Lifestyle

Mój niezawodny sposób na pozbycie się zaskórników. Produkty na pewno masz w domu

Pani Mądrala
Pani Mądrala
23 października 2017
Fot. iStock/Voyagerix
 

Jak już zapewne wiecie, nie jestem fanką gotowych kosmetyków, dostępnych w drogerii. Niedawno pisałam o moim cudownym odkryciu – domowym antyperspirancie. Mam nadzieję, że choć jedna z was skorzystała z tej propozycji. Dzisiaj podzielę się z wami moim sposobem na zaskórniki. W sieci można znaleźć wiele przepisów na domowe peelingi czy maseczki, ale uwierzcie – nie wszystkie są skuteczne. Aby to sprawdzić, trzeba je niestety wypróbować na własnej skórze. Od tego macie mnie. 
Na początek wyjaśnijmy sobie, czym w ogóle są te całe zaskórniki. To te małe, czarne punkciki na nosie i w jego okolicy, które nie tylko wyglądają nieestetycznie, ale także świadczą o tym, że nieodpowiednio dbamy o cerę. Trochę wstyd, prawda?

Przede wszystkim należy skupić się na odpowiedniej pielęgnacji skóry. Do podstawowych zabiegów zalicza się: oczyszczanie skóry każdego dnia, peelingi 2-3 w tygodniu, regularne stosowanie tonika. Dzięki tym czynnościom zminimalizujesz ryzyko powstawia zaskórników – czyli gromadzenia się zanieczyszczeń w porach skóry.

W celu pozbycia się wągrów, regularnie stosuję naturalną pielęgnację 2w1 czyli peeling i maseczkę na bazie jednej mieszaniny z dwóch składników. Chodzi o ryż i mleko. Sypki ryż zalewam ciepłym mlekiem i odstawiam na kilka godzin. Po tym czasie blenduję i powstałą papkę nakładam na twarz. Masuję okrężnymi ruchami i zostawiam na kilka minut. Następnie zmywam ciepłą wodą.

Wyjątkowo skuteczna jest także maseczka z ananasa, która doskonale zwęża pory. Minus? Potrzebujemy około 1/2 szklanki soku ze świeżego ananas. Kto ma sokowirówkę lub chociaż wyciskarkę, ten sobie poradzi. Sok mieszamy z jedną łyżeczką miodu i nakładamy na twarz na około 15 minut. Jeżeli masz w domu liście aloesu możesz też zmiksować jego miąższ z dojrzałym pomidorem i jako papkę nałożyć na twarz. Również pomaga w walce zaskórnikami.

Jeśli znasz inne, naturalne metody – daj znać w komentarzu. Chętnie wypróbuję!


Lifestyle

Niektórych produktów nie powinno się myć przed gotowaniem, a jednak wszystkie to robimy

Pani Mądrala
Pani Mądrala
30 października 2017
przepisy
Fot. iStock/anandaBGD
 

Co jak co, ale zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. W moim domu restrykcyjnie przestrzega się zasad higieny. Nie chodzi tylko o częste mycie rąk, ale także o odpowiednie przygotowywanie posiłków. Wszystkie wiemy, co się dzieje, gdy wszyscy domownicy cierpią na zatrucie pokarmowe… Dlatego byłam w potężnym szoku, gdy dowiedziałam się, że moja nadgorliwość przynosi więcej szkody niż pożytku.

W mojej kuchni można znaleźć trzy deski do krojenia, których regularnie używam. Jedna jest do mięsa, druga do ryb, a trzecia do warzyw i owoców. W mojej lodówce próżno szukać produktów przeterminowanych, a co dopiero takich, na których pojawiła się pleśń. Nigdy nie pozwalam moim dzieciom jeść niemytych warzyw i owoców, ponieważ jestem na tym punkcie przewrażliwiona. Tak, do tej pory myłam wszystko, co później lądowało na talerzach, nawet jeśli po drodze zaliczało obróbkę termiczną. Jeżeli robisz podobnie, popełniasz błąd. Okazuje się, że kilku produktów nie powinno się myć przed gotowaniem.

Surowy kurczak

Muszę przyznać, że jeszcze do niedawna opłukiwałam pierś z kurczaka pod kranem. Okazuje się jednak, że na powierzchni mięsa znajdują się groźne bakterie. Jeżeli umyjemy mięso w zlewie, chorobotwórcze drobnoustroje rozprzestrzenią się wokół zlewu i na blatach. Lepiej więc pokroić kurczaka bez wcześniejszego mycia i przyrządzić w wysokiej temperaturze, by zabić bakterie.

Jajka

Wiesz, że bywają opryskiwane specjalnym preparatem, który chroni je przed bakteriami? Żeby nie zmyć tej substancji, jajka chowaj do lodówki bez mycia. Zrób to dopiero bezpośrednio przed użyciem.

Grzyby

Jeżeli zamierzasz je smażyć, nie mocz ich zbyt długo w wodzie, ponieważ łatwo ją chłoną. Grzyby należy wyłącznie opłukiwać i wycierać papierowym ręcznikiem. To samo dotyczy pieczarek, które ja osobiście wrzucałam kiedyś do zlewu i zalewałam wodą, by dobrze się umyły…

Ogórki kiszone

Niektórzy obawiają się białego nalotu, który się na nich znajdują, więc myją je dokładnie po wyjęciu ze słoika. Tymczasem ten biały nalot jest niezwykle cenny! To bogate źródło bakterii probiotycznych, które usprawniają pracę jelit.

Źródło: Shape


Lifestyle

Ratunku, mam nalot azjatyckich biedronek! Ty też?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
18 października 2017
Fot. iStock/Sadler2121

Ogólnie rzecz biorąc, biedronki kojarzą mi się dość dobrze. Są małe i płochliwe, ładnie wyglądają na zdjęciach (chyba każdy z nas miał w życiu etap „ach, cyknę telefonem jakieś artystyczne zdjęcie przyrody”) i podobno są pożyteczne. Poza tym mój syn jest w przedszkolu zapisany do grupy „Biedronek”. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy w moim mieszkaniu pojawiły się dziesiątki dziwnych biedronek, które kąsają.

Harmonia axyridis – czyli rodzaj biedronek, pochodzących z Azji, może spędzić sen z powiek. Rozmawiałam wczoraj ze znajomą przez telefon i nagle mówię: „Aśka, do ciebie też przylatują te dziwne czarno-czerwone biedronki?”. „A daj spokój! Mam w nich cały balkon! Sąsiad z dołu mówił, że od kilku dni żadnego okna nie może otworzyć” – opowiada. Wychodzę na swój balkon i widzę, że i u mnie cała zgraja robali tylko czeka, aż uchylę okno. I aż żal nie otwierać, gdy na dworze około 20 stopni.

Kilka kolejnych wpadło mi do mieszkania. Słyszałam, bo obijały się o metalowe żaluzje, które mam w mieszkaniu. Najpierw ignorowałam. Ale gdy jedna z nich przyleciała do mnie, usiadła mi na ramieniu i dziabnęła, powiedziałam „Dość”.

Jak je rozpoznać?

Biedronki azjatyckie, lub też arlekiny, nieco różnią się wyglądem od naszych rodzimych biedronek. Mogą być niemalże czarne z kilkoma czerwonymi kropkami albo pomarańczowe w czarne kropki, czasem zdarzają się także żółte. Niektóre mają nawet 23 kropki, czyli znacznie więcej niż biedronki, które znamy i lubimy.

Jak z nimi walczyć?

Cóż, daleka jestem od zabijania jakichkolwiek zwierząt. Czy to pająk, komar czy biedronka, do ostateczności posuwam się tylko w momencie bezpośredniego starcia. Świadomie rezygnuję też z różnych chemicznych preparatów, które mogą zaszkodzić innym owadom, a także domowym zwierzętom. Osobniki, które już wpadły do mojego mieszkania, wygoniłam na dwór za pomocą kartki papieru i szklanki. Teraz pozostało mi koczować w zamkniętych czterech ścianach, bo przecież moskitiery na okna zakładam już od pięciu lat (sic!). Cóż, zamontuję te cholerne siatki, gdy już sobie odfruną. Jeśli znasz jakiś naturalny sposób na pozbycie się biedronek azjatyckich, pisz w komentarzu. Będę zobowiązana.