Lifestyle

To się (nie) musi udać. Związek z pracoholikiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
4 października 2016
Fot, iStock/svetikd
 

Małżeństwa, w których jedno  partnerów przejawia cechy pracoholika, dwukrotnie częściej kończą się rozwodem niż małżeństwa, gdzie ten problem nie istnieje – alarmują naukowcy. Dla par, które mimo wszystko decydują się zostać ze sobą, liczba kosztów emocjonalnych i psychicznych może być katastrofalna. Jeśli więc kochasz i chcesz zostać, chroń przede wszystkim siebie, a potem myśl o ratowaniu tego związku. Oto 10 sposobów, aby przetrwać u boku partnera – pracoholika.

1. Przestań „pomagać”

Możesz przesuwać w nieskończoność godzinę wspólnego obiadu, albo pozwalać mu coraz później odbierać dzieci z przedszkola. Można zmieniać w ostatniej chwili rodzinne plany, dopięte na ostatni guzik dużo wcześniej, byle tylko „wyrwać dla siebie” kilka minut więcej w jego towarzystwie. Ale to jedynie zachęca go do trwania w tym uzależnieniu. Przerwać cykl może jedynie trzymanie się zwykłego, normalnego, domowego harmonogramu: nie czekać i nie ułatwiać. Robić wszystko tak jak zwykle, aby nagminnie spóźniający się do domu pracoholik mógł zastanowić się nad tym, co traci: czas z tobą, z dziećmi, chwilę odpoczynku, coś, co nie wróci.

2. Znajdź dla was wspólne hobby

Pracoholicy często traktują je jak jeszcze jeden zawodowy obowiązek: śmiertelnie poważnie. Jest więc spora szansa, że poświęci się wspólnemu zajęciu równie mocno, co obowiązkom w pracy. Wybierz to, co lubisz.

3. Nie zrzędź

Oskarżycielski ton, foch i wiecznie rozczarowana mina szkodzą przede wszystkim tobie – on ma to w nosie, co najwyżej go drażnisz. Zamiast  robić uwagi, żądaj czasu i uwagi w sposób pozytywny – sugerują psycholodzy.  Mów: „czuję się samotna” lub „To rani moje uczucia, kiedy mówisz, że wrócisz wcześniej, a zjawiasz się spóźniony o trzy godziny, nie wspominając o tym spóźnieniu słowem”. Unikaj wypowiedzi typu: „Nie dbasz o swoich najbliższych”, „Jesteś samolubny”.

4.Poznaj jego obowiązki

To pomaga zrozumieć, dlaczego ta praca daje mu tyle satysfakcji. Im więcej wiesz, tym mniej będziesz ci przykro. Pracoholik musi zrozumieć również twoje radości i emocje, poznać lepiej twoje zainteresowania.

5. Poznaj jego współpracowników

Trudno odczuwać empatię dla partnera-pracoholika, nie wiedząc z kim przebywa dzień w dzień, w pracy, żyjąc jedynie domysłami co do środowiska, w którym pracuje, będąc stale od tego tematu odsuwanym.

6. Sporządź plan obowiązków domowych

Parom zagrożonym pracoholizmem jednego z partnerów, psycholodzy doradzają ustalenie kilku twardych i niezmiennych zasad dotyczących domowych obowiązków. Co to daje? Obniża poczucie frustracji i osamotnienia u partnerki pracoholika. Daje punkt wyjściowy do dalszych działań.

7. Nie unikaj towarzyskich spotkań

Nie szkodzi, że on nie znajdzie czasu na większość z nich. Ty nie powinnaś rezygnować. Może zadecydować, które z nich są naprawdę najważniejsze i zaproponować by tylko w nich brał udział razem z tobą.

8. Ustal zasady dotyczące korzystania z urządzeń elektronicznych podczas spędzanego wspólnie czasu

Telefony komórkowe i notebooki szybko doprowadziły większość partnerów pracoholików do emocjonalnej krawędzi. Wprowadź zasady porządkujące kwestie używania tych urządzeń,  na przykład: wchodząc do sypialni odkładacie telefony do szuflady.

9. Skup się na sobie

Nieważne jak mocno z TYM walczysz, zmienianie JEJ czy JEGO tak naprawdę nie jest rozwiązaniem, a kosztuje cię mnóstwo energii i emocji. Zadaj sobie pytanie: „Co mogę zrobić dla siebie, jeśli jego/jej przy mnie nie ma?”. Bardzo pomaga rozwijanie swoich umiejętności, praca nad rozwojem osobistym. To nie jest egoizm, to konieczność.

10. Zaproponuj terapię

Jeśli żadna z tych strategii nie pomoże przełamać cyklu uzależnienia współmałżonka, oznacza to, że sprawy zaszły zbyt daleko i należy szukać profesjonalnej pomocy. Jak w przypadku każdego uzależnienia, najważniejsze jest teraz dotarcie do źródła problemu.


Lifestyle

Przepowiedziałam tragedię własnej rodzinie… Jedyne, o czym marzę to, żeby ją przytulić, przytulić moją zaginioną córkę

Anika Zadylak
Anika Zadylak
4 października 2016
Fot. iStock/Tharakorn
 

– To już 5 lat ponad, od kiedy dom stoi pusty. Pusty, bo ja tu jestem tylko snującym się cieniem. Mąż odszedł trzy lata po zaginięciu Agusi, naszej córki. Miała 13 lat. To był taki zwykły poranek. I właśnie to mnie zabija, że było jak zawsze. Pośpiech, poranna nerwówka, poganianie. Nie przytuliłam jej nawet, nie powiedziałam, jak bardzo kocham. Za to zdążyłyśmy się pokłócić, bo bałam się, że spóźni się na autobus do szkoły. Jakby to było najważniejsze w życiu, szkoła, kanapki, buty na zmianę. A teraz wchodzę do jej pokoju tylko nocą, żeby nikt nie zauważył. Siedzę tam, wdycham z ubrań resztki jej zapachu i wciskam twarz w poduszkę, żeby krzyczeć. Wykrzyczeć swój ból i tęsknotę. I cały czas wierzę, że otworzą się drzwi, ona zabierze mi tę poduszkę i powie: – Nie płacz mamusiu, już wróciłam.

Liczby statystyk są przerażające. W Polsce, każdego roku ginie bez wieści prawie 300 dzieci do lat 7, i prawie dwa tysiące w wieku do lat 14. Większość z tych zaginięć kończy się szczęśliwie powrotem. Zazwyczaj są to ucieczki z domów spowodowane problemami w szkole lub kłótnią z koleżankami. Zdarzają się bezmyślne wyjazdy na koncert, czy znajomego mieszkającego w odległym mieście. Niestety, są też  historie bez happy endu. Właściwie, bez żadnego zakończenia, bo który rodzic nie wierzyłby do końca?

– Ty wiesz, że mi się zdarzało o Agnieszce, źle myśleć? Bo pyskata była, nie uczyła się szczególnie dobrze. Zdarzało jej się, burczeć bez powodu i drzwiami trzaskać. Co ja mówię, ona  nie była tylko jest!  Na pewno gdzieś tam jest, prawda? Pani Ewa, mama zaginionej dziewczynki, wygina palce, nerwowo poprawia włosy i patrzy na zdjęcie, stojące na szafce. – To moja córka, miesiąc przed tym, jak zaginęła. Teraz pewnie ma już dłuższe włosy, pewnie się już maluje, na studia się wybiera. Co ja bredzę, przecież ona od nas nie uciekła, tylko ktoś ją zabrał. Myślisz, że ją krzywdzi?  A może dobrze trafiła, może to tylko chora kobieta, która sama nie może mieć dzieci, zabrała naszą córkę.  Mąż chyba dlatego odszedł, nie mógł znieść tych moich spekulacji, głośnych rozmyślań i wiary. Wykrzyczał mi kiedyś, żebym przestała karmić się mrzonkami i wbiła sobie do głowy, że nasza Aga nie żyje, że już nigdy jej nie przytulę. Kazałam mu się wynosić. Nie wzięliśmy rozwodu, wiem, że jest gdzieś za granicą, że pracuje. I cierpi, tak jak ja.

To się wszystko tak szybko potoczyło, po śniadaniu wybiegła z domu. Do autobusu jest kawałek, przez taki stary park, potem jeszcze koło budynku, w którym kiedyś był szpital. Nie pozwalaliśmy jej tamtędy chodzić, ale nie słuchała, „bo to krócej” mówiła. Kiedyś jej powiedziałam w złości, że kto drogę skraca, ten do domu nie wraca. Boże, przepowiedziałam tragedię własnej rodzinie. Zorientowałam się po 15-tej, że coś jest nie tak, bo jeszcze jej nie ma. Komórka miała sygnał, ale nie odbierała. Pojechaliśmy jej szukać oboje z mężem, koło 18-tej. Już gdy wyszłam z domu do auta i znalazłam jej telefon koło garażu – zamarłam. Nie zauważyła, że  go zgubiła?  Zostawiła go tam specjalnie? Od razu biegiem wróciłam do jej pokoju. W szafie nie brakowało większej ilości ubrań, z domu nie zginęły żadne pieniądze, nie mogła więc uciec. Jeździliśmy po mieście, po dzielnicach, w których mogła być, po kinach i knajpkach, gdzie przesiaduje młodzież.

Od koleżanek dowiedziałam się, że w ogóle nie dotarła do szkoły. Pojechaliśmy na policję, zaczęły się nerwowe telefony po szpitalach, bo może wypadek, może nie wiedzą kim jest, nie mała przy sobie legitymacji. Oni szukali radiowozami, ja z mężem i przyjaciółmi rozwieszaliśmy plakaty, chodziliśmy od domu do domu. Minęły dwa dni, kiedy przyjechał policjant i poprosił nas o spokój i o to, żebyśmy pojechali z nim. W radiowozie usłyszeliśmy, że znaleźli zwłoki dziewczynki, opis pasował, nawet ubrania się zgadzały. Milczałam, mąż płakał. Do kostnicy weszłam sama. Sama też rozsunęłam zamek, w czarnym worku. Pamiętam tylko, że wyszłam stamtąd, mąż mnie szarpał i krzyczał: – Ewa! Powiedz, że to nie ona! Słyszysz, powiedz, że to nie ona! A ja myślałam tylko o tej drugiej. O matce dziewczynki, której zwłoki przed chwilą widziałam.

Mijały tygodnie i miesiące. Tysiące poszlak i wątków. Akcja ogólnopolska w prasie i telewizji, świadkowie, którzy ostatecznie nic nie wnosili do sprawy. Wizyty u jasnowidzów, gdzie każdy wskazywał inne miejsce i mówił co innego. Żadna z tych wersji się nie potwierdziła, śledztwo stanęło w martwym punkcie. W biały dzień ginie człowiek, nikt nic nie widział, nie słyszał, kamery z monitoringów nic nie nagrały. Wpisano Agnieszkę na listę osób zaginionych, zostaliśmy z tym sami. O czasu do czasu, ktoś zadzwonił, że ją widział, że wie, gdzie jest. Wiesz, takie głupie żarty. Podnosiłam słuchawkę, a tam ktoś udawał jej głos. Kogoś to śmieszyło, ja cierpiałam.

Dni jeszcze jakoś płyną, pracuję, staram się jak najwięcej robić, żeby nie myśleć, nie oszaleć.  Ale noce są straszne. Usiłuję zamknąć oczy i nie mogę, bo przychodzą obrazy. Widzę jej zmasakrowane ciało leżące na dnie jakiegoś dołu. Chodzą po niej ludzie nie zdając sobie z tego sprawy. Może ja też po niej depczę? Gdy uda się na chwilę złapać sen, budzę się z krzykiem. Widzę jak ją biją, gwałcą, sprzedają do kolejnego burdelu. Widzę ją skuloną, w ciemnej piwnicy, czuję, jak bardzo się boi.

Napisz proszę, żeby rodzice tacy jak ja nie przestawali wierzyć i szukać. Bo ja nadal wierzę, że te drzwi się otworzą, a  ona w nich stanie. Będzie miała tę sama twarz, te same oczy, ten sam głos.  Zrobię jej herbaty i upiekę ulubione ciasto. I nieważne będzie gdzie była, tylko to, że znowu jest. Nadrobimy te wszystkie lata, dam jej te wszystkie prezenty urodzinowe i te na gwiazdkę, które kupowałam i chowałam do szafy. Nigdy już się nie pokłócimy, będziemy więcej przytulać. Mój Boże, czy ty wiesz, jak bardzo chciałabym znowu, choć na chwilę, chociaż jeszcze ten jeden raz poczuć jej zapach i usłyszeć, jak mówi: „Kocham cię, mamo”.

A jeśli to już niemożliwe, bo serce mojego dziecka już dawno przestało bić, niech ktoś wskaże miejsce, gdzie jest. Żebym mogła ją pochować na cmentarzu i w sobie. Zapalić znicz i przeprosić. Przeprosić ją za to, że nie zdołałam jej ochronić.


Lifestyle

Akcja: sportowa motywacja

Redakcja
Redakcja
4 października 2016
sportowa motywacja
Fot. Materiały prasowe

Zdarza się to niemal każdemu. Są takie dni, kiedy za nic w świecie nie chce nam się iść na trening –  rezygnujemy z jednego, potem kolejnego. A w sporcie liczy się motywacja. Razem z siecią sklepów sportowych Decathlon mamy na nią sposób!

Szukaj

Znajdź aktywność fizyczną, którą naprawdę lubisz. Taką, która sprawia, że po treningu tryskasz energią i nie możesz przestać się uśmiechać. Jeżeli nie czujesz się dobrze na siłowni, a zajęcia fitness to dla Ciebie nuda, szukaj innej aktywności. Być może miejski basen będzie idealną alternatywą. Jeżeli znajdziesz swój sport, o wyjściu na trening pomyślisz chcę, zamiast muszę.

Nie dyskutuj

Wystarczy ułamek sekundy i myśl, że nie chcesz iść na trening, a z pewnością znajdziesz przynajmniej 100 solidnych argumentów, żeby zostać w domu. Z drugiej jednak strony zależy Ci na ładnej figurze, więc zaczynasz się usprawiedliwiać i obiecywać sobie, że pójdziesz jutro. I to jest błąd. Nie dyskutuj ze sobą, bo w końcu sama się przekonasz, że niepójście na trening jest dobrym pomysłem. Nie jest.

Rób na złość

Ale nie innym, tylko sobie. A dokładniej swojej słabej motywacji. Z jakiej racji ma ona decydować za Ciebie, czy pójdziesz, czy zrezygnujesz dziś z treningu? Momenty, gdy się nie chce, zwykle naprawdę są krótkimi chwilami i szybko mijają, kiedy podejmujesz zdecydowanie działanie. Im częściej będziesz je pokonywać, tym rzadziej będą się pojawiały w przyszłości.

Dawaj prezenty

Od czasu do czasu zrób sobie prezent. Najlepiej taki, który będzie Cię motywował do dalszych ćwiczeń. Jeżeli biegasz, zainwestuj w zegarek z GSPem lub nową kurtkę, która będzie przydatna szczególnie w czasie jesiennej niepogody. Dla fanów pływania idealne będą okularki lub nowa torba, która zawsze będzie gotowa do wyjścia na basen. U bywalców siłowni i zajęć fitness świetnie sprawdzi się shaker, jak również rękawice treningowe. Wszystkie produkty znajdziesz w sklepach Decathlon oraz na www.decathlon.pl

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Zobacz także

Dlaczego trzeba zawsze wyprać nowe ubrania. Wiedzieliście, że to konieczne?

Jak unikać negatywnej energii? Zrób to w 9 krokach

Blogerka nie goliła ciała przez rok. W ten sposób chce promować naturalne piękno