Lifestyle

Zwolnij. Jeśli jeszcze nie wiesz dlaczego – przeczytaj

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 grudnia 2015
Fot. iStock / Peter Zelei
 

Macie czasem wrażenie, że wasze życie przypomina kolejkę górską? Dni, tygodnie, miesiące mijają jak film, dzieci rosną w takim tempie, że nie nadążacie z kompletowaniem butów i kurtek w odpowiednim rozmiarze. Dom – przedszkole/szkoła – praca – przedszkole/szkoła-zakupy – dom… Taki rytm wymaga odpowiedniego tempa. Nie ma czasu, by zadbać o siebie, nie ma czasu by „pobyć”. Ze sobą samą i z kimś, tak naprawdę, żeby móc wsłuchać się w siebie, dowiedzieć się czegoś więcej, poczuć mocniej. Nie macie czasem ochoty przenieść się w czasie i wrócić do dzieciństwa, kiedy minuty i godziny upływały znacznie wolniej…?

Dlaczego warto zwolnić? Jest co najmniej kilka ważnych powodów.

1. Zwolnij by schudnąć i być w formie

Jedzenie w biegu, byle jak, byle gdzie, szybkie, kaloryczne przekąski spożywane w pośpiechu między jednym mailem a drugim… Dziwisz się, że nie możesz schudnąć, mimo że wcale nie jesz dużo? „Szybki” obiad i podjadanie między posiłkami to odwieczni wrogowie w naszej walce o zdrowie i satysfakcjonującą sylwetkę. Twój żołądek potrzebuje 20 minut by dać sygnał do mózgu, że już jest pełny. Jedząc w pośpiechu bardzo łatwo więc niezauważalnie „pożreć” zbyt dużo kalorii. Naucz się celebrować posiłki!

2. Zwolnij by być lepszą

Żoną, mamą, przyjaciółką, córką… By być lepszą dla siebie. To nie jest odkrywcza myśl: ci, którzy nas kochają potrzebują naszego czasu. W pośpiechu nie da się porozmawiać o rzeczach ważnych z dorastającą córką. Namówić mamę na okresowe badania. Nakłonić przyjaciółkę by zwierzyła nam się z problemu, z którym boryka się sama, od dawna. A przede wszystkim, w pośpiechu nie da się być dobrą partnerką czy partnerem w miłości. Nie da się rozwijać tego uczucia i ulepszać relacji z ukochaną osobą. Wypracowywać kompromisy i uczyć się siebie. Pamiętaj, często najlepsze co możesz dać temu, którego kochasz to właśnie swój czas.

3. Zwolnij by zobaczyć i poczuć więcej

Jak chcesz się skupić na rzeczach mądrych i pięknych w takim ciagłym biegu? Zrób eksperyment. Obejrzyj sztukę w teatrze, albo film  w kinie. I odpowiedz sobie na jedno pytanie. Czy potrafisz jeszcze „przeżywać” filmy i spektakle, czy nawet muzykę podczas koncertu bez tej gonitwy myśli („Czy wszystko na jutro gotowe?”, „Czy dzieci odrobiły wszystkie lekcje?, Czy zdążę położyć synka spać nim zaśnie sam?”)? Jesteś świadoma emocji, które w tobie wywołują sztuka, inni ludzie, ważne wydarzenia? To nie jest łatwe pytanie, wiem. Czasem tylko wydaje nam się, że „mamy kontrolę” nad wszystkim, że nic nam nie umknie. Niestety starając się kontrolować „wszystko” tracimy to, co najważniejsze.

4. Zwolnij by być bezpieczną

I by bezpieczni byli najbliżsi: twoje dzieci, ukochany, rodzice. Czy „TO” jest w danym momencie naprawdę aż tak ważne, że musisz  przejechać na żółtym świetle? Zaryzykujesz swoje życie i życie swoich dzieci dociskając jeszcze mocniej pedał gazu? A tak właściwie, ile razy spieszyłaś się tak bardzo, by zaryzykować? Przebiegłaś kiedyś na czerwonym świetle? Wbiegłaś do pociagu metra, gdy już zamykały się drzwi?… Pomyśl o tym, jak kruche bywa życie i zdrowie. Pomyśl i… powiedz sobie na głos co jest dla ciebie w życiu priorytetem.

5. Zwolnij by odzyskać czas i zachować zdrowie

Badania wykazują, że człowiek potrzebuje co najmniej dwóch tygodni odpoczynku/urlopu (czyt. wyciszenia i zwolnienia tempa), żeby zregenerować siły psychiczne. Brak odpoczynku czy nieumiejętność odpoczywania może doprowadzić do wielu poważnych chorób, na przykład depresji, czy chorób układu krążenia (wiesz, że u tych, którzy nie lubią czekać ryzyko nadciśnienia wzrasta o ok 50% ?). A leczenie to żmudny i czasochłonny proces… Wniosek nasuwa się sam: zwolnij by być jak najdłużej zdrową. Dla siebie i swoich bliskich. Zwolnij by nie „tracić czasu” na okres rekonwalescencji.

Jeśli czujesz się przekonana, to już połowa sukcesu. Wiem, co myślisz: jesteś świadoma wszystkiego, o czym napisałam. Więc dlaczego ciągle nie umiesz zwolnić? Pytasz jak to zrobić, przy takim natłkoku obowiązków i codziennym stresie?  Spokojnie, o tym już niebawem :-).


Lifestyle

Dwoje na terapii. A może wasz kryzys w związku, to tylko hormony?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
3 grudnia 2015
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

Uniesiona brew, lekko zmarszczone czoło. Widok śpiącego Marcina zwykle Magdę rozczula. Teraz drażni. Jest niedziela, popołudnie. Chciałaby być teraz w Kazimierzu. Albo w Zakopanym. Spadł śnieg. Wreszcie czas na narty. „Nuda”– myśli. I podgłośnia  telewizor. Narzeczony przewraca się na drugi bok, Magda wzdycha. Zakłada dres. Na dworze minus kilkanaście stopni. Ale musi biegać – inaczej oszaleje. Zanim wyjdzie z domu, wyłącza telefon. Niech Marcin się pomartwi.

Gdy wraca po godzinie, on już trzaska w kuchni garnkami. Zły. „Żadnego hej kochanie? Najpierw spanie, teraz foch?” Magda staje w drzwiach kuchni i zamiast powiedzieć coś łagodzącego, prowokuje. Marcin krzyczy: „Ja foch?! Gdzie byłaś?! Dlaczego wyłączyłaś telefon? Nie mogłaś zostawić cholernej kartki?!”. Magda czuje przypływ adrenaliny, znajome napięcie. Kolejne dwadzieścia minut według tego samego scenariusza. Awantura. Słowa: „Bo ty zawsze, bo ty nigdy. Nie dbasz, nie kochasz, myślisz tylko o sobie” Jedno z nich rzuci:  „To koniec!”. Drugie wyciągnie walizkę, ostentacyjnie zgarnie kosmetyki z szafki w łazience. Sąsiadka z dołu zacznie walić w ścianę. To ich otrzeźwi. Dziś ustępuje Magda. „Kochany, przecież jesteś miłością mojego życia” wyznaje. Seks w przedpokoju jest gorący i namiętny. Potem, już w łóżku, zasypiają wtuleni w siebie. Rano Magda znajduje na stole kartkę: „Kupuję bilety do Barcelony. Rachunki poczekają. Kocham do szaleństwa. Ciebie. Ciebie. Ciebie”.

Magda: – Upadanie i wstawanie. Setki kłótni, chwilowych rozstań. Albo ogień albo lód- żadnych półśrodków. Tak wygląda mój związek. Kto jest temu winny? Jeszcze rok temu byłam pewna, że Marcin. Siedzieliśmy u psychoterapeuty, po dwóch stronach kanapy. „Terapia to nasza ostatnia szansa” postanowiliśmy dzień po tym, jak on wyrzucił przez balkon choinkę. Tylko dlatego, że nie chciałam jej ubrać. W odwecie rzuciłam jego laptopem. Prawie się pobiliśmy.

W gabinecie Magda wyrzucała jednym tchem: „Awantury o wszystko. Źle kroję pomidora i cebulę. Za bardzo uśmiecham się do instruktora kite’a. Mam nie taką minę. Nie sprzątnęłam łazienki, zostawiłam naczynia w zlewie. Do tego nie mogę na nim polegać – rzuca mnie kilka razy w miesiącu, bez słowa wychodzi z urodzin obrażony, nie myśląc jak wrócę do domu. Kiedyś zostawił mnie w środku nocy, w centrum Nowego Jorku, bez pieniędzy. Dlaczego? Bo coś źle powiedziałam. Teraz jeszcze ta choinka. To chore”.

„A pan jak widzi tę sytuację?” terapeuta zwrócił się do Marcina. I nie pozwolił jej przerywać.  Usłyszała więc drugą wersja tej samej historii: wciąż prowokuje kłótnie, SMS-uje z innymi facetami. Nie umie się kochać, gdy jest między nimi dobrze. W każdym razie nie kocha się tak namiętnie. Jest idealną partnerką do szaleństw. Codzienność z nią? Udręka. Miała pamiętać o jednym rachunku za energię. Tylko 100 zł. Zapomniała, a potem – gdy wyłączyli im prąd z powodu tych nieszczęsnych 100 zł kłamała, że coś się musiało stać w banku. I tak wciąż. Zapominalstwo, nieobowiązkowość.

Wyszła z terapii wściekła. „I to ma mi pomóc? Psycholog nie stanął po mojej stronie. Magda: Powiedziałam, że zazdroszczę przyjaciółkom spokojnych mężów i facetów. Chcę niedzielnych obiadów, i pewności co będzie wieczorem i rano” „To dlaczego takiego mężczyzny pani nie szuka?” spytał po prostu psycholog. – Na kolejną terapię już z Marcinem nie poszliśmy. Pogodziliśmy się, znów było idealnie.

Kolejny kryzys?

Przed trzema miesiącami. Na stole pieczony bakłażan, tarta z szynką i serem. – Złożyłam w firmie wypowiedzenie,  otwierałam z przyjaciółką agencję PR.  W trójkę oblewaliśmy naszą wolność. Było wesoło, spontanicznie. Marcin założył się z nami,  że wyjdzie z winem, w samej koszuli, bez spodni, i będzie krzyczał: „Kobieta,  którą kocham awansowała”. Zrobił to. Była trzecia w nocy. Ktoś wyjrzał przez okno, ktoś otworzył balkon i pukał się w czoło. Marcin machał do nich radośnie: „Przepraszam. Jestem szczęśliwyyyy!”. „Gdzie znajdę takiego chłopaka” myślałam. Przyjaciółka wyznała: „Czasem zazdroszczę ci tego wiecznego haju” A potem, niespodziewanie, atmosfera siadła. Bo coś rzuciłam, że Marcin nie pamięta, że piję colę zero, a nie normalną. On na to, że ja w ogóle o niczym nie pamiętam, a jak nie zrobi zakupów, to lodówka stoi pusta. Znów krzyk, pretensje. Wszystko przy przyjaciółce. „Wyprowadzam się” stwierdził na koniec,  choć pół godziny wcześniej wyznawał miłość. W środku nocy spakował  rzeczy do czarnych plastikowych worków. Nawet sprzęt grający, i telewizor. Wtedy błagałam przyjaciółkę: „Nie chcę już rollercoastera. Muszę sobie pomóc”. To ona dała mi numer do kolejnego psychologa.

Pierwszy raz w życiu chciałam nad sobą pracować

– Potrzebuję kogoś „normalnego” –  miłego, lubiącego ludzi, dającego poczucie bezpieczeństwa – wyznałam w kolejnym gabinecie. Szczupła brunetka siedząca naprzeciwko patrzyła badawczo:  – To że deklarujemy, że czegoś pragniemy, nie znaczy, że tak naprawdę jest. Racjonalnie każda z nas czuje, że dobrze jest mieć partnera na którym można polegać. Ale instynkt, to inna rzecz. A większości wyborów miłosnych dokonujemy podświadomie. O tym, w kim się zakochujemy w dużej mierze wynika z chemii mózgu. Wie pani o tym? 

Spojrzałam ze zdziwieniem. Co to za teoria?  Do tej pory przyczyn swoich problemów z mężczyznami szukałam w dzieciństwie. Kiepsko mi to szło. Rodzice – do tej pory żyją razem. Szczęśliwie. Ojciec? Cierpliwy, nigdy nie podniósł na nikogo głosu. Owszem, bywa zamknięty w sobie, ale nigdy w życiu nie zachował się nieodpowiedzialnie. Mama? Oaza spokoju. „Może ja czegoś nie pamiętam?” zastanawiałam się przez lata. Utwierdzała mnie w tym przyjaciółki. „Lubisz silne emocje, skrajności. Pociąga  cię ryzyko i ból. Powodem musi być dzieciństwo. Nie pamiętasz, na pewno to wyparłaś?”. „Ech, jak ja lubię te młode kobiety, domorosłe psycholożki.” uśmiechnęła się terapeutka. „Ale ja nie mam szczęścia do mężczyzn! Tylko jednemu mogłam zaufać. I co? Znudził mnie. Przyciągam samych popaprańców. Mój były z dnia na dzień wyprowadził się do naszej wspólnej sąsiadki. Dla jeszcze poprzedniego najważniejsze były pasje: wspinaczka górska, windsurfing.

„Rozumiem. Warto więc pomyśleć dlaczego wybiera pani takich a nie innych partnerów. Co panią przyciąga w momencie poznania. Ale na początku mam propozycję. Proszę kupić sobie książkę Helen Fisher „Dlaczego on? Dlaczego ona?”.”

– Ta książka to był dla mnie przełom. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chciałby choć trochę zrozumieć siebie i swoje wybory – mówi Magda.

Zdaniem Helen Fisher to, jacy jesteśmy zależy od poziomu czterech substancji chemicznych w naszym mózgu. Dopaminy, serotoniny, testosteronu i estrogenu. I takie cechy jak tradycjonalizm, perfekcjonizm, spontaniczność, skłonność do poszukiwania nowości nie mają wiele wspólnego z dzieciństwem.

Mężczyzna szalony, spontaniczny, kochający sporty ekstremalne i zabawę? Najprawdopodobniej typ Badacza – jak określa Fisher. Rządzi nim dopamina. Hormon odpowiedzialny za skłonność do ryzyka, potrzebę silnych wrażeń, emocji. Miły, ułożony chłopak nie zwracający uwagi na ubiór, ale nigdy nie odwołujący spotkań? Prawie na pewno typ Budowniczego. Opanowany, ceniący zasady, rodzinne wartości, spokojne życie – za które to cechy odpowiedzialna jest serotonina. Męski, pewny siebie, wiedzący czego chce, trochę dominujący facet dla którego ważna jest kariera? Typ Dyrektora. A jego pewność, siła to efekt wysokiego poziomu testosteronu. I wreszcie ciepły mężczyzna – przyjaciel. O którym myślisz, że ma intuicję i emocjonalność jak kobieta.  Fisher nazywa go Negocjatorem. Jego empatia i intuicja jest wynikiem dużej dużej ilości estrogenu.

Co to ma wspólnego z miłością? Zdaniem Fisher to który z tych mężczyzn nas pociąga wynika z tego, którego my same hormonu mamy najwięcej.  Jak się tego dowiedzieć? Na portalu randkowym Chemistry.com znajdziemy test, który zamieściła Fisher po to, by właśnie pomóc ludziom szukającym miłości określić kim są i jakiej osoby szukają. A według jej badań Badaczy, pociągają inni Badacze, czyli osoby o podobnych cechach charakteru. Budowniczy też wolą ludzi podobnych do siebie. Natomiast dla Dyrektorów atrakcyjni są Negocjatorzy. I odwrotnie. Kolejne pytanie. Jak to możliwe, że ludzie przeglądają setki zdjęć, rozmawiają co najmniej z kilkudziesięcioma osobami, a wybierają taki, a nie inni typ?

– Marcin często powtarza:„ zwróciłem na ciebie uwagę, bo byłaś najbardziej kolorową osobą na imprezie i  śmiałaś się  najgłośniej ze wszystkich. A do tego ślicznie marszczyłaś czoło – mówi Magda.  Właśnie – najwięcej mówi o nas twarz, zachowanie, sposób ubierania. Na przykład kobiety o wysokim poziomie dopaminy są zwykle bardziej ekspresyjne, głośne, mają bogatą mimikę. I to właśnie taki typ kobiet podoba się mężczyznom Badaczom. Kobieta Negocjator ma zwykle delikatne i regularne rysy twarzy, ładną cerę, wysoki głos. To pociąga mężczyzn o wysokim poziomie testosteronu. Magda: – Wypełniłam ten test. I co? Jednoznacznie wyszło, że jestem typem Badacza. Dla mnie kanapa i spokojny facet to śmierć. Zresztą Marcin też jest Badaczem, podobnie jak inni moi partnerzy. Przyciągamy się i odpychamy, bo nie umiemy inaczej; uwielbiamy też przygody, zmiany. Badacze częściej niż inni zdradzają, bez skrupułów odchodzą. Nie ma dla nich rzeczy świętych.

Magda na kartce wypisuje: po lewej stronie plusy związku z Marcinem, po prawej minusy. Plusy; cudowny seks, życie pełne wrażeń. Tego zazdroszczą jej przyjaciółki. Który facet w piątek wieczorem wsiądzie w samochód, żeby spędzić noc na plaży, a o świcie wracać 400 km do domu. Minusy: nieprzewidywalność, wieczna huśtawka. Na koniec podsumowanie. Ryzyko rozstania? Duże. – Ale już lepiej rozumiem, że to kwestia moich decyzji. Chcę mocno i intensywnie nawet jeśli krótko czy spokojnie, ale nudno? Na razie wybieram to drugie.

Kolejne spotkanie Magdy z terapeutką

„Lepiej mi. Tak po prostu mam” wyznaje Magda. Brunetka się uśmiecha: „Pani Magdo, poziom hormonów w naszym organizmie może się zmieniać. Kiedy kobieta rodzi dziecko – wzrasta poziom estrogenu. Potrzebujemy mężczyzny, który się nami zaopiekuje, zapewni poczucie bezpieczeństwa. W tym czasie wiele związków Badaczy się rozpada. Bo on chce się wciąż bawić, a ona potrzebuje już czegoś innego. Z kolei leki antydepresyjne podnoszą poziom serotoniny, która łagodzi lęk, uspokaja więc nawet Badacza. Wtedy też wybieramy inaczej.

Magda: – Miałam jeden spokojny związek – wspomina. – Z Adamem związałam się krótko po tym, jak z dnia zostawił mnie facet. Załamałam się, nie wychodziłam z domu, lekarz rodzinny przepisał mi serotax. I rzeczywiście, podobali mi się  wtedy inni mężczyźni. Kiedyś nie zwróciłabym uwagi na kogoś, kto jest poukładany, przynosi mi co rano śniadanie, wakacje planuje z rocznym wyprzedzeniem. Ale byliśmy ze sobą ponad dwa lata. Zostawiłam Adama dzień po poznaniu Marcina. Kasprowy Wierch, środek zimy. Przypadkiem jechaliśmy razem wyciągiem. Na górze powiedział, że jestem miłością jego życia, tej samej nocy się kochaliśmy. Rano napisałam do Adama SMS-a: „To koniec. Zakochałam się”. Wtedy już nie brałam proszków. Myślałam: przy Adamie „wylizywałam” rany, teraz mogę znów żyć po swojemu.

A teraz sama nie wiem. Może naprawdę podwyższony poziom serotoniny tak na mnie podziałał. Rzeczywiście,  nie miałam wtedy potrzeby zmian, ryzyka. Adam pierwszy raz pocałował mnie po trzech miesiącach, wcześniej chodziliśmy tylko do kina i na wystawy. Normalnie umarłabym z nudów. Dla mnie miłość to wybuch, trzęsienie ziemi. Ale wtedy nawet w pracy  byłam spokojniejsza.

Naczynia równo poukładane, obrus na stole. Na meblach, jak zawsze, ani odrobiny kurzu. W wazonie kwiaty,  muzyka w tle. Niedziela w domu Ewy i Kuby, przyjaciół Magdy. Ciepło, miło i zawsze tak samo.

– Kiedyś nie potrafiłam zrozumieć, jak oni mogą tak żyć. Od liceum razem. Po przeczytaniu Fisher pomyślałam. „To typowi Budowniczy”. Tradycjonaliści, konserwatyści, trochę – choć ich lubię – nudziarze, kochający robić plany i żyć według harmonogramu. Sprzeczka z Marcinem w ich towarzystwie? Było mi wstyd, czułam, że jesteśmy nienormalni, a oni wspaniali. Tacy dla siebie dobrzy, czuli. Dziś nie czuję się winna, gdy kłócę się w ich spokojnym domu z Marcinem o to, kto będzie prowadził. „Przepraszam, my tak mamy” – mówię z uśmiechem po pięciu minutach.  Potem nadchodzi weekend, Marcin kupuje bilety do Barcelony, oni siedzą w domu. Coś za coś.

Czy wyobrażam sobie, że spędzę z Marcinem życie, że będzie ojcem moich dzieci? Nie wiem. Odkąd jestem bardziej świadoma siebie, więcej rzeczy puszczam. Nie planuję. Nie trzymam się go kurczowo, wiem, że to nie ma sensu. Gdy on się pakuje, zaciskam zęby i nie błagam by został, nie krzyczę. „To tylko mechanizm” powtarzam. I jeszcze: „Takie życie to mój wybór” Ale być może nadejdzie moment, gdy je kompletnie zmienię.


Lifestyle

„Kochanie, przecież wiesz, że nie umiem robić prania…”. Zero litości, ON też może się nauczyć! 5 sposobów na łatwe pranie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 grudnia 2015
Fot. iStock / lolostock

Gdyby NASA zaproponowała mu udział w konstrukcji nowego silnika rakietowego – nie wahałby się ani sekundy. Na przeszkodzie nie stałoby nawet to, że nie potrafi bezkrwawo obsłużyć młotka, albo włączyć pralkę… – O nie, nie wiem jak, zrób to sama, jeśli nie chcesz, żebym coś popsuł… – taki szantaż. Bywają jeszcze gorsze próby, ostatni bastion męskiej walki o nie pranie – A pamiętasz, jak niechcący zafarbowałem całe pranie na różowo? – rzuca ON niewinnie i czeka, aż zapulsuje ci żyłka na czole na wspomnienie twojej najlepszej białej sukienki. Nic  z tego. Nie z nami takie numery, Kloss!

5 sposobów na łatwe pranie – praktyczny przewodnik nie tylko dla par

To nie będzie złośliwy kurs wychowywania mężczyzny. No może odrobinę. Ale do rzeczy. Jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i jeszcze sobie ułatwić życie?

1. Jasne kolorowe, ciemne kolorowe? To w końcu jakie?

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pierwszy etap pt.: „Oddzielnie pierzemy rzeczy białe i kolorowe”, mamy zazwyczaj za sobą. Jednak i tu pojawiają się schody – bo dlaczego te czerwone albo fioletowe skarpety nie mogą być wyprane z żółtą sukienką? – Kolorowe, to kolorowe. Zdecyduj się kobieto – przyznasz, że twój mężczyzna walczy dzielnie. No właśnie, same miewamy nie raz problem z kolorowymi dylematami. Szczególnie, gdy do pralki trafia „nowe” i tak naprawdę nikt nie wie, czy farbuje czy też nie.

Ten sam dylemat pojawia się, gdy musimy długo zbierać pranie jednego koloru, by nie włączać pralki 5 razy dziennie. Rozwiązanie jest bardzo nowoczesne i nad wyraz proste. Chusteczki. Nie te, które on zapomina wyjąć z kieszeni, a specjalne chusteczki do prania zapobiegające przypadkowemu farbowaniu odzieży. Dr. Beckmann Chusteczki wyłapujące kolor i wspomagające usuwanie brudu z mikrofibrą są bardzo praktyczne i łatwe w użyciu. W zasadzie całkowicie niwelują męski argument „bo ja nie wiem”. – Nic nie szkodzi, skarbie, zrób jak potrafisz – możesz odparować bez żadnego ryzyka farbowania.

Ochrona przed zafarbowaniem: szybko wchłaniają i natychmiast wiążą wypłukane cząsteczki koloru. Twoje ubrania są chronione przed zafarbowaniem, również jeśli mają białe elementy.

Utrzymanie koloru: chusteczki zapobiegają osiadaniu wypłukanych cząsteczek koloru na pranych tkaninach – kolory pozostają dłużej intensywne: ‎ ‎‎‎łączne pranie różnych kolorów, bezproblemowe łączenie w praniu tkanin białych oraz tkanin o jasnych i ciemnych kolorach. To z kolei oznacza mniej sortowania i mniej cyklów prania, ponieważ pralka może być zawsze pełna – oszczędność czasu, energii i wody.

2. Paski, kratki, aplikacje. Czyli ratunku mam biało-kolorowe ubrania

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

I tu pojawia się problem bardzo gender, bo nie raz my – mistrzynie domowego ogniska, mamy twardy orzech do zgryzienia. Czasem nawet pranie ręczne (którego tak szczerze nienawidzimy) nie uchroni koszulki w biało-granatowe pasy.  No właśnie i co z takim przypadkiem? Jak prać? Z białym – nie, bo pasy zafarbują całą resztę prania, z kolorowym – nie, bo reszta prania zafarbuje białe pasy nie mówiąc już o tym, że czasem nawet odrębne pranie nie uchroni białych elementów przed zniszczeniem.

Tu chusteczki do prania to już absolutny must have. Z pomocą przychodzą nowe Chusteczki wyłapujące kolor i wspomagające usuwanie brudu do ciemnych i intensywnych kolorów.

Nowe chusteczki wyłapujące kolor i wspomagające usuwanie brudu do ciemnych i intensywnych kolorów Dr. Beckmann chronią odzież w ciemnych i intensywnych kolorach przed zafarbowaniem: dzięki wyjątkowej grubości chusteczek są one w stanie wchłonąć jeszcze więcej wytrąconych barwników. Ich moc przekracza trzykrotnie właściwości absorpcyjne tradycyjnych chusteczek wyłapujących kolor.

3. Białe pranie bez zjadliwych wybielaczy

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Z czasem tkaniny szarzeją i żółkną, i piękna biel już nie jest ani piękna, ani nie jest bielą. Czasy namaczania w wybielaczu już dawno minęły. Wiele się zmieniło, dziś nie mamy czasu na skomplikowane i wymyślne zabiegi. To tylko (i aż) pranie. Jak wiadomo potrzeba matka wynalazku, są więc oprócz klasycznych wybielaczy i odplamiaczy rozwiązania znacznie bardziej wygodne – i bardzo proste w użyciu: Dr. Beckmann Chusteczki aktywnie wybielające to kolejny sprzymierzeniec w edukacji ukochanego. Słowo wybielacz – jest dla niego potencjalnie niebezpieczne: ileśtam mililitrów, zakrętek przed, czy po albo w trakcie. Zdecydowanie za dużo zmiennych, a każda może pójść nie tak.

Chusteczki? Wrzuć do pralki i już. Dodatkowo są wyjątkowo skuteczne, bo działają już w 20 st.. A dlaczego takie chusteczki są lepsze od innych rozwiązań? Powodów jest wiele, ale najważniejszy: są bardziej eko od tradycyjnej chemii.

Gwarancja marki Dr. Beckmann
Wszystkie nasze produkty charakteryzują się najwyższą jakością i wydajnością. Dbamy o środowisko naturalne, dlatego ostrożnie i odpowiedzialnie dobieramy zastosowanie w procesie produkcji surowce. Wszystkie substancje czyszczące zawarte w naszych produktach ulegają biodegradacji. W związku z tym marka Dr. Beckmann jest zaangażowana w ogólnoeuropejską inicjatywę: ,,Kartę na rzecz zrównoważonych środowiskowo środków i systemów czyszczących”.

4. Pozwól mu podbić swoje serce

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Lekcja specjalna, czyli szybki trik na zdobycie medalu Pana Perfekcyjnego. Lubisz ten świeży zapach prania, zupełnie jakbyś właśnie położyła się w idealnie świeżej pościeli – jak z telewizyjnej reklamy markowego hotelu… Można się rozmarzyć, albo wypróbować coś więcej niż klasyczny płyn do płukania. Dr. Beckmann Perfumy do prania – to fajna i nowatorska propozycja gwarantująca 100% zapachu uwalnianego także podczas noszenia ubrań. Perfumy nie zawierają dodatku środków zmiękczających, dzięki czemu nadają się do wszystkich rodzajów tkanin, także mokrofibry i „oddychających” ubrań sportowych. Z takim trikiem można zostać prawdziwym bohaterem. Panowie – tutaj apel do was właśnie – jeśli planujecie przygotować dla swojej ukochanej romantyczna kolację ze śniadaniem – zadbajcie, aby nie chciała uciekać z krzykiem z sypialni. Nic tak nie psuje atmosfery, jak przerażone myśli kobiety: „O nie, boję się nawet usiąść na tym łóżku…”.

5. Ono też może

Zrobienie prania to nie inżynieria kwantowa, nie trzeba wiedzieć wiele, ale warto wiedzieć jak skutecznie ułatwić sobie i bliskim życie. Włączcie do nauki swoje dzieci, jeśli je macie. Takie drobne i pożyteczne gadżety ułatwiąją codzienność i oszczędzają nie tylko czas, ale i energię.


Artykuł powstał we współpracy z marką Dr Beckmann


Zobacz także

wyleczyć się z nieszczęśliwej miłości

Sztuka odkochiwania się, czyli 5 etapów, przez które musisz przejść, by wyleczyć się z nieszczęśliwej miłości

Dowiedz się jak właściwie dobrać oświetlenie, by zadbać o komfort twoich oczu

Kolejny Czarny Protest. Bla bla, to wszystko już było. Naprawdę pozwolimy sobie wmówić, że nasz głos jest zupełnie bez znaczenia?