Lifestyle

Rozwiązanie akcji „Bądź aktywna jesienią”

Redakcja
Redakcja
16 listopada 2016
Fot. iStock/StudioThreeDots
 

Chciałyśmy wam bardzo podziękować za udział w akcji „Bądź aktywna jesienią”. Mamy nadzieję, że włączając się w nasze wyzwanie odmieniłyście tegoroczną jesień, która tym razem nie była szaro-bura, tylko wykorzystana w przyjemny dla was sposób. A jeśli mowa o przyjemnościach – rozdajemy nagrody za wasze komentarze, za kreatywność, za pomysłowość i chęć wprowadzenia choć odrobiny zmian w codzienność.

Serdecznie gratulujemy!!!

Laureatami akcji: „Bądź aktywna jesienią” zostają:

DF MEDICA 1 x badanie IGenesis (wartość 3500 zł)

Sylwia Zawiślak

 1 x zaproszenie do MERCURE MRĄGOWO RESORT & SPA

Jadwiga Dudek

byINSOMNIA – 3 x bluzka  Foxy long w wybranym kolorze

Aleksandra Filipowska

Katarzyna Toczona

Iza Steffens

EVELINE COSMETICS – 5 x zestaw kosmetyków

Agnieszka Górecka

Ania Ostrowska

Anna Ha-wicz

Bogumiła Pawelczyk ·

Ewelina Janczak

GAIA 2 x body do wyboru ze strony sklepu do wartości 80 zł

Aga Nata Mi

Alicja Biernat

8 x zestaw kosmetyków V.LABORATORIES (wartość zestawu 250 zł)

AgniEszka Burek

Alicja Misiak

Aneta Cichocka

Ania Stawowa

Beata Korpecka Gardoń

Beata Maćkowiak

Dominika Hudzik

Dorota Jarosinska

INDIGO 8 x zestaw o wartości 135 zł

Paulina Hausmann

Małgorzata Zielaskiewicz

Marietta Szulimowska

Henryka Bieranowska

Martyna Tyśka Tomczyk

Monika Bugajska

Justyna Trela

Patrycja Tomaszewska

IOSSI, 10 x zestaw kosmetyków 258zł

Małgorzata Strzelecka

Patrycja Gabryel

Honorata Makaś-Gąsior

Magdalena Wielińska

Kamila Kliszczyńska-Teleon

Karolina Kaczyńska-Piwko

Kasia Borkowska

Małgorzata Kaliszewska

Kasia Marzantowicz

Małgorzata Kowalczyk

8 x zestaw kosmetyków roślinnych TOŁPA® green (wartość 150 zł)

Anna Strój

Bogda Stankiewicz

Bogusia Tatar

Bożena Osowiecka

Joanna Wlas

Halina Tomczyk

Monika Wypiorczyk ·

Justyna Jackowska

PURITE 5 x zestaw kosmetyków naturalnych

Iwona Wróblewska

Joanna Kłosińska

Kinga Czerwińska

Magdalena Rogalska

Magdalena Żuk

JANPOL  3 X PODUSZKA SMART LATEX (wartość 184 zł)

Marlena Hanelik

Joanna Pliszka

Kasia Cieśluk

NUTRO PHARMA, 3 x kuracja VITAPIL

Ania Niechajewicz

Beata Glińska ·

Dorota Kurtycz

4F – 15 x t-shirt damski o kroju regularnym,

Magdalena Lena

Monika Baj

Dorota Wójtowicz

Ewa Osieleniec

Izabela Przeździecka

Joanna Olszewska

Joanna TD

Justyna Bzdak

Iz Oli

Kasia Kaczor

Kasia Kolodziej

Marta Śliga

Katarzyna Różycka

Maa Hanna Hanna

Magda aOczkowska-Janas

GENTLE DAY 15 x Zestaw ekologicznych podpasek 

Aga Wu

Agnieszka Kolasińska

Agnieszka Myalska

Aniela Muszalska

Anna Gałaszewska

Anna Jastrzebska

Anna Śniosek

Beata Lipińska

Bogna PS

Dorota S-ka

Ewelina Kalinka

Sylwia Błaszczak

Ewelina Rękawek

Justyna Jarzębowska

Monika Waśkiewicz

Laureatów prosimy o przesłanie danych kontaktowych na adres: [email protected] w ciągu 14 dni od daty ogłoszenia wyników.

 


Lifestyle

Pójdę z tobą na kompromis, ale się nie poświęcę. Dobry związek nie wymaga rezygnowania z siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 listopada 2016
Fot. iStock/gradyreese
 

Znacie ten żart: „Ona chciała iść do kina, ja na kręgle. Zdecydowaliśmy się na kompromis, więc oglądamy film.”? Zabawne, dopóki nie uświadomimy sobie, że humor tu polega na założeniu, że jedna ze stron tego związku jest apodyktyczna i zawsze znajdzie sposób, by doprowadzić do realizacji celów, które to właśnie jej odpowiadają najbardziej… A to przecież coś, co w normalnej relacji doprowadziłoby do katastrofy. Kiedy jedna osoba działa egoistycznie, druga osoba zawsze na tym traci. Kompromis nie polega na ciągłym stawianiu się w roli ofiary!

Zbyt często zdarza się, że jedna strona relacji znosi wszelkie poświęcenia rezygnując z siebie, wierząc, że tak właśnie trzeba, jeśli się kocha.

Tymczasem kompromisem jest zasypiać trzymając się za ręce, gdy jeden z partnerów chce się przytulać, a drugi woli po prostu spać. Poświęcaniem się jest zasypianie „oddzielnie w tym samym łóżku”. Jeden z partnerów będzie czuł się samotny i niespokojny, podczas gdy drugi zaśnie w spokoju.

Kompromisem będzie pójście na obiad do małej knajpki, wtedy kiedy ty masz ochotę na wystawną kolację w restauracji, a on wolałby ugotować coś w domu. Czy ten, który się poświęci, będzie w stanie docenić smak wykwintnych dań, uroczystą atmosferę miejsca, czy raczej skupi się na wysokim rachunku?

Kompromisem jest pójście na uniwersalny kurs tańca kiedy jeden z partnerów nie potrafi tańczyć wcale i ledwo „słyszy muzykę”, a drugi ma ochotę na salsę dla zaawansowanych. Poświęceniem się jest pójście na kurs salsy, i uczucie upokorzenia, gdy twój partner bezbłędnie wiruje w tańcu z instruktorką, a ty się potykasz i co chwila gubisz rytm :D.

„Niezdrowy” kompromis to ciągłe odejmowanie sobie przez jedną stronę. Czy jesteś jedyną osobą, która z czegoś rezygnuje „dla dobra związku”? Czy coraz mniej, lub niewiele dostajesz w zamian? Jeśli taka jednostronna relacja trwa już długo, w związku brak równowagi, a zamiast tego przeważa w nim skrywane niezadowolenie i złość.

Zdrowe kompromisy przynoszą korzyści i poczucie spełnienia obu stronom, wzmacniając autentyczność związku, sprawiając, że czujemy większą bliskość.  W zdrowym, „zbilansowanym”  związku to kim jesteś naprawdę widać lepiej, wyraźniej.

Zdrowe kompromisy prowadzą do dobrych zmian, oto kilka przykładów:

1. Gdy jeden z partnerów proponuje, abyście oboje nadal komunikowali się ze sobą w czasie kryzysów, kłótni, trudnych momentów. Próbujecie, chociaż jest to duże wyzwanie, trudno wam się „otworzyć” i być do końca szczerym.

2. Jeśli jedna ze stron zachęca drugą, by bardziej troszczyła się o swoje zdrowie, sugerując wprowadzenie ćwiczeń i zdrowszego odżywiania, przeprowadzenie okresowych badań.

3. Gdy prosisz swojego partnera, żeby wziął udział w bardzo ważnym wydarzeniu rodzinnym, mimo, że będzie tam osoba, z którą on nie potrafi znaleźć porozumienia.

Jeśli nie wiesz, czy kompromisy zawierane w twoim związku są „zdrowe”, spróbuj zadać sobie następujące pytania:

Czy ten kompromis sprawia, że czujesz się mniej „sobą”?

Czy ten kompromis przynosi twojemu partnerowi korzyść w postaci większej władzy w związku?

5 zasad dobrych kompromisów:

1. Angażują obie strony, partnerzy wspólnie z czegoś rezygnują

2. Wnoszą do związku jakąś pozytywną wartość

3. Nie są zawierane w złości, dla „świętego spokoju”

4. Zbliżają obie strony do ustalenia wspólnych priorytetów

5. Zawierają element akceptacji

Jeśli czujesz się zmęczona ignorowaniem twoich potrzeb, przestań się poświęcać i zacznij wymagać kompromisów. Możesz stawiać kogoś na pierwszym miejscu tak długo, jak długo oczekujesz od niego tego samego. Nie spodziewaj się jednak, że druga strona będzie się dla ciebie poświęcać każdego dnia i nie pozwól również sobie samej na takie codzienne poświęcenia. Zdrowe relacje istnieją i są osiągalne. Związek to porozumienie dwóch, różnych osób, które będąc razem nawzajem pomagają sobie stać się lepszą wersją siebie.


Lifestyle

Zawsze puszcza wodę, żeby zagłuszyć odgłos wymiotów, choć uczy się robić to bezgłośnie. Cztery ściany, w których nie musi być idealna

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 listopada 2016
Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

Uwielbia gotować, zapraszać gości. Nic nie sprawia jej tyle radości, ile karmienie innych. Tylko ona, gdy wszyscy zachwalają jej sałatki, mięso z nowego przepisu, znika w łazience. Zamyka się w czterech ścianach, by zwymiotować swój perfekcjonizm – każdą drobno pokrojoną marchewkę, każdy dobrze przyprawiony kawałek cielęciny, każdy dobrze chrupiący bochenek chleba, który wyciągnęła jeszcze ciepły z piekarnika.

Kiedy była mała, jej mama zawsze mówiła: „Stać cię na więcej”. Żyły we dwie, ojciec odszedł, nie pamiętała go w ogóle. Mama chciała, by jej córka była najlepsza, by nigdy nie skończyła jak ona – sama z dzieckiem pracując w sklepie. Chciała, by była kimś. Dlatego zawsze wysoko stawiała jej poprzeczkę. A ona rzadko słyszała, że jest z niej zadowolona.

Mogła się buntować, stawać na rzęsach, nic to by nie dało. Była więc córką, która nie stwarzała problemów, świetnie się uczyła, a nawet gdy coś ją przerastało – nie skarżyła się, wiedziała, że musi liczyć tylko na siebie, że o pomoc nie może się zwrócić do matki.

Ktoś puka do łazienki. „Wszystko dobrze?”. Odpowiada, że tak, że za chwilę dołączy do towarzystwa. Zawsze puszcza wodę, żeby zagłuszyć odgłos wymiotów, choć uczy się robić to bezgłośnie.

Szkołę skończyła z wyróżnieniem. Na studia dostała się bez problemu. Jakże by inaczej – medycyna. To wtedy miała problem z jedzenie. Chudła w zastraszającym tempie. Z uśmiechniętej i pełnej energii dziewczyny stała się własnym cieniem. Jadąc do domu zakładała większe ubrania, żeby nie było widać wystających kości. Było jej cały czas zimno. Zaniepokoiła się przyjaciółka, poleciła terapeutę, a ten grupę wsparcia dla anorektyczek. Matka nigdy nie pytała, czy coś się stało, czy ma jakiś problem. Zresztą ona o problemach nie lubiła mówić. Musiała być silna, nie mogła zawieźć. Nie chciała anoreksji dać szans, choć okaleczanie własnego ciała niejedzeniem przynosiło jej ulgę, odwracało uwagę od wysiłku, który wkładała, by zasłużyć na podziw innych. Bo podziw równoważny był z tym, żeby zasłużyć na czyjąś uwagę, sympatię. Innej drogi do budowania relacji z ludźmi nie znała.

Ale zakochała się i paradoksalnie ta miłość jej pomogła. Zagłuszyła w niej jakieś nienazwane lęki, w końcu poczuła się bezpieczna. Odzyskała, a może pierwszy raz, poczuła prawdziwy spokój.

Opłukuje twarz, poprawia włosy. Patrzy w lustro z obrzydzeniem. Ma dosyć, jest zmęczona tą walką z samą sobą, ze wszystkimi wokół. Czuje ulgę, gdy wymiotuje, ale za chwilę jest jeszcze gorzej. Wie, że to w żaden sposób nie rozwiązuje jej kłopotów. Nie sprawi, że wymiotując stanie się innym człowiekiem, zacznie żyć w innym świecie.

Wzięli ślub, urodziła dziecko. Na specjalizację wybrała pediatrię. Wszyscy ją podziwiali – dobra żona, świetna mama i jeszcze nauka, studia, specjalizacja. WOW. Potrafiła zrobić na innych wrażenie, tylko nie na samej sobie. Wiecznie była z czegoś niezadowolona. W ciąży z tego, jak wygląda, po porodzie szybko chciała wrócić do formy. Do zawrotów głowy, omdleń po szybkich spacerach z wózkiem się nie przyznawała. Ważne, że odzyskiwała swoje ciało. Odzyskiwała kontrolę nad własnym życiem. Wszystko musiała mieć zaplanowane. Macierzyński, egzaminy, praca. Drugie dziecko. To ona rezerwowała hotele na wakacje, ustalała, gdzie pojadą na narty, robiła zakupy. Pamiętała zawsze o wszystkim – o urodzinach w rodzinie, o występach dzieci, datach szczepień i wizyt u dentysty. Potrafiła nie spać pół nocy szyjąc strój anioła dla córki. Ale wstawała uśmiechnięta zachwycając się radością swojej córki.

Lubiła, kiedy inni ją pytali: „Jak ty to robisz? Jak to ogarniasz? Ja mam problem z jednym dzieckiem, a ty dwójka, praca, zadbany dom”. Te słowa dawały jej energię, upewniały, że idzie w dobrym kierunku. Tylko mama, kiedy przyjeżdżała, czepiała się plam na szafkach w kuchni i nieumytej miski po jedzeniu dla kota. Zawsze coś znalazła, zawsze miała się do czego przyczepić. Kiedyś nie wytrzymała i wykrzyczała jej w twarz: „Dla ciebie nigdy nie będę idealna!”. Matka spojrzała na nią z pobłażliwością mówiąc: „Za mało od siebie wymagasz”. To ją dobiło. Miała ochotę wszystko wyrzucić z szafy, wyjść, upić się, zrobić to wszystko, na co sobie przez lata nie pozwalała. Czuła, jak coś w niej krzyczy, jak chce się wyrwać na zewnątrz. To wtedy zwymiotowała po raz pierwszy. To wtedy poczuła ulgę. Jakby wszystko to, co złe, zleciało z wodą ze spłuczki. Wstała, wyprostowała się i zrobiła wszystkim kolację nie patrząc swojej matce już nigdy w oczy.

„Czy ty nigdy nie możesz wyluzować?” – spytała znajoma z pracy, bliższa znajoma, z którą spotykały się w weekendy. Miały dzieci w podobnym wieku. „Mam wrażenie, że jesteś cały czas spięta. Może byś pobiegała ze mną, to świetny sposób na rozładowanie stresu” – zaproponowała. I zaczęła biegać, ale sama. Niedługo trwało, kiedy zaczęła kontrolować tempo, ilość przebiegniętych kilometrów. Wiedziała, że znowu to robi, że znowu stawia sobie poprzeczkę coraz wyżej i że za chwilę rozczaruje samą siebie. Bo zawsze rozczarowywała. Kiedy krzyknęła na synka, żeby w końcu poszedł się kąpać. Kiedy w pracy musiała odesłać dziecko na konsultację, bo sama nie była w stanie ustalić diagnozy, a nie chciała zaszkodzić. Kiedy zaplanowana przez nią wycieczka rowerowa nie wypaliła, bo nie zdążyła wrócić wcześniej z pracy. Kiedy kolejne 10 kilometrów przebiegła w czasie poniżej swoich własnych oczekiwań.

Każdą frustrację, każdą porażkę kończyła na podłodze toalety wyrzucając niechęć do siebie, strach, że inni zobaczą, że nie we wszystkim potrafi być perfekcyjna. Wymiotowała i obiecywała sobie, że to już ostatni raz.

Znowu ktoś puka. „Już wychodzę” – rzuca lekko. Patrzy w lustro, przykleja do twarzy uśmiech. Prostuje się. Mówi szeptem: „No, bierz się w garść. Nie ma co się mazać”.

Już nie ma wyrzutów sumienia zamykając się w łazience. Nad wszystkim góruje potrzeba kontroli. Kontroli własnego życia, wszystkich jego obszarów – zaczynając od zwykłej codzienności, kończąc na emocjach. Przecież wiadomo, że ona zawsze da radę. Że się nie skrzywi, nie będzie narzekać. Ona też nie może się złościć. „Nie krzycz, jak ty się zachowujesz?” – mówiła jej matka, a ona nigdy nie dowiedziała się, że złość jest naturalna, że ma do niej prawo i że nie pokazując swojej złości na zewnątrz, największą krzywdę robi sobie samej.

Wraca do stołu. Wzrokiem ogarnia, co kto zjadł, czego brakuje. Proponuje kawę, ciasto, które chłodzi się w lodówce. Jakoś mniej ją cieszą co chwilę rzucane: „Anka, to jest pyszne, dasz przepis?”, „Kochana, jak ty to robisz, że twoje ciasto jest takie pulchne”, „Nigdy mięso nie wychodzi mi takie soczyste jak tobie”. Jest jakby za szybą. Chciałaby wrócić do łazienki. Zamknąć się tam, pozbyć się z siebie napięcia i strachu. Strachu, że inni odkryją, że to poza, że ona udaje, że jest słaba, że potknie się pewnego dnia i co wtedy? Nie może o tym myśleć. Nie teraz. Tu ma kontrolę – cztery kawy, dwie z mlekiem. Herbata. Talerze, ciasto. Przecież jest pięknie, jest idealnie. Później wyrzuci z siebie niepokój. Kiedy nikt nie zauważy.

Na zaburzenia odżywiania nie cierpią tylko nastolatki. Bulimia, kompulsywne objadanie się dopada też dojrzałe kobiety. Pułapka perfekcjonizmu, w którą same siebie wpychamy pochyla niektóre z nas nad toaletą, gdzie pozornie pozbywamy się tego, co w same w sobie oceniamy jako słabość… własne uczucia.


Zobacz także

Robol prawdę Ci powie! Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie

Świat zwariował: jeśli „nie zrobisz oka” nie wyjdziesz z domu

5 sygnałów, które wysyłasz w czasie pierwszej randki

5 sygnałów, które wysyłasz w czasie pierwszej randki