Lifestyle

„Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki””

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Udostępnij. Może niechcący uratujesz komuś życie. To nie będzie ani kampania społeczna, ani akcja z serii „zbadaj cycki”, „zbadaj macicę”, „zbadaj serce” czy choćby sprawdź IQ.
To będzie jeden z niewielu postów absolutnej prywaty, której generalnie unikam jak jazdy na rowerze w deszczu i na szpilkach.

Muszę najpierw coś Wam Kochani wyznać: ja jestem absolutnie antylekarzowa. Nie lubię. Po prostu nie lubię. Z doktorów uznaję zębologa i fryzjera. Gdy mnie coś boli to uważam, że przecież przejdzie, no i zawsze przechodzi.

Ostatni raz u ginekologa byłam w poprzednim wieku, czyli zanim wiele z Was, Dziewczyny, pojawiło się na świecie. Wtedy też robiłam ostatnie badania krwi. Nie chwalę się tym jakoś, tylko stwierdzam fakt. Mam też taką opinię przez wiele lat wypracowaną i niejednokrotnie potwierdzoną, że najgorzej zacząć, no bo potem końca nie ma, człowiek idzie przecież po to, by usłyszeć diagnozę. Lekarz nie jest od tego, by powiedzieć „jest pani zdrowa”. Podobnie jak idziesz do fryzjera, nikt nie przekonuje cię o pasujących do twoich oczu odrostach siwizny. Prawda? Trzeba mieć w życiu jakieś przekonania i to jest moje.

Nie działają na mnie akcje społeczne, nie działają łańcuszki na fb, wkurza mnie jak mnie ktoś wysyła do lekarza, a prewencja i perwersja to dla mnie synomimy. Jednak jakiś zupełnie niedawny czas temu musiałam w babskich sprawach zawitać do lekarza i wtedy rutynowe dla wielu Was i absolutnie normalne badanie (ja robiłam je po raz pierwszy!) czyli #cytologia wykazała, że coś mam. (potwierdzenie mojej tezy- idziesz, coś skubańce znajdą, bo od tego są!).

To coś to wirus, o którego istnieniu powiem szczerze nie miałam bladego pojęcia. Ten wredny typ nazywa się #HPV. Jest ich cała zgraja, bo około setki typów. Mój nosi numerek 16 i jest wraz z kolegą spod 18-tki najbardziej agresywnym onkogennym dziadostwem. Nie mam raka. Mam wirusa, który niedopilnowany go może wytworzyć. Statystycznie mówiąć, jakieś 70-80% raków szyjki macicy bierze się z zarażeniem tym właśnie wirusem, bo ten dziad działa skutecznie. Nie za szybko, ale skutecznie.
Niedługo czeka mnie króciutka wizyta w szpitalu. Nie napiszę hasła idź koniecznie, to może uratowac ci życie i takich tam innych wielkich bla bla słów, których ja sama nie czytam. Każda z nas to wie. Ja też! Jednak pomimo tego, że wiem, to latami nic nie robiłam. Urodziłam się pod szczęśliwą gwiadą, bo gdyby nie „coś”, to o tym wrednym czymś bym nadal nie wiedziała. Za rok czy pięć byłoby za późno, albo by uratować mi życie, albo chociaż jakąś babską część ciała. Przebadałam tego dziada, coś tam jeszcze przede mną i tak, zrobię z tym porządek z jednego powodu: ja po prostu mam dla kogo żyć.

Jeśli macie osoby Wam bliskie z moim podejściem, wklejcie im moją medyczną spowiedź. I powiem tym osobom jedno: ja cię rozumiem, jestem taka sama. Idź, żeby potwierdzić, że jak zawsze to Ty masz rację. Coś znajdą. Zrób to JUŻ, bo jak znajdą wcześnie, to długo jeszcze będziesz mogła wkurzać ukochanych słowami: „Wiedziałam, że tak będzie!” i „Ja mam zawsze rację!”. Bo masz. Każda kobieta ma.

Autorką wpisu jest Kasia Pisarska, post ukazał się na jej Facebookowym profilu i został udostępniony za zgodą autorki. Oryginał znajdziesz TUTAJ.


Lifestyle

15 zaskakujących rzeczy, które mogą wywoływać niepokój

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
7 maja 2017
Fot. iStock/kupicoo
 

Wydawać by się mogło, że prawdziwym niepokojem i zdenerwowaniem powinny napawać nas jedynie te duże i straszne rzeczy – psychopata biegający z nożem, głuche telefony w środku nocy, podwyżka kursu franka szwajcarskiego, złośliwa plotka na nasz temat rozpuszczana przez „koleżankę” z pracy, zły wzrok szefa po wejściu do biura. Istnieje jednak kilka niewielkich, pozornie nieszkodliwych i banalnych rzeczy, które wywołują lub potęgują nasz stres – jeśli więc marzysz o spokoju i relaksie, unikaj ich i omijaj z daleka!

Twoja kanapa

Tak, tak, ta mięciutka, wygodna kanapa, na której lubisz „zalec” po pracy z filiżanką kawy  (lub kieliszkiem wina) w rzeczywistości wcale nie podwyższa twojego komfortu – badania pokazują, że siedzący tryb życia może zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia lęków i niepokoju. Zamiast kocyka i serialu wybierz spacer lub zabawę z dziećmi na placu zabaw.

Zasłonięte okna

Naukowcy z Uniwersytetu w Pittsburghu odkryli, że pacjenci w szpitalu, którzy mieli większy dostęp do światła słonecznego, skarżyli się na mniejszy ból i stres. Wpuść zatem światło do swojego mieszkania, rozsuń zasłony, podnieś rolety i w słonecznych promieniach poczuj się dużo spokojniejsza.

Twoi domownicy

A w zasadzie konflikty i nieporozumienia, które istnieją w waszych stosunkach. Co zaskakujące, zasada ta nie omija nikogo, nawet zwierzaków! Dbaj zatem o dobre, pozytywne relacje, które przyniosą ci jedynie satysfakcję i zadowolenie.

Poziom nawodnienia

Zalecane dwa litry wody dziennie wypijasz? Nawet niewielkie odwodnienie może powodować wahania nastrojów i spadek formy! Pilnuj swojego poziomu spożycia wody i ciesz się dobrym humorem.

Stos korespondencji

Stosik nierozpakowanych listów też potrafi być źródłem niepokoju – istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że wśród korespondencji jest jakiś rachunek wymagający zapłacenia. Wydatki, pieniądze, uszczuplony budżet, często zmartwienia jak go „dopiąć” – nie trudno o stres!

Bałagan w szafie

Choć większość kobiet nie ma co na siebie założyć, to potrafią mieć prawdziwy bałagan w szafie i jej okolicach. A badania pokazują, że taki nieporządek ma wpływ na poziom kortyzolu – hormonu stresu. Jeśli zatem chcesz cieszyć się spokojem, posprzątaj i poukładaj wszystkie części garderoby (tak, z tego krzesła w rogu sypialni też!)

Śmieciowe jedzenie

Kolejny argument za ty, by pożegnać się z chipsami i ciasteczkami – byle jakie, śmieciowe jedzenie może wywoływać stres! To, co w siebie „wrzucamy” jest bardzo ważne nie tylko dla naszej sylwetki, ale i samopoczucia.  Zdrowa żywność, pełnowartościowa i o wysokiej zawartości witamin i minerałów pomoże złagodzić niepokój – no i nie trzeba się aż tak martwić, że pójdzie nam w boczki.

Lustra

Niektórzy mogliby się wpatrywać godzinami we własne odbicia, ale dla sporej części ludzkości będzie to stresującym doświadczeniem. Lepiej unikać nadużywania luster jako elementów dekoracyjnych i ograniczyć się do tych łazienkowych i garderobianych.

Telewizja

Wchodzisz do domu i od razu włączasz telewizor? Narażasz się na hałas, który potęguje twój niepokój i stres, a także na zmartwienia spowodowane zignorowaniem innych obowiązków – program telewizyjny albo serial potrafią bardzo wciągnąć i ukraść nam czas.

Pomijanie posiłku

Podobno Polak głodny, to zły (no i Polka też!). Okazuje się, że nie tylko zły, ale także niespokojny – a wszystko przez spadek poziomu cukru we krwi. Lepiej coś przegryźć niż niepotrzebnie się stresować.

Zbyt dużo wzorów

Nie tylko bałagan może nas wyprowadzić z równowagi, ale też przesada wzorów i kolorów. Paski, kropki, cętki, wyraziste barwy i mix różnych odcieni może być aktualnie modny i na topie, ale nie wpływa korzystanie na nasz spokój – postawmy na neutralne kolory i spokojne wzory, które dadzą nam (i naszym zmysłom) ukojenie.

Przynoszenie pracy do domu

Warto oddzielić życie zawodowe od prywatnego i w miarę możliwości nie przenosić obowiązków z pracy na grunt domowy. Choć wypełnianie papierów wydaje się dobrym pomysłem na popołudnie, nie służy życiu rodzinnemu i naszemu komfortowi. Work-life balance to nie tylko chwytliwe hasło, ale wyższa konieczność!

Nieposłane łóżko

Ups! A jednak nie warto oszczędzać tych paru minut rano i lepiej pościelić łóżko tak, by wieczorem móc się położyć na idealnym prześcieradle i otulić wygładzoną kołderką. Wszak jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a dobry sen to podstawa dobrego samopoczucia i mniejszego stresu.

Wieczorny kieliszek wina

Choć brzmi bardzo relaksująco, to wieczorne popijanie wina może wywołać ataki paniki! Alkohol może destrukcyjnie wpływać na nasz centralny układ nerwowy i ograniczać zdolność mózgu do uspokojenia. Zamiast wina lepiej zrobić sobie dobra herbatę lub kakao.

Nocne światło

Jeśli do tej pory zdarzało ci się spać przy małej lampce lub do twojej sypialni docierało światło np. z ulicznych latarni, musisz to szybko zmienić – dla spokoju i lepszego wypoczynku. Badania pokazały, że zbyt dużo sztucznego światła w nocy może wywoływać objawy depresji i zaburzać nasz naturalny rytm.


 

Na podstawie: www.womansday.com


Lifestyle

Spowiedź Malwiny: „Skoro ja nie miałam nic poza pracą, inni też nie musieli mieć”. Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 maja 2017
Fot. iStock/FluxFactory

Spotykamy się w sobotnie popołudnie w kawiarni. Przychodzę trochę wcześniej, zajmuję stolik, ale z zamówieniem czekam na mojego gościa. Chwilę później widzę jak Malwina wchodzi rozglądając się niepewnie. Jej wzrok błądzi po sali w poszukiwaniu mojej osoby. Macham do niej, a ona już pewniejszym krokiem rusza w moją stronę. Witamy się serdecznie jak za dawnych lat, zupełnie tak jakby czteroletniej przerwy w naszych spotkaniach nie było… Zamawiamy latte i pokaźny pucharek lodów z owocami. Na cześć naszego spotkania…

Początkowo rozmawiamy o wszystkim i o niczym, standardowe pytania, zwyczajne odpowiedzi. Nadrabiamy zaległy czas w plotkowaniu. Dlatego też przez pierwsze chwile nie zauważam nic nie niepokojącego, a może i zauważam, ale zrzucam to na barki czasu, jaki upłynął od naszej ostatniej rozmowy. Niby jest ze mną, niby prowadzimy dialog. Niby się cieszy, że w końcu mamy okazję się spotkać. Niby jest zwyczajnie, a jednak tak inaczej. Wydaje się, że jest dobrze, a jednak nie do końca wszystko jest tak jak powinno. Niespójne gesty, mimika i słowa. Jakiś trybik wewnętrznej maszyny Malwiny nie działa tak jak powinien.

Po wypiciu szklanki kawy mam pewność: coś jest nie tak. Przede mną nie siedzi ta sama kobietą, z którą parę lat temu zaczynałam swoją karierę zawodową. Fakt, cztery lata temu rozjechały się nasze wspólne ścieżki i od tamtej pory nie miałyśmy ze sobą większego kontaktu. Jednak to nie ten styl, nie ta mowa, nie te gesty. Nie ta siła i pewność siebie, nie ta przebojowość. Pod powiekami mam obraz kobiety zjawiskowej, wiedzącej czego i jak chce od życia, kobiety idącej przed siebie, z przeszłości czerpiąc tylko nauki. To kobieta waleczna, oddychająca pełną piersią, z rozumem pełnym marzeń do spełnienia. Kobieta wiedząca o czym mówi i mówiącą to co ma do powiedzenia, a nie to co ślina na język przyniesie. Kobieta szanująca siebie i innych.

Tego sobotniego popołudnia siedzi przede mną wycofana, opancerzona. Kobieta nastawiona na odbiór, a nie przekaz. Zamknięta w sobie, poddana. Jej uśmiech jest sztucznie przyklejony do twarzy, a mimika z trudem ukrywa prawdę. Oczy… Oczy obojętne, wzrok jakby nieobecny. To nie ten blask, nie ta iskra, nie to ciepło. Jest przy mnie, siedzi naprzeciwko. Kręci się niespokojnie, unika kontaktu wzrokowego. Obserwując ją wyczuwam napięcie. Jakby jakaś część jej chciała wstać i wyjść. Druga jakby chciała zostać, a trzecia rozsypać się na kawałki. Zupełnie tak jakby toczyła jakąś wewnętrzną walkę. Nie wiem tylko o co i z kim, kto zadaje ciosy i dlaczego.

Delikatnie badam teren, próbuje ją naprowadzić na tory szczerej rozmowy ze mną. Początkowo odbijam się od ściany, ale z upływem czasu i starań, widzę, jak jej skorupa pęka i za pomocą magicznego klucza, powoli udaję mi się otworzyć zakazane drzwi. Malwina zaczyna mówić….

– Wiesz, u mnie wiele się pozmieniało. Wiele się spraw nie jest takimi jak powinno być. Miałam inne wyobrażenie o sobie, o swoim życiu i o tym dokąd chce zmierzać. Wstyd się przyznać pogubiłam się, upadłam przy tym bardzo nisko – początkowo ostrożnie wypowiada każde słowo, skubiąc rogi serwetki, którą trzyma w dłoniach.

– Trzy lata temu przeniosłam się do innego oddziału mojej ówczesnej firmy. To był dla mnie wymarzony awans, w końcu objęłam stanowisko kierownicze i dostałam czterech podległych mi pracowników i kilku kontrahentów, za których byliśmy odpowiedzialni. Wiesz, jak jest, początki były trudne. Nowe miejsce, nowe obowiązki, inni ludzie, inne realia. Musiałam jakoś się w tym wszystkim odnaleźć, musiałam sobie poradzić. Pracowałam po 10, czasami po 12 godzin na dobę. W weekendy odsypiałam. Byłam sama, nie przeszkadzało mi to. Lubiłam tę pracę. No nieważne. W każdym razie po kilku miesiącach zaczęła doskwierać mi samotność. Znudziły mi się wieczory spędzone nad wykresami i zestawieniami, weekendy spędzone z książką w ręku. Chciałam mieć blisko kogoś, kto mnie przytuli, wesprze. Kogoś kto będzie na mnie czekał, no tak zwyczajnie chciałam faceta. A im bardziej go chciałam, to tym bardziej nie mogłam go znaleźć. Wszelkie znajomości kończyły się fiaskiem, zanim na dobre się rozpoczynały. Czułam się przez to coraz bardziej sfrustrowana i rozgoryczona. Wszyscy mi mówili, że mam poczekać, że przyjdzie czas i ja sobie kogoś znajdę. Tylko, że ja nie chciałam czekać. Chciałam natychmiast – Malwina milknie na chwilę. Zaczepiam przechodzącą obok kelnerkę i proszę o dwa kubki zielonej herbaty. Do Malwiny nic nie mówię, nie przerywam. Musi to wyrzucić z siebie, ściskam jej dłoń na znak, aby kontynuowała. Przegładza swoje włosy, nabiera powietrza w płuca i opowiada dalej…..

– Nie wiem nawet kiedy i jak swój brak życia prywatnego zaczęłam przenosić na swoich podwładnych. Dorzucałam im pracy i obowiązków, czepiałam się na każdym kroku. Każdy powód był dobry, aby ich projekty cofnąć do poprawy, albo zwyczajnie w życiu ich opie*dolić. I wcale nie chodziło o jakieś kwestie merytoryczne, ale pierdoły. A to nie taki konspekt, a to prezentacja miała nie takie tło, czcionka tekstu raz była za duża raz za mała i temu podobne sprawy. Niby nic, ale zmuszało ich to do pracy od nowa i do dłuższego zostania w firmie. A mnie to cieszyło. Skoro ja nie miałam nic poza pracą, inni też nie musieli. Byłam nad wyraz wymagającą i czepialską. Nie tolerowałam pół środków, ani byle jakości. Postanowiłam ich ukarać za to, że nie mogę dostać od życia tego czego chciałam. Ich obarczyłam winą za moje prywatne niepowodzenia. I w moim mniemania to oni mieli ponieść za to zasłużoną karę. – Malwina upija łyk herbaty, po czym delikatnie ociera łzy płynące po policzku. Nie wiem, co powiedzieć. Patrzę na nią współczującym wzrokiem, a w jej oczach widzę różne odmiany uczuć. Przez ból, wstyd i tęsknotę.

– Malwina…. jesteś młoda. Jeszcze przyjdzie twój czas na miłość – zaczynam lakonicznie i nie pewnie. Nie wiem, jakich słów użyć, abym nie grzmiała jak własna babcia. Czuję podświadomie, że to nie koniec tej opowieści, że najgorsze dopiero nadejdzie. Malwina prostuje się w fotelu na którym siedzi i ze łzami w oczach kontynuuje…

– W czasie kiedy ksywka „smoczyca” na stałe do mnie przywarła, w moim zespole pojawił się Adam. Od początku traktowałam go tak samo jak innych. Poniżałam, czepiałam się, wymyślałam od różnych przy każdej okazji. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, że go uwiodę. Wiedziałam, że ma żonę, rodzinę. Mi to nie przeszkadzało. Zafiksowałam się. Chęć zniszczenia innych życia była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Zaczęłam go podrywać, flirtować z nim. On nie był tym zainteresowany, był odporny na moje zalety. A ja mimo to nie dawałam za wygraną, wykorzystywałam swoją przewagę nad nim i zaczęłam go szantażować, że go zwolnię jeśli się ze mną nie będzie spotykał, a właściwie jeśli nie będzie ze mną sypiał..

– I jak się domyślam osiągnęłaś swój cel… – bardziej sama odpowiadam niż pytam.

– Tak, po części tak. To wydarzyło się z trzy razy w moim biurze. To było żenujące, ja byłam w tym wszystkim żenująca. Nie mam słów wytłumaczenia dla siebie, nie wiem co mi odwaliło, nie mam na to żadnego wyjaśnienia. W każdym razie, Adam był sprytny. Kiedy zobaczył, co się świeci, zaczął nagrywać moje rozmowy z nim, z całym zespołem. Z naszych samotnych spotkań nagrywał filmiki. Gdy miał cały materiał dowodowy zebrany i miał niezbite argumenty na mój mobbing wobec pracowników, poszedł z tym do zarządu. A za nim cała reszta mojego ówczesnego zespołu i wszyscy, jak jeden mąż powiedzieli, jakim byłam tyranem. Reszty nie muszę ci opowiadać. Nie mam pracy, za miesiąc rozpoczyna się proces, wytoczony mi przez Adama i resztę załogi. Zamierzam przyznać się do wszystkiego, nie będę uciekać przed odpowiedzialnością. Jest mi cholernie wstyd i żałuję tego bardzo, ale nie mam pomysłu na to, jak tym ludziom to wynagrodzić. Skrzywdziłam ich bardzo, a wszystko dlatego, że nie mogłam sobie znaleźć faceta. Jakież to płytkie i dziecinne.

Na tym Malwina kończy swoją opowieść. Wstaje ze spuszczoną głową od stolika, zakłada płaszcz i wychodzi. A ja potrzebuję jeszcze kilku chwil, aby ochłonąć. Wysłuchałam w milczeniu jej opowieści, domyślam się, że sporo bólu kosztowało Malwinę jej opowiedzenie. Zostawiła mnie z pustką w głowie, brakuje mi puenty i morału. Nie wiem co myśleć, mętlik myśli i uczuć. Z jednej strony czuję na nią złość i niechęć. Z drugiej tak mi jej żal. Sądzić jej nie będę bo to nie moja rola. Zadzwonię do niej jutro i powiem, że w życiu nie ma nic na siłę i od ręki. Wszystko przychodzi wtedy, kiedy jesteśmy na to odpowiednio przygotowani…

autorka: Magdalena Joncel


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: [email protected]. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Zobacz także

Robol prawdę Ci powie! Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie

„Kto to rucha?”. Ja pie*dole czy w Polsce nigdy nie będzie szanować się kobiet?

Ja tych gejów, to nawet lubię. Naszą tolerancję mierzymy liczbą lajków pod postem Roberta Biedronia