Uroda

Zadbaj o swoje usta, niech będą piękne i kuszące o każdej porze roku…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
21 marca 2016
Fot. iStock / martinedoucet
 

Usta to niewątpliwie jeden z najbardziej kuszących atrybutów urody, zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Szczególnie panie zwracają na nie dużo uwagi, troszcząc się, by zdobił je kolor a także zwracała uwagę ich dobra kondycja. Jędrne wargi i zadbana, nawilżona skóra ozdobią i dodadzą pewności siebie każdemu.

Co najbardziej szkodzi delikatnej skórze ust?

Szczególnie podczas zimnych miesięcy, wrażliwa skóra ust narażona jest na podrażnienia i uszkodzenia. Ujemna temperatura wpływa na pierzchnięcie ust, a jeśli w dodatku oblizujemy je na wietrze bądź mrozie, mogą one w sposób bolesny pękać.  Zimno, suche powietrze oraz przygryzanie warg źle wpływa na ich wygląd. Bądź łagodna dla siebie i nie skub delikatnej skóry warg, nie obrywaj również zadartych skórek, lub gojących się pęknięć czy ran. Będą goiły się dłużej i na pewno nie będą wyglądały pięknie. Jeśli twoją słabością jest palenie papierosów, pamiętaj że wpływa na szybszy postęp procesu starzenia i powstawania nieestetycznych zmarszczek wokół ust. Dla zdrowia i urody zrezygnuj z palenia.

Zapewne masz także świadomość negatywnego wpływu promieni słonecznych na kondycję skóry, włosów i zdrowie oczu. Na plaży często popełniamy błąd nie chroniąc ust ani przez palącym słońcem, ani przez słoną wodą morską, która wysusza intensywnie skórę całego ciała. Delikatna skóra warg wymaga równie intensywnej ochrony przez szkodliwym promieniowaniem. Zimą promienie słoneczne nie są straszne, ale dla odmiany, bardzo szkodzi mróz więc pielęgnacja powinna stać się codzienną rutyną.

Usta wymagają niekłopotliwej, codziennej pielęgnacji

Jeśli na co dzień popełniasz drobne grzeszki względem swoich ust, czas zmienić swoje przyzwyczajenia. Szkody można szybko naprawić, przestrzegając kilku prostych założeń.

Pij wodę. Nawadnianie organizmu ważne jest nie tylko latem. Brak odpowiedniego nawilżenia od wewnątrz, szybko uwidacznia się na skórze całego ciała. Cierpi jednocześnie skóra ust, która wymaga nawilżania od środka i z zewnątrz. Jeśli nie jesteś fanką zwykłej wody mineralnej, sięgaj po naturalne soki owocowe lub warzywne, pij zieloną herbatę. Postaraj się ograniczyć ilość wypijanej kawy oraz rezygnuj z alkoholu, który wyjątkowo wysusza skórę.

Wygładzaj skórę ust. Zafunduj jej delikatny peeling, który nie pokaleczy, ale delikatnie usunie martwy naskórek, szczególnie gdy przeszkadzają ci suche usta i zadziorki na nich. Wypróbuj domowy sposób na natychmiastową gładkość i dwoma ruchami zrób własny peeling – odrobinę drobnego cukru wymieszaj z miodem, po czym delikatnie wymasuj tym specyfikiem wargi. Złuszczysz i odżywisz skórę, a stosowanie tego zabiegu 1-2 razy w tygodniu pozwoli ci zapomnieć o szorstkich ustach. Miód jest cudownym kosmetykiem, zawierającym w swoim składzie cenne minerały i witaminy, doskonale wpływające na regenerację uszkodzonego naskórka. 

Masuj. Wystarczy przeznaczona do tego szczoteczka do zębów z miękkim włosiem oraz oliwa z oliwek, miód lub wazelina. Delikatny, codzienny masaż pobudzi krążenie krwi oraz ujędrni i odżywi skórę. Jeśli nie masz pod ręką tych produktów, masaż kolistymi ruchami wykonaj zwilżoną wodą szczoteczką, a następnie natłuść odpowiednim kremem.

Nawilżaj i natłuszczaj od zewnątrz. Samo picie wody i masaże nie dadzą zbyt wiele, jeśli od zewnątrz skóra nie zostanie odpowiednio “nakarmiona” składnikami i nawilżona. Szczególnie warto to praktykować, gdy przez nawyk oblizujemy lub przygryzamy wargi, narażając je na uszkodzenia. Jeśli jesteś pasjonatką naturalnych sposobów, obetnij kawałek mięsistej łodygi aloesu lub plasterek ogórka i zrób z nich okład na wargi. Pomogą one nawilżyć ich skórę, a ogórek dodatkowo rozjaśni koloryt warg.

Chroń przed słońcem. Pamiętaj zawsze o kosmetykach z wysokim filtrem, które ochronią usta przez oparzeniem, oraz procesem starzenia.

Uważaj na kosmetyki do makijażu. Jeśli jesteś fanką makijażu, staraj się dobierać kosmetyki łagodne, które nie uczulą i nie podrażnią ust. Stosuj również łagodne kosmetyki do demakijażu, pozwalając skórze odpocząć, zregenerować się przez noc. Nigdy nie kładź się w makijażu!

Czy dzieci także potrzebują pielęgnacji ust?

Mylne przeświadczenie, że dzieci nie potrzebują intensywniejszej pielęgnacji od mydełka dziecięcego i oliwki, już dawno odeszła do lamusa. Tak, o dziecięce usta należy dbać każdego dnia, niezależnie od pory roku. Maluchom również pierzchną usta, może dokuczać uczucie pieczenia i bólu podczas mrozu czy wiatru. Aby uczyć dobrych nawyków i dbać o zdrową skórę dziecka, należy pamiętać nie tylko o kremie na słońce czy mróz, ale i dobranej do potrzeb balsamu do ust. Ich skład powinien być jak najbardziej naturalny, a działanie łagodne. Im mniej chemicznych dodatków typu parabeny, barwniki i sztuczne kompozycje zapachowe, tym lepiej dla dziecka.

Co lepsze? Balsam czy pomadka?

Oba rodzaje kosmetyków pielęgnacyjnych do ust, profesjonalnie odżywia i ochronią skórę warg. To, w jakiej formie wybierzemy dany produkt, wynika z naszych preferencji. Ważniejsze jest, by dobrać do potrzeb taki kosmetyk, który idealnie sprawdzi się na ustach. Szukając pomadki czy balsamu warto zwrócić uwagę na składniki znajdujące się w recepturze kosmetyku, ponieważ one wpływają na skuteczność jego działania. Doskonałą kompozycję odżywczych składników i ochronnej receptury odkryjesz w kosmetykach pielęgnacyjnych do ust, marki Tisane.

Balsam to podstawa codziennej pielęgnacji 

Balsam do ust Tisane zawiera cenne składniki takie jak wosk pszczeli, miód, olej rycynowy, oliwa, ekstrakt z melisy, jeżówki purpurowej, ostropestu oraz witaminę E. Dzięki nim balsam działa intensywnie, wygładzając spierzchnięte, szorstkie usta, odżywiając skórę, nawilżając ją i chroniąc przez wysychaniem. Co więcej, ochroni również przez czynnikami atmosferycznymi jak słońce,  wiatr, mróz czy deszcz. Z balsamu skorzystaj także wtedy, gdy odczuwasz przykre skutki przeziębienia i bolesnego pierzchnięcia ust, a także przy nadmiernym wysuszeniu podczas opryszczki. Przyniesie on natychmiastową i długotrwałą ulgę. W zależności od twoich preferencji, możesz wybrać pomadkę lub słoiczek kuszący zapachami wanilii i smakiem miodu. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Coś dla uśmiechu dziecka

Dzieci mają wyjątkowo delikatną skórę i również wymagają pielęgnacji dedykowanymi im kosmetykami. W tym przypadku wybierz balsamik Tisane, który najlepiej zadba o ich uśmiech, przeciwdziałając stanom zapalnym skóry warg i przyspieszając regenerację naskórka. Doskonale radzi sobie ze spierzchniętymi, obtartymi i obgryzionymi ustami. Jest niezwykle delikatny, ponieważ w jego składzie nie ma parafiny, silikonów, parabenów, sztucznych aromatów, barwników, pochodnych PEG, alkoholu. Moc dobroczynnego działania natomiast płynie z zawartości ekstraktu z rumianku, miodu, prowitaminy B5, witaminy E, olejku ze słodkich migdałów, olejku rycynowego masło kakaowego, wosku pszczelego, lanoliny. To połączenie najdelikatniejszej naturalnej ochrony i skuteczności działania dla najmłodszych. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Uśmiechnij się do słońca 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie martw się na zapas negatywnym wpływem promieni słonecznych na skórę ust. Aby chronić ją, szczególnie latem przed intensywnym słońcem, zastosuj pomadkę ochronną Tisane Suntime. Wysoki filtr SPF 30 skutecznie ochroni przed promieniowaniem UVA i UVB, oraz innymi czynnikami atmosferycznymi. Jej działanie szczególnie potrzebne jest podczas opalania, uprawiania sportów wodnych, turystyki pieszej i rowerowej, górskich wspinaczek, i zawsze wtedy, gdy towarzyszyć będzie ci intensywne słońce. Tisane Suntime zawiera w składzie także naturalne, aktywne składniki, jak ekstrakty ziołowe, miód, olej z oliwek, olej rycynowy, masło karite, masło kakaowe, wosk pszczeli, witamina E.

Warto poświęcić każdego dnia minutę na pielęgnację ust i uczynić z niej naturalny rytuał. Troska o stan skóry ust zaprocentuje ich doskonałą kondycją i wyglądem, przez cały rok.

 


Wpis powstał we współpracy z firmą Farmapol


Uroda

„Mam dosyć słuchania, że muszę kochać swoje niedoskonałe ciało. Dajmy sobie prawo do rozpaczy”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 marca 2016
„Mam dosyć słuchania, że muszę kochać swoje niedoskonałe ciało. Dajmy sobie prawo do rozpaczy"
Fot. Unsplash / Jairo Alzate / CC0 Public Domain
 

Czasami nie cierpię swojego ciała. Stoję przed lustrem i wiem, że to ciało urodziło dwoje dzieci, znosiło się, wysłużyło. Że te ręce to tysiące godzin noszenia moich dzieci. Nogi to wybiegane do płaczących niemowlaków kilometry, a piersi to litry pokarmu.

I jasne, mogę z tym walczyć. Ćwiczyć, robić przysiady, pompki i tysiące innych ćwiczeń, które pozwolą mi wyglądać może nawet lepiej niż  przed ciążami. I robię to, bo chcę się mojemu ciału odwdzięczyć za to, że tak dobrze i wiernie mi służy. Ale czasami patrzę w lustro i myślę sobie – daj spokój, piersi większych mieć nie będziesz, rozstępów nie zakryjesz.

Zadzwoniła do mnie znajoma: – Masz może namiar na dobrą klinikę, muszę zrobić liposukcję. Nienawidzę swojego ciała. Wstydzę się rozebrać przed mężem. Ta fałda skóry, która została jej po ciążach jest jak przekleństwo. Ktoś mógłby powiedzieć: „Daj spokój, urodziłaś dwójkę dzieci, twoje ciało ma prawo być niedoskonałe”. A co jeśli ona nie chce z tą niedoskonałością się pogodzić? Staje przed lustrem i za każdym razem czuje obrzydzenie? Ma myśleć: „Jesteś matką, twoje ciało MUSI tak wyglądać”?!?

Przyjaciółka mówi: „Daj spokój, nienawidzę lata. Muszę się wbijać w strój jednoczęściowy, bo moje rozstępy wypłoszą pół plaży”. Ona i jej ciało to trójka dzieci. Piękne dziewczynki. A ona swoją kobiecość chowa w bieliźnie z wysokim stanem i w stroju jednoczęściowym. Trudno zachwycać się ciałem, które nie jest doskonałe. Każdego poranka powtarzać sobie: „Masz trójkę dzieci. Ciesz się tym”. Bo przecież przejmowanie się wyglądem jest takie płytkie – podobno, więc dlaczego tak bardzo się nim przejmujemy. Dlaczego to jak wyglądamy tak bardzo wpływa na nasz nastrój?

Patrzę z podziwem na kobiety, które noszą na sobie znamiona porodu, ich ciało to symbol bycia mamą. Piersi upychane w dobrych stanikach, nadmiar skóry w jakiejś ściskającej do granic możliwości bieliźnie.

Ale zdarza się, że patrzę z przerażeniem, jaki to nieodwracalny proces. Kolejna przyjaciółka – kolejna ciąża. I przecież wiemy, że zdrowie najważniejsze, że nieważne jak nasze ciało się zmienia, to ono przecież daje nam największy skarb – kolejne życie.

Ale czy to kolejne życie nie mogłoby się obyć:

–  bez moich rozstępów

– bez mojej rozciągniętej skóry

– bez moich obwisłych piersi

– bez nadmiaru moich kilogramów

– bez żylaków, popękanych naczynek.

Ktoś mógłby powiedzieć – po co ta cała analiza, tak jest i tego nie zmienisz. I racja – nic z tym nie zrobię. Ale o jedno proszę – dajcie mi prawo do niewpadania nieustannie w zachwyt nad tym, jak moje ciało przysłużyło się drugiemu człowiekowi. Nie każcie sobie wmawiać, że piękne są blizny po cesarce i piersi, które tracąc pokarm do piersi stają się mało podobne.

Dajmy sobie prawo do rozpaczy, do zapłakania nad swoim ciałem. Do nienawidzenia go przez chwilę. Bo przecież zawsze chciałyśmy być zawsze piękne i atrakcyjne. I jasne, wmawiają nam, że to wszystko jest w naszych rękach. I oszukują, bo dziś wiem, że są rzeczy, na które wpływu nie mamy. Mówi się nam – urodzisz dziecko i twoje oczy nabiorą blasku, to one będą świadectwem twojej kobiecości i seksualności. Ale nikt nie mówi – twoje ciało zostanie zbrukane, wymęczone i zniekształcone. Czasami ktoś poklepie po plecach i powie – wszystko można wyćwiczyć. Wystarczy trening i dieta.

Bywa, że wystarczy zmienić nastawienie i pokochać siebie taką, jaką się jest. Ale nikt mi nie powie, że to proste. Stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: „Jesteś piękna”, kiedy widzimy mankamenty swojego ciała. Więc dajmy sobie prawo czasami do płaczu nad tym, co wraz z macierzyństwem tracimy. Kiedy nasze ciało oddajemy innemu człowiekowi. Kiedy ono już nie jest nasze, bo dzielone z naszą miłością – pewnie najważniejszą miłością naszego życia. Patrzymy z zachwytem na te drobne ciałko, pachnące i gładkie. Ciało z naszego ciała. Kiedy dorasta nie możemy wyjść z podziwu, że to cząstka nas – ta fizyczna.

I choć czasami tak bardzo siebie nie lubimy, nie chcemy na siebie patrzeć, to głaskamy ze wzruszeniem te nasze rozstępy, tę skórę na brzuchu, której trudno odzyskać elastyczność. Upychamy w stanik piersi myśląc: „Nie ma aż takiej tragedii”. I kiedy bywa nam źle, obserwujemy te dzieciaki biegające po kuchni, nastolatków trzaskających drzwiami i ciężko dźwigamy nasze ciało, które odzyskuje swoją lekkość, gdy słyszymy: „Mamo, jesteś taka piękna”. Tą miłością bezwarunkową kochajmy nasze ciała, ale też – gdy tego potrzebujemy – zapłaczmy nad nimi. Ale pamiętajmy o jednym jesteśmy tak piękne, na ile pięknymi się czujemy.

Pokochać czy walczyć z ciałem, które się zmienia? Jak patrzę na te zdjęcia to doceniam. I kiedy mam siłę to walczę, kiedy potrzebuję to kocham, a kiedy przychodzi potrzeba – zapłaczę.

I recently spent 3 weeks based in London photographing beautiful women for the „10th Month” documentary, an experience I…

Opublikowany przez Jade Beall Photography na 2 luty 2016

Divine Body.This- divine body that maintains a rhythm and a beat which allows us to dance and jump and crawl and cry,…

Opublikowany przez Jade Beall Photography na 22 grudzień 2015

All post birth bodies are perfect and are sacred.Flat tummies, round tummies, stretch marks, saggy skin, tight skin,…

Opublikowany przez Jade Beall Photography na 28 październik 2015

„After my first baby, I had postpartum depression for about two and a half years. During this time I isolated myself. I…

Opublikowany przez Jade Beall Photography na 16 październik 2015

Every body Is beautiful, precious and worthy of love.May we show our children what it looks and feels like to love…

Opublikowany przez Jade Beall Photography na 6 czerwca 2015


Uroda

On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
20 marca 2016
On rozlicza się z Bogiem od rozrywki, a ja ze sobą. Odchodzę
Fot. iStock / grinvalds

Powiem pani, że boję się bardzo. To taki strach przed tym, by się nie pomylić, a przecież wiem, że tu nie ma pomyłki. Jest brak. Taki solidny długotrwały brak wszystkiego.

Jesteśmy ze sobą od 15 lat, od ośmiu właściwie nie żyjemy razem. Jest Zośka, jest Antek, pies i kot, poza tym nie ma nic. Wstajemy rano, mijamy się w kuchni, dzień dobry, dzień dobry, zjesz jajko? Każde w swoją stronę jak tramwaje na rozjeździe na Placu Zbawiciela.

Mam prawie cztery dychy i jestem chuda, widzi pani. Koleżanki zazdroszczą „laska z ciebie. Co ty robisz, że masz taką figurę”. „Mam tasiemca” – odpowiadam niby żartem, bo przecież nie wiedzą, że tasiemiec to moje posrane życie, ten brak na wszystkich frontach, który wyżera mnie od środka, zjada własne wnętrzności.

Że był egoistą, wiedziałam od początku, ale pani wie, takie naiwne myślenie, że miłość zmienia człowieka. Gotowałam mu zupy, karmiłam łyżką gdy miał zapalenie płuc, zajmowałam się jego dokumentami i relacją z trudną matką. „Niech pani zrozumie, że on ma za dużo na głowie”- tłumaczyłam jej. – Jest wybitny. Tacy ludzie mają inne umysły”. O raju, ale ja się tym zasłaniałam. Bo rzeczywiście był niezwykły, umysł jak brzytwa. Jeden fakultet za drugim, cztery języki, stypendia. Pękałam z dumy. No i ten splendor takim światłem odbitym spadał na mnie, bo on oczywiście pilnował, abym nie istniała. „Ja mam dziewczynę? Nie, przyjaźnimy się” – to przed ślubem. „Tak, to moja żona, ale jesteśmy w kryzysie”- to wiem od byłej kochanki. Właściwie formalnie nie byłam nigdy. Żona zwyczajna nie jest atrakcyjna w „wielkim świecie”.

Potem zrozumiałam, że to chodziło także o możliwości. On chciał mieć ciepłą zupę, ale i fajną d… na wyjeździe. Nienawidził ograniczeń, zawsze powtarzał, że życie jest jedno i będziemy musieli się rozliczyć z Panem Bogiem od rozrywki. Miał teorię kilku Bogów (jak w mitologii): od rodziny, pracy, talentu, zabawy, srele morele. Taki żart, który śmieszył tylko jego i jemu podobnych.

Był i jest beznadziejnym ojcem. Zośka traktuje go jak kumpla, ma już 16 lat, a więc nie odczuwa tego deficytu tak jak wcześniej. Tylko ja pamiętam pytania, kiedy tata wróci, dlaczego tata nie dotrzymuje obietnic. Najbardziej boli mnie ten obraz, gdy stoi w granatowej sukience w oknie, ma czarne lakierki, które założyła specjalnie dla niego, warkocza, opaskę w kratkę, bo mają iść razem na wesołe miasteczko. On się nie spóźnia jak zwykle, ale tym razem nie przyjeżdża w ogóle. Dzwoni wieczorem, że coś go zatrzymało, coś to ktoś, ale to wiemy tylko ja i on, Zośka zamyka się w swoim pokoju i rozcina piękną sukienkę. Dostaję szału, na nią i na sukienkę, ale właściwie na niego, moja córka nie rozumie, dlaczego matka krzyczy, gdy ojciec zawiódł. Nienawidzę go wtedy z całego serca i chyba wtedy właśnie pojawia się myśl, że ja kiedyś odejdę.

Zosia jak każde dziecko przestaje w końcu czekać, Antek czeka bardzo. Bo to ojciec, facet, a on syn, też facet. Czasami zagra z nim w piłkę, pogra na komputerze, wraca jak wygrany bonus na loterii, nadzwyczajny, bo niecodzienny, pełen entuzjazmu bo rzadko. A nie jak ja, która tylko wymagam, sprawdzam, krzyczę. Jestem krzyczącą sfrustrowaną matką, którą wyżera od środka brak. Jestem tak naprawdę samotną matką. Kiedyś koleżanka mówi mi „przestań, on przynajmniej gdzieś tam jest. Ja żyję sama z małym”. Nie zgadzam się. Powiem pani, że taka samotność przypruszona pozorami jest najgorsza. Bo nikt pani nie współczuje, nie dostaje pani zasiłku społecznego ani emocjonalnego od nikogo. Bo przecież on gdzieś tam jest.

Nie śpimy ze sobą od ciąży z Antkiem czyli ponad 6 lat. Zresztą Antek to wpadka, którą zafundowaliśmy sobie po jakiejś imprezie. Ktoś powie „to nie jest tak źle, skoro impreza, seks, dziecko”. Otóż nie. Pamiętam doskonale ten wieczór. Piję wino, które dostaję od swojego szefa (zaczynam wtedy pracować po latach przerwy), szef mnie chyba wyrywa, a on to czuje. Podłącza się i jest miły. To takie dziwne uczucie, gdy ktoś jest nagle uważny i czuły, a przedtem tylko odrzucał. Kręci mi się w głowie, a on odgarnia włosy z mojej twarzy. To wszystko ściśnięte w żołądku jak ciężka zbita kula rozpływa się po moim ciele. Puszczam to. A miesiąc później orientuje się, że będziemy mieli dziecko.

Nie wiem dlaczego pozwalam by przyszło na świat. Może jednak się łudzę, że to syn, kolejne dziecko, zacementuje go na amen. Śmieszne, że tak myślałam, bo przecież on nigdy nie miał zamiaru odejść. Gdzie byłoby mu lepiej? Nie ma takich miejsc na świecie ani ludzi wobec których nie trzeba nic, by dostać tak dużo. Ja po prostu jestem chora, byłam chora, a więc stworzyłam mu rzeczywistość nieprawdziwą i nie do podrobienia.

A więc jednak ja. Ja stworzyłam, wiem. Nie jego zła podstępna natura, nie jego gen zdradziecki, ani nawet nie jego patologiczne dzieciństwo. Rozumiem dziś, że to ja. Wobec siebie tylko ja się muszę rozliczyć. Tak jak on przed swoim Bogiem rozrywki. Wybrałam go. Zgodziłam się na to. Przyjęłam tę rolę i godnie ją wypełniałam. Dlaczego? No właśnie dlaczego?

Z taki pytaniem odchodzę od niego. Nikt mi już nie wierzy, bo od 3 lat odchodziłam chyba pięciokrotnie. Telefon do mamy, teściowej, siostry „mam dość, to koniec”. I nic. Wpadałam znów w jego intelektualny bełkot, perswazję mistrzowską, manipulacje. „Jesteś taka sama jak twoja matka a masz szansę być kimś lepszym”- kończy zawsze. Hahaha. Zawsze ta moja zła matka.

Dziwne, bo teraz milczy. Może widzi, że i ja jestem spokojna? Wiem już, że nie zniosę ani dnia dłużej tego życia. Że albo strzelę sobie w łeb albo zaryzykuję. Jest miły dla mnie i przygotował kurczaka z nadzieniem. Bawi się z Antkiem i planuje wakacje. Moja przyjaciółka pisze „Nie bój się jego dobroci. Wszystko jest w stanie podważyć twoją decyzję”. Jak ona mnie zna! Bo pani wie, że jest mi łatwiej odchodzić pamiętając go jako najgorszego, egoistycznego pasożyta. „Zrób sobie listę deficytów – pisze – noś w portfelu”.

Więc noszę dwie kartki, jedna jest taka:

2190 nocy bez seksu (6 lat)

2 róże, 4 wiązanki tulipanów, bazie, storczyk (urodziny, imieniny, święta w ciągu ostatnich 10 lat)

1 zapomniane urodziny i 2 rocznice ślubu

1 wizyta w kinie i 1 w teatrze (od 6 lat)

2 kochanki (o których wiem)

1 tydzień w Zakopanem razem z dziećmi (od 6 lat)

Około 5 zup ugotowanych przez niego (od 6 lat)

Około 10 posiłków razem (od 6 lat)

Kilka pocałunków, kilka muśnięć w policzek, kilka dotknięć w ramię

Nie do zliczenia rozczarowania

Tyle samo chamstwa,

Setki obietnic bez pokrycia

Jedno kocham cię (gdy odchodziłam po raz pierwszy)

Jest nas więcej, wiem. Kobiet, które żyją z takimi deficytami. Noszą tasiemca w środku, które je wyżera. Kobiet samotnych, sfrustrowanych, pełnych żalu jak ja. Kobiet, które potrzebują tylko kropki nad i, by odejść.

Moja kropka była taka. W sumie banał. Jechałam pociągiem do mamy i siedziałam w przedziale z mężczyzną. Był sporo starszy ode mnie i czytał gazetę. Jechaliśmy tylko ja i on. W pewnym momencie odebrałam telefon, który był przykry, bo jak zwykle mąż miał pretensje, że jadę do matki. Rozpłakałam się, a on przestał czytać. Usiadł koło mnie i zapytał, czy może mi pomóc jakoś. „Jakby pan ze mną porozmawiał…”. Wysłuchał (długo mówiłam), a na koniec zanim wysiadł wygrzebał z portfela małą białą kartkę (po drugiej stronie były jakieś zapiski). Narysował na niej małego śmiesznego słonia i podał mi.  „Nie mam nic innego, ale wierzę, że przyniesie pani szczęście”. To moja druga kartka.

To było w styczniu tego roku na linii Warszawa-Rzeszów, miałam jasne włosy związane w kucyka i koszulę dżinsową. Co ja będę panu mówić, pan wie. Chcę panu bardzo podziękować (jeśli pan jakimś cudem to przeczyta).

Wyprowadzam się pod koniec kwietnia.

Wysłuchała: Małgorzata Ohme


Zobacz także

Naturalna pielęgnacja skóry, czyli wyjątkowe kosmetyki ekologiczne

jabłka

Kochasz jabłka? To dobrze, bo kocha je także twoja figura i zdrowie. Sprawdź dlaczego

Dlaczego warto ćwiczyć z hantlami? Jest przynajmniej 5 powodów

Dlaczego warto ćwiczyć z hantlami? Jest przynajmniej 5 powodów