Lifestyle

Osiedle bez… dzieci

Redakcja
Redakcja
12 kwietnia 2021
fot. iStock
 

Oswoiliśmy się już z hotelami do których wstępu nie mają rodziny z dziećmi, daliśmy sobie radę z restauracjami, do których nie mogą wchodzić dzieci, a tymczasem deweloper na Śląsku buduje osiedle, na tórym nie będą mogły zamieszkać rodziny… z dziećmi.


Model biznesowy przewiduje obecność bezdzietnych par i singli. I chociaż nie można formalnie zakazać zamieszkania na tymże osiedlu rodzinom z dziećmi, to już można się solidnie przyłożyć, by ten pomysł potencjalnym nabywcom – wybić z głowy. Architekt zaprojektował wnętrza tak, by się do niego zwyczajnie nie zmieściły rodziny. Osiedle pozbawione będzie ogrodzeń między posesjami.

Zdaniem prawników deweloper może decydować o tym, jaki model biznesowy przyjmie jego inwestycja i komu będzie chciał poszczególne mieszkania sprzedać. Ale tylko i wyłącznie do momentu sprzedaży. Trudno potem wprowadzić jakiekolwiek zapisy,  które regulowałyby to zobowiązanie.

Natomiast zarządzający osiedlem mogą sypać jak z rękawa kolejnymi pomysłami, mającymi na celu zniechęcić mieszkańców do posiadania dzieci. I to już w trakcie użytkowania mieszkań.
Ciekawe jesteśmy tylko, czy w przypadku pierwszej wpadki, trzeba będzie ten fakt ukrywać i jak długo się da ��


Lifestyle

Ewa Woydyłło-Osiatyńska: „Jesteśmy nieszczęśliwi, bo mamy skłonność do osądzania i egocentryzmu. To przeciwieństwo empatii bez której nie ma szczęścia”.

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
12 kwietnia 2021
 

Empatia to nie jest tylko rozpoznawanie cierpienia. To wrażliwość na co dzień. Widzisz, że ktoś idzie i się modli, to ty mijając go, ściszysz głos” – mówi terapeutka Ewa Woydyłło Osiatyńska w wyjątkowej rozmowie o empatii.

Jest pani dla siebie empatyczna?
Jestem świadoma siebie, umiem nazywać swoje uczucia, ale to jedna strona empatii. O pełnej empatii możemy mówić, gdy potrafimy odebrać to, co czują i myślą inni, zrozumieć ich. Nadmierne skupienie na sobie, to egocentryzm.

Przeciwstawia się pani współczesnemu nurtowi? Ludzie po to chodzą na terapię, żeby nauczać się stawiać granice, nie reagować tak bardzo na emocje innych, zająć sobą.

Nie przeciwstawiam się, ale akurat to nie ma nic wspólnego z empatią, choć terapia może pomóc stać się bardziej empatycznymi ludźmi.

Dlaczego dopiero wtedy? Zawsze myślałam, że to ludzie z trudnych domów są mistrzami empatii?

To są mity. Osoby, które nie miały w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa, bały się bliskich, boją się też w dorosłym życiu. Bardziej są czujne niż empatyczne. Owszem, zwykle odczytują stany emocjonalne innych, mają skłonność do poświęcania się i wyrzekania siebie. Na przykład, Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA), łatwo rozpoznają ludzi cierpiących. Ale empatia to nie jest tylko rozpoznawanie cierpienia. To wrażliwość na co dzień. Widzisz, że ktoś idzie i się modli, to ty mijając go, ściszysz głos. Wchodzisz do domu, gdzie partner siedzi nad książką, z daleka macha ręką na powitanie, ale znów wraca do czytania, to jesteś cicho, nie włączysz radia. I nie mówisz: „Znowu o mnie nie dbasz”. Tak z kolei często reaguje osoba, która jest zajęta głównie sobą i trudno jej zrozumieć, że ktoś ma teraz inną potrzebę, na przykład potrzebę spokoju i wyciszenia.

To jakie są składniki empatii?
Bardzo istotna jest uwaga. Jeśli przychodzi pani do mnie, zaczynamy rozmawiać, moja uwaga jest całkowicie poświęcona pani. Nie wybiegam myślą w przeszłość, w przyszłość. Nie myślę, co będę jeść na obiad, na kolację, jaką mam sukienkę i że mi oczko poszło w rajstopach. Jestem skupiona. To jest to, czego dziś uczymy się na treningach uważności.
Kolejnym składnikiem empatii jest umiejętność słuchania. Gdy opowiada mi pani, że czymś się cieszy, albo martwi, to słucham i wczuwam się. Nie mówię i nie doradzam.

A my mamy straszną skłonność do osądzania i radzenia?

Tak. Ale tego nas uczono, proszę powiedzieć, w ilu domach inni ludzie nie są tematem rozmów? Słyszeliśmy, jak nasi rodzice oceniali, robimy to samo. Oceny zresztą towarzyszą nam w każdej sytuacji. Córka przyjeżdża do rodzinnego domu i słyszy, że jest za gruba, za chuda, za mało się uczy, za dużo, nie powinna być z tym partnerem albo nie powinna być sama. Ta sukienka zła, tamta niedobra. Wielu z nas uważa, że może nieustannie wyrażać swoje oceny. Nawet jeśli kogoś ranią. Ale to jest raczej brak empatii.  Ocenianie wiąże się z brakiem poczucia własnej wartości, bo gdy kogoś skrytykuję, to sama poczuję się lepsza.

To jak być empatycznym?

Załóżmy, że moja koleżanka się rozwodzi. Przejmuję się tym wydarzeniem, poświęcam koleżance uwagę. Ona może mi opowiedzieć, jak czuje się zawiedziona, rozczarowana, boi się przyszłości, jest oburzona na męża, który od niej odchodzi, niespokojna o dzieci.  Śledzę burzę jej emocji, jestem przy niej. Ale nie zajmuję się w tym sobą. Nie opowiadam, jak mi strasznie przykro, jak się martwię, jak współczuję. Wielu z nas towarzyszenie cierpiącej osobie wykorzystuje do tego, aby pokazać jacy są mądrzy, dobrzy, jak wiele wiedzą. Empatia to też zrozumienie, czego dana osoba potrzebuje. Jedni chcą się wyżalić, porozmawiać, a inni mogą potrzebować wsparcia praktycznego, na przykład pomocy przy dzieciach.

Często myślimy, że empatia to odczuwanie emocji innych i bardzo silne, przeżywanie ich. To komplikuje?

Tak. Nadmierne przeżywanie cudzych spraw jest charakterystyczne dla młodych terapeutów, przychodzi do nich ktoś w ciężkiej sytuacji, w kryzysie, a oni przeżywają to, jakby to spotkało ich. Doświadczony chirurg sam nie odczuwa bólu brzucha, który tnie, nie czuje fizycznie zagrożenia życia, choć zdaje sobie sprawę z powagi i dramatyzmu sytuacji. Ale czy przestanie chodzić do szpitala, bo tak go dużo kosztują pacjenci? Tak samo jest z
doświadczonym terapeutą. Nie wchłaniam uczuć innych, nie osłabiam się tymi uczuciami. Chociaż czasami po ludzku przejmuję się trudnymi przypadkami. Ale moim głównym zadaniem jest wzmocnienie drugiej osoby, podążanie za jej potrzebami.

Trudniej jest nam być empatycznymi wobec osób, których stylu życia nie rozumiemy?

Do tego potrzebna jest tzw. empatia poznawcza, zdolność do poznania sposobu myślenia drugiej osoby i postrzeganie rzeczywistości z jej perspektywy. Ta umiejętność może ułatwić komunikację z nieznajomymi lub pochodzącymi z innych grup kulturowych, ponieważ osoba empatyczna respektuje inny system  wartości. Niedawno byłam w niedużej miejscowości, rozmawiałam z kobietą, która głosowała na PIS. „Dzięki PIS–owi czuję się bezpiecznie, moje dzieci nie są głodne, cała nasza miejscowość żyje dzięki wsparciu państwa” mówiła. Zobaczyłam, jak się żyje w tej miejscowości, rzeczywiście cała wieś dostaje pomoc, 500 plus, czy inne zasiłki, które pozwalają się utrzymać. I to nie jest związane z wyuczoną bezradnością, ale z realną sytuacją, bo w tej miejscowości jest za mało miejsc pracy. I tam potrzebna byłaby lepsza polityka społeczna. Gdy to dostrzegłam, zrozumiałam ludzi, którzy funkcjonują na granicy biedy. Nie atakowałam, nie pogardzałam, chociaż jestem zdania, że lepiej jest dawać ludziom wędkę, a nie rybę. Również dlatego, że ich dzieci nauczyłyby się pracować, a nie wyciągać rękę po zapomogi.

A mniej polityczny przykład?

Choćby mama, która uderzyła dziecko. Załóżmy, że widzę, że przyjaciółka trzydziesty raz powtarza pięciolatkowi, żeby nie podchodził do kuchenki. Sama gotuje kaszkę młodszemu, a przy piersi ma jeszcze jedno dziecko. Gdy pięciolatek znów podchodzi do kuchenki, ona bierze ścierkę i daje dziecku po pupie. Co robię? Nie atakuję jej, nie mówię, że jest niestabilna, a ja zaraz wezwę policję, czy zgłoszę ją do rzecznika praw dziecka. Oczywiście, jako psycholog wiem, że to, co zrobiła nie jest dobre, ale szukam lepszego wyjścia. Podchodzę do płaczącego dziecka i mówię: „Chodź, pozwolimy mamusi dokończyć to, co robi, poczytamy albo wyjdziemy na spacer”. To jest empatyczna reakcja. Bo rozumiem koleżankę, że nie dała rady, umiem się wczuć, nie osądzam. Dlaczego jedni potrafią to doskonale, a inni nie? Znałam kobietę, która chciała wzywać policję do przyjaciółki, która miała kochanka. Chciała ją oskarżyć, że niedostatecznie dobrze opiekuje się dzieckiem, bo na 10 minut zostawiła trzynastolatka w domu. Chciała to zrobić, choć dziecko jej przyjaciółki było samodzielne i doskonale dawało sobie radę.

To bardzo mało empatyczna reakcja, za to bardzo osądzająca. Jesteś niemoralna, należy ci się kara. Dobra koleżanka spytałaby raczej, jak może pomóc. Ale z drugiej strony, przykład z kochankiem jest nieco dwuznaczny i z tych dwóch zdań nie wiadomo, jak czuło się dziecko, co mogło przeżywać i jakie konsekwencje mogły spotkać tę rodzinę z powodu tego pokątnego romansu…

Nasz poziom empatii zależy od trzech czynników — biologicznych, psychicznych i społecznych. Rodzimy się zaprogramowani na określony poziom empatii, bo mamy określoną liczbę tzw. neuronów lustrzanych w mózgu, które za empatię odpowiadają. Ale wiele też zależy od tego, jaką mamy osobowość i jak byliśmy wychowani. Psychologowie twierdzą, że osoby empatyczne były wychowywane w poczuciu odpowiedzialności, czyli świadomości konsekwencji swego postępowania. Osoby wykazujące niższy poziom empatii zwykle wychowywały się w poczuciu bezkarności oraz braku odpowiedzialności swoje czyny.

A bardziej konkretnie?

Jeżeli ktoś jako małe dziecko dorastał w środowisku bezpiecznym, czyli wolno mu było czuć to, co czuło, każdy w rodzinie był uważny wobec siebie, nie płakało się po kątach tylko otwarcie, zawsze można było liczyć na wsparcie drugiej osoby, przytulenie, ciepło, nie mówiło się, chłopaki nie płaczą, czy bądź grzeczna — to taka osoba będzie bardziej empatyczna. Niestety, w naszej kulturze mamy wpisane, że dobre są rzeczy złe: wojna, wrogość, walka. A te wszystkie rzeczy są odwrotnością empatii.

Ale są też tacy, którzy czują za bardzo. Moja koleżanka, z rodziny DDA często mówi, że oszaleje, bo ją męczy to przejmowanie emocji innych. Chciałaby się nauczyć czuć mniej.

Już rozmawiałyśmy o tym, że to nie jest empatia. To nadmierne współczucie, przedkładanie potrzeb innych nad własne, poświęcanie się. To jest destrukcyjne. W empatii nie poświęcasz się. Drugiemu człowiekowi potrafimy dać wyłącznie to, co sami mamy. Jeśli chcesz dać siłę komuś słabemu, to musisz zadbać o swoją siłę. Dziecko w rodzinie DDA musi dawać i uczy się dawać więcej niż ma, i potem jako dorosła osoba wyrzeka się siebie, swoich planów, ma straszne poczucie winy, jeśli myśli o sobie, najpierw wobec rodziców, potem innych osób. To nie ma nic wspólnego z empatią. DDA czasem pomaga innym, żeby mieć kontrolę, robi to zupełnie nieświadomie. Albo dlatego, że woli myśleć o innych niż zmierzyć się ze swoim życiem.

A co z tymi, którzy mają za mało empatii?

Cóż, potrafią być bardzo skutecznymi liderami. Dzięki empatii nawiązujemy prawdziwie głębokie relacje z innymi, lepiej się z nimi komunikujemy. Jesteśmy po prostu szczęśliwsi. Warto też uświadomić sobie, że osoba pozbawiona empatii lub o jej bardzo niskim poziomie może narzucać innym swoją wolę i nie dostrzegać, że taka bezkompromisowość jest źródłem konfliktów i negatywnych emocji.

Empatii można się nauczyć?

Tak, oczywiście, choć nie zawsze, bo czasem brak empatii jest jednym z zaburzeń osobowości, w tym osobowości narcystycznej czy psychopatycznej. Choć nawet w więzieniach uczy się empatii, to część resocjalizacji, spotkania z osobami niepełnosprawnymi, nauka języka migowego. Terapia uzależnienia idzie w stronę nauczenia się empatii. Pierwszym krokiem jest to, że uzależniona osoba sama jej doświadcza. Przychodzi na leczenie i w grupie terapeutycznej, w ciągu paru tygodni zachodzi zmiana. Naprawdę można rozbudzić w człowieku człowieka, da się to wyzwolić, ale jedynie w bezpiecznym miejscu. A bezpieczne miejsce to takie, gdzie nie boisz się powiedzieć, co czujesz, co myślisz. W grupie AA mówisz tylko o sobie, nie oceniasz. Jeśli piłam i opowiadam, że po alkoholu wyrzucałam dziecko na mróz, ludzie mnie słuchają i nie mówią „Jesteś zbrodniarką”. Mówią „Musi ci być być z tym bardzo ciężko”.
Człowiek uczy się empatii, gdy w jego życiu następuje zmiana systemu wartości, zaczyna zauważać innych, a wcześniej był zajęty tylko osiąganiem sukcesu.
*
Ewa Woydyłło – Osiatyńska, doktor psychologii, terapeuta uzależnień.


Lifestyle

Odkryj w sobie szefa kuchni! Przepisy dla tych, którzy nie umieją gotować

Redakcja
Redakcja
12 kwietnia 2021
Katerina Holmes/Pexels

Wydaje ci się, że nie umiesz przyrządzić nic smacznego? Masz poczucie, że gotowanie to dla ciebie czarna magia? Laura Osęka – dietetyczka i autorka książek kulinarnych, udowodni ci, że jesteś w błędzie. W swoim ebooku „Jak gotować, mając dwie lewe ręce” opisuje krok po kroku, co należy zrobić, by odkryć w sobie szefa kuchni. Dzieli się też kilkudziesięcioma przepisami na pyszne i zdrowe dania wegańskie, które wyjdą każdemu.

Nie wierzysz? Mamy dla ciebie kilka przepisów przygotowanych przez Laurę Osękę. Spróbuj sama i przekonaj się, że gotowanie może być naprawdę proste!

Boczniaki z brokułami

Boczniaki z brokułami – Laura Osęka

Składniki:

  • 5 łyżek oleju rzepakowego
  • 2 dymki, posiekane
  • kawałek imbiru wielkości kciuka, obrany i starty na tarce
  • 3-4 ząbki czosnku, obrane i posiekane
  • 1 mała papryczka chili, posiekana
  • 400g brokułów, podzielonych na różyczki
  • 500g boczniaków

marynata:

  • 4 łyki sosu sojowego
  • 6 łyżek octu z wina ryżowego
  • 6 łyżek syropu klonowego lub płynnego miodu spadziowego
  • 7 łyżek oleju sezamowego

Przygotowanie

  1. Wymieszaj składniki na marynatę. Zalej boczniaki i brokuły. Odstaw na 30 minut.
  2. Podgrzej na patelni dwie łyżki oleju, dodaj dymkę, czosnek, imbir i chili. Smaż przez około
    minutę. Zdejmij na talerz lub do miseczki i odstaw.
  3. Rozgrzej na patelni trzy łyżki oleju, dodaj zamarynowane grzyby i brokuły, smaż na dużym
    ogniu przez 4-5 minut, regularnie mieszając.
  4. Dodaj przygotowaną mieszankę dymki, czosnku, imbiru i chili. Przemieszaj.
  5. Przełóż na talerz. Podawaj z ryżem lub makaronem.

 

Burgery rybne z awokado

Laura Osęka – Burgery rybne z awokado

Składniki:

  • 600g pokrojonych na kawałki filetów rybnych bez ości i skóry, najlepiej z dorsza atlantyckiego,
    łososia jurajskiego lub pstrąga tęczowego
  • 4 dymki, posiekane
  • 1 łyżka posiekanego koperku
  • 1 łyżeczka musztardy
  • białko z 1 jajka
  • 1 lub 2 dojrzałe awokado, obrane i zmiażdżone widelcem
  • 2 łyżki posiekanej kolendry
  • ½ ząbka czosnku, przeciśniętego przez praskę
  • sok i skórka z 1 limonki
  • 4 bułki do hamburgerów
  • sól i pieprz

Przygotowanie

  1. Włóż rybę do malaksera i rozdrobnij ją na małe kawałki. Dodaj dymkę, koperek, musztardę, białko,
    sól i pieprz. Zmiksuj całość, żeby składniki się połączyły.
  2. Uformuj cztery burgery, ułóż na papierze do pieczenia i wstaw do zamrażarki na 10-15 minut.
  3. Rozgrzej patelnię grillową lub zwykłą na średnim ogniu.
  4. W misce zgnieć widelcem awokado z czosnkiem, sokiem i skórką z limonki. Dodaj kolendrę i wymieszaj.
  5. Smaż burgery rybne z każdej strony przez 3-4 minuty, aż będą całkiem upieczone albo nadal lekko soczyste, jak wolisz.
  6. W międzyczasie podgrzej bułki. Na każdej połówce rozsmaruj trochę pasty z awokado, a następnie ułóż burgera rybnego.
  7. Podawaj z ulubioną sałatką.

 

 

Składniki:

  • 1 średnia cukinia, pokrojona w półplasterki
  • 1 czerwona cebula, obrana i pokrojona w ósemki (czyli najpierw w ćwiartki, a potem jeszcze raz wzdłuż na pół)
  • 1 bakłażan, pokrojony w kostkę o boku długości mniej więcej 1,5cm
  • 2 kolorowe papryki, pokrojone w nieduże kawałki
  • 2½ łyżki oliwy z oliwek
  • 250g ulubionego ryżu, np. brązowego basmati lub dzikiego
  • 100g młodego szpinaku (np. baby), posiekanego
  • 2 łyżki parmezanu w płatkach (lub podobnego sera)

sos:

  • 4 łyżki blanszowanych migdałów
  • 2 garści liści bazylii
  • 1 ząbek czosnku, obrany i przeciśnięty przez praskę
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • skórka starta z ½ cytryny
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • sól, pieprz

 

Przygotowanie

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. Wyłóż blachę papierem do pieczenia. Wymieszaj cukinię, cebulę,
    bakłażana, paprykę, oliwę z oliwek, odrobinę soli i pieprzu, a potem przełóż na papier.
  2. Piecz przez 35-45 minut, aż warzywa będą złociste i lekko skarmelizowane.
  3. Ugotuj ryż zgodnie z przepisem na opakowaniu, odcedź i odstaw do przestudzenia.
  4. Składniki sosu zmiksuj w blenderze, żeby się połączyły.
  5. Do sosu z ryżem dodaj szpinak i wymieszaj. Dodaj też upieczone warzywa.
  6. Wymieszaj ponownie. Podawaj posypane parmezanem.

 

Sałatka z bobu, brzoskwini i kopru włoskiego

Sałatka z bobu, brzoskwini i kopru włoskiego – Laura Osęka

Składniki:

  • 500g bobu
  • 1 średnia cukinia, przekrojona wzdłuż na pół, a następnie w cieniutkie półplasterki
  • 1 twarda brzoskwinia, pozbawiona pestki i pokrojona w cieniutkie plasterki
  • 1 mała bulwa kopru włoskiego, oczyszczona, przekrojona wzdłuż na pół i następnie w cieniutkie plasterki
  • garść listków bazylii
  • sól, pieprz

sos:

  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • sok z 1 cytryny
  • 1 łyżeczka musztardy
  • ½ papryczki chili, pozbawionej pestek i drobno posiekanej

Przygotowanie

  1. Zagotuj wodę w dużym garnku, dodaj jedną łyżeczkę soli na litr wody. Wrzuć bób i gotuj przez minutę. Odcedź, ostudź i obierz ze skórek.
  2. Połącz składniki sosu, doprawiając solą do smaku.
  3. W misce wymieszaj wszystkie warzywa z sosem, posyp listkami bazylii. Podawaj samą sałatkę lub razem z grzankami.

 

Więcej przepisów znajdziesz w multimedialnym ebooku Laury Osęki „Jak gotować, mając
dwie lewe ręce” dostępnym na platformie How2.


Zobacz także

Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje

Istnieje jedno pytanie na temat twojego partnera, na które powinnaś znać odpowiedź

Camaϊeu przygotowało specjalną mini kolekcję na zimę

20 „problemów” współczesnych kobiet. Znajdziesz siebie na tych rysunkach?