Lifestyle Uroda

Nie taki straszny krem jak go malują. Czyli zadbaj o swojego mężczyznę, bo sam tego nie zrobi (na pewno)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
20 stycznia 2016
Fot. iStock / Goodluz
 

… albo jak zrobi, to twoimi kosmetykami – a tego bardzo byś nie chciała…

Jednak skupmy się na tym co najważniejsze, jak przekonać mężczyznę do zadbania o swoją skórę?

W przyrodzie mężczyzna zazwyczaj wybiera jedną z dwóch dróg. Gdy odkrywa, że jego skóra jest bardzo (ale to bardzo) sucha i fatalnie wygląda sięga po krem – jakiś krem, obojętnie jaki (byle nie do depilacji). Jeśli jest ojcem, najpewniej sięgnie po krem waszego dziecka – taki „na każdą pogodę”, ale będzie klął w duchu, bo krem jest tłusty a on będzie się święcił jak… zresztą nieważne, jeśli jeszcze dzieci nie posiada, sięgnie po to co znajdzie w kobiecym asortymencie (i zbezcześci). Cały więc sukces polega na tym, aby uzmysłowić mężczyźnie, że kremów w ogóle używać może (ba! powinien) lub sprytnie podrzucić odpowiedni produkt tak, aby stał się on częścią męskich rytuałów. O jakość i wybór, lepiej zadbajmy my – kobiety (przynajmniej na początku tej drogi).

Jak wybrać dobry krem dla mężczyzny?

Po pierwsze, zupełnie tak jak przy wyborze damskiego kosmetyku kierujmy się jakością. Dobre są naturalne kosmetyki – oprócz oczywistych korzyści z jakości takiego kosmetyku, unikniesz podejrzeń o próbę umetroseksualnienia swojego drwala. Jedna cecha – dwie korzyści ;). Tu odpowiednim kandydatem jest Krem rewitalizujący 24h Nasine Cosmetics .

– Dzięki możliwości skorzystania z doświadczenia FEMI stworzyliśmy krem, który oferuje najwyższą dostępną jakość i został opracowany tak, aby spełnić wszystkie najważniejsze wymagania mężczyzn: zapewnienie cerze świeżego i zdrowego wyglądu, likwidację oznak zmęczenia, podrażnień po goleniu, zaczerwień czy opuchlizny twarzy po dłuższej nocy – wyjaśnia Jan Pacułt, jeden z założycieli marki Nasine Cosmetics.

Dobrze, żebyś podczas ewentualnej prezentacji produktu skupiaj się na odpowiednich słowach. Zapytana o składniki, skoncentruj się raczej na słowie „pieprz tasmański”, a nie pozostałych aktywnych składnikach takich jak woda lipowa, oleje roślinne, czy jagody goji, które zawiera Nasine Cosmetics. Jagody nie są męskie, poza tym prawdopodobnie twój mężczyzna nie będzie tym zainteresowany, przynajmniej nie na początku. A jak nie zrazić mężczyznę do kremu?

Absolutnie niezłomne warunki, jakie musi spełnić krem dla mężczyzny:

– powinien mieć niekrzykliwe i eleganckie opakowanie,
– powinien być dobrej jakości, tak aby naprawdę przynosił korzyści – mężczyzna nie potrzebuje efektu placebo, ma w nosie swoja skórę,
– musi mieć lekką konsystencję, dobrze i szybko się wchłaniać – nikt nie lubi mieć czegoś tłustego na twarzy (my kobiety, zupełnie inaczej postrzegamy pielęgnację, wiele nam nie przeszkadza – w imię dobrych efektów),
– skóra nie może się błyszczeć i świecić – czyli żadnych śladów,
– dobrze, żeby był pomocny „po goleniu” – to dodatkowy atut za męskim charakterem kosmetyku, ale również oczywista sprawa. Kosmetyk powinien łagodzić ewentualne podrażnienia, a nie piec żywym ogniem świeżo ogolona skórę.

Zima to doskonały moment, by swojego mężczyznę nauczyć kremu używać regularnie – chłód, wiatr i mróz dają w kość skórze i nawet największy twardziej stroniący od lustra, szuka wtedy jakiejś podpowiedzi czy pomocy. Jeśli poczuje, że krem jest jego przyjacielem, a nie oznaką słabości – będzie sam chętnie dbał o swoją skórę (nadal oczywiście nie należy wokół tego tematu urządzać wielkiej fety).

Poznajcie Nasine Cosmetics

Krem rewitalizujący 24h Nasine Cosmetics to krem bogaty w specyficzne polisacharydy i polifenole, które silnie nawilżają i witalizują skórę. Skład uzupełniają jagody goji uchodzące za jedne z najzdrowszych owoców świata oraz pieprz tasmański, który jest niezawodny w likwidowaniu stanów zapalnych. Cała kompozycja zapewnia skórze kompletną opiekę i mineralizację, czyli posiada działanie, które powinno zainteresować mężczyzn prowadzących aktywny tryb życia, narażających swoją skórę na szkodliwe czynniki zewnętrzne, a przy tym chcących dobrze i atrakcyjnie wyglądać na co dzień.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z Nasine Cosmetics

 


Lifestyle Uroda

Mindfulness w 8 krokach. Trening uważności – by lepiej i pełniej cieszyć się życiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Angelina Litvin / CC0 Public Domain
 

Czy umiecie BYĆ tu i teraz? Tak – być nie tylko ciałem, ale i duszą. Przeżywać rzeczywistość świadomie i uważnie. Termin „uważnej obecności” (ang „mindfulness”) związany jest z umiejętnością niezwykle cenną bo taką, którą posiadamy coraz rzadziej. Wymagającą  ćwiczeń i pracy nad sobą. Taką, która pozwala nam przyjmować doświadczenia takimi, jakimi są, uważnie obserwować swoje emocje i reakcje swojego ciała. Dziś, w nieco uproszczonej wersji zasady idei mindfulness, które możemy stosować na codzień. Przy konsekwentnym działaniu, pomogą nam świadomie i głębiej przeżywać to, co się nam przydarza, ale też zwiększą naszą samoświadomość, wiedzę o nas samych.

1. Bądź rozmówcą obecnym

– „Przepraszam, co mówiłeś? Powtórz proszę” – zdarza ci się powiedzieć podczas rozmowy. Bo w jednym momencie twoje myśli pobiegły innym torem. Zgubiłeś się, odwróciłeś uwagę.

Ćwiczenie: Odłóż telefon, usiadz albo stań naprzeciwko swojego rozmówcy. Patrz na niego gdy mówi, daj mu od początku poczucie, że jesteś obecny. Oddychaj głęboko i wsłuchaj się w jego słowa. Staraj się dać mu maksymalną ilość swojej uwagi, tak jakby od tego wiele zależało. Staraj się powtórzyć w myślach sens usłyszanych zdań. Udało się?

2. Oczyszczaj umysł

Czyli zastosuj tak zwany „reset”, wyłącz się z chaosu, w którym żyjesz na co dzień. Mindfulness zakłada wsłuchiwanie się w siebie, w swoje emocje. Trudno to zrobić, gdy w głowie aż huczy.

Ćwiczenie: Znajdź moment w ciągu dnia, kiedy nikt i nic ci nie przeszkodzi. Przez dłuższą (do 10 minut) chwilę nie rób zupełnie nic. Skup się na swoim oddechu i na… ciszy wokół. Obserwuj i zauważaj to, czego w codziennym zgiełku i pośpiechu nie zauważasz. Czujesz tę błogość?

3. Oczyść swoją przestrzeń

Jeśli lubisz gromadzić, chomikować, jeśli otacza cię mnóstwo przedmiotów, które inni uznaliby za zbyteczne, kończy się przestrzeń dla CIEBIE. Wierz lub nie, ale twoja osobowość również potrzebuje przestrzeni.

Rada: Zacznij od sypialni, albo innego miejsca, w którym odpoczywasz. Zredukuj ilość gadżetów wokół, odłóż na półkę książki „ do przeczytania” i zostaw jedną, którą czytasz aktualnie. Czy widzisz różnicę w „jakości” twojego odpoczynku?

4. Nie staraj się wykonywać kilku rzeczy w tym samym czasie (mamy i kucharze stanowią wyjątek 🙂 )

Robiąc wszystko naraz, nie zrobisz nic tak jak trzeba, to dość oczywiste. Dodatkowo musisz wziąć pod uwagę czas jaki będziesz musiała przeznaczyć na poprawki. W treningu uważności liczy się zaś jakość i staranność, z jaką wykonujesz nawet najprostsze czynności. P.S. Odłóż telefon!

Ćwiczenie: Podziel swoje zadanie (np. jakąkolwiek domową czynność) na kilka etapów. Skupiaj się jednakowo na każdym z nich, nie patrz na zegarek. Na koniec obejrzyj efekt i skontroluj czas.

5. Cokolwiek robisz, rób to powoli i z rozwagą

Wiem, w dzisiejszych czasach to brzmi jak herezje… Przecież trzeba działać szybko: czas biegnie jak szalony. Spokojnie: powoli nie oznacza niesprawnie i „ciapowato”. Mindfulness to zasada „Spiesz się powoli”.

Ćwiczenie: Weź do ręki książkę, otwórz na pierwszej stronie i przeczytaj tę stronę szybko. Nie zaglądając do lektury wypisz na kartce jak najwięcej faktów, które zapamiętałeś. Czy potrafisz przytoczyć treść? Teraz weź inną książkę, otwórz ją na pierwszej stronie. Czytaj uważnie, wracaj do niezrozumiałych fragmentów. Kiedy skończysz, odłóż lekturę i wypisz jak najwięcej faktów. Porównaj efektywność obu prób.

6. Nie bierz na siebie zbyt wiele

W pracy, w domu, wśród przyjaciół. Nie obiecuj sobie i innym, nie zakładaj, że może się uda. Jeśli będziesz robić mniej, wolniej, ale bardziej dokładnie, twoje priorytety same się wyklarują.

Rada: Zanim zgodzisz się pomóc, zainterweniować, zastanów się dwa razy. Czy na pewno możesz sobie na to pozwolić?

6. Nie planuj „na styk”

Bo planując swoje zadania jedno po drugim, nie dopuszczasz możliwości, że coś może zająć ci więcej czasu.  Twoje zadania muszą „mieć przestrzeń”, a ty potrzebujesz poczucia, że nic nie piętrzy się w twoim kalendarzu, bo z taką perspektywą trudno będzie ci się skupić na konkretnych celach.

Rada: Gdy układasz swój plan dnia, kieruj się doświadczeniem i realnym wyczuciem czasu, a nie pobożnymi życzeniami.

7. Nie martw się, tym co jeszcze przed tobą

Skupiaj się na chwili obecnej, na świadomym przeżywaniu teraźniejszości. Droga do przyszłości prowadzi przez to, co dzieje się teraz, prawda?

Ćwiczenie: Za każdym razem, gdy w twoje myśli wkradają się obawy o przyszłość, staraj się je zatrzymać i uparcie wracaj do chwili obecnej, na tym, co dzieje się TERAZ.

8. Omijaj fast- foody, jedz smacznie i kolorowo

Bo jednym ze sposób ćwiczenia swojej „uważności” i obserwowania świata, jest skupianie się na zapachach i smakach.

Ćwiczenie: Przygotuj starannie domowy posiłek. I ucz się nim delektować. Jedząc odgaduj składniki według smaków, ciesz się kolorami, zapachem. I pamiętaj, to tylko metafora. Twoim najważniejszym posiłkiem jest życie!

Zadania, które tu opisałam, tylko pozornie są łatwe. Spróbuj wykonać choć jedno z nich, a zobaczysz, że za chwilę twoje myśli zaczną uciekać w całkiem inną stronę. To nie jest nasza wina, tak nas wychowano lub do tego przywykliśmy prowadząc taki, a nie inny tryb życia. Bycie obecnym, uważnym przynosi jednak bardzo dużo korzyści. Przywraca prawdziwą, szczerą radość z prostych czynności i z czasu spędzonego z najbliższymi. Spróbuj: opanowanie zasad mindfulness zajmie ci dłuższą chwilę, ale korzyści są nieocenione.


Lifestyle Uroda

„To nie fanaberia czy moda, czasem to konieczność”. O ginekologii plastycznej wreszcie otwarcie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2016
Fot. Screen/Dzień dobry TVN

„To jakieś wariactwo”, „Nie mają na co kasy wydawać”– tak często ludzie komentują historie kobiet, które zmniejszają sobie wargi sromowe czy decydują się na waginoplastykę po porodzie. Ale ginekologia plastyczna to nie moda. Zabiegi zmniejszenia warg mniejszych, powiększanie punktu G, odtworzenie błony dziewiczej, to zwykle też poprawa życia kobiety, zwiększenia jej pewności siebie i poczucia atrakcyjności. Czasem też ostatnia deska ratunku. „To bardzo fajne, że ta świadomość problemów jest powszechna i ich akceptacja jest bardzo duża” – mówi dr nauk medycznych Rafał Kuźlik, jeden z najbardziej znanych specjalistów z zakresu ginekologii plastycznej. 

Ewa Raczyńska: Czy nie jest tak trochę, że panuje mylne przekonaniem, iż ginekologia estetyczna to tylko upiększanie okolic intymnych? Przecież często tego typu zabiegi poprawiają funkcjonowanie naszych narządów.

dr Rafał Kuźlik: I tak. I nie. Na początek warto rozróżnić ginekologię estetyczną, w której zawiera się właśnie całe upiększanie okolic intymnych, od ginekologii plastycznej, której zabiegi często przywracają jakość życia kobiety.

Ginekologia estetyczna to cała paleta laserów, dermatologia estetyczna, mezoterpia, wybielanie sromu, trzeba jednak pamiętać, że wykonanie zabiegów estetycznych poprawia komfort życia kobiet. Natomiast ginekologia plastyczna ma swoje miejsce w chirurgii i poza poprawą wyglądu miejsc intymnych, poprawia funkcjonalność narządów.

Na przykład?

Jeśli mówimy o kobiecie, której pochwa jest po porodzie zniekształcona, zniszczona w okolicach krocza, to w jej przypadku ginekologia plastyczna przywraca pierwotny wygląd pochwy, ale także jej funkcje. Kobiecie, która nie odczuwa przyjemności ze współżycia, przy pomocy zabiegów ginekologii plastycznej przywracamy jakość życia, bo wiadomo, że akt seksualny jest bardzo ważny w naszym życiu.

Jako przykład mogę podać również młodą dziewczynę, lat 17, która ma przerośnięte wargi sromowe mniejsze, czego bardzo się wstydzi. Może to mieć wpływ na nawiązywanie kontaktów z mężczyznami, na budowanie związku, bo skoro wstydzi się siebie, to nie pokaże się nago drugiej osobie. I tu wkraczając z ginekologią plastyczną poprawiamy nawet nie komfort życia, ale przywracamy normalny stan psychiczny pacjentki. Ratowana jest sfera intymności, seksualności.

Jednak zdarza się, że zabiegi ginekologii plastycznej uznawane są za fanaberię.

Bo często kojarzymy ginekologię plastyczną z chirurgią plastyczną myśląc o kobiecie, która chce sobie powiększyć biust z miseczki D na EE. Tylko, jeśli kobieta nie ma w ogóle biustu, a w naszym świecie emanowanie kobiecością i wyglądem jest bardzo istotne, to trudno powiększenie piersi traktować jako widzimisię.  To raczej ratowanie jej życia społecznego. I podobnie jest z ginekologią plastyczną.

Nadal jednak rozmowy na temat ginekologii plastycznej zawstydzają. Szybciej przyznamy się do operacji z chirurgii plastycznej niż ginekologii.

Tak, nadal jest to kwestia wstydliwa i intymna. Jednak dzięki temu, iż coraz głośniej się o plastyce miejsc intymnych mówi, świadomość kobiet znacznie wzrosła, my możemy poprawiać ich komfort i jakość życia.

Często mam pacjentki po 50-tym roku życia, które decydują się na operację zmniejszenia warg sromowych mniejszych. To one mówią, że nie wiedziały, że można coś tym przerostem zrobić. Całe życie się męczyły, przeszkadzało im to, uwierało, wstydziły się siebie, nie rzadko ten intymny problem był przyczyną rozstań. A teraz przychodzą, bo mają nowego partnera i mówią, że nie chcą tego wszystkiego jeszcze raz przeżywać. Jak widać z ginekologii plastycznej korzystają nie tylko młode dziewczyny.

A co z kobietami po porodzie?

Tak, tych pań też jest bardzo dużo. Im zabiegi z zakresu ginekologii plastycznej i estetycznej pozwalają przywrócić rozmiar i średnicę pochwy, a także poprawia wygląd krocza. Wszystko to znacznie poprawia komfort życia i wiarę w siebie, w to, że jestem atrakcyjną kobietą.

Z jakimi problemami najczęściej kobiety przychodzą?

Najczęściej jest to labioplastyka, czyli plastyka warg sromowych mniejszych. W drugiej kolejności to plastyka pochwy i krocza – czyli uszkodzenia poporodowe. Następnie to odsysanie tłuszczu ze wzgórka łonowego, czy zmniejszanie warg sromowych większych, które czasami są na tyle duże, że pacjentki krępują się zakładając bikini. Jak to one mówią: „Mają dużo między nogami”. Ale to rzadsze zabiegi.

A co z wysiłkowym nietrzymaniem moczu?

Nietrzymanie moczu jest jednostką  chorobową. I tym zajmuje się już ginekologia, ginekologia estetyczna może wspomóc pozbycie się problemu. Świat medyczny jest jednak w tej kwestii podzielony . Część uroginekologów jest przeciwna laseroterapii – uważają, że to nie jest leczenie. Z drugiej strony są lekarze, i do tej grupy ja się zaliczam, którzy uważają, że jest miejsce dla laseroterapii przy usuwaniu problemu wysiłkowego nietrzymaniem moczu.

Oczywiście to leczenie nie dotyczy wszystkich kobiet. Mówimy o sytuacji, gdy mamy do czynienia z początkiem problemów z wysiłkowym nietrzymaniem moczu, np. u kobiet około 30-tego roku życia, po porodach, gdzie nietrzymanie moczu pojawia się tylko w określonych sytuacjach, np. podczas skakania z dzieckiem na trampolinie. Uważam, że tu właśnie jest miejsce dla laseroterapii. Szkoda tak młode kobiety narażać na operację i powikłania po niej.

Fajne jest to, że kobiety coraz częściej mówią o tym problemie, który bardzo długo był tematem tabu. Jeszcze parę lat wcześniej kobiety myślały: skoro mama tak ma, koleżanka też – trudno urodziłam dzieci i tak ma być. A to mylne przekonanie. Taka pani trafiała do lekarza w wieku 60. lat, gdzie była już potrzeba leczenia operacyjnego. Dzisiaj, dzięki temu, że w mediach coraz częściej pojawiają się informacje na temat wysiłkowego nietrzymania moczu, kobiety odważniej o tym mówią i szukają pomocy.

Ważne jest chyba również to, że stwarzana jest atmosfera akceptacji tych problemów.

Zauważam to zwłaszcza wśród bardzo młodych dziewcząt. One mówią swoim mamo: „Mam problem z przerostem warg” i przychodzą do nas z mamą, a nawet z obojgiem rodziców na zabieg. Nie słyszą od swojej mamy: „Co ty tam wymyślasz”, tylko otrzymują zrozumienie i wsparcie. To bardzo fajne, że ta świadomość problemów jest powszechna i ich akceptacja jest bardzo duża.

Czy mamy dostęp w państwowej służbie zdrowia do zabiegów ginekologii plastycznej?

Wiem, że są szpitale, w których wykonywane są zabiegi zmniejszania warg sromowych mniejszych. Natomiast, jeśli chodzi o kwestię pochwy, operacje są robione w przypadku obniżenia narządu rodnego, czyli przy patologii.

Sam osobiście operowałem pacjentkę z NFZ, której wargi sromowe sięgały do połowy ud. Pacjentka z niepełnosprawnością, jeździła na wózku, ten przerost przeszkadzał jej w normalnym funkcjonowaniu.

My Polacy mamy mylne przekonanie, cóż zostaliśmy tak wychowani, że wszystko nam się należy. Trzeba jednak pamiętać, że szpital nie zajmie się pacjentką która przychodzi i mówi: „Mam  problem, nie czuję partnera po porodzie, proszę o zwężenie pochwy”. To nie jest ratowanie życie, tylko poprawa komfortu, a tym raczej zajmuje się sektor prywatny.

Jaki jest koszt zabiegów?

To zależy od kliniki. Ale w przypadku labioplastyki to wydatek od trzech od sześciu tysięcy złotych. Jeśli mówimy o operacji pochwy: 5 – 7 tysięcy złotych, warg większych 4 – 5 tysięcy. Gdy operacje się łączą oczywiście następuje redukcja kosztów. W przypadku powiększenia kwasem hialuronowym punktu G trzeba zapłacić około 1500 złotych, za odsysanie tłuszczu wzgórka łonowego od dwóch do trzech tysięcy. Można pewnie znaleźć tańsze zabiegi. Pytanie tylko czy tańsze gwarantują tę samą jakość. Czy laser jest odpowiedni, szwy naprawdę dobre. Czy miejsce w którym wykonywany jest zabieg spełnia standardy. Warto na to zwrócić uwagę. W końcu każdy zabieg plastyczny można wykonać nawet w kuchni. W Ameryce Południowej za grosze piersi powiększane są przy użyciu silikonu budowlanego, ale czy warte to jest późniejszych komplikacji zdrowotnych?

Ile czasu trwa sam zabieg?

To zależy od techniki i rodzaju zabiegu. Może to być od pół godziny do dwóch godzin, na przykład kiedy mówimy z wargach mniejszych. Są zabiegi wykonywane w znieczuleniu miejscowym, ale większość wymaga jednak udziału anestezjologa, bo stosowane jest znieczulenie przewodowe, a bywa, że i znieczulenie ogólne. Wszystko zależy od tego jak wymagający jest zabieg, jak duży jest przerost, jaką techniką jest wykonywany. Powtarzam zawsze, że do każdej pacjentki należy podejść indywidualnie.

Jaki jest czas rekonwalescencji?

Dzielimy ją na wczesną, czyli świeżo po operacji, kiedy może pojawiać się jakieś krwawienie – do dwóch tygodni. Natomiast cały okres rekonwalescencji to sześć tygodni, jak czas połogu. Wtedy pacjentka nie powinna kąpać się w wannie, tylko brać prysznic, nie powinna współżyć, powinna unikać wysiłku.

Czy ma pan informację zwrotną od pacjentek, które powiększały punkt G? Osiągają większą przyjemność ze współżycia?

Pacjentki mówią, że tak, choć to nie jest zabieg dla każdej kobiety. Ale jeśli pacjentka nigdy wcześniej nie miała orgazmu pochwowego, to ten zabieg jej nie pomoże. Ma po prostu ma słabsze unerwienie w tym miejscu. Oczywiście, jeśli zmienia partnera wcześniej mając tylko jednego, można spróbować, być może poprzedni był inaczej zbudowany i to miało wpływ na współżycie. Natomiast, gdy pacjentka miała różnych partnerów, ale nigdy nie doświadczyła orgazmu pochwowego, to lepiej dać sobie spokój z tym zabiegiem. Co innego, gdy kobieta mówi, że od czasu do czasu miewa ten orgazm, ale chciałby częściej i intensywniej. Wtedy powiększenie punktu G ma większy sens.

Zgłaszają się do pana pacjentki na zabieg odtworzenia błony dziewiczej?

Częściej na odtworzenie, niż przecięcie. W Polsce ten zabieg jest coraz bardziej popularny. Do zabiegu odtworzenia błony dziewiczej zgłaszają się najczęściej kobiety z pobudek religijnych lub po czynie zakazanym, na przykład gwałcie lub wykorzystaniu w wieku dziecięcym. Odtworzenie błony jest dla nich ważne z punktu widzenia psychologicznego. One chcą przeżyć swój pierwszy raz ponownie, chcą poczuć że tracą dziewictwo w sposób świadomy.


 

dr n. med. Rafał Kuźlik/Mat. prasowe

dr n. med. Rafał Kuźlik/Mat. prasowe

Rafał Kuźlik – dr nauk medycznych, specjalista położnictwa i ginekologii, lekarz z kilkunastoletnim doświadczeniem zawodowym. Ukończył w 1995 roku studia na Wydziale Lekarskim Warszawskiej Akademii Medycznej, a w roku 2004 zdobył tytuł specjalisty w zakresie położnictwa i ginekologii, w roku 2011 uzyskał tytuł doktora nauk medycznych. Od roku 2012 kieruje oddziałem ginekologii operacyjnej przy Oddziale Położniczo-Ginekologicznym Szpitala Św. Anny w Piasecznie, w którym pełni funkcję ordynatora. Od marca poprowadzi swoją prywatną klinikę Saska Med.

Mat. prasowe

Mat. prasowe


Zobacz także

Oskarżone o "czarną bluzkę"... Nauczycielki muszą tłumaczyć się przed komisją dyscyplinarną. Dokąd zmierzamy?

Oskarżone o „czarną bluzkę”… Nauczycielki muszą tłumaczyć się przed komisją dyscyplinarną. Dokąd zmierzamy?

Jeden produkt na całe ciało. Poznaj 23 niesamowite zastosowania oleju kokosowego

Konkurs „Podróż za jeden uśmiech”