Lifestyle

Przykazania szczęśliwych waginy i wulwy. Każda kobieta powinna znać swoje ciało!

Redakcja
Redakcja
8 marca 2022
fot. AndreyPopov/iStock
 

Czy wiecie, że niektóre z nas nie odróżniają cewki moczowej od łechtaczki? Że spora część z nas nigdy nie widziała swojej wulwy? Że nie wiemy, jak prawidłowo robić siku? Że można ćwiczyć mięśnie dna miednicy, żeby mieć jeszcze lepszy seks? Znane ekspertki Ewelina Tyszko-Bury i Kamila Raczyńska-Chomyn razem z czternastoma specjalistkami i specjalistami zapraszają kobiety w najważniejszą podróż życia – podróż w głąb własnego ciała. Naucz się, jak ćwiczyć i relaksować mięśnie dna miednicy, żeby zadbać o swoją postawę i… doznać jeszcze więcej przyjemności w łóżku. Przekonaj się, że możesz uniknąć PMS i mieć bezbolesne miesiączki. Uzyskaj jeszcze więcej informacji o endometriozie, menopauzie, płodności, ciąży i kobiecych nowotworach. „ONA” to pierwszy poradnik poświęcony najważniejszym problemom związanym ze zdrowiem intymnym i seksualnym kobiet. Przeczytaj, skorzystaj z porad i podaj dalej najlepszej przyjaciółce!


Wokół pielęgnacji intymnej narosło wiele mitów i nie będziemy cię oszukiwać – część z nich jest podtrzymywana przez koncerny kosmetyczne, ponieważ nasze niezadowolenie z własnych genitaliów i chęć wydawania pieniędzy, by je „ulepszyć”, jest im zwyczajnie na rękę. I tu ponownie wracamy do mojego przekonania, że wiedza to wolność i siła. W tym wypadku mam na myśli wolność od manipulacji i siłę, by zadbać o swoją waginę i wulwę w zgodzie ze sobą.

Wraz z ginekolożką doktor Hanną Szwedą przygotowałyśmy dla ciebie zestaw „cipko‑przykazań”. Pamiętaj jednak, że to ty jesteś ekspertką od własnego ciała i jeśli uważasz, że coś nie jest dla ciebie, to do niczego się nie zmuszaj.

BIELIZNA

  • Jeśli możesz i lubisz, to jak najczęściej chodź bez majtek, na przykład w samej spódnicy/sukience. Najłatwiej może być ci zacząć chodzić tak po domu, gdy możesz po pracy przebrać się w coś wygodnego. Chodzi o ciągły dostęp powietrza do obszaru, który zwykle jest przez wiele godzin „przyklejony” do majtek lub – co gorsza – do wkładki higienicznej, przez co „nie oddycha”.
  • Śpij bez majtek, najlepiej nago, ale jeśli to nie dla ciebie, to zakładaj spodenki od piżamy z naturalnych włókien i jak najmniej przylegające do sromu (na przykład bokserki z luźno wiszącym krokiem).
  • Wybieraj bieliznę bawełnianą lub lnianą, czyli z naturalnych materiałów, i najlepiej jak najmniej farbowaną. Ciemne barwniki stosowane w produkcji ubrań i bielizny (czarny, granatowy) mogą cię podrażniać, zwłaszcza w kontakcie z naturalnie kwaśną w odczynie wydzieliną pochwy.
  • Wybieraj raczej bieliznę o typowym kroju z wygodnym krokiem, nie stringi, ale jeśli to jest właśnie twój ulubiony krój i nie czujesz, by sprzyjało to infekcjom i podrażnieniom, noś, co chcesz, nie będziemy się wtrącać. Niemniej jednak, jeśli czujesz jakiś dyskomfort w okolicy genitaliów, przynajmniej na jakiś czas zrezygnuj ze stringów i postaw na „babcine majty”.
  • Jeśli jesteś w grupie tych szczęśliwych osób z waginą, którym nic nie przeszkadza i mogą nosić, co chcą, ciesz się tym i nic nie zmieniaj.

OWŁOSIENIE

  • Nie ma żadnego obowiązku golenia się ani depilacji intymnej, jeśli nie czujesz takiej potrzeby.
  • Owłosienie łonowe nie sprzyja infekcjom ani nie jest „brudne” czy „niehigieniczne”, to mit wykreowany przez pornografię oraz przemysł kosmetyczny, by wcisnąć ci żele, pianki, maszynki, wosk, krem do depilacji oraz cały arsenał środków łagodzących po goleniu.
  • Do porodu i na wizytę ginekologiczną również nie musisz się golić (a jeśli lekarz/lekarka lub położna nieprzyjemnie komentują twoje owłosienie łonowe, wiedz, że nie mają do tego prawa i nie musisz się na to godzić).
  •  Owłosienie łonowe stanowi naturalną amortyzację i ochronę delikatnego wejścia do pochwy oraz sromu przed bakteriami i zewnętrznymi czynnikami fizycznymi, zatem jeśli masz problem z nawracającymi infekcjami intymnymi, otarciami i podrażnieniami (lub dużo jeździsz na rowerze), to lepiej nie szarżuj z depilacją i na jakiś czas jej zaniechaj lub chociaż ogranicz się do przycięcia włosków trymerem i/lub zostawienia części owłosienia przy samym wejściu do pochwy.
  • Podstawowa zasada jest taka, by mieć takie owłosienie łonowe, z jakim czujesz się komfortowo i zdrowo. Golenie to kwestia czysto estetyczna i to tobie ma być wygodnie, więc – ponownie – jeśli jesteś osobą, która nie zmaga się z żadnymi infekcjami ani podrażnieniami, rób, jak uważasz i jak tobie jest dobrze. Jeśli jednak czujesz, że golenie/depilacja mocno cię podrażniają – zaniechaj ich choćby na jakiś czas.

MYCIE SIĘ

Z naszego doświadczenia wynika, że to najbardziej kontrowersyjny temat, więc usiądź wygodnie i weź głęboki oddech, ponieważ…

  • Wystarczy podmywać się raz dziennie samą wodą, gdy nie masz miesiączki ani infekcji intymnej, a częściej (lecz nie bardziej agresywnie, czyli nadal samą wodą) podczas menstruacji i aktywnej infekcji. Naprawdę.
  • Jeśli mycie się samą wodą jest dla ciebie nie do wyobrażenia i bardzo chcesz stosować detergenty, wybieraj te z jak najkrótszym składem i bezzapachowe. Możesz też spróbować, jak to jest używać detergentu mniej lub rzadziej, czyli możesz brać nie jedną dużą porcję płynu na dłoń, ale pół porcji. Albo rano podmywać się samą wodą, a po całym dniu płynem (lub odwrotnie) – sprawdź, co ci pasuje, ale pamiętaj, że nie ma potrzeby stosowania żadnego kupnego środka myjącego do higieny intymnej.
  • Jeśli nie pasuje ci ani sama woda, ani pieniące się środki myjące, możesz rozważyć olejową higienę intymną. „Mycie się” olejem lub przeznaczonymi do higieny intymnej olejkami bardzo różni się od standardowej pielęgnacji, przede wszystkim dlatego, że olej nigdy nie będzie się pienił, ale tak ma być. Olej będzie delikatnie pomagał zmyć naturalne, codzienne wydzieliny gruczołów łojowych (inaczej mastkę lub smegmę: to ta biała, tłusta wydzielina, którą możesz czasem zaobserwować między wargami sromowymi i w okolicy łechtaczki), dzięki którym nie mamy wysuszonej skóry i okolic intymnych. Ale ponieważ w mastce znajdują się też resztki nabłonka i bakterie, to warto od czasu do czasu delikatnie ją zmywać. A jako że smegma jest tłusta, to najlepiej poradzi sobie z nią inny tłuszcz. Możesz stosować do higieny intymnej oleje spożywcze, na przykład olej lniany, wiesiołkowy, migdałowy lub sezamowy (ten ostatni ma też właściwości antygrzybiczne i antybakteryjne), o ile nie jesteś na nie uczulona. Możesz też zastosować w tym celu specjalne olejki do
    pielęgnacji intymnej z odpowiednio dobranymi składnikami, by dbały o twoją wulwę.
  • Absolutnie nie ma potrzeby robienia irygacji (jest to wręcz niewskazane), czyli płukania waginy wodą z prysznica, wodą i mydlinami, octem czy czymkolwiek innym (chyba że twój lekarz prowadzący/ lekarka prowadząca powie inaczej i zaleci lek z apteki do irygacji). Pochwa sama się oczyszcza przez złuszczanie nabłonka i wytwarzanie wydzielin, które możesz zaobserwować na bieliźnie, a „wspomaganie” jej czymkolwiek z zewnątrz będzie sprzyjało wyłącznie podrażnieniom i infekcjom, ponieważ zaburzy równowagę delikatnej mikroflory pochwy.
  • Pamiętaj o kierunku podcierania i podmywania się (od przodu do tyłu, nigdy odwrotnie, żeby nie przenieść bakterii kałowych w okolice wejścia do pochwy) i o osuszaniu umytego miejsca. Dla zdrowia intymnego kluczowe jest, by było nam sucho. Jeśli masz aktywną infekcję, do osuszania genitaliów po podmyciu się używaj jednorazowego ręcznika papierowego i pamiętaj, by prać majtki w wysokiej temperaturze.
  • Nie używaj na co dzień żadnych chusteczek nawilżanych ani modnego ostatnio nawilżanego papieru toaletowego. To są rozwiązania na wyjątkowe okazje, takie jak podróż czy spanie pod namiotem, a nie do codziennej pielęgnacji. Chusteczki nawilżane i perfumowane (nawet te dla niemowląt) sprzyjają powstawaniu grzybic i infekcji układu moczowego.

Najważniejsze, co musisz wiedzieć o higienie, to to, że im więcej się myjemy, tym bardziej zaburzamy delikatną mikroflorę miejsc intymnych. I to właśnie z tego powodu najczęściej kobiety trafiają do ginekologów z objawami infekcji. Nadmierna higiena sprawia, że wyjaławiamy sobie pochwę, w której poza tak zwanymi dobrymi bakteriami (czyli pałeczkami kwasu mlekowego) bytuje szereg innych mikroorganizmów, żyjących na co dzień w symbiozie. Gdy ją zakłócimy, zaczną się namnażać inne bakterie (najczęściej Gardnerella vaginalis), prowadzące do bakteryjnej waginozy, której leczenie może trwać nawet kilka miesięcy, gdyż najpierw trzeba pozbyć się nadmiaru „złych bakterii”, a następnie odbudować mikroflorę pochwy. Zatem w tym wypadku mniej znaczy więcej, a szczęśliwa pochwa to
taka, której nie przeszkadzamy nadmiernie w samooczyszczaniu się i dbaniu o wewnętrzną równowagę.

KREMY, BALSAMY I SMAROWANIE MIEJSC INTYMNYCH

Tu cię może zaskoczymy, ponieważ po serii porad typu „tego nie używaj, nie ma takiej potrzeby”, pojawia się zachęta, by jednak smarować okolice sromu czymś delikatnie natłuszczającym. Dlaczego?

  • Dzięki natłuszczaniu delikatnej skóry sromu tworzymy barierę mechaniczną między wargami sromowymi a majtkami. Nasze ciało na co dzień się poci, miejsca intymne też, a cały dzień ściśnięcia majtkami może sprzyjać odparzeniom i podrażnieniom. Tłusty krem lub balsam będzie tworzył naturalną izolację w tych trudnych dla wulwy warunkach.
    Wraz z wiekiem spada ilość estrogenów, co z kolei wpływa na spadek poziomu kolagenu w skórze, na jej wiotczenie i wysychanie. Dotyczy to skóry na całym naszym ciele, od twarzy, szyi i dekoltu po srom. Jeśli należysz do osób, które smarują twarz kremem, i czujesz, że twoja skóra tego potrzebuje, smaruj również okolice sromu. To taka sama część ciała, jak każda inna (a nawet delikatniejsza niż cała reszta), więc okaż jej czułość i zainteresowanie. Możesz używać ulubionego oleju (zob. fragment wyżej na temat olejowej higieny intymnej)  lub poszukać innego produktu – byle jak najdelikatniejszego – i masować się kilka razy w tygodniu, bez wprowadzania kremu/balsamu do pochwy, oczywiście. Twoja wulwa będzie ci wdzięczna. W określonych przypadkach, szczególnie u kobiet z niedoborami estrogenów, zaleca się również stosowanie kremów z hormonami dopochwowo.

WKŁADKI HIGIENICZNE

Być może to również będzie dla ciebie zaskoczenie, ponieważ z własnych obserwacji wiem, że Polki uwielbiają wkładki higieniczne, ale stosowanie ich przynosi nam, niestety, więcej szkody niż pożytku.

  • Wydzielina z pochwy to objaw zdrowia! Nie ma nic wspólnego z upławami i jest nam bardzo potrzebna (natomiast upławy to wydzielina najczęściej o przykrym zapachu lub niepokojącym kolorze, często pojawiająca się jednocześnie ze świądem lub pieczeniem, zaczerwienieniem sromu, świadcząca o toczącej się infekcji). Nie jesteśmy w stanie i nie powinnyśmy starać się pozbyć naturalnej wilgoci naszej pochwy.
  • Wkładki higieniczne utrudniają dostęp powietrza do wulwy. Poza nielicznymi wyjątkami są najczęściej z tworzywa sztucznego i zabezpieczone od spodu klejem, którego składu nie znamy. Wilgoć + brak cyrkulacji powietrza + tworzywo sztuczne to idealne warunki do powstawania podrażnień, na co twoje ciało odpowie większą ilością wydzieliny, a nawet upławami, jeśli rozwinie się infekcja. Czyli, de facto, używasz wkładek, bo przeszkadza ci naturalna, zdrowa i chciana wydzielina, przez co niechcący doprowadzasz do sytuacji, w której tej wydzieliny będzie jeszcze więcej, więc będziesz jeszcze częściej zmieniała wkładki i się podmywała… i koło się zamyka.
  • „Odstawianie” wkładek trochę trwa, ponieważ początkowo wagina jakby z rozpędu wciąż będzie produkowała sporo wydzieliny, co może być dla ciebie niekomfortowe. Przez kilka pierwszych dni zmieniaj więc bieliznę parę razy dziennie, aż zauważysz, że pochwa się uspokaja i przestaje wytwarzać aż tyle wydzieliny, ponieważ zniknie drażniący ją bodziec – wkładka.
  •  Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie życia bez wkładek, poszukaj tych z certyfikatami eko, z bawełnianą powłoką i nieperfumowanych (to samo dotyczy podpasek). Staraj się ich używać w wyjątkowych okolicznościach, na przykład podczas owulacji, gdy standardowo mamy więcej naturalnej wydzieliny.
  • Oczywiście, jeśli nie masz pewności, czy wydzielina z dróg rodnych jest prawidłowa i czy nie jest jej za dużo, to skonsultuj się z ginekologiem, zgłoś się na kontrolną cytologię i ewentualne badania mikrobiologiczne.

DODATKOWO PAMIĘTAJ

  • Zawsze rób siusiu po seksie! Dzięki temu znacznie zmniejszysz ryzyko wystąpienia infekcji układu moczowego, ponieważ strumień moczu wypłucze z cewki bakterie „wtłoczone” tam podczas współżycia.
  • Oglądaj swoje miejsca intymne w różnych momentach cyklu, zobacz, jak się zmieniają w odpowiedzi na działanie hormonów. Dzięki temu będziesz od razu wiedziała, gdy zacznie się dziać coś niepokojącego. Pamiętaj, że wulwa to część ciała jak każda inna: jasne, że intymna, ale to nie znaczy, że wstydliwa. Zapoznaj się z nią, dotykaj jej z ciekawością i czułością, a odpłaci ci zdrowiem i przyjemnością.
  • Jeśli coś cię zaniepokoi, udaj się do zaufanego lekarza/lekarki. Nie wyciskaj sama żadnych krostek ani nie walcz sama z wrastającymi włoskami, bo możesz doprowadzić do zakażenia.
  • Jeśli to dla ciebie komfortowe – wąchaj wydzielinę pochwy (możesz wąchać wieczorem krok w majtkach). Wygląd i zapach wydzieliny to bardzo istotny barometr zdrowia intymnego. Wszystkie kwaśne zapachy, podobne do zapachu cydru lub jogurtu naturalnego, są w  normie, podobnie jak zapach zbliżony do piżma. Każdy niepokojący cię zapach (zwłaszcza rybi lub gnilny) prawdopodobnie będzie świadczył o infekcji bakteryjnej – wtedy powinnaś udać się do lekarza. Pamiętaj, że świeża krew miesięczna sama w sobie też nie ma nieprzyjemnego zapachu, a jej woń zmienia się dopiero pod wpływem bakterii.
  • Ślina to nie lubrykant! To bardzo, bardzo ważne, żeby w celu nawilżenia wejścia do pochwy podczas współżycia penetracyjnego nie stosować śliny i nie pozwalać na to partnerowi/partnerce. W ślinie mogą się znajdować bakterie próchnicze (z których część to naprawdę groźne dla zdrowia intymnego paciorkowce), które po dostaniu się do waginy na palcach, penisie lub zabawce erotycznej mogą doprowadzić do przykrej infekcji.

Fragment pochodzi z książki Eweliny Tyszko-Bury i Kamili Raczyńskiej-Chomyn “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”, która ukazała się 23 lutego nakładem wydawnictwa ZNAK.

  • DR HANNA SZWEDA – specjalistka położnictwa i ginekologii. Obszarem jej szczególnego zainteresowania jest uroginekologia – szeroko pojęta patologia dna miednicy, diagnostyka i kompleksowe leczenie. Klinicystka i wykładowczyni akademicka, z empatią obejmuje pacjentki holistyczną opieką.
  • EWELINA TYSZKO-BURY – osteopatka, fizjoterapeutka. Dzięki swojej pracy nauczyła się słuchać kobiecego ciała. Od dziewięciu lat zgłębia tajniki pracy z pacjentkami z problemami ginekologicznymi. Ma to szczęście, że kocha to, co robi. Współautorka książki “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”.
  • KAMILA RACZYŃSKA-CHOMYN – edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy, doula i autorka projektu Dobre Ciało, w ramach którego pomaga kobietom wrócić do siebie po trudnych zdarzeniach, jak poronienie lub doświadczenie przemocy i na nowo cieszyć się własnym ciałem. Wspiera kobiety w poszukiwaniu przyjemności i radości płynącej z eksplorowania ich seksualności. Współautorka książki “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”.

 

 


Lifestyle

Jak żyć, kiedy w Ukrainie trwa wojna. Czy powrót do codzienności jest możliwy? 

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
8 marca 2022
fot. NickyLloyd/iStock

– Dzwonią do mnie ludzie i pytają, jak teraz żyć. Jak pracować, realizować cele. Dla wielu z nas świat stanął w miejscu– mówi Marlena Kazoń, psycholog i psychoterapeutka.

Po pierwsze: nie oceniać

Z jednej strony powstała silna grupa pomocy. W mediach społecznościowych od wielu dni przeważają tematy dotyczące organizacji pomocy, ludzie oferują domy, mieszkania,
utrzymanie, pracę, podwózki, wolontariat na granicy, pieniądze, pomoc w zbiórce. Z drugiej są ludzie, którzy próbują utrzymać dystans, żyć swoją codziennością. I jest to naturalne, tyle, że często jedni oceniają drugich.

Iwona Golonko, psycholog i coach opowiada o dwóch sprzecznych komunikatach, które analizowała ze swoimi klientkami. Jedna z ich narzekała: „jak można w takiej sytuacji wrzucić na Facebooka zdjęcie ostryg i wina? Przecież to świadczy o braku empatii i emocjonalności. Tu ludzie tracą domy, a jakaś wariatka pokazuje, że w piątkowy wieczór je ostrygi!”. Kilka godzin później druga żaliła się: „ nie zniosę dłużej oglądania fejsbukowych zbiórek i relacji z granicy. Dlaczego ci, co pomagają, muszą epatować tym, że to robią. To jest nieznośne”.

– Wspaniale by było gdybyśmy wyłączyli to ocenianie, każdy ma prawo do swoich reakcji emocjonalnych, do działań, które przynoszą mu teraz ulgę. Jeśli coś nas bardzo irytuje, warto się zastanowić dlaczego, bo to zawsze mówi coś o nas – tłumaczy Iwona Golonko.

Dlaczego jestem taka zła, że ktoś jedzie do Medyki i pisze o tym post. Czy ja też pomagam, ale nie umiem o tym mówić? A może kiedyś sama byłam w trudnej sytuacji i nikt nie wyciągnął do mnie ręki? Albo wciąż mi ciężko, właśnie wyzwoliłam się z przemocowego związku, ale nikt tego nie widzi? Albo dlaczego jestem taka zirytowana,  gdy ktoś wrzuca teraz foty z miłego wieczoru? Gdzie narodziło się we mnie przekonanie, że wszyscy muszą reagować tak samo i pomagać? Może jestem zła, że nie mam swojego  życia i uważam, że inni powinni postępować tak samo? Dlaczego włącza się we mnie prokurator? Czy na pewno jestem zła na tych ludzi, którzy nie pomagają, może to nie oni są właściwym adresatem mojej wściekłości? Bo tak naprawdę jestem wściekła na Putina, na sytuację, boli mnie niesprawiedliwość.

Każda nasza reakcja mówi o nas. I jest szansą, by przyjrzeć się sobie.

Po drugie: wiedzieć na co mnie stać

Do Marleny Kazoń dzwonią ludzie, którzy oferowali swoje domy i mieszkania Ukraińcom.

– Wielu z nich ma mnóstwo wątpliwości, zastanawiają się, jak długo to potrwa, są  przerażeni tym, co widzą, jeden mężczyzna opowiada, że kobiety, które przyjął boją się wyjść, ufają  tylko jemu. Nie wszyscy są gotowi na taką zmianę życia dlatego zanim  zareagujemy spontanicznie i oddamy wszystko warto zastanowić się, ile sami jesteśmy w  stanie udźwignąć –   uważa Marian Kazoń.

A mi od razu przypomina się mem Małgorzaty Halber: „Mam taką potrzebę. Żeby działać i brać na siebie za dużo”.

 

Po trzecie: zrezygnować z poczucia winy

Tak, wielu z nas, którzy próbują żyć normalnie ma dziś poczucie winy. Jak zajmować się zakupami i zleceniami, gdy tam giną ludzie? Jak mam myśleć o szkole córki, egzaminach
syna, psie…. (Wpisz właściwe), gdy ludzie tracą domy? Tylko czy będziemy pomóc, gdy sami się zużyjemy?– mówi Iwona Golonko.

– Rozmawiałam wczoraj z Ukrainką, której cała rodzina jest na Ukrainie i nie chce wyjechać. Kobieta nie śpi koleją noc, wciąż sprawdza w telefonie powiadomienia. „Czy  zrobiłaś ostatnio coś dla siebie” spytałam. Zaprzeczyła. Przez ostatnie dni nawet nie  wyszła na spacer, czy pobiegać, choć kocha sport. Bo czuła się winna. „Jak im pomożesz, jeśli sama będziesz miała depresję” spytałam. Każdy z nas wie, gdzie jest jego punkt „dość”, nie powinniśmy go przekraczać.

Po czwarte: odzyskać kontrolę

Choć brzmi to, jak coś niemożliwego.

– Nie chciałabym żeby to zabrzmiało ostro, ale teraz szczególnie widać, że mamy słabe umiejętności regulowania własnych emocji. Nawet często mówimy: poniosły mnie emocje, to nie byłam ja. Ale my wszyscy możemy nad sobą pracować, uczyć się reagowania,  odraczania– uważa Iwona Golonko.

Dlatego powinniśmy codziennie zadać sobie pytanie: co robię, żeby przejmować się mniej,  czy szukam sposobów, żeby się odciąć, jakie mam na to sposoby? Czy wyłączam wiadomości, umiem je sobie dawkować? Czy potrafię oddzielić rzeczy, na które mam wpływ, od tych na które wpływu nie mam? Czy codziennie robię coś, żeby się  emocjonalnie oddalić od stresu?
Ważna jest nie tylko życzliwość dla Ukrainy, Ukraińców, ale też życzliwość wobec siebie samego.

– Straciliśmy kontrolę nad swoim życiem, to, co się wydarzyło, zaburzyło nam poczucie sprawczości, ważne, żebyśmy poszukali obszarów, gdzie wciąż tą sprawczość mamy– radzi Iwona Golonko. – A mamy ją wciąż nad sobą, nad rodziną, pracą, nawet nad pomocą, której chcemy udzielić. Egoizm? Nie. Zdrowe granice. Warto o nie dbać nawet w tak strasznych chwilach.


Zobacz także

Worki pod oczami to nie zawsze jedynie defekt kosmetyczny. Mogą być objawem poważnej choroby

O co tyle hałasu? Żadna tam „noworoczna gorączka”. Nerw codzienny, tyle

„Moja dusza lubi domowy, dwudaniowy obiad o stałej porze i przewidywalność zdarzeń”