Lifestyle

„Nie ma piękniejszego uczucia od tego, gdy dostajesz informacje, że czyjaś ciężka operacja się powiodła. I, że czyjeś serce bije na nowo”.

Anika Zadylak
Anika Zadylak
25 listopada 2016
Fot. Screeny ze strony internetowej Siepomaga
 

– Wiosną mieliśmy przypadek dziewczynki, która w lutym zachorowała na nowotwór mózgu. W maju… jej już nie było. Zdążyła zachorować, wycierpieć się i umrzeć. Ładunek emocjonalny tej historii jest ogromny. Nim trafili do lekarzy, mama tej dziewczynki urodziła kolejne dziecko. I  w dniu, w którym wróciła z maluszkiem ze szpitala, zauważyła, że jej córka dziwnie przechyla głowę. Po tygodniu badań usłyszeli tę straszną diagnozę. Nieoperacyjny. Takie życie za życie, niewyobrażalne dla mnie jako człowieka, jako rodzica. To tak, jak typowa rozterka rodziców przeszczepowych. Szczególnie jeśli chodzi o przeszczep serca u małych dzieci, małe dziecko – małe serce. Dla jednym szczęście, dla innych ogromna tragedia…

W kwietniu 2009 roku, kiedy ruszał portal fundacji Siepomaga, jego pomysłodawca Patryk Urban nie spodziewał się takiej lawiny dobra. To był ciężki czas dla wszelkiego rodzaju zbiórek, zwłaszcza tych internetowych. Nie ufaliśmy temu, czego nie można było dotknąć. Nawet na zapłacony rachunek dostawało się kwitek, kto by się odważył na przelew. Brak zaufania nie ułatwiał zbiórki pieniędzy na chorych podopiecznych. Mimo tego, że rok później portal ledwo zipał, a przetrwał w dużej mierze dzięki bratu Patryka, nikt nie przestawał wierzyć. A gdy w życiu założyciela fundacji pojawiła się dzisiejsza Pani Prezes: Monika Urban, która też chciała pomagać, dobro zaczęło wracać ze zdwojoną mocą. Niedawno na Siepomaga wybiło 100 milionów złotych. Sto milionów dobrych serc, różnych kwot, tysięcy dobrych historii. Gdzie łzy wzruszenia odbierają mowę, bo udaje się uratować życie kolejnego dziecka. Bo znowu czyjś syn wrócił do domu. Bo kolejny raz udało się ominąć tę najgorszą – śmierć, która też czasem puka do drzwi fundacji. I zostaje, żal ale też dobra myśl, że się próbowało, że nierzadko zrobiło się wszystko. Wykorzystało każdą szansę na ratunek. Taka właśnie jest fundacja, która za sprawą stu milionów obchodzi swoje małe święto.

– Ludzie chcą pomagać i pomagają, ale są też nieufni i mnie to kompletnie nie dziwi. Praca w Siepomaga nauczyła mnie ostrożności – Monika Urban nie ukrywa, że zdarzają się przykre sytuacje, kiedy rodzice oszukują. – Jestem zaskoczona łatwowiernością ludzi, wolałabym żeby byli bardziej ostrożni, bo tylko wtedy pomogą tym, którzy faktycznie tej pomocy potrzebują. Rodzice często szantażują emocjonalnie, tak jakbyśmy my nie potrafili przechwycić emocji. To przychodzi z czasem. Rodzice chorego dziecka mają zawsze dobre intencje. I na początku, zbierają jakby tylko na leczenie. Ale z czasem niestety zdarza się, że uczą się cwaniactwa. Bo ci ludzie mają ciężkie życia, niewiele zarabiają, tłumaczą siebie tym, że mają chore dziecko. Nie zdają sobie sprawy, że palą mosty sobie i swoim dzieciom. No i sprawiają, że potęguje się nieprzychylność darczyńców. No bo jak mu wytłumaczę, że wczoraj było trzy tysiące złotych, a dziś nie ma, bo mama kupiła laptopa. A co on ma wspólnego z ratowaniem życia? Zwracamy na to szczególną uwagę, nie ze złośliwości. Tylko po to, żeby chronić podopiecznych, żeby mieć możliwość faktycznej pomocy. Żeby zdążyć na czas i nie pozbawić kogoś szansy na to, co tak cenne. Na zdrowie. Całe życie byłam i jestem zdania, że dobro działa tylko wtedy, kiedy ciągle jest w obiegu. Myślę, że nie tylko ja mam takie odczucie, ale nawet zwykły gość, który trafia na nasz portal i widzi, że w kilka dni można wspólnie dać komuś oddech. Albo szansę na operacje przywracającą wzrok. Albo oddajemy komuś do domu córkę, która prawie 4 lata wręcz  mieszkała w szpitalu. I chce się do tego dołożyć swoją cegiełkę, trochę sobie podkupić ten skrawek spokoju, że nam też kiedyś ktoś pomoże. Bo przecież to życie nam się tak różnie układa. Więc klikamy i przelewamy naprawdę różne kwoty.

Patryk Urban w pewnym momencie zauważył, że praca w innej firmie pochłania go tak bardzo, że to inni prowadzą akcje fundacji. Naturalnym stało się, że w prowadzeniu działalności zastąpiła go Monika. – To ciężka praca, po 16 godzin dziennie czasami. To też ogromna odpowiedzialność za grube i nie moje pieniądze. Trzeba wszystkiego dopilnować, nic nie można zawalić, bo zbyt cenne jest to, co można przez niedopatrzenie stracić. Nasi podopieczni to chorzy ludzie, małe dzieci, których od urodzenia przez lata potwornie męczy choroba. Temu trzeba się poświęcić w całości, ale pamiętając też, że ma się swój dom, swoje pociechy. Ta świadomość wraca najmocniej, gdy orientuję się, że zbieramy na operację, która da życie dziewczynce w wieku mojej córki,. Wtedy uderza podwójnie. I kiedy się nie zdąża, kiedy czasu nie da się ubłagać i ktoś gaśnie. Widzisz twarz na zdjęciu. Widzisz ją już tak długo, że się zaprzyjaźniasz, uśmiechasz. A potem ona nagle znika i przychodzi świadomość, że to życie jest takie kruche i przypominasz sobie, że rodzice opowiadali ci nie tak jak lekarzowi, o saturacji i wynikach, ale o tym strachu, który nie pozwala w nocy oddychać. I o ogromnej nadziei, że jeszcze będzie pięknie, że wszystko dobrze się skończy. W Siepomaga te złe momenty przeżywamy raczej indywidualnie, każdy ma swoje zbiórki, za które jest odpowiedzialny, na swój sposób przeżywa odejście podopiecznego. Najgorzej, gdy odchodzą dzieci. Gdy myślę o tym, że to mogłoby być któreś z moich.

Ale na szczęście więcej jest tych dobrych historii, tych z happy endem. Gdzie trzymamy za kogoś kciuki, aż bolą ręce, widzimy, że zbiórka słabo idzie. A czasu coraz mniej. I nagle wchodzę rano do biura i już po minach pracowników widzę, że mamy to, że się udało. I nie możesz przestać się uśmiechać, masz wrażenie, że góry możesz przenosić.  Że nic cię nie pokona, bo skoro powiodło się teraz, to i większe środki też  da się zdobyć. To buduje i popycha do przodu, daje niesamowitego powera. Że znowu ludzie nie zawiedli, nie przeszli obojętnie. Że kolejny raz można się popłakać ze szczęścia. Bo nie ma piękniejszego uczucia od tego, gdy dostajesz informacje, że czyjaś ciężka operacja się powiodła. I, że czyjeś serce bije na nowo.

Dobro ma swoją największą moc wtedy, gdy znowu puka do naszych drzwi. Kiedyś podarowane komuś innemu wraca pod ten sam adres. Często w najmniej spodziewanym momencie, za to tym najbardziej potrzebnym. Ty też się możesz nim podzielić i podarować komuś to, co najbardziej upragnione. Życie. Dołącz do tych którzy od 7 lat sprawiają, że cuda istnieją :

www.siepomaga.pl

siepomagastrona

 


Lifestyle

Rozwój niemowlęcia jest niezwykle dynamiczny. Poznaj kroki milowe dla malucha w wieku 6-9 miesięcy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 listopada 2016
Fot. iStock /Andy445
 

Twój słodki maluch, z nieporadnego berbecia, zmienia się w coraz bardziej samodzielnego, półrocznego odkrywcę świata. Dla rodzica to najpiękniejszy czas, gdy można po prostu być obok dziecka, wspierać je w pokonywaniu trudności i towarzyszyć w nabywaniu nowych umiejętności i wiedzy. 

Ale by nauka szła jak najlepiej, nie wystarczy samo obserwowanie pociechy. Należy w odpowiedni sposób  stymulować zmysły, by rozwój przebiegał harmonijnie we wszystkich czterech obszarach rozwoju malucha.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Obszary rozwoju dziecka w wieku 6-9 miesięcy

Maluch nadal rozwija się bardzo dynamicznie, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie. Jego rozwój można obserwować na czterech poziomach:

  • poznawczym: Dzięki stałemu doskonaleniu dziecko ma już dobrze rozwinięte zmysły, które umożliwiają mu poznawanie i eksplorację otaczającego go świata. W przeciwieństwie do noworodka, półroczny maluch doskonale słyszy i odróżnia głosy bliskich osób. Dobrze widzi, poznaje przedmioty nie tylko przez dotyk, ale i zmysł smaku, wkładając je do buzi. Dziecko coraz lepiej orientuje się w otaczającym go świecie. Zapamiętuje widziane wcześniej przedmioty i ludzi oraz chętnie poznaje otoczenie.
  • motorycznym: Na tym etapie dziecko dokonuje niezwykłych postępów w rozwoju ruchowym. Od maluszka, który leżał większość czasu, przeistoczył się w prawdziwego akrobatę – siada, turla się, przewraca się z plecków na brzuszek, pełza po podłodze, a nawet raczkuje i bliżej 9 miesiąca stoi trzymając się kurczowo mebli! Jego układ nerwowy, kości oraz mięśnie coraz stabilniej utrzymują ciało w wybranej pozycji.
Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 

  • komunikacyjnym: Minął już okres, gdy maluch komunikował się z otoczeniem jedynie za pośrednictwem donośnego płaczu. Dziecko w drugim półroczu życia potrafi modulować swój głos, bawić się nim, donośnie krzyczeć. Intensywnie gaworzy i z przyjemnością próbuje zainteresować wydawanymi przez siebie dźwiękami rodziców i rodzeństwo. Widząc zachwyconą reakcję otoczenia, dziecko chętnie uczy się łączenia sylab, które zaczną układać się w proste słowa „mama”, „tata”, „baba”. Reaguje na swoje imię i rozumie coraz więcej słów.
  • społecznym: W drugim półroczu rozwój społeczny nie jest tak prosty, jak we wcześniejszych miesiącach życia. Maluch nie jest już tak ufną istotą, przez jakiś czas może bać się obcych osób, nie pozwalać mamie odejść od siebie na krok. Może bać się również głośnych urządzeń, czy nagłego hałasu, ale to wszystko jest jedynie stanem przejściowym. Ponad półroczne dziecko nie jest również specjalnie towarzyskie w kontaktach z rówieśnikami, za to okazuje radość na widok rodziców i rodzeństwa.

Wspieraj swoje dziecko w rozwoju

Każdego dnia dziecko uczy się nowych rzeczy. Samo z siebie jest ciekawe otoczenia i ekspresowo przyswaja nowe rzeczy. Jednak gdy rodzice odrobinę pomogą w procesie poznawczym, maluch będzie miał jeszcze więcej frajdy z nauki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

enfamil-eksperyment

Nie ograniczaj dziecięcej ciekawości, zatrzymując malca w miejscu, ale tak przystosuj otoczenie, by mały odkrywca był bezpieczny podczas zdobywania doświadczeń.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Mądre żywienie to podstawa zdrowego rozwoju malucha

Prawidłowe żywienie jest niezwykle ważne dla rozwoju dziecka i procesu uczenia. Dieta dziecka powinna być zbilansowana, by spełniała jego potrzeby w zakresie wzrostu i rozwoju. Półroczne dziecko powinno znać smak produktów innych, niż mleko mamy. Teraz przyszedł najlepszy czas, by wprowadzać nowości do diety i przyzwyczajać dziecko do różnorodnych smaków i odmiennej konsystencji.

Mimo zmian w sposobie karmienia, czyli stopniowego przechodzenia z karmienia wyłącznie mlekiem, do wprowadzenia produktów o zwartej konsystencji, mleko nadal powinno być podstawą diety malca. Nie wszystkie mamy mogą karmić piersią, co nie oznacza, że mały smakosz dostanie pokarm mniej wartościowy od kobiecego mleka. Wystarczy sięgnąć po mleko modyfikowane, które coraz doskonalej zastępuje mleko mamy. Ważne, byś zwróciła szczególną uwagę na jego skład.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Enfamil Premium 2, mleko następne, jest odpowiedni dla niemowląt w wieku od 6. do 12. miesiąca życia, jako element zróżnicowanej diety. Zawiera specjalną mieszankę DHA, żelaza, wapnia, cynku i witamin, wspomagających prawidłowy wzrost i rozwój twojego dziecka. Enfamil Premium 2 to pierwsze mleko modyfikowane dla niemowląt z poziomem 0,3% DHA (Omega 3), który wspomaga prawidłowy rozwój wzroku twojego dziecka do 12 miesiąca życia. Poziom ten został potwierdzony przez Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) jako poziom przyczyniający się do prawidłowego rozwoju wzroku u niemowląt.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

  • Żelazo przyczynia się do prawidłowego rozwoju funkcji poznawczych.
  • Wapń i witamina D są potrzebne dla prawidłowego wzrostu i rozwoju kości u dzieci.
  • Cynk przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.

Zbilansowana dieta to podstawa zdrowego i pełnego sukcesów rozwoju dziecka. Gdy brzuszek jest pełny, a organizm otrzymuje wszelkie substancje potrzebne do rozwoju, maluch może poświęcić pełnię sił na zdobywanie nowych szczytów. Rodzice z kolei zyskują pewność, że dają od siebie to, co najlepsze, wychowując coraz bardziej samodzielnego i ciekawego świata małego człowieka.


Wpis powstał we współpracy z marką Enfamil


Lifestyle

Wszystko co dobre dzielimy na pół. To co złe też. Do czego prowadzi ukrywanie sekretów

Karolina Krause
Karolina Krause
25 listopada 2016
Fot. iStock/bedya

Są takie rzeczy, których nie wie o tobie nikt. A przynajmniej wie bardzo niewiele osób (czasami wystarczy tylko jedna). Dobrze jest mieć drobne tajemnice, pod warunkiem, że przynoszą nam głównie radość, a bynajmniej ich ujawnienie nie doprowadzi do czyjegoś cierpienia. Istnieją jednak takie sekrety, których ukrywanie dusi nas od środka, swoją destrukcyjną mocą sięgają wtedy nie tylko nas, ale i osób w naszym najbliższym otoczeniu. Których z nich powinniśmy się wystrzegać i jaki wpływ mogą mieć na życie naszej rodziny?

Do najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych rodzinnych sekretów zaliczane są te o zbliżającym się rozwodzie, problemach finansowych, poważnych kłopotach ze zdrowiem i śmierci ważnych dla nas osób.

Nie oznacza to jednak, że tylko te mogą być szkodliwe. Każda tajemnica, której ukrywanie przed tymi. których kochamy, sprawia nam przykrość lub dyskomfort, jest dla nas niszcząca. Prędzej czy później doprowadzi też do pojawienia się, którychś poniższych problemów:

Zniszczone relacje

Niezależnie od tego czy jest to zdrada, czy utrata pracy, ukrywając niewygodną prawdę przed partnerem zatruwamy naszą relację. Prowadzi to do poważnych problemów w komunikacji między wami. Prawda bowiem przy każdej możliwej okazji stara się wyjść na jaw. Ukrywanie jej każdorazowo będzie powodowało między wami zgrzyt. Niewygodny temat będzie do ciebie powracała, wywołując w tobie złość i frustrację, której twój partner nie zrozumie.

Konsekwencje u dzieci

Chociaż najczęściej wydaje nam się, że ukrywając prawdę przed dziećmi, robimy to dla ich dobra, najczęściej jest wręcz przeciwnie. Dzieci są bowiem szczególnie wyczulone na emocje innych osób, a zwłaszcza rodziców. Szybko więc odkryją, że coś jest nievtak, a winy za problemy rodziców będą doszukiwać się w sobie. Do najpoważniejszych skutków kłamstwa, w większości przypadków, dochodzi wśród nastolatków. Swój lęk i niezrozumienie sytuacji mogą wówczas odreagowywać zachowaniem autodestrukcyjnym. Tajemnicą, której nigdy nie należy skrywać przed dziećmi jest kwestia ich prawdziwego rodzicielstwa. Jeśli dziecko samo odkryje, że jest adoptowane lub nie jest biologicznym potomkiem jednego z rodziców, skazane będzie na ogromny ból. Grozi mu także utrata poczucia bezpieczeństwa, a co gorsza może zacząć wątpić w autentyczną miłość rodziców.

Brak zaufania

Każde kłamstwo ma krótkie nogi. Kiedy prawda w końcu wyjdzie na jaw, członkowie rodziny mogą poczuć się dotknięci, że im nie zaufaliśmy. Bo przecież rodzina powinna sobie wzajemnie ufać. Doprowadza to do tego, że zaczynamy być podejrzliwi i zastanawiać się, co jeszcze dana osoba przed nami ukrywa.

Konsekwencje zdrowotne

Utrzymywanie sekretu w tajemnicy wiąże się z ogromnym nakładem energii. Odbija się to także na naszym zdrowiu. Stres i wciąż utrzymujące się poczucie winy, mogą przyczynić się do pojawienia się takich objawów jak: ból głowy, pleców, a nawet problemy trawienne. Dłuższe noszenie tego jarzma może też prowadzić do kłopotów z alkoholem lub innymi używkami. Osob,a na której barkach spoczywa brzemię utrzymywania sekretu, może bowiem szukać drogi ucieczki na dnie butelki. A jak wiemy, nigdy jej tam nie znajdzie.

Problemy ze zdrowiem nie muszą jednak przejawiać się wyłącznie u osoby trzymającej sekret. Zagrożni są także najbliżsi członkowie jej rodziny. Na bezpośredniej linii ognia, z racji swojej bezbronności i braku zorientowania w sytuacji, znajdują się dzieci. Często jedyną oznaką skrywania tajemnicy może okazać się podejrzana choroba dziecka (przykładem takiej choroby jest na przykład łysienie plackowate). Dzieci są bowiem lustrem problemów dorosłych i często nieświadomie przejmują od nich część negatywnych emocji.

Sekrety skrywane w rodzinie mogą też przenosić swoje negatywne skutki na nastepne pokolenia. Czasami wystarczy jedno słowo, krótka rozmowa, aby brakująca część układanki pozwoliła nam zrozumieć, co dręczyło nas przez te wszystkie lata. Jeśli więc skrywamy coś przed swymi bliskimi, warto zdobyć się na poważną rozmowę o tym, co się stało. Cokolwiek to jest – wypowiedziane straci na wartości. Nawet jeśli nie uwolni cię od problemu, to jeśli podzielisz się tym z najbliższymi, ławiej ci będzie sobie z tym poradzić. Wszystko co dobre dzielimy na pół. To co złe też. Pozbądź się tej drzazgi w swoim sercu dla dobra ich i własnego.

Źródło: psychcentral.com


Zobacz także

Czego unikać, a co nosić, żeby wyglądać atrakcyjnie i po prostu dobrze? Sprawdź, czego twoja figura ci nie wybaczy

Gwiazdka z nieba pod choinkę, czyli odpoczynek z kokardą. Prezentownik Oh!me 2018

„To właśnie miłość” wraca! BBC wyemituje 10-minutowy sequel filmu, który skradł nasze serca