeby mi w dekolt zajrzeć i soczystym cmoknięciem oraz zamaszystym machnięciem głowy (że też jej z zawiasów nie wypadła) zasygnalizować niestosowność moich zachowań.

A ja lubię. Gdy zagląda mi w oczy. Gdy bawi się puklami. Gdy uśmiecha się i śmieje w głos nie puszczając mlekodajnego, ciepłego kawałka mojej skóry. Gdy z błogości przewraca oczami. Gdy czuję, jak uspokaja się jego oddech, a powieki stają się coraz cięższe (tak, ten moment lubię szczególnie).

Uspokaja mnie w mojej paranoi zachorowania na raka, zapewnia poczucie, że daję mojemu dziecku to, co najlepsze.

I wyposaża w taki rodzaj bliskości, którego się nie zapomina.

(a poza tym, owszem, jestem leniwa, nie lubię wstawać w nocy i mieszać, sterylizować w dzień i odmierzać)

I ponieważ Melon raczej nie będzie miał młodszego rodzeństwa, zamierzam karmić, aż mi się odechce (albo jemu). I nic nikomu do tego.


Macierzyństwo

List nauczycielki

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
14 października 2015
Fot. iStock / alexeyrumyantsev
 

Kochany Uczniu, drogi Rodzicu, szanowny Kuratorze Oświaty.

Na wstępie pozdrawiam Was serdecznie. Tęsknię za Wami, naprawdę, zupełnie inaczej się Was postrzega z perspektywy przewijaka i nosidła manduca.

Zupełnie inaczej postrzega się i pojmuje również sens swojego wysiłku, wkładanego w trud nauczenia Was, Waszych pociech, Waszych podopiecznych.

Dlatego przepraszam Was, kochani, za to, że czasem nie zaspokajałam wszystkich Waszych potrzeb. Nie umiem tego zrobić w dwudziestoosobowej grupie.

Za to, że niektóre ćwiczenia wydawały Wam się nudne, bezsensowne, za długie, za krótkie, za trudne, za proste. Każdy z Was lubi co innego.

Za to, że zadania domowe były zbyt pracochłonne, za mało pracochłonne, za banalne, zbyt skomplikowane. Każdy z nas popełnia błędy.

Za to, że czasem  traciłam cierpliwość. Jestem tylko człowiekiem. Z wymaganiami z góry, z górki i z boku. Z chęcią zainteresowania tych mniej zaangażowanych i z potrzebą rozwoju tych chętniejszych. Z testami, które stają się nagle ważniejsze niż wiedza faktyczna i zainteresowanie. Ze swoją gonitwą myśli, swoimi troskami, utrapieniami bliskich.

Za to, że czasem nie było mnie w pracy. Dzieci chorują, to normalne, każdy z nas się z tym zmierzył. Moje dzieci także. Moje własne, w bólach urodzone i piersią wykarmione . Któż miał się nimi zająć?

Za to, że nie zawsze dawałam z siebie wszystko. Miewałam gorsze dni, ból brzucha, ból głowy, poronienie, strata bliskiej osoby. Nie zawsze było z wiatrem.

Nie jest łatwo być dziś nauczycielem. Oczekiwania wokół są wielkie, ale (co najgorsze) różne w zależności od punktu siedzenia. System nie ułatwia, media psioczą, gazety plotą bzdury. A jednak są wśród nas perełki.

Dbajcie o nie. Bez nich ta nasza polska szkoła nie ma sensu.

Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie. Bądźcie dla siebie dobrzy. I wyrozumiali. Wszyscy jesteśmy jeno ludźmi.

onapoleonie (nauczycielka na skraju wypalenia)


Macierzyństwo

Rozgośćcie się

OnaPoLeonie
OnaPoLeonie
9 października 2015

Jakimś cholernym cudem znalazłam kwadrans w tej swojej wielodzietności na spokojny przysiad z laptopem na kolanach. Postanowiłam nie dać się obiadowi wciąż niegotowemu a nawet, o zgrozo, niewymyślonemu, paznokciom z odpryśniętymi brzegami, zimnej już kawie i nebulizacjom najmłodszego.

Przysiadłam i czar prysł, o czym bowiem napisać, by nie zabrzmieć sztampowo (wiele dzieci choruje w tym czasookresie, prawda?), groteskowo (większość z nas zmaga się z niedoczasem, prawda?), banalnie (nie wszystkie wiemy, jak zbilansować dietę i dopasować się do poszczególnych gustów kulinarnych członków naszych rodzin) i płytko (odpryśnięty lakier, serio?).

Zatem, skoro (prawdopodobnie) większość z nas toczą te same troski, zmartwienia, problemy i błahostki, czym Was zaskoczyć, czym przyciągnąć, uraczyć i ugościć?

Czy zwykłe życie przeciętnej kobiety w połowie drogi do siedemdziesiątki, mentalnie ciągle dwudziestoparolatki, z trójką dzieci u boku, psem przy nodze i mężem w tle (choć przecież na pierwszym planie, na Boga!!!) i przemyślenia głębokie czynione przy praniu pieluch, czy po przeczytaniu kawałka dobrej treści, będą dla Was ciekawe?

Czy opowieści o katarze Melona, kartkówce z tabliczki mnożenia Arbuza czy fochach nastoletniej Maliny zatrzyma was przez chwilę?

Spróbuję – zobaczymy.

Tymczasem rozgośćcie się i ze smakiem popijcie łyk kawy/herbaty/wody z cytryną czy czegokolwiek, co Was uszczęśliwia i nawilża i miejcie dobry dzień!