Lifestyle

„Udało ci się!” Dlaczego to najgorszy zwrot na świecie?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
2 czerwca 2021
Photo by Jusdevoyage on Unsplash
 

Niewiele jest rzeczy, które można przenieść z gabinetu terapeutycznego wprost do swojego życia. Większości nawet się nie powinno. Ale czułem, że sprawa wyrażenia „udało się” należy do tych, które trzeba.

Pamiętam, jak trudno było mi wyplenić ten zwrot ze swojego słownika. Dopiero wtedy zobaczyłem, jak często go stosuję. O wiele za często. Nie było łatwo, często sam łapałem się na tym, że coś „mi się udaje”. Udało mi się coś załatwić, udało mi się napisać książkę, udało mi się do kogoś zadzwonić. Pomogła tu konsekwencja i systematyczność. Pierwszy wyłapał różnicę mój trzyletni syn. W jego mowie „udało mi się” zostało zastąpione – „umiem, potrafię, zrobiłem to”, a małe ręce i głowa zyskały moc. Byłem bardzo dumny i z niego, i z siebie. Od razu odczuliśmy różnicę w komunikacji.

Udało się. Wróć. Zrobiliśmy to.

Widzę przed sobą młodego, ambitnego człowieka. Rozmawiamy o jego sukcesach. „Udało mi się to” – mówi. Uśmiecham się do niego i proszę, żeby użył innych słów. Dlaczego to robię? W modelu terapeutycznym, w którym pracuję, zwrot „udało się” jest wręcz zakazany. Kiedy proszę klientów, żeby szukali innych zwrotów, nagle odkrywają, że POTRAFIĄ różne rzeczy. Nie udają im się, tylko potrafią je zrobić. Brzmi inaczej, prawda? POTRAFIĆ, czyli mieć siłę, moc, wiedzę. Potrafić – to być sprawczym.

Bo cóż to w zasadzie znaczy, że ci się udało? Mniej więcej tyle, że zrobiłeś coś, ale dopomogło ci szczęście, przypadek, przychylność niebios. Że nieokreślona siła przyczyniła się do końcowego sukcesu. Udało się – stało się. Niewiele w tym twojej zasługi. Może nawet nie w pełni zasłużyłeś na sukces. A to przecież, wyłączając losowe sytuacje, nieprawda.

Jak mamy budować pewność siebie, poczucie własnej wartości i motywację, kiedy zewsząd słyszymy, że nam się coś udało? A jak mają to robić nasze dzieci, kiedy ich dokonania sprowadzamy do przypadku i łutu szczęścia?

Niedawno usłyszałem, że udać, to się może ciasto. Ale to też nieprawda. Ono samo również się nie udaje. Jest wynikiem działania kogoś, kto je przygotował. I tak ze wszystkim. Udało ci się to naprawić. Udało ci się wygrać. Udało ci się to napisać. Nie. Naprawiłaś to. Wygrałaś. Napisałaś. Doceńmy wysiłek, który ktoś wkłada w swoje przedsięwzięcie. Obojętnie, czy jest to dziecko, które układa puzzle, nastolatek zaliczający trudny sprawdzian, czy dorosły człowiek, który właśnie dostał pracę. Samo się nie udało. Ktoś coś zaplanował, wykonał i osiągnął sukces. Zrobił to.

Spróbujmy inaczej i zasypmy dziurę w naszej komunikacji, którą jest stwierdzenie „udało się”. Nas samych też to dotyczy. Dostrzeżemy wtedy, jak wiele rzeczy potrafimy zrobić i na jak wiele spraw mamy wpływ. My oraz nasi bliscy. Oni jeszcze bardziej docenią taki komunikat. Szczególnie młodzi ludzie są wrażliwi na to, co mówimy o ich działaniach i sukcesach. Jeśli zrezygnujemy z tego nieszczęsnego „udało się”, to wkrótce zniknie ono także z ich słownika.

I jeszcze jedno. Oddajmy przyszłość i sprawczość w ich ręce. Zamiast: uda ci się to zrobić, uda ci się narysować, uda ci się nauczyć, powiedzmy po prostu: potrafisz.

Potrafisz to zrobić.
Potrafisz to narysować.
Potrafisz się tego nauczyć.
Prawda, że brzmi inaczej? Prosta rzecz, a wszystkim będzie lepiej.

Miło mi, że udało się Wam doczytać aż do tego momentu. Nie. Doczytałyście. 🙂

Tomasz Betcher – autor powieści obyczajowych Tam gdzie jesteś, Szczęście z piernika i Szeptun. Z wykształcenia (a jeszcze bardziej z pasji) pedagog, socjoterapeuta i praktyk Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Niemal połowę życia spędził na pomaganiu osobom w trudnej sytuacji życiowej. Gdy nie pracuje, pisze. Gdy nie pisze, podróżuje z rodziną po bliższych i dalszych zakamarkach Polski. Ojciec dwóch żywiołowych chłopców i mąż jeszcze bardziej żywiołowej żony. W wolnym czasie gotuje, próbując nowoczesnych i tradycyjnych receptur. Fascynuje się lotnictwem II wojny światowej, a wkrótce planuje zostać paralotniarzem.

 


Lifestyle

Metod antykoncepcji jest multum. Którą wybrać dla siebie?

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
2 czerwca 2021
Photo by Reproductive Health Supplies Coalition on Unsplash
 

Żadna z metod antykoncepcyjnych nie daje 100 proc. pewności, jednak środki antykoncepcyjne dostępne dla kobiet wyróżniają się zdecydowanie większą skutecznością w porównaniu do obserwacji śluzu czy prowadzenia kalendarzyka małżeńskiego. Prezerwatywy, będące najchętniej stosowaną metodą, są niewygodne i co ważne – trzeba mieć je zawsze przy sobie. Zatem zobaczmy, jakie inne, skuteczne metody antykoncepcyjne czekają na kobiety?

Tabletki antykoncepcyjne

Tabletki są skuteczną formą antykoncepcji, pod jednym warunkiem – trzeba je regularnie zażywać. Na rynku dostępne są tabletki jedno i dwuskładnikowe. Te pierwsze zawierają tylko jeden hormon – progesteron, a tym samym są bezpieczniejsze dla zdrowia. Progesteron zagęszcza śluz z pochwy, co zmniejsza ryzyko zapłodnienia, zmienia nabłonek w jamie macicy i wygląda on tak, jakby zatrzymał się w fazie pomiesiączkowej. Tabletki jednoskładnikowe mogą przyjmować zarówno kobiety z nadwagą, cukrzycą czy te palące papierosy. Są też dobrze tolerowane i bezpieczne dla kobiet karmiących. Pigułki dwuskładnikowe, które obok progesteronu zawierają estrogen, dodatkowo hamują owulację i wywołują zmiany w błonie śluzowej macicy. Brak owulacji, to brak możliwości pojawienia się komórki jajowej. Jajniki nieznacznie się zmniejszają, co udowodniono, zmniejsza ryzyko
pojawienia się torbieli jajników. Jest to też często sposób na regulację cyklu.

Tabletki antykoncepcyjne mogą być bezpiecznie stosowane przez kobiety z „dojrzałymi”, unormowanymi cyklami. Jeśli zaczną przyjmować je zbyt młode dziewczyny, które nie mają jeszcze dojrzałych i regularnych cykli, to mogą zostać zablokowane fizjologiczne zmiany. Gdyby taka sytuacja potrwała kilka lat, to po odstawieniu mogą pojawić się problemy z zajściem w ciążę. Dlatego przed rozpoczęciem stosowania antykoncepcji warto upewnić się, że cykle są „płodne”, w czym pomogą badania hormonalne i USG. Kobiety często obawiają się, że przyjmując tabletki antykoncepcyjne zaczną przybierać na wadze. Ile w tym prawdy?

Oczywiście, antykoncepcja hormonalna może – ale nie musi – nieść za sobą skutki uboczne w postaci dodatkowych kilogramów czy zbierania się wody w organizmie. Często przyczyną dodatkowych kilogramów jest zmiana nawyków żywieniowych lub siedzący tryb życia, a nie hormony. Zwykle dziewczyny, które nie przyjmują antykoncepcji potrafią przybierać na wadze w kolejnych latach. Warto jednak tak dobierać antykoncepcję, aby uzyskiwać
pozytywne efekty metaboliczne – poprawę cery, zmniejszoną bolesność piersi, delikatniejsze krwawienia czy utratę dodatkowych kilogramów.

Plastry antykoncepcyjne

O ile kiedyś cieszyły się popularnością to obecnie kobiety niechętnie je stosują. Plastry nie dość, że zabrudzone wyglądają nieestetycznie, to podczas kąpieli, czy stosowani kremów zaczynają się odklejać. Jakie jest ich działanie? Hormony z plastrów przenikają do krwi i działają tak jak tabletki antykoncepcyjne. Hamują dojrzewanie komórek jajowych i nie ma owulacji.

Krążki dopochwowe

To elastyczny, silikonowy pierścień o średnicy około 4 cm. Umieszczony w pochwie na trzy tygodnie, uwalnia ten sam hormon, który znajdziemy w składzie tabletek czy plastrów. W przeciwieństwie do tabletek, nie musimy pamiętać o nim codziennie, a jego aplikacja jest niezwykle prosta – kobieta może założyć go samodzielnie. Stosując krążki antykoncepcyjne omijamy przewód pokarmowy, a tym samym eliminujemy ogólnoustrojowe skutki uboczne
antykoncepcji hormonalnej. Przeprowadzone badania dowodzą, że aż 80 proc. kobiet, które zaczęły stosować krążki, nie chce z nich zrezygnować. Jest to forma wygodna i „niewidoczna”, a niektóre pacjentki zgłaszają poprawę jakości współżycia.

Spirala antykoncepcyjna

Spirala antykoncepcyjna często nazywana wkładką domaciczną, to nowoczesna metoda, która stanowi dużą konkurencję dla tabletek czy prezerwatyw. Na rynku dostępne są trzy rodzaje spirali – obojętne, miedziane/srebrne/złote i hormonalne. Stosowanie spirali (wkładek) miedzianych może skutkować zwiększonymi miesiączkami, dlatego ich zakładanie nie jest zalecane u kobiet, które mają obfite krwawienia.

Największą popularnością cieszą się wkładki domaciczne hormonalne, które zmniejszają rozrost nabłonka w jamie macicy, który w konsekwencji wygląda tak, jak u kobiet jeszcze niemiesiączkujących lub po menopauzie. Nabłonek nie rośnie, krwawienia menstruacyjne są skąpe i trwają zwykle 1-2 dni, a u 60 proc. kobiet nie pojawiają się wcale. Komórka nie ma się do czego przyczepić, a tym samym nie ma ryzyka zajścia w ciążę. Spirala to dobra alternatywa dla kobiet, które nie chcą lub nie mogą przyjmować tabletek antykoncepcyjnych, dla mam karmiących piersią, a także kobiet, które nie planują zajścia w ciążę przez kilka lat. Zakłada się ją bowiem raz na trzy, pięć, lub sześć lat w zależności od wybranego modelu. Co ważne, spirala nie zmniejsza płodności, a po jej wyjęciu możliwe jest zajście w ciążę.

Stosowanie spirali hormonalnej nieznacznie hamuje rozrost mięśniaków macicy i ogranicza ryzyko pojawienia się polipów nabłonka jamy macicy. Jedynym utrudnieniem jest fakt, że musi być założona i wyjęta przez lekarza. Nie jest to zabieg szczególnie przyjemny, ale też nie jest bolesny. Ot, coś tak jak zakładanie kolczyka.

Implanty antykoncepcyjne

Skutecznością i wygodą kuszą implanty antykoncepcyjne. To niewielki pręcik, o długości około 4 cm i średnicy 2 mm (wyglądem przypominający zapałkę), który wszczepia się pod skórę w górnej części ramienia. Zakładanie w znieczuleniu miejscowym wygląda jak zastrzyk podskórny w wewnętrzną część ramienia. Implant przez trzy lata stale uwalnia niewielkie ilości progestagenu, czyli syntetycznego hormonu płciowego, będącego odpowiednikiem
progesteronu. Uwalniany hormon wstrzymuje owulację i hamuje cykliczne dojrzewanie błony śluzowej endometrium. Zakładane i wyjmowane są przez ginekologa. Przeciwskazaniem do wszczepienia implantu jest choroba zakrzepowo-żylna, żółtaczka czy choroby wątroby.  Każdy rodzaj antykoncepcji należy dobrać indywidualnie.

Zastrzyk antykoncepcyjny

Zawiera progestagen – hormon hamujący wzrost nabłonka jamy macicy oraz owulację i zagęszczający śluz w szyjce macicy. Ponadto zmniejsza dolegliwości związane z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Zastrzyk, który podawany jest raz na dwanaście tygodni, nie jest zalecany kobietom zmagającym się z chorobami układu krążenia, tendencjami do zakrzepów lub nadciśnieniem tętniczym. Jest to forma wygodna, ale trzeba co trzy miesiące pamiętać o recepcie i wykonać iniekcje domięśniową.

Tekst powstał we współpracy z doktorem nauk medycznych i specjalistą ginekologiem – położnikiem Tadeuszem Oleszczukiem.


Lifestyle

Olej z pestek dyni na pasożyty i nie tylko. Dlaczego jeszcze warto włączyć olej dyniowy do diety?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
2 czerwca 2021
Olej z pestek dyni - na pasożyty, dla zdrowia i urody
Fot. iStock

Olej z pestek dyni określa się często mianem „zielonego złota”, przez wzgląd na jego liczne właściwości. W sposób naturalny wspiera zdrowie i urodę, warto więc wprowadzić ten jeszcze niezbyt popularny u nas olej z dyni do kuchni i domowej pielęgnacji skóry oraz włosów. Dlaczego warto po niego sięgać i jak przechowywać ten produkt?

Dynia jest rośliną jednoroczną, która cieszy się ogromną popularnością. W naturze dziko rosła w Ameryce, ale jej uprawy pojawiły się praktycznie w każdym zakątku świata. Dynię docenia się za smak i wpływ na zdrowie, nie dziwi więc, że olej tłoczony z dyni zdobywa na całym świecie coraz większą popularność. Olej z pestek dyni chwalony jest za szereg właściwości zdrowotnych oraz dla urody. Stosowany jest w kosmetyce, m.in. ze względu na silne właściwości nawilżające skórę i włosy.

W kuchni sprawdza się jako dodatek na zimno do chleba, past kanapkowych, sałatek, baza zimnych sosów, a także ze względu na jego smak, do słodkich deserów. Można go również spożywać bezpośrednio z łyżeczki. Należy pamiętać, że oleju z pestek dyni tłoczonego na zimno nie należy smażyć, ponieważ wysoka temperatura niszczy zdrowe substancje w nim obecne i przekształca zdrowe tłuszcze w szkodliwe tłuszcze trans.

Fot. iStock

Olej z pestek dyni — wartość odżywcza, witaminy

Olej z pestek dyni składa się z tłuszczów —18,8% stanowią nasycone kwasy tłuszczowe, resztę to nienasycone kwasy tłuszczowe, (kwasy jednonienasycone — 33,4%, a kwasy wielonienasycone — 47,8%). Najważniejszym nienasyconym kwasem tłuszczowym w oleju z dyni jest kwas omega-6, bez którego organizm nie jest w stanie poprawnie funkcjonować. W jego składzie znajdziemy także ważną dla zdrowia witaminy A, D, E, witaminę H (biotyna), witaminy z grupy B. Nie brakuje również składników mineralnych takich jak: cynk, selen, wapń, magnez, sód, fosfor, fluor oraz potas. Ważną rolę odgrywają w nim także fitosterole oraz skwalen. Fitosterole znane są ze swych właściwości przeciwzapalnych, antybakteryjnych, czy antyoksydacyjnych. Z kolei skwalen jest bardzo silnym antyoksydantem, który wpływa nie tylko na funkcjonowanie układu odpornościowego, ale i na zdrowie skóry.

Kwasy tłuszczowe w oleju z pestek dyni

Jeśli chodzi o kwasy tłuszczowe w oleju z pestek dyni, ich ilość nie jest tak dobra, jak w innych olejach. Przewaga kwasów omega-6 w stosunku do śladowych ilości kwasów omega-3 (około 0,5-1%) sprawia, że jest to proporcja bardzo niekorzystna dla zdrowia. Udowodniono, że nadmiar kwasów omega-6 w diecie, przy jednoczesnym niedoborze omega-3, może zwiększać ryzyko rozwoju nowotworów, np. raka piersi. Dlatego olej z pestek dyni należy spożywać sposób umiarkowany, np. dodając do sałatek niewielką ilość. Jeśli spożycie oleju ma być większe (np. w kuracji zdrowotnej) należy uzupełniać niedobory kwasu linolenowego (omega-3), by olej nie szkodził.

Olej z pestek dyni - na pasożyty, dla zdrowia i urody

Fot. iStock

Olej z pestek dyni — właściwości dla zdrowia

Olej z pestek dyni wykazuje kilka istotnych właściwości dla zdrowia. Jego włączenie do diety zaleca się panom w ramach profilaktyki przerostu prostaty. Do innych niewątpliwych zalet oleju należy doliczyć wpływ na obniżenie poziomu „złego” cholesterolu (LDL), za co odpowiadają fitosterole. Podawanie oleju dyniowego wpływa także na obniżenia ciśnienie krwi, przez co zmniejsza ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego. Dzięki dużej ilości antyoksydantów może ograniczać ryzyko tworzenia się stanów zapalnych w organizmie i rozwoju choroby nowotworowej. Ważną rolę pełni tu skwalen, który podnosi odporność organizmu poprzez stymulację limfocytów i makrofagów. Olej z pestek dyni obniża ryzyko zachorowania na cukrzycę, działa również żółciopędne i przeciwbakteryjne.

Olej z pestek dyni na pasożyty

Fitoterapia poleca olej z pestek dyni jako naturalny i skuteczny sposób na pasożyty układu pokarmowego, takie jak owsiki, glisty czy tasiemce. Zawiera on kukurbitacynę (alkaloid), który uszkadza układ nerwowy pasożytów i umożliwia ich usuwanie z jelit. Przy okazji wpływają na oczyszczenie organizmu z toksyn wytwarzanych przez pasożyty. Istotne jest przy tym, aby jednocześnie wprowadzić odpowiednią ilość błonnika do diety, co poprawi prace jelit i przyspieszy wydalanie pasożytów z organizmu.

Jak dawkować olej dyniowy?

Olej z pestek dyni jest łagodny dla błony śluzowej żołądka i jelit, i może być wprowadzony także do diety dzieci. Jeśli ma być stosowany w ramach kuracji zdrowotnej, osoby dorosłe mogą spożywać 1 łyżeczkę oleju 3 razy dziennie. Dzieciom powyżej pierwszego roku życia 1 łyżeczkę oleju można podać raz na dobę, co najpierw warto skonsultować z pediatrą.

Rozsądek w zastosowaniu oleju z nasion dyni w diecie dzieci, jak i dorosłych, zaleca się ze względu na omówiony powyżej niekorzystny stosunek kwasu omega-6 do kwasu omega-3.

Olej z pestek dyni - na pasożyty, dla zdrowia i urody

Fot. iStock

Olej z pestek dyni — na włosy i skórę 

Olej z pestek dyni poprawia stan skóry suchej, łuszczącej się i pękającej. Nawilża on skórę, poprawia jej napięcie, łagodzi podrażnienia i wspomaga procesy regeneracyjne. Można po niego sięgać także przy problemach z trądzikiem oraz skórze dojrzałej, ze zmarszczkami. Olej  sprawdzi się jako naturalny element kuracji antycellulitowej, do walki z bliznami i rozstępami.

Olej dyniowy można wsmarować bezpośrednio w skórę lub dodać niewielką ilość do porcji kremu czy balsamu do ciała. Stosując olej wprost na skórę warto pamiętać, że może barwić skórę ze względu na jego ciemną barwę, więc przed użyciem można go rozcieńczyć niewielką ilością wody lub jaśniejszego, niebarwiącego oleju. Z kolei wymieszany z solą morską lub cukrem będzie pełnił funkcję domowego peelingu.

Olej z pestek dyni poprawia również kondycję włosów, sprawia, że są błyszczące i odżywione. Można przy użyciu oleju z pestek dyni przeprowadzić olejowanie, niewielką ilość wsmarować z przesuszone końcówki, lub też dodać do szamponu czy maski.

Olej z pestek dyni — cena i przechowywanie produktu

Aby w pełni wykorzystać właściwości oleju z dyni, warto kupić produkt naturalny, tłoczony na zimno (nierafinowany). Cena za olej z pestek dyni zależy od producenta oraz jakości produktu. Zazwyczaj cena za 250 ml oscyluje w granicach 25 zł, a cena za 500 ml wynosi około 50 zł. Produkt zakupiony w ciemnej butelce należy przechowywać w ciemnym i suchym miejscu, w temperaturze niższej niż 20 stopni Celsjusza. W takich warunkach olej dyniowy można przechowywać do 3 miesięcy od dnia otwarcia.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl, primazdrowie.pl

 


Zobacz także

Słabo ściskasz dłoń na powitanie? Uważaj, to może być objaw groźnej choroby

15 rzeczy, które uważni robią inaczej. Pewne rzeczy w życiu są jak ludzie: przychodzą i odchodzą

Piękna, zadbana, elegancka odzież bez wychodzenia z domu!