Lifestyle

Kurtki przejściowe dla dzieci – przegląd trendów

Redakcja
Redakcja
24 września 2021
 

Zakup idealnej kurtki dziecięcej nie należy do najłatwiejszych zadań, zwłaszcza jeżeli wybieramy odzież wierzchnią na jesień i na tak zwany okres przejściowy. Jakie produkty najlepiej sprawdzą się w czasie deszczowych i wietrznych dni?

Jesień to pora roku, na którą warto się przygotować. Aby skutecznie chronić nasze dziecko przed kapryśną pogodą warto postawić na funkcjonalne i jakościowe okrycie wierzchnie. W nadchodzących tygodniach doskonale sprawdzą się fasony z odpinanym kapturem, który dziecko będzie mogło założyć podczas spacerów, a odpiąć, gdy udajemy się z maluchem na rodzinną uroczystość. Warto zdecydować się na zakup kurtki nieprzemakalnej i wiatroodpornej, która przyda się przy zmiennej pogodzie i podczas dżdżystych poranków. Taka odzież będzie doskonałym wyborem zwłaszcza w pierwszych tygodniach jesieni, gdy dzieci będą ochoczo przebywać na dworze.

Najmodniejsze fasony w tym sezonie

Tej jesieni wybór odzieży przejściowej Coccodrillo dla najmłodszych jest bardzo zróżnicowany. Zarówno rodzice, jak i ich pociechy będą mogły przebierać w najmodniejszych fasonach oraz dopasować kolory i wzory do kreowania własnego, niepowtarzalnego stylu. Tak jak w przypadku innych kolekcji, marka i tym razem zachęca dzieci, do wyrażania siebie oraz swoich pasji.

– Również w sezonie jesiennym bawimy się modą i zachęcamy dzieci do budowania swojego niepowtarzalnego stylu. Zadbaliśmy o to, by produkty były funkcjonalne, zarówno podczas harców na dworze, jak i codziennych sytuacji. O wygodę najmłodszych Klientów zadba miła w dotyku ocieplina, która utrzyma komfort termiczny malucha na najwyższym poziomie. Dodatkowo wszystkie kurtki przejściowe oraz bezrękawniki posiadają odblaskowe elementy i wodoodporną impregnację, dzięki czemu mamy pewność, że dzieci będą lepiej widoczne, zwłaszcza po zmroku, a jesienna, deszczowa aura nie popsuje im dobrej zabawy — komentuje Paulina Żaczyk, p.o. Kierownika Marketingu Coccodrillo.

Błysk w stylu glamour

Tegoroczna jesienna moda obfituje w ciekawe rozwiązania i trendy. Wśród nich szczególne miejsce zajmują połyskliwe materiały oraz metaliczne kolory. Uszyte z błyszczących materiałów kurtki i bezrękawniki to niebanalny sposób na dodanie charakteru nawet najprostszym stylizacjom. Metaliczna kurtka przejściowa sprawdzi się zarówno do casualowego, wygodnego outfitu, jak i do sportowych stylizacji. Na topie jest również odzież wierzchnia w jednolitym połyskującym kolorze. Szczególnie produkty o barwie galaktycznego srebra, czerni i ciemnych odcieni zieleni.

Ponadczasowa funkcjonalność

Inną opcją odzieży przejściowej dla dzieci są bezrękawniki. Świetnie wyglądają, pasują do większości stylizacji oraz dają pewność, że malec nie zmarznie, a jednocześnie nie narażają go na przegrzanie. Bezrękawnik przyda się w szafie każdego dziecka. W tym sezonie Coccodrillo prezentuje w swojej ofercie zarówno modne kamizelki z metalicznym połyskiem, jak i gładkie w pastelowych kolorach dla dziewczynek czy w ponadczasowym kolorze granatu i szarości dla chłopców. W asortymencie można znaleźć również wersje dwustronne, które są idealnym sposobem na to, by za pomocą jednego ubrania tworzyć kilka wyjątkowych stylizacji. Odzież dwustronna to bez wątpienia jeden z gorących trendów wśród odzieży wierzchniej dla dzieci. Takie egzemplarze na pewno nie znudzą się szybko naszemu maluchowi, a on sam może decydować czy chce tym razem wybrać stylizację z jednym, czy drugim materiałem. Poza całkiem gładkimi produktami czy tymi z modnym metalicznym połyskiem, w asortymencie można znaleźć również wersje z barwnymi nadrukami.

 

Modne pikowanie

Kurtki pikowane to jeden z tych fasonów odzieży wierzchniej, który nigdy nie wychodzi z mody. Są lekkie i stanowią modną alternatywę dla puchówek. Główną zaletą pikowania jest skuteczna izolacja od zimna. Powietrze znajdujące się między warstwami skutecznie utrzymuje temperaturę, a liczne przeszycia zapobiegają przemieszczaniu ociepliny, dzięki czemu podnoszą komfort noszenia. Kurtka pikowana to uniwersalna część garderoby, nadająca się zarówno do stylizacji sportowych, casualowych, jak i tych bardziej eleganckich.

Kurtki przejściowe oraz bezrękawniki z nowej kolekcji są dostępne w sklepie internetowym Coccodrillo.eu, a także w prawie 250 salonach stacjonarnych w całej Polsce.


Coccodrillo to znana rodzicom polska marka odzieży dla niemowląt i dzieci, działająca na rynku od 2003 roku i należąca do spółki CDRL S.A. Coccodrillo prowadzi sprzedaż poprzez sklep internetowy, a także za pośrednictwem salonów sprzedaży stacjonarnej. W Polsce są to prawie 250 sklepów w większych i mniejszych miastach. Na świecie oferta marki dostępna jest w 230 punktach na 3 kontynentach: w Azji, Europie oraz Afryce. Coccodrillo ma w swojej ofercie szeroki wybór ubrań, akcesoriów, bielizny oraz obuwia dla dziewczynek i chłopców w wieku od 0 do 14 lat. W asortymencie sklepu można znaleźć zarówno propozycje na co dzień, jak i na specjalne okazje. Marka stawia w swoich projektach na różnorodność i charakterystyczne detale, wysoką jakość materiałów oraz kreatywność i ciekawy design. Wszystko po to, by dzieci mogły poprzez ubrania marki Coccodrillo wyrażać siebie i kreować swój własny styl.


Lifestyle

Dobre słowa, które pozwalają rozwinąć skrzydła – najbardziej inspirujące WASZE listy ❤

Redakcja
Redakcja
24 września 2021
fot. VikkiePix/iStock
 

Czas na rozwiązanie naszego konkursu! Dziękujemy za Wasze maile, czytanie było prawdziwą przyjemnością – wiele z nich wyciągnęłyśmy. Poniżej publikujemy te najbardziej inspirujące, które nagrodzimy zestawami kosmetyków.  ❤ Czekajcie na maila od nas! 

Teresa M.

W małych miasteczkach stać nas tylko na małe sukcesy. A co, jeśli pragniemy czegoś więcej, niż tylko pozostać dobą żoną, dobrą matką, dobrą… Wystarczająco dobrą dla innych, nie myśląc o tym, jak niewystarczająco dobre jesteśmy dla siebie.
Marzenie o pracy wizażystki towarzyszyło mi od dziecka, lubiłam wszystkie zajęcia związane z kreowaniem czyjegoś wizerunku. Będąc mamą czwórki dzieci, szczęśliwą żoną wspaniałego mężczyzny, przy ogromnym wsparciu ze strony męża, postanowiłam zawojować świat wizażu, zapisałam się do akademii makijażu.
 Słowa, które na zawsze zmieniły moje postrzeganie siebie skierowała do mnie cudowna kobieta, szamanka słowa, Pani Katarzyna. Podczas jednych z zajęć w mojej akademii gościliśmy Panią Kasię, specjalistkę od pisma. Jako biegła sądowa w dziecinie, potrafiła dosłownie z nas czytać. Ta obca kobieta na zakończenie zajęć zadała nam ćwiczenie, przez 10 dni codziennie miałyśmy mówić do siebie KOCHAM CIĘ… Patrząc sobie w oczy, spoglądając w lustro.
Pierwsze dni były komiczne, prześmiewcze. Czułam się zażenowana, zawstydzona, rozbawiona groteską tejże czynności. Ale uparłam się dokończyć zadanie. Nie pamiętam którego dnia, niemniej jak echo słowa, które kierowałam do siebie, uderzyły we mnie z taką siłą, że po policzkach popłynęły mi łzy… Uwierzyłam, uwierzyłam sobie, że miłość moja jest szczera. Miłość moja własna, a kobieta stojąca przede mną jest warta mojej miłości, jest silna, jest empatyczna, jest zdolna, jest mądra, zaradna i warta bym troszczyła się o nią, o tą siebie, którą pogubiłam gdzieś między obiadami, kupkami, pieluchami, egzaminami, sypialnianym łóżkiem…
Od 6 lat jestem wizażystką, pracuję przy sesjach zdjęciowych, koncertach, pokazach mody, ale nade wszystko kocham pracować z klientką indywidualną. Mój ukochany rodzaj makijażu to makijaż kobiety dojrzałej, staram się czerpać garściami z doświadczeń innych kobiet, samej dając im to, czego doświadczyłam… Pokazać, jak piękne są wewnętrznie, a zewnętrzna powłoka to tylko i aż geny… Przekazuję Wam dalej… Pokochaj siebie. W życiu masz wybór – MOŻESZ… NIC NIE MUSISZ.
Ograniczenia tworzymy sami, nic w życiu nas nie definiuje, pochodzenie, rasa, orientacja tylko to jakim człowiekiem jesteś, ja jestem ukochanym przez siebie.

Jagoda Z.

Puk, puk. Kto tam? To ja, Jagoda. Lat 31. Marzycielka, kochająca kolorowe stylizacje. Przyszła Mama i kobieta- rakieta, która nie znosi monotonii. Myślicie, że zawsze tak było? Otóż nie!
Od dziecka wiedziałam, że nie potrafię być taka, jak nakazują stereotypy. Miałam własne zdanie, które często nie było tolerowane. A tam, gdzie tarapaty, tam pojawiałam się we własnej osobie 🙂 Nie znoszę szarości. Kocham kolory. Swoje pomysły przelewam na kolorowe, instagramowe kwadraciki. Jednak to one sprawiały, że byłam na ulicy wytykana palcami… tylko dlaczego miałam ugiąć się presji i ubierać tak, jak wszyscy? Wolałam żyć po swojemu… i to właśnie cała paleta barw zaprowadziła mnie do przygody mojego życia 🙂
W poprzedniej pracy poznałam koleżankę, która podążając za marzeniami, dostała wymarzony angaż w teatrze. Pewnego dnia dostałam telefon, że charakteryzatorka potrzebna na planie jednego z teledysków rozchorowała się i nie mają kim jej zastąpić… wtedy usłyszałam słowa: KTO, JEŚLI NIE JA, Z MOIMI POMYSŁAMI i TEMPERAMENTEM? DAM RADĘ!… To był moment w moim życiu kiedy to zastanawiałam się jaką drogę obrać.
…i pojechałam… Prawie uciekłam z tramwaju na ostatniej prostej.:) Jednak te słowa w głowie mnie motywowały! Dałam radę! 🙂 Potem pojawiły się kolejne plany, a wraz z nimi zwiększyła się moja pewność siebie i tego, że warto robić to, co kochamy 🙂
Warto wierzyć w siebie:)
Warto wierzyć w ludzi!
Warto mówić innym miłe słowa, bo to właśnie one mogą odmienić ich los!
Warto kochać życie 🙂

Aleksandra Sz.

„Każdy niesie swój krzyż”. Te słowa usłyszałam wiele lat temu i towarzyszą mi do dziś. Nawet nie wiem, kto to powiedział.  Pamiętam jednak, w którym momencie życia. Byłam zmęczona, wyniszczona psychiczne przez mężczyznę, który podobno mnie kochał. Wręcz nosił na rękach. Byłam szczęśliwa, do czasu. Przyszedł taki moment, kiedy stałam się tą drugą. Ta druga to nie była kobieta. To był alkohol. Dzień i noc zamieniał się w piekło. Trwałam w bezsilności, nie umiałam odejść. Bałam się, wstydziłam, chowałam. Nie umiałam walczyć, a może nie chciałam. Wierzyłam, że to się zmieni. Wciąż jednak było tak samo. I właśnie wtedy usłyszałam te słowa – każdy niesie swój krzyż. I coś we mnie pękło. Rzeczywiście. Niosę krzyż, ale mogę upaść i się podnieść. Po to on jest, by się z nim mocować. Mój jest ciężki, jednak dam radę i wygram. Szłam z tym krzyżem naprzód, ciężar mnie przytłaczał, ale podnosiłam się i walczyłam. W końcu zwyciężyłam. Wiem, że zawdzięczam to krzyżowi, choć wydaje się to dziwne. Tak naprawdę każdy ma go na swoich barkach i nigdy nie należy ugiąć się pod jego ciężarem.

Oliwia S.

W życiu słyszymy niezliczoną ilość słów. Jedne potrafią zranić, ostre niczym brzytwa, znowu inne przyczyniają się rozwinięcia skrzydeł, niczym wielobarwny motyl na letnim wietrze. Te podnoszące na duchu, są w stanie odmienić nie tylko pojedynczy dzień, ale wręcz ukierunkować nas na dobrą drogę. Podjąć odpowiedni wybór, który całkowicie odmieni nasze życia. Tego właśnie doświadczyłam kilka lat temu.

Szkoła dla jednych jest miejscem zabaw, figli i plotek, dla innych uosobieniem ogromnej ilości nauki. Należałam do tego drugiego typu osób. Zestresowana, obawiałam się jakiejkolwiek porażki. Gorszy stopień przyczyniał się do pogłębiania moich lęków. Traciłam pewność siebie, zamartwiając swym stanem bliskich.

Mimo że nauczyciele bywają surowi i wydają się nie rozumieć niektórych z naszych problemów, ja szczęśliwie natrafiłam na tych, którzy mieli wyjątkowy dar empatii i obserwacji. W pamięć zapadły mi słowa szczególnie ważne, które zawierały w sobie pierwiastek niezmiernej dawki motywacji, która popchnęła mnie do przodu. Pewnego razu, polonistka w 2. klasie liceum wzięła mnie na bok i bez jakiekolwiek wstępu rzekła: „Zdaję sobie sprawę, ile nerwów kosztuje cię każde publiczne przemówienie. Wiedz tylko, że wsłuchuję się w każde wypowiedziane przez ciebie zdanie i nie potrafię się nadziwić, jak dojrzale brzmisz. Tylko od ciebie zależy, co zrobisz ze swym talentem w przyszłości. Osobiście mogę cię tylko prosić i bezustannie zachęcać, byś nie rezygnowała ze swych marzeń.”

Jak dobrze mnie znała. Wiedziała, że marzę o karierze związanej z emisją głosu – odpowiadał mi zarówno zawód nauczycielki, jak i lektora. Nikt wcześniej nie powiedział mi wprost, że jest świadomy moich problemów ze stresem. Tak bardzo cieszyłam się, że nie wypowiedziała pustej formułki „Nie stresuj się, bo nie ma czym”, która wyłącznie doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Jej słowa napawały mnie tak wielkim optymizmem, że po raz pierwszy uwierzyłam, że jestem czegoś warta. Otworzyłam się na świat, dzięki tym kilku istotnym zdaniom, które wzięłam sobie do serca. Choć nigdy jej tego nie powiedziałam, kierunek studiów, niegdyś dla mnie niewyobrażalny do obrania, stał się czymś ekscytującym i możliwym do ukończenia, właśnie dzięki niej.

Już wiem, że jeśli będzie mi dostatecznie zależeć, dam sobie radę.


Pat Jan

Jestem mamą niepełnosprawnej Elwirki. W najgorszym momencie mojego życia skorzystałam z poradni psychiatrycznej. Najlepsze i najbardziej motywujące słowa jakie usłyszałam od Pani doktor „postarajcie się z mężem mieć jak najlepsze relacje między sobą, to będzie mieć wspaniały wpływ na Waszą córkę”.

Zastosowaliśmy tą radę. Nasza córka oczywiście wciąż jest chora, jednak każdego dnia widać, że jest szczęśliwa. Zastosowanie tej jednej rady całkowicie odmieniło nasze życie. Zdecydowanie widoczny efekt dodał nam skrzydeł.

Iwona

Jak to w życiu, są wzloty i upadki. Przy jednym z większych moich upadków moja siostra, którą kocham nad życie wysłała mi kiedyś takie zdanie: „Zapytałam Boga:  dlaczego przeprowadzasz mnie przez wzburzone fale? Odpowiedział: bo twoi wrogowie nie potrafią pływać”. Było to 4 lata temu, do dzisiaj przypominam sobie to zdanie, gdy czuję, że jestem u kresu, że nie dam rady i wtedy wiem, żee za chwilę będzie dobrze, bo już niejedna wzburzona fala za mną.

Becia Beatka

Po skończeniu szkoły długo szukałam pracy i po którejś rozmowie kwalifikacyjnej się rozpłakałam. Wtedy też moja mama mi powiedziała: „Może się nie udać wiele razy, ale kiedyś się uda i powiesz sobie: warto było na to czekać! Ważne by w tym wszystkim uwierzyć w siebie z całych sił i powiedzieć sobie: jestem kobietą, mądrą babką, która może wszystko i ma tę moc, wielką moc, zatem uwierz w siebie, Beciu, bo jesteś wyjątkowa”. Dzięki tym słowom podniosłam się i przestałam zamartwiać i już po kilku dniach znalazłam pracę, w której rozwinęłam skrzydła i w której się spełniłam. Przełomowym momentem był dla mnie poród synka i mąż okazał mi wielkie wsparcia zarówno słowne jak i fizyczne. Podniósł mnie na duchu mówiąc: „Rodzisz nasz mały, wielki cud i jak go zobaczysz, będziesz najszczęśliwsza kobietą na świecie, jesteś wielka i kto jak kto Ty dasz sobie radę”. Dzięki tym słowom poród był łatwiejszy, słowa męża bardzo mi pomogły.

Sylwia

Ważne słowa w momentach przełomowych kojarzę z wydarzeniami negatywnymi. Przy „pozytywnych przełomach” słowa mają dla mnie mniejsze znaczenie, mniej zapadają mi w pamięć.

Chcę jednak napisać o słowach, które chociaż dotyczą zdarzeń smutnych, dają ukojenie i pociechę. Zasłyszane od przyjaciółki słowa: „to odczucie minie, będzie lepiej” wypowiedziane podczas żałoby, odczuwania żalu i smutku, przeżywania pewnych kłopotów sprawiły, że powracam do tej myśli w trudnych chwilach i jest to chyba jedyna znacząca dla mnie otucha. Niesie to akceptację tego, co jest i rodzących się z tego emocji, ale też nadzieję. Te przełomowe dla mnie słowa dają myśl – teraz trzeba przeżywać dane okoliczności, one się być może zmienią, być może nie – ale ta silna reakcja, moja złość, gniew czy smutek na pewno się zmienią. Znikną albo zmienią natężenie, sytuacja będzie, mówiąc potocznie do przeżycia.

Myślę, że warto powracać do tych słów w tzw. sytuacjach bez wyjścia, czy kiedy niewiele od nas samych zależy. One rozwijają skrzydła! Skrzydła, które być może były bardzo zwinięte. Paradoksalnie, takie podejście wcale nie sprawia, że nie potrafię doceniać dobrych chwil. <3

 


Teresa

Dobre słowa, które pozwoliły mi rozwinąć skrzydła, to słowa usłyszane od Dyrekcji szkoły. ,,Ty masz fajne pomysły!” – właśnie te słowa pozwoliły mi uwierzyć w siebie. Swoje pomysły, które chomikowałam w głowie, zaczęłam urzeczywistniać. Starałam się solidnie uczyć w szkole, ale też zaczęłam ,,wychodzić” z uczniami do lokalnej społeczności i realizować fajne rzeczy na rzecz najbliższego środowiska. Zaczęłam pracować na większych obrotach i dawałam radę. Od roku jestem emerytowaną nauczycielką. Miałam jeszcze pracować w zawodzie i realizować swoje kolejne pomysły, ale przeszkodziła mi pandemia. Z bólem serca rezygnowałam. Miałam kolejne projekty w głowie. Te projekty były związane z propozycjami Centrum Edukacji Obywatelskiej z Warszawy. Ich program ,,Młodzi w Akcji” motywował mnie do pracy. Pani Dyrektor ceniła to, zawsze mogłam liczyć na jej pomoc przy realizacji projektów edukacyjnych, zawsze otrzymywałam słowa podziękowania ,,za osiągnięcia dydaktyczne i odpowiedzialne budowanie procesu wychowawczego dla rozwoju osobowości ucznia”, w tak pięknym dniu, jak coroczny Dzień Nauczyciela. Mam kolekcję takich podziękowań. One mnie nadal wprowadzają w dobry nastrój. Za to wszystko mojej byłej przełożonej należy się słowo DZIĘKUJĘ BARDZO!

Nagrody:

9 zestawów kosmetyków serii BIOLAVEN, w skład których wchodzą trzy produkty z linii Twarz, Ciało lub Włosy

Biolaven – lawendowy peeling enzymatyczny, o delikatnej konsystencji, skutecznie złuszczający naskórek, wygładzający i wyrównujący koloryt skóry;

 
Biolaven – maseczka całonocna – delikatnie złuszczający naskórek, a dzięki kwasom AHA pochodzącym z soku z sycylijskich białych winogron oraz specjalnego kompleksu składników – wspaniale nawilża i regeneruje;
Biolaven – pianka do twarzy, do codziennej pielęgnacji każdego typu cery – również cery wrażliwej. Działa nawilżająco, łagodząco i kojąco oraz zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia. Utrzymuje fizjologiczne pH i równowagę bariery hydrolipidowej;
Biolaven –  naturalny dezodorant zawiera ekstrakty o właściwościach ściągających (kora dębu, liść szałwii lekarskiej i kwiaty lawendy) oraz składniki absorbujące pot. Dzięki temu niweluje nieprzyjemny zapach i pozostawia uczucie pachnącej świeżości i komfortu przez dłuższy czas. Dezodorant, w odróżnieniu od antyperspirantu, nie blokuje ujścia gruczołów potowych, a zapobiega rozwojowi bakterii, absorbuje wilgoć oraz neutralizuje nieprzyjemny zapach;
Biolaven – odżywka-mgiełka w sprayu do spryskiwania wilgotnych lub suchych włosów, zawarty w niej  kompleks aminokwasów nawilża włosy oraz zabezpieczą je przed uszkodzeniami;
Biolaven – tonik do włosów i skóry głowy, nawilżająco-regulująca, ukoi i nawilży skórę głowy, a dzięki zawartości olejku lawendowego wyreguluje pracę gruczołów łojowych;
BIOLAVEN – delikatna pianka do higieny intymnej, która działa nie mniej skutecznie niż tradycyjne żele. Ekstrakty z lawendy i szałwii lekarskiej działają regenerująco, łagodząco i osłonowo. Otula i nawilża zapewniając uczucie czystości i komfortu. Pianka do higieny intymnej nawilża i przeciwdziała podrażnieniom;

 

Czytaj więcej:

Lawendowa pełnia szczęścia! Tak, testowałyśmy niezwykłe nowości BIOLAVEN 

Lawenda i winogrona – duet o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych. Dlaczego warto docenić ich obecność w kosmetykach? – Oh!me

 

 


Lifestyle

Natalia Kukulska: nawet jeśli coś mnie położy, potrafię wstać i z podwójną siłą ruszyć do działania

Redakcja
Redakcja
24 września 2021

Właśnie mija 25 lat od jej fonograficznego (dorosłego) debiutu – albumu „Światło”. Natalia Kukulska postanowiła to uczcić, oczywiście muzycznie. Do naszych rąk trafia dziś epka pt. „Jednogłośna”. Oprócz tego gwiazda wystąpiła w kampanii marki Avon, w której została twarzą perfum Eve, kolorowych jak jej nowa płyta.

Nie boi się Pani zmian wizerunku, pokazywania różnych odsłon siebie. Patrząc z perspektywy, która z tych odsłon – prywatnych albo zawodowych, jest Pani życiowo najbliższa?

Rzeczywiście, nie boję się. Mój zawód daje mi pretekst, żeby się zmieniać i tym wizerunkiem trochę się bawić. Wizerunek był dla mnie zawsze częścią spójnej opowieści. A najbliższe mi na co dzień są wygoda i naturalność. Na scenie przez lata eksperymentowałam np. z fryzurami, nawet w życiu traktowałam włosy trochę jak nakrycie głowy. Sporo czasu zajęło mi to, żeby najbardziej polubić swój naturalny skręt. Pamiętam moment, że włosy przestały mi się kręcić, a zawsze marzyłam o prostych! Śmiałam się, że przemodliłam o jeden pacierz. Kiedy w końcu pokochałam te kręcone, one zaczęły się prostować.

Na co dzień jestem naturalna, nie jestem w stanie żyć w takim rynsztunku, gotowości. To scena daje mi tę możliwość. Chociaż oczywiście lubię piękno w codzienności. Ważna jest dla mnie estetyka, dopasowanie rzeczy. I nawet jeśli są tylko rzeczy codzienne, lubię, kiedy nie są zwyczajne i mają to coś, co podkreśla moją osobowość.

Jest Pani niezwykle aktywna zawodowo, a w dodatku ma Pani rodzinę, dzieci. Na pewno nie zawsze jest kolorowo. Czy da się te role połączyć?

Pracuję faktycznie cały czas i nie jest to proste. Rzeczywiście mało jest takich momentów, kiedy odpuszczam. Ale mam taką naturę, że lubię również ten stan refleksji nad czymś, co zrobiłam. Często pracuję w porywach twórczych. Lubię wracać do tego, co zrobiłam kiedyś. Nie po to, żeby się zachwycać i upajać, ale żeby wyciągać wnioski. Żeby trochę badawczo spojrzeć na to, co zrobiłam, co mi wyszło dobrze, co chciałam przekazać i czy się to udało. Czy było takie, jakie bym chciała. Niestety ten rodzaj ciągłej autokontroli ciągle mi towarzyszy. W życiu prywatnym jestem osobą, która trzyma w ryzach cały dom, łącząc różne obowiązki i tak naprawdę spinając życie moich dzieci, które są w zupełnie różnym wieku. Nazwałabym siebie raczej kobietą czynu. I oczywiście czasami organizm mówi: stop, trochę bierzesz na siebie za dużo, ale te role  –  bycia na scenie i bycia na co dzień, się przenikają.

Uważam jednak, że najważniejsze jest to, że w każdej z nich staram się być sobą i słyszeć swój głos. Nie chciałabym być pionkiem w jakiejś rozgrywającej się sytuacji, sama zarządzam tymi światami. Gdybym miała tylko sprawy zawodowe i nie miałabym do czego wracać, albo odwrotnie – gdybym skupiła się na rodzinie, codzienności, a nie miałabym gdzie „odlatywać”, to na pewno czułabym się w jakimś sensie niespełniona. Staram się trzymać balans i harmonię między tymi moimi dziedzinami życia i różnymi rolami.

Co na co dzień daje Pani motywację i siłę do działania?

Mówię o sobie Wańka-Wstańka. Mam taką naturę, że nawet jeśli mam jakieś trudniejsze chwile, jeśli mnie coś położy, rozłoży, to potrafię nawet z podwójną siłą się podnieść i wystartować. To bardzo przydatna cecha. Inspiruje mnie wszystko – ludzie, relacje, sztuka. Należę do tego typu muzyków, którzy też muzyką się karmią. Są też tacy, którzy tworząc, nie słuchają niczego, a są tacy, którzy wciąż poszukują, lubią poznawać nowych artystów, nowe brzmienia. Zresztą karmimy się muzyką całą rodziną, jesteśmy nawet dość monotematyczni w tym względzie. Nakręca mnie też bliskość i miłość.

Natalia Kukulska, fot. Marta Wojtal

Pamięta Pani swój pierwszy występ na scenie? Jakie emocje Pani wtedy towarzyszyły? I co się zmieniło przez te wszystkie lata na scenie muzycznej – czy każdy występ okraszony jest dużymi emocjami, czy to już rutyna? 

35 lat temu wyszła moja debiutancka płyta, a na scenie zadebiutowałam jeszcze wcześniej, kiedy miałam… 7 lat – to była piosenka „Co powie tata”. Co do występów  –  nie były one częste. Mój tata postanowił wtedy, że nie będę dzieckiem oklaskiwanym, występującym na scenach. Chciał, żebym mogła prowadzić normalne życie dziecka, później nastolatki. Pamiętam chyba trzy (dziecięce) występy, zazwyczaj podczas jakiejś gali dobroczynnej czy akcji charytatywnej – więc to było naprawdę sporadyczne. Kiedy miałam 12 lat – już jako „naciągane” dziecko, śpiewające dziecięce piosenki – poleciałam w trasę do Stanów Zjednoczonych. I znów mojemu tacie zależało, żebym przy tej okazji miała szansę zwiedzić Stany. I zwiedziłam ich wiele, bo aż 14. Była to wielka przygoda. I faktycznie tam występowałam, ale była to specyficzna sytuacja.

Czyli tak naprawdę moim debiutem, już dorosłym, był wydany 25 lat temu album „Światło”. Scena muzyczna była wtedy zupełnie inna niż teraz. To były początki dużych firm fonograficznych. Olbrzymi rozkwit polskiej muzyki. Czy było łatwiej czy trudniej – nie wiem. Teraz debiutanci mają mnóstwo możliwości pokazywania się, występowania w różnych talent show. Wtedy było tylko kilka firm wydawniczych, które wspierały młodych artystów i selekcjonowały. Dziś, przez to że dostęp jest tak łatwy, naprawdę można znaleźć bardzo ciekawych twórców i to wcale nie tylko w tych głównych nurtach. Nigdy nie należałam do osób narzekających na to, co się dzieje u nas na rynku fonograficznym. Mamy mnóstwo ciekawych artystów, cały czas pojawiają się nowi i to mnie bardzo cieszy.

W którym momencie swojej kariery czuła się Pani najlepiej, najbardziej w swojej skórze?

Byłam na różnych etapach, zawsze starałam się, żeby każdy z albumów był najlepszą wersją mnie. Dawałam z siebie wszystko. Patrząc z perspektywy czasu, chyba najlepiej poczułam się, kiedy zaczęłam sama tworzyć, czyli pisać teksty, współkomponować muzykę, produkować swoje rzeczy. Poczułam wiatr w żaglach. To jest wielka przyjemność móc mówić swoim językiem. I od płyty „Sexi Flexi”, czyli od 2007 r. kontynuuję właśnie myśl autorską. I to teraz czuję się najlepiej, bo to doświadczenie, które zbierałam przez te wszystkie lata, owocuje i mam z czego czerpać. A z drugiej strony cały czas wielki apetyt na to, by zasmakować w muzyce ciekawych, jeszcze nie odkrytych rzeczy. Właśnie wracam z campu songwriterskiego w ZAiKS-ie, gdzie miałam okazję spotkać się z różnymi twórcami. Zadaniowo, w kilka godzin, w różnych studiach i konfiguracjach ludzkich tworzyliśmy piosenki. To bardzo ciekawe doświadczenie, poruszające wyobraźnię i kreatywność.

Co sprawiło, że zdecydowała się Pani na kolejny projekt, tym razem w tematyce beauty. Właśnie została Pani ambasadorką perfum z kolekcji Eve.

Cenię markę Avon. Znajduję w ofercie tej marki, zarówno wśród kosmetyków, jak i zapachów, takie rzeczy, które mi się podobają, których używam i które mnie inspirują ale również bardzo ważne jest dla mnie to, że marka od lat wspiera kobiety. Pamiętam jeszcze z lat 90., czy początku dwutysięcznych, koncert Różowej Wstążki, na którym występowałam. Od lat podoba mi się, że marka buduje świadomość kobiet w walce o swoje zdrowie i zachęca je do badań profilaktycznych. Mocno wspiera też kobiety w sprawie przemocy domowej i wciąż ma nowe pomysły na kolejne działania.

Wyjątkowe w tej kampanii jest to, że towarzyszy jej piosenka z Pani najnowszego muzycznego projektu. Proszę zdradzić co nieco na ten temat – czego my, fani Pani muzyki, możemy się spodziewać tym razem?

Piosenka, której fragment można usłyszeć w reklamie, pochodzi z mojej nowej epki i nosi tytuł „Jednogłośna”. Epka zawiera cztery utwory i rozmawiamy dokładnie w momencie jej premiery. Starałam się trzymać ten projekt jako niespodziankę. Wydaję go oczywiście również cyfrowo, ale w formie fizycznej będzie niezwykły, ma ciekawą grafikę i format winyla, choć jest płytą cd. Chciałam w ten sposób uczcić swoje 25-lecie, dopieścić fanów i kolekcjonerów płyt. Ukarze się tylko tysiąc egzemplarzy tego wydawnictwa, każdy ma swój numer i jest podpisany przeze mnie. To utwory, które stworzyłam muzycznie i produkcyjne z Archie Shevski’m. To muzyk, z którym pracuję już od lat i świetnie się rozumiemy. Teksty są mojego autorstwa.

Jestem bardzo ciekawa, jaka będzie reakcja na tę niespodziankę, na te utwory. Wszystkie mocno osobiste, są trochę refleksją nad relacją z drugim człowiekiem, nad tym, kiedy zaczynamy być sobą i w jakimś sensie siebie lubić. Każda piosenka oczywiście ma inny temat, najlepiej posłuchać, nie będę opowiadać. Ten album jest też pewnego rodzaju zapowiedzią wydawnictwa na przyszły rok. Chciałam żeby w tym roku jubileuszowym od wydania albumu “Światło” ukazało się coś, co nie będzie składanką utworów w stylu the best of, tylko czymś nowym. Dla mnie te cztery utwory to esencja wielu moich podróży muzycznych przez te lata.

W ramach kampanii Avon odbyła się także wspaniała sesja zdjęciowa. Ze zdjęć bije pozytywna energia, radość, euforia. Czy tak właśnie było na planie zdjęciowym?

Tak, rzeczywiście sesja jest bardzo bogata, zarówno w ujęcia, stylizacje, fryzury, makijaże, jak i kolory i znakomicie koresponduje z oprawą mojej epki pt. „Jednogłośna”, która też jest nasycona kolorami. Być może tak jest, że po tych trochę szarych czasach, gdzie cały czas jesteśmy w takiej poczekalni, nie wiedząc, co się wydarzy, pragniemy, żeby to życie wróciło już do swoich normalnych kolorów. Może nas zainspirowało… Ale bardzo miła była również atmosfera na planie, co widać na zdjęciach. Profesjonalna ekipa, z którą się miło pracowało i udało się zrobić sporo ciekawych zdjęć.

Czym wyróżnia się zapach Eve Embrace? Jaka jest kobieta, która go nosi na swoim ciele?

Perfumy i preferencje zapachowe są czymś indywidualnym. To jest jak z gustem, ze smakiem, bardzo trudno o nim mówić i po prostu trzeba poczuć, powąchać i wtedy człowiek może do końca się przekonać. Na pewno zapach Eve Embrace jest pełen słodyczy, kobiecy i subtelny, ale z dodatkiem wyrazistego karmelowo-piżmowego akordu. Jeśli kobieta w taki zapach się otuli, to na pewno doda jej on kobiecości.

Jaką rolę w Pani codziennym życiu grają zapachy? Ma Pani takie, które kojarzą się Pani z konkretnymi wydarzeniami, miejscami czy osobami?

Oczywiście zapachy bardzo długo potrafią zostać w pamięci. Pamiętam zapach perfum fotografki, która robiła mi sesję, jak byłam dzieckiem, pani Renaty Pajchel, bo był dla mnie jakiś taki intrygujący, bardzo orientalny, mocny, powiedziałabym nawet męski. Pamiętam, że jak zbliżała się do mnie ze światłomierzem, to byłam właśnie jakaś taka zauroczona. Takiego zapachu już przez wiele lat nie spotkałam, a potem gdzieś natknęłam się na niego i od razu mi się wyświetliła ta osoba. Tak to chyba działa. Tak samo działają piosenki, muzyka, która kojarzy się nam z jakimś okresem naszego życia, z jakąś sytuacją, z jakimiś wakacjami. To jest wspaniała rzecz.

Zdecydowanie perfumy są czymś ważnym. Czasami na co dzień używam  tych troszeczkę lżejszych, ale przyznam szczerze, że preferuję mocniejsze, właśnie takie orientalne zapachy, z odrobiną słodyczy. I rzeczywiście, jak się nie poperfumuję danego dnia, a wyjdę z domu, to się czuję, jakbym czegoś zapomniała, czegoś „nie założyła”. Idąc już na scenę, potrafię się wrócić do garderoby, żeby się poperfumować, bo mam wrażenie ze jestem nieprzygotowana.

 

Jest Pani wierna jednemu zapachowi, czy zmieniają się one w zależności od pory dnia, roku, czy aktualnego stanu ducha?

Raz na jakiś czas zmieniam zapachy, ale są takie, do których często potem wracam, za którymi tęsknię. Znów porównam to do muzyki – tak jak lubię eksperymentować, poznawać nowe brzmienia, nowe współprace, jest klasyka, do której zawsze miło wrócić, tak też jest z zapachami – jestem otwarta na coś, co może mnie zauroczyć i stać się tym ulubionym zapachem, ale prawdopodobnie zatęsknię za czymś co było mi bliskie, w czym się dobrze czułam.


Zobacz także

Iwona Firmanty: „Mężczyzna musi mieć poczucie, że może chronić i opiekować się swoją kobietą”. Pozwólmy im w końcu na to

Co najlepiej pić, kiedy czujesz, że dopada cię grypa

Miłość, młodość i motyle w brzuchu… Pierwszy poważny związek: oczekiwania kontra rzeczywistość