Lifestyle

Tata pisze poruszający post o swojej żonie, która urodzi śmiertelnie chorą córkę, by dać szansę żyć innym dzieciom

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 lutego 2017
Fot. Screen z Facebook'a Royce Young
 

17 lutego, Royce Young umieścił na Facebooku zdjęcie swojej ciężarnej żony. „Nic nadzwyczajnego” – pomyślicie. Wielu kochających mężów, umieszcza na Facebooku zdjęcia swoich ukochanych w ciąży. Ale ta historia nie jest cukierkowa i prosta, jest ogromnie trudna i piękna. Fotografia przedstawia Keri, w siódmym miesiącu ciąży z drugim dzieckiem. Ale to nie będzie szczęśliwy poród. Rodzice dowiedzieli się podczas badania ultrasonograficznego, że ich córeczka nie ma mózgu.

Royce postanowił swoim wpisem na Facebooku złożyć hołd swojej żonie, która, tuż po tragicznej diagnozie, zapytała lekarza: „Mogę donosić tę ciążę, tak byśmy mogli oddać innym dzieciom organy?…”.

„To był dosłownie najgorszy moment w jej życiu – napisał Royce – dowiedziała się, że nasze dziecko umrze, ale nie zajęlo jej więcej niż minutę, by pomyśleć o kimś, komu jej brak egoizmu mógłby pomóc. To jedna z najbardziej potężnych rzeczy, których doświadczyłem. W ciągu ośmiu lat naszego małżeństwa (i 15 razem), miałem wiele momentów, w których myślałem sobie, że jestem szczęściarzem, mogąc być jej mężem. Ale tym razem było inaczej. Uderzyło mnie to, że ożeniłem się nie tylko z najlepszą przyjaciółką, ale także wyjątkową, niezwykłą osobą”.

Keri, w każdej sekundzie swojego życia pamięta o tym, że mała Eva (takie imię rodzice nadali dziewczynce) umrze.

Royce wyznał, że chce również uświadomić innym, że „wybór” może oznaczać także decyzję o urodzeniu dziecka, decyzję o dostrzeżeniu w tych tragicznych okolicznościach jakiejś szansy na dokonanie czegoś dobrego i pięknego, a nie tylko tę, o usunięciu ciąży.

Napisał także, że pociesza go myśl, że narodziny jego córki mogą być “cudem” dla innej rodziny, między innymi dla  rodziców małego Jarriusa, który czeka  przeszczep wątroby.

„Patrzę w tym momencie na Keri i nie muszę o nic pytać. Jest twarda. Jest odważna. Jest niesamowita. Jest wyjątkowa. (…) Kocham ją, a podziwianie jej odwagi i siły jest dla mnie inspirujące.”

Keri i Royce mają jeszcze dwuletniego synka, Harrisona.

Co myślicie o postawie Royce’a? Czy nie powinien mysleć przede wszystkim o zdrowiu swojej żony?


Na podstawie: huffingtonpost.com

 


Lifestyle

Kto nigdy nikogo nie pożegnał „naprawdę”, ten nie żył. Pozwolić odejść temu, kto cię nie potrzebuje, znaczy dojrzeć

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lutego 2017
Fot. iStock/fcscafeine
 

Pewnie wiele razy w swoim życiu musieliście kogoś pożegnać. To mogło być rozstanie, decyzja o zakończeniu przyjaźni, śmierć bliskiej osoby. Pożegnania i powitania w pewnym sensie wyznaczają nasz życiowy rytm, bo większość tych najgłębszych, najpiękniejszych i najtrudniejszych emocji, które odczuwamy, dotyczy innych ludzi – ich obecności bądź ich braku w naszym życiu. 

Rozpacz, żal, smutek – te uczucia najczęściej towarzyszą nam, kiedy ktoś, kto był dla nas ważny, odchodzi, nawet jeśli relacja, która nas wiązała, przynosiła nam cierpienie i emocjonalny ból. Tak bardzo przywiązujemy się do ludzi, że zatracamy i gubimy w tym przywiązaniu samych siebie.

Tymczasem pożegnać kogoś, kto już nas nie potrzebuje, to znaczy dorosnąć, dojrzeć. Nawet śmierć bliskiej osoby może pozwolić nam wzrosnąć „duchowo”, rozwinąć się emocjonalnie. W jaki sposób? Bo zaczynamy sobie zadawać pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Bo zdajemy sobie sprawę z tego, że jednak potrafimy żyć „sami”, że właściwie w ogóle, tak naprawdę, jesteśmy sami i że ta relacja z sobą samym, jest najbardziej podstawową, „bazową”.

Pożegnać kogoś, kto nas nie potrzebuje, może pozwolić nam odkryć siebie na nowo

Jeśli żegnasz ukochanego, dla którego przestałaś być priorytetem, żegnasz też poczucie, że miłość musi boleć.  Jeśli godzisz się ze śmiercią przyjaciela, uznajesz, że twoje życie będzie teraz inne, ale nie musi być gorsze. Mimowolnie zaczynasz szukać głęboko w sobie odpowiedzi na pytania, kwestionować, analizować.

Warto uświadomić sobie, że to, co naprawdę nas boli, kiedy rozstajemy się z innymi, to nie samo pożegnanie, ale pragnienie, by ta osoba do nas wróciła. To ono nas wewnętrznie osłabia i blokuje, produkując w naszej głowie myśli, wyobrażenia i nadzieje, które nigdy się nie spełnią. To ono trzyma nas w jednym i tym samym miejscu.  To ono sprawia, że dajemy się ranić, że oddajemy klucz do naszego osobistego szczęścia drugiej osobie, nawet jeśli jej już nie ma. Bo to ty jesteś jedyną osobą, która powinna mieć kontrolę nad twoim życiem. W tym sensie pożegnania są aktem miłości własnej i odwagi.

Dlaczego odwagi? Zerwanie więzi z ludźmi, którzy nas już nie potrzebują, emocjonalne rozstanie z tymi, którzy odeszli, to przełamanie wielu lęków, w tym, lęku przed samotnością, przed tym, że sami sobie „nie poradzimy”. Jeśli jednak byłaś w związku, w którym druga osoba stale dawała ci jedynie swoją nieobecność, uwolnienie się z tej relacji uświadomi ci w końcu, że ty umiesz już być sama. A życie w pojedynkę samemu, jest o wiele łatwiejsze niż życie w samotności w związku.

Jeśli pożegnałaś przyjaciela, na którego opinii polegałaś w każdej trudnej sytuacji, stajesz przed koniecznością decydowania w pełni sama za siebie. Nie ma nic bardziej rozwijającego.

Jeśli rozluźniasz więzi ze swoim dorastającym dzieckiem, powoli zdejmujesz z siebie odpowiedzialność za jego decyzje, za drogę, którą podąży w dorosłym życiu. Boisz się, bo kochasz, ale odzyskujesz siebie.

Pożegnanie to również zapominanie o urazach i ranach na duszy, jeśli takie w sobie nosisz. Jak bardzo chciałabys się od nich uwolnić?

Żeby naprawdę kogo pożegnać, musisz zaakceptować akt pożegnania, puszczania kogoś „wolno”. Oznacza to, że musisz przejść przez proces niepewności i bólu. A to wymaga zrozumienia tego, co się właściwie stało.

 Aby móc się rozwijać, trzeba zrozumieć:

– że druga osoba już nas nie kocha (to kluczowe, by zakończyć związek, który generuje więcej cierpienia niż szczęścia),

– że śmierć jest częścią życia (a po bliskiej osobie zostają wszytskie przeżyte wspólnie chwile: dobre i złe)

– że ludzie się zmieniają, a to również powoduje zmiany w relacjach między nami (i nie należy ich podtrzymywać na siłę)

– że dzieci dorastają i odchodzą, gdy nadejdzie odpowiedni czas.

Akceptacja przychodzi powoli, ale przynosi ze sobą coś, na co warto czekać. Uwalniasz się od negatywnych emocji, od różnych innych obciążeń związanych z tamtą relacją. Stajesz się bardziej dojrzałym człowiekiem. I wreszcie, dajesz sobie szansę na „nowe”.


Na podstawie: exploringyourmind.com 

 

 


Lifestyle

Ciągle siebie nie doceniasz? Gratulacje, po prostu jesteś „za dobra”! Efekt Krugera-Dunninga

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 lutego 2017
Fot. iStock

Ile razy wydawało ci się, że to nie ty zdobędziesz puchar: awans w pracy, dobrą posadę, a nawet miłość? Dlaczego mieliby wybrać właśnie mnie? X.,M. i B. są milion razy bardziej ode mnie kompetentne, inteligentne, po prostu lepsze… Często odnosimy wrażenie, że w rywalizacji z innymi – nasze szanse są zawsze znikome… Brzmi znajomo?

A ile razy słuchając radio czy oglądając TV zastanawiałeś się: „czy ten koleś urwał się z choinki? Pan ekspert od wszystkiego…, no tam go jeszcze nie było!”.

Według Charlesa Darwina „ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie, niż wiedza”, czyli…

Im więcej wiesz, tym rzadziej się chwalisz

A wynika to zwyczajnie z faktu, że im większe kompetencje w jakiejś dziedzinie posiadasz, tym mniejszym ignorantem jesteś. Większa wiedza, to również większa świadomość, że na pewno nie pozjadałeś jeszcze wszystkich rozumów ;). To nie żadne czary mary, zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Cornella.

A panowie za swoje odkrycie zostali uhonorowani nagrodą Nobla w dziedzinie psychologii.

Jak to działa?

Osoby niekompetentne:

nie dostrzegają swojego niskiego poziomu zdolności,

nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u siebie,

nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u innych,

rozpoznają i uznają swój niski poziom zdolności dopiero po odpowiednim treningu danej umiejętności*

Mechanizm przeceniania (lub podważania) własnych kompetencji niesie wiele dobrego i złego – i jest bardzo, bardzo ludzki.

Całość opiera się na bardzo prostym i logicznym założeniu.

Im więcej wiemy w danej dziedzinie, tym bardziej jesteśmy świadomi swojej niewiedzy. Im mniej wiemy, tym mniej zdajemy sobie sprawę z tego, czego możemy jeszcze nie wiedzieć ;).

Kilka najciekawszych obserwacji:

  1.  Osoba uzdolniona w jakiejś dziedzinie skłonna jest umniejszyć swojej wiedzy przez empatię (podczas przeprowadzonych eksperymentów osoby o wyższych kompetencjach, aby dopasować się do mniej zdolnego współpracownika zaniżają swoją samoocenę);
  2. Osoba o bardzo niskich kompetencjach, zdaje się dostrzegać swojego braku kompetencji, ma wysoką, niezachwianą pewność siebie – jako mechanizm obronny.
  3. Wnioski z przeprowadzonych badań pokazują, że największą przeszkodą w powiększeniu swoich kompetencji, jest właśnie „arogancja”- czyli brak umiejętności przyznania się do błędu i skorzystania z cudzej wiedzy.

Następnym razem, kiedy pomyślisz, że jesteś z czymś beznadziejna i że każdy może wiedzieć więcej od ciebie – uśmiechnij się pod nosem i nie rezygnuj, bo to dobry znak, że jednak znasz się rzeczy.

 


Źródła: badanianet.pl, nauklove.pl, charaktery, *wikipedia

 


Zobacz także

„Rodzice dzieci urodzonych w terminie płaczą ze szczęścia, rodzice wcześniaków ze strachu. To nas różni”

30 sposobów, by zrzucić zbędne kilogramy po 30-tce

To takie miejsce, które każdy powinien poznać i doświadczyć niesamowitych emocji z nim związanych. O czym mowa?