Go to content

Nie walka a miłość uchroni przed otyłością

Fot. iStock/RossHelen

Dziś Europejski Dzień Walki z Otyłością, na ring w świetle reflektorów wychodzą więc wszyscy specjaliści, by zmierzyć się ze zmorą czasów, w których żyjemy – nadmiarem kilogramów. Będą celować mądrą radą w rozłażącą się po świecie zarazę, będą starać się zagonić ją do kąta, pokazać gdzie jej miejsce. Tego dnia wszyscy usłyszymy sto razy, jak jest źle i będzie jeszcze gorzej, jeśli nic nie zmienimy.

Na ring wychodzę i ja – jako że od prawie 10 lat próbuję zawodowo zrozumieć to zjawisko i się z nim mierzyć. Im jednak dłużej to robię, tym czuję większą bezradność. Nie dlatego, że nie nie dysponuję „narzędziami” pomocnymi w pracy nad problemem. Jest ich wiele, wiele z nich wydaje się nawet być skutecznymi rozwiązaniami – lecz często na krótką metę.

Dzieje się tak dlatego, że współczesny świat skoncentrowany na walce zapomniał, że wiele więcej może zdziałać miłość.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

Dlatego walczymy zaciekle z różnymi zjawiskami, gubiąc po drodze istotę sprawy i najważniejszą potrzebę ludzkości. Potrzebę bezpieczeństwa, bliskości i miłości – bez której dzieją się z człowiekiem różne złe rzeczy.

Przez taką perspektywę patrzę też na zjawisko otyłości, której nie pokona się dobrze ułożonym planem żywieniowym – jeśli jej posiadacz ( tej otyłości) żyje w poczuciu zagubienia, lęku, pustki.

Otyłość, w moim rozumieniu może być manifestacją zjawisk zachodzących dookoła nas, którym się nie dziwimy, które akceptujemy, uznając za właśnie takie – jakimi mają być.

A wszystko zaczyna się już w łonie kobiety, która oczekuje dziecka. Jest to pierwsze środowisko życia człowieka, które ma wpływ na kształtowanie się jego odporności, zdrowia. Nikt właściwie już z tym nie dyskutuje.

Wiadomo, że odpowiednie odżywianie się mamy, dostarczanie wszystkich składników odżywczych zapewnia dziecku dobry start i zmniejsza ryzyko otyłości ale także cukrzycy, nadciśnienia, ataku serca, czy wylewu ( tzw. hipoteza Bakera). Niedożywienie w łonie matki powoduje, zdaniem Bakera permanentne zmiany w strukturze ciała, w fizjologii i przemianie materii, które w dorosłym życiu wywołują np; ataki serca i wylewy.

Problem nas nie dotyczy, bo nie cierpimy głodu? Wręcz przeciwnie, niedożywienie jakościowe to powszedniość. Wystarczy, że w codziennym menu dominują produkty przetworzone, pozbawione naturalnych składników odżywczych, za to pełne chemii. Zjadanie byle gdzie, pod byle pretekstem, byle szybciej.

Odżywianie się kobiety w ciąży, to jednak nie jedyny czynnik wpływający na problemy z metabolizmem jej dziecka. Drugim równie destrukcyjnym jest wszechobecny stres. Obecnie wielu badaczy uważa ( np; Hellhammer), że kiedy matka naraża siebie na trwały stres, zakłóca to działanie epigenomów systemu reakcji stresowej u dziecka. ” Zmiany epigenetyki podczas ciąży i w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka wydają się najważniejszym czynnikiem późniejszej podatności na stres.” * W takim przypadku dzieci są w późniejszym życiu nieodporne na wszelkiego rodzaju obciążenia. Stają się przez to bardziej podatne na choroby związane z poważnym stresem, w tym także otyłość.

A zatem oprócz właściwej diety, minimalizacja czynników stresogennych powinna być priorytetem dla obojga przyszłych rodziców i otoczenia ciężarnej. Tymczasem wiele kobiet pozostaje, na przykład w destrukcyjnym, toksycznym środowisku zawodowym nierzadko do samego końca ciąży. Wystawiając swoje dziecko na działanie toksycznych hormonów stresu. Nie oceniam tutaj tego rodzaju wyboru ( bo jest on podyktowany wieloma czynnikami)zwracam tylko uwagę na związek przyczynowo skutkowy.
Bywa, że i społeczność dookoła, coraz częściej traktuje ciężarną jak każdą inną osobę – bo przecież ciąża to nie choroba. To prawda, to stan wymagający o wiele więcej troski, uwagi i ciepłych uczuć. Bo od tego, jak czuje się przyszła mama – zależeć będzie zdrowie jej dziecka.

To oczywiście nie koniec zależności między środowiskiem życia rodziców ( matki) a zdrowiem, nazwijmy je na tę chwilę metabolicznym dziecka, przyszłego dorosłego zmagającego się z otyłością. Równie ważne jest wszystko to, co dzieje się w pierwszych miesiącach, a potem latach jego życia. Jeśli rodzice starają się zagwarantować dziecku bezpieczne i pozbawione nadmiernych (to słowo pułapka, bo co to znaczy nadmierne dla dziecka) stresorów otoczenie. Jeśli poświęcają sobie, swojemu związkowi, dziecku dużo czasu i uwagi wówczas ich synowie i córki mają większą szansę na zdrowe życie. Kiedy tworzą przewidywalne, bezpieczne i pełne miłości środowisko dają swojemu dziecku najlepszy posag.

W tym kontekście nie daje mi spokoju myśl na temat związku zinstytucjonalizowanej opieki nad małymi dziećmi a plagą XXI w. Jak wiele, mówiąc oględnie stresów przysparzamy naszym dzieciom posyłając je do tych placówek. Pozbawiając je, na czas pobytu tam – nadziei na bliskość i miłość. Dla takiego malucha to cała wieczność w poczuciu odrzucenia i braku bezpieczeństwa,nawet jeśli dookoła kolorowo i przyjaźnie.

Psychosomatyk Joachim Bauer twierdzi, że :”Państwo, które nie zapewnia rodzicom odpowiednich możliwości intensywnego zajmowania się swoimi dziećmi we wczesnej fazie ich życia, później płaci za to słoną cenę – w postaci wzrostu zaburzeń psychicznych oraz innych chorób wywołanych stresem, w tym także otyłości.”

Wróćmy jeszcze do związku ciąży, a właściwie porodu ze wzrostem ryzyka otyłości. Pojawiających się w moim gabinecie rodziców otyłych dzieci pytam zawsze, jaką drogą córka lub syn przyszedł na świat. Czy zdziwię kogoś jeśli powiem, że najczęściej słyszę, że przez cesarskie cięcie. I znów nie ma znaczenia jaka była motywacja do takiego rozwiązania, pozostaje fakt, że już na stracie organizm dziecka będzie miał pod górkę. Wiąże się to przede wszystkim z zasiedleniem przewodu pokarmowego zdrowodajnymi bakteriami z dróg rodnych kobiety. Związek między mikroflorą jelitową a otyłością jest już w zasadzie bezdyskusyjny. Ten pierwszy moment jest kluczowy, choć można go odczarować, dostatecznie długo karmiąc piersią, mlekiem pełnym dobrych bakterii i wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Dlatego jeśli matka dostatecznie długo będzie karmić swoje dziecko piersią ma dużą szansę, żeby te braki wyrównać – a jeśli z jakiegoś powodu nie będzie? Być może historia będzie wyglądała tak, jak wiele tych, które słyszałam.

Częste infekcje,w związku z małą odpornością ( którą zapewniają także dobre bakterie) przechodzące w zapalenie oskrzeli lub płuc, w związku z tym liczne antybiotykoterapie. Alergie pokarmowe, wziewne, zdiagnozowana astma – terapia sterydami. Liczne badania na całym świecie podkreślają związek między antybiotykoterapią w wieku dziecięcym a otyłością.

To tyle o początku życia dziecka, które może stać się dorosłym otyłym ,z wiekiem przybywa liczba czynników predestynujących do nadmiaru kilogramów. Ale to, jak dorosły sobie z nimi poradzi w dużej mierze zależy od tego, jak wyglądało jego dzieciństwo.

Dlatego jeszcze raz wrócę do zdania z początku moich rozważań, że nie walka a miłość jest kluczem do rozwiązania problemu.