Uroda

Konturowanie stóp… Internet szaleje przed latem

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 maja 2016
Fot. Screen z Instagram / liveglam.co
 

Konturowanie twarzy nikogo nie dziwi, konturowanie nóg wzbudziło pewne kontrowersje, ale zyskało również grono zwolenniczek (no bo umówmy, się która z nas w imię zgrabnych i smukłych nóg, nie nagięłaby nieco zasad – przecież to tylko odrobina make upu) – ale na internetowe salony wkroczyło właśnie konturowanie stóp… i tu pojawiło się zadziwienie.

Film z instrukcją konturowania stóp ma w tej chwili blisko 12 tysięcy komentarzy. A my pytamy, czy „smuklejsze” stopy to już urodowa przesada czy doskonały trik ,jeśli walczymy z kompleksem? Co sądzicie?

 


Źródło: wizaz.pl, Instagram


Uroda

„Pomyślę o tym jutro…” – nie daj się na to nabrać. Są tacy, co próbują „przełożyć” sobie całe życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 maja 2016
Fot. iStock / Vizerskaya
 

Czy jesteś Przekładalskim? Takim, co na studiach nie zabrał się za powtarzanie do kolokwium, póki nie przygotował sobie pierwszej, drugiej i trzeciej herbaty? Czy z trudem przychodzi ci wywiązywanie się z tych – mniej przyjemnych – obowiązków? Musisz więc chyba wiedzieć, że jeśli do tej pory odnosiłeś sukcesy, to była to raczej kwestia szczęścia.  Są tacy co próbują „przełożyć” sobie całe życie, zwlekając z decyzjami, które mogłyby obrócić ich los o 180 stopni. Nie warto. Bo to życie toczy się dalej i nie czeka na „spóźnialskich” i niezdecydowanych. Lepsze możliwości mogą się już nie powtórzyć, a my nie mamy tu żadnego okresu próbnego.

Ty: Ciągle czekasz na doskonałą okazję, wyczekujesz tego jednego idealnego momentu. Usprawiedliwiasz się w myślach: to jeszcze nie teraz, kiedy chwila nadejdzie, poczuję to.

Świat: Sprząta ci spod nosa wszystko, co mogło być twoje. Wie, że sukces buduje się najlepiej małymi kroczkami, wykorzystując nawet najdrobniejsze, pozornie niewiele znaczące okoliczności. 1:0 dla świata.

Ty: Poczucie, że masz coraz mniej czasu zaczyna spędzać ci sen z powiek. „Spokojnie – uspokajasz się – ważne, żeby się nie nakręcać.”. W pewnym sensie masz rację, ale kolejny dzień mija, a ty nie robisz nic, żeby „ruszyć” z twoją sprawą. A potem robi się naprawdę za późno, a zaległości powodują u ciebie stany lękowe i depresyjne.

Świat: Świadomy jest tego, że czasem trzeba umieć zarządzać. Że kiedy się posiądzie tę umiejętność, to będzie można i wyłączyć telefon i zniknąć by relaksować się z czystym sumieniem. Bez tego ostatniego trudno z resztą o prawdziwy relaks. 2:0 dla świata.

Ty: Uciekasz przed swoimi lękami, unikasz odpowiedzialności. Wszystko, co „poprzekładałeś” piętrzy się teraz w twojej głowie, a ty nadal nie potrafisz przyznać się do błędu. Wypierasz, zapewniasz się „jakoś to będzie”. I zamykasz się w sobie coraz bardziej. Jesteś bierny.

Świat: Działa. Szuka pomocy. Uczy się jak wyjść z tego impasu. Wie, że każdy ma obawy, że to normalne, ludzkie. Po prostu trzeba sobie z nimi radzić, przełamywać słabości. 3:0 dla świata.

Ty: Masz poczucie niedostatku. Zdarza ci się narzekać, że „ciągle za mało”. Pieniędzy, możliwości. Odpuszczasz jednak, kiedy nadarza się okoliczność, żeby zmienić pracę na lepszą, żeby zabezpieczyć się materialnie. „Następnym razem już na pewno” – przysięgasz sobie. Ale rzadko kiedy wyciągasz wnioski, które prowadza do zmian w tym, co stało się już twoim sposobem na życie.

Świat: Biegnie po swoje marzenia, zmienia się, zdobywa to, o czym pragnie. 4:0 dla świata.

Ty: Kochasz, ale czekasz aż to on/ona cię zauważy. Grasz niedostępną, zimną. Nie ten, to następny –myślisz nie angażując się głębiej.

Świat: Jest szczęśliwy. Upada, podnosi się, jest z kimś, potem z kimś innym. Na chwilę, na stałe. Uczy się miłości i zdobywa ją. Świat wygrywa.

Nie ma nic gorszego, niż patrzeć na życie, które już się kończy z żalem. Ciągłe zwlekanie jest jednak najprostszą ku temu drogą. Jutro może nigdy nie nadejść. Naprawdę pozwolisz sobie na to, by przegrać ten mecz?


Uroda

„Nie mam już piersi, nie mam męża, mam syna i siłę w sobie”. O samotnym pokonywaniu raka

Listy do redakcji
Listy do redakcji
9 maja 2016
Fot. Pexels/gratisography.com / CCO

Dla mnie słowa te kojarzą się przede wszystkim z pokonaniem choroby, przejściem przez piekło, horror z którym przez rok walczyłam, by odnaleźć w życiu sens i by po tym czasie powiedzieć sobie i innym-  ja pokonałam kryzys, najgorsze za mną więc i TY potrafisz.

Łącznie 3,5 roku małżeństwa z czego może połowa szczęśliwych i radosnych chwil. Najpiękniejszym dla mnie momentem było przyjście na świat mojego dziecka, w tym czasie mój mąż zaczął imprezować.

Zaczęło się od kumpli, później kumpelki, następnie wychodził w soboty, a wracał w niedziele, a ja zajmowałam się malutkim dzieckiem i czekałam, jak przystało na dobrą żonę, na męża. Z czasem zaczęło być coraz gorzej. Do imprez doszło granie w maszyny. Mój małżonek zmienił się nie do poznania. Siedział tylko w domu nieobecny i zamyślony, pragnący tylko uciec i grać. Wiele razy z malutkim dzieckiem szukałam go po kasynach i zawsze znajdowałam. Na początku wracał z nami do domu, a później mówił, że w tak ważnym momencie mu przeszkodziliśmy. Nawet nie chcę wiedzieć, ile tam kasy przegrał, ciągle łudząc się, że to on rozbije maszyny i wyciągnie stamtąd fortunę…

Z czasem było coraz gorzej w domu, ciągłe kłótnie, nerwy, stresy i popychania mnie na oczach dwuletniego dziecka, które ciągle z płaczem budziło się w nocy. Były zdrady, kłamstwa, oszustwa, wykradanie pieniędzy itd. Aż któregoś dnia, kiedy mój małżonek napluł na mnie i uderzył na oczach dziecka, wyrzuciłam go z domu. On wrócił do mamusi i dwa tygodnie później miał nową panienkę. Pragnęłam swojej rodziny bo zawsze o niej marzyłam, robiłam wszystko by ją utrzymać a w zamian byłam poniżana, żadnego szacunku i obwinianie mnie o wszystko.

Trzy miesiące później sprawa rozwodowa, na którą nie dotarłam.  Powód- tydzień przed rozwodem dostałam swoją diagnozę

Rak piersi

Od razu zaczęłam walkę, bo najważniejsze dla mnie było wyzdrowieć dziecka. A eks dowiedziawszy się w sądzie o mojej chorobie, chcą uniknąć kontaktu ze mną, zgodził się na rozwód z jego winy i kwotę alimentów na dziecko. A niby tak nas kochał.

Walczyłam rok.  Chemia, operacja, naświetlania i kolejna operacja usunięcia piersi

Przeszłam koszmar, każdego wieczoru patrzyłam jak maluch śpi i płakałam bojąc się o niego i o siebie samą, bo ja miałam i mam tylko jego a on tylko mnie. Chemia wyniszcza ciało, a jeszcze bardziej psychikę. Organizm się szybko regeneruje, a dusza potrzebuje bardzo dużo czasu, by znowu wejść na właściwy tor myślenia i nie popaść w depresję. Wtedy zaczęłam się obwiniać o rozpad mojej rodziny, małżeństwa i błagałam błagałam byłego, żeby dał nam szansę, a on bawił się moimi uczuciami przez 10 miesięcy obiecując to, że będziemy razem a żyjąc z inną kobietą.

Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, to zrozumieć. Mimo że cała rodzina i znajomi byli ze mną w tym trudnym dla mnie okresie, mi strasznie brakowało ciepła tej najbliższej osoby, przytulenia się i wypłakania, rozmowy. Może brzmi to dość prozaicznie, ale wtedy nie widziałam jego winy tylko obwiniałam siebie. Zaliczyłam czterech psychologów i żaden nie potrafił mi pomóc. Dopiero z czasem kiedy zdrowiałam, wszystko zaczynało być dobrze i stawałam się silniejsza emocjonalnie docierało powoli do mnie, że tak naprawdę wszystko co mam zawdzięczam tylko sobie.

Dopiero z czasem zrozumiałam jak ważny w moim życiu i mojego dziecka jest spokój. Obiecałam sobie, że koniec ze łzami, bo ja chcę się uśmiechać, cieszyć się tym, że jestem i moje dziecko jesteśmy zdrowi, cieszyć się życiem i z niego korzystać.

Jestem od nikogo niezależna i robię to ja co mamy z synkiem ochotę.

A eks ??… wyrzuciłam go całkowicie ze swego życia, głowy i serca. Nie chce nawet kontaktu z dzieckiem, więc pozbawiłam go praw. Trochę spadł mu też poziom życia- kobieta go zostawiła, a sam imprezki z alkoholem i używkami, maszyny, długi w paru bankach i wyrok w zawieszeniu o niepłaceniu alimentów. Życie jest nieobliczalnie, nigdy nie wiadomo co nas może nas spotkać, dlatego trzeba brać to co nam oferuje.

Zrozumiałam to, choć potrzebowałam na to wiele czasu, ale przeszłam kryzys który tak naprawdę mnie umocnił, bo teraz wiem że potrafię wiele więcej znieść dla siebie i mojego dziecka. Dalej marzę o rodzinie, dzieciach, mężu i domu z ogrodem i kominkiem… kto wie?… może kiedyś to marzenie się spełni a jeśli nie, to też będzie okej.
Wiem też że skoro mi się udało, to Tobie też się uda. Trzymam kciuki.

autorka: Justyna B.

Zobacz także

Kriolipoliza

Zamiast złotej rybki – kriolipoliza. Przełomowa metoda w walce z tkanką tłuszczową

7 kg w 7 dni. To możliwe dzięki tej diecie

Kwasy na twarz

Kwasy na twarz – rodzaje i sposób zastosowania. Co musisz o nich wiedzieć?