Lifestyle

Jestem samotną mamą i nie szukam faceta. Powiedzieć ci, dlaczego?

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2020
Fot. iStock/AleksandarNakic
Następny

Kiedy mój były mąż stwierdził, że jednak nie jestem miłością jego życia, a wybrankę swojego serca niedawno poznał i chciałby się rozwieść, byłam załamana. Raz, że czułam się oszukana, wykorzystana i zdradzona. A dwa, że byłam przerażona tym, co mnie czeka. Kompletnie nie wyobrażałam sobie życia w pojedynkę, rozpoczynania wszystkiego od nowa i samotnego macierzyństwa. Wydawało mi się, że wszystko mam już poukładane. Nie wiedziałam, jak to będzie, jednego byłam pewna – nie dam rady sama. Muszę kogoś mieć. 

Nie obawiałam się o finanse. Miałam dobrą pracę i nieźle zarabiałam. W dodatku dostałam wysokie alimenty na dziecko. Bardziej przerażała mnie samotność i ta cała logistyka związana z wychowywaniem dziecka i dbaniem o dom. Samej trudno jest wszystko pogodzić. Może zabrzmi to pusto i wyniośle, ale szukałam bardziej pomocy. Oczywiście chciałam się też zakochać, ale nie ma co się oszukiwać – potwornie bałam się kolejnego rozczarowania. Nie chciałam znowu zostać oszukana i skrzywdzona. Pomyślałam sobie, że on musi kochać mnie i zaakceptować mojego syna. Mi wystarczy, jeśli będę go lubić. W teorii brzmi dobrze, prawda?

Przez pierwszy rok (kiedy mąż odszedł, nasz syn miał 4 lata) działałam z automatu. Praca, zakupy, przedszkole, obiad, sprzątanie, usypianie, ogarnianie domu, sen. I tak dzień w dzień. Pobudka o 5:00, do łóżka o 24:00. Wypracowałam sobie całkiem niezły harmonogram, jedynie czasem coś szło nie po mojej myśli, np. gdy coś się w domu zepsuło (kiedyś przez miesiąc robiłam pranie u sąsiadki, bo nie miałam za co kupić nowej pralki) lub dziecko było chore (pracowałam z domu, prosiłam o pomoc koleżanki i moją matkę).

Wtedy poznałam Jarka. Był rozwodnikiem od 10 lat, miał dwoje dzieci, ale wraz z matką mieszkały za granicą i widywał je kilka razy w roku. Jarek miał nawyki starego kawalera. Od rozstania z żoną nie był na poważnie związany z żadną kobietą. Miał swoje mieszkanie, samochód, stałą pracę. Problem z nim był taki, że potwornie się wchrzaniał do wszystkiego. Był ode mnie 12 lat starszy, więc chętnie udzielał mi rad – jak żyć, jak oszczędzać, jak wychowywać dzieci. Chciał ze mną być, ale jednocześnie nie chciał nic zmieniać. Mieliśmy mieszkać oddzielnie i tylko czasem się spotykać. Właściwie w niczym mi nie pomagał, a jedynie dawał poczucie, że „jestem zajęta”. Nie pamiętam kiedy sama zaczęłam go unikać. Przekładałam spotkania, ściemniałam. Generalnie było mi lepiej, gdy go nie było. W końcu wszystko się rozpadło.

Później poznałam Marcina. Był mniej więcej w moim wieku, ale nie miał takiego bagażu doświadczeń. Miał głowę pełną pomysłów i chciał żyć na krawędzi. Imponowały mi jego szalone pomysły, bo już zapomniałam jak to jest włóczyć się po nocy, iść do kina, namiętnie całować się pod blokiem w aucie i uprawiać seks na podłodze w kuchni. Problem z Marcinem był taki, że nie rozumiał, czym jest rodzicielstwo. Było dziecko, ale nie jego, moje. To była moja odpowiedzialność, moje obowiązki. On z przyjemnością wypełniał lukę, gdy miałam wolny czas. Powoli zaczęło mnie wkurzać jego podejście. Sądziłam, że potrzebuje więcej czasu, żeby przekonać się do mojego syna i włączyć się w pewne obowiązki. Widywaliśmy się głównie u mnie (gdy syn już spał), a czasem u niego (weekendy, gdy nie miałam dziecka).

Kiedyś, podczas jednego z takich weekendów, gdy miałam wolne, a on nalegał, byśmy spędzili razem noc, coś do mnie dotarło.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Papryka faszerowana - mięsem mielonym, warzywami, pieczarkami, fetą

Papryka faszerowana – pięć przepisów na sycące i pyszne dania dla wegetarian i mięsożerców

Kosmetyki organiczne

To musisz wiedzieć. Co „siedzi” w organicznych kosmetykach?

Dzień #24. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO