Lifestyle Psychologia

Mamy tę moc! Naprawdę! Ma ją każda z nas!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 września 2016
Fot. iStock / Lise Gagne
 

Jak dzisiaj o poranku napisać coś innego, skoro chce się śpiewać: „Mam tę moooc, mam tę moooccc”. A raczej, że my ją mamy. Wszystkie bez wyjątku. Ona drzemie w każdej z nas i czeka na uwolnienie.

Tę moc poczułyśmy wczoraj na własnej skórze. Spotykając kobiety, które postanowiły ten jeden dzień dać tylko i wyłącznie sobie. Przyszły na spotkanie, które organizowałyśmy i choć oczywiście, że bałyśmy się, czy w ogóle się uda, czy wypali, to nie mogłyśmy zapomnieć jaka siła i determinacja tkwi w kobietach. Jak ważne okazało się to, że każda z nas chce coś dla siebie zrobić, że rozumie, jak cennym jest czas podarowany sobie w prezencie.

Gęsia skórka, uśmiechy i krążąca nad nami i między nami energia, to doświadczenie, które z pewnością każda z nas zapamięta na bardzo długo. I nie piszę tego wszystkiego po to, żeby powiedzieć: „Żałujcie te, co nie były”. Nie, piszę to po to, żeby każdej z nas przypomnieć, jak wiele zależy od nas samych, jak my same musimy być dla siebie ważne, ale też, jak istotne są spotkania z innymi ludźmi dające nam naprawdę całą gamę doświadczeń, lekcji i cudownych powodów do uśmiechu.

Bo mamy tę moc. Bo ona tylko czeka, by ją uwolnić. Dlatego proszę, pamiętajmy:

Bądźmy ważne dla nas samych

– każdego dnia pomyślmy o swoich potrzebach, o pragnieniach i marzeniach i zróbmy choć jeden malutki krok do ich realizacji.

Nie odmawiajmy sobie przyjemności

– choćby tych najmniejszych: coś dobrego do jedzenia, książką, kąpiel, film, dłuższa chwila przed lustrem, żeby dobrze wetrzeć w twarz krem, 3 minuty dla siebie w łóżku, choć budzik już zadzwonił, ale te na nabranie siły, na wzięcie oddechu, na pomyślenie: kurczę, to na pewno będzie fajny dzień.

Cieszmy się z każdego sukcesu

– na początek przede wszystkim zacznijmy je dostrzegać – te sukcesy. Także te malutkie, te odkładane na ostatnią półkę, rzeczy, które sobie obiecujemy i ich nie realizujemy, zrób dziś jedną z tych rzeczy – wyjdź na basen, z dziećmi na spacer, zadzwoń do kogoś ważnego – i zbieraj te swoje małe sukcesy, doceniaj je, bo one składają się na coś większego.

Zróbmy coś dla własnego rozwoju

– poszerzaj swoje horyzonty, przesuwaj granice, choćby o milimetr, szukaj inspiracji w innych ludziach, w książkach, w wiadomościach, bądź uważna na to, co ciebie dotyka i rozmawiaj ze sobą. To może być jedna z najważniejszych dla ciebie rozmów.

Nie bójmy się być sobą

– i nie bójmy się pokazać czasami środkowego palca wszystkim tym, którzy chcieliby nas zmienić. Nie dawajmy nikomu prawa narzucania nam, jakie powinnyśmy być, co myśleć i jak uważać. Nie. To jesteś ty – tu i teraz ze swoją siłą i pewnością własnych przekonań. I tego się trzymaj.

Bierzmy odpowiedzialność za swoje decyzje

– i choć odpowiedzialność to coś, czego bardzo się boimy i z czym nie chcemy się mierzyć, to jednak aby być szczęśliwym nie da się inaczej! Najpierw podejmij decyzje, w zgodzie ze sobą, ze świadomością konsekwencji i idź w to, jeśli wierzysz, jeśli jesteś przekonana – bierz odpowiedzialność i zrób wielki krok do przodu! Uwierz – już nigdy nic nie będzie takie same.

Miejmy odwagę

– tak miejmy odwagę zrobić to wszystko, o czym wyżej. Jej wcale nie potrzeba dużo, wystarczy odrobina, żeby wykonać pierwszy ruch, żeby pozwolić sobie postawić siebie trochę wyżej, trochę bardziej z przodu na co dzień.

Każda z nas zasługuje na to, żeby być ważna! Każda z nas ma prawo do tego, by być szczęśliwą – to banał banałów – ale może te właśnie powtarzamy sobie zbyt rzadko. Mamy tę moc! Naprawdę! Uwierzcie! Mamy ją wszystkie!


Lifestyle Psychologia

Czy wiesz, jak budować swój wizerunek? I czy w ogóle to ciebie dotyczy?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 września 2016
Fot. iStock / visualspace
 

Wizerunek, czy to mnie dotyczy?

Odpowiedź brzmi: TAK. Każdy z nas w sposób mniej lub bardziej świadomy kształtuje swój wizerunek w oczach innych. Poprzez nasz wygląd, zachowanie, sposób poruszania się oraz postawę życiową budujemy swój obraz w domu, w środowisku zawodowym, wśród przyjaciół.

To tak naprawdę nieodłączny element naszej codzienności i wbrew pozorom nie dotyczy tylko osób publicznych. Chociaż to właśnie ich wizerunek jest najszerzej komentowany i poddawany publicznej krytyce. Mam wrażenie, że poprzez takie działania słowo to uległo znacznej dewaluacji i kojarzy się coraz częściej z manipulacją, z działaniami niezgodnymi z etyką, zasadami, wartościami, które  mają na celu osiągnięcie wymiernych korzyści.

Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że osoby, których wizerunek jest zgodny z ich wartościami, z tym co czują i myślą, są postrzegane pozytywnie i zdecydowanie lepiej radzą sobie z krytyką. Komunikat, który wysyłają w świat o sobie jest spójny: słowa, mowa ciała, postawa życiowa mówią to samo. Taka osoba jest odbierana jako wiarygodna i godna zaufania. Z takimi ludźmi chcemy mieć kontakt i chcemy słuchać , tego co mają do powiedzenia.

Pułapki

Trudno znaleźć kogoś, komu nie zależy na akceptacji innych, udanych relacjach z otoczeniem czy zwyczajnie bliskości, szacunku i wzajemności.

Kiedy czujemy się akceptowani, kochani, podziwiani jest nam lżej, łatwiej, przyjemniej. Dużo jesteśmy w stanie zrobić, by tak właśnie było, nawet jeśli musimy zapłacić za to wysoką cenę, np. wolności wyboru. Ile razy słyszałam, wcale nie chciałam o tym mówić, ale niezręcznie było nie odpowiedzieć. Dlaczego niezręcznie, bo rozmówca mógłby być niezadowolony? Albo wręcz odwrotnie, nie powiem, niech sobie nie myśli, że jestem słaba/y.

Istotne, żebyśmy byli świadomi, dlaczego dokonujemy takich czy innych wyborów, co tracimy, co zyskujemy i co jest dla nas ważne.Chodzi o to, by świadomie dzielić się sobą. Im więcej wiemy o sobie, tym łatwiej.

Tempo współczesnego świata powoduje, że mamy coraz mniej czasu i czasem gonimy za czymś, co wcale nie jest nam do szczęścia potrzebne. Ile znacie osób, które skończyły kierunek studiów, który nie wzbudzał ich zainteresowania? Albo inni, którzy tkwią w toksycznych związkach? W pierwszym przypadku mogło chodzić  o  zadowolenie bliskich, spełnienie ich oczekiwań, bycie dobrą córką czy synem. W drugim o wizerunek  dobrej żony, matki. Matka, która się poświęca jest powszechnie akceptowana. A taka, która jedzie sama na wakacje? Już niekoniecznie.  Wiem jak silny jest to wzorzec, słyszałam często, zobaczysz jak będziesz miała dzieci twoje życie się skończy.  Uff, nie skończyło się, ale musiałam zawalczyć o siebie. Zadałam sobie pytanie i co się stanie najgorszego jak ktoś pomyśli, a nawet powie, że jestem złą matką? Rozważałam różne scenariusze i nie było tak źle. Potem zapytałam siebie czy jeżeli zapomnę o sobie, swoim rozwoju, pasjach i zajmę się tylko domem i rodziną, mam gwarancję, ze inni to docenią. Odpowiedź brzmiała: NIE.  Potem usłyszałam od córki, miała wtedy 18 lat, …. Mamo gdybyś nie weszła na drogę rozwoju, to byłoby przerąbane w domu…..

Jedną z pułapek jest trzymanie się kurczowo, ogólnie akceptowanych wzorców bez wglądu w siebie, własne pasje, oczekiwania, predyspozycje. I ślepe naśladowanie innych.

Np. uwielbiam Kasię Bujakiewicz. I … wiem, że nigdy nie będę taka jak ona, żebym stanęła na głowie. Różnimy się tak bardzo. Pewnych rzeczy nie zmienię, mogę się nauczyć, ale to nie będę ja. Ile na to potrzeba czasu i energii? A de facto i tak wyjdzie słaba kopia. Czy warto? Czy nie lepiej skoncentrować się na swoich mocnych stronach i je rozwijać?Nie ma takiej opcji, żebyśmy zadowolili wszystkich, to może warto zacząć od siebie.

Spójrzmy na to przez pryzmat wystąpień publicznych, jednych mówców kochamy za energię, innych za dowcip, jeszcze innych za spokój. Jeśli spokój jest udawany, publicznośćodkryje to bardzo szybko, wyczuje fałsz i przestanie nas słuchać. Zamiast naśladować innych, proponuję sięgnąć do własnych atutów i nie zmieniać naturalnych predyspozycji. Wtedy też będziemy przyciągać osoby podobne do nas, pod względem temperamentu, wartości itp., takie którym możemy coś ważnego dla nich przekazać.

Każdy może mieć inny pomysł na życie. Ludzie oceniają przez pryzmat własnych doświadczeń i upodobań. Nawet to samo zachowanie w zależności od stanu psychofizycznego danej osoby może być ocenione zupełnie inaczej. Np. Kiedy wracam zmęczona do domu i w kuchni są wszędzie naczynia, nie wstawione do zmywarki. Jestem wściekła i myślę, że mojej rodzinie nic się nie chce i wszystko jest na mojej głowie.  Innego dnia wracam w dobrej formie, patrzę stoją jakieś kubki, wstawiam do zmywarki, 5 minut gotowe. Myślę: pewnie się spieszyli. Rodzina ta sama, a ocena inna. Obserwując, co się dzieje ze mną, mogę mieć wpływ na pewne sytuacje czyli np. uprzedzić ich, że jak wracam zmęczona po długim szkoleniu chcę, żeby naczynia były w zmywarce, a i jeszcze wolna łazienka. To też dla mnie ważne. Wtedy mogę pożegnać tzw. „wizerunek złośnicy”.Podobnie w pracy czy innej przestrzeni publicznej, jeśli wiem na czym mi zależy, jasno to komunikuję, wtedy mam szansę, że otoczenie weźmie to pod uwagę.

W jakiej roli występuję?

Na różnych etapach życia i w różnych sytuacjach występujemy wróżnorakich rolach, kluczem jest ich zdefiniowanie.  Ważne, żebyśmy my sami wiedzieli w jakiej roli występujemy. Czy będąc szefem zależy mi na kumpelskich relacjach czy raczej chcę być dla moich podwładnych autorytetem, a może człowiekiem od wszystkiego?Jakie chcę wywrzeć wrażenie, jaką relację zbudować? Ważne, by od początku jasno określić swoją pozycję. Na warsztatach,  dotyczących kreowania wizerunku, które prowadzę, proszę często uczestników, żeby zastanowili się nad jednym zdaniem, które chcą, żeby inni zapamiętali. To pytanie o wrażenie jakie chcą zostawić. To ważny element w świadomym budowaniu wizerunku.

Może będą dla was inspiracją pytania jakie sobie kiedyś zadałam, odpowiedź powinna się zawierać w jednym zdaniu.

  • Jak chcę, żeby zapamiętali mnie uczestnicy moich warsztatów?
  • Jak chcę, żeby zapamiętalimnie moi bliscy?

Kolejny krok to sprawdzenie jak inni nas odbierają, czy informacja o sobie ta, którą chcę wysłać w świat, to dokładnie, to o co mi chodzi. Zalecam ostrożność w sięganiu po informację zwrotną, czasem możemy usłyszeć coś,na co nie jesteśmy gotowi. Bezpiecznie jest zacząć wśród przyjaciół i bliskich.

Wizerunek to zbiór informacji na nasz temat, są to z jednej strony fakty, z drugiej odczucia,  to my widziani oczami innych. Im wyższy stopień samoświadomości i samoakceptacji, tym bardziej klarowny i prawdziwy obraz otrzymuje nasze otoczenie.

Świadomość siebie i samoakceptacja  wyraża się w naszej postawie i sposobie komunikacji, tej werbalnej i niewerbalnej. To nie tylko świadomość słabych i mocnych stron , lecz również wartości, uczuć, potrzeb czy przekonań oraz zgoda na to jaka/i jestem.


Iza ZiemińskaIza Ziemińska – trenerka rozwoju osobistego, rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne, doradca biznesowy. Komunikacją zajmuje się od blisko 20 lat. Mocno zaangażowana w projekty wizerunkowo-szkoleniowe, łączące świat rozwoju ze światem biznesu. Założycielka SZKOŁY WYSTĄPIEŃ PUBLICZNYCH oraz autorka programu coachingowego ŻYJ PEWNIE. Zarządza wizerunkiem osób publicznych, m. in. Katarzyny Bujakiewicz, Marzeny Rogalskiej,  Joanny Opiat-Bojarskiej i Andrzeja Polana.

 

Więcej na:

www.izazieminska.com

www.inmangement.com

Iza Ziemińska prowadzi na Festiwalu PROGRESSteron w Warszawie warsztat:

ŻYJ PEWNIE

http://www.dojrzewalnia.pl/oferta/progressteron-34/warszawa/z8631.html

CAŁY PROGRAM jesiennego PROGRESSteronu znajdziesz tu:

www.progressteron.pl

 


Lifestyle Psychologia

Mama i tata się nie rozwiedli, czyli wszystko u nas w porządku. Ten tekst wprawił pewną mamę w osłupienie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 września 2016
Fot. Archiwum prywatne

Zastanawialiście się kiedyś jak widzą was wasze dzieci? Pamiętajcie, że to naprawdę świetni obserwatorzy. Pewna mama, otworzyła zeszyt swojej starszej córki i znalazła w nim krótkie wypracowanie, w którym dziewczynka opisała swoją rodzinę. Efekt mówi wiele o codzienności współczesnych rodzin i dzieci. 

Na kartce w jedną linię, dziewczynka napisała zaledwie kilka zdań:

„Mój tata(…) pracuje jako dyrektor. Moja siostra chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Ja tańczę(…).

Cała moja rodzina mieszka w średniej wielkości mieszkaniu i żyje nam się dobrze. Mama i tata się nie rozwiedli, tylko się często kłócą, ale pewnie im przejdzie. Bardzo kocham swoją rodzinę i nie wyobrażam sobie życia bez nich.” 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Tekst wywołał spore poruszenie w naszej redakcji. Ostatecznie jednak skwitowałyśmy jednym zdaniem: Wszystko u nich w porządku!


Zobacz także

Karl Lagerfeld zmarł z powodu tej choroby. 10 wczesnych objawów raka trzustki / Karl Lagerfeld , Paryż, 2008 r.

Karl Lagerfeld zmarł z powodu tej choroby. 10 wczesnych objawów raka trzustki

„Jeszcze za cicho krzyczymy, by każdy z was pojął godność!”. Mega teledysk #czarnegoprotestu

Konkurs „Mój Klub Superdziewczyn”. Napisz, co robicie razem, by poczuć się jak superdziewczyny?