Lifestyle Psychologia

Zasługujesz na więcej, na to co lepsze. Nawet, jeśli dzisiaj w to nie wierzysz, to tak jest

Redakcja
Redakcja
31 maja 2021
 

Leżysz i myślisz: „I po co ma wstawać? I tak nic się nie zmieni”. Ale wstajesz i brniesz w to co wokół ciebie. Zajmujesz się dziećmi, których nie potrafisz ogarnąć, bo przecież „jestem złą matką”. Wychodzisz do pracy, która frustruje cię od lat „ale przecież innej nie ma”, patrzysz na męża, którego wiesz, że nie kochasz, „ale i tak nie mogę nic z tym zrobić”.

Patrzysz w lustro: „Jestem gruba i brzydka”, nawet zmarszczka na czole to potwierdza. „Po co mi kremy, już nic nie pomogą”. A znajomej mówisz: „I wszędzie te memy o tym, że weź życie w swoje ręce, zmiany są tylko od ciebie zależne. Sraty pierdaty. Jasne. Postaw się w mojej sytuacji. Praca do du**py. Dzieci dają w kość, bo czerpią to co najgorsze ze swojego tatusia, i ja w tym wszystkim – tak bardzo beznadziejna. Nawet schudnąć nie mogę”.

I choć inni będą cię przekonywać, że jest inaczej, że musisz spojrzeć na świat innymi oczami, że potrzebujesz pomocy, Choć będą wyciągać do ciebie rękę, to ty i tak będziesz tkwić w miejscu w którym jesteś. Owszem, może i zdobędziesz się na jakiś zryw. Nawet odwiedzisz terapeutę, wyjedziesz na weekend z dziećmi, zadzwonisz do dawno nie słyszanej przyjaciółki. Ale to chwilowe. Bo przecież i tak nikt nie jest w stanie ci pomóc. Twoje życie JEST beznadziejne, choć w duchu myślisz o nim, że jest tragiczne. „Cokolwiek nie zrobię i tak będę w miejscu w którym jestem” – powtarzasz już jak mantrę od kilku dobrych lat i nawet nie widzisz tego upływającego czasu.

Tak, masz prawo tak mówić, bo w pracy coraz gorzej. Wiesz, że jesteś dobra w tym co robisz, ale szef nigdy cię nie docenił. Wręcz przeciwnie dodaje ci kolejnych obowiązków, obarcza odpowiedzialnością za błędy innych. Nawet twoje zdrowie i zdrowie twoich bliskich pokazuje ci: „Nie wyrywaj się”, bo cierpisz na zaburzenia, masz problem z ciśnieniem, czasami kłuje cię serce. Twoja córka zmaga się z cukrzycą, a mama ostatnio miała zawał. Do tego wszystkiego zastanawiasz się, czy twój mąż nie zaczął popijać zbyt często i zbyt dużo. „Ktoś może mieć gorzej?”.

No fakt, tylko usiąść i płakać. Załamać ręce. Pozbyć się uśmiechu i radości życia. I żyć życiem, którego szczerze nienawidzisz. Nawet jak się korygujesz: „Inni mają gorzej”, to i tak wolałabyś ich „gorzej”, niż swoją beznadziejność. To poczucie niemocy, że na nic kompletnie na nic nie masz wpływu.

I już nikt cię nie pociesza. Kiedy rozglądasz się wokół, nikt nie podaje ci ręki. „No tak, jestem nieudacznikiem” – utwierdzasz się jeszcze bardziej w przekonaniu o sobie, o swoim życiu.

Czego się boisz?

  • tego, że prosząc szefa o podwyżkę wyśmieje cię, powie: „Nie zasłużyłaś?”, a ty wiesz, że zasłużyłaś, i że powinnaś zarabiać więcej
  • że szukając pracy, ktoś potwierdzi twoją beznadziejność, twoją niewiedzę, a przecież masz mega doświadczenie i wiedzę, i wiesz, że w tym co robisz jesteś naprawdę dobra
  • że szukanie pracy może być trudne? Że będzie wymagać od ciebie wysiłku? Że lepiej poddać się po wysłaniu trzech cv „bo i tak nikt się nie odezwał”, niż szukać dalej?
  • że postawienie granic dzieciom cię przerośnie, że nie odniesiesz zamierzonego rezultatu, a w efekcie córka ci powie: „bardziej kocham tatusia”
  • że zapisanie się na fitness, zumbę sprawi, że spotkasz się z innymi ludźmi, że zaczniesz się uśmiechać (nie daj Boże), że lepiej się poczujesz?
  • że postawienie ultimatum mężowi sprawi, że on powie: „jesteś śmieszna, mam w d**pie twoje prośby i warunki”, że odejdzie? Że pokaże, że nie kocha, że mu na tobie nie zależy?
  • że wszystko cię przerośnie? Ale co to jest to wszystko?
  • że nie ogarniesz rzeczywistości, bo tak naprawdę jesteś sama i nie masz w nikim wsparcia – tak to poczucie osamotnienia, zauważenia swojej własnej samotności cię przeraża, ale czy naprawdę jesteś sama?
  • że nie masz prawa innych obarczać swoimi problemami? Bo oni już mają swoje. Bo oni sobie radzą, a ty kim jesteś, by prosić o pomoc, bo boisz się, że nie będą chcieli słuchać, pomóc? A spróbowałaś kiedyś?

Czujesz się jak w klatce, z której nie chcesz wychodzić, bo zawsze, kiedy tylko próbujesz zrobić coś więcej, coś innego, spróbować „wziąć to cholerne życie w swoje ręce”, to po tych rękach obrywasz, bo ktoś pokazuje ci: „O nie, nie kochana. Siedź tam, gdzie twoje miejsce, nie myśl, że zasługujesz na coś innego poza tym, co masz”. I nawet, kiedy otwierają się przed tobą nowe perspektywy, ty już ich nie dostrzegasz, nie chcesz ich widzieć, bo tu choć tak kur**wsko źle, to przynajmniej wiesz, co cię może spotkać – zawsze to, co najgorsze.

A wiesz, że nie jesteś żadnym wyjątkowym wyjątkiem? Że to gdzie dziś jesteś, co dzisiaj myślisz o sobie, o swoim życiu jest tak jak we wszystkich innych przypadkach zależne tylko i wyłącznie od ciebie. „No i widocznie jestem taka beznadziejna, że muszę być tu, gdzie jestem”. Tak to twój wybór, Wybór życia w bezradności, z której trudno ci wyjść, bo wiecznie ktoś podcina ci skrzydła, bo nawet jak próbowałaś coś zmienić, to i tak się nie udawało.

Więc przestałaś, bo łatwiej się nie starać, niż obrywać za swój wysiłek

  • Bo brak ci motywacji do zmian, bo za każdym razem szef w pracy, mąż w domu pokazywał ci, gdzie jest twoje miejsce. A ty nie chcesz kolejnej awantury, kolejnego poniżenia.
  • Bo już zwyczajnie nie masz siły wstać z kolan, bo się poddałaś. Bo kredyt, bo mama chora, bo ty nie czujesz się najlepiej, bo nie możesz znaleźć pracy, bo widocznie tak musi być.
  • Bo nie chcesz się mierzyć z czyjąś niechęcią, złością. Boisz się, że ktoś cię odrzuci, uzna za faktycznie beznadziejną.
  • Bo za każdą twoją próbę zmiany spotyka cię kara. Idziesz na aerobik – syn spadł z kanapy, Szukasz pracy – ktoś inny zgarnia premię za twoją pracę.

I nawet teraz, kiedy czytasz, że potrzebujesz pomocy, udajesz, że to nie do ciebie. Bo przecież sobie poradzisz sama. Na pewno? Ile czasu już próbujesz wyrwać się z tej bezradności, jak długo czujesz niemoc, brak wpływu na to, co się dzieje?

I tak. Twoje życie zależy od ciebie. Twoja bezradność wyuczona wieloma zdarzeniami codzienności, pokazywaniem przez innych gdzie jest twoje miejsce trzyma cię tu, gdzie jesteś.

I jeśli nie potrafisz sama się z niej wyrwać. Jeśli patrząc w przyszłość nie widzisz dla siebie niczego dobrego, niczego, co sama możesz zmienić, proszę cię o jedno: poproś o pomoc. Bo tylko to będzie dowodem na to, że nie zgadzasz się na takie życie. Bo naprawdę zasługujesz na więcej, na to co lepsze. Nawet jeśli dzisiaj w to nie wierzysz, to tak jest.


Lifestyle Psychologia

Gwiazda „Przyjaciół” podzieliła się przepisem na kurczaka curry. Spróbujemy?

Redakcja
Redakcja
1 czerwca 2021
 

Okazuje się, że Courtney Cox i Monica Geller mają coś wspólnego. Obie świetnie sobie radzą w kuchni. Na swoim profilu instagramowym aktorka podzieliła się z fanami przepisem na kurczaka curry. Nie tylko podała składniki, możemy też zobaczyć, jak go przygotowuje. Zatem nie ma ściemy! Próbujemy?

POLECAMY: „How you doin'?”, bo ja (oh my god!) ryczę na specjalnym odcinku „Przyjaciół”

Do przygotowania kurczaka potrzebować będziemy:

  • pół kg polędwiczek drobiowych pokrojonych w drobną kostkę
  • 1 mała cebula, posiekana
  • 1/2 łyżeczki posiekanego chili serrano (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka niesolonego curry w proszku
  • sól dla smaku
  • 1-2 filiżanki sosu curry (przepis poniżej)
  • 1/2 posiekanej zielonej cebuli
  • 1/2 łyżki posiekanej kolendry

Składniki na sos curry:

  • 1/2 cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 1/2 serrano chili (łodyga i nasiona usunięte)
  • 1 do 2 łyżek niesolonego curry w proszku
  • bulion drobiowy
  • 1 szklanka posiekanego kalafiora

Jak zrobić sos curry?

  1. Cebulę, czosnek, imbir i chili włożyć do robota kuchennego i miksować do uzyskania pasty.
  2. Podgrzać średniej wielkości garnek na średnim ogniu. Dodać pastę i 1 do 2 łyżek bulionu, aż zacznie się rumienić. Dodawać stopniowo więcej bulionu, jeśli pasta za szybko się rumieni lub zaczyna się palić.
  3. Po ugotowaniu pasty dodać curry i jeszcze jedną porcję bulionu drobiowego. Gotować przez kolejną minutę, mieszając, aby się nie przypaliło.
  4. Dodać resztę bulionu drobiowego i kalafiora. Doprowadzić do wrzenia, a następnie zmniejszyć ogień i gotować na wolnym ogniu przez około 20 minut, aż kalafior będzie miękki.
  5. Przełożyć do blendera i miksować na gładkie puree. (Podczas miksowania gorących potraw zawsze uruchamiaj blender na najniższej prędkości, w przeciwnym razie eksploduje – słusznie radzi aktorka). Możesz dodać wodę lub więcej bulionu, jeśli sos jest zbyt gęsty.
  6. Skosztuj i dostosuj przyprawę, dodając sól lub mleko kokosowe do uzyskania słodyczy.

Poniżej przepis na całą potrawę:

Kurczak curry:

  1. Podgrzać patelnię na średnim ogniu. Spryskać olejem kokosowym, podsmażoną cebulą i chili serrano.
  2. Dodać kurczaka, curry i sól. Smażyć, aż kurczak będzie lekko zarumieniony na zewnątrz, ale nie ugotowany.
  3. Dodać sos curry i zmniejszyć ogień, żeby potrawa się dusiła. Przykryć i gotować na wolnym ogniu przez 5-10 minut, aż kurczak się ugotuje.
  4. Udekorować posiekaną kolendrą i cebulą.

Lifestyle Psychologia

Nie ma złego sposobu na zrobienie smoothie? Cóż… oto nasze 3 najczęstsze błędy

Redakcja
Redakcja
31 maja 2021
Dieta sokowa - przepisy na soki i koktajle, które musisz wypróbować
Fot. iStock

Okazuje się, że wszyscy popełniamy kilka typowych błędów, które sprawiają, że ​​nasze koktajle nie osiągają swojego „pełnego potencjału”.


„Błędy” w czasie przygotowywania smoothie mogą zamienić bogate w składniki odżywcze śniadanie lub przekąskę w coś równie zdrowego jak… słodycze. Chcesz, aby Twój koktajl był jak najbardziej odżywczy, a jednocześnie pyszny?

Błąd nr 1. Za dużo owoców

Często robimy koktajle z dużą ilością owoców, co może powodować brak równowagi z innymi składnikami odżywczymi. Nie ma nic złego w owocach, ale smoothie to nie tylko owoce. Upewnij się, że są w nim też inne składniki – w tym białko i zdrowe tłuszcze. W przeciwnym razie Twój koktajl nie będzie wystarczająco bogaty w składniki odżywcze, aby był naprawdę sycący lub pożywny.

Rozwiązanie: postępuj zgodnie z „formułą smoothie”: białko + zdrowy tłuszcz + owoce + warzywa. Możesz eksperymentować ze składnikami, ale pamiętaj, żeby to wszystko znalazło się w twoim koktajlu.

Błąd nr dwa. Za mało białka lub zdrowych tłuszczów

Jeden z największych błędów, na które zwracają uwagę dietetycy. Węglowodany trawią się szybciej niż białka i zdrowe tłuszcze, więc jeśli Twój koktajl nie zawiera tych składników odżywczych, prawdopodobnie będziesz głodna niedługo po opróżnieniu szklanki.

Rozwiązanie: dodaj składniki zawierające zarówno białko, jak i zdrowe tłuszcze. To błąd dotyczący smoothie, który można łatwo naprawić.  Jogurt grecki lub masło orzechowe zapewniają bogatszą konsystencję.

Błąd nr 3. Nie zważanie na wielkość porcji

Kiedy jedzenie jest miksowane, zmniejsza się jego fizyczny rozmiar. Dlatego tak trudno nam ocenić, ile tak naprawdę zjadamy. Czasami wypijamy więc dwukrotnie większą porcję, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Rozwiązanie: pomyśl o wielkości porcji. W tym przypadku trzeba po prostu bardziej uważać na to, ile każdego składnika dodajesz do blendera. W przypadku białka należy dążyć do co najmniej 15 do 20 gramów w sumie.

 


Zobacz także

Może coś zgubiliśmy, a może tego nigdy nie było

Czujesz, że kłamie? Tak zapędzisz go w kozi róg

5 sposobów, by wreszcie zaakceptować i polubić swoje niedoskonałości