Lifestyle

„Miażdżyca z Depresją i Alzheimerem pojechali w podróż”. Miłość w czasach słabości… Niezwykła historia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 sierpnia 2017
Fot. Filip Miller
 

Facebook obiegły zdjęcia dwojga starszych ludzi. Ludzi, których połączyła miłość, a rozdzielić chciała choroba. Niezwykle wzruszający wpis i jeszcze piękniejsza zdjęcia, pokazujące, że wiek nie ma ograniczeń, że chcieć to móc – i kochać i chwytać każdą chwilę, która nam została.

Filip Miller pisze na swoim fanpage’u:

„Pięć lat temu zmarła Rena Starzewska, kuzynka mojego dziadka a dokładnie trzy lata temu dołączył do niej mąż, Julek Bojanowski. Tym samym z powierzchni ziemi zniknęła niesamowita para, którą miałem okazję fotografować. Przez całe życie aktywni, ciekawi nowych miejsc, pełni energii.Spotkali się późno, ale może dzięki temu żyli intensywniej. Choroba i wiek zawiązały w pewnym momencie spisek, chciały to zmienić. Alzheimer Reny zrodził depresję Julka. Rodzinna narada, padł pomysł: “Julek kupcie campera”
Wygrała siła charakteru i zaistniała szansa na powrót do tego, co zawsze lubili i robili. Julek zapakował Renę i leki do auta. Miażdżyca z Depresją i Alzheimerem pojechali w podróż.
Zaczyna się słodko – gorzka opowieść, w którą wkrada się coraz bardziej choroba. Renę wchłania Alzheimer, Julek ma coraz większe kłopoty z chodzeniem. Słowacja, Kraków, Góra Żar, wykłady, wystawy, gorące termy, aquapark, spotkania z przyjaciółmi.
Miałem poczucie, że biorę udział w “niecodzienności”. Chciałem pokazać to unikalne i wyjątkowe podejście do podeszłego wieku. Chciałem udokumentować stan, w którym ciało zwalnia a umysł biegnie do przodu”.

A teraz zobaczcie tych niezwykłych ludzi.

Źródło: Facebook


Lifestyle

Marzysz o bogactwie? Zobacz, co robią ci, którzy odnieśli finansowy sukces

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
28 sierpnia 2017
Fot, i Stock/Eva Katalin Kondoros
 

Któż z nas nie marzy o finansowym bezpieczeństwie, pokaźnym koncie w banku, wygranej na loterii lub interesie życia, który przyniesie nam zawrotne zyski i zapewni dostatnią przyszłość. Nie każdemu jednak dane jest zostanie bogatym – czy to nasza wina, czy robimy coś źle? W czym tkwi sekret tych, którzy odnieśli finansowy sukces? Okazuje się, że zazwyczaj mają oni bardziej pozytywny sposób myślenia, biorą osobistą odpowiedzialność za swoje bogactwo i sukces w biznesie, a także są skłonni poświęcić krótkoterminowe korzyści dla osiągnięcia długoterminowych zysków. Uczą się i rozwijają przez całe życie i otaczają ludzi, którzy mają podobne spojrzenie na życie i etykę pracy, a przed wszystkim pewne rzeczy robią zupełnie inaczej od innych.

Są skłonni do poświęceń

Zamożni ludzie często zaczynają skromnie, niemal od zera. Są gotowi na oszczędne życie, aby zainwestować swoje dochody i zasoby w coś, co w perspektywie czasu przyniesie im więcej pieniędzy. Wielu ma zwyczajne, skromne domy i nie marnuje pieniędzy na krzykliwe symbole statusu, takie jak ekskluzywne łodzie lub drogie samochody sportowe.

Nie są ofiarami

Ludzie, którzy widzą siebie jako ofiarę, spędzają zbyt wiele czasu na skargach i obwinianiu innych o swoje niepowodzenia. Osoby, które mają na swoim koncie sukces, swoje nieszczęścia, błędy złe decyzje starannie analizują, dociekają, co się stało i wyciągają z danej sytuacji wnioski. Uczą się na swoich niepowodzeniach i robią wszystko, by nigdy więcej do nich nie dopuścić.

Nie obwiniają innych za swoja sytuację

Ludzie sukcesu biorą odpowiedzialność za swoje działania i swój los. Zamiast tracić czas i energię na obwinianie innych i całego świata dookoła, akceptują to, że ich los jest w ich rękach. Jeśli chcą osiągnąć sukces, muszą sami coś z tym zrobić i dążyć do wyznaczonego celu. Marudzenie i narzekanie to wrogowie tych, którzy zwyciężają!

Nie tracą czasu na oglądanie telewizji

Ludzie z finansowym sukcesem nie mają na to czasu, wolą poświecić go na bardziej rozwijające rozrywki. Jeśli już zasiadają przed telewizorem, oglądają konkretne programy – na pewno nie jest to telenowela czy reality tv.

Oszczędzają i nie dopuszczają do wielkich zadłużeń

Może się wydawać, że im więcej pieniędzy do nas przychodzi, tym więcej możemy wydawać – to droga prowadząca do finansowej katastrofy! Jasne, można poczuć się pewniej i bezpieczniej, kupować lepsze i droższe rzeczy, ale wciąż dbać o posiadanie oszczędności, pilnować budżetu i opierać się pokusom! Ludzie z finansowym sukcesem wiedza też, że pożyczyć jest łatwo, ale ze spłatą bywa gorzej. Dbają też o to, by swoje długi oddawać szybko i bez zwłoki, by nie wydawać zbyt dużo na odsetki!

Planują długoterminowo

Ludzie z finansowym sukcesem planują swoje wydatki i inwestycje uwzględniając perspektywę długoterminową, a co ważniejsze – trzymają się swoich założeń! Pokusa wydawania wszystkiego, co do nas przychodzi jest bardzo duża, często myślimy „należy nam się, zapracowaliśmy, zasługuję na nagrodę” – ale takie podejście często prowadzi do zguby. Dyscyplina – to tutaj słowo klucz!

Ich praca ma swoją wartość

Nie chodzi o to by powielać cudze pomysły, wpadać w schematy – jeśli marzysz o finansowym sukcesie, musisz zaproponować innym usługi lub produkty, które będą wartościowe, dobre, w które włożysz swoje serce, wiedzę i umiejętności. Takie, za które inni będą chwili płacić.

Doceniają znaczenie edukacji

Ludzie sukcesu wiedzą, jak ważna jest w życiu edukacja i zdobywanie wiedzy – nie tylko w szkole, ale także po jej zakończeniu! To proces ustawiczny, tego wymaga od nas ciągle zmieniający się świat – wszak kto się nie rozwija, ten się cofa! Trzeba mieć oczy, uszy i umysł szeroko otwarte!

Robią więcej niż wymaga minimum

Sukces wymaga tego, by wykraczać poza minimum – jeśli robisz tylko to, czego się od ciebie oczekuje i nie dajesz z siebie nic poza tym, nic więcej, to prawdopodobnie nigdy nie dowiesz się, jak smakuje zwycięstwo. Jeśli chcesz być wybitny i wyróżnić się, musisz przekraczać granice i opuścić swoją strefę komfortu, podjąć wyzwanie.

To, co robią, jest ich pasją

Zainteresowanie, pasja, zaangażowanie – te trzy rzeczy świetnie określają ludzi, którzy odnieśli finansowy sukces. Oni wierzą w to, co robią, są tym pochłonięci i prawdziwie zaciekawieni – dzięki temu mogą „sprzedać” swój pomysł i przekonać do niego innych. Poza tym ich pasja sprawia, że czerpią ze swojej pracy przyjemność i satysfakcję, co zachęca do dalszego rozwoju i sięgania jeszcze dalej. Kochają to co robią, a miłość ta przynosi im zyski i sukcesy, także te finansowe.

Na podstawie: www.powerofpositivity.com


Lifestyle

„Dusza chyba wzięła i mi umarła, bo nijak pochwycić jej nie mogę…”

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
27 sierpnia 2017
Fot. iStock/Grandfailure

Pamiętam, jak tuż przed diagnozą, próbowałam złapać kontakt ze sobą. Nadaremnie. Jakich sztuczek bym nie użyła, tak nie byłam w stanie wzbudzić w sobie tego uczucia, że jestem w domu, u siebie, całkowicie bezpieczna i zlokalizowana. Napisałam nawet gdzieś na którymś z blogów, że dusza chyba wzięła i mi umarła, bo nijak pochwycić jej nie mogę. A potem przyszła diagnoza i wraz z nią miesiące żmudnego leczenia ciała i cucenia nieprzytomnej duszy.

Za to ostatnie wzięłam się osobiście, bo nagle stało się dla mnie całkowicie jasne, że za duszy śmierć tylko ja odpowiadam i co się z tym wiąże, tylko ja mam moc jej wskrzeszenia. Ten dziwny duchowy dyskomfort, który na kilka tygodni przed diagnozą u siebie zaobserwowałam wydał mi się nagle całkowicie z diagnozą powiązany. Dotarło do mnie, w formacie liter drukowanych, że śmierć duszy, była niczym preludium. Po niej, rak zamanifestował się w świcie fizycznym, przyjmując postać twardego, rozrastającego się guza. Związek pomiędzy tymi dwoma aktami destrukcji stał się dla mnie niezaprzeczalny, choć przyznam, mąż mi mówił, że to trochę nienaukowy był koncept. Well, no cóż.

Podchodząc do choroby spirytualnie, tworzymy sobie coś na wzór nowego świata. Wchodzimy do własnej głowy, a stamtąd dalej, kroczymy prosto do serca. Żmudna, długa i wymagająca wysiłku jest to wyprawa. Jeżeli bowiem człowiek cały czas żyje tak jakby poza sobą, jeżeli żyje tylko dla innych, jeżeli nagina cały swój świat tak, by spełnić cudze oczekiwania, jeżeli żyje bezmyślnie, bezrefleksyjnie, funkcjonując z automatu i jeżeli robi to latami, bo tak się po prostu przyzwyczaił, to taki człowiek by dojść do serca, długą podróż musi odbyć.

Choroba taka jak rak, daje człowiekowi czas, którego poza nią człowiek tak naprawdę nigdy nie ma. Rak jednak, to sytuacja podbramkowa. To taki moment, obok którego raczej nie przejdzie nikt obojętnie. Dlaczego tak jest? Dlaczego musimy się wpędzić w rako-obłęd, zanim nareszcie poświęcimy sobie trochę uwagi? Powodów pewnie jest wiele, życie jest szybkie, stres trzyma nas w metalowym uścisku. W kontekście całego życia, my jako ktoś ważny, ktoś zasługujący na czułą uwagę, nie mamy szans na zaistnienie. A przecież nasz świat bez nas to prawie oksymoron. Jakże bowiem możemy własne wieść życie, jeżeli nasza w nim rola jest marginalna? Pomimo tego, tak właśnie funkcjonujemy. Stawiając wszystko i wszystkich na pierwszorzędnych miejscach. I jeszcze tłumaczymy sobie po cichu, że tak trzeba i że własne potrzeby poczekać mogą.

Czasami jednak nie mogą. Czasami po prostu przekraczamy granice. I choć robimy to nagminnie, to jednak nigdy nie bezkarnie. Nasze ciała, nasze dusze, potrafią bowiem upomnieć się o uwagę. Możemy próbować przechytrzyć naturę, ale przy próbach przyjdzie nam tylko pozostać. Bo ciała nasze są mądrzejsze od wszystkich mentalnych gier i manipulacji. Bo nasze dusze szybciej własny żywot zakończą aniżeli udział wezmą w maskaradzie, którą ludzie na co dzień praktykują z pogwałceniem własnych potrzeb i bez jakiegokolwiek zrozumienia i czułości dla siebie.

Człowiek potrzebuje uwagi. Człowiek potrzebuje miłości. Zanim jednak będzie mógł przyjąć je od kogokolwiek, w pierwszej kolejności, sam będzie musiał dać sobie uwagę, sam będzie musiał nauczyć kochać się siebie. Wypełnienie siebie miłością po brzegi to chyba najpiękniejszy jest z aktów i jak żaden inny niesie ze sobą moc uzdrowienia. Czyż kwiaty nie rosną najpiękniej kiedy przemawiamy do nich czule? Pozostawione sobie, bez pielęgnacji i uwagi, karłowacieją, więdną, obumierają. I choć uproszczone jest to porównanie, to przecież i człowiek jest jak ten kwiat.

Niestety żyjemy w czasach, w których wielu straciło zdolność kochania siebie. Wielu nie rozumie nawet samego konceptu myśląc, że o czysty egoizm tu chodzi. Nic bardziej mylnego. Miłość do siebie oznacza szacunek, uwagę, wsłuchanie się w mądrość własnego ciała, w jego potrzeby. Taka miłość oznacza kontakt ze sobą, znajomość własnych pragnień. Taka miłość dodaje skrzydeł marzeniom i prowadzi człowieka w jedynym, właściwym kierunku; taka miłość, daje spokój, uczucie błogości i bezpieczeństwa. Taka miłość, stwarza warunki do rozwoju. Nie ma w niej miejsca na wynaturzenia komórkowe czy autoimmunologiczne zagrywki unicestwiające. Te bowiem dobrze funkcjonują w zachwianym środowisku, wytrąconym z równowagi i wyjałowionym emocjonalnie. Pewnie dlatego rak jest zjawiskiem tak w dzisiejszych czasach powszechnym. Wystarczy spojrzeć na kondycję, w jakiej znajduje się ludzkość. Zabiegana, zestresowana, ogólnie wytrącona z równowagi.

Spirytualne droga przez raka, prowadzi człowieka do domu. Zmusza do skonfrontowania się z całym tym bagażem, który na plecach niesiemy udając przy tym, nierzadko bardzo przekonująco, że to żaden bagaż albo, że waży gram. To droga trudna, taka która daje nam do wiwatu, ale otwiera nam oczy, rozdziawia buzię i często gęsto, wyciska oceany łez. Warto jednak nią pójść. Warto podjąć ten trud wejścia w siebie, w duszę swoją, warto podjąć próbę odczytania, odszyfrowania kim się jest. Niczego bowiem nie da się porównać z tą chwilą, kiedy człowiek sam we własne ramiona wpada. Mury ograniczających, niszczących przekonań rozsypują się wówczas cegła po cegle. I człowiek staje się jak dziecko, które na nowo wkracza w świat. Tyle tylko, że tym razem, może świadomie budować swoje życie, tworzyć własny system przekonań i wartości, który zamiast umniejszać, utworzy solidne fundamenty pod życie oparte na szacunku i miłości. Tak zaczyna się proces zdrowienia. Z tego miejsca, człowiek czerpie siłę do walki z chorobą. Siłę, której żaden tumor się nie spodziewa i której w pewnym sensie ulega, poddając się, wycofując, minimalizując się.

Dla jednych, droga spirytualna to droga do Boga. Modlitwa przynosi ulgę, wiara czyni cuda. Inni, pojmują spirytualizm nieco inaczej. Medytują, edukują się, poznają siebie i przewartościowują życie. Jedni i drudzy robią to jednak z przekonaniem i konsekwentnie. Do tego stopnia są zdeterminowani, że nie sposób nie zaobserwować u nich zmian. Zmienia się ich życie, styl, ludzie, potrzeby. Świat wywracają do góry nogami i idą do przodu. Są na swój sposób zaraźliwi, bo mają tą energię, w której każdy chciałby się zanurzyć po same uszy. To są zwycięzcy. To są ci, którzy z każdej dżungli wyjdą o własnych siłach, wzmocnieni doświadczeniami, mądrzejsi, odmienieni. To są ci, którzy reanimują własną duszę, odbudowują ciało i wiodą życie, które zainspirowane, z dziką radością realizuje ich pragnienia. To o nich czytamy potem książki i oglądamy filmy. Bo oni są jak drogowskazy.

amazonka w dzubki agata

sliwowski-awatarAmazonka w Dżungli to portal dla kobiet i o kobietach, w których życiu pojawił się RAK. To miejsce, w którym piszemy o tym jak przeżyć raka i nie zwariować; co zrobić by życie pomimo choroby nie straciło na jakości; jak odzyskać grunt, który utraciłyśmy z powodu jednej, obezwładniającej diagnozy. To portal, w którym odkodowujemy raka, odzieramy go z czarnego PR’u i uczymy jak budować w sobie moc.

Odwiedź Amazonkę w Dżungli na blogu oraz na Facebooku.


Zobacz także

Facebookowi egocentrycy… Może też nim jesteś

Detoks dla twojego życia. Pora oczyścić życie z tego, co mu najbardziej szkodzi

Detoks dla twojego życia. Pora oczyścić życie z tego, co mu najbardziej szkodzi

Czy wiecie, że… Fantastyczna kampania Barbie. Każdy powinien ją zobaczyć