Lifestyle

Pomóżmy Ewie uratować dom dla 12 dzieci. One już zbyt wiele wycierpiały: były przypalane, bite, zaniedbywane…

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
18 stycznia 2022
 

Mają czas tylko do końca lutego, żeby kupić dom, w którym mieszkają od sześciu lat. Dwanaścioro dzieci potrzebuje jeszcze 280 tys. złotych, by móc dalej w spokoju mieszkać ze swoją ciocią, Ewą Rzepą, w Rodzinnym Domu Dziecka w Żyrardowie. Trafiły do niej po interwencji policji, najczęściej z domów z problemami alkoholowymi i pełnych przemocy. To są dzieci, które były podtapiane, przypalane, maltretowane, zaniedbywane. Ewa nie jest w stanie sama zgromadzić takiej kwoty. Dlatego zdecydowała się założyć zbiórkę. Dzięki Małgorzacie Ohme i „DDTVN” udało się już zebrać ponad połowę potrzebnych pieniędzy. Na 280 tys. mamy czas do końca lutego!

Osoby, które chcą pomóc, wszystkie niezbędne informacje znajdą na stronie zrzutki = TUTAJ.

Ewa, jak się czujecie po pierwszych dniach od ogłoszenia zbiórki w „DDTVN”?

– Jak w bajce! Albo lepiej, jak w równoległej rzeczywistości, jakimś Matrixie. Czasem proszę dzieci, żeby mnie uszczypnęły i powiedziały, że to się dzieje, że nasze marzenie ma szansę się spełnić.

Jak sobie radzisz z dwanaściorgiem dzieci?

– Mnie się kiedyś wydawało, że trójka moich biologicznych to był hardcore (śmiech). Dziś żyję z notesem w ręku i to pomaga.

Jak to w ogóle się stało, że zaczęłaś sześć lat temu pomagać dzieciom?

– Inspiracja przyszła z domu. W latach 80-tych przychodziło do domu mojej mamy dużo moich kolegów i koleżanek, którzy chcieli z porozmawiać z nią o wszystkim. Dlatego, kiedy sama zostałam mamą, mój dom wyglądał podobnie. Znajomi dzieci (a mam trójkę dziś już dorosłych) zawsze mówili: „Pani Ewo, u pani jest tak super!”. Przychodzili niby tylko na nocowanie, a zostawali w piżamach do godziny piętnastej następnego dnia. W soboty zawsze było u nas gwarnie, głośno, przyjemnie.

W sercu miałam więc taki pomysł, by zająć się kiedyś pomaganiem dzieciom. Ale kiedy jeszcze pracowałam w firmie ubezpieczeniowej, wydawało mi się, że nie znajdę czasu. Skończyłam jednak kurs na opiekuna i czekałam na odpowiedni moment. Po czterdziestce rozwiodłam się, a kiedy dwa razy znalazłam się na OIOM-ie z powodu kłopotów z sercem, postanowiłam trochę wyhamować. Akurat wtedy w pogotowiu opiekuńczym pojawiła się mała, 8-letnia, dziewczynka. Od niej wszystko się zaczęło. Dla niej po 25 latach odeszłam z korporacji, w której byłam odpowiedzialna za tzw. cyferki.

 

Mówiłaś, że wzorem pomagania była dla ciebie mama.

– Opowiem jedną najważniejszą historię. W latach 80. moja mama prowadziła sklep z pasmanterią i tam trafiła do niej na praktyki 15-letnia dziewczyna, która w zasadzie tułała się po różnych miejscach, pomieszkiwała u znajomych. Wtedy nie było jeszcze instytucji rodzinnych domów dziecka i dlatego mama spytała mnie, czy ona mogłaby zamieszkać u nas, razem ze mną w pokoju, bo nie ma się gdzie podziać. Itak się stało.

Ile z wami została?

– Na zawsze. Iwona jest moją siostrą. Zostałam chrzestną jej dziecka, ona mojego. Łączy nas bardzo silna więź, jesteśmy po prostu rodziną.

W filmie, który nagrano dla „DDTVN” widać, że śpisz w pokoju z najmłodszymi dziewczynkami na piętrowym łóżku. Czy ty masz swoje miejsce, takie tylko dla siebie? Czy czasem odpoczywasz?

– Odpoczywam w samochodzie. Kiedy odwożę dzieci na zajęcia koszykówki, piłki nożnej czy na terapię, wtedy mam chwilę. Chociaż jak dziecko jest ze mną sam na sam, to zawsze próbuje skorzystać z okazji, by nacieszyć się kontaktem. Wtedy mówię: „Dominik, proszę, pięć minut milczymy, muszę się zrestartować, a potem możemy pogadać”. Dzieci kochają też przychodzić do mnie wieczorami. Pozwalam im na to, bo wiem, że potrzebują bliskości. Czasem na podłodze w moim pokoju zbiera się potężna gromadka.
Odpoczywam wtedy, kiedy jeżdżę do moich biologicznych dzieci, które dziś mieszkają już osobno i są w pełni samodzielne. W sobotę byłam przez dwie godziny u córek i tam naładowałam akumulatory. Dzieci bardzo mnie wspierają, syn był tzw. rodziną pomocową dla mojej pieczy zastępczej.

Jakie dzieci trafiają pod twoje skrzydła?

– Niektóre pochodzą z domów zamożnych, inne nie. Większość rodziców tych dzieci nie ma odebranych praw rodzicielskich, dlatego nie mogę o nich opowiadać ze szczegółami ani pokazywać ich twarzy. Część dzieci ma FASD, jeden chłopiec porażenie ruchowe i umysłowe. Ale w zasadzie każde dziecko, które doświadczyło nieodpowiedniej opieki rodziców, przychodzi z traumami. Niedawno jeden chłopczyk wrócił z urlopowania w swojej rodzinie i potwornie krzyczał, bo w taki sposób tam się wszyscy porozumiewają. Poprosiłam go, żeby nie krzyczał, a on powiedział: „Ja krzyczę, bo jestem chory. Bo moja mama piła alkohol, kiedy była ze mną w ciąży”. W takich sytuacjach staram się tłumaczyć, mówiąc: „Ale przecież możesz nad sobą pracować, możesz się postarać”.

 

Czy dzieci pomagają w prowadzeniu domu?

– Tak. Do obowiązków moich i chłopców należy sprzątanie podwórka. Dominik karmi naszą sunię Dianę i zawsze dba o to, by była w misce woda. Czasem budzę się i dzieci mówią: „Ciociu, a my posprzątaliśmy salon”. A czasem budzę się i jest taki bałagan, że nie wiem, w co mam ręce włożyć. Dziewczyny uczą się gotować. Chcę je przygotować do samodzianego życia. Pomagamy sobie.

Myślałam, że żyjecie według ustalonego ściśle grafiku: w poniedziałki pranie, we wtorki prasowanie, w środy wymiana pościeli…

– Nie ma grafiku. Na początku miałam takie zakusy, by prowadzić ten dom jak korporację. Potem pomyślałam sobie, że tabele dobrze funkcjonują, ale w pracy. U nas w domu są zasady, ale nie chcę, byśmy żyli według tabelki. Dlatego staram się mieć do nich miękkie podejście. One przeżyły już tak wiele, że muszą w końcu poczuć, że są dziećmi, a nie trybikami w machinie. Jak się bawią, że budują sobie baszty z krzeseł i koców, to nie krzyczę: „Biegiem, posprzątajcie”. Jak chcą się bawić w to jutro, to przecież posprzątają pojutrze.

Są sytuacje, w których jesteś wyjątkowo dumna z tego, co udało ci się zrobić?

– Tysiące. Codziennie. Drobnych. Jest jedna dziewczynka, która kiedy przyjechała do mnie, to przyznaję, że pierwsze tygodnie budziłam się w środku nocy i zastanawiałam się, czy nie mam nad sobą nożyczek. A teraz ona jest zupełnie inną osobą. Pomaga, przytula się, mówi, że kocha. Kiedy wieczorem siadam na fotelu, by napić się herbaty, nagle na kolanach i oparciu mam pięcioro dzieci. Rozmawiamy i to są najcudniejsze chwile. Mam poczucie, że dzieci wiedzą, że ja skoczyłabym dla nich w ogień.

Wybacz, ale muszę spytać o pieniądze, dlatego że niektórzy twierdzą, że opiekując się dziećmi w tzw. pieczy zastępczej można nieźle zarobić. Podobno na jedno dziecko dostaje się w Polsce ponad 2 tysiące złotych.

– Nie gniewam się na to pytanie i wszystko chętnie wyjaśnię. Niektórzy piszą nawet, że rodzinne domy zastępcze to jest dobry biznes. Zawsze wtedy mam ochotę odpisać: „To ja zapraszam. Chętnie panią/pana przywitamy w tym biznesie”. Bo w Polsce brakuje rodzinnych domów dziecka. Na jedno dziecko dostaję miesięcznie 1131 złotych. Większość moich podopiecznych potrzebuje leczenia, a wizyta u psychiatry kosztuje 120-350 złotych, więc rachunek jest tu prosty. Niewiele, a czasem nic nam nie zostaje.

 

 

W tym momencie do zebrania pełnej sumy na wykup domu brakuje mniej więcej połowy kwoty, czyli 280 tysięcy złotych. Jak chcesz zabezpieczyć status tego miejsca? Kto go będzie dziedziczył?

– Cały czas rozmawiam na ten temat z prawnikiem i notariuszem. Właśnie zakładam fundację. Dom będzie należał więc do fundacji, w której statusie zapiszemy, że mogą w nim mieszkać te konkretne dzieci, które teraz się w nim wychowują. Ustanowimy też zarządcę, który po mojej śmierci będzie tym budynkiem zarządzał. Chciałabym, by dzieci były jego współwłaścicielami, ale w większości przypadków jest to na razie niemożliwe ze względu na ich nieunormowaną sytuację dotyczącą praw rodzicielskich. Cały czas zastanawiamy się, jak zabezpieczyć wszystkie dzieci i z pewnością tak będzie.

Tym bardziej, że w domu są trzy nastolatki i chciałabym, by one mogły z nami zostać po 18. roku życia. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiem, co z nimi zazwyczaj dzieje się, kiedy stają się dorosłe. Dostają parę groszy i być może na rok możliwość korzystania z mieszkania tzw. treningowego, choć to bardzo rzadkie. Jak chłopak czy dziewczyna ma niską samoocenę, to przy pierwszej porażce poddaje się i wraca do rodziców, gdzie są narkotyki i alkohol. A ja bym chciała, żeby dzieci wraz z ukończeniem szkoły, nie musiały bać się przyszłości. By miały dalej wsparcie i były blisko. Dlatego chcę, by w tym naszym domu powstały trzy oddzielne mieszkania dla tych, co skończą 18 rok życia.

Zrobię wszystko, byśmy jako rodzina mogli zostać w tym miejscu. Ja nie lubię tej nazwy: rodzinny dom dziecka. Ludzie też nie bardzo wiedzą, na czym to polega. Jak przyjeżdżają do nas ze słodyczami czy paczkami z używaną odzieżą, zdarza im się pytać, do której godziny pracuje tu pani dyrektor. Wtedy uśmiecham się, bo to ja jestem dyrektorką, sprzątaczką, kucharką i przytulaczką. Daję dzieciom siebie, miłość i bezpieczeństwo. Wiem, że to duże słowa, ale mają swoją wartość.

Osoby, które chcą pomóc, wszystkie niezbędne informacje znajdą na stronie zrzuti = TUTAJ.


Lifestyle

Czy po pandemii będziemy musieli uczyć się na nowo umiejętności społecznych?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 stycznia 2022
fot. FOTOGRAFIA INC./iStock
 

Od dwóch lat żyjemy w zmienionej rzeczywistości i oczekiwaniu, że pandemia COVID-19 wkrótce się skończy. Niestety wszystko wskazuje na to, że w stanie permanentnego, zaburzonego poczucia bezpieczeństwa będziemy funkcjonować jeszcze wiele lat. Psycholodzy obserwują, że choć nie obowiązują już lockdowny, ludzie sami izolują się w domach i tym samym zamykają na drugiego człowieka. Relacje się rozluźniają, a wiele osób już nawet nie czuje potrzeby spotkania się ze znajomi. Czy po pandemii będziemy musieli na nowo uczyć się relacji społecznych?


Stałe napięcie, niepewność, jak będzie wyglądać przyszłość, lęk o życie swoje i najbliższych odbijają się na zdrowiu Polaków, zarówno dorosłych, jak i dzieci. Badania przeprowadzone w 2021 roku są zatrważające. 40% Polaków ma problemy ze snem, w tym trudności z zasypianiem, budzenie się w nocy lub zbyt wczesne przebudzenia. Kilka lat temu problem ten dotyczył głownie seniorów, a dziś wiek nie jest już jedną zmienną decydującą. Nawet do 65% pracowników cierpi na symptomy wypalenia zawodowego, a podobne badania prowadzone jesienią 2020 roku wskazywały, że 30% osób doświadczało tego problemu. Ponadto nieustanny stres w pracy
odczuwa aż 19% osób, a przed pandemią było to ok. 4%.

– My – psycholodzy i psychoterapeuci – obserwujemy, że kolejki do naszych gabinetów coraz bardziej się wydłużają. Ludzie nie radzą sobie z samotnością, stresem i stanami depresyjnymi. Dotyczy to zarówno dzieci, jak i dorosłych. Zauważamy, że już kilkutygodniowy lockdown powoduje, że z lęku przed koronawirusem lub zwykłej wygody i lenistwa ludzie sami zamykają siebie w przysłowiowych czterech ścianach, bez żadnych nakazów z zewnątrz. W domu czują się po prostu bezpiecznie. Warto jednak zastanowić się, jakie będą długofalowe skutki takiego zachowania i czy nie spowodują znacznego pogorszenia naszego dobrostanu i równowagi psychicznej. Wszak kontakt z drugim człowiekiem jest jedną z podstawowych naszych potrzeb – mówi Joanna Węglarz, psycholożka, specjalistka od TUS (trening umiejętności społecznych) i współautorka książki „Czas relacji, czyli wspieranie rozwoju społeczno-emocjonalnego dzieci”.

PIĘĆ CZYNNIKÓW POWODUJĄCYCH UTRATĘ UMIEJĘTNOŚCI SPOŁECZNYCH:

1. Izolacja z wyboru – gdy na początku 2020 cały świat obiegło hasło „zostań w domu”, wszyscy czekaliśmy na moment, kiedy znów będzie można się spotkań, porozmawiać twarzą w twarz czy przytulić. Dziś większość z nas (o ile nie jesteśmy na kwarantannie) nie musi izolować się od ludzi, a jednak wiele osób to robi. Zdalna praca, nauka i możliwość załatwienia wielu rzeczy online sprawiła, że znacznie rzadziej wychodzimy z domu, mniej aktywnie spędzamy czas i co za tym idzie – ograniczamy relacje społeczne. Konieczne jest otwarcie się na drugiego człowieka i jak najczęstsze wychodzenie z domu. Spotykajmy się z przyjaciółmi i znajomymi, a jeśli nasze więzi już się rozpadły, porozmawiajmy z sąsiadem podczas spaceru z psem. Wbrew pozorom nawet krótka konwersacja może otworzyć na relacje społeczne. Pogłębiająca się izolacja z kolei może doprowadzić do poważnej depresji.

2. Mniejsza aktywność fizyczna – niestety większość z nas coraz częściej wybiera bierny wypoczynek: z pilotem przed telewizorem lub surfując w Internecie w telefonie. Do sklepu, nawet jeśli jest blisko, podjeżdżamy autem, zamiast schodów wybieramy windę, a spacery z psem skracamy do minimum. Nawet osoby uczęszczające do klubów fitness czy na siłownię, pozostały czas w tygodniu spędzają często w bezruchu. A przecież sport to zdrowie, także psychiczne. Podczas aktywności fizycznej produkowana jest dopamina, hormon motywacji oraz serotonina, która poprawia humor i dodaje energii. Wydaje się więc oczywiste, że w tych pandemicznych czasach uprawianie sportu jest kluczowe, by zachować równowagę psychiczną.

3. Skupianie się na narzekaniu i negatywach – choć informacje dochodzące ze świata mogą nie nastrajać optymistycznie, to jednak my wybieramy, jakimi informacjami i emocjami „karmimy” nasz umysł. Jeśli większość czasu skupiamy się na tym co złe, nieprzyjemne i trudne, to ma to wpływ na to, jak się będziemy czuć. Nie od dziś wiadomo, że strategie mindfulness polegające np. na praktykowaniu wdzięczności za to co drobne, ale dobre każdego dnia, mogą w dużym stopniu poprawić nam nastrój.

4. Zbyt duża aktywność w social mediach i świecie wirtualnym – powoduje spadek zainteresowania drugim człowiekiem w świecie realnym. Czasem niektórzy są aktywni w social mediach, bardzo aktywnie udostępniają i komentują posty, jednak nie mają czasu ani ochoty, aby zadzwonić do bliskich albo ich odwiedzić. Tak naprawdę więc nie starają się podtrzymywać ani nawiązywać relacji. Co więcej, niektórzy, chociaż samotni i nieszczęśliwi, kreują swój wizerunek wiecznie zadowolonego człowieka sukcesu lub superbohatera, który radzi sobie ze wszystkim. A to właśnie przyjaciele pomogą „zdjąć maskę” i zrozumieć własne emocje.

5. Brak dostępu do programów wspierających – coraz więcej osób szuka kontaktów do psychologów, terapeutów, interwentów kryzysowych, coachów czy innych specjalistów zajmujących się wsparciem w sytuacji trudnej. Niestety często nie wiadomo, do kogo się zwrócić i z jakiej formy pomocy skorzystać. Natomiast umiejętne i codzienne zadbanie o swój dobrostan i rozwój umiejętności społecznych, takich jak asertywność, komunikowanie się czy radzenie sobie z sytuacjami trudnymi może w znacznym stopniu pomóc osiągnąć równowagę psychiczną.

Więcej informacji: www.joannaweglarz.pl


Lifestyle

Tracisz włosy, masz kiepski apetyt i jeszcze gorszy nastrój? To może być niedobór cynku

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
18 stycznia 2022
Fot. iStock

Niedobór cynku bywa tematem rzadziej poruszanym niż niedobór żelaza czy magnezu, choć ten pierwiastek pełni ważne funkcje w organizmie. Jest on konieczny m.in.: dla sprawnego układu odpornościowego, dobrego nastroju, oraz zdrowej skóry. Niedobór cynku może prowadzić do poważnych konsekwencji, więc warto wiedzieć, co świadczy o problemach z cynkiem i gdzie można znaleźć jego źródła w pożywieniu.

Rola cynku w organizmie

Cynk zaliczamy do mikroelementów, czyli pierwiastków śladowych. Zapotrzebowanie na niego jest niewielka, za to jego rola w organizmie jest nie do przecenienia.

Bez cynku organizm nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować. Wchodzi on w skład wielu białek, jest konieczny do aktywacji różnych enzymów, uczestniczy w syntezie RNA, DNA i białka. Uczestniczy w przemianach wspomnianych białek, tłuszczów oraz węglowodanów. Wspiera również funkcjonowanie błon komórkowych oraz układu kostnego i immunologicznego. Dzięki właściwemu poziomowi cynku organizm rośnie i rozwija się płciowego. Wpływa na stan skóry, wzmacnia włosy i paznokcie.

Ponadto cynk jest silnym przeciwutleniaczem, który chroni plamkę żółtą w oku przed zwyrodnieniem, wspiera usuwanie metali kadmu i ołowiu z organizmu. Pierwiastek ten odpowiada nie tylko za rozwój fizyczny, ale także poprawia sprawność intelektualną, może być pomocny w leczeniu depresji, schizofrenii oraz demencji.

Fot. iStock

Zapotrzebowanie organizmu na cynk

Ludzki organizm magazynuje średnio od 2 do 4 g cynku. Nawet 90% obecna jest kościach i mięśniach, a reszta w tkankach i płynach ustrojowych. Zapotrzebowanie na cynk zależy od wieku (więcej potrzebują go dzieci w czasie wzrostu oraz kobiety ciężarne i karmiące). Dzienne zapotrzebowanie na cynk wygląda następująco:

  • dla niemowląt i dzieci do 3 roku życia − 3 mg;
  • dzieci od 4. do 9. roku życia – 5 mg,
  • dla chłopców i mężczyzn – 8-11 mg;
  • dla dziewczynek i kobiet – 8-9 mg;
  • u kobiet ciężarnych i karmiących piersią − 11-13 mg.

Aby oznaczyć stężenie cynku i wyłapać jego niedobór, wystarczy poddać się prostemu badaniu krwi, do którego nie trzeba być na czczo.

Niedobór cynku — przyczyny

Niedobór cynku może nastąpić to na skutek niewłaściwej diety lub zaburzeń wchłaniania tego pierwiastka. Najczęściej ma to miejsce przy chorobach takich jak: celiakia, przewlekłe zapalenie jelit, zapalenie trzustki. Niedobór cynku może zaistnieć w sytuacji nadmiernego spożycia produktów zawierających duże ilości fitynianów, kwasu foliowego, żelaza, miedzi i wapnia. Także osoby, które uległy rozległym oparzeniom mogą borykać się z niedoborami cynku. Badania wykazały, że szczególnie często cierpią na niski poziom cynku osoby w podeszłym wieku.

Fot. iStock

Niedobór cynku — objawy  

Niedobór cynku u niemowląt i dzieci — objawy:

Objawy, jakie pojawiają się u dzieci w związku z niedoborem cynku, pozwalają zauważyć, że dzieje się coś niedobrego w organizmie. Zaliczamy do nich m.in.:

  • zahamowanie wzrostu;
  • opóźnienie rozwoju psychomotorycznego;
  • zahamowanie dojrzewania płciowego;
  • pojawianie się łuszczących się zmian na skórze;
  • utrata włosów;
  • choroby paznokci;
  • spadek apetytu;
  • obniżona odporność na infekcje.

Niedobór cynku u dorosłych — objawy:

Niedobór cynku u dorosłych może objawiać się w następujący sposób:

  • pojawianie się zmian skórnych;
  • spowolnienie procesu gojenia się ran i obniżenie odporności;
  • zaburzenia pracy tarczycy i wątroby;
  • zaburzenia smaku i węchu;
  • utrata włosów;
  • kurza ślepota, a u osób starszych zwyrodnienia plamki żółtej;
  • drażliwość, niepokój i nerwowość;
  • zmiany zachowania, nasilenie objawów depresji;
  • ospałość;
  • spadek apetytu.

Niedobór cynku może być także przyczyną niedoboru kwasu foliowego i związanej z tym anemii.

Niedobór cynku a płodność

Niedobór cynku niekorzystnie wpływa na płodność. U mężczyzn upośledza procesy spermatogenezy, prowadząc do zmniejszenia liczby plemników i spadku ich żywotności. Wpływa również na zmniejszenie stężenia testosteronu oraz powoduje problemy z libido.

Z kolei niedobór cynku u kobiety w ciąży może zaburzać rozwój płodu, skutkując powstaniem wad układu nerwowego lub niską masą urodzeniową. Zbyt niski poziom cynku zagraża również przedwczesnym porodem i zwiększa ryzyko powikłań okołoporodowych.

Niedobór cynku a dieta

Cynk można dostarczyć organizmowi z pożywienia, przy czym jego przyswajalność wynosi około 20–30%. Najwięcej cynku znajduje się w: ciemnym pełnoziarnistym chlebie, kaszy gryczanej, suchych nasionach roślin strączkowych, serach żółtych, owocach morza, oraz w mięsie i podrobach. Jego przyswajanie wzrasta w obecności witaminy B6, witaminy A, cytrynianów i pewnych aminokwasów. Z kolei jego wchłanianie obniżają: alkohol, błonnik, fityniany i szczawiany. Innym sposobem na uzupełnienie niedoboru cynku jest stosowanie odpowiednich suplementów diety zawierających ten pierwiastek.

Fot. iStock

Nadmiar cynku

Nadmiaru cynku w organizmie przy zbilansowanej diecie zazwyczaj nie zagraża i najczęściej pojawia się jako efekt niewłaściwej suplementacji. Zbyt duża ilość cynku może zaburzać gospodarkę miedzią, prowadząc do rozwoju niedokrwistości, a także doprowadzić do zmniejszenia stężenia frakcji HDL cholesterolu, i zwiększa frakcji LDL cholesterolu. Aby uniknąć powikłań, należy stosować preparaty z cynkiem ostrożnie, najlepiej po wykonaniu badania poziomu cynku we krwi.


źródło: www.mp.pl, diag.pl 

Zobacz także

11 rzeczy, których lepiej nie robić na pusty żołądek

Jak odzyskać kontrolę nad swoim życiem. 5 kroków do lepszej samoświadomości i działania

MAXCOM x ANIA KRUK – Olśniewaj!