Lifestyle

„Osoby o poglądach lewicowych częściej miewają problemy z zajściem w ciążę”?! Zamknijcie usta Panowie, o ile nie macie nic sensownego do powiedzenia

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
24 października 2016
Fot. iStock / lolloj
 

Profesor Bogdan Chazan znowu wraca na medialna tapetę. Po tym jak dwa lata temu odmówił kobiecie usunięcia dziecka z wodogłowiem, nierozwiniętym mózgiem i brakiem części kości twarzoczaszki, skazując je świadomie na cierpienie, stał się aborcyjnym aniołem stróżem i głosem eksperckim środowisk prawicowych.  Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo ta dosyć kontrowersyjna kwestia pozostanie na tapecie dyskusji prawdopodobnie do końca ludzkich dziejów, a jej złożoność w kwestiach moralnych, prawnych i fizycznych nigdy nie domknie za sobą drzwi do końca, ale osoba profesora nie pozostawia złudzeń, że oto przed narodem stoi człowiek niezrównoważony. O tyle groźniejszy, o ile tytuł naukowy nie daje się tak łatwo podważyć w dyskusji publicznej.

Jak podaje „Głos Wielkopolski” profesor Chazan podczas przemowy na sympozjum „Profilaktyka, rozpoznanie przyczyn i leczenie niepłodności” w Poznaniu stwierdzić miał, że „osoby o poglądach lewicowych częściej miewają problemy z zajściem w ciążę. Przyczyną zaburzeń płodności jest ich przesadna dbałość o szczupłą sylwetkę.” Tu stawiam kropkę, wychodzę przed dom złapać wdech, wypuścić wydech i nie udusić się w rozmiarze absurdu. I jak nie palę chyba sztachnę się siarczyście, bo mam nieodparte wrażenie, że banda świrów w polskiej przestrzeni publicznej wykręca pomału klamki w moich oknach, wygłusza wnętrza i wiąże przaśne supły na plecach w białym kaftanie .

Zaczynając od początku. Tytuł profesora nauk medycznych do czegoś zobowiązuje. Oprócz poprawnego podpisania twarzy w telewizji, kiedy wije się człowiek jak wieszcz w historiach, których się tak niebywale brzydzi, a których niewątpliwie nie raz był świadkiem, to „profesor” w głowach wielu ludzi oznacza nic innego jak „inteligentny”. Inteligentny Bogdan Chazan. Zobowiązuje zatem (jak mniemam oczywiście, bo sama tytuły wspomnianego nie posiadam) do wypowiadania się racjonalnie i rzeczowo oraz do budowania zdań, które ujdą za względnie czyste od obłąkania. Tymczasem staje czlowiek przed społeczeństwem akademickim. Prawi, że skoro popierają czarny marsz i za irracjonalne mają dla przykładu miesięcznice smoleńskie i odmawianie różańca w deszczu, śniegu, tropikalnym słońcu i równikowym gradzie, miesiąc w miesiąc od sześciu lat, to zapewne A: są nad wyraz szczupli i B: będzie im ciężko zajść w ciążę. Przepraszam za tę swobodną interpretację poglądów prawicowych. Starłam się jedynie zgrabnie wczuć w przedstawianą psychozę i dogonić poziom profesorski.

Nonsens stwierdzenia brzmi nie mniej tak, jak gdyby próbowano przekonać naród, że codzienne popijanie oleju rzepakowego przedłuży palec wskazujący o dwa centymetry, a recytowana dwa razy w tygodniu Inwokacja poprawi witalność skóry. Fanatyzm, który bije z podobnych stwierdzeń jest tak silnie odurzający, śmierdzący i drażniący, że bez wahania wynoszę się z tego autobusu i dalej idę pieszo. Dziękuję bardzo, wysiadam. Panie Profesorze, nie miej Pan ludzi za idiotów. Chyba nie docenił Pan przeciwnika.

Prostując absurd, który próbuje się nieść jak prawdy oświecone, daleko mi od prawicy, irytuje lewica, ale na fanatyzm to się powinno ludzi szczepić, bezwzględnie. Jestem, jak mawiają, „ulaną” babą w rozmiarze 42,  rozmiar buta 39. Z płodnością chyba nie najgorzej, skoro po domu podskakują dwa dowody. Córka i syn. Na całe szczęście nie było mi nigdy dane znaleźć się w sytuacji zagrożenia życia i stanąć twarzą twarz ze specjalistą takiego pokroju. Z hipokrytą. Po prostu. Nie wiem, jak powinnam się odnieść do rzeczywistości człowieka nawiedzonego, ale albo jako grubas zobowiązana jestem zmienić front polityczny, albo w imię poglądów wysuszyć się do zera. Przepraszam, czy jest na sali ukryta kamera?

Nawiążcie kółko wzajemnej adoracji z podobnymi siewcami sprawiedliwości, np. z Panem Terlikowskim. Stwórzcie nowoczesne „obiady czwartkowe”, które naśladując osiemnastowieczną tradycję spotkań polskich intelektualistów, dadzą wam zielone światło na podobne demagogie. Na środku pokoju postawcie młyn i nie zapomnijcie lać na niego wodę. Niech się kręci. Niech nie przestaje. Siedźcie sobie, grajcie w karty, palcie cygara, rzucajcie lotkami do zdjęć feministek i twarzy ludzi telewizji, którzy stoją do was w opozycji. Do twarzy zwykłych Polek i Polaków też strzelajcie. Dobrze wam to wychodzi.

Ale zamknijcie usta Panowie, o ile nie macie nic sensownego do powiedzenia.

Tylko tyle i aż tyle.


Lifestyle

Seks? Nie dzisiaj, kochanie. 10 najczęstszych wymówek prosto z sypialni

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
24 października 2016
Fot. iStock / milos-kreckovic
 

Wiele z nas czasem nie ma ochoty na igraszki w sypialni. Nie jesteśmy cyborgami, seks-maszynami, które w ułamku sekundy przestawiają się na tryb gotowości łóżkowej, na skinienie partnera. Nie oszukujemy się, nie zawsze się chce, nie zawsze jest siła na wygibasy. Od seksu byle jakiego, wolimy seks konkretny, niosący faktyczne spełnienie, nie tylko przyjemność jednej ze stron. 

I dobrze, od czasu do czasu wymówka ratująca nas z łóżkowej opresji, jest do zrozumienia. Ale bywa, że wymówki pojawiają się coraz częściej, a życie erotyczne… więdnie.

Co jest najczęstszą przyczyną braku ochoty na seks?

Seks ma wiele plusów. Nie licząc przyjemności i poczucia bliskości, regularna aktywność seksualna wpływa na poprawę odporności, poprawia pamięć, zapobiega osteoporozie, opóźnia starzenie i wprawia kochanków w znakomity humor i stan odprężenia. Można lubić seks, tak jak „koń lubi owies” i cieszyć się jego zaletami, kiedy tylko przyjdzie ochota. Można też szukać wymówek i stosować uniki, które skuteczne gaszą zapał inicjatora zbliżenia. Przyczyny tego mogą być różne — brak pociągu seksualnego partnerem, choroby, przewlekle zmęczenie, brak satysfakcji seksualnej czy też obawa przed niechcianą ciążą. Aby uniknąć zbliżenia, zarówno kobiety, jak i mężczyźni sięgają po prawdziwy arsenał wymówek, którymi wykupują sobie święty spokój, gdy tylko wyczuwają intencje rozochoconego partnera.

10 najczęstszych wymówek od seksu 

1. Paluszek i główka….

Wyjątkowo często pada w alkowie — nie dziś, strasznie boli mnie głowa! I temat umiera, bo żaden szanujący się facet nie będzie prosił o seks, ani tym bardziej, nie zmusi do niego niedysponowanej partnerki. Gorzej, gdy głowa „boli”, ilekroć pada propozycja, a jak ból głowy zaczyna wzbudzać uzasadnione podejrzenie u faceta, wtedy boli ręka, noga, dusza… cokolwiek, co  zniechęci partnera do amorów. Gorzej, jak facet wie, że pęknięty paznokieć nie przeszkadza w miłości, a na ból głowy seks jest jednym z najlepszych lekarstw. Być może kolejnym razem, zechce on uzdrowić seksem koleżankę, która faktycznie ma kłopot z bólem głowy i regularnie wesprze jej łóżkową kurację.

2. Nie, bo nie

Tak zwyczajnie i po prostu. „Nie, bo nie” – ulubiony argument trzyletniego dziecka. Mało prawdopodobne, by wystarczył on partnerowi, więc należy liczyć się z tym, że będzie nadal wiercił dziurę w brzuchu. Albo „tak, bo tak”, poszuka innego ujścia niespełnionych żądzy.

3. Dziś nie, bo mogę zajść w ciążę/ mam okres/ PMS

I tak jak okres jest dość zrozumiałym powodem, by dać sobie na wstrzymanie od współżycia, tak z obawą przed poczęciem i PMS można podyskutować. W dobie skuteczne antykoncepcji, jeśli kobieta czuje się niepewnie podczas dni płodnych, nic nie stoi na przeszkodzie, aby sięgnąć nawet po dwa różne sposoby zabezpieczenia przed niechcianą ciążą. Nie trzeba wciskać się we flanelową pidżamę, sygnalizując — oto dzień płodny, zapomnij o seksie. A podczas PMS, niekiedy może on trwać i ponad tydzień przed okresem, więc jak facet ma pecha, to partnerka ciągiem zasłania się najpierw okresem, następnie obawą zapłodnienia a chwilę później PMS. Seks wg grafika? Nuuuuuda!

4. Zasypiam w locie

Zmęczenie nie zawsze pozwala na dodatkowy wysiłek w łóżku. I ok, nie jesteśmy maratończykami, żeby rozpędzać się na tak długie dystanse, szczególnie jeśli kobieta musi czekać na faceta do późnych godzin nocnych. Ale trzeba przyznać szczerze, że nie każdy dzień wyciska nas jak cytrynę z soku, więc należy dołożyć sobie odpowiednią ilość nowych obowiązków, by tłumaczenie „zasypiam w locie” nadal miało rację bytu.

5. Ciężki dzień, sam(a) rozumiesz

Stres, praca, za dużo kawy, za mało snu. Bałagan w domu, rozwrzeszczane dzieci, wkurzający sąsiedzi i jeszcze ten seks. Ciężki dzień bywa udziałem  każdego, kto podejmuje jakikolwiek wysiłek, ale lepiej potraktować łóżko, jako miłą odskocznię od czasu do czasu, a nie obowiązek zabijający dobry humor.

6. Rano wstaję, muszę się wyspać

Godzina 19.00 a ty już w łóżku? Nic dziwnego, że gdy rozgościsz się w ciepłej pościeli, marzysz, by w niej zastygnąć do rana. Ale chyba nie musisz chodzić spać z kurami? Co innego, gdy wstajesz w środku nocy, ale wtedy może warto pomyśleć, jak przeorganizować dzień, by bez trudu wykrzesać z siebie entuzjazm dla łóżkowych ewolucji. A jeśli wieczór odpada, to może poranne igraszki dobrze was rozbudzą.

7. Oj, wiesz, nie dziś, bo nóg nie ogoliłam

Lubimy imponować mężczyznom. Lubimy być piękne, zadbane, kochane, podziwiane, komplementowane. Gładkie wypachnione i gotowe do akcji. Jednak gdy myśl o delikatnym odroście nie pozwala wskoczyć spontanicznie do łóżka, zrezygnuj z maszynki a idź na wosk, podziała dłużej. A poza tym, facet koncentruje się podczas seksu na czymś innym, niż milimetrowy odrost na nodze.

8. Nie w tym miesiącu, znowu mam infekcję

Infekcja to mało sympatyczna przypadłość i zrozumiały powód do abstynencji seksualnej. Ale gdy ta infekcja niebezpiecznie rozciąga się w czasie, tzn., że albo kobieta nie leczy jej jak powinna, albo zasłania się nią jak tarczą przed seksem. Istnieje ryzyko, że facet albo zaciągnie cię do ginekologa po konkretne leczenie, albo sam dopilnuje leczenia w domu, wykupując pół apteki z kobiecych probiotyków.

9. Muszę wyprasować/zetrzeć kurze/ dokończyć projekt „na wczoraj”

Biada mu, jeśli od wspólnych chwil, ważniejsze są okruchy na blacie czy nieprzesadzone za dnia kwiaty. Tak jak w opcji zawalonego zadania na cito, da ci spokój, bo to siła wyższa, tak przy reszcie prawdopodobnie sam ci pomoże sprzątać. Choć to akurat jest plusem, nie stosuj takiego argumentu do zaktywizowania faceta na co dzień.

10. Bo dziecko się obudzi

Szczególnie mamy są zmęczone po całym dniu spędzonym z dziećmi, co jest zrozumiałe. Ale nie tylko dziecko potrzebuje uwagi kobiety, partner również. Jeśli dziecko śpi niespokojnie lub jeszcze gorzej — śpi z wami, przenieście się do innego pomieszczenia. Nawet „szybki numerek” na pralce w łazience jest lepszy niż zupełna posucha w erotycznej materii. A może sprzedacie pociechę babci/opiekunce i urwiecie się razem od czasu do czasu? Nadal jesteście przede wszystkim kobietą i mężczyzną, partnerami.

Wymówek mamy multum, co kobieta, to inny argument. I tak od czasu do czasu można go wytoczyć w podbramkowej sytuacji, tak przy częstszej niechęci lepiej zagrać w otwarte karty i wspólnie znaleźć rozwiązanie problemu. I pamiętaj, że już miesiąc seksualnej abstynencji, negatywnie wpływa na ludzkie zdrowie, zarówno twoje, jak i partnera.


Lifestyle

Jak to faceci na imprezie prymitywnie wyrwać nas próbują. Że tacy jeszcze istnieją. SZOK

Anika Zadylak
Anika Zadylak
24 października 2016
Jak to faceci na imprezie prymitywnie wyrwać nas próbują. Że tacy jeszcze istnieją. SZOK
Fot. iStock / gilaxia

Usłyszałam ostatnio od kolegi niby żartem, że my kobiety wychodzimy do klubów czy inną dyskotekę, stadami. Że, cytuję: „komicznie” to wygląda, że zawsze jest jakaś przewodniczka grupy, razem po drinki, razem do kibelka. Może i tak bywa, gdy wychodzimy w swoim ulubionym towarzystwie, nie mówię, że nie. Ale czy wy drodzy panowie, zastanowiliście się kiedyś nad tym, że wasz niby indywidualizm niczym się nie różni od naszej stadnej gromady? No, z tym może dość sporym wyjątkiem, że u nas jest, niby komicznie, a u was za to śmiesznie do bólu brzucha i łez. O czym mowa? Panie i Panowie!  Przedstawiam wam listę kilku typów facetów, których możecie spotkać praktycznie w każdy weekend na większej imprezie. Gotowi? No to jedziemy:

1. John Travolta, żywcem z Gorączki Sobotniej Nocy wyjęty

Mój ulubiony typ. Tylko wejdzie, a ja już wiem, że to on. Skąd? Nie sposób go nie zauważyć! On już od progu sunie śmiało w kierunku baru tanecznym krokiem. Tu stuknie mokasynem, tam zakręci bioderkiem wszystko okraszając szerokim, śnieżnobiałym uśmiechem. Są tacy profesjonaliści zaprawieni w boju, co to jeszcze dany szlagier snujący się z głośników podśpiewują. Podpływa taki John, rzuca dwa szybkie hasła do barmanki spowijając ją przy tym kolejnym kocim ruchem, wali szybkie cztery banie i ruszając głową do rytmu niczym gołąb na centralnym szuka obiektu. Po wielkości jego źrenic widać, że znalazł i cel namierzył. Ostatni szybki shocik, dyskretne chuchnięcie w dłoń, żeby sprawdzić co tam się z paszczy ulatnia, zaczesanie dłonią grzywy, ewentualnie dyskretne wklepanie żelu we włosie, napięcie klaty, ściśnięcie pasa w spodniach, żeby figurę podkreślić i atak. Ale chwila! Nie, że od razu rzuca się na ustrzeloną wcześniej bystrym wzrokiem łanie, nic z tych rzeczy. Przecież on jest mistrzem w swoim gatunku, na łatwiznę nie idzie i zareklamować się potrafi. Ruchem posuwistym, podkreślającym napięte pośladki, wnika w tłum na parkiecie. Tu piruecik trzaśnie, tam porwie na chwilę inną dziewoje i zakręci nią tak, że biedaczka nie wie, gdzie wyjście. Chwilę urządza wyższą szkołę jazdy, czyli dwie klubowiczki pod skrzydła zagarnia do dzikiego pląsu. Cały czas jednak sukcesywnie, dźwięk po dźwięku, krok po kroku zbliża się do upatrzonej wcześniej zwierzyny. Wzrok ma pewny, uśmieszek błyszczący w świetle neonów, spodnie z nienagannym kancikiem falują w rytm jego ruchów. Słowem, Maserak może u niego ewentualnie lekcje brać. Podjeżdża w końcu do wybranki po półgodzinnych podchodach, i wysapuje pytanko wyciągając ochoczo ręce, by ją porwać w taneczno – erotyczny szał, czy ona zatańczy. I najczęściej, bo w 80% zaobserwowanych przeze mnie przypadków, słyszy, że owszem, nawet na zewnątrz. Bo odpowiada zazwyczaj facet, tej jakże przez Travoltę źle  namierzonej sarenki. Nie traci jednak fasonu, robi obrót tak zwane trzy czwarte z lekkim podskokiem, i tą sama roztańczoną trasą wraca do bazy. Niczym leśniczy na ambonę.  Wlewa w siebie dwie banieczki, żeby jeszcze bardziej zmiękczyć ruchy i przystępuje do kolejnego starcia. Czasem udaję mu się nawet w końcu coś zdobyć i wtedy zaczyna się parkietowa orgia ciał i zmysłów. Ale o tym może, przy innej okazji.

2. Metoda na  zimnego drania, czyli Leon Zawodowiec

Nienaganny fryz, lepszy perfum, skórzana kurtka (choć w klubie plus 30 czasami od rozgrzanych, gorących ciał), wypastowany but i mina, al’a Rutkowski&spółka. Klata pirata, pachy na odpowiednią odległość od ciała odklejone, bo rąsia sporawa. Lekki, zawadiacki zarost i postawa Ojca Chrzestnego, która mówi: „Ten klub, choć nie jest mój, to i tak jest mój, bo lepszej partii ode mnie w nim nie znajdziesz, maleńka”. Leoś zamawia whisky z lodem, jak na prawdziwego twardziela przystało i uważa skrupulatnie, co by widać nie było, że mu lekko gębę od zbyt mocnego trunku wykrzywia. Jest niczym posąg z gabinetu figur woskowych, żyją w nim i intensywnie pracują tylko oczka. Bo on nie patrzy, a dostrzega, choć głowa ani drgnie. To my jego mamy zauważać moje miłe panie, bo to szycha jest i z byle kim nie tańczy. No właśnie i tu ciut wyjaśnienia, bo tańcem, jeśli już w ogóle któraś z nas na zainteresowanie zasłuży, ciężko to nazwać. Ów osobnik swój czar ma tak ogromny, że mówi niewiele. On po prostu nie słuchając głosu sprzeciwu porywa na parkiet. Niestety, oprócz sprzeciwu, nie słyszy chyba jednak też muzyki patrząc na jego nieskoordynowane ruchy. No, chyba, że ja o czymś nie wiem, i każdy z nich przed wyjściem na wojaże połyka kij od miotły. Cała sztuka taneczna bowiem polega raczej na stąpaniu w jednym miejscu i jednym, góra dwoma ruchami nakręconego robota z bazaru Różyckiego. Czasem od niedoboru magnezu chyba warga mu się lekko uniesie w zarys czegoś, podobnego do uśmiechu, czasem coś nawet przemówi. Choć zazwyczaj jest to tylko jedno za to zasadnicze, jak na zawodowca przystało, pytanko: „u mnie, czy u ciebie”. Potem to już tylko chwila, żeby naprostować skrzywienie twarzy po solidnym policzku od wku*wionej niewiasty, zmiana z Leona na Bonda, czyli zamówienie wstrząśniętej, nie mieszanej i można zacząć od nowa. Wszak do rana daleko. Jeszcze dalej, niż do sukcesu w podrywie.

3. Dobry bajer podstawą udanego polowanka, czyli :  Posiadacze Czarnych Beem’ek, Poszukiwacze, Degustatorzy i inni

To grupa najbardziej mnie jednak zadziwiająca i zawsze przyprawiająca o zawał. Ze śmiechu. Nienawidzę ich z jednego istotnego powodu. Zawsze mam przez nich rozmazany makijaż. Bo jak się nie popłakać, gdy na wejściu zamiast cześć albo chociaż pytania jak mi na imię, słyszę krótko i nad wyraz zwięźle: „Mam BMW”. Ku*wa, ileż mocy w jednym zdaniu drogie panie!  Przecież taka informacja i argument powaliłby nawet najbardziej oporną partię w mieście! Albo Poszukiwacz, który wjeżdża, podjeżdża do wybranki i prosto z mostu romantycznie zasuwa pytankiem w stylu: „Masz może mapę? Bo zgubiłem się w twoich oczach”. No jasne, że mam! Zawsze na dyskotekę zabieram, razem z kompasem, co by w drodze do toalety nie zabłądzić. Kiedyś też, zdarzyło mi się spotkać Degustatora, od którego usłyszałam wiele mi mówiące: „Żułbym twoje usta, bejbe”. To specyficzna grupa facetów, która zamiast na ruchy ciała, czy tajemniczość stawia na siebie. Swoją błyskotliwość, rażący blaskiem wdzięk i pomysł. Bo jakim to geniuszem trzeba być, żeby bez ceregieli na wstępie wypalić do laski: „Wpadłaś mi w oko maleńka. Nie zepsuj więc tego!”. No i ciach, leżysz pod barem, bo sama myśl o tym, że to ciebie właśnie z tłumu wyłowił, może położyć i nie pozwolić długo wstać. I jeszcze to obciążenie, że on taki amant cię chciał,  a ty teraz się głów, jak tego nie spieprzyć? Nie zaprzepaścić tejże ogromnej szansy na to, by przez kolejne góra dwa weekendy być ozdobą jego fury. To strażnicy kwiecistej mowy polskiej, którzy nie boją się słów jako broni używać. Najczęściej strzelają na tyle celnie, że od razu szukasz wyjścia z napisem „ewakuacja” albo tracisz oddech na długą chwilę. Proponuję pierwszą formę rozwiązania, czyli wykończenie takiego delikwenta długotrwałą ucieczką, gdyż niedobór powietrza w mózgu może doprowadzić do zgubnych dla nas zachowań. A mowa oczywiście o kroku kolejnym. Czyli jak już strzeli nam pierwszego zamraczającego liścia jednym ze swoich hasełek, to ciągnie do tańca. A tam tańczy skąpo, bo nadal mówi. A raczej komplementami zasypuje twierdząc, że gdybyś była kanapką, nazwałby cię McBeauty. To idzie zmysły i rozum po takim haśle postradać. Nie daj boże zemdleć, dać się objąć, ktoś to zobaczy, ktoś fotkę cyknie. Jak ty się dziewczyno potem, na ulicy pokażesz? Bezpieczniej jest omijać, ewentualnie od razu nawiać w sina dal. Żeby rano po przebudzeniu przypadkiem nie usłyszeć:  „Powiedz mi foczko jak to jest, że się tobą zaciągam, choć wcale nie palę?”. Brrr 🙂

Kolorowe światła, sztuczny dym, rozbawiony tłum, popychają co niektórych do zadziwiających zachować. Przedstawiłam tylko trzy z nich, choć zdaję sobie sprawę, że jest ich więcej, o zgrozo. Stańcie kiedyś na spokojnie, bardziej z boku i poobserwujcie. Może nikogo nie wyrwiecie, za to ubaw po pachy gwarantowany.


Zobacz także

O czym świadczy zazdrość? W tych czterech przypadkach nie o miłości

7 rzeczy, których powinniśmy przestać oczekiwać od innych

woda

Ile wody należy pić, aby schudnąć?