Lifestyle

Strach, gniew, chęć zemsty… 22 minuty o spotkaniu gwałciciela

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 września 2016
o spotkaniu gwałciciela
Screen YouTube BuzzFeed
 

Co czuje ofiara gwałtu, gdy ponownie spotyka swojego oprawcę? Żal, strach, gniew? A może chęć zemsty? Przestępstwa na tle seksualnym wciąż nie są wystarczająco karane, a przy okazji zbyt mało omawiane w mediach. Łatwiej przecież opowiadać o najlepszym seksie w życiu niż o tragedii, od której nie ma odwrotu. Na szczęście coraz częściej pojawiają się produkcje takie jak „When I saw him again”.

Buzzfeed kojarzy nam się przede wszystkim z czysto rozrywkowymi filmami. Od czasu do czasu portal stawia jednak na edukacyjne formaty, które mają poruszać bardzo istotne, ignorowane przez społeczeństwo problemy. Tak było właśnie tym razem. „When I saw him again” to dwudziestodwuminutowy film opowiadający o momencie, w którym dziewczyna spotyka po latach swojego gwałciciela. Może się wydawać, że to dość prosta historia. Jednak liczy się w niej każda scena.

Główna bohaterka wpada na oprawcę w kawiarni. Potem śledzi go w drodze do pracy, a następnie do restauracji, w której spotyka się ze swoją dziewczyną. Kiedy oboje wychodzą z restauracji, główna bohaterka postanawia wykrzyczeć w twarz gwałciciela wszystkie swoje uczucia, cały żal i ból. Ważną sceną jest ta, w której dzień później rozmawiają w kawiarni. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy z tego, że „nie” oznaczało brak zgody na seks. A skoro się spotykali, to nie mogło być mowy o gwałcie! To właśnie zwrócenie uwagi na najczęstszy błąd w postrzeganiu przemocy seksualnej. Nie zawsze oznacza brak zgody, a seks bez zgody jest gwałtem.

Choć to bardzo trudny temat, miejmy nadzieję, że coraz więcej mediów będzie zwracało na niego uwagę. Film stworzony przez Buzzfeed to genialny głos w dyskusji o braku wsparcia dla ofiar i zbyt niskiej karalności oprawców.


Lifestyle

Seks tylko dla przyjemności? Wcale nie. 9 powodów, by uprawiać go jeszcze częściej!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 września 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz
 

Jeśli jesteś w obozie zwolenników teorii, że seks nie służy do niczego więcej niż prokreacji, sprawiania przyjemności i budowania więzi między partnerami, zainteresują cię pewne fakty. Badacze biorą pod lupę różne rzeczy, tym razem zajęli się zależnościami seksu i stanu zdrowia osób czynnie go uprawiających. Wnioski są bardzo ciekawe, ponieważ seks wpływa nie tylko na zdrowie fizyczne, ale i psychiczne.

Seks jest najlepszym lekarstwem na wiele problemów

Aktywność seksualna wspiera układ immunologiczny

Badania wskazują, że regularne współżycie doskonale wspiera układ odpornościowy. Różnicę na plus czyni już seks dwa razy w tygodniu. Nawet wtedy poziom immunoglobuliny typu IgA we krwi wzrasta o 30%. Lekarka Yvonne K. Fulbright, ekspert zdrowia seksualnego doszła do wniosków, że ludzie aktywni seksualnie rzadziej korzystają ze zwolnień z powodu choroby. Badacze problemu wykonali doświadczenia polegające na eksponowaniu osób aktywnych i nieaktywnych seksualnie na wirusy często występujących chorób przenoszonych drogą kropelkową. Jednak seks to zdrowie, więc zamiast preparatów wzmacniających odporność, pora zawczasu wskoczyć z partnerem do łóżka ;).

Seks wzmacnia serce

Nie tylko w sferze uczuciowej. Ma on niebagatelne znaczenie w przypadku osób narażonych na przejście zawału serca. Systematyczność współżycia wpływa na obniżenie ciśnienia krwi. Tym samym przekłada się nie tylko na profilaktykę nadciśnienia, ale i zawału, także przez regulację poziomu estrogenu i testosteronu. Badania opublikowane w American Journal of Cardiology świadczą o tym, że mężczyźni kochający się ze swymi partnerkami minimum dwa razy w tygodniu są o 50 procent mniej narażeni na poważne choroby układu krążenia.

Niweluje stres

Seks genialnie rozładowuje napięcie. Oddanie się instynktownym zachowaniom, pozwala skutecznie wyłączyć przesilony mózg i oddalić się od sytuacji stresowej. Ale nie koniecznie najlepszy jest tu szybki numerek w pracowniczej toalecie, ale sekst z osobą, którą kochacie, czujecie bliskość i oddanie. Udany seks wyzwala duże dawki endorfin, czyli hormonu szczęścia, który z marszu poprawia nasze samopoczucie i regeneruje nadszarpnięte nerwy.

Wzmacnia mięśnie i kości

Intensywny i co ważniejsze regularny seks porównywany jest do porządnego treningu cardio. Spala kalorie, przyspiesza tętno, dotlenia organizm. Ruch ciała, a zwłaszcza orgazm wyjątkowo wzmacnia mięśnie dna miednicy. Dla tej części ciała to znakomite ćwiczenie, ale seks ma także pozytywny wpływ na profilaktykę osteoporozy u kobiet.

Działa przeciwbólowo

Niestety, w tym przypadku standardowa wymówka „nie dziś kochanie, boli mnie głowa” traci zupełnie na znaczeniu. Seks i orgazm, dzięki uwalnianiu endorfin, ściąga naszą uwagę daleko od problemów z bolącą nogą czy zębem. Dzięki tej czynności mózg przestaje na moment koncentrować się na sygnałach alarmowych wysyłanych z miejsca bólu, tłumiąc przykre dolegliwości. Przynajmniej tymczasowo.

Działa lepiej niż tabletka na bezsenność

I znów przewija się ten sam schemat seks, orgazm, czyli pozytywne zmęczenie i endorfiny sprawiają, że po wysiłku następuje upragnione rozluźnienie i relaks. Bez skupiania się na przykrych czy stresujących wydarzeniach, łatwiej jest zapaść nam w upragniony sen. Dotleniony organizm lepiej poradzi sobie z tym zadaniem niż w przypadku napięcia i stałego rozmyślania o dręczących problemach.

Seks odmładza

To bardzo dobra wiadomość. Aktywność seksualna i wysiłek z nią związany wpływa doskonale na dotlenienie i kondycję organizmu. Dzięki temu poprawia się stan skóry poprzez lepsze krążenie krwi, a dzięki lepszemu snu lepiej się regenerujemy i jesteśmy mniej zestresowani, co pozytywni wpływa na samopoczucie i wygląd.

Działa antynowotworowo

Niestety, w tym przypadku równouprawnienia nie ma. W tym temacie, na czynnym uprawianiu seksu zyskują głównie mężczyźni, którzy narażeni są na wystąpienie nowotworu prostaty. Według badań ci, którzy uprawiają seks zakończony orgazmem co najmniej 21 razy w ciągu miesiąca rzadko zapadają na nowotwór prostaty. Warto się zastanowić, czy w trosce o dobro swojego mężczyzny, nie uprawiać z nim seksu jeszcze częściej.

Leczy czkawkę

Może czkawka bywa chwilowa i mało uciążliwa, ale nikt specjalnie za nią nie przepada. Gdy nie skutkują metody typu wstrzymywanie oddechu czy jedzenie cukru, warto spróbować seksu. Pomysł ten wyszedł od przypadku pewnego mężczyzny, który cierpiał na długotrwałą czkawkę. Po kilku dniach ów człowiek zaprosił do łóżka żonę. W efekcie, czkawka się skończyła, a tym przypadkiem zainteresowała się medycyna.

W jakikolwiek sposób zechcecie wykorzystać seks do pozbycia się swoich dolegliwości, pamiętajcie, by był on dla obojga partnerów przyjemny i bezpieczny. Marna zamiana, gdy przychodzi zamienić czkawkę na chorobę weneryczną.


źródło: www.msn.com

 


Lifestyle

I kto tu rządzi? Czyli o przejmowaniu władzy w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 września 2016
I kto tu rządzi? Czyli o przejmowaniu władzy w związku
Fot. iStock/nimis69

Kiedyś o relacji, w której to kobieta zdecydowanie przejmuje inicjatywę i kontrolę, mówiło się: „W tym związku to ona nosi spodnie”. Spodnie urosły do rangi symbolu męskości, siły i władzy. Dziś również zdarza się, że kobiety pewne siebie i swojej wartości, świadome tego, czego w życiu pragną, uznaje się za „męskie”, przypisując ich zachowanie nie cechom jednostkowym, ale jakiemuś „wynaturzeniu”. Stereotyp związku jako dość nierównego układu sił między „szarą myszką” i wszechwiedzącym samcem alfa jeszcze nie zaniknął. 

Zdaje się, że zbyt błaho podchodzimy do sytuacji, w której jedna osoba zdecydowanie przewodzi lub w pełni kontroluje najważniejsze kwestie w związku. Tymczasem to właśnie partnerstwo jest jednym z najważniejszych elementów udanej relacji.

A wszystko przez mamę i tatę…

Wybór ról, w które wchodzimy w związku z drugą osobą jest zwykle nieświadomy, a jego początków można szukać już we wczesnym dzieciństwie lub wcześniej młodości. Na przykład, jeśli od zawsze czuliśmy, że w domu rodzinnym nie mamy nic do powiedzenia, istnieje duża szansa na to, że wybierzemy sobie partnera, który będzie się wypowiadał za nas, mówił w naszym imieniu.

Jeśli dorastaliśmy w środowisku, które stale zarzucało nam brak kompetencji, wiedzy, talentu, możemy mieć tendencję do zakochiwania się w mężczyznach, którzy będą traktowali nas z wyższością lub pogardą. Ale może być też tak, że wychowując się w poczuciu odrzucenia przez najbliższych, w dorosłej relacji próbujemy odnaleźć się poprzez przejęcie całkowitej kontroli nad partnerem. To daje nam poczucie większej swobody i pewności siebie.

Każda z tych sytuacji może prowadzić do takiego schematu zachowań w związku, w którym jedno z nas staje się rodzicem, drugie – dzieckiem. Nawet nie zdając sobie z tego sprawy wchodzimy w rolę, prowokując naszego partnera do odegrania swojej części tego przedstawienia. I może nie jest to do końca przyjemne, ale przynajmniej znajome. A dodatkowo sprawia, że kontrolując kogoś, albo będąc pod czyjąś kontrolą czujemy się bezpiecznie i stabilnie.

Z czasem jednak uczucie komfortu i bezpieczeństwa zanika, a nasza sytuacja generuje coraz więcej napięć i konfliktów. Mogą one prowadzić do kłótni, pogardy i nienawiści, lub systematycznie, powoli osłabiać nasze uczucie miłości i przywiązania. Jeśli przestaniemy szanować swoje granice (a związku każdy z partnerów takie powinien postawić) i widzieć siebie jako dwie niezależne osoby o różnych, niezależnych potrzebach i osądach, oddziałujemy destrukcyjnie na własne uczucia w stosunku do partnera. Zamiast akceptować i szanować różnice, stawiamy oczekiwania, ograniczenia, nakazy i zakazy. Z kolei osoba znajdująca się „pod kontrolą” czuje olbrzymią, narastającą presję, czuję się ofiarą tej relacji.

Badania wykazały, że w związku, w którym ktoś ma nad nami władzę, bardzo szybko rodzi się w nas gniew i żalu (także do siebie samych). Kiedy natomiast to nasz partner jest uległy, czujemy się nieustannie winni.

Teoria równości między partnerami w związku przewiduje, że relacja, w której jedno z nas jest samozwańczym, nieznoszącym sprzeciwu kierownikiem, a drugie jedynie poddaje się jego woli, nigdy nie będzie szczęśliwa. Dzieje się tak dlatego, że brak równowagi psychicznej generuje stres, gniew i dyskomfort, które powodują rozpad związku.

Ponieważ brak równości w związku jest szalenie destrukcyjny również dla nas osobiście, dla naszego poczucia wartości i miłości własnej, naprawdę warto zastanowić się nad strukturą władzy w naszym związku. Bywa, że to ona jest zródłem konfliktów.

13 sygnałów, że twój partner dąży do przejęcia kontroli/władzy nad związkiem:

1. Izoluje cię od rodziny i przyjaciół.

2. Stale krytykuje, nawet jeśli chodzi o drobnostki.

3. Lekceważy twoją opinię, uważa, że „zna cię lepiej” i wybierze dla ciebie lepiej.

4. Jego akceptacja, czułość, opiekuńczość są warunkowe: musisz na nie zasłużyć.

5. Korzysta z poczucia winy jako narzędzia.

6. Sprawia, że ciągle czujesz się do czegoś zobowiązana.

7. Szpieguje cię lub wymaga sprawozdań („Gdzie, z kim byłaś, co robiłaś, ile wydałaś?”).

8. Przejawia nieuzasadnioną zazdrość.

9. Dosłownie „wykańcza cię” kłótniami, aż ustąpisz.

10. Podkopuje twoją wiarę we własne możliwości.

11. Stale wypowiada się w twoim imieniu.

12. Zdarza mu się cię ośmieszać („to tylko taki żart”).

13. Do twoich planów zawodowych, edukacyjnych, rozwojowych podchodzi z powątpiewaniem.

Nie powinniśmy nigdy szefować w naszych związkach, nawet jeśli wydaje nam się, że w ten sposób pomagamy drugiej osobie. Starajmy się być zespołem, wspierając się nawzajem w słabszych momentach i szczerze rozmawiając o naszych niedociągnięciach. W ten sposób tworzymy sobie wzajemnie nowe możliwości, a nie ograniczamy siebie w naszym rozwoju i nabywaniu doświadczenia. Utrzymując równość w związku, możemy stworzyć długotrwałą, szczęśliwą relację, w której obie osoby czują się spełnione.


Zobacz także

Po raz trzeci celebrowaliśmy kobiecą siłę. III Koktajl Kobiet Sukcesu już za nami!

10 filmów, których główni bohaterzy naprawdę się w sobie zakochali

5 powodów, przez które tracisz pewność siebie