Lifestyle

Moje okno naprzeciwko… Już ciebie w nim nie ma

Matka prawie zona
Matka prawie zona
15 czerwca 2016
 

Jest już późno, nie mogę spać, choć powinnam… choć trochę, bo zmęczenie daje o sobie znać w ciągu dnia. Okno otwarte, ciepła noc mimo wieczornego deszczu. Słyszę krzyk kobiety, podświadomie spoglądam w twoje okno, choć wiem, że już cię w nim nie zobaczę, to odruch. Tyle razy cię słyszałam, teraz słyszą cię inni.

Pamiętam ten pierwszy raz, chyba równo rok temu, nawet nie wiedziałam, że tam ktoś mieszka. Oglądaliśmy film, usłyszałam cię. Trudno było nie słyszeć… pomimo odległości i szerokości ulicy było słychać krzyki i każdy jeden raz wymierzony w twoją twarz. Ty płakałaś, a on się śmiał… Pomyślałam  „głupia małolata”, swoim krzykiem pobudziłaś dzieci, troje – dwie dziewczynki i chłopiec. I wtedy wiedziałam „nie dam zrobić krzywdy dzieciom”. Zadzwoniłam na policję, widziałaś mnie, światło latarni oświetlało moje okno, on też mnie widział… nie bałam się. Zgłosiłam, przyjechali, a TY zgasiłaś światło i siedziałaś cicho. Rozejrzeli się, nawet nie weszli do bramy, olali sprawę wiedząc , że tam są dzieci.

Spotkałam go rano, wiedział, że to ja. Szturchnął mnie na środku ulicy, byłam z dzieckiem. Dałam mu do zrozumienia, że się go nie boję, tak ja ty… w ogóle się nie boję.

Byłam wściekła na ciebie, ten i każdy kolejny raz. W nocy wrzaski i odgłos twojego bitego ciała, a rano stałaś z nim w oknie, jak gdyby nic się nie stało. On całował twe siniaki, a TY Głupia się cieszyłaś. Żal mi Cię, a szkoda mi dzieci…

Pewnej nocy byłam pewna, że to już koniec. Widziałam cię, szarpałaś się,  próbowałaś uciec, dzieci były przyszykowane. Krzyczałaś i płakałaś, a Ja krzyczałam i płakałam razem z tobą. Noc niosła ttwoje krzyki, a ja zadzwoniłam tym razem po karetkę… Noc poniosła dźwięk łamanych twoich kości.

Lecz nie zmądrzałaś, wróciłaś. Ręka złamana, przeszłaś operację i… i tak wróciłaś, bo pojechał, przyniósł kwiaty i obiecał, że nigdy więcej, że przeprasza, że Kocha. A ty Głupia uwierzyłaś. Przywiózł cię. Widział mnie w moim oknie i śmiał się, bo znowu wygrał. Stałaś w oknie z kwiatami, rozmawialiście, znów całował twe siniaki, powiedziałaś coś – jemu się nie spodobało. Ścisnął ci tą złamaną, świeżo po operacji rękę tak, że ja w swoim oknie na przeciwko, poczułam twój ból. Klęczałaś, przepraszałaś i płakałaś, a ja płakałam razem z tobą.

Zawsze z tobą byłam, tam w oknie po drugiej stronie ulicy. Widziałaś mnie w świetle latarni. Pragnęłaś pomocy, a gdy ją dostałaś, uciekałaś od niej, rezygnowałaś. Nie rozumiałam cię, przecież twoje dzieci słyszały, widziały.

Ale teraz wiem jedno – ty chcesz takiego życia… dla siebie… dla nich. Przeprowadziłaś się, zmieniłaś okno na przeciwko. Teraz kto inny ci pomaga, słyszy twoje krzyki. Ale tak, wiem jedno. wykorzystałaś mnie. Wiem to, widząc cię na ulicy , idziesz z nim pod rękę, masz posiniaczoną twarz i całujesz go. Widząc mnie odwracasz głowę, a on śmieje mi się w twarz…


Lifestyle

Tamtej nocy , wygrałam …

Matka prawie zona
Matka prawie zona
23 stycznia 2018
 

Wyjątkowy wieczór, Sylwester … Dla mnie wieczór jak każdy inny… Zamiast pięknej kreacji … dres i ciepłe skarpety , zamiast szalonych znajomych,  trójka cichutko pochrapujących dzieci … zamiast dj’a Chajzer z ekipą , zamiast kieliszka  szampana…gorąca  czekolada i tylko brak jego … Z racji wykonywanego zawodu,  nie liczyłam  na inne zakończenie  tego roku  …

Z kubkiem w ręku i ciekawą książką,  pod ciepłą  kołdrą,  wyczuwam Twoją  obecność … Spodziewałam się Ciebie,  krążysz  wokół mnie  jak sęp,  tylko czekasz na moje potkniecie…

– Witaj kochanie… Nie powiem, że na Ciebie czekałam , nie jesteś tu mile widziana … Nie,  nie ściągaj  butów , nie nie zrobię  Ci herbaty . Myślałaś  , że jak zostanę dzisiaj sama , to dotrzymasz mi towarzystwa?  Ależ  kochanie,  nie pochlebiaj  sobie … nie jestem samotna ani smutna… Wiem,  że smutek to zaproszenie dla Ciebie , cóż… bardzo Cię rozczaruje, w tym roku wykorzystałam już swoje okazje. Częstym gościem u mnie byłaś , chciałaś zostać na dłużej , lecz niestety nie należę  do gościnnych osób.

– Kochanie,  Ale uważasz,  że kłamię ? Uważasz,  że  byłam  złą  przyjaciółką? Chciałam  być Ci oddana, w końcu byłaś dla mnie taka dobra , byłaś zawsze gdy Cię potrzebowałam.  Ale zapomniałaś o jednym…

– Nie Kochanie,  nie przesadzam, już zapomniałaś,  jak chciałaś mieć mnie tylko dla siebie? Owszem na początku,  podobało mi się to,  do momentu gdy zobaczyłam jak mnie krzywdzisz , jak wykorzystujesz mnie aby moi bliscy odwrócili się ode mnie. Wbijałaś mi nóż w plecy , chorowałam przez Ciebie, tabletki przeciwbólowe były dla mnie jak cukierki a moje dzieci odsunęły się ode mnie , mąż zapomniał jak to jest mieć mnie przy sobie.  Lecz Ty wiedziałaś, korzystałaś z mojego upadłego życia.

– Wiem,  że Cię rozczarowałam,  ale Kochanie nie doceniłaś mnie. Nie doceniłaś mojej siły, nie doceniłaś miłości jaką  darzę innych, nie pozwolę się skrzywdzić a tym bardziej moich bliskich.

– Twierdzisz, że moje serce jest przepełnione smutkiem? Kochanie po raz kolejny bardzo się mylisz,  żal a smutek to co innego.  I nie, moje serce nie jest przepełnione smutkiem, jest przepełnione miłością a żal ma tam swoje miejsce. Ale nie będę z Tobą dyskutować.  Zbliża się północ, zabierz swoje rzeczy i idź szukać kolejnej przyjaciółki, bo tu już jej nie masz.

– Nie proś mnie…  Zaraz muszę obudzić dzieci aby zobaczyć radość na ich buziach gdy razem bedziemy witać Nowy Rok,  mąż już dzwonił… słyszałaś… nawet gdy jest w pracy ma dla mnie czas… Więc idź już… W moim życiu już nie ma dla Ciebie miejsca.

W Polsce na depresję choruję 1.5 mlna  osób,  2 razy więcej kobiet niż mężczyzn. Ona nie jest Twoją  przyjaciółką,  jeśli zbliży się do Ciebie,  bądź od niej silniejsza.


Lifestyle

Kiedy wszystkie potwory i demony noszą Twoje imię…

Matka prawie zona
Matka prawie zona
14 czerwca 2016

Czasami w życiu Matki patchworkowej  przychodzi taki moment , kiedy chce zaszyć się w jakimś dźwiękoszczelnym pokoju by pokrzyczeć sobie wniebogłosy.  Lub  kiedy ma ochotę wybić wszystkie talerze i szklanki albo wyjść niby po chleb i zrobić sobie wycieczkę życia… zastanów się wtedy, jak już musi być z nią źle…

Życie rodzinki patchworkowej nie jest cukierkowe , usłane różami tak , że tęcza wychodzi Wam uszami i nosem.  Rodzinka patchworkowa ma więcej upadków niż wzlotów… nie cała rodzinka… najbardziej na takie upadki narażona jest oczywiście Matka. A do takich upadków przyczyniają się niestety dzieci Twojego partnera.

Na początku zawsze jest taki schemat. Najpierw zostajesz przedstawiona jako koleżanka , zapoznajemy ze sobą dzieci a na końcu okazuje się , że koleżanka zostaje dziewczyną Taty. No i wszyscy wiedzą co się dzieje później . Zamieszkanie… oczywiście każdy spodziewa się jakie będą początki… pełne buntu , łez a później fałszywego uśmieszku.

Według Ciebie takie początki powinny trwać stosunkowo krótko. Oj  jak bardzo w tym momencie potrafimy się mylić…

Każdy psycholog twierdzi , że dzieci partnerów w szczególności Ojców, zachowują się źle tylko na początku nowej sytuacji rodzinnej. Dzieci przeżywają rozwód oraz brak łączności emocjonalnej Matki i Ojca.

Zgodzę się z tym jak najbardziej…. ale … tak pojawia się ALE…

Ile dla dziecka mogą trwać  „początki” ?     Miesiąc , dwa,trzy, pięć ,rok, trzy lata, pięć, dziesięć lat , całe życie????  Co jeśli dziecko było na tyle małe , że nie może pamiętać rozwodu rodziców a więź emocjonalna w ogóle między nimi nie istnieje?? Co robić gdy po trzech latach z każdym buziakiem , z każdym przytuleniem czujesz , że to wszystko jest tylko na pokaz, jest udawane?? Co robić gdy czujesz , że dziecko rywalizuje z Tobą o względy Ojca ?? Co robić gdy zwracasz uwagę bo wiesz , że zrobiło źle a ono patrzy na Ciebie i śmieje Ci się w twarz albo wymusza histeryczny płacz??? A dziecko wcale nie jest małe… Co robić gdy zrzuca na Ciebie wszystkie obowiązki , które umie samo wykonywać ??Co robić gdy buntuje przeciwko Tobie innych członków rodziny?? Co robić gdy w pewnym momencie czujesz , że jednak Ci się udało i jesteście na drodze porozumienia, słyszysz gdy podczas zabawy nazywa Twoim imieniem wszystkie potwory i demony???

Można się wściekać , płakać , zamykać się w sobie lub udawać , że nic się nie dzieje . Ale nigdy nie można dać po sobie poznać , że przegrywasz . Nigdy nie można odpuścić , dać za wygraną. Nigdy nie można pokazać , że nienawiść młodego człowieka niszczy nas od środka.

Pozostaje czekanie, nie ważne ile, ważne , że któregoś dnia usiądziemy i powiemy „Warto było”. W końcu miłość wygrywa wszystko.

Może gdzieś tam znajduje się ów szczęśliwa rodzinka… legendy … legendy …. legendy …. zawsze w legendach jest ciut prawdy 😉