Lifestyle

Materace w Jeleniej Górze – 5 rzeczy, które warto wiedzieć przed zakupem materaca

Redakcja
Redakcja
13 kwietnia 2021
Skutki odpoczynku na zużytym materacu
 

Materace w Jeleniej Górze marki Hilding cieszą się ogromną popularnością. Zanim jednak zdecydujemy się na materac dla nas, dla naszego dziecka lub dla starszych już rodziców, którzy poprosili nas o pomoc w kupnie materaca, warto wiedzieć 5 niezwykle ważnych rzeczy o materacach. Pomoże nam to w uniknięciu konfliktu z partnerem oraz pozwoli nam i naszym bliskim cieszyć się dobrym zdrowiem. O czym mowa? Sprawdźmy!

Materace dla par w Jeleniej Górze – jak uniknąć konfliktu w sypialni

Co zrobić, jeśli lubimy poczytać książkę do późna w nocy, a nasz partner denerwuje się, gdyż każdy nasz ruch wybudza go ze snu? Jak uniknąć konfliktu? Wystarczy wyjść do salonu? Ale my przecież kochamy czytać w łóżku! Jest na to sposób. Materace Jelenia Góra na Materacejeleniagora.pl spełnią nasze potrzeby. Firma Hilding ma w swoim asortymencie idealne materace dla parMaterace sprężynowe kieszeniowe tj. Hilding Tango i Hilding Zorba są tak skonstruowane, że partner nie odczuje, gdy w nocy będziemy przewracali się z boku na bok. Liczne sprężynki w osobnych kieszonkach dopasowują się indywidualnie do masy ciała. Dzięki temu w materacu uginają się jedynie strefy zwiększonego nacisku.

Materace dla osób z problemami zdrowotnymi – Jelenia Góra

Jaki materac wybrać dla alergików? Osoby cierpiące na alergie muszą zwracać szczególna uwagę na materiał, z jakiego zrobione są materace. W ich przypadku idealnie sprawdzi się materac lateksowy Hilding Melody. Materac Hilding Melody posiada właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybicze. Jest on niezwykle elastyczny oraz przewiewny. Łatwo jest utrzymać go w czystości. Wystarczy go od czasu do czasu przewietrzyć na mroźnym powietrzu oraz przewracać na drugą stronę podczas zmiany pościeli. Zapobiegnie to gromadzeniu się kurzu oraz roztoczy. Materac posiada antyalergiczny pokrowiec, który niweluje nieprzyjemne zapachy.

Jaki materac wybrać dla osób z chorym kręgosłupem? Osoby mające problemy z kręgosłupem powinny sięgnąć po twardy materac. Odpowiednie wsparcie kręgosłupa zapewnią im materace piankowe termoelastyczne tj. Hilding Salsa oraz Hilding Rumba oraz materace sprężynowe kieszeniowe tj. Hilding Tango i Hilding Zorba. Materace te posiadają status wyrobu medycznego w klasie I. Stabilizują one pozycję kręgosłupa oraz rozluźniają mięśnie.

Jaki materac wybrać dla seniora? Osoby starsze borykają się z szeregiem problemów zdrowotnych tj.:

  • niezwykle wrażliwa skóra;
  • osłabione mięsnie;
  • chory kręgosłup;
  • zagrożenie powstawania odleżyn.

Materac dla seniora powinien posiadać wiele ważnych cech, które będą wspierały rehabilitację oraz posłużą w profilaktyce chorób kręgosłupa oraz odleżyn. Materace marki Hilding tj. Hilding Rumba i Hilding Salsa posiadają status wyrobu medycznego klasy I. Możemy być więc pewni, że zapewnią one naszym starszym rodzicom spokojny oraz zdrowy sen.

Materace w Jeleniej Górze – twardy czy miękki

Materace Siedlce na Materacesiedlce.pl są takiej samej jakości jak materace w Jeleniej Górze oraz materace w każdym innym zakątku Polski. Każdy ze sklepów ma jednak w swojej ofercie zarówno materace miękkie, średnie, twarde, jak i bardzo twarde. Kiedy powinniśmy sięgnąć po materac twardy, a kiedy możemy korzystać z materaca miękkiego. O odpowiednim dla nas stopniu twardości decyduje nasza waga oraz to, w jakiej pozycji śpimy. Im większa jest nasza waga, tym twardszy powinniśmy mieć materac. Jeśli śpimy na brzuchu lub boku, powinniśmy sięgnąć po materac miękki lub średni. Jeśli śpimy na plecach, możemy korzystać z materaca twardego, a nawet bardzo twardego – o ile mamy zdrowy kręgosłup.

Będąc świadomym tych pięciu rzeczy wymienionych wyżej, czyli jaki materac kupić dla pary, alergika, osoby z chorym kręgosłupem, seniora oraz jak dobrać stopień twardości materaca do potrzeb użytkownika ze względu na jego wagę oraz pozycję podczas snu, nie sposób popełnić błędu podczas kupna materaca. Informacje te mogą posłużyć nam jako Vademecum zakupu dobrego materaca.

Artykuł partnera


Lifestyle

„Nie obiecuj sobie, że od jutra. Trzeźwieć zacznij od dzisiaj”. Pamiętnik z niepicia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 kwietnia 2021
Ft. iStock / gilaxia
 

„Śnią mi się wakacje, siedzę na plaży, popijam zmrożone prosecco, budzę się z silnym głodem. Zaczynam płakać. Zwariuję”.

Pierwszy dzień

Wczoraj zrobiłam awanturę. Nie pamiętam, co krzyczałam. Mąż spał na materacu, a teraz mówi, że rzyga moim „przepraszam”. To nie ma już znaczenia, chce rozwodu. Mówię, że nie wiem, co się stało, przecież nie piłam dużo. Zatyka uszy, krzyczy, że nie będzie tego znów słuchać. Dowiaduje się, że groziłam mu nożem, policją, zbiłam kilka szklanek i zasnęłam na podłodze. Dziwię się, bo myślałem, że to on mnie pobił. Mam ślady na rękach i boli mnie biodro. „Upadłaś, kretynko. Nagrałem cię, chcesz posłuchać?”.

Nie chcę. Wypieram to. Jak każdy alkoholik. A L K O H O L I K. Muszę powtarzać sobie to słowo, żeby nie zapomnieć. W lustrze oglądam straty minionych lat. Dwóch, trzech, może więcej. Nie wiem ile, wypieram. Nie ufam już umysłowi, prowadzi mnie na manowce, uspokaja, zapewnia, że ze mną wszystko jest okej, inni też piją. Jestem szara, spuchnięta i tak brzydka, że nie mam nawet siły się umalować. Ze zdjęcia na szafce zerka na mnie piękna dziewczyna. Mam wrażenie, że ją i mnie dzieli wiele lat. A przecież my obie to ja. Ja sprzed, ja po. Kolejny dzień pracy zdalnej, nie wiem, czy dam radę. Wali mi serce. Wiem, że gdybym walnęła dwusetkę wiśniówki, przeszłoby mi. Do krwi wpełzałby spokój. Nie przejmowałabym się mężem i tym, czy córka słyszała awanturę. Rozumiałabym, co do mnie mówią ludzie.

Ale nie będę pić i nie powiem, że jeszcze ten jeden i ostatni raz. To postanowione. Chodzi o córkę, już nie zniosę tego, jak krąży wokół mnie i udaje, że nie szuka tego, co mam w szklankach. A szuka, bo wie, że potrafię wino przelać do kubka, butelki po wodzie, potrafię nawet pić z termosu. Poczucie winy nie daje mi oddychać.
Myśl o córce pozwala mi porzucić myślenie o wódce. Łykam tabletkę na uspokojenie. Umiem już ją podzielić, mniej niż połowa. Inna dawka zwala mnie z nóg, nie mogę pracować. Teraz próbuję, choć idzie mi ciężko. Telefon do klienta to duże wyzwanie.

„Powiedz sobie głośno, jak dramatyczna jest prawda”

Drugi dzień

Mąż się nie odzywa. Nie dziwię mu się. A może dziwię? Też był agresywny. Jakby nie wiedział, że po alkoholu nie można mnie wkurzać. Od rana pracuję, nadrabiam zaległości. Jestem sprawcza. Jadę na zakupy z córką, pomagam jej w lekcjach, robię obiad, roznosi mnie energia. Zachwycam się, jak długi potrafi być dzień. Tym razem dam radę. Nie myślę o piciu. Chcę być szczera wobec siebie, zbieram butelki poupychane w domu. Są wszędzie. W koszu na brudną bieliznę. W starych torbach, w szafie na ubrania, na balkonie, wsadzone w ziemię na balkonie. To naprawdę ja? Wcześniej tylko o tym czytałam, uważałam, że to patologia. Kładę wszystko, co znalazłam, na stole i obrażam sama siebie. „Ty kretynko, ty wyrodna matko”. Jestem tak wstrząśnięta tym, co widzę, że wolę czuć złość niż rozpacz.

Butelki wynoszę na śmietnik zapakowane w torby z ubraniami. Nie chcę, żeby brzdąkały. Przez długie miesiące picia, (to brzmi jednak lepiej niż lata), nie zauważyłam sygnałów. Nie zabezpieczałam się. Wino kupowałam w osiedlowym sklepie (błąd), butelki wystawiałam na zewnątrz, na klatkę (błąd), zawsze więcej piłam wśród znajomych (błąd), pisałam do ludzi po alkoholu (błąd). Teraz chcę zadzwonić do kogoś bliskiego, żeby powiedzieć, że przestałam pić. Nie mam do kogo, wciąż mówię, że przestałam pić. Do wczoraj sama w to wierzyłam. Chcę wierzyć w to i dziś, ale mąż jest dowodem mojej winy.

Nie chce mnie znać. Mówi, że tego nie wytrzyma. Kocha mnie bardzo, ale za dużo się stało. Co się takiego stało? Prycham. Przecież nawet nie pamiętam tej awantury.

„W trzeźwieniu nie zajmuj się innymi”

Trzeci dzień

Wciąż okej, choć jestem pobudzona. Szoruję mieszkanie, fugi lśnią, wanna odzyskuje biel, robię nawet porządki na pawlaczu, wywalam rzeczy. Chyba nie mogę skupić się na pracy. Czuje dziwną suchość w ustach, wali mi serce, na szczęście mogę odłożyć zawodowe rzeczy do jutra. „Mamo, co się z tobą dzieje?”- pyta córka. Proponuję, że obejrzymy serial. Jest zachwycona. „Ale nie zaśniesz? Obiecaj?”. Znów patrzy, co mam w kubku. Udaje, ze nie zauważam. Mam tylko herbatę. Czuję coś na granicy dzikiego triumfu. Zachowuję się, wreszcie, jak normalny człowiek.

Wieczorem wpada do mnie koleżanka, pod kurtką trzyma wino. – Mała zasnęła? Muszę się napić. Wyciągam dla niej kieliszek, mówię, że nie piję. – Który to już raz? – śmieje się. – Znów próbuję.
Po każdym kieliszku jest głośniejsza, jej opisy są barwniejsze, widzę, jak ciało jej odpuszcza. Ale ona nalewa sobie jeszcze, i jeszcze, nie potrafi przestać. Łapię się na tym, że ją oceniam. Nie podoba mi się jej ekspresyjna wesołość.
Zawsze tak robię, gdy nie piję. Mądrze się. Zauważam problem alkoholowy innych. Służę im radą. Wczoraj tłumaczyłam koleżance, że picie w ukryciu, w garażu świadczy o problemie jej męża. „I on się nie chce leczyć, rany”.
„Błagam, przestań, jesteś trzeźwa trzeci dzień” mówię do siebie. Innych telefonów dziś nie odbieram, nie odpisuję na wiadomości. Gdy piję jestem otwarta i ciepła, poświęcam godziny na słuchanie innych. Na trzeźwo jestem smutna, wolę się wyciszyć.  Lubię wspominać czasy, gdy byłam wolna. Nie myślałam o drinku, gdy wychodziłam po iluś godzinach pracy, nie potrzebowałam wina na wakacje i do samolotu, żeby już się wakacyjnie wyluzować. Lubię wspominać wolność, bo chcę do niej wrócić.

Przygotuj się na straszne kryzysy i nie negocjuj ze sobą

Czwarty dzień (piąty, dwudziesty, trzydziesty)

Rano jeszcze jestem pewna, że jest świetnie, ale wracając ze spaceru z psem, czuję, że znosi mnie do spożywczego. Prowadzę wewnętrzny monolog. Nalać sobie odrobinę wina, tylko kieliszek. Szklaneczka. Nie wiem skąd to się we mnie bierze. A może wiem. Bił mnie ojciec, matka nadużywała alkoholu. Kiedyś zostałyśmy same. O trzeciej w nocy. Matka spadła ze schodów, krwawiła i płakała z bólu. Wezwałam pogotowie, a potem zostałam sama, w wielkim domu. Miałam 10 lat, a następnego dnia klasówkę z matematyki. Nigdy nie wiedziałam, czego mogę
się spodziewać. Lęk jest mną, a ja jestem lękiem. Ale będę się już tłumaczyć dzieciństwem, ile ja mam lat. Jestem matką, muszę być odpowiedzialna. Kilka miesięcy temu terapeutka powiedziała: „Nieważne, co zrobiłaś. Ważne, że dziecko zobaczy, że umiesz z tego wyjść. To też jest siła, przyznać się do bezbronności. A ty jesteś chora”.
Chora. Jakie to obrzydliwe słowo. Nie chcę być chora. Chcę mieć wpływ. Ale przecież od dawna go nie mam. Wtedy, te kilka miesięcy temu też przestałam pić. Wzorem była moja terapeutka, rzuciła alkohol, przeszła terapię, zaczęła nowe życie.

Wytrwałam miesiąc. A potem pojechałam na wakacje i chciałam wyluzować. To takie modne teraz słowo. WYLUZOWAĆ. Przecież każdy może, prawda? Jezioro, lato, kto nie pije wtedy wina, piwa, czy kolorowych drinków. Nie, spożywczy mnie zgubi, nie ma żadnego jednego kieliszka. Przemawiam do siebie, jak do dziecka. „Nie oszukuj się”. Ale demon alkoholowy wchodzi mi do głowy i przekonuje: „Co to są za cyrki, po prostu trochę pijesz, ale to przecież jeden kieliszek, nikt nie zauważy. Zrób jak zawsze. Kup dwusetkę, wypij ją w lesie. Będzie łatwiej. Łatwo. Ciało przestanie boleć”. Nie mogę słuchać tego głosu, uciekam do domu.
Mąż mi pomaga. Robi obiad, uspokaja, ale jasno mówi: „Nie będę z tobą, jeśli będziesz piła”.

Unikaj miejsc, gdzie jest alkohol

Dzień czterdziesty

Dlaczego w każdym serialu ludzie piją wino? Brzdąkają kieliszki. Alkohol jest synonimem luksusu, ulgi, świętowania. Pasuje do pięknych ludzi. Przecież inaczej nie byłoby go w każdym filmie. Z okazji randki- piją, jedząc kolację- piją, chcąc się relaksować- piją. Powinni zabronić pokazywania tego wszędzie, na Facebooku i Instagramie ludzie wciąż sięgają po kieliszki. Oni też są alkoholikami – wyrzucam. I jest mi łatwiej. Cholerna kultura picia.
W markecie próbuję nie patrzeć na kącik z alkoholem, przeraża mnie nowa dostawa pysznego szczepu syrah. Jadę do przyjaciółki na babski wieczór, męczą mnie krzyki. Znikam z grilla z przyjaciółmi, są nietrzeźwi. Zauważam, że im więcej ludzie piją w towarzystwie, tym mniej się nawzajem słuchają. Trochę im zazdroszczę, ale bardziej chcę zniknąć.

Uspokaja mnie muzyka, medytacja i cisza. Czasem oglądam filmy. Wiem, że muszę się pogodzić, że stracę niektórych znajomych. Taka właśnie byłam przez ostatnie parę lat, tak spędzałam wolny czas. Wineczko tu, wineczko tam. Czy ja w ogóle potrafię być z ludźmi na trzeźwo? Będę musiała się tego od nowa uczuć.

Zmierz się z poczuciem winy

Dzień pięćdziesiąty

Przyjaciółka opowiada, że nienawidzi swojego życia. Mąż znów nawalił się w garażu. Zwyzywała go, trzasnęła drzwiami, a on za nią krzyknął, że to ona ma problem z alkoholem, bo on nie pije. Drżę, gdy tego słucham. Tak znam te mechanizmy, zwalić na kogoś, że się czepia, osacza, robi dym. Jest sztywny i nudny. Wszystko, byle nie poczuć problemu. Swojego. Nie zauważyć, że jest się centrum chaosu. Picie ukradkiem w samochodzie, na parkingu pod domem, w łazience, garażu, a potem udawanie, że komuś się wydaje. Doprowadzanie do szaleństwa bliskich, sprawianie, że już nie wiedzą, co czują i widzą, co jest prawdą, a co nie.

Dziś byliśmy u znajomych, mąż się trochę napił, cały samochód śmierdział alkoholem. Nie da się kogoś oszukać, że się nie piło. Nocami wracają do mnie obrazy z minionych miesięcy, lat. Ile spraw zawaliłam, ile rzeczy nie zrobiłam, ilu ludzi zawiodłam. To jest jak straszny film, który wyświetla się w mojej głowie.

Przypominam sobie słowa terapeutki. Sobie też musisz wybaczyć. Ale to jest bardzo trudna lekcja trzeźwienia. Niewybaczenie też cię trzyma w chorobie, wciąż jesteś ofiarą. Na przykład samego siebie. Można bez sensu mielić
te sytuacje, wracać do nich i przerabiać od nowa. Ale wtedy, jeszcze bardziejchcesz się napić. Żeby zapomnieć.

Na początku nie mów „na zawsze”, mów: „dzisiaj”

Dzień sześćdziesiąty

Wielu ludzi podczas trzeźwienia mówi, że przerażają ich słowa: „na zawsze”, „nigdy”. Część już podczas terapii myśli, że kiedyś napije się znów (oczywiście, jeden kieliszeczek). Terapia jest niczym ciężka podróż, nagrodą będzie normalność i kieliszeczek.

Podczas pierwszych prób też to czułam. Że przecież wrócę do normalności, winka przy kolacji i na urodziny. Słowa: „zawsze” budziło opór. Musiałam lecieć po wino, żeby udowodnić sobie, że nie ma żadnego „na zawsze”. Teraz już nie mówię sobie niczego, najwyżej: „Dzisiaj nie piłam”. Jest ciężko, minął haj, że się udaje. Jest codzienność. Dni stapiają się w jedno, są śniadaniem, kolacją, obiadem, rozmowami, próbą odnalezienia sensu. Podobno po odstawieniu alkoholu wiele osób ma depresje. Tłumione uczucia docierają do świadomości. Nie wiem, czy to
depresja, ale jestem w stanie „zero”.

Uczę się od nowa: radość z roweru z córką, ze spaceru, z małego sukcesu zawodowego. Radość z kawy. Z rozmowy. Brakuje mi ulgi. Tak, piłam, żeby czuć ulgę. Podkręcić się. Piłam, bo…
Każdy powód jest dobry. Mam problem, gdy w domu jest alkohol. Proszę męża, żeby na razie nie kupował piwa, bo noce przed lodówką zbyt mnie męczą. Tak, demony przychodzą tylko nocą. Już nie na tyle, żeby wziąć kluczyki i pojechać na stację, ale wciąż na tyle, żeby otworzyć piwo w lodówce. Boję się siebie, nie ufam sobie. Mąż obiecuje, że piwa nie będzie.

Szukaj pomocy

Dzień dziewięćdziesiąty

Śnią mi się wakacje, siedzę na plaży, popijam zmrożone prosecco, budzę się z silnym głodem. Zaczynam płakać. Zwariuję. Nie chcę tej cholernej normalności. Chcę poczuć smak prosecco. Dzwonię do terapeutki, mówi, że to normalne, nawet po siedmiu latach niepicia ma kryzysy.

Ostatnio była na bankiecie i kelner nosił kieliszki szampana, odruchowo sięgnęła. „Dasz radę” jej głos jest mocny i ciepły. Dam, ale już nie sama, nie w terapii indywidualnej, jestem w końcu gotowa, żeby zapisać się na grupę. Już nie czuję wstydu, nie próbuję niczego ukryć, nie muszę. Jestem częścią tego, co było. Ale muszę ochronić swoją przyszłość. Dzwonię i umawiam się na za tydzień. Kryzys mija.

Buduję codzienność od nowa, zauważyłam, że mąż się oddalił. Pytam dlaczego siedzi na messengerze albo czyta artykuły w telefonie. Mówi, że tak się przyzwyczaił, bo mnie nie było. Boli, ale doceniam szczerość. Uczymy się siebie od nowa, ja, jak być z kimś bez alkoholu, on, jak być naprawdę ze mną. To nie jest łatwe, bywam gorsza w seksie. Nie jestem już tak zabawna, nie mam tysiąca pomysłów na minutę. Tak, gdy piłam bywałam czarująca. Uwodziłam ludzi. Oczywiście do czasu. Dziś jestem sobą, jestem zwyczajna.

Rok niepicia
Nie jestem nawet w stanie opisać, jak lepsze jest moje życie. Najbardziej na świecie dziękuję mojemu mężowi.

Tak, wiem, że to wciąż początek drogi…


Lifestyle

Kamil Pawelski: Nie oszukujmy się, mężczyźni nie rozumieją kobiet, a kobiety nie rozumieją mężczyzn. Musimy zacząć szukać zbieżnych punktów w których zaczniemy się rozumieć

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
13 kwietnia 2021
fot.Viktoria Skrobotun-Pawelska

Kamil Pawelski, znany jako Ekskluzywny Menel, w ubiegłym roku porzucił życie w wielkim mieście i przeprowadził się na Podlasie. Spełniony mąż, szczęśliwy ojciec dwójki dzieci. Mężczyzna, który bardzo świadomie i szczerze opowiada o partnerstwie, ojcostwie i wierze. Autor książki „Pytania o męskość”, w której razem z dr Ewą Kempisty – Jeznach porusza wiele istotnych i bardzo delikatnych tematów.

Klaudia Kierzkowska: Kim jest Kamil Pawelski?

Kamil Pawelski: Spełnionym facetem, ojcem, partnerem i mężem. Spełnionym człowiekiem.

Kilkanaście dni temu po raz drugi zostałeś ojcem. Jak odnajdujesz się w innej, i na swój sposób, nowej roli?

Nie mogę powiedzieć, że jakoś znacznie zmieniło się nasze dotychczasowe życie. Od ponad dwóch lat jestem ojcem Abla, więc narodziny córeczki nie wpłynęły diametralnie na nasz świat. W domu pojawiła się kolejna kochana istota, o którą się staraliśmy. Wspólne przeżycie porodu, bo miałem to szczęście, że mogłem rodzić z moją Wiktorią, przypomniało mi, co jest w życiu najważniejsze. Odnoszę wrażenie, że wzbogaciło też naszą relację. Podobnie, jak i pierwszy poród. Teraz, w dobie pandemii, nie mieliśmy pewności, czy będę mógł być w szpitalu. Na szczęście udało się, za co jestem światu bardzo wdzięczny. Wspierałem żoną do samego końca.

Z małej miejscowości przeprowadziłeś się do Warszawy, gdzie spędziłeś aż 15 lat. Od razu odnalazłeś się w wielkim mieście?

Przyjechałem do Warszawy niedługo po skończeniu liceum. Miałem zostać rok, dwa, góra trzy. Za wszelką cenę walczyłem o usamodzielnienie się i bardzo chciałem iść do przodu, aby udowodnić sobie i innym, że mogę, że potrafię. Zakładałem, że Warszawa będzie dla mnie przystankiem, chciałem wyjechać za granicę. Stała się jednak moim domem na 15 lat. Po jakimś czasie uznałem, że to jest moje miejsce i z perspektywy czasu nie mogę o niej powiedzieć złego słowa.

Po kilku latach pracy w korporacji, gdzie piąłeś się po szczeblach kariery, złożyłeś wypowiedzenie. Nie była to praca Twoich marzeń?

Przez dłuższy czas byłem osobą, która w pracy znalazła sens swojego życia. Objąłem wysokie stanowisko, w pewnym momencie zarządzałem całym regionem sprzedaży. Jednak życie korporacyjne, praca na wynik, a z drugiej strony brak troski o życie prywatne spowodowało, że przeszedłem załamanie nerwowe i depresję. Generalnie dość mocno przypłaciłem to swoją psychiką. W międzyczasie, będąc na terapii, pojawił się pomysł założenia bloga, który po pewnym czasie okazał się moją pełnoetatową pracą. Kiedy zrezygnowałem z pracy w korporacji, blog zapewniał mi bezpieczeństwo finansowe. Wszystko się ze sobą zazębiło. Wypalenie zawodowe, depresja i możliwość pozostania freelancerem, blogerem. Z natury jestem osobą wykorzystującą sposobności, które dostaję od życia. Zapalam się do jakiegoś pomysłu, by spalić się w nim całym.

Zakładając bloga, poświęcając mu się w całości, wykorzystałem wiatr, który wiał wtedy w moje żagle. Z perspektywy czasu wiem, że była to dobra decyzja.

Fot. www.instagram.com/ekskluzywny_menel

Twoje życie jednak obfitowało w bardzo ciężkie doświadczenia. Próbowałeś popełnić samobójstwo – chciałeś wyskoczyć z okna. Dlaczego? Co takiego się wydarzyło, że postanowiłeś targnąć się na swoje życie?

Wychowywałem się w rodzinie mocno wierzącej. Wiara z jednej strony dała mi wiele dobrego, jednak z drugiej dość mocno mnie powykrzywiała. Od zawsze zadawałem sobie pytania dotyczące sensu życia. Za młodego były nim imprezy, potem kariera zawodowa. Sensu życia szukałem na różnych płaszczyznach, a jednocześnie zapominałem, że jest nim dbanie o swoją duchowość. Brakowało mi osadzenia się w relacji. Pochodzę z rodziny DDA, będąc dzieckiem nie miałem dobrych relacji z tatą. Teraz wszystko się zmieniło, tata świetnie poradził sobie z problemem. Jest wspaniałym mężem, ojcem, dziadkiem.

Dzieciństwo i brak ojca spowodowały, że miałem duże wątpliwości dotyczące mojej osoby. Nastał moment, w którym kariera zawodowa, używki czy hajs przestały dawać mi satysfakcję. Zacząłem zadawać sobie głębokie pytania o jestestwo, o sens mojego życia. Wtedy też pojawiły się myśli samobójcze. W momencie, w którym chciałem zakończyć swoje życie, wiara ugruntowała we mnie to, co jest naprawdę ważne w życiu. Zrozumiałem, że te wszystkie substytuty, które miałem wcześniej są niczym względem tego, co jest ważne w życiu – skupienie się na sobie, zrozumienie czym jest duchowość.

Jednak to, co obecnie dzieje się w kościele jest nie do pomyślenia. To jak kościół okrada ludzi, okłamuje i robi z nich cierpiętników jest dla mnie wypaczeniem. Nie dziwię się, że kościół zbiera żniwo w postaci ludzi od niego odchodzących. O tematach pedofilii i tego jak brudny jest kościół nie chce mi się już nawet mówić. To dla mnie dwa kilo mułu. Jednocześnie mam wielką świadomość, że człowiek potrzebuje duchowości. Po próbie samobójczej, chęci odebrania sobie życia, zrozumiałem, że można żyć inaczej. Wszystko dzięki Bogu. Spuściłem z ciśnienia.

W ubiegłym roku przeprowadziłeś się z rodziną na Podlasie, gdzie prowadzisz przestrzeń slow life Into The LAS. Skąd taka decyzja?

W pewnym momencie zaczęliśmy zastanawiać się, czego oczekujemy od naszej przyszłości. O ile bardzo lubię Warszawę i pobyt w niej dał nam bardzo dużo, to jednak w naszym przypadku jest to miasto na krótką metę. Zaczęliśmy zastanawiać się, czy chcemy z Warszawą wiązać się na stałe. W między czasie jeździliśmy na Podlasie do mojej babci. I właśnie wtedy pojawiła się myśl o przeprowadzce. Na początku chcieliśmy stworzyć coś dla kogoś, by innym dać możliwość „nic nie robienia”. Jeszcze przed wybuchem pandemii cały czas miałem poczucie, że nieustannie za czymś pędzimy. Musimy coś mieć, posiadać, dwa razy w roku wyjechać na wakacje. Ciągle coś komuś chcemy pokazać i udowodnić. Oczywiście musimy od siebie wymagać. Trudno by było położyć się na trawie i czekać aż manna zacznie nam spływać z nieba. Jednak często chcemy za bardzo, za wszelką cenę. Statystyki dotyczące depresji mówią same za siebie. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i w ubiegłym roku stworzyliśmy „nasze” miejsce Into The LAS. Jestem nauczony, że swoje życie należy obserwować trochę jak kawałek sera. Byłem świadomy, że Ekskluzywny Menel nie musi istnieć całe życie. Chciałem mieć plan B. Presja wśród twórców internetowych zaczęła przypominać mi trochę korporacyjną przeszłość. Nauczony doświadczeniem zacząłem zastanawiać się, czy przypadkiem nie wracam do punktu, z którego kiedyś wyszedłem.

Wydałeś książkę „Pytania o męskość”, w której rozmawiasz z dr Ewą Kempisty – Jeznach, certyfikowanym lekarzem medycyny męskiej. Co Cię skłoniło do jej napisania? 

Jeszcze kilka lat temu uważałem, że nie mamy kryzysu męskości, a jedynie redefiniujemy męskość. Jednak teraz dostrzegłem, że coś z nami mężczyznami jest nie tak. Należy spojrzeć prawdzie w oczy. Żyjemy w czasach kryzysu męskości, kryzysu tożsamości mężczyzn. Fakt, że zabrałem się za tematy związane z ojcostwem i szeroko rozumianą męskością nie oznacza, że w moim mikroświecie jest mi źle. Jest bardzo dobrze. Chciałbym, aby mój syn za kilkanaście lat mógł żyć w świecie, w którym nie będzie pozbawiony kryzysu tożsamościowego. Cały czas z tyłu głowy mam swoje dzieciństwo i brak taty w procesie wychowania. Zdaję sobie sprawę, jak ważną rolę odgrywamy w życiu naszych dzieci, partnerek, żon. Musimy podkasać rękawy i wykonywać pewną pracę. W społecznym ujęciu musi dokonać się pewna zmiana. Przeglądając statystyki zobaczyłem, że na 100 tys. mieszkańców 23,9% samobójców stanowią mężczyźni, a kobiet jest 3,2%. Coś jest nie tak.

Poruszasz w książce temat męskich emocji. Nie masz wrażenia, że mężczyźni wstydzą się rozmawiać o uczuciach?

Facet mówiący o emocjach… Przez pewien czas emocje identyfikowały się z czymś bardzo kobiecym. Śmiem twierdzić, że patriarchat zrobił równie dużo złego dla kobiet co i dla mężczyzn. Jestem wielkim przeciwnikiem tego systemu. Cenię sobie partnerstwo, jestem orędownikiem takiego podejścia do życia. Dużo mówi się o tym, co patriarchat zrobił dla kobiet. I widzisz, to właśnie wy jesteście silniejsze i walczycie o swoje. Chwała wam za to! Kwestie związane z emocjonalną stroną mężczyzn cały czas są w powijakach.

Feminizm bardzo mocno uderza w mężczyzn i ta wzajemna unifikacja płciowa nie służy w ogóle sprawie. Wzajemne obwinianie się niczego nie zmienia. Wyobraźmy sobie związek, w którym obydwie strony wzajemnie obwiniają się o wszystko. Nie wróżę im wspólnego życia. Jednocześnie mam poczucie, że kobiety także nie są do końca szczęśliwe. Choć są spełnione, to brakuje im mężczyzn, takich z prawdziwego zdarzenia.

Piszesz, że jest to książka nie tylko dla mężczyzn, ale i kobiet, żeby lepiej zrozumiały swoich partnerów czy synów. Jakie wartości, jaką wiedzę „wyniosą” z niej kobiety?

W książce rozmawiam z dr Ewą, z jednej strony lekarzem medycyny męskiej, a z drugiej z kobietą. Zderza się z moimi pytaniami i udziela wielu wartościowych odpowiedzi. Bardzo fajnie opowiada o wychowaniu dzieci. Zwraca uwagę na ważny aspekt. Dziecko ma matkę i ojca, i najlepiej, aby oboje brało udział w procesie jego wychowania. Jednak dziecko musi widzieć różnice wynikające z tego kim jest ojciec, a kim jest matka. Nie mam na myśli tego, że kobieta sprząta, a facet zarabia, leży na kanapie i czyta gazetę. Tak dużo mówi się o równości, a trudno jest o nią, kiedy kobieta i mężczyzna tak bardzo się różnią. Różnorodność, która płynie z nas jest na tyle ciekawa, że wzajemnie tworzymy jedną całość. Różnic pomiędzy nami nie należy rozpatrywać w kategorii czegoś złego. Zależało nam, aby przedstawić różne poglądy w kwestii wychowania. Ważne jest

odcięcie pępowiny pomiędzy matką i synem, aby teściowa stawała także po stronie synowej, a nie tylko syna. Zderzenie tych dwóch płci jest niezwykle istotne. Nie oszukujmy się, mężczyźni nie rozumieją kobiet, a kobiety nie rozumieją mężczyzn. Musimy zacząć szukać zbieżnych punktów, w których zaczniemy się rozumieć. My nie mówimy o emocjach, trzymamy je w sobie. Kobiety z kolei mają bardzo rozbudowany system analizy. Książka pomoże kobietom zrozumieć i zaakceptować perspektywę męską.

Mówisz, że partnerstwo nigdy nie będzie stanem, w którym obie strony mają „po równo”. Tak też jest w Twoim małżeństwie?

Dziwię się ludziom, którzy stoją na straży równości w partnerstwie. Nie może tak być. Cały świat jest pełen nierówności. Kiedy jestem słabszy, to moja partnerka jest silniejsza, a kiedy ona upada to ciągnę ją ku górze. To wzajemne noszenie ciężaru. Dopiero w momencie, w którym to zrozumiałem, zacząłem budować treściwą relację. Nie chcę stawiać się w roli autorytetu i osoby, która chodzi i mówi, że ma zajebiste życie. Moje życie, choć jest satysfakcjonujące, także usłane jest porażkami i problemami. Tak jak kiedyś próbowałem wygłuszać problemy, tak teraz staram się identyfikować ich źródło. Ta dojrzałość i doświadczenia życiowe spowodowały, że w inny sposób reaguję i nie obarczam się poczuciem winy jeśli zdarzy mi się upaść. 

 

 

Fot. www.instagram.com/ekskluzywny_menel

 


Zobacz także

Ty jesteś dziennikarką, a ja dziwką. Każda z nas ma swoje, inne życia. Lepsze czy gorsze?

Rozwiązanie konkursu Uśmiechologia

Zwolnij. Jeśli jeszcze nie wiesz dlaczego – przeczytaj