Kuchnia

„Siostry od kuchni”: Zapiekana sola z zielonymi szparagami i pomidorkami koktajlowymi

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
13 czerwca 2017
Fot. Siostry od kuchni
 

Czas przygotowania: 40 min.

Składniki:

  • pęczek świeżych zielonych szparagów
  • 400 g pomidorów koktajlowych
  • 4 filety z soli
  • 3 łyżki masła klarowanego
  • łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • olej rzepakowy
  • świeżo mielona sól himalajska i pieprz

Przygotowanie:

Jeśli ryba jest mrożona, należy ją całkowicie rozmrozić i osuszyć (można to zrobić dzień wcześniej wkładając rybę do lodówki).

Piekarnik nagrzać do 210°C. Pomidory umyć i osuszyć. Zielonych szparagów nie trzeba obierać, wystarczy je umyć i odciąć zdrewniałe końcówki.

Pomidorki i szparagi skropić oliwą, posolić i popieprzyć, wymieszać, a następnie wyłożyć na blaszkę.

Przygotować marynatę do ryby: masło klarowane rozpuścić, dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, sok z cytryny, sól i pieprz oraz natkę pietruszki – wymieszać,

Rybę ułożyć na blaszce obok warzyw i dokładnie wysmarować marynatą.

Blaszkę włożyć do nagrzanego piekarnika i piec ok. 25 min.

Fot. Siostry od kuchni

Fot. Siostry od kuchni

Zajrzyjcie koniecznie na bloga „Siostry od kuchni” i śledźcie na bieżąco ich poczynania na Facebooku! My co weekend będziemy na naszym portalu umieszczać dla was nowy przepis.

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.

 


Kuchnia

5 kłamstw, w które każe ci wierzyć twoja depresja. Po piąte: „Nie jest wcale aż tak źle”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 czerwca 2017
Fot. iStock/AkilinaWinner
 

Być może nigdy nie czułeś chęci, ani potrzeby, żeby zadać sobie ból. Nigdy nie myślałeś o samobójstwie. Nigdy nie zwróciłeś się o profesjonalną pomoc, gdy miewałeś naprawdę słabe dni, miesiące, lata. Twój stan w niczym nie przypominał tego, co widziałeś na flimach o ludziach chorych na depresję. Twoja depresja była inna, spokojna, podstępna. Okłamała cię na pięć sposobów, by cię lepiej podejść i już nie wypuścić.

Pierwsze kłamstwo: nie masz depresji

Ponieważ mogłeś rano wstać, pójść do pracy, wysiedzieć w biurze 8 godzin, a w domu wykonać wszystkie rutynowe obowiązki, twoja depresja powiedziała ci, że wszystko jest w porządku, jeśli przesypiasz cały swój pozostały, wolny czas. Depresja skłamała, że jesteś wewnątrz spokojny, że to tylko zmęczenie. Że to tylko praca, która zabiera ci całą energię. Tak naprawdę nie miałeś już sił, bo udawałeś, że ona nie istnieje w twoim życiu.

Drugie kłamstwo: wszystko jest w porządku, dopóki to kontrolujesz

Obsesyjnie pilnowałeś zdrowych posiłków, dobrych warunków pracy, trenigów jogi i urlopu. Myślałeś, że jeśli dorzucisz pół godziny jogi lub kilka minut technik relaksacyjnych, kiedy czujesz się naprawdę źle, odpoczniesz i unikniesz nieprzyjemnych myśli. Ale kładąc nacisk na kontrolowanie każdego aspektu twojego życia odmówiłeś sobie spokoju i równowagi. Dałeś jej pole do popisu. Mogła zrobić z tobą, co chciała.

Trzecie kłamstwo: nie jesteś wystarczająco dobry

Nie jesteś wystarczająco dobrym partnerem, przyjacielem, dzieckiem, współpracownikiem. Krytyka, która do ciebie docierała, tworzyła cię, zamiast skłaniać do refleksji i pracy nad sobą. Brałeś z niej to, co najgorsze i ciągle czułeś się gorszy. Wierzyłeś, że nie masz nic do zaoferowania innym, więc budowałeś mury między sobą, a bliskimi.

Czwarte kłamstwo: wcale się nie boisz

Nie masz prawdziwych problemów. Masz dom. Przyjaciół. Pracę. Rodzinę. Nie powinieneś czuć tego, co czujesz. Ten niepokój to jakaś niepotrzebna słabość. Lęk nie powinien tak wyglądać. Nie ma powodu, by to czuć. Prawda jest taka, że ten ​​niedefiniowalny strach napędzany był przez twoją depresję.

Piąte kłamstwo: nie jest jeszcze wcale „tak źle”

Depresja powiedziała ci, że skoro wstajesz z łóżka, to nadal funkcjonujesz. Że skoro nie nawalasz w pracy – wszystko jest w porządku. Że przecież nikogo nie zawiodłeś, nikomu nie robisz krzywdy. Twoje podejrzenia są bezpodstawne, u ciebie jest przecież „inaczej”.

Pierwsza prawda, z którą musisz się zmierzyć to ta, że masz depresję. Ale ona cię nie definiuje. Teraz możesz wyruszyć na odkrywanie nowego, prawdziwego, zdrowego świata.


Na podstawie: themighty.com

 


Kuchnia

Żeby mieć to, czego pragniesz, potrzebujesz tylko trzech rzeczy!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 czerwca 2017
Fot. iStock/diego_cervo

– Żeby osiągnąć cel, trzeba ćwiczyć.

– Żeby ćwiczyć – trzeba chcieć.

– Żeby chcieć – trzeba mieć marzenia.

Nie jest to jakaś myśl zaczerpnięta od mądrych tego świata. To jest rozmowa dwóch chłopców przy kuchennym stole jedzących kolację. Moich dwóch synów, którzy chwilę wcześniej skończyli ze mną oglądać jakiś film, w którym bohater osiągnął to, czego chciał, spełnił swoje marzenia i zagrał na skrzypcach w filharmonii, to stało się powodem ich rozmowy.

Otworzyłam oczy ze zdumienia. Serio??? 9-latek z 11-latkiem w 30 sekund ogarnęli całą istotę tego, nad czym my głowimy się długimi latami, gdzie czasami i tak nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Jak to jest, że dzieci, które dopiero zaczynają wchodzić w swoje życie samodzielnie, widzą więcej niż wielu z nas przed 40-tką rozprawiając się ze swoim życiem, zastanawiając się, dlaczego nie wyszło im to, co zaplanowali?

Jakie to proste.

Najpierw trzeba mieć marzenia

Kim chcieliście zostać będąc dziećmi? A później? Gdy kończyliście szkołę średnią? Pamiętam historię Ani, która marzyła, by iść na AWF, ale rodzice obalili ten pomysł, bo jak to jako 40-latka będzie skakać na jakimś aerobiku. 10 lat później, po depresji, po rzuceniu pracy w korporacji Ania przypomina sobie to marzenie, tak bardzo chce, że zaczyna ćwiczyć. Widzi swój cel, wie, czego w końcu tak naprawdę pragnie i… osiąga to!

Jest Agata, która zawsze marzyła, by mieszkać w Hiszpanii. I kiedy w bardzo trudnym okresie jej życia wraca do niej ta myśl – przepłakuje całą noc z żalu i bólu, że jej życie jest puste, że nie jest takie, jakie miało być. Ale kiedy rano otwiera oczy, czuje moc, bo ma cel, bo ma marzenie i do niego realnie zaczyna dążyć. Bo czemu nie? Bo kto jej zabroni? Kto ją zatrzyma?

Potem trzeba chcieć

Różne są te nasze marzenia. Kiedyś usłyszałam, że są po to, by kolorować nasz świat. No tak, ale samo ich pojawienie się w naszym życiu z czasem może być dla nas bolesne, bo jak marzyć i jednocześnie rozbijać się o szarą rzeczywistość. Już dawno zamieniłam to zdanie na: marzenia są po to, by je realizować. A żeby je realizować trzeba chcieć, a jeśli pójdziemy o krok dalej, to okaże się, że chcemy tylko wtedy, gdy nam naprawdę zależy, gdy ty marzenie jest prawdziwie nasze. Bo tylko o takie marzenie będziemy walczyć, ono zapada w nas głęboko i nawet, gdy o nim zapomnimy – wróci i wtedy żadna siła, nie powstrzyma nas przed jego realizacją. Warto ustawić sobie priorytety, nazwać to, co jest naprawdę ważne, a ważne jest to co nasze, co wypływa z naszego środka, z bebechów, co powoduje, że jakaś dziwna energia wprowadza nasze ciało w dziwne wibracje, powoduje gęsią skórkę i wówczas wiemy, że zadziało się coś bardzo istotnego. Coś czego chcemy, czego pragniemy.

I ćwiczymy

Marzenia są dla nas czymś lekkim, co powinno nas ponieść, dodać skrzydeł – ale to wszystko mity i iluzje, które tak naprawdę ograniczają nas, ograniczają realizację naszych marzeń. Bo – helloooł – aby coś osiągnąć trzeba ćwiczyć – jeny moi synowie już to nawet wiedzą. Aby dotrzeć do celu, o którym marzymy trzeba cholernie ciężkiej pracy. Pracy nas sobą, nad własnymi przekonaniami – to po pierwsze, by otworzyć się na to, czego tak naprawdę MY chcemy, a nie INNI dla nas.

A później krok po kroku ćwiczyć – swoją wolę, swoją pewność. Wizualizować to, po co chcemy sięgnąć. Zrozumieć siebie i wierzyć, że wdrapując się na ten diabelnie wysoki szczyt o nazwie szczęście ważna jest też sama droga.

Mój młodszy syn chce być siatkarzem, ale nie siatkarzem po prostu. Chce grać w reprezentacji Polski, pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Bardzo tego chce, więc o 22:00, kiedy już właściwie ciemno na swoim podwórkowym boisku ćwiczy zagrywkę, przez siatkę, żeby trafić do wiadra po drugiej stronie. Wołam go, ale jeszcze nie, jeszcze chwilę. I gdy wpada do domu szczęśliwy: udało się! Trafiłem! Wiem, że choć pewnie marzenia mu się zmienią, to on już wie, jak dążyć do ich realizacji.


Zobacz także

Wszystko, co powinnaś wiedzieć o… Dieta skandynawska, północna królowa wśród zdrowych diet

Miniogródek na balkonie. Nawet w bloku możesz mieć zioła, owoce i warzywa z własnej uprawy!

Największy dietetyczny grzech tego lata – lody w pączku. Czy staną się hitem w Polsce?