Lifestyle Psychologia

Kochajcie mnie wszyscy! 15 zasad niepoprawnej konformistki

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
14 października 2015
Fot. iStock
 

Jesteś krytykowana i to cię boli? Wciąż słyszysz, że robisz coś nie tak i powinnaś brać przykład z innych? Kiepska matka z ciebie, bo czasami chcesz wychowywać inaczej? Inni wiedzą lepiej, co masz robić ze swoim dzieckiem? A może jesteś bezwzględna w pracy i po trupach osiągasz swój cel? Może cierpisz na chorą ambicję? Zaniedbujesz partnera, bo jesteś zbyt skupiona na sobie? Słaba żona z ciebie? Zakochana w sobie? Egoistka jedna.

Nie słyszałaś, jak inni tak mówią o tobie? Albo miałaś szczęście, że do ciebie nie dotarło albo też jesteś jedną na milion, o której źle się nie mówi. Reszta słyszała. Słyszy codziennie. Za każdym razem, gdy podejmie decyzję inną, niż podjęłaby większość. Za każdym razem, gdy zrobi coś dla siebie. Weźmie pod uwagę swoje potrzeby. Wyszarpnie sobie coś dla własnego celu. W ciągu sekundy znajduje się w ogniu krytyki zarówno kobiet jak i mężczyzn, którzy lepiej wiedzą: a) co powinna zrobić, b) jak ma żyć, c) kim być. W momentach kryzysowych (np. gdy podejmuje ważną dla siebie decyzję: zmienia pracę, partnera lub kolor włosów) ilość krytycznych głosów wokół zamienia się w hałaśliwy tłumek. Głośno skandują: „Nie masz prawa”, „Nie powinnaś”, „Nie wolno ci”. Presja jest tak ogromna, że nie wie co robić.

Jeśli to jest o tobie i masz szczerze dość nieustających krytycznych głosów, mam dla ciebie przepis, który pomoże ci wyzwolić się z tej sytuacji. Już nikt nigdy nie skrytykuje twojego zachowania. Będziesz miała święty spokój i upragnioną konformistyczną ciszę.

Oto 15 zasad życiowych, które wyprostują twoje życie

  1. Masz być podobna do innych. Masz stać w szeregu i się nie wychylać.
  2.  Masz nie być lepsza. Jeśli o to pytasz, to nie zrozumiałaś punktu pierwszego. Taka sama nie znaczy lepsza.
  3. Masz się poświęcać. Dla kraju, miasta, rodziny, partnera i dziecka. Jeśli nie rozumiesz dlaczego, to znaczy że nie zrozumiałaś punktu pierwszego i drugiego.
  4. Masz rezygnować. Przeczytaj punkt 3. i rozwiń. Rezygnować ze swoich pasji. Ambicji (to na pewno! To zawsze jest w sprzeczności z punktem 1, 2 i 3). Z podróży. I marzeń. Najlepiej zapytaj innych, czego powinnaś potrzebować.
  5. Masz dostosować swoje marzenia do możliwości. Innych, nie swoich.
  6. Masz nie prowokować sukcesami. Jednym słowem unikaj słowa: „sukces” jak ognia.
  7. Nie chciej więcej. Więcej znaczy gorzej.
  8. Zrozum wreszcie, że szklanka jest do połowy pusta. Zawsze warto na coś lub kogoś ponarzekać. Byle nie na siebie.
  9. Ucz się od innych umiejętności negatywnego oceniania. To najlepsza terapia na niską samoocenę. Jakbyś zapomniała: Ty taką masz!
  10. Przepraszaj za fajne rzeczy, które uda ci się zrobić. Stosuj atrybucję zewnętrzną czyli „ Eee tam, miałam dobry dzień” albo „To był czysty fart”.
  11. Wbij sobie do głowy, że twoje osiągnięcia nigdy nie są powodowane twoimi talentami. Jakimi talentami? (zapomniałaś o punkcie 1?!)
  12. I nigdy, przenigdy nie mów o sobie dobrze. Ba, nawet niech ci taka myśl nie przechodzi przez głowę. Im więcej samodyscypliny w samoocenie, tym mniej rozczarowań.
  13. I pamiętaj, że każda forma samozachwytu jest przejawem pychy. A pycha prowadzi do alienacji społecznej. Lud cię przepędzi jak Jagnę ze wsi w „Chłopach” Reymonta..
  14. Więc jeśli chcesz być lubiana przez WSZYSTKICH, chcesz czytać o sobie same wspaniałe rzeczy, chcesz wygrywać konkursy na najbardziej sympatyczną Kobietę Roku, to naucz się tych zasad jak Mazurka Dąbrowskiego.
  15. I wyślij go wszystkim tym, których pragniesz nawrócić na właściwą drogę, bo żyją w błędzie, podobnie jak ty kiedyś.

No i..? Jesteś gotowa? Nieee? To mam smutną wiadomość. Wszystko zostanie po staremu. Ba, może być nawet gorzej, bo możesz jeszcze osiągnąć sporo sukcesów w życiu. Nadal będą otaczać cię ludzie, którzy będą mówić o tobie źle. Będzie ich może nawet więcej. Będą cię oceniać, pouczać i krytykować. Będą zapędzać do stada.

A ty naucz się z nimi żyć żyjąc po swojemu. Odsiewaj co niepotrzebne (większość) i rób, co ci serce dyktuje. Wróć do domu i przestań słuchać innych. Wiesz, co masz robić. A przede wszystkim wiesz, czego masz NIE robić.

A wybór masz prosty. Możesz uszczęśliwiać innych albo możesz uszczęśliwić siebie.

Nie martw się czasami udaje się to łączyć. Na emeryturze 🙂


Lifestyle Psychologia

Każdy ma swój „niewysłany list”. Nie ma Cię już niemal rok, a ja nie czuję smutku i tęsknoty…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 października 2015
Fot. Unsplash / Sergei Zolkin / CC0 Public Domain
 

Nie ma Cię już niemal rok, a ja nie czuję smutku i tęsknoty…

Kiedy żyłaś, powtarzałam sobie, że nie mogę tak o Tobie myśleć, że kiedy umrzesz, będę żałować, że może wtedy być za późno, by to wszystko naprawić.

Tych myśli nie potrafiłam przegonić, zmarłaś, a ja jedyne co czuję to ulgę i wolność. Nigdy Ci nie powiedziałam, że byłaś złą matką. Ktoś próbował mi tłumaczyć, że nie byłaś złą, byłaś mamą taką, jaką być potrafiłaś. Na miarę swoich możliwości. Tylko czy ja pozostając do końca Twoim dzieckiem miałam zadowolić się jedynie możliwościami? Nie miałam prawa Cię ocenić, tylko dlatego, że byłaś moją mamą? Czy nawet w tej sytuacji miałam przyjąć rolę tej dojrzałej kobiety, która wszystko wybacza i rozumie i Ciebie wspiera? Nawet tu nie mogłam być po prostu Twoim dzieckiem? Rozkapryszonym, rozczarowanym? Tyle razy chciałam Ci wykrzyczeć, że jestem Twoją córką, a nie kobietą, która musi Ciebie zrozumieć, żeby łatwiej było mi żyć, pogodzić się samej ze sobą.

Nie pamiętam, żebyś mnie przytulała, kiedy byłam mała. Byłaś zawsze z boku. Poprosiłam, żebyś pomogła mi nauczyć się jeździć na rowerze. Zawsze miałaś wymówkę, choćby szykowanie jedzenia dla kolejnych gości. Sama nauczyłam się jeździć, a Ty mogłaś się tym chwalić. Kiedy sprzątałaś, lepiej było  zejść Ci z drogi.  Kiedy do Ciebie mówiłam, czasami przerywałam w pół zdania sprawdzając, czy mnie słuchasz. Nigdy nie zwróciłaś na to uwagi, zawsze przytakiwałaś. Zauważałaś mnie roześmiana w towarzystwie, zawsze na rauszu, kiedy mogłaś się mną pochwalić, moim kolejnym osiągnięciem na koncercie w szkole muzycznej. Tylko nigdy na żaden z tych koncertów nie przyszłaś, bo fryzjer, bo koleżanka, bo ból głowy i zmęczenie. Czekałam na Ciebie. Była babcia, tata, młodszy brat. Ciebie nigdy. Później powiedziałaś, że za bardzo byś się denerwowała, że nie chciałaś, żeby mi udzielały się Twoje nerwy.

Nie jeździłaś z nami na wycieczki, na spacer wkładałaś piękne buty, które okazywały się niewygodne i musiałaś po pół godzinie wracać. Wiesz, że do dziś nie noszę butów na obcasie? A wychodząc z moim dziećmi, kiedy były małe, zawsze zakładam tenisówki. Co zresztą zawsze miałaś mi za złe. Że nie wyglądam kobieco, że powinnam malować paznokcie, mieć makijaż i wyglądać ponętnie. Czyli tak jak Ty? Ty, która, odkąd zostałam nastolatką traktowałaś mnie, jak swoją kolejną przyjaciółkę. Kiedy byłam w szkole średniej, zakochałam się. To wtedy zwierzałaś mi się ze swoich romansów, z seksu uprawianego nad jeziorem, a jednocześnie odpychałaś mojego ojca mówiąc mu, że nie lubisz, kiedy się do Ciebie przytula. A on wracał z pracy zmęczony, znosił Twój i opryskliwy ton.

Myślałaś, że swoją szczerością zbliżysz się do mnie, że stając się Twoją powierniczką sama się otworzę i będziemy mieć taką swoją wyjątkową więź? Wiesz, co? Niedobrze mi. Niedobrze, kiedy to sobie przypominam, kiedy później, gdy już dorosłam, w towarzystwie moich znajomych czułaś się jak ryba w wodzie flirtując z moimi kolegami. Znajomi ze studiów woleli przyjeżdżać do mojego domu na weekend, niż do swoich. Mówili, że mam świetną mamę, że też taką by chcieli, wyluzowaną , z którą można o wszystkim rozmawiać. Na początku próbowałam tłumaczyć, że to nie tak, że to tylko z zewnątrz wygląda na atrakcyjne, że wolałabym dostać słoiki z gulaszem na studia, niż pić alkohol z moją mamą. Nikt nie rozumiał. Później bez komentarza uśmiechałam się tylko na te słowa.

Fot. Pixabay/Hans / CCO

Fot. Pixabay/Hans / CCO

Wyjechałam daleko, urodziłam dzieci. Miałam swoją rodzinę, nie potrzebowałam Ciebie. Ale Ty grałaś w swoją grę. Zaczęłaś we mnie wzbudzać poczucie winy. Dzwonić, obrażać się, gdy nie mogłam rozmawić. Mówić: „Dla mnie już nie masz zupełnie czasu”Nagle stałaś się małą dziewczynką, która potrzebuje pomocy, przytulenia. Tata już dawno nie żył, nie miał kto zaspokajać Twoich egoistycznych potrzeb, sprawić, żebyś znów czuła się w centrum uwagi, by spełniana była Twoja każda zachcianka – nowe buty, ulubione cukierki. Przestraszyłaś się, że zostaniesz sama, zwłaszcza, gdy zaczęłaś chorować – rak płuc, paliłaś całe życie, nawet będąc w ciąży.

Wróciłam. Żeby Ci pomóc. Przeprowadziłam się, zmieniłam pracę. Przewróciłam życie mojej rodziny do góry nogami. Dla Ciebie. Nie walczyłam z Tobą, już dawno straciłam chęci do pokazania Ci, że można inaczej, że bycie mamą zawsze można naprawić. Kiedyś jeszcze wydawało mi się, że rozumiesz, co próbuje Ci wytłumaczyć. Mówiłam, że musimy ze sobą rozmawiać, dbać o to, ile dajemy i czy oddajemy tyle samo. Że chcę zrozumieć, co sprawiło, że byłaś taką mamą. Obiecywałaś, że teraz już wszystko się zmieni, przepraszałaś, ale po kilku dniach zapominałaś o tym wszystkim. No tak, przecież już znowu miałaś moją uwagę. Przestałam tracić energię. Pogodziłam się z tym, jaka jesteś, z naszą relacją. Miałaś tylko mnie i swoje wnuki. Brat do dziś mieszka za granicą. Grałam w Twoją grę, byłam taką, jak tego oczekiwałaś. Tylko tak bardzo bolało, kiedy z dumą w głosie wszystkim wokół powtarzałaś, że jestem taka, jak ty, tak bardzo do Ciebie podobna. A ja najbardziej na świecie pragnęłam być zupełnie inna.

Wszystkie Twoje zarzuty, że poświęcam Ci za mało uwagi, że Cię nie wspieram, że okazuję za małe zainteresowanie Twoją osobą sprawiały, że więź, którą próbowałam utrzymać wisiała na coraz cieńszej nici. Z każdą Twoją pretensją i żalem obojętniałam. Ty próbowałaś mnie przyciągnąć bliżej siebie, a ja z każdą próbą oddalałam się emocjonalnie. Nie mówiłam Ci tego, bo po co. Jakie to miało znaczenie, już wtedy wiedziałam, że tłumaczenie, rozmawianie niczego nie zmieni.

Kiedy umarłaś, poczułam ulgę i wolność. To było coś, co zaskoczyło mnie samą. Bałam się tak bardzo, że będę żałować, że nie zawalczyłam o Ciebie, o to byś była lepszą matką. A tymczasem zamiast smutku i żalu przyszło poczucie, że w końcu uwolniłam się od Ciebie, że już nic nie muszę udowadniać.

Dziękuję Ci Mamo, że zdążyłaś mi pokazać, jaką mamą nie chcę być, że nauczyłaś mnie, że to co na pokaz, choć mami innych, jest krótkofalowym działaniem, że prawdziwe przyjaźnie nie opierają się jedynie na wspólnych imprezach, bo na koniec to wokół Ciebie zabrakło ludzi.

Dziękuję, że dzięki Tobie musiałam się nauczyć, czym dla mnie jest kobiecość, że musiałam pracować nad sobą, by pogodzić się z Twoim brakiem uwagi, że zrozumiałam, że to, że tak bardzo nie chcę być Tobą można przekuć w coś dobrego, a nie w porażkę.

Dziękuję, że Ciebie już nie ma. Że pozwoliłaś mi zostać samą, bez Ciebie.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Lifestyle Psychologia

Mamo, tato to jest ładne! Czy warto inwestować w design dla dzieci?

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
14 października 2015
Mamo, tato to jest ładne! Czy warto inwestować w design dla dzieci?

Ten tekst mogłabym skończyć jednym słowem, warto! Jesteście czy nie jesteście przekonani? Dlaczego warto inwestować w design dla dzieci?

Wcale nie chodzi o to, aby wydawać kosmiczne pieniądze na drogie, designerskie gadżety ale żeby zwracać większą uwagę na rzeczy, którymi otaczamy nasze dzieciaki. To my w dużej mierze kształtujemy ich gust, postrzeganie świata, wrażliwość na to, co piękne i warte uwagi.

Wykorzystajmy to.

Czy warto inwestować w design dla dzieci?

Zawsze byłam zwolennikiem nietuzinkowych rozwiązań, poszukiwań, chodzenia pod prąd także we wnętrzarstwie. Jednym z lepszych przykładów dobrego projektowania dla dzieci są wciąż firmy skandynawskie (tak, ta najpopularniejsza żółto niebieska sieciówka też!) gdzie dominuje prosta forma, użyteczność, oszczędność w fakturach i kolorach na rzecz naturalnych materiałów i ekologicznych rozwiązań.

Doskonale rozumiem tęsknotę za kolorem, za sielskością, chęć stworzenia dziecku bajkowego wnętrza, szczególnie rozumiem to w odniesieniu do rodziców, którzy sami urodzili się w szaro – burej „poprzedniej” epoce. Mieszkaliśmy w bloku z szarej płyty wieczorynka raczyła nas Uszatkiem i Kolargolem (które dziecko potrafiło to wymówić !?),  chłopcy mieli przynajmniej „resoraki”, dziewczynki jeden rodzaj lalki (był tylko jeden odlew czy co!?) różniącej się jedynie peruką i kolorem sukienki z falbanami. Koszmarek tych dziecięcych lat sprawia, że w dzisiejszym, kolorowo plastikowym świecie zabawek przesadzamy, kupujemy za dużo i za często pozbawiając tym, według mnie, kreatywności w zabawie, chęci kombinowania, tworzenia o dobrym guście nawet już nie wspominając.

Moje dzieci dostały kiedyś taką pozytywkę z owieczką, owieczka po naciśnięciu mówiła „beee beee” i śpiewała piosenkę o beczeniu głosem godnym klienta izby wytrzeźwień. Wyzwaniem było przebywanie w tym samym pokoju z taką zabawką. Dobrze, że znudziła się po dwóch dniach kiedy wysiadły baterie i owieczka zamilkła na wieczność.

To samo dotyczy mebli. Co myśli rodzic, który daje się nabrać na hasło typu „pokój rośnie razem z dzieckiem” – matko jedyna, jaka szkoda chciałoby się krzyknąć! Przecież gusta, potrzeby, opinie zmieniamy wiele razy w ciągu naszego życia. Dlaczego więc chcemy zafundować naszemu dziecku to samo łóżko, stołeczek, komodę od niemowlaka do osiemnastki !? Lekka przesada, kiedy przewijak zamienia się w biurko do odrabiania lekcji nie sądzicie?

Przemyślmy lepiej takie zakupy. Nauczmy się krok po kroku jak selekcjonować dostępne na rynku meble, dodatki, zabawki dla najmłodszych. Może najpierw pooglądajmy dobre blogi, zainspirujmy się kimś jeśli sami mamy problem z podejmowaniem takich decyzji.

Zamiast wielkiej naklejki Puchatka lepszy byłby plakat lub reprodukcja pierwszych, rysowanych, czarno białych ilustracji do „Chatki Puchatka” – pamiętacie jakie były piękne ?

Zrezygnujmy z lampy w kształcie auta, księżniczki, żaby. Zabawki i tak wypełnią tą przestrzeń, dodatki i meble dziecięce powinny być jak najbardziej neutralne, powinny wtapiać się w otoczenie a nie przytłaczać. Wywalmy dywan z obrazkiem laleczek czy bajkowej postaci jeśli pod spodem mamy piękny parkiet. Drewno jest ciepłe i zawsze piękne. Omińmy szerokim łukiem dział tapet w markecie budowlanym! Chcielibyście zasypiać mając przed oczami tuzin Kłapouchów!? Serio?

Kupmy za to piękne krzesło, jakąś replikę kultowego projektu. Po co? Żeby oswajać dziecko z dobrym projektowaniem, z pięknymi przedmiotami, których wciąż jest za mało w całym tym zalewie plastikowego kiczu. Po co wydawać swoje pieniądze na rzeczy, które po roku, dwóch znudzą się, opatrzą czy najzwyczajniej w świecie rozwalą.

Zadbajmy o piękną lampę, dobrej jakości tkaniny, poduchy, koce. Inwestujmy w piękne, drewniane zabawki, dzieciaki często nie potrzebują obrazkowej instrukcji, żeby wykreować ciekawe budowle z klocków.

Piękny może być pojemnik na kredki, wieszak na ubranie czy nawet kosz na papierowe śmieci zrobiony w emaliowanego wiadra. Nie bójmy się też eksperymentów z malowaniem ścian (pod warunkiem, że pozbędziecie się żółtej tapety z kłapouchym!) pomalujmy te ściany jakoś ciekawie, czarno białe pasy – czemu nie!? Ostra zieleń – bardzo proszę. Tablicówka czy farba magnetyczna daje jeszcze większe pole do popisu dzieciakom, mogą same bawić się w dekorowanie i pozwalajmy im na to jak najczęściej. To zaprocentuje, stworzy dobrą bazę do dalszych poszukiwań, do zabaw z dobrym dziecięcym designem, do życia w ŁADNYCH, stylistycznie spójnych wnętrzach. Zaufajcie dzieciakom.

Do dzieła rodzice! Odwagi.


Zobacz także

6 cech, których żadnemu facetowi wybaczyć nie można. Nad innymi da się pracować

Chcesz mieć więcej zmarszczek? Zacznij biegać! O tym dlaczego bieganie maratonów nam nie służy

7 kroków do wyleczenia ran przemocy domowej